Change font size Change site colors contrast
Felieton

Matki Polki Krytykantki

2 stycznia 2018 / Magdalena Droń

Komentarze mamy, teściowej czy przyjaciółki denerwują Cię niemiłosiernie i sprawiają, że chcesz wyjść z siebie.

„Zaraz je udusi tą chustą”, „Czemu dziecko nie masz czapeczki?!”, „Ile jeszcze będziesz karmić piersią?” i „No zjedz coś jeszcze, bo marnie wyglądasz” – kanoniczne już teksty wszystkich babć i ciotek nie tylko starszego pokolenia. Jakim prawem wtrącają się w Twoje życie? Z jakiej paki oceniają to, jaką...

Komentarze mamy, teściowej czy przyjaciółki denerwują Cię niemiłosiernie i sprawiają, że chcesz wyjść z siebie. Zaraz je udusi tą chustą”, „Czemu dziecko nie masz czapeczki?!”, „Ile jeszcze będziesz karmić piersią?” i „No zjedz coś jeszcze, bo marnie wyglądasz” – kanoniczne już teksty wszystkich babć i ciotek nie tylko starszego pokolenia. Jakim prawem wtrącają się w Twoje życie? Z jakiej paki oceniają to, jaką jesteś matką i jak wychowujesz swoje dzieci? Burzysz się, jednak na niewiele się to zda, bo przykro mi to stwierdzić, ale niczym się od nich w tej materii nie różnisz…

Nie oceniaj książki po okładce

Nie lubisz, gdy ktoś niesłusznie rzuci coś w Twoim kierunku. Szczególnie, jeśli uwaga ta dotyczy Twojego macierzyństwa. I chociaż nie zdajesz sobie sprawy, Ty robisz dokładnie to samo. Oceniasz. Komentujesz. Niezależnie od tego, czy na głos, czy dzieje się to wyłącznie w Twojej głowie, tysiące myśli na temat innych matek przepływają codziennie przez Twój organizm. Czy tego chcesz czy nie – taka jest ludzka natura. Nie zaprzeczaj więc, że Ty nie z tych, co obgadują, bo nie o obgadywanie tu chodzi, a o „życzliwe” rady i „wskazówki”, od których nie stronisz zarówno w towarzystwie, jak i samotności. Przyznaj bowiem, że nie zawsze są miłe. A nawet jeśli mówione z dobrymi intencjami, czy aby na pewno są konieczne? Czy w dzisiejszym świecie da się ich uniknąć? A jeśli nie, w jaki sposób „przyjmować je na klatę”, by nie wyrządzić sobie lub komuś krzywdy?

Matka hejterka

Najwięcej hejtu znaleźć można w Internecie. Szukać nie musisz daleko. Wystarczy wejść na pierwsze lepsze forum czy facebookową grupę „wsparcia”. No właśnie, gdzie to wspieranie się podziało?! Pierwszy lepszy post, pytanie młodej mamy, która nie do końca wie, jak sobie z czymś poradzić i szuka kogoś doświadczonego w macierzyństwie. Szuka wsparcia i porady. Co w zamian otrzymuje? Znając usposobienie Polaków, nietrudno się domyślić. Weźmy chociażby przewijany już wszędzie „problem” diety u dziecka. Wystarczy rzucić tylko hasłem, by odezwały się fale krytyki, o tym, jak to „dziecko ci umrze od niejedzenia mięsa”, „będzie kolejny anemik”, „rób krzywdę sobie, a nie dziecku!”, „zabierzcie jej dzieciaka, bo to już pod znęcanie podchodzi” … i wiele, wiele więcej. Poczucia wspólnoty i wsparcia można tu więc ze świecą szukać…

Top tematy na tapecie

Co się czyta i klika najlepiej? Zaczynając od owianych wszelką sławą szczepień, przez przytoczony już sposób karmienia, zarówno młodszego (karmienie piersią vs butelka), jak i starszego dziecka (słoiczki vs gotowanie), aż na sposobach wychowywania kończąc. Spory toczą się o spanie z rodzicami, kontrowersyjne techniki nauki robienia do nocnika, oddawanie dzieci do żłobka czy pozwalanie im na późne chodzenie spać i oglądanie telewizji przy jedzeniu. Jednym słowem – wszystko to, co dla każdej mamy intuicyjne i zgodne z jej poglądami, a tak bardzo kontrastowe w wielu środowiskach czy kulturach. Wszystko to, czego nie można ocenić zerojedynkowo, a mimo to wciąż próbujemy to robić, nie dochodząc do żadnego konsensusu.

Skąd to się w nas bierze?!

Psychologowie i socjolodzy od jakiegoś czasu badają samo zjawisko hejtu w Internecie. Jest ono na tyle złożone i skomplikowane, że do tej pory nie zostało opisane w pełni. Na domiar złego, dochodzi pierwiastek kobiecości – ów mityczny element układanki, który po stokroć wszystko komplikuje. Czy chodzi bowiem o hormony, które po ciąży lub w okresie karmienia jeszcze się nie ustabilizowały? A może to kwestia przemęczenia, zbyt dużej ilości obowiązków i frustracji, bo moje życie nie jest wystarczająco dobre i wciąż dalekie od ideału? Może taki krzyk, jest swoistym krzykiem rozpaczy, po którym krytykantka czuje się lepiej? A co jeśli w grę wchodzą jeszcze bardziej pierwotne instynkty… Jeśli w chwili zagrożenia matka niczym lwica broniąca swoich młodych rzuca się na napastnika? Czy to wszystko może być usprawiedliwieniem? Nic z tych rzeczy, jednak przytoczone argumenty dają szerszy kontekst patrzenia na sprawę, która już na starcie jest do granic możliwości skomplikowana.

Robię to dla Twojego dobra

Jeśli jesteś z kimś blisko, możesz sobie pozwolić na więcej. Owszem, jednak nie zawsze jest to odbierane w taki sposób, z jaką intencją zostało wypowiedziane. Prosty przykład (z życia wzięty) – mówisz koleżance, że nie powinna kupować niemieckiego preparatu na kolki dla niemowląt, bo w Polsce jest już jego odpowiednik – tańszy i działający tak samo. Masz dobre zamiary, mówisz o tym, co już sprawdziłaś i przetestowałaś. Pamiętaj jednak, że kobieca psychika jest tak pokręcona, że czasem nie sposób zgłębić jej wszystkich meandrów. Jeśli więc chcesz dowiedzieć się, jak Twoją „radę” odebrała przyjaciółka, przemiel to przez młynek, ugotuj, odwiruj, potnij i poukładaj losowo, a otrzymasz kosmiczny twór w stylu – „Ona skrytykowała moją decyzję. Uznała, że jestem złą matką, bo podaję dziecku nie ten lek. A w dodatku nie jestem patriotką!” Istny dramat w trzech aktach. A przecież miało być tak pięknie…

Matka matce wilkiem

Jeśli ktoś mnie zapyta, kto jest największym wrogiem matki, bez chwili namysłu odpowiem – inna matka. Żyjemy w dziwnych czasach, w których zewsząd pada tak wiele gorzkich słów na temat mam. Nic więc dziwnego, że popadają w depresję, są nieszczęśliwe i czują, że cały czas zawodzą. Bo te, które powinny je wspierać, sprawiają, że czują się jeszcze bliżej ziemi. Inne rodzicielki. Nieważne, czy jest to teściowa, twoja mama, przyjaciółka czy zupełnie obca Ci matka z sieci. Wszystkie są kobietami. Dlaczego więc do cholery nie mogą się wspierać?! Czemu w naszym babskim świecie wciąż znaleźć można więcej goryczy, smutku, łez i zawiści niż tak potrzebnego nam wsparcia?! Paradoksalnie, spoglądając na ojców, którzy to przecież należą do „innego gatunku”, do płci, która w kodzie genetycznym zapisaną ma rywalizację i konkurowanie, widzimy zupełnie inny obrazek. Ojcowie się wspierają. Nie krytykują. Mimo że jest w nich więcej testosteronu i chęci udowadniania swojej przewagi – nie traktują pola ojcostwa jak igrzysk olimpijskich. Na ojcowskich blogach próżno szukać w komentarzach krytyki, wyzwisk i obrażania. Czemu my matki tak nie umiemy? I dlaczego zwykłe ugryzienie się w język przychodzi nam z takim trudem?

Czasem lepiej odpuścić

Nie mamy tego w swojej naturze, ale to cecha, nad którą warto pracować. Odpuszczanie, przemilczenie, danie sobie i innym przestrzeni, spokoju. Nie wszystko warte jest komentarza. Przechodź więc obojętnie wobec kąśliwych grup i społeczności pełnych sfrustrowanych matek, czekających jak sępy na bezbronną owieczkę szukającą pomocy. To toksyczne środowisko, które nic nie wniesie w Twoje życie. A jeśli do tej pory sama do nich należałaś, zastanów się nad sobą – czy chciałabyś być na miejscu ofiary? Czy to wszystko jest warte chwilowego poczucia ulgi, że są na świecie „gorsze” matki? Uwierz mi, żadna z nas nie ma lekko. Każdego dnia stawiamy czoła milionom uwag, komentarzy i „życzliwych” słów ze strony społeczeństwa. Ba! To my same dla siebie jesteśmy najbardziej surowymi krytykami – czy to wszystko jest warte kolejnych łez, wyrzutów sumienia i złego samopoczucia? Nie. Odpuść więc. Przestań. Przemilcz. Odzywaj się tylko wtedy, gdy zostaniesz wywołana do odpowiedzi. I pamiętaj, by zawsze przytaczać sensowne argumenty oraz kontekst, w którymś coś mówisz. Opinie zachowaj dla siebie. Przedstawiaj fakty, a nie subiektywny pogląd, bo to on, choć pośrednio, rani najbardziej.

Droga mamo, nie dawaj się wciągać w nic niewnoszące polemiki – to walka z wiatrakami. Najlepszą rekcją na hejt, jest jego ignorowanie. Wrzuć na luz i nie angażuj się. Traktuj też pewne porady czy komentarze ze strony społeczeństwa, swojej mamy czy teściowej z przymrużeniem oka. Spójrz na Matki Polki Krytykantki jak na normalne, kochające swoją rodzinę kobiety, które mają gorszy dzień lub zwyczajnie zapomniały ugryźć się w język. Możesz czerpać pełnymi garściami z uroków macierzyństwa, musisz tylko zrobić pierwszy krok ku zmianie. Kto wie, może zainspiruje ona również inne mamy z Twojego otoczenia? 

 

 


Designed by balasoiu / Freepik

Felieton

Najgłupsi władcy planety

20 stycznia 2020 / Marta Osadkowska

Ekologia urasta do rangi znaku naszych czasów, czasów bez pomysłu na przyszłość.

Martin Caparros

Potężne pożary w Australii wstrząsnęły światem. Na poruszające zdjęcia przerażonych, okaleczonych lub martwych zwierząt nie sposób pozostać obojętnym. Skala ognia i zniszczeń trudna jest do objęcia rozumem. Patrzyliśmy na relacje w mediach ze ściśniętym gardłem. Ale czy te obrazki wywołały reakcję, której faktycznie potrzeba? Czy obok smutku pojawiła się refleksja i pytanie: dlaczego tak się dzieje? I ważniejsze: co zrobić, żeby ta tragedia się nie powtarzała?

 

Ogień w Australii o tej porze roku nie jest niczym zaskakującym. Pożary są stałą australijskiego klimatu, wybuchają każdego roku i są potrzebne naturze. Na północy kraju sezon pożarowy przypada na porę suchą, czyli australijską zimę (pory roku w Australii są odwrotne od polskich, miesiące zimowe to w Australii czerwiec, lipiec i sierpień). Tegoroczne pożary w Australii rozprzestrzeniły się na bezprecedensową skalę. Zmiany klimatyczne nie są bezpośrednią przyczyną katastrofy, ale mają ogromny wpływ na ich przebieg.

 

 Spowodowane przez człowieka globalne ocieplenie wydłużyło bowiem australijski sezon pożarowy oraz pozwoliło płomieniom wejść na nowe obszary z nieznaną intensywnością.

 

Jak to działa? W wywiadzie dla Gazety Wyborczej wytłumaczył to prof. Szymon Malinowski: Gazy cieplarniane z punktu widzenia fizyki to po prostu te, które mają co najmniej trzy atomy w cząsteczce. No, a w praktyce to jest przede wszystkim dwutlenek węgla, który uwalnia się w trakcie spalania. Metan, który powstaje w czasie beztlenowej przemiany materii organicznej. Ziemia otoczona jest atmosferą, w której te gazy są w miarę dobrze wymieszane. One przepuszczają promieniowanie słoneczne, które pada na powierzchnię Ziemi. Ona je pochłania i w związku z tym się ogrzewa. A potem sama zaczyna to ciepło wypromieniowywać. I ono trafia do atmosfery. związku z tym, że mamy atmosferę, jak ona się podgrzeje, do Ziemi dociera ciepło zarówno od Słońca.  To powoduje, że Ziemia robi się coraz cieplejsza, emituje więcej do góry, a co za tym idzie – coraz więcej tego ciepła też do niej wraca. I ten właśnie proces gromadzenia się ciepła nazywamy efektem cieplarnianym.

 

To my – ludzie, produkujemy gazy cieplarniane w ilościach przekraczających wszelkie normy. Ciągłe dążenie do lepszego życia wpędziło ludzi w pułapkę. Dosłownie wzbogacimy się na śmierć. Wpływ człowieka na planetę jest bardzo intensywny, nasz gatunek stał się supersprawną siłą o znaczeniu geologicznym. Ludzkość dokonuje niebezpiecznych, równoczesnych modyfikacji wielu kluczowych parametrów systemów planetarnych. Przekroczone zostały już tzw. granice planetarne, szczególnie z uwagi na zmianę klimatyczną, degradację gleb, zakwaszenie oceanów i tempo utraty bioróżnorodności. Z powodu człowieka zagłada czeka obecnie aż milion gatunków – przeszło połowę wszystkich opisanych dotąd przez naukę. Ze względu na kluczowy wpływ człowieka na otoczenie, epoka, w której żyjemy nazwana została przez naukowców Antropocenem. To czas bezmyślnego niszczenia, bezrefleksyjnego dewastowania i bezdusznego zabijania. Ktoś zaproponował, by tę epokę nazwać Katastrofik, co doskonale oddaje skutki działań homo sapiens.

 

Nie jest tak, że rewolucja przemysłowa, którą ustawia się jako początek zmian prowadzących do zabójczego ocieplania klimatu, była początkiem działań człowieka prowadzących do niszczenia Ziemi. Raczej sianie spustoszenia jest wpisane w naszą naturę, jest naszą cechą gatunkową. W okresie, gdy homo sapiens dotarł do Australii i zaczął się na jej terenach osiedlać (45 tys. lat temu) wyginęło 90% australijskiej megafauny. Można tłumaczyć to ochłodzeniem klimatu, ale jakoś nie naruszyło ono zwierząt morskich, które powinny odczuć je równie mocno, jak stworzenia lądowe. Ale homo sapiens nie żeglował więc były bezpieczne. Podobnie rzecz się miała z mamutami – ich wyginięcie doskonale zgrywa się w czasie z osiedlaniem się człowieka na zamieszkanych przez te zwierzęta terytorium

 

Prawdopodobnie w chwili, gdy przedstawiciele homo sapiens dotarli do Australii, znali już gospodarkę żarową i celowo wypalali ogromne połacie nieprzebytego buszu i gęstych lasów. Gdzie nasz gatunek, tam zniszczenie. Od zawsze. W przeciwieństwie do naszych przodków, my siejemy zło świadomie i z pełną wiedzą o konsekwencjach.

 

Zagarnęliśmy przybrzeżne ekosystemy, niegdyś pełne różnorodnych gatunków ryb i zniszczyliśmy całe struktury, obracając w niwecz pół miliarda lat ewolucji. – mówi dr Jeremy JacksonPrzez ostatnich 30 lat zginęło 50% koralowców. Oceany absorbują 1/3 dwutlenku węgla wyrzucanego do atmosfery. Dzięki temu pełnią funkcję stabilizatora klimatu. Dziś oceany nie nadążają za absurdalnie wysoką emisją CO2 przez człowieka.

 

Świadomie, dla zysku, unicestwiamy ekosystemy, które pomagają przywrócić równowagę klimatyczną. Uparcie niszczymy to, co jest naszą jedyną szansą na przeżycie. Wszystko w imię posiadania więcej. Lasy deszczowe absorbują dwutlenek węgla z atmosfery, przez dziesiątki lat wchłaniają go i magazynują w pniach, liściach i materii organicznej – tłumaczy Lindsey Allen z Rainforest Action Network – Przechowują emisje CO2 w bezpieczny dla nas sposób. Dopóki ich nie wytniemy i nie podpalimy. To jak wybuch bomby CO2, olbrzymie ilości dwutlenku węgla wracają do atmosfery. 

 

Lasy podpalane są celowo, żeby na ich miejsce zakładać plantacje palm oleistych, najtańszego źródła oleju roślinnego na świecie. Do ginięcia lasów tropikalnych przyczynia się też ogromne spożycie wołowiny. Produkcja żywności zajmuje 47% powierzchni USA, większa część tych terenów służy hodowli paszy dla bydła. – podkreśla dr Gidon Eshel – Krowy produkują metan, który znacząco potęguje globalne ocieplenie. Każda cząsteczka metanu działa jak 23 cząsteczki CO2. 

 

Antropocen to wyjątkowa epoka, w której decyzje inwestycyjne mają zarazem wymiar geologiczny, polityczny i egzystencjalny. Czy obywatele i obywatelki państw rozwiniętych rozumieją ciężar historycznej odpowiedzialności na zanieczyszczenia? Nawet jeśli, to wciąż na zbyt małą skalę, by poruszyć wielkie koncerny i zmienić politykę państw.

 

Wasze czyny to wasza przyszłość, nie moja – mówi Natura głosem Julii Roberts w jednym z pięknych filmików przygotowanych przez organizację Nature is Speaking (dostępne na kanale YouTube) – ja nie potrzebuję ludzi, ludzie potrzebują mnie. Ja sobie poradzę. A Wy?

 

My sobie nie poradzimy. To jasne. Dla Ziemi to lepiej, że wyginiemy. Nie dajemy innym gatunkom ani naszej planecie nic dobrego. Nic.

Znikniemy, a Natura sobie poradzi. Szybciej niż się tego spodziewamy. Dowodzą tego obserwacje prowadzone przez naukowców w opuszczonych przez ludzi okolicach elektrowni atomowej w Fukushimie, która w 2011 roku uległa awarii. Władze Japonii nakazały wówczas ewakuację mieszkańców w promieniu 20 km wokół elektrowni. Dziś obszar wyłączonej strefy można podzielić na trzy części: pierwszą, do której ludzie nie mają wstępu; drugą, do której wstęp jest ograniczony i trzecią, w której ludzie mogli pozostać. Dzięki kamerom-pułapkom można obserwować życie w pierwszej, zakazanej strefie. A życia jest tam sporo: zające, lisy, jenoty, dziki. Ponad 20 gatunków ssaków i ptaków. Nikt nie badał zdrowia zwierząt, ale ich liczebność wskazuje na to, że żyje im się dobrze. Zwłaszcza tam, gdzie promieniowanie uniemożliwia wstęp człowiekowi. Podobnie jest w Czarnobylu, gdzie w 2015 roku ilość łosi, saren i dzików była porównywalna do tych, żyjących w rezerwatach

 

Natura woli radioaktywne promieniowanie od ludzi. I trudno jej się dziwić.

 

This error message is only visible to WordPress admins

Error: API requests are being delayed for this account. New posts will not be retrieved.

There may be an issue with the Instagram access token that you are using. Your server might also be unable to connect to Instagram at this time.

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo