Change font size Change site colors contrast
Styl życia

Rodzice pytają psychologa #1

22 kwietnia 2018 / Marcelina Macyra

1 Zauważyłam, że moja 7-letnia córka nie potrafi przeciwstawić się innym dzieciom, a one to wykorzystują, na przykład podczas zabawy - propozycje moje córki nie są brane pod uwagę.

Jak mogę zwiększyć jej pewność siebie, by umiała zawalczyć o swoje?     Relacje rówieśnicze wpływają na rozwój psychospołeczny dziecka. Dzięki nim dziecko zdobywa wiedzę o świecie, uczy się pełnienia ról grupowych oraz zaspokaja...

1

Zauważyłam, że moja 7-letnia córka nie potrafi przeciwstawić się innym dzieciom, a one to wykorzystują, na przykład podczas zabawy – propozycje moje córki nie są brane pod uwagę. Jak mogę zwiększyć jej pewność siebie, by umiała zawalczyć o swoje?  

 

Relacje rówieśnicze wpływają na rozwój psychospołeczny dziecka. Dzięki nim dziecko zdobywa wiedzę o świecie, uczy się pełnienia ról grupowych oraz zaspokaja potrzeby emocjonalne: aktywności, akceptacji, przynależności.

To ważne, że przygląda się Pani funkcjonowaniu córki i chce ją wspierać. Warto pamiętać, że czasami coś, co z perspektywy dorosłego wydaje się wykorzystywaniem, nieumiejętnością przeciwstawienia się, w dziecięcym świecie może być szeregiem naturalnych procesów. Dzieci w różnym tempie zdobywają umiejętności społeczne, uczą się od siebie nawzajem. Dlatego ważne jest poznanie perspektywy Pani córki. Można zapytać ją, kto i dlaczego najczęściej jest autorem zabaw, czy ona kiedyś też wymyśliła zabawę, w którą wszyscy się bawili, czy jest jej smutno, że jej propozycje nie są brane pod uwagę.

Naturalnym placem do ćwiczeń społecznych jest dom rodzinny. To właśnie w kontakcie z rodzicami dziecko po raz pierwszy uczy się swojej autonomii, wyrażania własnego zdania, wypracowywania rozwiązań, w których uwzględniane są różne potrzeby członków rodziny. Warto zwrócić uwagę, czy przypadkiem Państwo jako rodzice nie narzucacie córce swojego zdania podczas wspólnej zabawy czy w sytuacjach codziennych, czy wysłuchujecie tego, co ma do powiedzenia i traktujecie jako ważne. Warto samemu tworzyć sytuacje, w których córka może decydować i wyrażać swoje zdanie. Wszystko to wzmocni zdolność komunikacji i współpracy, które przydadzą się nie tylko w relacjach z rówieśnikami, ale również w dorosłym życiu.

 

2

Mój 5-letni syn notorycznie kłamie i kręci. I to w naprawdę banalnych sytuacjach – pytam, czy umył ręce po skorzystaniu z toalety, mówi, że tak, a przecież wiem, że tego nie zrobił. I tak prawie ze wszystkim – ubieraniem się, jedzeniem. Nauczył się tego w przedszkolu od innych dzieci czy może jest tego inna przyczyna?

 

Dzieci wprowadzają dorosłych w błąd z różnych powodów, do najczęstszych należą niepewność, strach przed konsekwencjami, pragnienie większej uwagi, chęć osiągnięcia korzyści lub zadowolenia ważnych osób.

Kłamstwo u dzieci zawsze ma jakieś podłoże i nim zareagujemy, warto przyjrzeć się sytuacjom, w których dziecko mówi nieprawdę. Może spieszy się do zabawy? Może złości się, że rodzice już nie pomagają mu tak bardzo? Może boi się kary za nie zjedzenie posiłku? Może chce, by rodzice byli zadowoleni?

W czasie reakcji na kłamstwo, ważne jest, by nie wystraszyć dziecka serią podchwytliwych pytań, nie zawstydzać go. Lepiej w czasie rozmowy próbować zrozumieć perspektywę dziecka, opowiadać, dlaczego musimy robić różne rzeczy, a przede wszystkim zauważać i wzmacniać pożądane zachowania. Zamiast pytać, czy umyło ręce, zauważ: ,,Nie umyłeś rąk”, powiedz, skąd wiesz: ,,Nie słyszałam, żeby leciała woda”, zrozum motywy dziecka: ,,Bardzo spieszysz się do zabawy?”, wyjaśnij, dlaczego mycie rąk po skorzystaniu z toalety jest ważne: ,,W toalecie mieszkają bakterie”, zaprowadź dziecko ponownie do łazienki i pochwal, gdy już wykona czynność: ,,Możesz być z siebie dumny, coraz lepiej dbasz o czystość”.

Dzieci uczą się przez naśladowanie i być może Pani synek zauważył takie zachowania w przedszkolu lub w bajce. Warto zastanowić się, czy nie zaobserwował ich u swoich rodziców. Dzieci widzą nas również w tych sytuacjach, w których pozwalamy sobie na niewinne kłamstewka, np. mówimy, że w domu nie ma lizaka, a potem otwiera się szafka i…

Felieton

Do kogo należy Twoje dziecko?

28 września 2017 / Emilia Musiatowicz

„Dziecko należy do rodziców i tylko oni mogą decydować o jego losie”.

To jedna z wielu opinii, które pojawiły się w sprawie rodziców z Białogardu, którzy nie godząc się na poporodowe procedury medyczne zabrali swoje nowonarodzone dziecko ze szpitala. Z doniesień medialnych wiadomo, że rodzice odmówili obmycia dziecka, zapuszczenia do oczu azotanu srebra, umieszczenia pod promiennikiem cieplnym, podania witaminy K, wykonania szczepień oraz...

„Dziecko należy do rodziców i tylko oni mogą decydować o jego losie”. To jedna z wielu opinii, które pojawiły się w sprawie rodziców z Białogardu, którzy nie godząc się na poporodowe procedury medyczne zabrali swoje nowonarodzone dziecko ze szpitala.

Z doniesień medialnych wiadomo, że rodzice odmówili obmycia dziecka, zapuszczenia do oczu azotanu srebra, umieszczenia pod promiennikiem cieplnym, podania witaminy K, wykonania szczepień oraz badań krwi. W odpowiedzi na brak zgody rodziców, sąd podjął decyzję o ograniczeniu im praw rodzicielskich oraz poddał ich nadzorowi kuratora sądowego. Z wypowiedzi rodziców wnioskujemy, że chcieli dla dziecka jak najlepiej, wnosząc konkretne zastrzeżenia co do każdego z wymienionych zabiegów. Jednocześnie, zgłaszający sprawę sądowi lekarze kierowali się troską o zdrowie, a nawet życie dziecka. Wszak zgodnie z Kodeksem rodzinnym i opiekuńczym, władzę rodzicielską można ograniczyć tylko wówczas, gdy dobro dziecka jest zagrożone.

Spoglądając na pojęcie „dobro dziecka”, z czysto prawnego punktu widzenia dowiemy się, że ochrona dobra dziecka to ochrona jego interesów w celu prawidłowego rozwoju psychofizycznego i duchowego (K. Gromek, Kodeks rodzinny i opiekuńczy). Możemy zatem się tylko domyślać, że po konsultacji z biegłymi lekarzami sąd uznał, że odmowa zastosowania wobec nowonarodzonego dziecka standardowych procedur medycznych stanowi dla niego zagrożenie dla rozwoju, uzasadniające interwencję.

Cała sytuacja wywołała falę krytyki, która absolutnie w równym stopniu dotknęła rodziców, lekarzy, sąd i oczywiście koncerny farmaceutyczne. I wśród tych wszystkich głosów ten jeden obił mi się o uszy, aż bolało, a tym samym zmusił do refleksji – „Dziecko należy do rodziców i tylko oni mogą decydować o jego losie”.

Takie instrumentalne traktowanie dziecka nie tylko budzi sprzeciw, ale przede wszystkim jest sprzeczne z jednym z podstawowych nurtów w psychologii i pedagogice humanistycznej, którego filarem jest humanizm i personalizm  (E. Key, Stulecie dziecka). Dziecko nie jest przedmiotem. Dziecko ma prawo do swobodnego rozwoju, a rodzice prawo do jego wychowania, którego głównym celem jest pomoc i wspieranie dziecka w tym rozwoju. Jednocześnie, to prawo rodziców do wychowania (i w tym zakresie – także do decydowania o dostępie do dobrodziejstw medycyny jako elemencie dbania o rozwój psychofizyczny dziecka) ograniczone jest przez nakazy i zakazy prawne, kreowane właśnie przez Kodeks rodzinny i opiekuńczy.

Zdaje się jednak, że nieuchronne jest pytanie – jak daleko można sięgać w ocenie zachowań rodziców z punktu widzenia jakże pojemnej definicji „dobra dziecka” z Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego? Czy mam się bać, że sąsiadka tylko czeka z donosem, aż poślę swe dziecko do żłobka narażając je na stres, podczas gdy pracuję na pół etatu i to często z domu (założę się o wiele, że posiada taką informację), aż zaszczepię dziecko, narażając je na NOP, aż nie zaszczepię dziecka, narażając je na te wszystkie choroby cywilizacyjne, których nazw nie umiem wymienić, bo tymczasem w naszej szerokości geograficznej udaje się ich uniknąć (żywię przy tym głęboką nadzieję, że sąsiadka wie, czemu zawdzięczamy to, że z polio czy krztuścem nie wraca się zwyczajowo z przedszkola czy sklepu). Czy też mogę jej powiedzieć, że może sobie przesiadywać w oknie z poduszką pod łokciami, bo przecież moje dziecko należy do mnie i tylko ja o nim decyduję.

Nie, nie mogę. Moje dziecko nie jest moją własnością.

Nie jest też własnością państwa, które narzuca mi jako rodzicowi pewne normy prawne. Nie jest niczyją własnością. I to właśnie dlatego, że w sposób sprawowania nad nim pieczy ktoś może ingerować sprawia, że jego dobro ma szansę być chronione. I jakkolwiek nie można ocenić, czy dobro w rozumieniu rodziców jest lepsze lub gorsze niż dobro w rozumieniu współczesnej medycyny, czy dobro w rozumieniu prawa, ale w takim układzie jest choć cień nadziei, że gdzieś pomiędzy tymi dobrami znajduje się arystotelesowski złoty środek.

This error message is only visible to WordPress admins

Error: No connected account.

Please go to the Instagram Feed settings page to connect an account.

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo