Change font size Change site colors contrast
Ciało

Pozwól sobie oddychać

23 października 2019 / Marta Osadkowska

,,Są tylko dwa dni w roku, kiedy nic nie możesz zrobić.

Jeden nazywa się wczoraj, a drugi-jutro. Zatem dzisiaj jest właściwy dzień, aby wierzyć, kochać i przede wszystkim ŻYĆ.'' Dalai Lama

Łatwo jest znajdować winnego naszych niepowodzeń.

Czasami to zły los, innym razem jakiś człowiek lub bóg. Zrzucamy ciężar na coś lub na kogoś innego i mamy luz. Chwilowo lżej, można dalej odkładać na później, złożyć broń i odpuścić cel.

Ale czy daje to spokój i satysfakcję? Czy czujemy się z tym dobrze?

Bo przecież wiadomo, że to droga na skróty, a do tego w niewłaściwym kierunku. Coś w nas nie jest zadowolone. Coś uwiera. Coś woła. To nasz umysł, który chce dla nas dobrze. Słuchaj, on dobrze podpowiada.

Buddyzm zaczyna się od odpowiedzialności za własne życie. Tylko my podejmujemy decyzje, to my określamy swój stosunek do otaczającego nas świata, my wybieramy swoje reakcje.

Umysł nieustannie gra sam ze sobą, sprawia, że w nim i z niego wyłaniają się światy, stany, skłonności i wewnętrzne przeżycia wypełnione myślami i uczuciami. Im lepiej rozumiemy, że umysł jest niezniszczalny sam w sobie, tym wyraźniej rozpuszczają się nasze oczekiwania i obawy i możemy swobodnie spoczywać w chwili lub działać. Dzięki temu coraz rzadziej gubimy się w świecie naszych wyobrażeń – w przeszłości lub przyszłości – coraz rzadziej też mamy wrażenie, że musimy coś udowadniać czy za coś przepraszać.

Tylko Ty wiesz, co ci służy. Kiedy odrzucisz ciasny gorset zbudowany z wypada, należy, powinnam, to zrobi się przestrzeń na oddech i refleksję.

Nikt, nawet przy najlepszych chęciach, nie może wybrać za Ciebie. Tylko Ty wiesz, co jest Ci potrzebne. A jeśli jeszcze nie wiesz, to cóż jest ważniejszego, od zdobycia tej wiedzy? Od dania sobie czasu na zastanowienie się nad tym. A jeśli już wiesz, a z jakiegoś powodu tego nie robisz, czas zacząć.

Nie zasłaniać się brakiem czasu, dziećmi, mężem… Nie szukaj na kim lub na czym można zawiesić winę za własne obawy, bezruch, cierpienie. Pozwól sobie oddychać i usłyszeć swój umysł. Na to musi być czas. Wystarczy kilka minut dla siebie, żeby poczuć się lepiej, zobaczyć jaśniej.

Nie szukaj poza sobą, bo tam nie ma nic, co poprawi Twoją egzystencję. Podążanie za wciąż nowymi potrzebami prowadzi tylko do rozczarowania. Pożądamy tego, czego rzekomo nam brakuje i odczuwamy niechęć wobec tych zjawisk, które utrudniają nam radość ze wszystkiego, co uważamy za źródło szczęścia. Szukanie radości życia i własnej wartości w przedmiotach, prowadzi do podporządkowania się zarabianiu pieniędzy, a w konsekwencji do odpychających uczuć, takich jak głupia duma – która z powodu patrzenia na innych z wyższością pomniejsza naszą zdolność do cieszenia się życiem – a także chciwość, zawiść i nienawiść. Z buddyjskiego punktu widzenia szczęście i radość nie zależą od warunków zewnętrznych, które nieustannie się zmieniają, lecz od przeżywającego wszystkie zjawiska – od samego umysłu. To Ty jesteś Słońcem, w Tobie jest jasny umysł. Tylko Ty decydujesz o sobie i Twoim otoczeniu.

Jeżeli chcemy trwale zmienić swoje postępowanie, musimy nauczyć się rozpoznawać przyczyny własnych nawykowych działań już w tym momencie, gdy do nich dochodzi i świadomie utrzymać jak najwięcej przestrzeni między przeżyciem, a przeżywającym. Dobrze jest rozpoznawać przyczynę i skutek, a także zmienność i nierzeczywistość wszystkich rzeczy, a także starać się każde, nawet najdrobniejsze działanie wykonywać świadomie, ze zrozumieniem oraz unikać wszelkich szkodliwych zachowań.

Oddychaj. Podpowiem Ci jak zacząć.

Relaksujące ćwiczenie oddechowe redukuje stres i obniża napięcie. Usiądź tak, aby Twoje plecy były wyprostowane. Język dotyka granicy górnych zębów i podniebienia. Zrób głęboki wydech przez otwarte usta. Zamknij usta i weź spokojny wdech przez nos, licząc w myślach do czterech. Zatrzymaj powietrze na wdechu licząc w myślach do siedmiu. Zrób całkowity wydech przez rozchylone usta, licząc w myślach do ośmiu. Powtórz kilka razy. Ile potrzebujesz. Czas, jaki spędzasz w poszczególnych fazach nie jest tak ważny, jak stosunek 4:7:8. Na początku możesz liczyć szybko, praktyka pozwoli Ci stopniowo zwalniać tempo.

Oddychaj. W oddechu jest początek wszystkiego.

Każda zmiana, każda dobra decyzja, każdy krok zaczynają się od głębokiego wdechu. Nie jutro, nie później, nie jak los będzie sprzyjał, a dzieci zmienią się w niewymagające aniołki z reklamy nieistniejącego życia. Tu i teraz.

Wyprostuj plecy i weź głęboki oddech.

Felieton

O kulturze chorowania, której w Polsce nie ma

10 grudnia 2019 / Agnieszka Jabłońska

Od jakiegoś czasu ze zdziwieniem obserwuję pewne zjawisko.

W moim mieście (pozdrawiam Łódź), gdy samochód zatrzyma się przed przejściem dla pieszych – pamiętajmy, że ma obowiązek – by osoba mogła przejść na drugą stronę ulicy, pieszy dziękuje. Każdy jeden człowiek: dziecko, kobieta, mężczyzna kłania się kierującemu pojazdem, wyrażając wdzięczność za to, że postanowił przestrzegać przepisów. Jeśli ktoś, kazałby mi napisać referat naukowy o symptomach problemów społecznych, ten punkt zająłby wysokie miejsce na mojej liście. Tak jak kultura chorowania...

Czy wciąż „służba” zdrowia? 

Nie mniej interesujące są działania podejmowane w obszarze zdrowia. Lekarze, którzy jeszcze nie tak dawno wypisywali zwolnienia na mycie okien, na „teściowa do mnie przyjeżdża” i na „mam dość, muszę odpocząć panie doktorze” dzisiaj trzymają klawiatury pod pachą i z politowaniem kręcą głową. Gorączka, kaszel, dreszcze? No cóż, trzeba będzie wziąć jakiś „-ex” i położyć się do łóżka, ale tylko wieczorem, bo „ja pani zwolnienia na przeziębienie nie przepiszę”. Tak więc jeżdżą komunikacją i chodzą po ulicach ludzie zasmarkani, ludzie zakasłani, którzy wyziębieni w poniedziałek marzą tylko o piątku i ciepłym łóżku. 

Inną grupą są „ja nie dam rady?!” O, to jest dla mnie inny gatunek ludzi, serio, ludzie XXI wieku, idealnie przystosowani do pracy w korporacjach. Antybiotyk w kieszeń i można pędzić do biura. Do tego jeszcze ze dwie zielone kapsułki – koniecznie z płynem, bo szybko się wchłania i coś na katar. Tutaj najlepszy będzie bloker, żeby z nosa nie leciało podczas ważnego spotkania. W przypadku pań niezbędna będzie jeszcze dodatkowa warstwa podkładu, ale czego się nie robi dla pracy, prawda? Na pewno wszystko to, czego praca nie robi dla nas. 

Zdowie? A co to? 

Myślę, że mogę to śmiało powiedzieć: w Polsce nie mamy kultury chorowania. Jesteśmy jej absolutnie pozbawieni, a własne zdrowie – w kontekście pracy zawodowej – jest punktem, który najmniej nas interesuje. 

Zawsze mnie zastanawia, jak bardzo trzeba być zafiksowanym na cyferkach (mam na myśli tę wartość między przychodami a kosztami i hasło, na którego dźwięk większość właścicieli firm i zarządzających zaczyna się szeroko uśmiechać – „dochód”), aby nie widzieć ludzi. Mam rewelacyjny pomysł! Niektórzy pracodawcy oraz dyrektorzy zarządzający w firmach powinni przyklejać do biurek numery. W ten sposób musieliby rozmawiać z 10, 15 i 23 bez męczenia swojego zajętego umysłu takimi głupotami jak imiona i nazwiska. Nawet ładnie wyglądałoby to w comiesięcznym zestawieniu – 10 jest rentowna, ale 15 nie, więc trzeba ją wyłączyć z projektu. Zero sentymentów i można śmiało zrezygnować z tego trudnego i krępującego – tylko czasami i tylko dla niektórych – „niestety, ale nie spełnia pani oczekiwań naszego zespołu”. Zamiast żenującej rozmowy można by wysłać po prostu załącznik w mailu z krótką adnotacją „plan kwartalny nie został wykonany, umowa wygaśnie dnia x”. O ileż takie zarządzanie lepiej wpisuje się w koncepcję przedsiębiorstwa otwartego na zmiany i młodego, dynamicznego zespołu, prawda? 

Zdrowie mamy jedno – trywialne? Ale prawdziwe 

Pracę zawsze można zmienić, grono klientów odświeżyć, a priorytety przewartościować. Przedsiębiorstwo można przeorientować z podmiotu, który generuje dużo transakcji przynoszących niewielki zysk, na firmę obsługującą niewielu, ale starannie wyselekcjonowanych klientów. Dobre zarządzanie, opracowanie właściwej strategii może przynieść zadowalające rezultaty i to nie zawsze w długim okresie! I wiesz co? Twój szef pewnie o tym wszystkim wie, ale ma to gdzieś. (Jeśli nie, to się go trzymaj). 

Zdrowia przeorientować się nie da. Latami pracujemy na to, żeby dorobić się poważnych chorób, żeby spieprzyć sobie wymarzoną emeryturę, na którą tak czekamy. Z braku czasu rezygnujemy z regularnych kontroli i wizyt u lekarzy specjalistów. Wiesz, że od zepsutego zęba można nabawić się poważnej choroby serca lub nerek? Brakiem pieniędzy tłumaczymy kolejny rok bez badań kontrolnych. Początki anemii to dla nas przesilenie zimowe/letnie/wiosenne/wyprzedażowe. Nie mierzymy ciśnienia, chociaż naszą normą są cztery kawy dziennie, bo „to dobre dla starych ludzi”. Jemy szybko, byle co, byle jak – na przystanku, w samochodzie, przed szkołą, czekając na dzieci. Rezygnujemy z herbaty i zdrowego śniadania, ale nie pogardzimy urodzinowym ciastem koleżanki. Tyjemy – otłuszczamy się, zapychamy sobie tętnice tłuszczem, nasz cholesterol zaczyna nieśmiało dopominać się o uwagę – w okolicy 40stki – i idziemy pewnym krokiem w stronę miażdżycy. Chcemy mieć chorobę wieńcową, bo to takie modne i lekarstwa można sobie pobrać fajne, bo „na coś trzeba umrzeć”. A jeszcze goni nas cukrzyca i ona jest czasami pierwsza. 

Pierwszy raz, gdy my, kobiety myślimy o zdrowiu 

Wiesz, co jest często najlepszą motywacją dla kobiet, żeby schudły? Celowo nie mówię o zmianie nawyków żywieniowych, bo to po prostu za dużo. Ciąża lub jej brak! Tak, czas prokreacji sprawia, że zaczynamy myśleć o swoim organizmie – niektóre z nas pierwszy raz w swoim dorosłym życiu, jak o złożonym systemie, który potrzebuje naszego wsparcia, by dać nam to, czego pragniemy – zdrowe dziecko. Wtedy następuje odchył w drugą stronę. 

Żebyś mnie dobrze zrozumiała – nie bronię żadnej przyszłej mamie przeżywania ciąży dokładnie tak jak sobie wymarzyła i według optymistycznego scenariusza. Zastanawia mnie jednak, co myślą kobiety, które idą na L4 chwilę po zobaczeniu na teście dwóch kresek i potwierdzeniu ciąży – zdrowej! – przez ginekologa. Może chcą odpocząć od nudnej i męczącej pracy, może mają dość kieratu, w które same dały się wpakować. Może liczą na to, że z pozycji domu i wygodnej kanapy po prostu miło spędzą kilka miesięcy. Kobiety w ciąży są mocno nastawione, by zadbać o swoje zdrowie. Łykają wszystkie witaminy, mocno dbają o to, co znajduje się na ich talerzu. Często dobrowolnie rezygnują z ruchu i zapominają o kontakcie z własnym ciałem. 

Chwila, chwila! Zastanówmy się, dlaczego ciężarna kobieta, która czuje się dobrze, ucieka z pracy na L4? Często koronnym argumentem (oczywiście niejedynym) jest ten, że wszyscy przychodzą do biura chorzy – latem klimatyzacja, w pozostałym okresie wirusy – i ryzyko, że przyszła mama się zarazi, jest bardzo duże. Brak kultury chorowania z firmach może wykluczać świadome ciężarne bardzo wcześnie z życia zawodowego. 

Chorujmy porządnie, no! 

Jak ja bym chciała, żebyśmy znowu nauczyli się chorować! Żeby chory pracownik mógł iść i spokojnie położyć się do łóżka, wypocić, wspomóc swój organizm za pomocą snu i ziół. Spędzić w tym łóżku 2-3 dni i wypocząć, nabrać sił – wyzdrowieć porządnie! Chciałabym, żeby pracodawca sam wysłał do domu chorego pracownika po to, żeby nie zarażał reszty zespołu i – jeśli ma z nimi styczność – klientów! To jest jednak wierzchołek góry lodowej. 

Szybciej się nie da? 

Zobacz, wszyscy chcemy wszystko szybko. Sorry, taki mamy klimat. Nikt nie chce czekać dwa razy dłużej na ofertę, na usługę, na obsługę – ciśniemy siebie wszyscy równo. W nosie mamy zdrowie  samopoczucie drugiego człowieka. Jedna z najsmutniejszych sytuacji, o jakich słyszałam ostatnio? Pracodawca nie uznał dnia wolnego na pogrzeb ojca pracownika – po prostu powiedział, że nie ma takiej możliwości. Jak się pewnie domyślasz, cała sprawa skończyła się ustaniem stosunku pracy i przykrymi słowami. Znów zabrakło empatii. Jak więc mamy mieć empatię w stosunku do osoby, która ma katar i dreszcze, jeśli nikt nie współczuje nam, gdy chorzy przychodzimy do pracy? 

Takie słowo na „e”, o którym nie pamiętamy 

Uważam, że współczesnej kadrze zarządzającej – pozwolę sobie na generalizację – brakuje empatii. To nie jest wymagana cecha w czasie rozmów o pracę, czy spotkań ewaluacyjnych. Po prostu jej nie badamy, a powinniśmy. Z punktu widzenia zarządzania przedsiębiorstwem lub zespołem ludzi nie jest to cecha najważniejsza, ale! powinna być wymagana! Dobry lider, który nie rozumie, że pracownik chory, to pracownik bezproduktywny, nie powinien określać siebie, jak osoby o szerokich kompetencjach. 

Czy możemy działać inaczej? TAK! 

Myślę, że po prostu możemy spróbować. Nie denerwować się na poczcie, gdy z powodu choroby jest czynne tylko jedno okienko, zastąpić w pracy koleżankę, która ma anginę, spokojnie podejść do pracownika, który przynosi L4. Miałam okazję poznać wspaniałą kobietę – pełną empatii i serdecznego ciepła. Dopiero później dowiedziałam się, że zawodowo zajmuje wysokie, kierownicze stanowisko w popularnej w Polsce firmie. Jestem pewna, że całą swoją pozytywną energię wkłada w pracę. Jestem przekonana, że jej pracownicy – kieruje zespołem ludzi – to nie cyferki w tabelce, tylko ludzie z historiami, problemami i czasami chorobami. 

Chciałabym, żebyśmy wszyscy na każdym szczeblu kariery zawodowej i w różnych sytuacjach – również na przejściu dla pieszych – byli po prostu bardziej ludzcy dla siebie. 

 

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo