Change font size Change site colors contrast
Kultura

Płynące kobiety

26 lutego 2019 / Marta Osadkowska

Wlewasz w siebie łyk alkoholu, prostujesz się, twoje myśli stają się czyste i lśniące, twoja zbroja błyszczy w zachodzącym słońcu, opinie wygłaszasz łagodnym, stanowczym tonem.

Wiesz, że jesteś w stanie podjąć się realizacji każdego planu i udźwigniesz go, gdyż jesteś prawy, mądry, śmiały, przystojny i namiętny. Dość szybko czujesz, że to ten nektar i musisz pić go więcej, musisz być silny i prawy,...

Wlewasz w siebie łyk alkoholu, prostujesz się, twoje myśli stają się czyste i lśniące, twoja zbroja błyszczy w zachodzącym słońcu, opinie wygłaszasz łagodnym, stanowczym tonem. Wiesz, że jesteś w stanie podjąć się realizacji każdego planu i udźwigniesz go, gdyż jesteś prawy, mądry, śmiały, przystojny i namiętny. Dość szybko czujesz, że to ten nektar i musisz pić go więcej, musisz być silny i prawy, więc musisz pić go więcej, a na końcu zostajecie tylko ty, on i zarzygany przystanek autobusowy.

W kinach grany jest film „Zabawa, zabawa…i po zabawie” reżyserki Kingi Dębskiej. To historia trzech kobiet, w różnym wieku, uzależnionych od alkoholu. Łączy je to, że robią karierę, odnoszą sukcesy, żyją życiem, którego można zazdrościć. I jeszcze fakt, że oszukują siebie i innych w kwestii swojego problemu z piciem.

Pani prokurator, która mocno pod wpływem rozbija samochód, profesor medycyny, która na kacu robi w szpitalu wlewy witaminowe, żeby móc pracować, studentka, która przecież po prostu dobrze się bawi, jak wszyscy.  Twórczyni filmu mówi: Świat się zmienił. My, kobiety, odnosimy sukcesy, „dajemy radę”. Ale potem płacimy za to wysoką cenę.

Kobiety piją inaczej niż mężczyźni.

Ci raczej wychodzą z kolegami, szukają towarzystwa, bo granicą jest dla nich picie do lustra. Kobiety szukają samotności, nie ma kulturowego przyzwolenia na ich picie. Nadal to głównie one są odpowiedzialne za dom i dzieci, oczekiwania wobec nich są bardzo wysokie. Dlatego tak długo, jak się da, ukrywają nałóg i trudniej im prosić o pomoc – mówi Sławomir Wolak, psychiatra i biegły ds. uzależnień. Potrafią ukrywać picie latami.  Inna jest także struktura społeczna pijących kobiet i mężczyzn. Wśród tych ostatnich najliczniejszą grupą pijącą na granicy ryzyka są bezrobotni z wykształceniem podstawowym, wśród kobiet – pracujące, po studiach, mieszkanki wielkich miast.

Kobieta, która robi karierę, musi wciąż dokonywać wyborów pomiędzy rolą przypisaną jej płci a ambicjami.

Zderza się ze stereotypowym myśleniem i mierzy się z wieloma stresującymi sytuacjami. Napięcie rozładowuje alkoholem, seksem, zakupami. Samotność i związane z nią stresy, coraz częściej połączone z depresją, to główne przyczyny popadania w nałogi – dodaje Wolak.

Oczywiście uzależnienie dotyka nie tylko kobiety, które robią kariery. Równie często po alkohol sięgają gospodynie domowe. Po wielu latach zajmowania się dziećmi i pełnienia roli gospodyni, czują się niespełnione zawodowo, nie do końca potrzebne rodzinie i uzależnione od pieniędzy męża. Na alkoholizm narażone są też kobiety pracujące w męskich zawodach, które, żeby utrzymać swoją pozycję, starają się upodobnić do kolegów w sposobie bycia. Są kobiety, które piją, bo alkoholu nadużywa partner. W ten sposób budują pozorną bliskość, a on nie włóczy się po mieście, tylko zostaje w domu. Na alkoholizm narażone są też kobiety samotne, które nie radzą sobie z poczuciem pustki. Czyli właściwie nie ma bezpiecznej grupy społecznej w tym temacie. Uzależnienie to być może jedyny przykład demokracji absolutnej.

Piciu kobiet sprzyja moda na lekkie alkohole.

Nikogo nie oburza widok kobiety z drinkiem czy kieliszkiem wina w ręku. To jest społecznie akceptowalne. Nie pomaga fakt, że picie alkoholu jest w Polsce uwarunkowane kulturowo. Opija się niemal wszystko: zakup domu, narodziny dziecka, śluby, rozwody, rocznice, sukcesy zawodowe. Istnieje przekonanie, że jeśli coś ważnego nie zostanie uhonorowane alkoholem, to się po prostu nie uda. Zasada funkcjonuje także w relacjach zawodowych: zdobycie nowego klienta, podpisanie kontraktu, impreza integracyjna. Każda próba odmowy alkoholu wyzwala reakcje od zdziwienia (no jak to nie pijesz? Co z tobą nie tak?), domysłów adresowanych do kobiet (pewnie jesteś w ciąży), odseparowania od towarzystwa. Czasem rezygnacja z picia jest niezwykle trudna – mówi Agnieszka Szafrańska-Romanow, psychoterapeutka.

Trudno nie napić się z klientem, gdy oczekuje tego szef na służbowej kolacji, nie wychylić kieliszka za zdrowie państwa młodych, gdy rodzina napiera.

Nie każdy, kto dużo pije, jest uzależniony. To zależy od konstrukcji psychicznej, wychowania, doświadczeń życiowych – mówi dr Wolniak – Kobiety często popadają w uzależnienia z powodów emocjonalnych, frustracji, poczucia permanentnego zmęczenia, rozdrażnienia. Łatwiej uzależniają się te wrażliwe, z niskim poczuciem własnej wartości. Ktoś, kto pije alkohol nawet codziennie, ale nie upija się, prawdopodobnie nie jest uzależniony od alkoholu. Niebezpieczny moment nadchodzi wtedy, kiedy alkoholem starasz się załagodzić stany emocjonalne, głównie te nieprzyjemne i uniknąć konfrontacji z problemami.

Wtedy alkohol staje się lekarstwem i od uzależnienia dzieli cię jeden krok.

Natalia Jurys, specjalistka terapii uzależnień tłumaczy mechanizm działający w alkoholikach: uzależniamy się od doznań, a nie substancji. Już na wczesnym etapie życia stajemy się niewolnikami uznania, pochwał, akceptacji. Alkohol, morfina, amfetamina i inne używki pojawiają się w życiu jako reakcja na określone emocje, zazwyczaj zbyt trudne do swobodnego przeżywania i wyrażania. Czasami są one odpowiedzią na doznanie pustki, niskie poczucie własnej wartości, które zachęca do tego, by znaleźć uznanie w grupie rówieśniczej lub zawodowej.

To było tak, że od zawsze wiedziałam, że lubię pić alkohol. To było tak, że w najgorszych momentach, kiedy z rąk wymykały mi się miłość, sens życia i energia, wiedziałam, że istnieje lekarstwo. To było tak, że ciężko byłoby mi wymyślić lepszą rzecz niż zmiana świadomości – pisze Małgorzata Halber w swojej książce Najgorszy człowiek na świecie, niezwykle poruszającym i do bólu szczerym zapisie swojego uzależnienia i bolesnej walki z nim.

W latach 1989 – 1995 wśród nastolatków nastąpił trzykrotny wzrost spożycia alkoholu, ale dziewczęta zapracowały na niego bardziej niż chłopcy.

W tym czasie liczba pacjentek na oddziałach odwykowych podwoiła się, ale najmłodszych (do 19 roku życia) wzrosła czterokrotnie. Z badań przeprowadzonych na zlecenie Państwowej Agencji Rozwiązywania problemów Alkoholowych wynika, że na terapię trafiają głównie Polki w wieku produkcyjnym, wypalone pościgiem za sukcesem, profesjonalistki z wyższych klas społecznych między 30. a 40. rokiem życia. Coraz liczniej dołączają do nich młodsze, między 18. a 30.

Co dziesiąta kobieta w tym wieku pije dziś w sposób destrukcyjny.

Lubomira Szawdyn, psycholog i psychiatra: Kobiety mają własne pieniądze, ciężko pracują i są przekonane, że mają prawo pić. Biorą na siebie wszystkie role, które świat wymyślił: żona, matka, kochanka, profesjonalistka, kierowca, sprzątaczka, kucharka i w końcu się pod tym balastem załamują.

Jeśli odnajdujemy w sobie objawy uzależnienia, możemy po prostu zgłosić się do poradni leczenia uzależnień i poprosić o wizytę – mówi Natalia Jurys – W przypadku osób uzależnionych otoczenie, które chce im pomóc, musi robić rzeczy przeciwintuicyjne. Gdy osoba uzależniona płacze i prosi o pieniądze, trudno nie ulec, gdy ją kochamy. Jeśli jednak powtarza się to dwudziesty raz, większą pomocą będzie pozwolenie jej na wzięcie odpowiedzialności za swoje zachowanie i nie chronienie jej przed konsekwencjami nałogu.

To, że alkoholicy piją codziennie jest mitem – mówi terapeutka Ewa Klepacka Gryz – Każdy alkoholik potrafi przestać pić na bliżej nieokreślony okres. Czasami jest to kilka dni, tygodni, a nawet miesięcy. Okresy niepicia są cechą charakterystyczną choroby i służy osobie uzależnionej do tego, aby mogła udowodnić sobie i otoczeniu, że alkoholikiem nie jest.

Pisząc ten tekst zetknęłam się z wieloma mrożącymi krew historiami. Jak ta o matce, której czteroletni synek złożył w przedszkolu życzenia przez mikrofon, żeby piła mniej wódki.

Albo ta o menadżer wysokiego szczebla w wielkiej korporacji, która nie przyznawała, że ma problem z alkoholem, dopóki nie zapomniała odebrać dziecka z kolonii na drugim końcu kraju. I jeszcze babcia, która tak się odstresowała winkiem, że wyszła na noc do koleżanki, gdy jej niespełna roczny wnuczek spał w pokoju obok.

Alkoholizm nie ma już opuchniętej twarzy zniszczonej pani o drżących rękach, którą widujemy czasami w gorszej dzielnicy miasta.

Tam, gdzie policja nie wjeżdża. Problem mają kobiety tuż obok, te piękne, zadbane, odnoszące sukcesy, często szeroko uśmiechnięte. A gdy nikt nie widzi samotne, smutne, zestresowane. Nie umieją… nie umiemy odpuścić, przyznać, że nie dajemy rady. I że nie ma w tym nic złego, że coś nas przerasta. Sięgamy po kieliszek, żeby się rozluźnić, zapomnieć, wyhamować. I tylko bardzo trudno zauważyć, kiedy sięgamy, bo chcemy, a kiedy już po prostu musimy.

Sześć objawów uzależnienia od alkoholu według Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób, Urazów i Przyczyn zgonów. Do stwierdzenia choroby wystarczą trzy z nich:

– problemy z kontrolowaniem picia (powstrzymywaniem się od picia, zakończeniem go czy ograniczeniem ilości wypijanego alkoholu);

– wzrost tolerancji na alkohol, zwiększanie dawek do osiągnięcia pożądanego stanu;

– natrętna potrzeba picia, głód alkoholu;

– objawy abstynencyjne (bezsenność, lęk, kołatanie serca, drżenie rąk, pocenie się, nudności, biegunki, brak apetytu) i używanie alkoholu, żeby się od tych objawów uwolnić;

– utrata zainteresowań niezwiązanych z piciem (rodzina, dom, własny wygląd);

– picie mimo szkód społecznych i zdrowotnych powodowanych przez alkohol.

 

Pisząc ten tekst korzystałam z artykułów, które ukazały się na portalach: zwierciadło.pl, polityka.pl, wyborcza.pl i newsweek.pl.

Zainteresowanym tematem polecam Emocjonalną izbę wytrzeźwień:

http://mikadunin.blogspot.com

 

Kultura

Piekłem kobiety jest jej ciało

13 stycznia 2020 / Marta Osadkowska

Jak to możliwe, że w XXI wieku, gdy Elon Musk przygotowuje turystę do zwiedzania kosmosu, kobiety nadal nie mają podstawowych praw?

Jesienią do Polski przyleciała Kabula, adoptowana córka Martyny Wojciechowskiej, albinoska z Tanzanii. Osiem lat temu trzech mężczyzn odrąbało jej maczetą rękę, bo wierzyli w magiczną moc takiego talizmanu. Osiem lat temu – to nie są zamierzchłe czasy, to 2010 rok. W 2010 roku, podobnie jak w 2018, na świecie panuje zacofanie, ignorancja i coraz większa nierówność społeczna. Co będzie z nami za kolejnych osiem lat? W jakim kierunku zmierzamy?

 

Rewolucja w Iranie miała przynieść wolność i demokrację, przyniosła jednak religijny ucisk, represje i niewolę.

W tym świecie rządzą surowi szyiccy duchowni, którzy w naukowych traktatach roztrząsają najdziwniejsze problemy, jak choćby ten, czy mężczyzna, który współżył ze swoją kurą, może ją potem zjeść. Ulice są tam strefą wojny między surowymi zasadami a pragnieniami młodości. Kobiety, które nie podporządkowują się przepisom dotyczącym stroju (zakrywającego wszystko, poza fragmentem twarzy i dłońmi) czy zachowania (zero śmiechu, zero jakiegokolwiek kontaktu z mężczyznami) są aresztowane, bite, karane grzywną i upokarzane. Azar Nafisi, autorka książki „Czytając Lolitę w Teheranie”, zaprosiła do swojego domu najlepsze studentki, żeby omawiać z nimi dzieła światowej literatury. Rozmowy o literackich bohaterach są tylko pretekstem do opisania dramatycznej rzeczywistości Iranu. Nafisi obserwowała rewolucję pracując na uniwersytecie, z którego została wyrzucona za odmowę noszenia chusty. Tylko wyrzucona, nie było większych konsekwencji. Poznała je Szirin Ebadi, laureatka Pokojowej Nagrody Nobla z 2003 roku, która poświęciła życie na opór przeciw reżimowi republiki Islamskiej. Państwo odebrało jej prawo do wykonywania zawodu, prześladowało jej córki i męża. Ebadi walczy o kobiety, których sytuacja jest coraz gorsza. Od 2014 roku rządowy plan segregacji płciowej, mający na celu wyrugowanie kobiet z życia publicznego, nabrał rozpędu. Kobiety nie mogły pracować w restauracjach, oglądać publicznie finałów piłki nożnej (co w Iranie jest ważną tradycją) i pracować w urzędach razem z mężczyznami. Pewnej jesieni piętnaście kobiet zostało na ulicach zaatakowanych i oblanych kwasem. Policji nie udało się znaleźć winnych. Ani jednego. Ebadi musiała uciekać z Iranu w obawie o życie swoje i swoich bliskich.

 

Dla tych, którym Nepal jawi się jako kolorowa kraina uśmiechniętych ludzi, którzy wspomagają wyruszających na Mount Everest, mam bardzo złą wiadomość.

To kraj, w którym są rejony, gdzie kobiety nie powinny istnieć. Urodzić się kobietą w Nepalu to oznaka złej karmy. I jest to im wyraźnie pokazywane od dnia przyjścia na świat. Jeśli do tego w ogóle dojdzie: wiele kobiet dokonywało aborcji po niezadowalającym wyniku badania USG. Skala aborcji zdrowych płodów żeńskich była tak ogromna, że w Indiach wprowadzono zakaz badań ultrasonograficznych. To doprowadziło do uśmiercania noworodków, procederu tak powszechnie zrozumianego w tym rejonie, że nie podlegającego żadnej karze. Dziewczynki są duszone lub topione od razu w szpitalu. Potem można wyjść i zacząć się starać o lepsze potomstwo. Wśród trochę starszych dzieci umieralność dziewczynek jest dużo wyższa niż u chłopców. Powód jest prosty: są zaniedbywane, niedożywione, nie leczy się ich chorób. Gdy dziewczynka dorośnie do menstruacji, nikt nie wyjaśnia jej, co się dzieje, tylko jest zamykana w ciemnym pokoju, bez dostępu do światła słonecznego. I tak co miesiąc. W tym czasie kobiety nie mogą zbliżać się do jedzenia, wody i pozostałych członków rodziny. Są nieczyste, grzeszne. Na wsiach nadal praktykuje się chhaupadi, czyli izolowanie kobiet podczas miesiączki w oborze lub szopie. Są tam traktowane gorzej niż zwierzęta: nie dostają wystarczająco jedzenia i wody, mają szczęście, jeśli mogą okryć się kocem podczas mroźnych nocy. Nie są w żaden sposób chronione przed atakami dzikich zwierząt i gwałtami.

 

Matki są smutne, gdy rodzą im się córki, to syn jest błogosławieństwem.

Syn zapewnia ciągłość rodu, przekazując potomstwu swoje nazwisko. Syn to inwestycja w przyszłość, ponieważ pozostaje w domu rodziców, żeby zająć się nimi na starość. Jest więc pożądany z wielu powodów: religijnego – dopełni rytuałów pogrzebowych (kobiecie nie wolno), ekonomicznego – będzie wspierał finansowo rodziców, a wreszcie społecznego – jako męski potomek zapewni rodzinie prestiż. Kobieta nie może liczyć na szacunek w rodzinie, dopóki nie pocznie syna

 

Nepalska kobieta nie istnieje jako istota ludzka, która może coś czuć, czegoś pragnąć, do czegoś dążyć.

Ona ma wypełniać (najlepiej po cichutku) swoją rolę: córki, żony, synowej, matki. Tego nauczy się w domu, więc nie traci się czasu i pieniędzy na jej edukację. A nawet jeśli to się zdarzy, niezależna finansowo i wykształcona kobieta rzadko zdecyduje się na samodzielne życie i mieszkanie ze względu na złą opinię, jaka przylgnęłaby do niej i do jej bliskich. Wychodzi więc za mąż, trafia do domu teściów, gdzie zwykle jest traktowana podle, wykorzystywana, poniżana i często bita. Najczęstszą przyczyną śmierci Nepalek jest samobójstwo. A tajemnicą poliszynela jest, że większość z nich nie odebrała sobie życia, a została zamordowana lub zakatowana przez rodzinę męża. 

 

No i jeszcze polowania na czarownice. Dosłownie.

Kilkadziesiąt kobiet rocznie cierpi prześladowanie i tortury na podstawie zarzutu o uprawianie czarów. Skąd się biorą takie zarzuty? Najczęściej choruje ktoś z rodziny, czyjeś ego zostało zranione odrzuceniem zalotów lub oskarżona ma ładny majątek, na który są już chętni. 

I oczywiście można postawić tutaj tezę, że Iran i Nepal to inny świat, inne kultury, inna sytuacja. Ale ten argument nie ma żadnej mocy, bo kobiety prześladowane są także w rozwiniętych krajach, tylko narzędzia tortur są trochę inne.

Według rządowych statystyk przemocy partnera doświadczyła w Japonii co czwarta kobieta. Jednak Japonki wielu zachowań wcale nie uznają za przemoc. Dla co piątej nie jest nią zakaz rozmowy z innymi niż mąż osobami płci przeciwnej, dla co dziesiątej – krzyk. Również co dziesiąta godzi się na komentarze w stylu: „Jesteś do niczego” i emocjonalny szantaż: „No i kto cię utrzymuje?”. Przemoc ma zazwyczaj wiele wymiarów, a kobiety szybko uczą się, że jest ona nieodłączną częścią ich codzienności. Przemocy doświadczyła w związkach co trzecia dwudziestolatka. Policja przez lata nie traktowała zjawiska przemocy domowej poważnie, raczej jako domowy, a tym samym prywatny kłopot. Kobiety słyszały, że nie można w tej kwestii nic zrobić, dopóki ich mężowie ich nie zabiją

 

W pracy kobiety mają jasno powiedziane, że nie zrobią takiej kariery jak ich koledzy.

To nie znaczy, że mogą pracować mniej. Żeby w ogóle utrzymać stanowisko, Japonki wyrabiają niezliczone nadgodziny (oczywiście niepłatne). A przecież w domu czeka dziecko, którym zajmować musi się matka, mężczyźni nie robią takich rzeczy. Kobieta bardzo rzadko może sobie pozwolić na zrezygnowanie z pracy, bo życie w Japonii jest bardzo drogie. Mężczyzna poświęca życie pracy, rodzinę widuje rzadko, wszystko ma podane, uprasowane, ugotowane. Ogromna presja i tempo życia przyczyniają się do porzucania przez matki niemowląt. Popularnym zjawiskiem było zostawianie ich w schowkach na dworcu. (W Japonii istnieje tylko jedno okno życia, od 2007 roku w chrześcijańskim szpitalu). To nie jest po prostu nieodpowiedzialność, to efekt osiągnięcia przez kobietę granicy rozpaczy i bezradności. Dziś w tym temacie jest lepiej, dostęp do antykoncepcji jest większy. Ale nadal jest ona droga, nadal nie dla wszystkich dostępna. Lekarzom bardziej się opłaca przeprowadzić aborcję (bardzo w Japonii popularną) niż propagować wkładki domaciczne. Czterech na pięciu lekarzy to mężczyźni.

 

Powszechnie znanym zjawiskiem w japońskich środkach transportu publicznego jest chikan. To molestowanie dziewczynek i kobiet w zatłoczonym wagonie.

Dotykanie, głaskanie, ocieranie, wkładanie rąk pod spódnicę i w majtki – to codzienność. Dopiero w 1994 roku nazwano te zachowania przemocą, wcześniej były uznawane za „kłopot”.

W japońskich szkołach nie ma edukacji seksualnej, nie ma informacji o chorobach wenerycznych ani o seksualnej przemocy. Dla sfrustrowanych, zestresowanych mężczyzn chwila dominacji nad bezbronną kobietą w metrze jest sposobem na poprawienie humoru. Na wyładowanie się choć troszkę. Na chwilę czuje się silny, zanim szef mu udowodni, że wcale taki nie jest.

 

I jeszcze te mundurki, które otwarcie kojarzą się z pornografią.

Wykreowane w mediach wyuzdane licealistki, w białych majtkach widocznych pod krótkimi spódniczkami i podkolanówkach. Idealna mieszanina egzotyki i niewinności. Sponsoring w Japonii ma się świetnie, a turyści szukający przygody z wyjętą prosto z mangi dziewczynką, zostawiają w tym kraju niemałe pieniądze. Dziewczynki wydają się zblazowanymi, chętnymi do zabawy licealistkami, które lubią seks i chętnie go uprawiają. O niewolnictwie, handlu żywym towarem i stręczycielstwie się nie mówi, to psuje obrazek. Dopiero w 2017 roku Japonia ratyfikowała konwencję ONZ przeciwko międzynarodowej przestępczości zorganizowanej, wcześniej była w jednej lidze z Iranem czy Sudanem.

 

A co z USA? Z liberalną Ameryką, ucieleśnieniem swobód obywatelskich i bastionu praw człowieka?

Co tam się wyprawia? Czy jest tu ktoś, kto wyniki wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych przyjął inaczej niż opadającą ze zdziwienia szczęką? Czy ktokolwiek w ogóle brał pod uwagę pajaca, ignoranta i rasistę jako przywódcę tego potężnego kraju? Jak to się mogło stać? A potem przyszły konsekwencje tego najgorszego z możliwych wyborów. „Wszystkie kobiety wychodzą za mąż dla pieniędzy” – żartuje sobie przywódca świata zachodniego. Na wieść o gwałtach w wojsku reaguje słowami: „Co ci geniusze sobie myśleli, wpuszczając tam kobiety?”. Ostentacyjnie demonstruje swój stosunek do płci pięknej, nawet nie udaje, że się wstydzi molestowania ich. Jednym z haseł wyborczych Trumpa była walka z aborcją. W 2017 roku podpisał dekret, na mocy którego w życie weszła ustawa, której celem jest zablokowanie finansowania z budżetu federalnego organizacji pozarządowych, oferujących lub propagujących usługi aborcyjne poza granicami Stanów Zjednoczonych. Rozszerzono też restrykcje, które mają zmniejszyć przychody organizacji promujących aborcję o prawie 9 miliardów dolarów. Zamykają się pozarządowe kliniki Planned Parenthood.  Celem tej organizacji non profit jest propagowanie świadomego rodzicielstwa, kompleksowej edukacji seksualnej, szerokiego dostępu do legalnej antykoncepcji i aborcji, walka z chorobami przenoszonymi drogą płciową. Nie ma dla nich już miejsca w Ameryce Trumpa. 

O konsekwencjach tych działań napisała Leni Zumas w książce „Czerwone zegary”. To historia czterech kobiet, których na różny sposób dotyka temat macierzyństwa. Dla dwóch z nich decyzje prezydenta będą miały bolesne konsekwencje. Nie na tyle tragiczne, żeby je nagłaśniać. Świat się nie skończy, nie wywołają rewolucji. Będą tylko cierpieć. Jak miliony innych kobiet.

 

Gdzie na tej mapie kobiecych krzywd znajduje się Polska?

Nierówne traktowanie płci jest u nas powszechne i ogólnie wiadome. Ustawa antyaborcyjna, przemoc domowa, molestowanie, poniżanie w pracy, seksizm. Codziennie to się dzieje, codziennie to widzimy, codziennie o tym czytamy. Codziennie mijam plakat ze zdjęciem zakrwawionego płodu – taka kampania antyaborcyjna. Czemu to wisi legalnie? Co z zakazem publikowania drastycznych treści? Co czują kobiety, które zdecydowały lub musiały poddać się zabiegowi? W żadnym wypadku nie uważam, że „aborcja jest OK!”. Widzę w niej dramat, cierpienie, bolesną decyzję podjętą w różnych, często bardzo dramatycznych okolicznościach. Okrucieństwem jest robienie z tego billboardu. Nieludzkie jest prawo, które na to pozwala.

Globalnie kobiety zarabiają średnio ponad połowę wynagrodzenia mężczyzn, mimo iż generalnie każdego dnia pracują od nich dłużej. Według kalkulacji Międzynarodowego Funduszu Walutowego z 2016 roku, jeśli utrzyma się tempo, w jakim przebiega proces wyrównywania różnic w wysokości wynagrodzenia, dostępie do edukacji, opieki zdrowotnej i do wysokich stanowisk, zarówno w biznesie, jak i w polityce, równość płci zostanie osiągnięta za sto siedemdziesiąt lat

Ciekawe, ilu ludzie będzie już wtedy mieszkało w kosmosie…

 

Bibliografia:

  1. Szirin Ebadi, Kiedy będziemy wolne, wyd. Znak Horyzont.
  2. Azir Nafisi, Czytając Lolitę w Teheranie, wyd. Świat Książki.
  3. Edyta Stępczak, Burka w Nepalu nazywa się sari, wyd. Znak.
  4. Karolina Bednarz, Kwiaty w pudełku, wyd. Czarne
  5. Leni Zumas, Czerwone zegary, wyd. Czarna Owca.
This error message is only visible to WordPress admins

Error: API requests are being delayed for this account. New posts will not be retrieved.

There may be an issue with the Instagram access token that you are using. Your server might also be unable to connect to Instagram at this time.

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo