Change font size Change site colors contrast
Styl życia

Tutaj naprawdę kraj wspiera rodziny z dziećmi! Czyli polska mama w Niemczech.

11 października 2017 / Alicja Skibińska

Bycie rodzicem to nie bułka z masłem – potwierdzą to zarówno mamy z krótszym, jak i dłuższym stażem.

Zadanie to wymaga mnóstwa siły, wytrwałości, a także nakładów finansowych. O tym, jakim doświadczeniem będzie dla nas rola matki, decydują nie tylko nasze indywidualne cechy, ale również czynniki zewnętrzne, takie jak kraj, w którym żyjemy. Swoimi doświadczeniami podzieliły się z nami Polki mieszkające w Niemczech....

Bycie rodzicem to nie bułka z masłem – potwierdzą to zarówno mamy z krótszym, jak i dłuższym stażem. Zadanie to wymaga mnóstwa siły, wytrwałości, a także nakładów finansowych. O tym, jakim doświadczeniem będzie dla nas rola matki, decydują nie tylko nasze indywidualne cechy, ale również czynniki zewnętrzne, takie jak kraj, w którym żyjemy. Swoimi doświadczeniami podzieliły się z nami Polki mieszkające w Niemczech. Czy rodzenie i wychowywanie dzieci za granicą jest łatwiejsze?

 

Od lat nieustannie słyszymy, że w Polsce rodzi się zbyt mało dzieci, a wiek kobiet, które po raz pierwszy zostają matkami, systematycznie wzrasta. Oczywiście, przyczyny tego stanu rzeczy mogą być bardzo różne: część z nas w ogóle nie marzy o potomstwie, inne świadomie odkładają tę decyzję, chcąc poświęcić młodość na własny rozwój, edukację i karierę lub czekając na odpowiedniego partnera, a jeszcze inne nie mogą mieć dzieci z przyczyn zdrowotnych. Nie da się jednak ukryć, że jednym z głównych czynników, które nie pozwalają młodym ludziom na powiększenie rodziny, są zbyt niskie dochody. Koszty utrzymania dziecka są naprawdę spore, a przeciętne zarobki trudno nazwać imponującymi.

Chęć poprawienia swojej sytuacji finansowej to jeden z najczęściej wymienianych argumentów przemawiających za emigracją. Wielu Polaków wyprowadza się do innego kraju, ponieważ nie widzi dla siebie perspektyw na dostatnie życie w ojczyźnie. Kwestia ta staje się szczególnie istotna, kiedy decydujemy się na posiadanie potomstwa. Życie w wynajmowanej kawalerce z ukochaną osobą może mieć swój urok, jednak z pewnością nie są to wymarzone warunki do wychowywania dzieci.

Agata

Agata ma 29 lat, mieszka w Hamm i za podstawową zaletę życia w Niemczech uważa właśnie wyższe dochody: Rodzina, w której mąż zarabia niewiele ponad średnią krajową, a kobieta głównie zajmuje się domem i pracuje dorywczo, raz w roku może pozwolić sobie na zagraniczne wczasy, a raz w miesiącu lub nawet częściej – na obiad w knajpie. Podkreśla, że nie musi się martwić o zaspokajanie podstawowych potrzeb dzieci, ponieważ otrzymuje na nie dodatkowe pieniądze: 182 euro tak zwanego Kindergeld na każde dziecko w rodzinie. Agata ma dwójkę, co oznacza comiesięczny zastrzyk gotówki w wysokości 384 euro – taka kwota bez problemu wystarcza na zakup ubrań, opłaty za edukację czy szkolne wycieczki.

Dostępność nauki i możliwości rozwoju są zresztą kolejnym argumentem, który przytacza: Szkoła muzyczna czy inne dodatkowe zajęcia nie kosztują tutaj majątku, więc większość może sobie na to pozwolić. A przy tym nie ma presji bycia najlepszym. Jeśli jakieś dziecko powtarza klasę, nikt nie wytyka go palcami i nie wyśmiewa.

 

Co jeszcze spędza młodym rodzicom sen z powiek? Z pewnością jednym z największych „postrachów” są choroby dzieci i związany z nimi kontakt ze służbą zdrowia, która nie zawsze staje na wysokości zadania. Agata wspomina, że w Polsce co miesiąc musiała odkładać ok. 200 zł na lekarstwa – w przypadku dwójki przedszkolaków różnego rodzaju infekcje były na porządku dziennym. W Niemczech leki dla dzieci są darmowe, co w znacznym stopniu odciążyło jej domowy budżet. Ponadto bardzo pochlebnie wyraża się o niemieckich sposobach na dbanie o zdrowie, które znacznie odbiegają od tego, z czym spotykała się w Polsce: Niektóre polskie mamy uznają to za minus, ale ja jestem zwolenniczką medycyny naturalnej i cieszę się, że niemieccy lekarze na byle kaszel nie przepisują od razu całej tablicy Mendelejewa. Ponadto tutaj niezależnie od pogody przedszkolaki bawią się na dworze. Nieważne, czy leje, wieje, czy jest -10. Każdy rodzic obowiązkowo musi wyposażyć dziecko w tzw. matchhose, czyli po prostu ortalionowe spodnie na szelkach, a do tego kalosze. W szkole jest podobnie: każdą przerwę dzieci spędzają na boisku szkolnym, nikt nie podpiera ścian w środku. Taki sposób wzmacniania odporności chyba przynosi rezultaty, ponieważ dzieci Agaty właśnie po przeprowadzce przestały tak często chorować.

 

Martyna

W podobnie entuzjastycznym tonie wypowiada się Martyna, 22-latka od 3 lat mieszkająca w Duisburgu: Według mnie do największych plusów rodzicielstwa w Niemczech należą darmowa opieka położnej i lekarza przed rozwiązaniem.

Położna przychodziła zawsze, gdy potrzebowałam pomocy, a po porodzie opiekowała się nami aż przez 8 tygodni.

 

Bezpłatne są również szkoła rodzenia, a także kursy, np. jogi lub pływania dla ciężarnych.

Ponieważ Martyna jest bezrobotna, od agencji pracy oraz Caritasu dostała pieniądze przeznaczone na wyprawkę dla noworodka – w sumie było to aż 840 euro. Ponadto na każde dziecko (niezależnie od dochodów rodziny) otrzymuje się Kindergeld, a w przypadku szczególnie niekorzystnej sytuacji finansowej można ubiegać się o dodatki. Jednocześnie leki są refundowane, a wysokość opłat za żłobek i przedszkole zależy od zarobków rodziców dziecka. Dzięki temu Martyna może korzystać z bezpłatnej, 35-tygodniowej opieki w żłobku dla swojego malucha.

 

Marta

Marta ma 40 lat i mieszka w Wuppertalu. Otwarcie mówi, że decyzja o przeprowadzce do Niemiec była trafiona: Dzięki wyjazdowi było mnie stać na powiększenie rodziny. Tutaj nie boję się, że nagle świat zawali mi się na głowę, jeśli stracę pracę. W takiej sytuacji miałabym rok na znalezienie innej, a w tym czasie przysługiwałby mi określony procent mojej obecnej pensji. Ponadto już sam Kindergeld, czyli zasiłek na dziecko, jest wystarczający, by kupić jedzenie, ubrania i zabawki. To prawie 200 euro! Marta zwraca również uwagę na to, że jedzenie w Niemczech jest stosunkowo niedrogie (zwłaszcza w porównaniu z przeciętnymi zarobkami), a sklepy prowadzą specjalne programy zniżkowe na produkty dla dzieci.

Bezpieczeństwo finansowe sprawia, że można w pełni skoncentrować się na życiu rodzinnym. Marta wspomina, że w Polsce oboje z mężem byli etatowymi pracownikami, dorabiającymi sobie po godzinach, a mimo to nie było ich stać na tak komfortowe życie, jakie prowadzą obecnie. W Niemczech wracają z pracy i mogą bez przeszkód skupić się na dzieciach i odpoczywać, a także odważnie planować przyszłość.

 

Wiele Polek narzeka na warunki, w jakich przyszło im rodzić. Zarówno wyposażenie szpitali, jak i podejście do pacjentek często pozostawia wiele do życzenia… Marta zachwyca się opieką okołoporodową w swoim miejscu zamieszkania: Kiedy rodziłam, mogłam wykupić pokój rodzinny, w którym mogłabym zatrzymać się z mężem i synkiem – gdybyśmy tylko tego chcieli, moglibyśmy wspólnie czekać w nim na narodziny córki i być razem od pierwszych chwil jej życia. Cena takiego pokoju jest przystępna, a panuje w nim stuprocentowa prywatność. Podczas pobytu na porodówce nie spotkałam się z niefachowością, obrażaniem czy wyzwiskami. Było tam wszystko, co mogłam sobie wymarzyć: zaangażowane położne, plan porodu, kontakt skóra do skóry, pomoc przy karmieniu piersią, wybrana osoba lub osoby na sali porodowej. Dodatkowo jako dojrzała przyszła mama miałam dostęp do bezpłatnych badań prenatalnych.

Jako niewątpliwą zaletę wychowywania dzieci w Niemczech Marta wymienia również wielokulturowość tego kraju: Dzieci wzrastają w akceptacji dla różnic w zakresie koloru skóry i religii. Maluchy szybko się aklimatyzują i nawiązują kontakt z innymi – te różnice, których zauważania my uczyliśmy się przez lata, dla nich po prostu nie mają znaczenia.

Monika

27-letnia Monika, która ma na swoim koncie doświadczenie mieszkania w Niemczech, również dostrzega korzyści oswajania pociech z innymi kulturami: Wielkim plusem życia w Monachium był fakt, że jest to wielonarodowościowe i wielowyznaniowe miasto. Jako mama nieustannie spotykałam kobiety pochodzące z całego świata, mówiące różnymi językami i prezentujące odmienne podejścia do macierzyństwa. Po pewnym czasie byłam już w stanie dostrzec różnice w zakresie sposobów wychowania dzieci, tego, jak poszczególne mamy się nimi zajmowały i w jaki sposób się do nich zwracały. Dla dzieci codzienne obcowanie z różnorodnością na pewno stanowi nieocenioną korzyść.

Monika wspomina, że pierwszym, co rzuciło się jej w oczy po przyjeździe do Monachium, była wszechobecność dzieci w przestrzeni publicznej oraz partnerskie podejście do rodzicielstwa.

 

Zarówno matki, jak i ojcowie zabierają dzieci nie tylko w miejsca specjalnie dla nich przeznaczone (takie jak place zabaw), ale również do luksusowych butików, kawiarni, a nawet do Biergarten, czyli typowych niemieckich ogródków piwnych. Ponadto mnóstwo dzieci podróżuje komunikacją miejską, choć niemieccy rodzice dbają o to, by w ich życiu nie zabrakło ruchu oraz czasu spędzanego na świeżym powietrzu. Z tego powodu niezależnie od pogody zaprowadzają je do szkoły na piechotę lub zawożą rowerem. Jest to możliwe m.in. dzięki rozwiniętej infrastrukturze: Szlaki komunikacyjne dla pieszych są znakomicie przygotowane – dostanie się z osiedla na osiedle nie stanowi żadnej trudności. Nie pojawia się również częsty w Polsce problem nagle kończącego się chodnika i konieczności poruszania się po ulicy przeznaczonej dla aut.

Lekkim szokiem była dla Moniki obserwacja, że w Niemczech panuje społeczne przyzwolenie na zabieranie dziecka do modnych i zatłoczonych lokali, nawet po zmroku. A ponieważ spożywanie alkoholu w miejscach publicznych jest tam dozwolone, bardzo często można natknąć się na dorosłych pijących piwo przy swoich pociechach. Monika podkreśla jednak, że wszystko odbywa się z kulturą: Co ciekawe, pomimo takich zwyczajów, w gazetach co drugi dzień nie pojawiają się tam nagłówki na temat nieodpowiedzialnych, pijanych rodziców, którzy pod wpływem alkoholu zrobili dziecku krzywdę lub narazili jego zdrowie lub życie na niebezpieczeństwo.

Choć w Niemczech dzieci mogą oswoić się z różnorodnością w wielu aspektach, nie kładzie się nacisku na podkreślanie różnic majątkowych. Według Moniki polscy rodzice mają tendencję do strojenia swoich latorośli, ubierania ich w przemyślane stylizacje, zwracania uwagi na marki oraz trendy. Oczywiście, mieszkańcy Monachium również kupują swoim pociechom drogie produkty, jednak na placu zabaw wszyscy są równi, a jedno spojrzenie na ubiór dziecka nie pozwala na określenie możliwości finansowych jego rodziców. Podczas zabawy maluchy noszą stare, podarte ubrania lub specjalne kombinezony.

Monika zwraca również uwagę na fakt, że Polacy mają skłonność do komentowania strojów przypadkowo spotkanych dzieci. Jako że są one traktowane jak „dobro narodowe”, na porządku dziennym jest zwracanie uwagi na wybory ich rodziców. W Niemczech panuje znacznie większa tolerancja w tym zakresie: Nie spotkałam się z sytuacją, w której obca osoba zaczepiłaby mnie na ulicy i skomentowała krytycznie ubiór mojego dziecka w kontekście pogody – nikogo nigdy nie zbulwersował brak czapki lub skarpetek, co w Polsce zdarzało się nagminnie.

Z kolei krzyki dziecka słyszane zza ściany nie spotykają się z obojętnością: Jeśli chodzi o nieprzyjemne sytuacje – trafiliśmy na okolicę, w której nie mieszkały żadne małe dzieci, za to było sporo starszych, zrzędliwych ludzi (niestety, nie głuchych). Mój syn przechodził w tym czasie słynny „bunt dwulatka” i, niestety, codziennie toczyliśmy wojny o praktycznie każdy drobiazg. Dla sąsiadów było nie do pomyślenia, że jakieś dziecko ma czelność zakłócać Mittagessenruhe (czyli ciszę obiadową, która zwyczajowo trwa od 12:00 do 15:00). Na początku sąsiedzi ograniczali się do nieprzyjemnych komentarzy, ale w pewnym momencie zaczęło się walenie w drzwi i ściany (np. gdy syn przebudził się w nocy i zaczął płakać) oraz niespodziewane odwiedziny policji. Wbrew pozorom, takie sytuacje najprawdopodobniej były dowodem na troskę sąsiadów: Mieliśmy również wizytę pracowników ze słynnego, owianego grozą Jugendamt. Na szczęście ta instytucja nie okazała się tak okrutna, jak przedstawiają ją polskie brukowce nagłaśniające sprawy polskich dzieci odebranych polskim rodzicom „za nic”. Otrzymaliśmy duże wsparcie w zakresie wyjaśnienia całej sytuacji, możliwość skorzystania z darmowych wizyt lekarza, pielęgniarki środowiskowej oraz polskiego psychologa. Całe zajście nie jest, oczywiście, standardem. To nie tak, ze każda polska rodzina przeprowadzająca się do Niemiec jest na celowniku sąsiadów – po prostu pechowo trafiliśmy na takich, a nie innych ludzi.

Jednak wniosek z tej historii jest taki, że w Niemczech nie ma znieczulicy na ewentualną krzywdę dzieci – w pewnym momencie kogoś z sąsiadów naprawdę zaniepokoiły płacze i krzyki syna.

 

Pracownik Jugendamt, który zajmował się naszą sprawą, co prawda nie mógł zdradzić nazwiska osoby, która była odpowiedzialna za całe zamieszanie, ale zdradził, że wydawała się ona naprawdę przestraszona i zatroskana, ponieważ myślała, że dziecku dzieje się coś złego.

Justyna

Justyna, 33-letnia mama trójki adoptowanych dzieci: 4-letnich bliźniaków i ich rocznego brata, również jest zadowolona z podjętej rok temu decyzji o emigracji: Na początek bardzo dobry „socjal’’ od rządu niemieckiego. Tutaj naprawdę kraj wspiera rodziny z dziećmi, na każde dziecko dostaje się 200 euro miesięczne, aż do ukończenia przez nie 18. roku życia. Czy wiecie, że tutaj nawet za siedzenie z dzieckiem w domu, tzw. elternzeit, dostaje się pieniądze? W dodatku niemałe, bo około 400 euro miesięcznie, i to przez stosunkowo długi czas. Co więcej, leki dla dzieci do 15-tego roku życia są za darmo, co już w ogóle było dla mnie totalnym kosmosem – ręka do góry, kto by tego nie umiał docenić? Ogólnie rzecz biorąc, zarobki są na bardzo dobrym poziomie, a w dodatku żywność jest w miarę tania i nie trzeba chodzić między sklepowymi półkami z kalkulatorem.

Kolejnym plusem mieszkania w Niemczech jest bogata oferta atrakcji dla dzieci. Ponadto niemal w każdym mieście organizowane są weekendowe festyny, które są fantastycznym sposobem na spędzanie czasu z całą rodziną. Niestety, nie wszystko w tym kraju budzi podobny entuzjazm Justyny:

System przedszkolny to istna katastrofa.

 

Przez 4 tygodnie musisz aktywnie uczęszczać z dzieckiem do przedszkola – nie możesz po prostu wyjść i zostawić go na 8 godzin. Nikogo nie interesuje, że masz pracę, kurs językowy czy inne ważne sprawy. Przez pierwsze 4 tygodnie pobytu dziecka w przedszkolu każdego dnia siedzisz z nim tam przez 2 godziny. Niestety, większość przedszkoli nie ma swojego cateringu i dziecko musi przynosić własne posiłki. Mało tego – wiele niemieckich mam nie pracuje, więc dzieci są zabierane na obiad do domu, a potem odprowadzane na drugą część dnia. Pamiętam, jak na mnie dziwnie patrzono, gdy powiedziałam, że moje dzieci będą jadły w przedszkolu.

Justyna nie jest również zachwycona swobodą, jaką otrzymują dzieci – uważa, że opiekunowie w przedszkolu nie uczą ich żadnych zasad i w pewnym sensie zaniedbują swoje obowiązki. W dodatku zarówno 3-latki, jak i 5-6-latki należą do tych samych grup. W założeniu takie rozwiązanie ma służyć nauce pomagania młodszym i opiekowania się nimi, jednak chyba nie zawsze jest tak kolorowo: W praktyce wygląda to jak dżungla i te biedne maluchy nie umieją się odnaleźć w kontakcie ze starszakami. Co więcej, panie w przedszkolu udają, że niczego nie widzą i bardzo rzadko reagują na brzydkie zachowania dzieci. Przykład? Mój syn poparzył sobie dłonie, kładąc je na kuchence. Tak, na niezabezpieczonych, włączonych palnikach.

Czy wobec tego Justyna żałuje decyzji o emigracji? Na szczęście, plusy zdecydowanie przewyższają minusy, a chwilowe problemy da się rozwiązać: Jedynym mankamentem są przedszkola, ale od września dzieciaki idą do nowego. Mam nadzieję, że tam będzie znacznie lepiej. A poza tym w Niemczech żyje mi się fenomenalnie!

 

Jak widać, nasze bohaterki znalazły szczęście za granicą i uważają swój wybór o wyjeździe za słuszny. A jak Wy sądzicie? Czy emigracja jest dobrym sposobem na zapewnienie dzieciom optymalnych warunków do rozwoju? A może uważacie, że nic nie może się równać z dorastaniem w ojczyźnie?

 

Photo by Hector Bermudez on Unsplash
Smaki

Wszystko co musisz wiedzieć o kawie.

6 lipca 2020 / The Mother Mag

Jest taki fragment w książce Camilli Lackberg ,,Księżniczka Lodu’’: „Kawa w maszynce zapachniała apetycznie.

Życie od razu wydało się nieco przyjemniejsze. To niesamowite, ile może zdziałać kilka łyków gorącej czarnej kawy’’. I choć to jest najprawdziwsza prawda, to jednak nie wszystko co musisz wiedzieć o kawie. Dlaczego? Bo kawa to doświadczenie, to rytuał.

Niektórzy mówią, że najlepiej, gdy kawa podawana jest dożylnie. Bo tak szybciej. Najlepiej, by była ciepła, ale to też nie jest wyznacznik dobrego dnia, w końcu ta stereotypowa kawa każdej młodej mamy jest zimna. Zrobiona rano, pita po południu.  

Ale to nadal nie jest wszystko, co musisz wiedzieć o kawie. 

 

Wiesz, co to są mikroloty?

Mikroloty to kawy w ograniczonej ilości na całym świecie, takie ,,the best of the best’’. Jest to niewielki, wyselekcjonowany zbiór, który podczas uprawy plantator otoczył wyjątkową opieką zauważając jego potencjał. Wpływ na unikatowość konkretnych krzaków i owoców mają zarówno gleba jak i sąsiedztwo innych roślin. Nie da się odtworzyć warunków dla mikrolotu, ani specjalnie go „wyhodować” od zera, tym bardziej kawa jest wyjątkowa. 

 

,,Każdego ranka na całym świecie, ludzie sięgają po kubek lub filiżankę gorącej kawy. Wielu z nas traktuje kawę użytkowo lub po prostu jako uzupełnienie 1:1 wyboru między nią a herbatą (pomijamy tutaj bogaty świat innych gorących napojów jak yerba mate czy rooibos). Kawa jednak to nie tylko “w ziarnach”, “mielona” lub “rozpuszczalna” – za tym co się znajduje w twoim kubku, tak jak w przypadku wina czy whisky, stoi gatunek kawowca z którego zbieramy ziarna, nasłonecznienie, ziemia, wysokość plantacji i metoda obróbki. Kawa to nada koloru i gorzkości twojemu mlecznemu latte, przyjemnie uderzy kofeinowym kopem po porannym espresso, albo zaskoczy herbacianymi i kwiatowymi nutami zrobiona z przelewu.’’ Opowiedzieli nam o tym właściciele palarni KawePale. 

 

Ale nie tylko o tym, ale także o kawie Guatemala EL Socorro, którą musimy spróbować. To właśnie jest ten wcześniej wspomniany mikrolot – wyjątkowa, jedyna w swoim rodzaju kawa. O aromacie migdałów, herbatników i brzoskwini. ,,Ziarna tej kawy poddane są obróbce naturalnej, dlatego będzie ona słodsza, niż inne popularne kawy, najczęściej poddane obróbce mytej. Nasza Guatemala wypalona jest jasno, dedykujemy ją do alternatywnych metod zaparzania takich jak drip, chemex, aeropress czy ekspres przelewowy. Ma naturalne aromaty kwiatowo- owocowe.’’

 

Zrób sobie kawę w domu! 

Wstajesz rano i z jeszcze zamkniętymi oczami wleczesz się do kuchni, by tam dokonać ostatecznej pobudki? To tak jak my! 

Tak, kawa to doświadczenie i rytuał, ale rano to przede wszystkim sygnał dla organizmu, że czas się obudzić, że czeka nas aktywny dzień. Te parę minut z parującym napojem to chwila, by zebrać myśli, by nastawić się dobrze na cały dzień. 

Na szczęście satysfakcja jest dostępna od ręki. I możesz ją zdobyć jednym przyciskiem. 

Automatyczny ekspres do kawy Philips LatteGo 3200 to maszyna, którą każda mama chciałaby mieć w domu. Kojarzysz ten dźwięk mielenia kawy? My go uwielbiamy! Ekspres Philips LatteGo jest niewielki, ale skuteczny. Zrobi Ci taką piankę z mleka, jakiej do tej pory we własnym domu nie mogłaś mieć. To jest właśnie komfort, mili Państwo. Kawa o której chcesz, gdzie chcesz i jak chcesz. Espresso? Latte? Cappuccino czy czarna? Pij, jaką chcesz. Ale trzymaj tempo, bo zaraz dzieci się obudzą! 🙂 

Czy to wszystko, co musisz wiedzieć o kawie? Nie. Jest kolejna rzecz – wyczyścisz ekspres tylko w 15 sekund. Magia! 🙂

A co, gdy chcę czegoś więcej od kawy?

To nie grzech chcieć czegoś więcej od życia. I od kawy również! 

W pełni automatyczny ekspres do kawy Saeco Xelsis oferuje 15 światowej klasy napojów – od mocnego ristretto po doskonałe cappuccino, flat white czy café au lait. Pomyślałabyś kiedyś, że będziesz miała takie dylematy i to we własnej kuchni! 🙂 

Nie możemy tego przemilczeć. Okazuje się, że ta mała domowa maszyna jest jak prywatny kawowy concierge. Kolorowy, dotykowy ekran z Coffee Equalizer™ umożliwia dostosowanie parametrów napoju takich jak: ilość, temperatura, moc oraz smak kawy, objętość mlecznej pianki, a nawet kolejność dozowania kawy i mleka. Ekspres zapamięta też do 8 profili użytkowników, na których każdy z domowników będzie mógł przechowywać spersonalizowane przepisy kawowe. 

I teraz ważna wiadomość dla estetek, które dbają o stylizacje swoich wnętrz, które lubią nowoczesny design. Ekspres Saeco Xelsis uzyskał nagrodę iF Design 2018.

 

 

Proszę, oto Twoja kawa

Na pewno nie raz widziałaś piękne szklane szklanki do kawy. Takie z podwójnym denkiem, eleganckie, delikatne i bardzo stylowe. Podobno kawa w nich smakuje wyjątkowo. No cóż… warto sprawdzić. 🙂

Artesano to jasny, klarowny design. Koncentrująca się na podstawach linia Hot Beverages pasuje do każdej sytuacji, a dzięki sprytnie opracowanej funkcjonalności można jej używać do herbaty, kawy czy kakao (znając pęd do rytuałów, będziesz ich używać tylko do kawy… żeby podkreślić wyjątkowość chwili. Zgodzisz się?). 

Niektórzy traktują kawę jak środek do celu. Obojętnie jak smakuje, ważne, że działa. Obojętnie w czym jest pita, ważne, że jest ciepła i pobudza. 

Niektóre z nas jednak nie mogą powstrzymać się przed nadaniem porannej kawie większego znaczenia.  Ta kawa to taki nasz dorosły rytuał, to coś, co łączy każdy dzień. Coś, co rozpoczyna każde spotkanie. Nie umiemy z tego zrezygnować, dobrze, że nie musimy! 

To co? Kawy w szklance?

Ale nie, nie takiej zwykłej, w koszyczku. Dziś wybieramy takie dwuścienne. 

 

 

Chodź, naleję Ci kawy!

To, co przeczytałeś, to nie wszystko, co musisz wiedzieć o kawie. Jest jeszcze coś.

Kawa to styl życia. Kawa to nie tylko dodatek, dla wielu to ważny element dnia. Tak ważny, że powstają książki o kawie. Artyści tworzą specjalne kolekcje naczyń, tylko po to, by pić kawę ładnie i stylowo. Po co? Bo można…

Też tak chcesz?

Ten cudny dzbanek do kawy pochodzi z serii produktów w kolorze morskim, z poznańskiej pracowni Hadaki. Ręcznie wytwarzane naczynia Magdaleny Kucharskiej charakteryzują się surowym stylem i dużą praktycznością. Kubek o pojemności 500 ml szkliwiony jest wewnątrz. Można myć w zmywarce (dzięki Bogu!). 

Spójrz na niego – jest idealny do kaw przelewowych. Na pewno dobrze się sprawdzi jako serwer do kawy.

Wspaniały!

Lani znaczy niebiańska

Last, but not least – nasza zaprzyjaźniona palarnia kawy Lani Coffee, która w 2017 roku dołączyła do grona odznaczonych certyfikatem Produkt Warmia i Mazury.

 

Palarnia Kawy Lani Coffee została założona prawie 10 lat temu z pasji zaszczepionej podczas przeszło rocznego pobytu na plantacji kawy na Hawajach. Tam poznaliśmy krok po kroku etapy uprawy i produkcji kawy. Jako absolwenci stażu stanowego uniwersytetu OHIO, zdobyte na plantacji doświadczenie przenieśliśmy do Morąga, w którym produkujemy kawę. W Hawajskim duchu również nazwaliśmy naszą palarnię – Lani po Hawajsku znaczy NIEBIAŃSKA. 🙂

 

Gdzie kupujesz swoją kawę? Jeśli do tej pory nabywałaś kawę tylko w supermarketach, mamy nadzieję, że dziś spróbujesz zamówić kawę w jednej z małych, polskich palarni. I jeszcze #protip od Lani Coffee:

 

,,zawsze kupuj kawę w ziarnach, próbuj różnych stopni palenia i sposobów zaparzania kawy, nie zamykaj się na trendy i łam zasady – tylko to spowoduje, że poszerzysz spektrum doświadczeń i świadomości wpływu różnych składowych w poszukiwaniu ulubionych smaków.’’

 

Zerknij co jakiś czas na profile Lani Coffee w mediach społecznościowych – ,,w najbliższym czasie planujemy ponowną podróż na Hawajskie plantacje i mamy nadzieję przywieźć nowe perełki kawowe.’’

 

 

„To bardzo dobra kawa. Sam parzyłem. A z doświadczenia wiem, że nawet najlepsza kawa w samotności nie smakuje tak dobrze jak przeciętna w dobrym towarzystwie – powiedział poetycko.” Ewa Stec, ,,Klub Matek Swatek’’

Kawy? 

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo