Change font size Change site colors contrast
Styl życia

Ogień jako wynalazek ludzkości, czyli 6 sposobów na wychowywanie silnej córki.

28 października 2019 / Paulina

Czy wiedziałaś, że 50% siły roboczej na świecie stanowią kobiety?

Często lepiej wykształcone niż mężczyźni, są głównymi żywicielami w swoich rodzinach. A jednak zarabiają mniej i w dalszym ciągu są w niewystarczającym stopniu reprezentowane w różnych miejscach pracy, na różnych stanowiskach. Według UNICEF, stanowimy 66% pracowników na całym świecie, którzy zarabiają jedynie 10% światowego przychodu. Skąd biorą się te dysproporcje i co z nimi możemy zrobić?

To niemożliwe – Alicja

Tylko, jeśli w to uwierzysz – Kapelusznik 

Jeśli rozwinięte państwa podwyższyłyby wskaźnik zatrudnienia kobiet do wskaźnika zatrudnienia mężczyzn, ich produkt krajowy brutto (GDP) wzrosłyby o 12% do 2030 roku. Tak OECD (Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju) przekonuje do wzmacniania roli kobiet na rynku pracy. Wyniki badań, przeprowadzonych przez McKinsey & Co. wskazują z kolei, że zatrudnienie większej liczby kobiet wpływa na wzrost produktywności oraz efektywności firmy. Gospodarka i rynek pracy mają ogromny wpływ na życie każdej z nas. Co jednak z tego wynika dla nas? Co możemy zrobić my, żeby wesprzeć przyszłą pozycję i los naszych córek? No i jak to zrobić? Jak wychować pewną siebie, świadomą młodą kobietę?

You can’t be what you can’t see 

To słowa Marie Wilson, założycielki fundacji – White House Project, której celem było promowanie roli kobiet w polityce i pomoc w wyborze prezydenta płci żeńskiej, inicjatorki akcji – “Zabierz swoją córkę oraz syna do pracy”. Jeśli nie ma w naszym życiu modeli do naśladowania, to trudno jest nam nawet zakładać, że możemy to osiągnąć. Nasze cele sprowadzają się do marzeń. Bo czy znasz jakąś kobietę, która… 

Według Jane Nelson, wykładowcy i dyrektora w Harvard Kennedy School’s Corporate Social Responsibility Initiative potrzebujemy reprezentantek, wzorów. Nie potrzebujemy pomocy, a wsparcia i zrozumienia. 

36

Dokładnie tyle procent dziewczynek, które skończyły 11 lat uważa się za pewną siebie. Liczba ta spada drastycznie wraz ze wzrostem wieku. Jednak wychowywanie córki na silną, świadomą i asertywną kobietę, jest wykonalne. To słowa Caroline Riseboro, CEO i dyrektor Plan International Canada, organizacji dobroczynnej, zajmującej się poprawą życia dzieci na całym świecie poprzez programy takie jak Because I Am a Girl, którego celem jest promowanie równości płci i praw dziewczynek. Co możesz zrobić, żeby Twoja córka stała się pewną siebie młodą kobietą? Oto kilka przykładów codziennych sytuacji, w których możesz wesprzeć jej rozwój.  

Jak Ty ładnie dzisiaj wyglądasz!

Jak często słyszałaś to w dzieciństwie? Możliwych jest kilka odpowiedzi. Dwie najbardziej skrajne zakładają, że dość często albo za rzadko czy też w ogóle. O tym, jak ważne dla Twojej córki są słowa uznania, płynące z Twoich ust i poczucie akceptacji, z pewnością wiesz. To Ty w dużej mierze ukształtujesz sposób, w jaki będzie siebie postrzegać. To Twoje słowa zostaną z nią na lepsze i gorsze chwile jej życia. I chociaż tak istotne jest docenianie jej osiągnięć nawet tych najmniejszych, to równie istotny jest sposób, w jaki będziesz to robić. 

Jeśli każda pochwała odnosić będzie się do tego, jak ładnie wygląda albo jak ładną jest dziewczynką, gdy zrobi coś dobrze, to jaki przekaz zakoduje się w jej głowie? No właśnie. A przecież uroda to nie wszystko. I nie dlatego, że jest ładną dziewczynką albo grzeczną udało jej się tak pięknie namalować tęczę, przeskoczyć przez tą wielką kałużę czy przeczytać swoją pierwszą książkę samodzielnie. 

Nie wszystko złoto, co się świeci

Inna kwestia to kolejny przekaz, który utrwalić mogą te jakże niewinne słowa. Bycie ładną i uroda staje się tematem przewodnim jej młodego życia. Czy tego jednak chcesz? Czy Twoja córka ma skupiać się głównie na tym, jak wygląda i swoje życie podporządkowywać niedoścignionym trendom piękności oraz ocenie innych? Czy taki był cel? 

Zanim następnym razem będziesz chciała ją pochwalić, zastanów się, jaką cechę jej zachowania masz na myśli. Co takiego zrobiła Twoja córka i czego dokładnie chciałaś jej pogratulować? Czy tego, że z odwagą, ale i odpowiednio planując rozbieg przed skokiem nad kałużą, pokonała tę odległość? Czyli chwaląc jej odwagę i umiejętność planowania oraz wysiłek, jaki w to włożyła. Czy też kreatywność i dokładność z jaką namalowała tęczę farbami? Odnoś się nie do cech, a do czynności. Nikt z nas nie rodzi się głupi, mądry, kreatywny czy wygimnastykowany. Może się jednak taki stać poprzez naukę, powielanie pewnych zachowań. Nie szufladkuj przymiotnikami – pokazuj, że dzięki wykonywaniu pewnych czynności staje się w nich coraz lepsza. 

Samochwała w kącie stała

Pamiętasz ten wierszyk? Ten dziecięcy klasyk doskonale oddaje stosunek części z nas do dzielenia się swoimi sukcesami. Przecież nie wypada pochwalić się podwyżką, nowym samochodem (na który tak ciężko pracowałaś), awansem czy egzaminem zdanym z wyróżnieniem. Tylko w zasadzie dlaczego nie wypada? Komu będzie przykro? Czy mówienie o Twoim wysiłku i poświęceniach, pracy nad sobą zakończonej sukcesem naprawdę może wpędzić kogoś w kompleksy,  jest przechwalaniem się? 

Prawdziwi przyjaciele i bliskie osoby cieszą się z naszych osiągnięć i wspierają nas w nich, więc dlaczego miałoby tak być? Czy inaczej wygląda to w przypadku dziecka? Wysiłek z perspektywy małej dziewczynki czy też starszej będzie takim samym poświęceniem i pracą, wymagającą dedykacji, która zakończyła się sukcesem. Dlaczego więc odmawiać jej radości i satysfakcji, płynącej z dobrze wykonanego zadania? Dumy z przekroczenia własnych granic? 

Naucz ją doceniać swoje własne osiągnięcia

To właśnie te momenty, kiedy wygra konkurs z języka angielskiego w szkole albo najszybciej ubierze się na spacer w przedszkolu, to czas, kiedy kształtuje się jej samoocena. I bardzo dobrze, że Twoja córka widzi, że jest w czymś dobra. W przyszłości pomoże jej to w określeniu swoich lepszych stron, decyzjach zawodowych a może nawet przy rozmowie o podwyżkę, kiedy będzie w stanie, bez skrępowania, z wysoko podniesioną głową, opowiedzieć pracodawcy o swoich osiągnięciach i o tym, dlaczego właściwie na to zasługuje. 

Daj jej się wyrazić 

Nikt nie lubi rozmawiać ani nawet w konsekwencji spędzać czasu z kimś, kto nas nigdy nie słucha. Czujemy się ignorowani i nieakceptowani. Tak też czuje się dziecko, gdy jest lekceważone. Choć jeszcze teraz może nie wszystko rozumie i powie, ale takie wspomnienie odrzucenia na długo zostanie w jego głowie. 

Rozmawiaj więc i pytaj. Twoja córka z pewnością ma wiele do powiedzenia i do wyrażenia. Nawet  w bardzo młodym wieku ma swoje przemyślenia. I chociaż mogą wydawać się nie aż tak istotne w codziennym pędzie i natłoku dorosłych obowiązków, to dla niej w tym momencie to najważniejsza rzecz na świecie. Ale może przestać nią być. Twoja córka może nawet dojść do wniosku, że jej refleksje czy odkrycia nie są tak istotne, a nawet, że nie mają znaczenia, bo nikt nie chce jej wysłuchać,  nikt nie okazuje jej zainteresowania. 

Znajdź czas w ciągu dnia czy tygodnia na takie “kobiece rozmowy” ze swoją córką. Pokaż jej, że interesuje Cię jej świat, że jej myśli i spostrzeżenia są dla Ciebie ważne.. Daj jej miejsce na wyrażanie siebie i tego, co przeżyła w ciągu dnia. Słuchając jej i rozmawiając z nią, pokażesz, jak ważna jest dla Ciebie.  

Pielęgnuj jej ciekawość. Zachęcaj do poznawania świata

Gdyby Kolumb nie zadał sobie pytania, czy można inaczej dopłynąć do Indii, to nie wystawiłby nosa poza próg własnego domu i co więcej, nie odkryłby Ameryki. To właśnie pytanie – “dlaczego?”, pomaga nam się rozwijać i odkrywać świat. Daje nam siłę i odwagę do poznawania najskrytszych tajemnic wszechświata, co często wiąże się z przekraczaniem własnych granic. 

I chociaż to właśnie to pytanie – “dlaczego” i ciekawość dziecka, jest momentami zmorą rodzica, przed którą próbuje on uciekać na różne sposoby, (w moich czasach było to odesłanie do encyklopedii!), to zanim zareagujesz, zastanów się, jak Twoje wsparcie, pomoc córce w odkrywaniu świata może wpłynąć na jej przyszłe życie i decyzje. 

Co będzie ją intrygować, pasjonować? Czy będzie to cokolwiek, czy też wszystko będzie dla niej nudne albo głupie? Czy będzie interesować się światem, tym, co dzieje się wokół niej i mieć poczucie możliwości? Czy mimo niewiedzy, będzie szukać rozwiązań, czy zniechęci ją konieczność samodzielnego działania?

Ciekawość to pierwszy stopień do piekła?

W życiu dorosłym to właśnie ciekawość poznawcza pozwala nam się rozwijać i osiągać coraz to nowe założone cele. Gdybyśmy jej w sobie nie mieli, wycieczka do Indii albo w nieznaną Polskę sto kilometrów od miejsca zamieszkania  nie zdarzyłyby się. Nie mielibyśmy odwagi, nie wiedzieli jak to zrobić i nie poszukiwali odpowiedzi. A przecież wszystkiego można się nauczyć i dowiedzieć! Gdyby nie ciekawość i chęć poszerzania wiedzy, nie kształciłybyśmy się, nie awansowałybyśmy. 

Ciekawość jest podwaliną do budowania naszej osobowości i przyszłości. I nie wymaga wielu godzin spędzonych na dokształcaniu się na wszystkie możliwe tematy, które mogą interesować naszą córkę. A wręcz przeciwnie, możemy razem z nią poszukać odpowiedzi. Nie tylko nauczy się dzięki temu tej – jakże ważnej w dzisiejszym świecie – umiejętności, ale również zrozumie, że…

Nie ma osób, które wiedzą wszystko, znają odpowiedzi na wszystkie pytania. I całe szczęście. Bo nie ma ludzi idealnych. Nie ma osób, które nie popełniają błędów. Nie wiedzieć może dziecko,  nie wiedzieć może także dorosły. Tak samo jak błędy popełniać mogą i dzieci, i dorośli. Co oznacza to dla Twojej córki? I czy nie obniży Twojego autorytetu?

Prędzej czy później Twoja rezolutna pociecha złapie Cię na tej niewiedzy albo jeszcze lepiej, wykaże Ci, że nie masz racji, bo Pani w szkole powiedziała, że… I wtedy dopiero Twój autorytet może ucierpieć. 

Co daje przyznanie się do niewiedzy albo błędu? 

Twoja córka uczy się, że każdy z nas, w tym Ty – jej mama, która wie wszystko – może jednak nie wiedzieć albo się pomylić. Co oznacza dla niej również, że pomylić może się i ona, i że ona również może czegoś nie wiedzieć. 

Zaczynamy dotykać tematu perfekcjonizmu, ale nie tylko. W tej puszce Pandory znaleźć można również samoakceptację, większą samoświadomość, umiejętność dostrzegania popełnianych błędów czy niewiedzy i co najważniejsze wyciąganie wniosków z tych doświadczeń czyli naukę. 

Czy osoba, która uważa, że nie popełnia błędów i wszystko wie, będzie uważała, że potrzebuje się rozwijać? Jak taka kobieta zareaguje w sytuacji, gdy stanie pod ogniem krzyżowych pytań  i ktoś wykaże jej niewiedzę albo błąd? 

Ogień – pierwszy wynalazek ludzkości

Kiedy jakiś czas temu rozmawiałam na ten temat z moją mamą, guru wychowawczym w mojej rodzinie i swojej szkolnej świetlicy, pedagogiem z ponad 30-letnim doświadczeniem, pojawiła się w jej głowie pewna wątpliwość. No, jak to? Jak ktoś, kto dla dziecka ma być autorytetem, skałą, skarbnicą mądrości, może nagle powiedzieć – “nie wiem” albo jeszcze lepiej – na uwagę dziewięciolatki w trakcie zajęć grupowych – “Ale proszę  Pani! To nieprawda. Ogień to nie jest pierwszy wynalazek ludzkości. To odkrycie!”, odpowiedzieć – “tak, masz rację Aniu. Dobrze, że to zauważyłaś!”. Czasami i dorośli popełniają błędy. 

Bo przecież miała rację. Ludzkość ognia nie wynalazła. Tylko odkryła. Ilu nauczycieli, których znacie, przyznałaby rację dziecku? A ilu rodziców? A właściwie dlaczego? W takiej sytuacji wskazywanie dziecku, że nie warto się wymądrzać czy też poprawiać dorosłych, uczy Twoją córkę, że nawet jak coś wie, nawet jak potrafi – ma siedzieć cicho i potulnie w kącie, nie wykazywać się wiedzą, bo nie wypada. 

Chłopakowi może jeszcze by to uszło, bo wiadomo, jak chłopaki mają, ale dziewczynce…  A właściwie, to dlaczego nie ma być pewna siebie i dumna ze swojej erudycji? Jak wpłynie to na jej przyszłe decyzje zawodowe? Czy nie udzielanie się na spotkaniu służbowym czy nawet nieargumentowanie swoich racji – kiedy te argumenty mamy – pomoże jej awansować albo starać się o podwyżkę? Czy pomoże jej w szpitalu na sali porodowej albo w rozmowie z teściową taka bierna postawa? 

Nie każdy pies to Burek 

Wracając jednak do mojej opowieści, okazuje się, że dzieci bardzo naturalnie adaptują się do życia w świecie, w którym człowiek dorosły może się nie tylko pomylić, ale także popełnić błąd. Ich świat nie burzy się w posadach. Co więcej, nabierają większej pewności, odkrywając go i sami szukając odpowiedzi. Łatwiej jest zdecydować się na pierwszy krok, kiedy wiemy, że nawet, gdy upadniemy, świat się nie zawali.

Dziewięcioletnia Ania dostała oklaski od całej grupy za to, że wiedziała, czym różni się wynalazek od odkrycia, i że odważyła się zwrócić uwagę. Jak musiała się czuć? Same możecie sobie zapewne na to pytania odpowiedzieć. Czy następnym razem będzie chciała się również udzielać w trakcie rozmów? Czy będzie chciała odkrywać świat?

Mała kropla drąży skałę

Nasze życie składa się z takich właśnie małych kluczowych momentów. Każdy z nich przybliża nas do celu Dzieci ze świetlicy mojej mamy nie otwierają ze zdziwienia oczu, słysząc, że Pani się pomyliła albo nie wie. Co mówią w domach ich rodzice? Tego zapewne się nie dowiemy. Ale każde nawet to krótkie doświadczenie wpływa na ich rozwój, buduje ich osobowość. Czy nie jest już za późno? Czy Twoja córka nie powinna na każdym kroku być zachęcana do wyrażania swojej ciekawości, do bycia pewną siebie? Nie masz wpływu na cały świat. Zacząć można zawsze od siebie. I od małych kroków. 

Ta mała dziewczynka stanie się kiedyś dorosłą kobietą. To, jaka będzie, w dużej mierze zależeć będzie od Ciebie i innych bliskich jej kobiet oraz wzorców wokół- nie ma się co łudzić. Czy to dobrze, czy źle? Zamiast zastanawiać się nad tym, zwróć uwagę, jak duży wpływ masz na swoją córkę – jak ważną jesteś częścią jej życia i przyszłości – “to moc niemal boska!”, ktoś mógłby powiedzieć. A na zmiany, rozmowy, na przyznawanie się do błędów nigdy nie jest późno. Nikt z nas przecież nie jest idealny. A błędy są od tego, żeby wyciągać z nich wnioski. I to wiedzieć powinna każda dziewczynka – mała i duża. Że zawsze, kiedy upadnie, coś jej nie wyjdzie albo czegoś nie będzie wiedzieć, może wstać, otrzepać się i spróbować jeszcze raz. I jeszcze. Chłopiec nie będzie patrzył na dziury w spodniach, plamy czy niechętne spojrzenia. Dlaczego miałaby to robić dziewczynka? “Próbowanie” nie jest przecież grzechem ani czynnością zarezerwowaną tylko dla mężczyzn.  

Otrzep więc ręce. Wstań i zadaj swojej córce najdziwniejsze pytanie na świecie. Możecie razem poszukać na nie odpowiedzi. A nawet jak jej nie znajdziecie teraz – to kto wie, czy za kilka lat, nie będzie to temat jej pracy doktoranckiej albo najbardziej przełomowe odkrycie roku. Jeśli całkiem przypadkiem będzie ono dotyczyć istnienia kosmitów, prosiłabym o kontakt.

-A co to znaczy, że coś wypada? Gdyby ludzie się umówili, że wypada nosić twaróg na głowie, nosiłabyś? — “Alicja w Krainie Czarów”

Reportaż

Pracoholizm niejedno ma imię

11 marca 2023 / The Mother Mag

Została zdemaskowana.

Jej ciało ją zdradziło. Chociaż próbowała ukryć to od kilku miesięcy, nic już nie było takie jak dawniej. – Jak ty promieniejesz! – usłyszała któregoś dnia. – Przestań, to lampa… - próbowała zmylić trop. – Nie! Poznaję błysk w oku pracoholiczek! Było już po niej. Teraz wiedzieli wszyscy, a ona nie mogła z tym nic zrobić.

Lidia, 28 lat

Lidka zaczęła pracować już na studiach. Na początku była to chęć zdobycia doświadczenia, później usamodzielnianie się i odcięcie od garnuszka rodziców. Z czasem praca zaczęła pochłaniać ją na tyle, że stała się jej drugim domem. Przestała dostrzegać swojego partnera, nie dbała o relacje międzyludzkie. Najważniejsza była dla niej kariera i pieniądze. 

– To właśnie one dawały mi wolność. Kiedy miałam okazję, brałam robotę do domu. A tych okazji było sporo. I dobrze, bo dzięki temu mogliśmy wyposażyć mieszkanie. Na jednym etacie w życiu bym tyle nie dostała. Etatów było więc więcej. Zagoniłam się w tym wszystkim, ale nie odczuwałam zmęczenia. Było mi to potrzebne. Czułam, że żyję, że oddycham.

Nagle dowiedziała się, że jest w ciąży. To był dla niej i jej partnera szok. Nie spodziewali się, że ten moment może nastąpić tak szybko. Całe szczęście czuła się dobrze i pracowała praktycznie do rozwiązania. Pół roku po porodzie zaczynało ją nosić. Kochała swoje dziecko miłością nie do opisania, ale wewnętrznie czuła, że coś jest nie tak. Lęki te narastały i po roku siedzenia z dzieckiem w domu wiedziała, że musi wrócić do pracy. Nie brakowało im pieniędzy, ale Lidka czuła się źle.

– Myślałam, że wybuchnę. Roznosiło mnie. Miałam głowę jak przepompowany balon. Nie umiałam spuścić powietrza. Za wszelką cenę starałam się być perfekcyjną żoną, matką i panią domu, ale coś zawsze było nie tak. Ja. Nie było w tym mnie. Wtedy poczułam, że muszę wrócić. 

Znalazła pracę. I nareszcie zaczęła żyć. I nie chodziło przecież wyłącznie o to, żeby wyjść z domu. Liczyła się uwaga zupełnie obcych osób, docenienie i zauważenie, że jest w czymś naprawdę dobra. Codzienne wyzwania, pośpiech, adrenalina. Zostawała więc po godzinach, czasem brała pracę do domu, a wszystko po to, by zasłużyć na jeszcze większy podziw szefa. Praca była dla niej wybawieniem, ale i ucieczką. Od problemów codzienności, od płaczącego dziecka, od męża, który już dawno przestał ją zauważać. Teraz była prawdziwie wolna i nie miała wyrzutów sumienia…

Adam, 38 lat

Adam od 11 lat jest na służbie. Służy Państwu. Życie zawodowego żołnierza to życie na rozkaz. To także dobrze płatna praca, która zawsze dawała mu ogromną satysfakcję. I chociaż teoretycznie w pracy jak każdy z nas powinien być tylko 8 godzin, w praktyce nieco rozmija się to z prawdą.

– Przyzwyczaiłem się do nadgodzin. W wojsku nigdy nie wiesz, kiedy zadzwoni telefon i będzie gdzieś trzeba jechać. Niby pracujemy normalnie od 7:30 do 15:30. Ale takich dni w roku ja miałem może ze 30. Nie tylko ja, koledzy także. Zwykle jedziemy na 6:00 i zazwyczaj jesteśmy w pracy do 17:00. Chyba że przełożeni każą przyjść w innych godzinach, np. od 16:00 do 24:00 czy nawet później. Każdy ma obowiązki, a w wojsku nie za bardzo jest tolerowane odmawianie. Dowódcom jest na rękę, jak mają takie osoby, które zawsze chętnie odbiorą telefon i odpowiedzą „TAK JEST”. 

Nigdy mu to więc nie przeszkadzało, tym bardziej, że nadgodziny odbiera w dniach wolnych. I właśnie tutaj dla Adama zawsze pojawiają się schody.

– Jak już polubisz swoją pracę to nawet na to wolne się nie chce iść. Mijam się z żoną, czasem syna nie widzę po kilka dni. Bo, gdy jadę do pracy, on śpi, a jak wracam, to też już jest w łóżku. Czasem mam nawet jakąś blokadę i nie spieszy mi się do domu. Siedzimy jeszcze z chłopakami i gadamy, takie męskie sprawy…

Zapytany o to, czy chciałby zmienić pracę, odpowiada, że póki co nie. Musi mieć swój „bezpiecznik”, czyli minimalny wiek emerytalny. Czy wtedy powie dość i odejdzie do „normalnej” pracy? Czy będzie umiał odnaleźć się w normalnym świecie? Na to pytanie nie potrafi znaleźć odpowiedzi.

Basia, 31 lat

Baśka ma 30 lat i 3 dzieci. Nikodema 10 lat, Krysię 7 lat i Aleksa 8,5 miesiąca. Mimo urlopu macierzyńskiego, pracuje i zajmuje się wszystkim. Cały czas próbuje znaleźć jakiś patent na ogarnianie wszechświata. Chociaż ma kochającego męża, czuje się samotna i często ucieka. Najczęściej właśnie w kolejne obowiązki.

– Szczerze? Mimo partnera czuję się jakbym była z tym wszystkim sama, ponieważ Robert ma taką pracę, że wiecznie go nie ma. Ja z kolei pracuje dziennie ok. 4h na razie. Poza tym biegam jak szalona to na rehabilitację Aleksa, to na diagnostykę Krzysi pod kątem ADHD, to odrabiam zadania z Nikodemem… I szczerze, czasami oddaję dzieciaki jakiejś koleżance, bo muszę wyjść do ludzi porozmawiać. Spotkać się ze swoimi klientami na dłużej, bo nie wytrzymam. Często już z tej frustracji zaczynam trzecią wojnę światową w domu. W ramach buntu potrafię wyjść, trzasnąć drzwiami i wrócić wieczorem, bądź następnego dnia, a mąż niech sobie radzi. 

Mówi, że to nie odwaga, a desperacja i totalny kociokwik w głowie. Praca to dla niej odskocznia, szansa na kontakt z innymi ludźmi, a także niezależność, którą ceni sobie najbardziej. Basia jest osobą, która musi mieć stabilizację finansową, bo już kiedyś sparzyła się na jej braku.

– Żaden facet nie będzie mnie utrzymywał. A co jak on kiedyś wyjdzie i nie wróci? Miałam już takiego i zostałam z ręką w nocniku. Dosłownie. Praca stała się dla mnie wtedy najważniejsza. Trochę się w tym zagubiłam, ale teraz potrafię znaleźć swój balans. Wiem, kiedy trzaskać nadgodziny i jechać w delegację, a kiedy odpuścić i zająć się wychowywaniem dzieci. 

Grzegorz, 41 lat

Od kiedy pamięta prowadził własną firmę. Poświęcał pracy cały swój czas. Nie wie, kiedy był na wakacjach. Jest sam. Ma za sobą kilka krótkich, nieudanych związków, które zawsze kończyły się w ten sam sposób: ona odchodziła, bo on nie miał dla niej czasu. Był albo zmęczony, albo myślami nieobecny, zaprzątnięty sprawami zawodowymi. Nie miał czasu na wspólne wyjścia. Dziś nie chce już tracić czasu na miłość. Niepotrzebne mu są dodatkowe zobowiązania.

– Nie rozumiem kobiet, które ze mną były. Gdzie się podziała ich ambicja? Chęć osiągnięcia czegoś w życiu? Realnej zmiany, którą mogły wdrożyć. Sprawić, że świat wokół nich się zmienia. Totalnie nie potrafię tego pojąć.

Rok temu miał zawał serca. Taka była cena za nadmiar obowiązków. Grzegorz po powrocie z firmy wciąż jest skoncentrowany na pracy. Jest zmęczony i ma tego świadomość, ale nie robi nic, by się odprężyć i wyłączyć. W jego życiu nie ma miejsca na kino, spotkania ze znajomymi.

– Szkoda mi na to czasu. To udręka. Przeglądanie repertuaru, wybór odpowiednich ubrań i sztuczne uśmiechy wymieniane z panią w szatni. Porażka.

Od czasu do czasu bierze udział w bankietach organizowanych przez klientów, ale one mają wymiar czysto zawodowy. W weekendy najchętniej przesiaduje w pracy – niepotrzebne są mu dezorganizujące dni „wolne”. 

Natalia, 36 lat

– Kocham swoją pracę, ale często przebywam w niej od 9:00 do 1:00 w nocy. Dwa dni w tygodniu, soboty po południu oraz niedzielę spędzam w domu z dziećmi. 

Natalia ma dwójkę dzieci. Wychowuje je sama. Z zawodu jest fryzjerką. Kocha swoją pracę, ale gdyby mogła, pracowałaby krócej.

– Muszę na dwa etaty pracować, żeby zapewnić godne życie dzieciom. Ja nie mówię tu o wycieczkach i drogich ciuchach. Zupełne podstawy. Mieszkanie, jedzenie, rachunki, edukacja. Żyjemy skromnie, a wciąż słyszę, że pracoholiczka ze mnie, że dziećmi się nie zajmuję, tylko te włosy i włosy. Spełniam się w swojej pracy, lubię uszczęśliwiać ludzi, ale czemu oni niesłusznie mnie oceniając, sprawiają mi tyle przykrości?

Twierdzi, że nigdy nie zrezygnowałaby ze swojego zawodu. Szczególnie, że prowadzi swój własny biznes, który jest jej kolejnym dzieckiem. 

– Wiadomo, że w pracy można odpocząć od dzieci. Nie słyszy się milion razy „mama”. Ale ja mam dni, w których właśnie to wieczne wołanie chciałabym słyszeć.  Gdybym mogła, pracowałabym krócej. Chciałabym móc z nimi czasem iść do kina… Chciałabym mieć za co iść…

Okiem specjalisty

Statystyczny Polak pracuje rocznie prawie 2000 godzin. W krajach Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) pracuje się średnio ok. 1700 godzin rocznie. W państwach takich jak Niemcy czy Holandia średni czas pracy to tylko ok. 1400 godzin rocznie. Ze statystyk unijnej agendy do spraw jakości życia i pracy wynika, że Polacy to naród, który najwięcej pracuje w weekendy. Blisko 14 godzin w tygodniu pracujemy w domu, a dodatkowo jesteśmy specjalistami w pracy na dwa lub nawet trzy etaty. Konieczność czy świadomy wybór?

Pracoholizm jest chorobą i należy mówić o tym wprost. Pierwsza definicja pracoholizmu powstała w latach 70-tych:

Pracoholik to osoba, której potrzeba pracy jest tak wielka, że zaspokajanie jej wywołuje znaczne dolegliwości i wywiera negatywny wpływ na stan zdrowia, osobiste szczęście, relacje międzyosobowe i społeczne (Oates, 1971).

Obecnie pracoholizm to rodzaj uzależnienia psychicznego, objawiającego się obsesyjną i wewnętrzną potrzebą ciągłego wykonywania pracy kosztem innych czynności. Typowy pracoholik jest w takim stopniu zaabsorbowany, że nie potrafi kontrolować ilości poświęcanego na pracę czasu. Pracoholizm jest wyniszczającym uzależnieniem i zalicza się do najpoważniejszych chorób cywilizacyjnych XXI wieku.  Pracoholicy wykazują: zniekształcone postrzeganie rzeczywistości, potrzebę kontroli, mechanizmy zaprzeczania, objawy depresji, skłonność do irytowania się i problemy w relacjach z bliskimi. 

Po czym rozpoznać pracoholika i czy można go jawnie zdiagnozować? Specjaliści wyróżniają 15 objawów pracoholizmu, dzięki którym łatwiej można sprawdzić, czy masz powody do obaw czy możesz spać spokojnie, bo pracę traktujesz „zdrowo”. 

  1. Spędzanie w pracy większej części doby (nagminne lub codzienne zostawanie po godzinach)
  2. Nieodczuwanie upływu czasu podczas pracy
  3. Regularne zabieranie pracy do domu
  4. Stawianie spraw zawodowych na zawsze pierwszym miejscu
  5. Nakładanie na siebie wielu zobowiązań i niechęć do delegowania zadań innym współpracownikom
  6. Wypowiedzi pracoholika dotyczą głównie spraw zawodowych oraz ludzi z branży
  7. Spadek zadowolenia z pracy pomimo wkładanego w nią wysiłku
  8. Poczucie bycia niezastąpionym w pracy
  9. Tendencja do perfekcjonizmu i nadmiernej kontroli
  10. Odczuwanie napięcia, zniechęcenia lub apatii w sytuacji bycia bez pracy
  11. Odczuwanie ogromnych wyrzutów sumienia w sytuacji popełnienia błędu podczas wykonywanej pracy
  12. Tendencja do życia w ciągłym pośpiechu
  13. Zaniedbywanie własnych potrzeb (m.in. sen, odżywianie)
  14. Zaniedbywanie bliskich (brak czasu dla rodziny i przyjaciół)
  15. Rezygnowanie z urlopu

Chociaż pojęcie karoshi zapewne nie mówi zbyt wiele przeciętnemu człowiekowi, ten japoński termin wymyślony został na potrzeby nazwania zjawiska… śmierci z przepracowania. Brzmi irracjonalnie? Szacuje się, iż rocznie z przepracowania umiera ponad 10 tys. Japończyków. Choć to zjawisko o wschodnim rodowodzie, znane są przypadki karoshi również w naszym kraju. Nie bagatelizuj tematu! Jeśli widzisz niepokojące objawy, nawet te delikatne, u siebie lub swoich bliskich, zgłoś się o pomoc do specjalisty.

This error message is only visible to WordPress admins

Error: No connected account.

Please go to the Instagram Feed settings page to connect an account.

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo