ZA DARMO
Change font size Change site colors contrast
Styl życia

Tutaj naprawdę kraj wspiera rodziny z dziećmi! Czyli polska mama w Niemczech.

11 października 2017 / Alicja Skibińska

Bycie rodzicem to nie bułka z masłem – potwierdzą to zarówno mamy z krótszym, jak i dłuższym stażem.

Zadanie to wymaga mnóstwa siły, wytrwałości, a także nakładów finansowych. O tym, jakim doświadczeniem będzie dla nas rola matki, decydują nie tylko nasze indywidualne cechy, ale również czynniki zewnętrzne, takie jak kraj, w którym żyjemy. Swoimi doświadczeniami podzieliły się z nami Polki mieszkające w Niemczech....

Bycie rodzicem to nie bułka z masłem – potwierdzą to zarówno mamy z krótszym, jak i dłuższym stażem. Zadanie to wymaga mnóstwa siły, wytrwałości, a także nakładów finansowych. O tym, jakim doświadczeniem będzie dla nas rola matki, decydują nie tylko nasze indywidualne cechy, ale również czynniki zewnętrzne, takie jak kraj, w którym żyjemy. Swoimi doświadczeniami podzieliły się z nami Polki mieszkające w Niemczech. Czy rodzenie i wychowywanie dzieci za granicą jest łatwiejsze?

 

Od lat nieustannie słyszymy, że w Polsce rodzi się zbyt mało dzieci, a wiek kobiet, które po raz pierwszy zostają matkami, systematycznie wzrasta. Oczywiście, przyczyny tego stanu rzeczy mogą być bardzo różne: część z nas w ogóle nie marzy o potomstwie, inne świadomie odkładają tę decyzję, chcąc poświęcić młodość na własny rozwój, edukację i karierę lub czekając na odpowiedniego partnera, a jeszcze inne nie mogą mieć dzieci z przyczyn zdrowotnych. Nie da się jednak ukryć, że jednym z głównych czynników, które nie pozwalają młodym ludziom na powiększenie rodziny, są zbyt niskie dochody. Koszty utrzymania dziecka są naprawdę spore, a przeciętne zarobki trudno nazwać imponującymi.

Chęć poprawienia swojej sytuacji finansowej to jeden z najczęściej wymienianych argumentów przemawiających za emigracją. Wielu Polaków wyprowadza się do innego kraju, ponieważ nie widzi dla siebie perspektyw na dostatnie życie w ojczyźnie. Kwestia ta staje się szczególnie istotna, kiedy decydujemy się na posiadanie potomstwa. Życie w wynajmowanej kawalerce z ukochaną osobą może mieć swój urok, jednak z pewnością nie są to wymarzone warunki do wychowywania dzieci.

Agata

Agata ma 29 lat, mieszka w Hamm i za podstawową zaletę życia w Niemczech uważa właśnie wyższe dochody: Rodzina, w której mąż zarabia niewiele ponad średnią krajową, a kobieta głównie zajmuje się domem i pracuje dorywczo, raz w roku może pozwolić sobie na zagraniczne wczasy, a raz w miesiącu lub nawet częściej – na obiad w knajpie. Podkreśla, że nie musi się martwić o zaspokajanie podstawowych potrzeb dzieci, ponieważ otrzymuje na nie dodatkowe pieniądze: 182 euro tak zwanego Kindergeld na każde dziecko w rodzinie. Agata ma dwójkę, co oznacza comiesięczny zastrzyk gotówki w wysokości 384 euro – taka kwota bez problemu wystarcza na zakup ubrań, opłaty za edukację czy szkolne wycieczki.

Dostępność nauki i możliwości rozwoju są zresztą kolejnym argumentem, który przytacza: Szkoła muzyczna czy inne dodatkowe zajęcia nie kosztują tutaj majątku, więc większość może sobie na to pozwolić. A przy tym nie ma presji bycia najlepszym. Jeśli jakieś dziecko powtarza klasę, nikt nie wytyka go palcami i nie wyśmiewa.

 

Co jeszcze spędza młodym rodzicom sen z powiek? Z pewnością jednym z największych „postrachów” są choroby dzieci i związany z nimi kontakt ze służbą zdrowia, która nie zawsze staje na wysokości zadania. Agata wspomina, że w Polsce co miesiąc musiała odkładać ok. 200 zł na lekarstwa – w przypadku dwójki przedszkolaków różnego rodzaju infekcje były na porządku dziennym. W Niemczech leki dla dzieci są darmowe, co w znacznym stopniu odciążyło jej domowy budżet. Ponadto bardzo pochlebnie wyraża się o niemieckich sposobach na dbanie o zdrowie, które znacznie odbiegają od tego, z czym spotykała się w Polsce: Niektóre polskie mamy uznają to za minus, ale ja jestem zwolenniczką medycyny naturalnej i cieszę się, że niemieccy lekarze na byle kaszel nie przepisują od razu całej tablicy Mendelejewa. Ponadto tutaj niezależnie od pogody przedszkolaki bawią się na dworze. Nieważne, czy leje, wieje, czy jest -10. Każdy rodzic obowiązkowo musi wyposażyć dziecko w tzw. matchhose, czyli po prostu ortalionowe spodnie na szelkach, a do tego kalosze. W szkole jest podobnie: każdą przerwę dzieci spędzają na boisku szkolnym, nikt nie podpiera ścian w środku. Taki sposób wzmacniania odporności chyba przynosi rezultaty, ponieważ dzieci Agaty właśnie po przeprowadzce przestały tak często chorować.

 

Martyna

W podobnie entuzjastycznym tonie wypowiada się Martyna, 22-latka od 3 lat mieszkająca w Duisburgu: Według mnie do największych plusów rodzicielstwa w Niemczech należą darmowa opieka położnej i lekarza przed rozwiązaniem.

Położna przychodziła zawsze, gdy potrzebowałam pomocy, a po porodzie opiekowała się nami aż przez 8 tygodni.

 

Bezpłatne są również szkoła rodzenia, a także kursy, np. jogi lub pływania dla ciężarnych.

Ponieważ Martyna jest bezrobotna, od agencji pracy oraz Caritasu dostała pieniądze przeznaczone na wyprawkę dla noworodka – w sumie było to aż 840 euro. Ponadto na każde dziecko (niezależnie od dochodów rodziny) otrzymuje się Kindergeld, a w przypadku szczególnie niekorzystnej sytuacji finansowej można ubiegać się o dodatki. Jednocześnie leki są refundowane, a wysokość opłat za żłobek i przedszkole zależy od zarobków rodziców dziecka. Dzięki temu Martyna może korzystać z bezpłatnej, 35-tygodniowej opieki w żłobku dla swojego malucha.

 

Marta

Marta ma 40 lat i mieszka w Wuppertalu. Otwarcie mówi, że decyzja o przeprowadzce do Niemiec była trafiona: Dzięki wyjazdowi było mnie stać na powiększenie rodziny. Tutaj nie boję się, że nagle świat zawali mi się na głowę, jeśli stracę pracę. W takiej sytuacji miałabym rok na znalezienie innej, a w tym czasie przysługiwałby mi określony procent mojej obecnej pensji. Ponadto już sam Kindergeld, czyli zasiłek na dziecko, jest wystarczający, by kupić jedzenie, ubrania i zabawki. To prawie 200 euro! Marta zwraca również uwagę na to, że jedzenie w Niemczech jest stosunkowo niedrogie (zwłaszcza w porównaniu z przeciętnymi zarobkami), a sklepy prowadzą specjalne programy zniżkowe na produkty dla dzieci.

Bezpieczeństwo finansowe sprawia, że można w pełni skoncentrować się na życiu rodzinnym. Marta wspomina, że w Polsce oboje z mężem byli etatowymi pracownikami, dorabiającymi sobie po godzinach, a mimo to nie było ich stać na tak komfortowe życie, jakie prowadzą obecnie. W Niemczech wracają z pracy i mogą bez przeszkód skupić się na dzieciach i odpoczywać, a także odważnie planować przyszłość.

 

Wiele Polek narzeka na warunki, w jakich przyszło im rodzić. Zarówno wyposażenie szpitali, jak i podejście do pacjentek często pozostawia wiele do życzenia… Marta zachwyca się opieką okołoporodową w swoim miejscu zamieszkania: Kiedy rodziłam, mogłam wykupić pokój rodzinny, w którym mogłabym zatrzymać się z mężem i synkiem – gdybyśmy tylko tego chcieli, moglibyśmy wspólnie czekać w nim na narodziny córki i być razem od pierwszych chwil jej życia. Cena takiego pokoju jest przystępna, a panuje w nim stuprocentowa prywatność. Podczas pobytu na porodówce nie spotkałam się z niefachowością, obrażaniem czy wyzwiskami. Było tam wszystko, co mogłam sobie wymarzyć: zaangażowane położne, plan porodu, kontakt skóra do skóry, pomoc przy karmieniu piersią, wybrana osoba lub osoby na sali porodowej. Dodatkowo jako dojrzała przyszła mama miałam dostęp do bezpłatnych badań prenatalnych.

Jako niewątpliwą zaletę wychowywania dzieci w Niemczech Marta wymienia również wielokulturowość tego kraju: Dzieci wzrastają w akceptacji dla różnic w zakresie koloru skóry i religii. Maluchy szybko się aklimatyzują i nawiązują kontakt z innymi – te różnice, których zauważania my uczyliśmy się przez lata, dla nich po prostu nie mają znaczenia.

Monika

27-letnia Monika, która ma na swoim koncie doświadczenie mieszkania w Niemczech, również dostrzega korzyści oswajania pociech z innymi kulturami: Wielkim plusem życia w Monachium był fakt, że jest to wielonarodowościowe i wielowyznaniowe miasto. Jako mama nieustannie spotykałam kobiety pochodzące z całego świata, mówiące różnymi językami i prezentujące odmienne podejścia do macierzyństwa. Po pewnym czasie byłam już w stanie dostrzec różnice w zakresie sposobów wychowania dzieci, tego, jak poszczególne mamy się nimi zajmowały i w jaki sposób się do nich zwracały. Dla dzieci codzienne obcowanie z różnorodnością na pewno stanowi nieocenioną korzyść.

Monika wspomina, że pierwszym, co rzuciło się jej w oczy po przyjeździe do Monachium, była wszechobecność dzieci w przestrzeni publicznej oraz partnerskie podejście do rodzicielstwa.

 

Zarówno matki, jak i ojcowie zabierają dzieci nie tylko w miejsca specjalnie dla nich przeznaczone (takie jak place zabaw), ale również do luksusowych butików, kawiarni, a nawet do Biergarten, czyli typowych niemieckich ogródków piwnych. Ponadto mnóstwo dzieci podróżuje komunikacją miejską, choć niemieccy rodzice dbają o to, by w ich życiu nie zabrakło ruchu oraz czasu spędzanego na świeżym powietrzu. Z tego powodu niezależnie od pogody zaprowadzają je do szkoły na piechotę lub zawożą rowerem. Jest to możliwe m.in. dzięki rozwiniętej infrastrukturze: Szlaki komunikacyjne dla pieszych są znakomicie przygotowane – dostanie się z osiedla na osiedle nie stanowi żadnej trudności. Nie pojawia się również częsty w Polsce problem nagle kończącego się chodnika i konieczności poruszania się po ulicy przeznaczonej dla aut.

Lekkim szokiem była dla Moniki obserwacja, że w Niemczech panuje społeczne przyzwolenie na zabieranie dziecka do modnych i zatłoczonych lokali, nawet po zmroku. A ponieważ spożywanie alkoholu w miejscach publicznych jest tam dozwolone, bardzo często można natknąć się na dorosłych pijących piwo przy swoich pociechach. Monika podkreśla jednak, że wszystko odbywa się z kulturą: Co ciekawe, pomimo takich zwyczajów, w gazetach co drugi dzień nie pojawiają się tam nagłówki na temat nieodpowiedzialnych, pijanych rodziców, którzy pod wpływem alkoholu zrobili dziecku krzywdę lub narazili jego zdrowie lub życie na niebezpieczeństwo.

Choć w Niemczech dzieci mogą oswoić się z różnorodnością w wielu aspektach, nie kładzie się nacisku na podkreślanie różnic majątkowych. Według Moniki polscy rodzice mają tendencję do strojenia swoich latorośli, ubierania ich w przemyślane stylizacje, zwracania uwagi na marki oraz trendy. Oczywiście, mieszkańcy Monachium również kupują swoim pociechom drogie produkty, jednak na placu zabaw wszyscy są równi, a jedno spojrzenie na ubiór dziecka nie pozwala na określenie możliwości finansowych jego rodziców. Podczas zabawy maluchy noszą stare, podarte ubrania lub specjalne kombinezony.

Monika zwraca również uwagę na fakt, że Polacy mają skłonność do komentowania strojów przypadkowo spotkanych dzieci. Jako że są one traktowane jak „dobro narodowe”, na porządku dziennym jest zwracanie uwagi na wybory ich rodziców. W Niemczech panuje znacznie większa tolerancja w tym zakresie: Nie spotkałam się z sytuacją, w której obca osoba zaczepiłaby mnie na ulicy i skomentowała krytycznie ubiór mojego dziecka w kontekście pogody – nikogo nigdy nie zbulwersował brak czapki lub skarpetek, co w Polsce zdarzało się nagminnie.

Z kolei krzyki dziecka słyszane zza ściany nie spotykają się z obojętnością: Jeśli chodzi o nieprzyjemne sytuacje – trafiliśmy na okolicę, w której nie mieszkały żadne małe dzieci, za to było sporo starszych, zrzędliwych ludzi (niestety, nie głuchych). Mój syn przechodził w tym czasie słynny „bunt dwulatka” i, niestety, codziennie toczyliśmy wojny o praktycznie każdy drobiazg. Dla sąsiadów było nie do pomyślenia, że jakieś dziecko ma czelność zakłócać Mittagessenruhe (czyli ciszę obiadową, która zwyczajowo trwa od 12:00 do 15:00). Na początku sąsiedzi ograniczali się do nieprzyjemnych komentarzy, ale w pewnym momencie zaczęło się walenie w drzwi i ściany (np. gdy syn przebudził się w nocy i zaczął płakać) oraz niespodziewane odwiedziny policji. Wbrew pozorom, takie sytuacje najprawdopodobniej były dowodem na troskę sąsiadów: Mieliśmy również wizytę pracowników ze słynnego, owianego grozą Jugendamt. Na szczęście ta instytucja nie okazała się tak okrutna, jak przedstawiają ją polskie brukowce nagłaśniające sprawy polskich dzieci odebranych polskim rodzicom „za nic”. Otrzymaliśmy duże wsparcie w zakresie wyjaśnienia całej sytuacji, możliwość skorzystania z darmowych wizyt lekarza, pielęgniarki środowiskowej oraz polskiego psychologa. Całe zajście nie jest, oczywiście, standardem. To nie tak, ze każda polska rodzina przeprowadzająca się do Niemiec jest na celowniku sąsiadów – po prostu pechowo trafiliśmy na takich, a nie innych ludzi.

Jednak wniosek z tej historii jest taki, że w Niemczech nie ma znieczulicy na ewentualną krzywdę dzieci – w pewnym momencie kogoś z sąsiadów naprawdę zaniepokoiły płacze i krzyki syna.

 

Pracownik Jugendamt, który zajmował się naszą sprawą, co prawda nie mógł zdradzić nazwiska osoby, która była odpowiedzialna za całe zamieszanie, ale zdradził, że wydawała się ona naprawdę przestraszona i zatroskana, ponieważ myślała, że dziecku dzieje się coś złego.

Justyna

Justyna, 33-letnia mama trójki adoptowanych dzieci: 4-letnich bliźniaków i ich rocznego brata, również jest zadowolona z podjętej rok temu decyzji o emigracji: Na początek bardzo dobry „socjal’’ od rządu niemieckiego. Tutaj naprawdę kraj wspiera rodziny z dziećmi, na każde dziecko dostaje się 200 euro miesięczne, aż do ukończenia przez nie 18. roku życia. Czy wiecie, że tutaj nawet za siedzenie z dzieckiem w domu, tzw. elternzeit, dostaje się pieniądze? W dodatku niemałe, bo około 400 euro miesięcznie, i to przez stosunkowo długi czas. Co więcej, leki dla dzieci do 15-tego roku życia są za darmo, co już w ogóle było dla mnie totalnym kosmosem – ręka do góry, kto by tego nie umiał docenić? Ogólnie rzecz biorąc, zarobki są na bardzo dobrym poziomie, a w dodatku żywność jest w miarę tania i nie trzeba chodzić między sklepowymi półkami z kalkulatorem.

Kolejnym plusem mieszkania w Niemczech jest bogata oferta atrakcji dla dzieci. Ponadto niemal w każdym mieście organizowane są weekendowe festyny, które są fantastycznym sposobem na spędzanie czasu z całą rodziną. Niestety, nie wszystko w tym kraju budzi podobny entuzjazm Justyny:

System przedszkolny to istna katastrofa.

 

Przez 4 tygodnie musisz aktywnie uczęszczać z dzieckiem do przedszkola – nie możesz po prostu wyjść i zostawić go na 8 godzin. Nikogo nie interesuje, że masz pracę, kurs językowy czy inne ważne sprawy. Przez pierwsze 4 tygodnie pobytu dziecka w przedszkolu każdego dnia siedzisz z nim tam przez 2 godziny. Niestety, większość przedszkoli nie ma swojego cateringu i dziecko musi przynosić własne posiłki. Mało tego – wiele niemieckich mam nie pracuje, więc dzieci są zabierane na obiad do domu, a potem odprowadzane na drugą część dnia. Pamiętam, jak na mnie dziwnie patrzono, gdy powiedziałam, że moje dzieci będą jadły w przedszkolu.

Justyna nie jest również zachwycona swobodą, jaką otrzymują dzieci – uważa, że opiekunowie w przedszkolu nie uczą ich żadnych zasad i w pewnym sensie zaniedbują swoje obowiązki. W dodatku zarówno 3-latki, jak i 5-6-latki należą do tych samych grup. W założeniu takie rozwiązanie ma służyć nauce pomagania młodszym i opiekowania się nimi, jednak chyba nie zawsze jest tak kolorowo: W praktyce wygląda to jak dżungla i te biedne maluchy nie umieją się odnaleźć w kontakcie ze starszakami. Co więcej, panie w przedszkolu udają, że niczego nie widzą i bardzo rzadko reagują na brzydkie zachowania dzieci. Przykład? Mój syn poparzył sobie dłonie, kładąc je na kuchence. Tak, na niezabezpieczonych, włączonych palnikach.

Czy wobec tego Justyna żałuje decyzji o emigracji? Na szczęście, plusy zdecydowanie przewyższają minusy, a chwilowe problemy da się rozwiązać: Jedynym mankamentem są przedszkola, ale od września dzieciaki idą do nowego. Mam nadzieję, że tam będzie znacznie lepiej. A poza tym w Niemczech żyje mi się fenomenalnie!

 

Jak widać, nasze bohaterki znalazły szczęście za granicą i uważają swój wybór o wyjeździe za słuszny. A jak Wy sądzicie? Czy emigracja jest dobrym sposobem na zapewnienie dzieciom optymalnych warunków do rozwoju? A może uważacie, że nic nie może się równać z dorastaniem w ojczyźnie?

 

Photo by Hector Bermudez on Unsplash
Ciało

Erotyczny alfabet kobiety

12 stycznia 2021 / Monika Pryśko

Jackie Kennedy-Onassis powiedziała, że „Seks jest zły, ponieważ gniotą się ubrania”.

Według The Mother MAG, seks jest zły wtedy, gdy nie daje przyjemności. I właśnie tej przyjemności szukamy na erotycznej mapie kobiecości. A naszym przewodnikiem jest Joanna Niedziela - psycholog i seksuolog.

A jak anatomia

Czy jest jeden model erotycznej mapy kobiecego ciała?

 

Możemy wymienić pewne miejsca, które są szczególnie wrażliwe na dotyk, takie jak m.in. piersi, szyja, uszy, łechtaczka, stopy. Nie ma jednak jednej erotycznej mapy ciała – u każdej i każdego z nas będzie ona inna, a także zależna od kontekstu. Dlatego warto eksplorować swoje ciała i szukać miejsc, których stymulacja sprawia nam przyjemność i te obszary poszerzać. Każdy fragment naszego ciała ma bowiem potencjał, aby stać się strefą erogenną! 

 

B jak bliskość

Czy dobry seks łączy się zawsze z bliskością?

 

Są dwa podejścia do bliskości w kontekście życia seksualnego. Jedno mówi, że im bliżej jesteśmy, tym trudniej jest nam podtrzymać płomień namiętności – ważne jest więc zachowanie pewnej dozy tajemniczości i dystansu. Drugie z kolei stawia akcent na konieczność pogłębiania intymności, a więc bycia dla siebie przyjaciółmi i postrzegania seksu jako priorytet. Z obu płynie jednak pewien wniosek – płomień pożądanie nie zawsze łatwo rozpalić, szczególnie w wieloletnich związkach. Jest to jednak naturalne i wynika z dynamiki relacji. Świadomość i akceptacja tych zmian dają przestrzeń na wspólną pracę na tym polu. 

 

C jak ciało

Czy to prawda, że im bardziej lubimy swoje ciało, tym mamy lepszy seks?

 

Tak! Skupianie się na kompleksach, myślenie o tym, czy przypadkiem nie mamy za dużo fałdek, może uniemożliwić nam zatracenie się w przyjemności i chwili obecnej. Ciągłe krytykowanie się to bowiem forma stresu – nasze ciało reaguje w taki sposób, jakby zostało zaatakowane, coś mu zagrażało. Stres natomiast ma negatywny wpływ nie tylko na sferę seksualną, ale na całe nasze życie. Zamiast więc samobiczować się, pracujmy nad pogłębieniem samowspółczucia. Zawsze gdy chcemy się skrytykować, pomyślmy, czy kiedykolwiek powiedziałybyśmy coś takiego komuś bliskiemu – jeśli nie, nie mówmy tego też sobie. Ponadto, brak kontaktu z ciałem sprawia, że często nie słuchamy tego, co ono do nas mówi (takim sygnałem, że np. czegoś się obawiamy lub nie mamy zaufania do partnera, może być ból czy mimowolny skurcz mięśni wokół wejścia do pochwy, który uniemożliwia penetrację). Ciała nie jesteśmy w stanie tak łatwo oszukać, jak naszej głowy – dlatego tak ważne jest nawiązanie z nim dobrej relacji i zwracanie uwagi na sygnały, jakie nam wysyła.  

 

 

D jak doznania

Skąd mamy wiedzieć, czy to, co czujemy, jest takie, jak być powinno?

 

W seksie chodzi przede wszystkim o przyjemność. Jeśli to, co czujemy, jest dla nas przyjemne i pragniemy tego więcej, to znaczy, że jest takie, jakie powinno być. Warto wiedzieć, że seks nie powinien boleć (chyba że tego chcemy). Kiedy pojawia się ból, koniecznie poszukajmy przyczyny. W pierwszej kolejności warto udać się do gabinetu ginekologicznego, aby wykluczyć podłoże biologiczne (np. infekcje). W drugiej natomiast rozważmy fizjoterapię uroginekologiczną i konsultację z seksuologiem. Nie dajmy się odprawić z kwitkiem, że taka jest nasza natura lub czasem musi boleć – to nieprawda! 

 

E jak erotyka

Czy oglądanie filmów erotycznych przed seksem to dobry pomysł? 

 

Podczas intymnego spotkania bardzo ważny jest kontekst, a więc czynniki mu towarzyszące, które mogą wpływać na naszą reakcję seksualną – aktywować mechanizm pobudzania lub naciskać na nasz seksualny hamulec. Znajomość tych czynników (i podzielenie się nimi wraz z drugą osobą) pozwala o nie zadbać podczas planowania lub inicjowania zbliżeń, a w konsekwencji sprawić, że będziemy mieć lepszy seks. Sięgnięcie po filmy erotyczne może być sposobem na zbudowanie odpowiedniego kontekstu, dzięki któremu osiągniemy wysoki stopień pobudzenia. Pornografia potrafi bowiem być bardzo silnym bodźcem o znaczeniu erotycznym. Może być także źródłem inspiracji, jak i punktem wyjścia do rozmowy, na temat tego, czego chcielibyśmy spróbować. Pamiętajmy jednak, że seks w rzeczywistości wygląda zupełnie inaczej niż na filmach pornograficznych (szczególnie tych głównego nurtu) – dlatego nie porównujmy naszej sprawności, umiejętności czy wyglądu do tego, co widzimy na ekranie. 

 

F jak finał

Czy można rozdzielić orgazm na lepszy i gorszy?

 

Orgazm jest jeden, różne są natomiast drogi prowadzące do jego doświadczenia. To mit, że orgazm osiągnięty w wyniku stymulacji pochwy jest tym właściwym i dojrzałym (w dużej mierze odpowiada za niego Zygmunt Freud). Każdy orgazm jest tak samo wartościowy, niezależnie od tego, w jaki sposób go doświadczyliśmy – orgazm powstaje bowiem w naszej głowie. Co więcej, wiele osób nie wie, że narządem homologicznym względem penisa jest łechtaczka, a nie pochwa. To właśnie jej stymulacja pozwala wielu kobietom (osobom z pochwą) doświadczyć orgazmu. 

 

G jak punkt G

Punkt G to prawda czy święty Graal, którego nikt nigdy nie znalazł?

 

Punkt G został w 1950 roku zidentyfikowany przez Ernsta Gräfenberga jako punkt, którego stymulacja prowadzi do wyjątkowej rozkoszy. Autorka „Biblii waginy” – Jen Gunter – zajrzała do źródeł i okazało się, że sam Gräfenberg wcale nie opisywał konkretnego punktu, a „strefę erotyczną” na przedniej ścianie pochwy w pobliżu ujścia cewki moczowej i dolnej części pęcherza. Prawdopodobna jest więc hipoteza, że odpowiednia stymulacja tego obszaru pobudza łechtaczkę (jej trzon, korzeń i opuszki) znajdującą się właśnie w tej okolicy. Nie istnieje natomiast żaden punkt, będący magicznym guzikiem, który należy nacisnąć. Co więcej, u każdej kobiety stymulacja tego obszaru będzie wywoływać odmienne doznania. Może też nie być wcale przyjemna. Zamiast na jego usilnym szukaniu, lepiej skupić się więc na tym, co naprawdę sprawia nam frajdę. 

 

H jak harmonia

Czy wewnętrzna harmonia i #motherlifebalance wpływają na życie erotyczne?

 

Jak najbardziej! Na nasze życie seksualne mają wpływ między innymi takie czynniki jak stres, ciągłe zmęczenie, przepracowanie, niedostateczna ilość snu. Nie bez znaczenia jest także opieka nad dzieckiem, jak i odnalezienie się w roli rodzica. Dlatego niezwykle istotne jest znalezienie czasu na dbanie o siebie, a więc robienie rzeczy, które sprawiają nam przyjemność i pozwalają odzyskać wewnętrzną harmonię. Seksualne self-care pomoże nam natomiast zatroszczyć się stricte o sferę seksualną, zrobić na nią przestrzeń w swoim życiu i podejść do niej z większą świadomością. Spanie nago, samomiłość, czytanie książek o seksualności, fantazjowanie, nauka doświadczania orgazmu – to tylko niektóre sposoby na to, jak zadbać o siebie w tym obszarze. 

 

 

I jak intymność

Jak zadbać o intymność w związku?

 

Intymność, a więc inaczej bliskość, to budowanie relacji m.in. poprzez troskę o siebie nawzajem, wspieranie się, okazywanie sobie zrozumienia, obdarzanie się zaufanie. Rozwija się ona dużo wolniej niż namiętność (na którą nie mamy zbyt dużego wpływu) i wymaga przede wszystkim otwartości i zainteresowania życiem drugiej osoby. Dzięki niej czujemy się przy partnerze/ce dobrze i swobodnie. Jak można dbać o intymność? Przede wszystkim rozmawiajmy ze sobą, słuchając siebie nawzajem. Szanujmy swojego potrzeby, a także granice. Pamiętajmy o małych gestach, dzięki którym pokazujemy drugiej osobie, że jest dla nas ważna – takich jak powiedzenie dzień dobry po przebudzeniu, zapytanie jak minął jej dzień, gdy wraca do domu. Zadbajmy także o wartościowy czas dla naszego związku (np. wprowadzając rytuały) oraz róbmy razem nowe, ekscytujące rzeczy. 

 

J jak jeszcze

Co sprawia, że chcemy więcej seksu?

 

Przede wszystkim, to kiedy uprawiamy taki seks, jaki lubimy (zarówno ten solo, jak i partnerski) – który jest dla nas satysfakcjonujący i sprawia nam przyjemność. Wiele kobiet niestety zmusza się do seksu lub udaje orgazm, chcąc zadowolić drugą osobę. Takie postępowanie może mieć jednak wiele negatywnych konsekwencji na różnych płaszczyznach –  przede wszystkim jednak sprawia, że na intymne zbliżenie zupełnie nie mamy ochoty. Istotne jest także znalezienie w swoim życiu przestrzeni na seks, zainteresowanie się nim. Istnieje bowiem małe prawdopodobieństwo, że poziom naszego libido zwiększy się sam siebie. 

 

K jak kobieca seksualność

Co na temat kobiecej seksualności warto wiedzieć?

 

Kobieca seksualność bywa postrzegana przez pryzmat seksualności męskiej. Myślenie takie prowadzi jednak do wielu błędnych założeń, bo kobiety i mężczyźni różnią się od siebie. Jednym z nich jest przekonanie, że kobieta powinna doświadczać orgazmu w wyniku penetracji, ponieważ zazwyczaj dzieje się tak u mężczyzn. A tak naprawdę jedynie około 30% kobiet regularnie osiąga orgazm w ten właśnie sposób – i jest to normalne. Innym natomiast, konieczność odczuwania spontanicznej ochoty na seks, a więc pojawiającej się samej z siebie. Pożądania spontanicznego doświadcza jednak jedynie 15% kobiet. Większość kobiet częściej odczuwa tzw. pożądanie responsywne, która pojawia się w wyniku angażowania się w seks zainicjowany przez drugą osobę w odpowiednim kontekście. Oba rodzaje pożądania są zdrowe i normalne. Panie dużo częściej doświadczają także niezgodności pobudzenia – podniecenie psychiczne i reakcja genitalna pokrywa się u nich jedynie w 10%.

 

L jak lubię to

Czyli co kobiety najbardziej lubią w seksie?

Niestety wiele kobiet nie kojarzy seksu z przyjemnością, a z przykrym obowiązkiem. Przez to nie zastanawiają się one nad tym, co tak naprawdę w seksie lubią, jakiego seksu pragną. A to bardzo ważne pytanie, które warto sobie zadać – jakiego seksu ja tak naprawdę chcę? Co sprawia mi frajdę? Czego potrzebuję, aby się podniecić? Jakie techniki pozwalają mi doświadczyć orgazmu? Pamiętajmy, nigdy nie rezygnujemy z prawa do przyjemności! I nie zmuszajmy się do seksu, na który nie mamy ochoty. 

 

Ł jak ładność

Czy ładność w seksie ma aż tak wielkie znaczenie?

 

Odpowiem przewrotnie – sam seks zazwyczaj nie jest ładny. Często porównujemy nasze życie intymne do zbliżeń jakie widzimy w filmach pornograficznych. Prawdziwy seks wygląda jednak zupełnie inaczej. Po pierwsze, nasze ciała nie są idealne – są owłosione, mają cellulit, rozstępy. Penisy miewają różne kształty, wargi wewnętrzne bywają większe niż zewnętrzne, a narządy nierzadko są w innym kolorze niż reszta ciała. W czasie seksu pojawiają się także różne wydzieliny – wydzielina z pochwy, pot, ślina, sperma, krew menstruacyjna; jak i specyficzne odgłosy. Czasem łapie nas skurcz, nie możemy zdjąć z siebie ubrania, a włosy wpadają w twarz drugiej osoby. Bywa niezręcznie, pojawiają się chwile ciszy, jesteśmy zawstydzeni, a czasem wspólnie się śmiejemy i żartujemy. Wszystko to jest normalne. Najważniejsze jest bowiem to, aby skupić się na bliskości i doświadczanej przyjemności, a nie na tym, jak wyglądamy i czy nasz seks jest ,,perfekcyjny”. 

 

M jak masturbacja

Dlaczego wciąż pokutuje przekonanie, że sprawianie sobie przyjemności jest złe?

 

Duży wpływ na naszą sferę seksualną ma religia, według której masturbacja (i nie tylko) jest grzechem. Niestety normy religijne i medyczne rozjeżdżają się ze sobą. Samomiłość to jednak coś zupełnie normalnego i zdrowego. Jest aktywnością, którą warto potraktować jak randkę z samą sobą. Pozwala ona poznać swoje ciało i jego reakcje, zobaczyć co sprawia nam przyjemność, odkryć drogi, które prowadzą nas do orgazmu. Soloseks ma także pozytywny wpływ na nasze samopoczucie, potrafi podnieść odporność, złagodzić ból, a także pobudzić nasze libido. 

 

N jak nagość

Jak oswoić się z nagością?

Jednym ze sposobów jest spanie nago. Nie tylko pomaga w akceptacji ciała, ale ma także korzystny wpływ na jakość snu (obniża temperaturę ciała) oraz zdrowie intymne. Możemy także chodzić nago po domu (pamiętajmy jednak, aby nie przekraczać granic innych osób). Warto także stanąć bez ubrania przed lustrem i docenić to, co nam się w naszym ciele podoba i na tym skupić uwagę. Postarajmy się w takich sytuacjach wyłączyć wewnętrznego krytyka. We wszystkich opisanych przypadkach potrzebna jest regularna praktyka, aby wyrobić nawyk. Im częściej będziemy praktykować spanie czy chodzenie nago, tym bardziej będzie to dla nas naturalne. 

 

O jak odwaga

Czy jest jakiś magiczny sposób na to, by mieć odwagę mówić o swoich seksualnych potrzebach?

Przede wszystkim pomyślmy, po co chcemy taką rozmowę odbyć. Inaczej mówiąc, spójrzmy na to w szerszym kontekście – chodzi tutaj przecież o nasze zadowolenie z życia seksualnego. Jeśli nie podejmiemy rozmowy o naszych potrzebach, nie powiemy, co sprawia nam radość, jaki rodzaj stymulacji lubimy, jakie techniki pozwalają nam doświadczyć orgazmu… druga osoba raczej się tego nie domyśli. Brak rozmowy pozostawia przestrzeń na niedomówienia i domysły. Partner/ka może też pomyśleć, że skoro nic nie mówimy, to wszystko jest w porządku.

 

 

P jak piersi

Czy to nasz najważniejszy punkt erotyczny?

Piersi u wielu kobiet są bardzo czułą strefą erogenną. Ale oczywiście nie u wszystkich. Jeśli ich stymulacja nie sprawia nam przyjemność, to nie znaczy, że coś jest z nami nie tak. Każda z nas jest inna. Pieszczoty piersi, szczególnie te powtarzane regularnie, mogą stanowić jednak profilaktykę raka sutka. Zdarza się, że to właśnie partner/ka jest osobą, która wyczuwa niepokojącą zmianę. 

 

R jak rozmiar

Czy rozmiar w seksie ma znaczenie?

Niezależnie od wagi, mamy takie samo prawo cieszyć się z życia seksualnego. Seks i doświadczanie przyjemności nie jest zarezerwowane tylko dla szczupłych osób. Jeśli chodzi o rozmiar penisa – nie ma on znaczenia. Dużo ważniejsze są bowiem stosowane techniki seksualne (a w tym docenienie roli łechtaczki). Bardziej problematyczny może okazać się penis dużych rozmiarów, niż ten mały. Jednak niezależnie od jego rozmiaru, przed penetracją zadbajmy o odpowiedni stopień pobudzenia, a także o lubrykant. Seks bez odpowiedniego nawilżenia może powodować dyskomfort, a nawet ból i otarcia. 

 

S jak strefa erogenna

Jak odkryć swoje strefy erogenne?

Zwykle podczas seksu skupiamy się przede wszystkim na genitaliach. Sposobem na poznanie innych stref erogennych jest umówienie się na pieszczoty, podczas których te czułe strefy będziemy omijać lub przejdziemy do ich stymulacji dopiero po pewnym czasie. Może nam w tym pomóc między innymi powolnym masaż całego ciała. Często wrażliwymi miejscami są te, w których skóra jest cienka i/lub przechodzi w błonę śluzową. Jednak tak jak pisałam już wcześniej, każdy obszar naszego ciała może okazać się wyjątkowo czuły na dotyk – zdarza się, że do orgazmu może doprowadzić nas nawet stymulacja małżowin usznych. 

 

T jak tradycja

Czy tzw. ,,tradycyjne wartości’’ przeszkadzają nam w życiu erotycznym?

W seksie przeszkadzają nam przede wszystkim różne negatywne myśli i przekonania (np. że seks to małżeński obowiązek, kobiety nie powinny lubić seksu, seks powinno się uprawiać tylko wtedy, kiedy chce się mieć dzieci). Myśli te mają z kolei wpływ na nasze emocje, zachowania i reakcje fizjologiczne. Dobra wiadomość jest taka, że z negatywnymi przekonaniami, które utrudniają nam czerpanie radości z życia seksualnego, można pracować w gabinecie psychoterapeutycznym, do czego zawsze zachęcam.

 

U jak usta

Na którym miejscu usta, jako strefa erogenna, są na kobiecej liście?

U każdej kobiety będą zupełnie na innym miejscu. Warto pamiętać, aby zawsze kierować się tym, co rzeczywiście sprawia nam przyjemność, a nie tym, co ,,powinno”, bo ktoś tak powiedział. Usta mogą być jednak bardzo wrażliwą strefą z uwagi na to, że zlokalizowane jest na nich wiele zakończeń nerwowych. Stymulować można je nie tylko pocałunkami, ale także dotykiem, ssaniem, gryzieniem, lizaniem… co tylko podpowiada nam wyobraźnia! 

 

W jak wyobraźnia

Jak popracować nad swoją wyobraźnią, by pomogła nam w seksie?

Sięgnijmy na przykład po powieść erotyczną. Podczas lektury tworzymy w głowie obrazy, które mogą wspierać nasze seksualne fantazje. Możemy także wziąć kartkę i długopis, aby napisać własne opowiadanie erotyczne. Inną możliwością jest świadome fantazjowanie – a więc umówienie się z samą sobą, że będziemy to robić w danym miejscu i czasie. 

 

Z jak zaufanie

Czy dobry seks bez zaufania jest możliwy?

Zaufanie z pewnością pełni w seksie ważną rolę. Dzięki niemu wiemy, że druga osoba nie zrobi nic, na co nie wyrażamy zgody (a obopólna, świadoma zgoda na daną aktywność w seksie to podstawa!). Mamy pewność, że zrozumie, kiedy będziemy chcieli się z seksu wycofać, mimo że w pierwszej chwili się na niego zgodziliśmy. Możemy też wszystko jej powiedzieć, bez obawy, że zostaniemy źle odebrani. A także przedyskutować kwestie związane z antykoncepcją i zdrowiem. Są osoby, dla których zaufanie do drugiej osoby będzie koniecznym warunkiem, aby w ogóle do seksu mogło dojść. Jego brak może też spowodować, że ciężko nam będzie się odprężyć i zatracić w przyjemności. 

 

Joanna Niedziela – psycholog i seksuolog. Autorka bloga o seksualności seksuologbeztabu.pl oraz profilu na Instagramie @seksuologbeztabu, których celem jest zwiększenie społecznej świadomości i otwartości w sprawach seksu poprzez przekazywanie rzetelnej i aktualnej wiedzy oraz oswajanie tematów tabu. Współpracuje z Fundacją Trans-Fuzja działającą na rzecz osób transpłciowych. Bliska jest jej idea pozytywnej seksualności. Jest sojuszniczką osób LGBT+. Prywatnie miłośniczka Włoch, lata, dobrej kawy i odkrywania nowych smaków. 

 

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo