Change font size Change site colors contrast
Kultura

Zbliżenie na Kieślowskiego

28 maja 2019 / Marta Osadkowska

W zasadzie ja zawsze kręcę filmy o tym, że nie da się nic zrobić … Pamiętam swój pierwszy kontakt z Krzysztofem Kieślowskim.

Miałam może dziesięć lat i mama pozwoliła mi obejrzeć Dekalog I. Powiedziała, żebym zapamiętała sobie nazwisko reżysera, bo to wielki człowiek. Na początku film mnie nudził, nie było nic ciekawego w akcji, którą znałam z codziennego życia. Ot, dziecko, które chce...

W zasadzie ja zawsze kręcę filmy o tym, że nie da się nic zrobić …

Pamiętam swój pierwszy kontakt z Krzysztofem Kieślowskim. Miałam może dziesięć lat i mama pozwoliła mi obejrzeć Dekalog I.

Powiedziała, żebym zapamiętała sobie nazwisko reżysera, bo to wielki człowiek. Na początku film mnie nudził, nie było nic ciekawego w akcji, którą znałam z codziennego życia. Ot, dziecko, które chce iść na łyżwy i rodzic, który nie pozwala. Klasyk. Ale kiedy pojawiły się napisy końcowe, siedziałam z szeroko otwartą buzią, a w moim mózgu trwała wielka burza. Bo wreszcie klepane z pamięci na religii przykazanie „Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną” nabrało sensu. Stało się aktualne, bliskie i realne. Wcześniej ci tajemniczy inni bogowie jawili mi się pod postacią tych z greckiego panteonu albo innych cudaków, którzy grozili bohaterom bajek. Science fiction. A tutaj się okazało, że tym bogiem może być wszystko. A więc technika, pieniądze, próżność, zazdrość.

Zapamiętałam to nazwisko i choć na obejrzenie kolejnych filmów musiałam poczekać jeszcze kilka lat, to stał się on dla mnie ważnym życiowym przewodnikiem.

Nie wszystkie jego filmy uważam za arcydzieła, nie wszystkie stanowiły w moim życiu taki przełom, jak ten pierwszy. Ale każdy mnie poruszał, każdy dotykał mojej wrażliwości i otwierał kolejne drzwi w labiryncie prowadzącym do zrozumienia drugiego człowieka.

„Kieślowski. Zbliżenie” nie jest biografią człowieka, tylko życiorysem artysty.

Owszem, poznajemy dzieciństwo reżysera, krótką historię jego rodziny, przyjaciół i znajomych. Ale nie ma tu prania brudów, wyciągania nieznanych, kompromitujących historii czy wypominania potknięć. Kieślowski był skryty, trzymał swoje karty przy sobie i zarówno w wywiadach, jak i w wydanej ponad dekadę temu „Autobiografii” opowiadał na swój temat niewiele. Babranie się w autorze à propos jego utworu jest niedyskretne, niestosowne, niedżentelmeńskie napisał Witkacy i ja się pod taką postawą podpisuję bez wahania. A już robienie taniej sensacji z opisywania nieżyjącego, który bronić się nie ma szans, uważam za najpodlejsze tchórzostwo. Katarzyna Surmiak – Domańska w swym opasłym tomie pozwala nam towarzyszyć Kieślowskiemu na planie jego filmów, poznać jego moralne dylematy związane z tworzeniem w trudnych czasach i motywy, które nim kierowały. Zachowuje w tym klasę i nie narusza zasłony, którą reżyser odgrodził się od publiczności. Zagląda tam tylko tyle, ile on sam uchylił za życia. Czyta się tę książkę doskonale, świat natchnionego twórcy jest fascynujący i niełatwo go opuścić.

„Zbliżenie” to nie tylko historia o genialnym (w moim odczuciu) reżyserze, ale też obraz epoki, w której tworzył.

A także ludzi, którzy byli obok niego, czy to jako przyjaciele, czy jako współpracownicy. Agnieszka Holland, Krzysztof Zanussi, Krzysztof Penderecki, to tylko początek listy. Autorka zaprasza czytelnika na salony Kina Moralnego Niepokoju, na zajęcia w łódzkiej Szkole Filmowej, na wódkę do zadymionej knajpy. A wszędzie tam Krzysztof Kieślowski, w swoich okularach, niezwykle rzadko uśmiechnięty, z nieodłącznym papierosem. Raczej uważnie słucha niż mówi. Obserwuje świat swoimi błękitnymi oczami, zapamiętuje sceny, tworzy obrazy. Otoczony wianuszkiem oddanych mu ludzi, których potrafił sobie łatwo zjednywać. Żal, że odszedł za szybko. Żal wszystkich słów, które jeszcze mógł wypowiedzieć, wszystkich numerów, które jeszcze mógłby wykręcić, wszystkich filmów, które na zawsze tylko dla niego pozostały. Dobrze, że wraca w książkach, że można z nim trochę jeszcze poobcować.

 

„Kieślowski. Zbliżenie” Katarzyna Surmiak-Domańska

 

Herstory

Talibowie, którzy nienawidzą kobiet

14 września 2021 / Marta Osadkowska

Mariam wyszła za mąż w wieku piętnastu lat.

Właściwie nie tyle wyszła, ile została wydana przez swojego ojca i jego żony. Żadna z tych kobiet nie była jej matką, niestety.

Mariam była harami, nieślubnym dzieckiem.

To słowo – harami – jej matka wymawiała z obrzydzeniem, jakby dziewczynka była czymś wstrętnym. Jako nieślubne dziecko nie miała prawa do miłości, rodziny, domu i akceptacji. Jej ojciec, Dżalil, miał trzy żony i dziewięcioro prawowitych dzieci. Był jednym z najbogatszych ludzi w Heracie: posiadał kino, sklepy, ziemię, miał kucharza, kierowcę i trzy gosposie. Jedną z nich była kiedyś mama Miriam, dopóki nie zaczął jej rosnąć brzuch. Wtedy Dżalil ją odesłał, aby nie pohańbić rodziny. Zamieszkała na wsi, gdzie mężczyzna czasami odwiedzał swoją córkę. Gdy ta spróbowała raz odwiedzić jego, nie wpuścił jej do domu i pozwolił spędzić noc pod bramą. Dom był miejscem dla jego rodziny, a nie dla harami. A jednak harami trafiła do niego, gdy jej matka popełniła samobójstwo. Nie zdążyła się zadomowić, bo jako powód do wstydu, musiała jak najszybciej zniknąć. Została zatem wydana za mąż za Raszida, mającego ponad czterdzieści lat mężczyznę, z którym Dżalil robił interesy. Raszid zabrał młodziutką żonę do Kabulu, gdzie wyjaśnił jej, dlaczego od teraz będzie chodzić w burce:

Mam klientów, Mariam, mężczyzn, którzy przyprowadzają do mojego sklepu swoje żony. Kobiety przychodzą niezasłonięte, rozmawiają ze sobą, patrzą mi w oczy bez wstydu. Mają pomalowane twarze i krótkie spódniczki. Ich mężowie na to pozwalają. Mają się za nowoczesnych mężczyzn, intelektualistów. Nie widzą, że niszczą sobie honor i cześć. Czuję się zażenowany, kiedy widzę coś takiego: mężczyznę niemającego kontroli nad żoną. Ale ja jestem inny. Tam, skąd pochodzę, twarz kobiety jest sprawą wyłącznie jej mężczyzny.

Mariam przywdziała niewygodną burkę i starała się być dobrą żoną. Niestety, nie była w stanie dać Raszidowi dziecka, może dlatego, że sama jeszcze byłą dzieckiem? Wówczas Raszid znalazł sobie drugą żonę, jeszcze młodszą, której rodzice zginęli w ataku rakietowym.

Mariam nie jest prawdziwa, to bohaterka książki „Tysiąc wspaniałych słońc”.  Jest za to everywoman. Teraz gdy władza w Afganistanie wraca w ręce Talibów, kobiety stają się własnością mężczyzn, nie mają żadnych praw. Oto niektóre z praw wprowadzanych przez Talibów:

 

Wszyscy obywatele muszą modlić się pięć razy dziennie. Jeśli w porze modlitwy zostaniesz przyłapany na wykonywaniu innej czynności, będziesz bity.

Śpiew jest zakazany.

Taniec jest zakazany.

Granie w szachy, karty, gry hazardowe oraz puszczanie latawców jest zakazane.

Pisanie książek, oglądanie filmów i malowanie obrazów jest zakazane.

Kobiety:

Będziecie cały czas w domach. Rzeczą niewłaściwą jest, by kobiety chodziły bez celu po ulicach. Jeśli wychodzicie, musi towarzyszyć wam mężczyzna będący członkiem waszej rodziny. Jeśli zostaniecie złapane same na ulicy, będziecie bite i odesłane do domu.

Nie będziecie bez względu na okoliczności pokazywać twarzy. Na zewnątrz będziecie osłaniały się burkami. W przeciwnym razie zostaniecie zbite.

Kosmetyki są zabronione.

Biżuteria jest zabroniona.

Nie będziecie się odzywały, o ile ktoś nie odezwie się do was pierwszy.

Nie będziecie nawiązywały kontaktu wzrokowego z mężczyzną.

Nie będziecie śmiały się w miejscach publicznych. Jeśli to zrobicie, będziecie bite.

Dziewczynkom zabrania się chodzić do szkół. Wszystkie szkoły dla dziewcząt zostaną natychmiast zamknięte.

Kobietom zabrania się pracować.

Jeśli popełnisz cudzołóstwo, zostaniesz ukamienowana.

 

W okamgnieniu runął nowy wspaniały świat, jaki Zachód budował, aby wyrwać Afganistan z wojen i zacofania.

Talibowie swoją ostatnią ofensywę rozpoczęli z początkiem maja, na końcu sierpnia błyskawicznie zajmowali kluczowe miasta, 22 sierpnia zajęli Kabul. Gdy prezydent uciekł, a wraz z nim zniknęła władza Kabulu, natychmiast rozpadł się dotychczasowy ład. Właściwie nikt nie bronił budowanej nadal Republiki. Pojawił się strach i brak nadziei. Zamknęły się banki, sklepy, biura i restauracje. Zaczęto zamalowywać wizerunki kobiet na witrynach sklepów czy salonów kosmetycznych. Zakładano, że nie spodobają się one nowej władzy, która kobiety w sferze publicznej chce widzieć w strojach zasłaniających twarz. Mnóstwo ludzi chciało uciekać ze stolicy, choć nie bardzo było dokąd. Lotniska szturmował tłum ludzi. Jednak nie mieli dokąd lecieć. Zachodnie ambasady były zaskoczone rozwojem wydarzeń, w ostatniej chwili ewakuowały swoich pracowników, na pomoc ludności cywilnej nie było planów. Loty cywilne zostały wstrzymane, jedyną szansą, by wydostać się z Kabulu, było znalezienie się w samolocie wojskowym któregoś z krajów prowadzących ewakuację swoich obywateli. Pamiętamy łamiące serce sceny z lotniska, desperację uciekających, strach i brak nadziei.

Talibowie wkraczali do Kabulu przez nikogo nieniepokojeni. Zajęcie stolicy Afganistanu odbyło się praktycznie bez starć. Pałac prezydencki został wzięty bez jednego wystrzału. Talibowie szybko się w nim rozgościli.

Lajla, studentka z Afganistanu, pisze polskiemu reporterowi: Czuję jakbym się rozpadła na tysiąc kawałków. Dla nas wszystko się skończyło. Nasze marzenia legły w gruzach. Utraciliśmy wolność. Fatima, niezamężna, samotna kobieta, szybko uciekła z Kabulu na wieś. Bała się, że przepadnie pod rządami Talibów. Okazało się jednak, że na prowincji walce nie jest bezpiecznie. Kobiety nie mogą wychodzić z domów bez towarzystwa męża lub członka rodziny. Muszą ukrywać się pod burkami. 

Kobiety, które zdobyły wykształcenie, pracowały, realizowały swoje pasje i marzenia, zostaną zasłonięte jednakowymi burkami, sprowadzone do roli służących. Ich jedyną rolą jest spełnianie pragnień mężczyzn, jeśli nie będą tego robić, zostaną zabite. 

Bibliografia:
„Tysiąc wspaniałych słońc” Khaleed Hosseini
„Chłopczyce z Kabulu” Jenny Nordberg
„Koniec ich świata” Paweł Pieniążek, Tygodnik Powszechny nr35
„Pożegnanie z Afganistanem” Wojciech Jagielski, Tygodnik Powszechny nr35
This error message is only visible to WordPress admins

Error: API requests are being delayed for this account. New posts will not be retrieved.

Log in as an administrator and view the Instagram Feed settings page for more details.

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo