„Szczęśliwa mama, to szczęśliwe dziecko”? Bzdura.

Prawda jest taka, że szczęśliwe dziecko, to takie, które ma mamę w zasięgu.

 

Zacznijmy od tego, że każda z nas ma inne potrzeby w tej materii. Każda z nas potrzebuje czegoś innego, żeby czuć się spełniona. Dla większości z nas rola matki to tylko jedna z ról, jakie chcemy pełnić w życiu. Dla niektórych najważniejsza jest kariera, dla innych związek z ukochaną osobą. Wszystkie odpowiedzi są właściwe. Są też kobiety, dla których macierzyństwo to rola najważniejsza, która je określa w społeczeństwie.

Jestem jedną z nich. Człowiekiem – matką.

 

W zasadzie wszystkie inne role, które pełnię w życiu, są tylko ozdobnikami, dodatkami do tej najważniejszej. Co wcale nie znaczy, że nie mam ambicji i chcę być tylko tym. Kiedyś przecież nie byłam mamą i całkiem dobrze mi się żyło.

Miałam zawsze potrzebę, żeby coś tworzyć. Pewnie ta właśnie potrzeba zmotywowała mnie, żeby podjąć pracę, kiedy poczułam, że jestem na to gotowa. Powrót do pracy po urlopie macierzyńskim jest w tej chwili mniej bolesny, niż kilka lat temu. Możemy nacieszyć się czasem z dzieckiem nieco dłużej. Opieka nad maluchem to nie jest spacerek po parku. Łatwiej porównać to do przerzucenia tony węgla. A płaca zerowa. Zresztą, pomijając kwestię hajsu, mimo że to kasa zazwyczaj przeważa szalę, decyzja o powrocie do pracy dla większości z nas jest, w różnym stopniu, trudna. Dla niektórych mniej, dla niektórych bardziej.

Ja nadal mam wrażenie, że opuściłam moje dzieci, mimo że minęło półtora roku, a moja młodsza córka ma prawie trzy lata. Dla niektórych mam praca jest ich kolejnym dzieckiem i czują szczęście mogąc zajmować się dzieckiem i pracą zaraz po porodzie. Każda z nas czuje ten temat inaczej, i to jest w porządku. Grunt, żeby czuć się dobrze ze swoimi decyzjami.

Cieszę się, że jestem pracującą mamą, bo praca daje mi inną perspektywę. Daje mi wolność finansową. Odrobinę wytchnienia i niezależności. Te kilka godzin, które zostaje mi każdego dnia, staram się jednak spędzić jak najbliżej moich dzieci i szkoda mi trwonić go na cokolwiek innego, nawet jeśli jest to jakaś aktywność, której potrzebuję, żeby poprawić sobie samopoczucie. Skręca mnie, kiedy słyszę slogany „szczęśliwa mama, to szczęśliwe dziecko”, bo prawda jest taka, że szczęśliwe dziecko to takie, które ma mamę w zasięgu. Dziecko nie potrzebuje nic poza tym do szczęścia. A to hasło jest zbyt często nadużywane. Ja nie twierdzę, że mamy się zakuwać w kajdany i być niewolnicami macierzyństwa przez całą dobę, dopóki dziecko nie będzie pełnoletnie. Każda z nas zasługuje na chwilę relaksu i pobycia samą ze swoimi myślami od czasu do czasu. To hasło dla mnie znaczy tyle, że mamy obowiązek pamiętać o zachowaniu równowagi. Bo my jesteśmy ważne na równi z dzieckiem. Ale kiedy szastają nim kobiety, które pracują na pełen etat, a do tego jeszcze „realizują się” na sesjach jogi, warsztatach językowych, a na weekendy podrzucają dziecko dziadkom, żeby móc odpocząć, to ja się mocno zastanawiam, czy by im nie zaproponować oddania dziecka do adopcji.

Dziecko to nie może być dodatek do życia. To hasło stało się dla niektórych kobiet wymówką. A ta chwila spokoju, o której każda z nas marzy, powinna trwać dla niektórych praktycznie cały czas. Mieć ciastko i zjeść ciasto. I jeszcze, żeby w cycki poszło.

Drogie mamy, zwłaszcza te zmęczone pracą, zasługujecie na medal, zasługujecie na koronę ze złota, zasługujecie na odpoczynek. Ale może będziecie musiały nieco poczekać, aż to wszystko dostaniecie. Może nawet długo. Niestety, wszechświat lubi równowagę. Zmęczenie dostajemy w pakiecie z tymi słodkimi stópkami, małymi rączkami oplatającymi nam szyje i każdym „kocham cię, mamo”. To pewnie było na umowie gdzieś drobnym druczkiem, bo ja też nie doczytałam.

Łatwiej będzie Wam i Waszym dzieciom z Wami, kiedy się z tym pogodzicie. A zamiast kolejny raz rozmyślać o swoich niezrealizowanych planach na wieczór i o tym, jak bardzo macie dosyć, pomyślicie o tym, że dla swojego dziecka jesteście centrum wszechświata. I jedyne czego ono chce, to być blisko. Więc nawet jeśli dzień jest trudny, w pracy same dramaty i macie po dziurki w nosie wszystkiego, przytulcie swoje małe mocno. Te kilka lat, kiedy faktycznie Was potrzebują, mija tak szybko, że zanim się obejrzycie, będzie za późno, żeby dać im poczucie, że jesteście tu dla nich. Bo przecież tak właśnie jest, prawda?

 

4 comments

    1. 100% Cukru w cukrze. Trafiła pani w sedno. Ujęła to ,co czasami tak trudno mi wytłumaczyć. Dlaczego nie idę na kolejną jogę , dlaczego nie wyjeżdżam na weekend. Właśnie dlatego , że mam poczucie ,że moje dzieci potrzebują mnie najbardziej na świecie .I nie stanie się nic strasznego . Ale nie chcę. Bo moja podstawowa życiowa rola to rola mamy. Nic dodać nic ująć.
      Oczywiście nie oznacza to że nie robię nic dla siebie . Pracuje , wychodzę , czasami nawet wyjeżdżam. Ale to są wszystko dodatki do tego co najważniejsze. Naprawdę pięknie to pani napisała! Pozdrawiam.

  1. ja niestety nie mogę się z tym zgodzić. dziecko potrzebuje rodziców, czas kiedy mamy nie ma wokół, to dziecko może ten czas spędzić z tatą. Rola taty nie istnieje? Szczesliwe dziecko to takie, w ktorym rola ojca nie jest istotna? Kolejny tekst w którym kultywuje się rolę mamy zmeczonej, bo taka role wybralas, bo jak zdecydowalas sie na dziecko to teraz cierp. Cos podobnego doradzi pani rowniez kobietom z depresja po-porodowa? Niby pisze Pani, ze wszystko rozumie, że pracujaca mama jest ok, majca pasje mama jest ok ale pozniej jednak nie do konca ok. Nigdy, przenigdy nie slyszalam o kobiecie, ktora caly tydz speniala sie hobbistycznie a pozniej podrzucala dzieci na weekend do dziadkow i jakos mam przeczucie jest to BARDZO duze wyolbrzymienie. Za to znam mamusie, ktore sa w zasiegu reki, mamusie 24/7, nie majace hobby – poza gotowaniem obiadkow i zakupami na zalando i jak przyjdzie mi z nimi dyskutowac to okazuje sie ze, nie ma o czym bo owa dobra mamusia nie potrafi rozmawiac o niczym innym niz o tym, ze jej dziecko sikalo do nocniczka w wieku 1 roku a wieku 1.5 to juz mowi palnymi zdaniami

  2. Chwileczkę. Nie zgodzę się. Wszystko zależy od kontekstu. Mam wrażenie, że zupełnie inaczej rozumiemy to zdanie.
    Po pierwsze- owszem. Dziecko do szczęścia potrzebuje matki bądź też ojca- nie pomijajmy jego roli w życiu malucha.
    Po drugie- czy jeśli matka jest wykończona (praca na etacie plus dom, złe samopoczucie, natłok trosk i zmartwień lub depresja poporodowa), to może w pełni się “oddać” dziecku? Są różne przypadki, czasem warto chwilę odpuścić po to by zregenerować siły i móc dać dziecku wszystko co najlepsze od siebie.
    Dla przykładu. “Siedzę” w domu z dzieckiem. Jeśli coś mnie trapi, męczy czy też “umieram” z bólu brzucha, wolę by dzieckiem się zajął ktoś inny godzinkę czy dwie. Ja się zregeneruję, doprowadzę do porządku i mogę dalej być “super mamą”, szczęśliwą więc i moje dziecko nie będzie miało powodów do zmartwień. Jeśli nie odpuszczę i za wszelka cenę będę przy dziecku- nieszczęśliwa, zapłakana czy obolała- dziecko to odczuje. Niepokój, strach czy jakieś obawy. To się odbije na nim prędzej czy później. Zresztą kolejny artykuł (Recall healing, swoją drogą cudowny) fajnie opisuje relacje matka- dziecko.
    Są owszem i przypadki jak opisane powyżej, gdzie matka cały tydzień odpoczywa i jeszcze marudzi jak ma ciężko, ale błagam, nie wpychajmy wszystkich do jednego worka.
    Tekst jest bardzo uogólniony przez co nie do końca obiektywny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *