Change font size Change site colors contrast
Felieton

Krzywda. Dlaczego ją romantyzujemy?

14 grudnia 2017 / Basia Grabowska

Od małego dorośli powtarzali mi, żeby nie brać cukierków od nieznajomych panów i nie wsiadać do ich samochodów.

Słyszy to każda dziewczynka, zaraz po tym, kiedy zaczyna samodzielnie chodzić do szkoły czy wracać od koleżanek. Kiedy słyszałam takie przestrogi, wiedziałam tylko, że w razie niedostosowania się do tych zakazów, grozi mi jakaś duża krzywda. Ta dziecięca beztroska nie chciała pozwolić mi uwierzyć, że...

Od małego dorośli powtarzali mi, żeby nie brać cukierków od nieznajomych panów i nie wsiadać do ich samochodów.

Słyszy to każda dziewczynka, zaraz po tym, kiedy zaczyna samodzielnie chodzić do szkoły czy wracać od koleżanek. Kiedy słyszałam takie przestrogi, wiedziałam tylko, że w razie niedostosowania się do tych zakazów, grozi mi jakaś duża krzywda. Ta dziecięca beztroska nie chciała pozwolić mi uwierzyć, że naprawdę istnieją jacyś źli ludzie, którzy mogliby mi zrobić cokolwiek strasznego. Moim najboleśniejszym przeżyciem w dzieciństwie był nieszczęsny rozwód rodziców. Nie przeżyłam jednak żadnej traumy czy osobistej tragedii, która odcisnęłaby piętno na mojej psychice czy na moim ciele. Ale, niestety, nie wszystkie dzieciaki miały takie szczęście.

Jako mała dziewczynka oglądałam „Piękną i Bestię” i byłam zniesmaczona zachowaniem Gastona w stosunku do Pięknej.

Nie wierzyłam, jak można powiedzieć dziewczynie, że książki nie są dla niej, bo nigdy nie byłam wychowywana w takiej kulturze. To był raczej pierwszy element, który nie pasował do mojej wizji układanki świata. Potem obejrzałam resztę kolekcji Disneya (po kilkanaście razy), a jako nastolatka czytałam ckliwe książki i oglądałam filmy, które ogląda się zwykle po rozstaniu, często w towarzystwie chusteczek i butelki wina. Od tamtego czasu jestem nieuleczalną romantyczką, ale dopiero niedawno zauważyłam, jak wszystko każe nam się romantyzować. Także sytuacje, w których dziewczyna mówi „nie”, a ten sprzeciw bywa zmieszany z błotem.

Prawie każdy serial, książka czy film przeznaczony dla nastolatek zawiera podobny element.

Dziewczyna mówi zakochanemu chłopakowi „nie”, bo zwyczajnie jej się nie podoba, a on białorycerzy i „walczy” o jej względy, kompletnie przy tym ignorując jej uczucia (czy też ich całkowity brak). Wspina się na balkon, żeby wkraść jej się do pokoju, namolnie wysyła wiadomości, czasem szpieguje. To wszystko jest przecież bardzo urocze, wręcz słodkie. Nie ma co: chłopak się stara! Zależy mu! Potem zdarza się, że dochodzi do tego agresja, bo „taki chłopak zawsze dostaje to, czego chce”. Ta agresja tłumaczona jest romantyczną zapalczywością i nieustępliwością, a szczęśliwi widzowie dostają magiczną opowieść; o rycerskich pojedynkach czy chłopięcych bijatykach. Które, chociaż są agresywne, a zdanie wybranki zostaje całkowicie zmarginalizowane, znajdziemy oczywiście na dziale wzruszających romansideł.

W liceum dowiadujemy się, że romantyzm ma wpisany w siebie tragizm.

Polonistki najczęściej uczą, że chodzi tu o niespełnione uczucie; tragiczną miłość czy tęsknotę za ojczyzną. Ale nie mówią, jak sobie z takim niespełnionym uczuciem radzić. Czy o tym, że Łęcka z Lalki, mimo że zachowywała się czasem bardzo niekulturalnie i bezdusznie, to nie powinna być zmuszana – także przez tłumy maturzystów z pedagogami na czele – do pokochania Wokulskiego. Doszliśmy do etapu, w którym romantyzujemy nawet samobójstwa – oczywiście osób, które nie znalazły odwzajemnienia swojej miłości. Mówimy o nich, nagrywamy filmy i piszemy książki, a w szkołach nie powie się, że zachowanie sztandarowej pary z Werony nie jest godne naśladownictwa, a samobójstwo samo w sobie nie jest, a przynajmniej nie powinno być, czymś na porządku dziennym. Za to powie się, że to piękne – umrzeć z miłości, dla miłości i w jej imię. Tylko co z tymi, którzy zabili się, bo kochać nie chcieli i zwyczajnie nie mogli? Co z tymi, którzy popełniali samobójstwa, bo bywali do czegoś zmuszeni – fizycznie lub psychicznie, do wytwarzania uczuć, którzy sami nie byli w stanie wygenerować? Czy to też jest romantycznie piękne?

Krzywda jest często niewidzialna.

Dzieci nie chcą robić problemów i nie umieją o nich mówić. Próbują same poradzić sobie z tym, że czują się niewystarczające, przymuszane czy nawet nieświadomie wykorzystywane. A my, kiedy mówimy o molestowaniu, myślimy o młodych dziewczynach, najczęściej w przedziale 20-30. Myślimy o klubach, tabletkach gwałtu, dużej ilości alkoholu. Nie kojarzymy tego zjawiska z małymi dziewczynkami, których nie tylko dotykają czasem „źli wujkowie”, ale one same są niewinnie nieświadomie – swoich praw i granic. Tego kiedy zaczyna się krzywda i kiedy mogą się na coś nie zgodzić. Nie myślimy o dziewczynkach, które dopiero dorastają – szminkują, spódniczkują i szpilkują, często przez przypadek stając się nimfetkami dla dorosłych mężczyzn, którzy tylko ślinią się na myśl o ich defloracji. To obrzydliwe, przerażające i całkowicie straszne, wiem. Ale chociaż jestem idealistką i wierzę w dobrych ludzi, tworzących dobry świat, to rzeczywistość jest taka, że pośród tych dobrych pojawiają się źli. A świadomość tego jest pierwszym krokiem do bezpieczeństwa.

Nie jestem matką i pewnie jeszcze przez długi czas nie będę. Ale mam oczy i obserwuję, jak często unika się tematów w rozmowach z dzieckiem. Nie tylko o seksie, ale także o tym, jakie czekają na nich ewentualne zagrożenia i o tym, jak mogą ich uniknąć. O tym, że mają prawo; do wytaczania granic swojej strefy komfortu, do mówienia „nie”, do protestowania i do asertywności.

A przede wszystkim o tym, że cokolwiek by się nie stało, to powinno się o tym mówić, żeby móc otrzymać pomoc.


Designed by katemangostar / Freepik

Felieton

Wakacyjna miłość, czyli jak nie dać nabić się w butelkę

3 września 2018 / Agnieszka Jabłońska

Wakacje sprzyjają namiętności, gorące słońce pobudza nas i wyzwala apetyt na miłość.

Pojechałaś na wakacje z ciocią do Ciechocinka albo poleciałaś na piękną grecką wyspę, gdzie miałaś szansę poczuć się jak bohaterka „Mamma mia!”. Kilkanaście dni minęło wam – a jakże! – na wspólnych spacerach po plaży, kąpielach w morzu i patrzeniu na zachodzące słońce, pocałunkach i odkrywaniu siebie. (Z tymi zachodami słońca...

Wakacje sprzyjają namiętności, gorące słońce pobudza nas i wyzwala apetyt na miłość. Pojechałaś na wakacje z ciocią do Ciechocinka albo poleciałaś na piękną grecką wyspę, gdzie miałaś szansę poczuć się jak bohaterka „Mamma mia!”. Kilkanaście dni minęło wam – a jakże! – na wspólnych spacerach po plaży, kąpielach w morzu i patrzeniu na zachodzące słońce, pocałunkach i odkrywaniu siebie.

(Z tymi zachodami słońca to trzeba uważać i bardzo dokładnie czytać zapisy z katalogów, wbrew pozorom ani kilkadziesiąt godzin w autokarze do Chorwacji, ani lot do Hiszpanii mogą nie zagwarantować odpowiedniej dozy romantyzmu, jeśli słońce chowa się za wyspę-górę lub zachodzi z innej strony).

Urlop jednak dobiegł końca, wakacje zamieniają się w piękne wspomnienia, ale ty wróciłaś do domu z mocnym przekonaniem, że zbudowałaś relację życia i jesteś w związku na odległość. Bardzo serdecznie ci gratuluję i życzę szczęścia, zanim jednak po raz pięćdziesiąty spojrzysz na czarny wyświetlacz smartfona, ty się dziewczyno zastanów!

Czy on również uważa, że jesteście parą?

Mogłaś poznać najfajniejszego faceta, którego nawet nie wypada porównywać do kolegów ze szkoły, czy studiów. Jest jedyny i wyjątkowy, a każdy jego uśmiech sprawia, że zamieniasz się w shake’a waniliowego z czekoladową posypką. Czas, który z nim spędziłaś, był bez wątpienia najlepszy w życiu, a odbicia waszych stóp na piasku wyglądały tak uroczo, że zaczęłaś słyszeć kościelne dzwony. Czy rozmawiałaś z nim o tym, co będzie później? Czy może ostatniego dnia wakacji on podszedł do ciebie i patrząc ci głęboko w oczy, powiedział, że nigdy cię nie zapomni i zawsze będziesz miała specjalne miejsce w jego sercu? Jeśli tak właśnie było, nie chcę cię martwić, ale być może zapomniał cię już po wejściu do samolotu lub autokaru. Ty uznałaś, że to jest zapewnienie o głębi jego uczuć, o waszej wspaniałej więzi, dla niego było to po prostu romantyczne pożegnanie.

Czy w domu nikt na niego nie czeka?

To jest duże ryzyko wakacyjnego romansu. Mało prawdopodobne, że dowiesz się o czekającej kilkaset kilometrów od was dziewczynie swojego Adonisa. Uważaj, bo może okazać się, że ma żonę i dwójkę małych dzieci i chętnie wróci do wygodnego życia, gdy tylko skończy się turnus. Co w takim razie zrobić? Zapytać, jeśli chcesz wiedzieć. To najbardziej w porządku, co możesz zrobić. Dobrym pomysłem będzie również poszukanie informacji o swojej wakacyjnej sympatii na portalach społecznościowych. Możesz zaproponować wakacyjnemu wybrankowi zrobienie super romantycznego selfie i umieszczenie go w Internecie. Jeśli nie będzie chciał, zmiesza się lub wyśmieje temat, to albo koleś jest wyjątkowo niefotogeniczny, albo jego portale śledzi żona.

Czy ty tego chcesz?

Fajnie wrócić z wakacji z bagażem wspomnień i sercem ociekającym miodem niczym świąteczny piernik staropolski. Zastanów się jednak, czy jesteś zainteresowana związkiem na odległość.  Czy wasza relacja ma perspektywy, czy dzielą was setki tysięcy kilometrów, język, kultura i zwyczajnie nie chcesz podporządkowywać swojego życia tablicy lotów? Masz do tego pełne prawo! Wakacje to czas romansów, znajomości kruchych niczym muszelka i orgazmów o sile zdolnej wywołać falę tsunami. Po kilkunastu dniach możesz spokojnie spakować walizkę, założyć okulary przeciwsłoneczne i wsiąść do samolotu uśmiechając się kącikiem ust na samo wspomnienie pośladków poparzonych gorącym piaskiem. Przecież nie po to, żeby teraz tęsknić, podałaś mu ten zmyślony numer telefonu, wariatko!

This error message is only visible to WordPress admins

Error: No connected account.

Please go to the Instagram Feed settings page to connect an account.

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo