Change font size Change site colors contrast
Styl życia

Ogień jako wynalazek ludzkości, czyli 6 sposobów na wychowywanie silnej córki.

28 października 2019 / Paulina

Czy wiedziałaś, że 50% siły roboczej na świecie stanowią kobiety?

Często lepiej wykształcone niż mężczyźni, są głównymi żywicielami w swoich rodzinach. A jednak zarabiają mniej i w dalszym ciągu są w niewystarczającym stopniu reprezentowane w różnych miejscach pracy, na różnych stanowiskach. Według UNICEF, stanowimy 66% pracowników na całym świecie, którzy zarabiają jedynie 10% światowego przychodu. Skąd biorą się te dysproporcje i co z nimi możemy zrobić?

To niemożliwe – Alicja

Tylko, jeśli w to uwierzysz – Kapelusznik 

Jeśli rozwinięte państwa podwyższyłyby wskaźnik zatrudnienia kobiet do wskaźnika zatrudnienia mężczyzn, ich produkt krajowy brutto (GDP) wzrosłyby o 12% do 2030 roku. Tak OECD (Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju) przekonuje do wzmacniania roli kobiet na rynku pracy. Wyniki badań, przeprowadzonych przez McKinsey & Co. wskazują z kolei, że zatrudnienie większej liczby kobiet wpływa na wzrost produktywności oraz efektywności firmy. Gospodarka i rynek pracy mają ogromny wpływ na życie każdej z nas. Co jednak z tego wynika dla nas? Co możemy zrobić my, żeby wesprzeć przyszłą pozycję i los naszych córek? No i jak to zrobić? Jak wychować pewną siebie, świadomą młodą kobietę?

You can’t be what you can’t see 

To słowa Marie Wilson, założycielki fundacji – White House Project, której celem było promowanie roli kobiet w polityce i pomoc w wyborze prezydenta płci żeńskiej, inicjatorki akcji – “Zabierz swoją córkę oraz syna do pracy”. Jeśli nie ma w naszym życiu modeli do naśladowania, to trudno jest nam nawet zakładać, że możemy to osiągnąć. Nasze cele sprowadzają się do marzeń. Bo czy znasz jakąś kobietę, która… 

Według Jane Nelson, wykładowcy i dyrektora w Harvard Kennedy School’s Corporate Social Responsibility Initiative potrzebujemy reprezentantek, wzorów. Nie potrzebujemy pomocy, a wsparcia i zrozumienia. 

36

Dokładnie tyle procent dziewczynek, które skończyły 11 lat uważa się za pewną siebie. Liczba ta spada drastycznie wraz ze wzrostem wieku. Jednak wychowywanie córki na silną, świadomą i asertywną kobietę, jest wykonalne. To słowa Caroline Riseboro, CEO i dyrektor Plan International Canada, organizacji dobroczynnej, zajmującej się poprawą życia dzieci na całym świecie poprzez programy takie jak Because I Am a Girl, którego celem jest promowanie równości płci i praw dziewczynek. Co możesz zrobić, żeby Twoja córka stała się pewną siebie młodą kobietą? Oto kilka przykładów codziennych sytuacji, w których możesz wesprzeć jej rozwój.  

Jak Ty ładnie dzisiaj wyglądasz!

Jak często słyszałaś to w dzieciństwie? Możliwych jest kilka odpowiedzi. Dwie najbardziej skrajne zakładają, że dość często albo za rzadko czy też w ogóle. O tym, jak ważne dla Twojej córki są słowa uznania, płynące z Twoich ust i poczucie akceptacji, z pewnością wiesz. To Ty w dużej mierze ukształtujesz sposób, w jaki będzie siebie postrzegać. To Twoje słowa zostaną z nią na lepsze i gorsze chwile jej życia. I chociaż tak istotne jest docenianie jej osiągnięć nawet tych najmniejszych, to równie istotny jest sposób, w jaki będziesz to robić. 

Jeśli każda pochwała odnosić będzie się do tego, jak ładnie wygląda albo jak ładną jest dziewczynką, gdy zrobi coś dobrze, to jaki przekaz zakoduje się w jej głowie? No właśnie. A przecież uroda to nie wszystko. I nie dlatego, że jest ładną dziewczynką albo grzeczną udało jej się tak pięknie namalować tęczę, przeskoczyć przez tą wielką kałużę czy przeczytać swoją pierwszą książkę samodzielnie. 

Nie wszystko złoto, co się świeci

Inna kwestia to kolejny przekaz, który utrwalić mogą te jakże niewinne słowa. Bycie ładną i uroda staje się tematem przewodnim jej młodego życia. Czy tego jednak chcesz? Czy Twoja córka ma skupiać się głównie na tym, jak wygląda i swoje życie podporządkowywać niedoścignionym trendom piękności oraz ocenie innych? Czy taki był cel? 

Zanim następnym razem będziesz chciała ją pochwalić, zastanów się, jaką cechę jej zachowania masz na myśli. Co takiego zrobiła Twoja córka i czego dokładnie chciałaś jej pogratulować? Czy tego, że z odwagą, ale i odpowiednio planując rozbieg przed skokiem nad kałużą, pokonała tę odległość? Czyli chwaląc jej odwagę i umiejętność planowania oraz wysiłek, jaki w to włożyła. Czy też kreatywność i dokładność z jaką namalowała tęczę farbami? Odnoś się nie do cech, a do czynności. Nikt z nas nie rodzi się głupi, mądry, kreatywny czy wygimnastykowany. Może się jednak taki stać poprzez naukę, powielanie pewnych zachowań. Nie szufladkuj przymiotnikami – pokazuj, że dzięki wykonywaniu pewnych czynności staje się w nich coraz lepsza. 

Samochwała w kącie stała

Pamiętasz ten wierszyk? Ten dziecięcy klasyk doskonale oddaje stosunek części z nas do dzielenia się swoimi sukcesami. Przecież nie wypada pochwalić się podwyżką, nowym samochodem (na który tak ciężko pracowałaś), awansem czy egzaminem zdanym z wyróżnieniem. Tylko w zasadzie dlaczego nie wypada? Komu będzie przykro? Czy mówienie o Twoim wysiłku i poświęceniach, pracy nad sobą zakończonej sukcesem naprawdę może wpędzić kogoś w kompleksy,  jest przechwalaniem się? 

Prawdziwi przyjaciele i bliskie osoby cieszą się z naszych osiągnięć i wspierają nas w nich, więc dlaczego miałoby tak być? Czy inaczej wygląda to w przypadku dziecka? Wysiłek z perspektywy małej dziewczynki czy też starszej będzie takim samym poświęceniem i pracą, wymagającą dedykacji, która zakończyła się sukcesem. Dlaczego więc odmawiać jej radości i satysfakcji, płynącej z dobrze wykonanego zadania? Dumy z przekroczenia własnych granic? 

Naucz ją doceniać swoje własne osiągnięcia

To właśnie te momenty, kiedy wygra konkurs z języka angielskiego w szkole albo najszybciej ubierze się na spacer w przedszkolu, to czas, kiedy kształtuje się jej samoocena. I bardzo dobrze, że Twoja córka widzi, że jest w czymś dobra. W przyszłości pomoże jej to w określeniu swoich lepszych stron, decyzjach zawodowych a może nawet przy rozmowie o podwyżkę, kiedy będzie w stanie, bez skrępowania, z wysoko podniesioną głową, opowiedzieć pracodawcy o swoich osiągnięciach i o tym, dlaczego właściwie na to zasługuje. 

Daj jej się wyrazić 

Nikt nie lubi rozmawiać ani nawet w konsekwencji spędzać czasu z kimś, kto nas nigdy nie słucha. Czujemy się ignorowani i nieakceptowani. Tak też czuje się dziecko, gdy jest lekceważone. Choć jeszcze teraz może nie wszystko rozumie i powie, ale takie wspomnienie odrzucenia na długo zostanie w jego głowie. 

Rozmawiaj więc i pytaj. Twoja córka z pewnością ma wiele do powiedzenia i do wyrażenia. Nawet  w bardzo młodym wieku ma swoje przemyślenia. I chociaż mogą wydawać się nie aż tak istotne w codziennym pędzie i natłoku dorosłych obowiązków, to dla niej w tym momencie to najważniejsza rzecz na świecie. Ale może przestać nią być. Twoja córka może nawet dojść do wniosku, że jej refleksje czy odkrycia nie są tak istotne, a nawet, że nie mają znaczenia, bo nikt nie chce jej wysłuchać,  nikt nie okazuje jej zainteresowania. 

Znajdź czas w ciągu dnia czy tygodnia na takie “kobiece rozmowy” ze swoją córką. Pokaż jej, że interesuje Cię jej świat, że jej myśli i spostrzeżenia są dla Ciebie ważne.. Daj jej miejsce na wyrażanie siebie i tego, co przeżyła w ciągu dnia. Słuchając jej i rozmawiając z nią, pokażesz, jak ważna jest dla Ciebie.  

Pielęgnuj jej ciekawość. Zachęcaj do poznawania świata

Gdyby Kolumb nie zadał sobie pytania, czy można inaczej dopłynąć do Indii, to nie wystawiłby nosa poza próg własnego domu i co więcej, nie odkryłby Ameryki. To właśnie pytanie – “dlaczego?”, pomaga nam się rozwijać i odkrywać świat. Daje nam siłę i odwagę do poznawania najskrytszych tajemnic wszechświata, co często wiąże się z przekraczaniem własnych granic. 

I chociaż to właśnie to pytanie – “dlaczego” i ciekawość dziecka, jest momentami zmorą rodzica, przed którą próbuje on uciekać na różne sposoby, (w moich czasach było to odesłanie do encyklopedii!), to zanim zareagujesz, zastanów się, jak Twoje wsparcie, pomoc córce w odkrywaniu świata może wpłynąć na jej przyszłe życie i decyzje. 

Co będzie ją intrygować, pasjonować? Czy będzie to cokolwiek, czy też wszystko będzie dla niej nudne albo głupie? Czy będzie interesować się światem, tym, co dzieje się wokół niej i mieć poczucie możliwości? Czy mimo niewiedzy, będzie szukać rozwiązań, czy zniechęci ją konieczność samodzielnego działania?

Ciekawość to pierwszy stopień do piekła?

W życiu dorosłym to właśnie ciekawość poznawcza pozwala nam się rozwijać i osiągać coraz to nowe założone cele. Gdybyśmy jej w sobie nie mieli, wycieczka do Indii albo w nieznaną Polskę sto kilometrów od miejsca zamieszkania  nie zdarzyłyby się. Nie mielibyśmy odwagi, nie wiedzieli jak to zrobić i nie poszukiwali odpowiedzi. A przecież wszystkiego można się nauczyć i dowiedzieć! Gdyby nie ciekawość i chęć poszerzania wiedzy, nie kształciłybyśmy się, nie awansowałybyśmy. 

Ciekawość jest podwaliną do budowania naszej osobowości i przyszłości. I nie wymaga wielu godzin spędzonych na dokształcaniu się na wszystkie możliwe tematy, które mogą interesować naszą córkę. A wręcz przeciwnie, możemy razem z nią poszukać odpowiedzi. Nie tylko nauczy się dzięki temu tej – jakże ważnej w dzisiejszym świecie – umiejętności, ale również zrozumie, że…

Nie ma osób, które wiedzą wszystko, znają odpowiedzi na wszystkie pytania. I całe szczęście. Bo nie ma ludzi idealnych. Nie ma osób, które nie popełniają błędów. Nie wiedzieć może dziecko,  nie wiedzieć może także dorosły. Tak samo jak błędy popełniać mogą i dzieci, i dorośli. Co oznacza to dla Twojej córki? I czy nie obniży Twojego autorytetu?

Prędzej czy później Twoja rezolutna pociecha złapie Cię na tej niewiedzy albo jeszcze lepiej, wykaże Ci, że nie masz racji, bo Pani w szkole powiedziała, że… I wtedy dopiero Twój autorytet może ucierpieć. 

Co daje przyznanie się do niewiedzy albo błędu? 

Twoja córka uczy się, że każdy z nas, w tym Ty – jej mama, która wie wszystko – może jednak nie wiedzieć albo się pomylić. Co oznacza dla niej również, że pomylić może się i ona, i że ona również może czegoś nie wiedzieć. 

Zaczynamy dotykać tematu perfekcjonizmu, ale nie tylko. W tej puszce Pandory znaleźć można również samoakceptację, większą samoświadomość, umiejętność dostrzegania popełnianych błędów czy niewiedzy i co najważniejsze wyciąganie wniosków z tych doświadczeń czyli naukę. 

Czy osoba, która uważa, że nie popełnia błędów i wszystko wie, będzie uważała, że potrzebuje się rozwijać? Jak taka kobieta zareaguje w sytuacji, gdy stanie pod ogniem krzyżowych pytań  i ktoś wykaże jej niewiedzę albo błąd? 

Ogień – pierwszy wynalazek ludzkości

Kiedy jakiś czas temu rozmawiałam na ten temat z moją mamą, guru wychowawczym w mojej rodzinie i swojej szkolnej świetlicy, pedagogiem z ponad 30-letnim doświadczeniem, pojawiła się w jej głowie pewna wątpliwość. No, jak to? Jak ktoś, kto dla dziecka ma być autorytetem, skałą, skarbnicą mądrości, może nagle powiedzieć – “nie wiem” albo jeszcze lepiej – na uwagę dziewięciolatki w trakcie zajęć grupowych – “Ale proszę  Pani! To nieprawda. Ogień to nie jest pierwszy wynalazek ludzkości. To odkrycie!”, odpowiedzieć – “tak, masz rację Aniu. Dobrze, że to zauważyłaś!”. Czasami i dorośli popełniają błędy. 

Bo przecież miała rację. Ludzkość ognia nie wynalazła. Tylko odkryła. Ilu nauczycieli, których znacie, przyznałaby rację dziecku? A ilu rodziców? A właściwie dlaczego? W takiej sytuacji wskazywanie dziecku, że nie warto się wymądrzać czy też poprawiać dorosłych, uczy Twoją córkę, że nawet jak coś wie, nawet jak potrafi – ma siedzieć cicho i potulnie w kącie, nie wykazywać się wiedzą, bo nie wypada. 

Chłopakowi może jeszcze by to uszło, bo wiadomo, jak chłopaki mają, ale dziewczynce…  A właściwie, to dlaczego nie ma być pewna siebie i dumna ze swojej erudycji? Jak wpłynie to na jej przyszłe decyzje zawodowe? Czy nie udzielanie się na spotkaniu służbowym czy nawet nieargumentowanie swoich racji – kiedy te argumenty mamy – pomoże jej awansować albo starać się o podwyżkę? Czy pomoże jej w szpitalu na sali porodowej albo w rozmowie z teściową taka bierna postawa? 

Nie każdy pies to Burek 

Wracając jednak do mojej opowieści, okazuje się, że dzieci bardzo naturalnie adaptują się do życia w świecie, w którym człowiek dorosły może się nie tylko pomylić, ale także popełnić błąd. Ich świat nie burzy się w posadach. Co więcej, nabierają większej pewności, odkrywając go i sami szukając odpowiedzi. Łatwiej jest zdecydować się na pierwszy krok, kiedy wiemy, że nawet, gdy upadniemy, świat się nie zawali.

Dziewięcioletnia Ania dostała oklaski od całej grupy za to, że wiedziała, czym różni się wynalazek od odkrycia, i że odważyła się zwrócić uwagę. Jak musiała się czuć? Same możecie sobie zapewne na to pytania odpowiedzieć. Czy następnym razem będzie chciała się również udzielać w trakcie rozmów? Czy będzie chciała odkrywać świat?

Mała kropla drąży skałę

Nasze życie składa się z takich właśnie małych kluczowych momentów. Każdy z nich przybliża nas do celu Dzieci ze świetlicy mojej mamy nie otwierają ze zdziwienia oczu, słysząc, że Pani się pomyliła albo nie wie. Co mówią w domach ich rodzice? Tego zapewne się nie dowiemy. Ale każde nawet to krótkie doświadczenie wpływa na ich rozwój, buduje ich osobowość. Czy nie jest już za późno? Czy Twoja córka nie powinna na każdym kroku być zachęcana do wyrażania swojej ciekawości, do bycia pewną siebie? Nie masz wpływu na cały świat. Zacząć można zawsze od siebie. I od małych kroków. 

Ta mała dziewczynka stanie się kiedyś dorosłą kobietą. To, jaka będzie, w dużej mierze zależeć będzie od Ciebie i innych bliskich jej kobiet oraz wzorców wokół- nie ma się co łudzić. Czy to dobrze, czy źle? Zamiast zastanawiać się nad tym, zwróć uwagę, jak duży wpływ masz na swoją córkę – jak ważną jesteś częścią jej życia i przyszłości – “to moc niemal boska!”, ktoś mógłby powiedzieć. A na zmiany, rozmowy, na przyznawanie się do błędów nigdy nie jest późno. Nikt z nas przecież nie jest idealny. A błędy są od tego, żeby wyciągać z nich wnioski. I to wiedzieć powinna każda dziewczynka – mała i duża. Że zawsze, kiedy upadnie, coś jej nie wyjdzie albo czegoś nie będzie wiedzieć, może wstać, otrzepać się i spróbować jeszcze raz. I jeszcze. Chłopiec nie będzie patrzył na dziury w spodniach, plamy czy niechętne spojrzenia. Dlaczego miałaby to robić dziewczynka? “Próbowanie” nie jest przecież grzechem ani czynnością zarezerwowaną tylko dla mężczyzn.  

Otrzep więc ręce. Wstań i zadaj swojej córce najdziwniejsze pytanie na świecie. Możecie razem poszukać na nie odpowiedzi. A nawet jak jej nie znajdziecie teraz – to kto wie, czy za kilka lat, nie będzie to temat jej pracy doktoranckiej albo najbardziej przełomowe odkrycie roku. Jeśli całkiem przypadkiem będzie ono dotyczyć istnienia kosmitów, prosiłabym o kontakt.

-A co to znaczy, że coś wypada? Gdyby ludzie się umówili, że wypada nosić twaróg na głowie, nosiłabyś? — “Alicja w Krainie Czarów”

Styl życia

Organizacja w pracy i w domu, na co dzień!

26 listopada 2019 / Magda Żarnowska

Podobno drugim początkiem roku jest wrzesień, kiedy to po wakacjach życie rodzinne wraca na stare tory i należy przestawić się z błogiego lenistwa na wyścig z samym sobą, aby sprostać wszystkim nałożonym na siebie obowiązkom.

Organizacja w pracy jest ważna. Co dopiero w domu!

Wrzesień, a nawet październik mamy już za sobą, więc całkiem świadome własnych niedoskonałości i popełnionych być może błędów, z nową energią i siłą możemy zabrać się za organizowanie siebie w czasie. Nadchodzące wielkimi krokami Święta i Nowy Rok mogą także tych bardziej opornych do planowania, skłonić do poczynienia przełomowych zmian w swoim życiu i tak zwanych POSTANOWIEŃ.

Nowy Rok – oko cyklonu

U mnie potwierdziła się pierwsza teza i faktycznie wraz z końcem wakacji wpadłam w wir zajęć, z którymi musiałam sobie jakoś poradzić. Te z Was, które mnie znają z wcześniejszych felietonów, wiedzą, że staram się nie organizować swoim dzieciom dodatkowych zajęć pozalekcyjnych, natomiast okazało się, że nie na nich planowanie się kończy.

Otóż od września zostałam matką ogarniającą tematy w pewnym sensie na pełen etat. Mój mąż zmienił pracę i teraz jest zwyczajnie niedostępny przez 10 godzin dziennie. Taka, wydawać by się mogło, niewielka zmiana, wywróciła moje życie do góry nogami. 

***Tutaj jest czas na dygresję. Ilekroć słyszę utyskiwania jednego z małżonków na nawał obowiązków, proszę, aby wymienili to, co robi druga strona. Ja przejrzałam na oczy w chwili, kiedy mąż był po operacji i musiałam robić ABSOLUTNIE WSZYSTKO sama. Było to kilka lat temu i od tamtej pory szanuję jego wkład w nasz dom jeszcze bardziej. 

Teraz co prawda mąż wykonuje nadal większość swoich obowiązków, które nie kolidują z jego pracą, ale na mnie spoczęło wszystko to, czego nie jest w stanie ogarnąć między 7.00 a 17.00.

Kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że muszę np.

  • wozić dzieci nie tylko do przedszkola, ale także regularnie do szpitala na fizjoterapię, 
  • ogarniać wszystkie wizyty lekarskie, nie tylko dziecięce, ale także swoje własne i te związane z ciążą,
  • dopilnowywać terminów rozliczania PITów i innych formalności, które zdarzają się w życiu dorosłego człowieka,
  • tankować samochód i znajdować czas na niezbędne wizyty u mechanika,
  • ogarniać warsztaty i inne obowiązki przedszkolne,
  • pamiętać o szczepieniach dzieci, psów i kota,
  • ogarniać dawkowanie leków i inne terapie,
  • przygotować dzieciom codziennie posiłki do przedszkola, gdyż są na specjalnej diecie,
  • pamiętać o przynoszeniu i zbieraniu kasztanów :p oraz o konkursach na flagę UE, 
  • robić tygodniowe zakupy, odkąd zamknęli moją ulubioną sieć dowożącą je dotychczas pod samiuteńkie drzwi, 
  • mobilizować się do pisania, które bądź co bądź zawsze było wielką przyjemnością,
  • a przy tym nadal normalnie pracować, trzymać rękę na pulsie i dopilnowywać projektów, szkolić się i rozwijać prywatnie, 

to… padł na mnie blady strach. Byłam przekonana, że o czymś zapomnę, czegoś nie dopilnuję, a w najlepszym wypadku rozsypie się któryś z planów wymagających współuczestnictwa wszystkich domowników.

I wtedy przeszukałam Internet i…  znalazłam mnóstwo skarbów!

SEKRETY PLANOWANIA, czyli organizacja w pracy i w domu. 

Okazuje się, że organizacja siebie w czasie spędzała sen z powiek ludziom mądrzejszym i bardziej zaradnym niż ja, i dlatego na rynku dostępnych jest mnóstwo cudownych artykułów, które mają mi pomóc.

ORGANIZACJA W CHMURZE

W pierwszej kolejności testowałam rozwiązania mobilne – na telefon, ale okazało się, że jeżeli mąż nie przeczyta maila w ciągu dnia z przypomnieniem z kalendarza, to niestety nie jest w stanie zrealizować mojej prośby i dlatego o wszystkim musiałam go nadal informować tradycyjnie, czyli sms-em i wieczorami przy kuchennym stole. Ponadto wiemy, jak to bywa z aplikacjami w telefonie- przynajmniej w moim, zdarza im się zawiesić, wygasić, a w najlepszym razie nagle doprowadzić telefon do pełnego rozładowania. Jeżeli jednak jesteś posiadaczką lepszego sprzętu, a Twój wspólnik w zbrodni jest bardziej multimedialny, to gorąco zapraszam do przetestowania dostępnych aplikacji.

ORGANIZACJA NA LODÓWCE

Na kuchennym polu znalazłam opcje, które mnie naprawdę zachwyciły. Jak doskonale wie każda matka, centrum życia rodzinnego znajduje się na lodówce (w której oczywiście nawet po zakupach nie ma nic do jedzenia, no chyba, że za sałatą). Moja lodówka oklejona jest magnesami, naszymi mapami myśli związanymi z planowaniem wyjazdów i generalnie życia, pierdyliardem obrazków, przepraszam, arcydzieł sztuki przytaszczonych z przedszkola, a teraz także kalendarzem miesięcznym. 

Kalendarze na lodówkę można przyczepić w dowolnej formie. Jednym z przykładów  lodówkowego planowania są plannery rodzinne w formie wielkich magnesów, działających jak tablice suchościeralne.  Takie plannery proponuje nasza rodzima firma Familiowo. Dostępnych wariantów jest mnóstwo i każdy znajdzie coś dla siebie. Jest tu np. podstawowy planner miesięczny, gdzie sami nanosimy odpowiednią numerację dla danego miesiąca, a później już możemy pisać i ścierać do woli. Są wersje bardziej rozbudowane, które umożliwiają dokładniejsze zaplanowanie konkretnego tygodnia. Dostępne są także rysunkowe piktogramy, aby ci, co nie umieją czytać, nie mogli się wyprzeć przydzielonych im zadań. Słowem, mnóstwo dobra do spersonalizowanej konfiguracji. 

Planować na lodówce można też na zwykłych kartkach. Dla mnie najważniejsze jest to, że kalendarz na lodówce widzą wszyscy domownicy, ci, którzy umieją czytać i pisać mogą nanosić własne poprawki i nikt nie ma możliwości powiedzieć, że o czymś zapomniał, bo przecież JAK WÓŁ było na lodówce! Ha! Dodatkowo czasem łatwiej napisać na lodówce o wyjazdowym szkoleniu i czekać na rozwój wypadków, niż wprost o nim poinformować

Plannery ścienne

Dla tych, którzy wolą mieć ślad po wcześniejszych planach, swoje produkty przygotowały przesympatyczne kobiety Agnieszka i Ania, doświadczone matki, skrywające się pod nazwą Mamykalendarz. Tutaj królują głównie kalendarze ścienne (ale kto lodówce zabroni?) przeznaczone dla rodzin. Każdy członek rodziny ma swoje miejsce na kartce organizującej poszczególne tygodnie życia. Jest także opcja dla dużych rodzin, a jak wiemy- przezorny zawsze ubezpieczony. Tak jak sygnalizowałam wcześniej, kalendarze papierowe nie pozwalają na dyskretne wymazywanie niewygodnych planów- warte rozważenia dla tych, którzy przeczuwają, że w ich szeregach mogą kryć się sabotażyści. Mamykalendarz.pl  coraz bardziej rozbudowuje gamę swoich produktów, wszystkie można znaleźć tu

Jeżeli kalendarz ścienny to za dużo…Mamykalendarz ma także w swojej ofercie kalendarze do torebki, więc fanki mogą wyposażyć się także bardziej kompleksowo i minimalistycznie 🙂

ORGANIZACJA W BULLET JOURNAL

Odkąd zrezygnowałam z planowania online poza życiem zawodowym, na nowo odkryłam ideę bullet journal. Jest to rodzaj kalendarza-notatnika-plannera, w którym ceniona jest dowolność i inwencja. To ja decyduję jakie kartki i zakładki znajdą się w moim plannerze. Można się wyżyć graficznie, dać upust inwencji.

Dodatkowo w Bullet Journal wskazane, a w zasadzie niemalże konieczne, jest korzystanie z różnego rodzaju naklejek, kolorowych cienkopisów, zakreślaczy, przyklejanych karteczek. I jakby to powiedziała Janinadaily- tu jest jak w sklepie monopolowym- tu wszystko jest pyszne 😊.

Nie wszystkim jednak odpowiada wyżywanie się na czystych kartkach. Nie wszyscy wierzą, że umieją sami zorganizować sobie przestrzeń do notowania, że będą umieli w te wszystkie ikonki i personalizowane schematy. A jak wiemy, wszechświat nie znosi pustki i na pomoc ruszyły nam (oczywiście) KOBIETY! Wśród ofert do planowania bardziej prywatnego, wyszukałam prawdziwe perełki.

Och Planner to jeden z flagowych plannerów do druku firmowanych przez młodą mamę- Magdę, prowadzącą bloga My pink PLUM. Magda sama projektuje plannery doskonałe do zadań specjalnych. Oprócz wspomnianego plannera, na stronie możemy znaleźć także narzędzia do planowania bardziej specjalistycznego, dotyczącego efektywności zawodowej czy domowego budżetu. Ptaszki ćwierkają, że niebawem pojawi się też planner zadedykowany mamom. Plannery u Magdy kupujemy, pobieramy na dysk i drukujemy same na dowolnym papierze i w dowolnym formacie. 

Happy Planner z kolei to efekt współpracy mamy i córki przy projektowaniu eleganckich, kobiecych plannerów książkowych. Ta współpraca cieszy mnie niezmiernie, ze względu na to, że sama mam małą córeczkę i mimo, że czasem jej spojrzenie, kiedy podam jej niewłaściwy kubek, mogłoby mnie zabić, wierzę, że jest dla nas nadzieja na przyszłość 😉. Plannery Madamy są eleganckie, odrobinę romantyczne, wypełnione inspirującymi treściami, idealne np. na prezent.

Jeżeli do tej pory ciężko Wam się zdecydować, to istnieje takie miejsce, jak Design your life, które będzie potrafiło wyposażyć Was we wszystkie narzędzia niezbędne do planowania. Na tej stronie znajdziecie eleganckie, biznesowe plannery, a także artykuły uzupełniające, takie jak karteczki samoprzylepne, zakreślacze czy naklejki. Same zobaczcie

Po takim przeglądzie nastąpił czas na podsumowanie, gdyż na zwykłe postanowienia jest już za późno.

W związku z czym wyznam, że tak właśnie od jakiegoś czasu z rozmachem koloruję, przyklejam, zakreślam i wypisuję rzeczy do ogarnięcia… i jak na razie wszyscy żyją, nikt nie zapomniał odebrać dziecka z przedszkola ani zawieźć do dentysty! Oby tak dalej…. .  W moim planowaniu mam rubryki poświęcone na:

  • Planowanie posiłków co najmniej na tydzień, a najlepiej jeszcze bardziej wybiegających w przyszłość
  • Rozliczanie miesięcznych wydatków „nadprogramowych”, tych, co się ich nie dało zaplanować, a jednak pożarły pół pensji
  • Rozpisywanie schematycznych planów zajęć na każdy dzień tygodnia- tych do bólu powtarzalnych
  • Przygotowywanie harmonogramu utrzymania mieszkania we względnym ładzie, małym kosztem 😉 dobre?
  • Trzymanie w ryzach moich zapędów zawodowych, czyli innymi słowy wpisywaniu zadań do wykonania, szkoleń do odbycia i punktów ważnych dla poszczególnych projektów
  • Monitorowanie badań w ciąży
  • Monitorowanie przebiegu leczenia dziecka
  • Planowanie wyjazdów prywatnych- rozpisek dotyczących potencjalnych  cen biletów, godzin przejazdów itd.

Można? Można! Zatem do dzieła!

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo