ZA DARMO
Change font size Change site colors contrast
Kultura

Płynące kobiety

26 lutego 2019 / Marta Osadkowska

Wlewasz w siebie łyk alkoholu, prostujesz się, twoje myśli stają się czyste i lśniące, twoja zbroja błyszczy w zachodzącym słońcu, opinie wygłaszasz łagodnym, stanowczym tonem.

Wiesz, że jesteś w stanie podjąć się realizacji każdego planu i udźwigniesz go, gdyż jesteś prawy, mądry, śmiały, przystojny i namiętny. Dość szybko czujesz, że to ten nektar i musisz pić go więcej, musisz być silny i prawy,...

Wlewasz w siebie łyk alkoholu, prostujesz się, twoje myśli stają się czyste i lśniące, twoja zbroja błyszczy w zachodzącym słońcu, opinie wygłaszasz łagodnym, stanowczym tonem. Wiesz, że jesteś w stanie podjąć się realizacji każdego planu i udźwigniesz go, gdyż jesteś prawy, mądry, śmiały, przystojny i namiętny. Dość szybko czujesz, że to ten nektar i musisz pić go więcej, musisz być silny i prawy, więc musisz pić go więcej, a na końcu zostajecie tylko ty, on i zarzygany przystanek autobusowy.

W kinach grany jest film „Zabawa, zabawa…i po zabawie” reżyserki Kingi Dębskiej. To historia trzech kobiet, w różnym wieku, uzależnionych od alkoholu. Łączy je to, że robią karierę, odnoszą sukcesy, żyją życiem, którego można zazdrościć. I jeszcze fakt, że oszukują siebie i innych w kwestii swojego problemu z piciem.

Pani prokurator, która mocno pod wpływem rozbija samochód, profesor medycyny, która na kacu robi w szpitalu wlewy witaminowe, żeby móc pracować, studentka, która przecież po prostu dobrze się bawi, jak wszyscy.  Twórczyni filmu mówi: Świat się zmienił. My, kobiety, odnosimy sukcesy, „dajemy radę”. Ale potem płacimy za to wysoką cenę.

Kobiety piją inaczej niż mężczyźni.

Ci raczej wychodzą z kolegami, szukają towarzystwa, bo granicą jest dla nich picie do lustra. Kobiety szukają samotności, nie ma kulturowego przyzwolenia na ich picie. Nadal to głównie one są odpowiedzialne za dom i dzieci, oczekiwania wobec nich są bardzo wysokie. Dlatego tak długo, jak się da, ukrywają nałóg i trudniej im prosić o pomoc – mówi Sławomir Wolak, psychiatra i biegły ds. uzależnień. Potrafią ukrywać picie latami.  Inna jest także struktura społeczna pijących kobiet i mężczyzn. Wśród tych ostatnich najliczniejszą grupą pijącą na granicy ryzyka są bezrobotni z wykształceniem podstawowym, wśród kobiet – pracujące, po studiach, mieszkanki wielkich miast.

Kobieta, która robi karierę, musi wciąż dokonywać wyborów pomiędzy rolą przypisaną jej płci a ambicjami.

Zderza się ze stereotypowym myśleniem i mierzy się z wieloma stresującymi sytuacjami. Napięcie rozładowuje alkoholem, seksem, zakupami. Samotność i związane z nią stresy, coraz częściej połączone z depresją, to główne przyczyny popadania w nałogi – dodaje Wolak.

Oczywiście uzależnienie dotyka nie tylko kobiety, które robią kariery. Równie często po alkohol sięgają gospodynie domowe. Po wielu latach zajmowania się dziećmi i pełnienia roli gospodyni, czują się niespełnione zawodowo, nie do końca potrzebne rodzinie i uzależnione od pieniędzy męża. Na alkoholizm narażone są też kobiety pracujące w męskich zawodach, które, żeby utrzymać swoją pozycję, starają się upodobnić do kolegów w sposobie bycia. Są kobiety, które piją, bo alkoholu nadużywa partner. W ten sposób budują pozorną bliskość, a on nie włóczy się po mieście, tylko zostaje w domu. Na alkoholizm narażone są też kobiety samotne, które nie radzą sobie z poczuciem pustki. Czyli właściwie nie ma bezpiecznej grupy społecznej w tym temacie. Uzależnienie to być może jedyny przykład demokracji absolutnej.

Piciu kobiet sprzyja moda na lekkie alkohole.

Nikogo nie oburza widok kobiety z drinkiem czy kieliszkiem wina w ręku. To jest społecznie akceptowalne. Nie pomaga fakt, że picie alkoholu jest w Polsce uwarunkowane kulturowo. Opija się niemal wszystko: zakup domu, narodziny dziecka, śluby, rozwody, rocznice, sukcesy zawodowe. Istnieje przekonanie, że jeśli coś ważnego nie zostanie uhonorowane alkoholem, to się po prostu nie uda. Zasada funkcjonuje także w relacjach zawodowych: zdobycie nowego klienta, podpisanie kontraktu, impreza integracyjna. Każda próba odmowy alkoholu wyzwala reakcje od zdziwienia (no jak to nie pijesz? Co z tobą nie tak?), domysłów adresowanych do kobiet (pewnie jesteś w ciąży), odseparowania od towarzystwa. Czasem rezygnacja z picia jest niezwykle trudna – mówi Agnieszka Szafrańska-Romanow, psychoterapeutka.

Trudno nie napić się z klientem, gdy oczekuje tego szef na służbowej kolacji, nie wychylić kieliszka za zdrowie państwa młodych, gdy rodzina napiera.

Nie każdy, kto dużo pije, jest uzależniony. To zależy od konstrukcji psychicznej, wychowania, doświadczeń życiowych – mówi dr Wolniak – Kobiety często popadają w uzależnienia z powodów emocjonalnych, frustracji, poczucia permanentnego zmęczenia, rozdrażnienia. Łatwiej uzależniają się te wrażliwe, z niskim poczuciem własnej wartości. Ktoś, kto pije alkohol nawet codziennie, ale nie upija się, prawdopodobnie nie jest uzależniony od alkoholu. Niebezpieczny moment nadchodzi wtedy, kiedy alkoholem starasz się załagodzić stany emocjonalne, głównie te nieprzyjemne i uniknąć konfrontacji z problemami.

Wtedy alkohol staje się lekarstwem i od uzależnienia dzieli cię jeden krok.

Natalia Jurys, specjalistka terapii uzależnień tłumaczy mechanizm działający w alkoholikach: uzależniamy się od doznań, a nie substancji. Już na wczesnym etapie życia stajemy się niewolnikami uznania, pochwał, akceptacji. Alkohol, morfina, amfetamina i inne używki pojawiają się w życiu jako reakcja na określone emocje, zazwyczaj zbyt trudne do swobodnego przeżywania i wyrażania. Czasami są one odpowiedzią na doznanie pustki, niskie poczucie własnej wartości, które zachęca do tego, by znaleźć uznanie w grupie rówieśniczej lub zawodowej.

To było tak, że od zawsze wiedziałam, że lubię pić alkohol. To było tak, że w najgorszych momentach, kiedy z rąk wymykały mi się miłość, sens życia i energia, wiedziałam, że istnieje lekarstwo. To było tak, że ciężko byłoby mi wymyślić lepszą rzecz niż zmiana świadomości – pisze Małgorzata Halber w swojej książce Najgorszy człowiek na świecie, niezwykle poruszającym i do bólu szczerym zapisie swojego uzależnienia i bolesnej walki z nim.

W latach 1989 – 1995 wśród nastolatków nastąpił trzykrotny wzrost spożycia alkoholu, ale dziewczęta zapracowały na niego bardziej niż chłopcy.

W tym czasie liczba pacjentek na oddziałach odwykowych podwoiła się, ale najmłodszych (do 19 roku życia) wzrosła czterokrotnie. Z badań przeprowadzonych na zlecenie Państwowej Agencji Rozwiązywania problemów Alkoholowych wynika, że na terapię trafiają głównie Polki w wieku produkcyjnym, wypalone pościgiem za sukcesem, profesjonalistki z wyższych klas społecznych między 30. a 40. rokiem życia. Coraz liczniej dołączają do nich młodsze, między 18. a 30.

Co dziesiąta kobieta w tym wieku pije dziś w sposób destrukcyjny.

Lubomira Szawdyn, psycholog i psychiatra: Kobiety mają własne pieniądze, ciężko pracują i są przekonane, że mają prawo pić. Biorą na siebie wszystkie role, które świat wymyślił: żona, matka, kochanka, profesjonalistka, kierowca, sprzątaczka, kucharka i w końcu się pod tym balastem załamują.

Jeśli odnajdujemy w sobie objawy uzależnienia, możemy po prostu zgłosić się do poradni leczenia uzależnień i poprosić o wizytę – mówi Natalia Jurys – W przypadku osób uzależnionych otoczenie, które chce im pomóc, musi robić rzeczy przeciwintuicyjne. Gdy osoba uzależniona płacze i prosi o pieniądze, trudno nie ulec, gdy ją kochamy. Jeśli jednak powtarza się to dwudziesty raz, większą pomocą będzie pozwolenie jej na wzięcie odpowiedzialności za swoje zachowanie i nie chronienie jej przed konsekwencjami nałogu.

To, że alkoholicy piją codziennie jest mitem – mówi terapeutka Ewa Klepacka Gryz – Każdy alkoholik potrafi przestać pić na bliżej nieokreślony okres. Czasami jest to kilka dni, tygodni, a nawet miesięcy. Okresy niepicia są cechą charakterystyczną choroby i służy osobie uzależnionej do tego, aby mogła udowodnić sobie i otoczeniu, że alkoholikiem nie jest.

Pisząc ten tekst zetknęłam się z wieloma mrożącymi krew historiami. Jak ta o matce, której czteroletni synek złożył w przedszkolu życzenia przez mikrofon, żeby piła mniej wódki.

Albo ta o menadżer wysokiego szczebla w wielkiej korporacji, która nie przyznawała, że ma problem z alkoholem, dopóki nie zapomniała odebrać dziecka z kolonii na drugim końcu kraju. I jeszcze babcia, która tak się odstresowała winkiem, że wyszła na noc do koleżanki, gdy jej niespełna roczny wnuczek spał w pokoju obok.

Alkoholizm nie ma już opuchniętej twarzy zniszczonej pani o drżących rękach, którą widujemy czasami w gorszej dzielnicy miasta.

Tam, gdzie policja nie wjeżdża. Problem mają kobiety tuż obok, te piękne, zadbane, odnoszące sukcesy, często szeroko uśmiechnięte. A gdy nikt nie widzi samotne, smutne, zestresowane. Nie umieją… nie umiemy odpuścić, przyznać, że nie dajemy rady. I że nie ma w tym nic złego, że coś nas przerasta. Sięgamy po kieliszek, żeby się rozluźnić, zapomnieć, wyhamować. I tylko bardzo trudno zauważyć, kiedy sięgamy, bo chcemy, a kiedy już po prostu musimy.

Sześć objawów uzależnienia od alkoholu według Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób, Urazów i Przyczyn zgonów. Do stwierdzenia choroby wystarczą trzy z nich:

– problemy z kontrolowaniem picia (powstrzymywaniem się od picia, zakończeniem go czy ograniczeniem ilości wypijanego alkoholu);

– wzrost tolerancji na alkohol, zwiększanie dawek do osiągnięcia pożądanego stanu;

– natrętna potrzeba picia, głód alkoholu;

– objawy abstynencyjne (bezsenność, lęk, kołatanie serca, drżenie rąk, pocenie się, nudności, biegunki, brak apetytu) i używanie alkoholu, żeby się od tych objawów uwolnić;

– utrata zainteresowań niezwiązanych z piciem (rodzina, dom, własny wygląd);

– picie mimo szkód społecznych i zdrowotnych powodowanych przez alkohol.

 

Pisząc ten tekst korzystałam z artykułów, które ukazały się na portalach: zwierciadło.pl, polityka.pl, wyborcza.pl i newsweek.pl.

Zainteresowanym tematem polecam Emocjonalną izbę wytrzeźwień:

http://mikadunin.blogspot.com

 

Dzieci

Ciałopozytywność – krótki przegląd fajnych książek o dojrzewaniu

11 lipca 2021 / Marta Osadkowska

Coraz więcej na półkach w księgarniach ciekawych tytułów dla dziewczynek, które wkraczają powoli i nieśmiało w dorastanie.

Jaki to dobry trend! Tym bardziej że wiele książek napisanych jest przez doświadczonych seksuologów, psychologów, lekarzy. Może gdybyśmy my miały dostęp do takich fajnych treści, inaczej byśmy dzisiaj na siebie patrzyły i lubiły siebie trochę bardziej?

Wszystkie znane mi kobiety, nawet te, na które patrzę z czystym zachwytem i zazdrością, są wobec siebie bardzo krytyczne.

Uważam, że to nabyte, usłyszane, wmontowane w nas, bo w innych kulturach tego nie widzę. A na pewno nie aż tak. Patrzymy w lustro i widzimy, co się nam nie podoba, co chciałybyśmy zmienić. A przecież można popatrzeć przez zaróżowione szkiełko, z sympatią, a przy dobrym humorze – nawet z zachwytem. Bo mamy się czym zachwycać! I cieszy mnie, że w takim podejściu do tematu będą dorastać moje córki. 

Wszystkim nastolatkom zawsze było trudno, ale dziś standardy urody zostały tak wypaczone, że sytuacja stała się jeszcze gorsza. Dlatego warto przeciwstawiać się temu szaleństwu i owszem, dbać o swoje ciało, ale mądrze i z czułością. To ciało, które dostałyście od natury, jest cudowne takie, jakie jest. Służy Wam do biegania, skakania, pływania, przytulania, głaskania kota, leżenia w trawie, wygrzewania się na słońcu, odczuwania frajdy z kąpieli i wielu innych cudownych rzeczy. Warto się nim cieszyć i o nie dbać. Ale nie tak, jak Wam próbują wmówić koncerny kosmetyczne. Nie musicie używać kosmetyków, malować paznokci, farbować włosów i odchudzać się, żeby mieć dobre ciało. Bo w dbaniu o ciało chodzi o zdrowie, dobrą kondycję i dobre samopoczucie – to czyni nas ładniejszymi i o to trzeba dbać – czytamy we wstępie do książki „Ciało – śmiało”. Moja relacja z odbiciem w lustrze wyglądałaby zupełnie inaczej, gdybym słyszała takie słowa, dorastając. Słyszałam inne, niestety. Za duży nos, krzywe zęby, brzydka postawa, za gruba, za chuda, za wysoka, zbyt koścista… I żadnej kontry, zero pozytywów. Dziś mam prawie czterdzieści lat, a nadal słyszę w głowie te głosy. Do niczego nie były mi potrzebne. Jedyne, co mi zafundowały, to kompleksy, diety, odchudzania, złe samopoczucie i mnóstwo czasu straconego na próby poprawienia siebie. Na to dążenie do ideału prosto z photoshopa, którym karmiły mnie wszelkiej maści gazety. Nic dobrego nie wyniknęło z dorastania w takim klimacie i cieszę się, że wytoczono walkę takiemu podejściu do tematu. 

Dorastanie to pole minowe, wiadomo. Jeśli nie miałyście przyjemności doświadczyć zawstydzania z okazji pierwszej miesiączki, rosnących piersi, pryszczy i burzy hormonów, to zazdroszczę. Mnie to nie ominęło i bardzo długo czułam wstyd za wszystko, co związane było z kobiecością. Wstyd za coś, czym powinnam się cieszyć! Bycie kobietą to cudowne doświadczenie, musiałam dorosnąć i porozmawiać z wieloma mądrymi koleżankami, żeby to zrozumieć. Przeglądam książki dla dzisiejszych nastolatek i czuję, jak ta zawstydzona Marta we mnie, czuje radość. Dość już psucia, mieszania dziewczynkom w głowach, dość narzucania im nieosiągalnych ideałów, do których mają dążyć! Stawanie się kobietą to piękna droga. Nasze ciała są piękne, wszystkie! To mówię moim córkom, głośno o wyraźnie. I mówię to też sobie, zduszając głosy w mojej głowie, próbujące jeszcze psuć mi nastrój przypominając, że to za mało, tam za dużo, a jeszcze tutaj to krzywo i paskudnie. 

Niech kolejne pokolenie małych kobietek dorasta już słysząc tylko pozytywny przekaz i lubiąc siebie i swoje ciała. 

Oto kilka propozycji dla dorastających dziewczynek:

  1. „Ciało – śmiało” to przewodnik po dojrzewaniu, świetny jako książka na początek tej drogi. Napisana jest językiem przystępnym i przyjemnym. Sonya Renee Taylor opisuje kolejne etapy dojrzewania, zmiany zachodzące w ciele i głowie, sposoby, jak na nie reagować. Jest tu też sporo praktycznych porad: jak dbać o skórę, paznokcie, jak dobrać właściwy stanik, a także jak poradzić sobie z trudnymi emocjami. Ale przede wszystkim to bomba pozytywnych komunikatów związanych z akceptowaniem siebie. Autorka zna się na rzeczy, już jakiś czas temu założyła firmę The Body Is Not An Apology (Za ciało nie trzeba przepraszać), organizuje warsztaty samoakceptacji dla ludzi w każdym wieku. Jej witrynę w sieci odwiedziły miliony ludzi szukających sposobu na pokochanie swojego ciała. Książka porusza wszystkie trudne zagadnienia dojrzewania: miesiączka, stanik, owłosienie, zmiany w budowie ciała i w ogóle budowa kobiecych części ciała. Wszystko opisane przystępnym językiem, doprawione ładnymi rysunkami. Czytelniczka znajdzie tutaj też porady – ode tego, jak dbać o paznokcie, przez dobór wygodnego stanika aż po metody radzenia dobie z emocjami.
  2. „Maja dorasta. Niezbędnik dorastającej dziewczynki” napisany przez endokrynologa pediatrę Monicę Petix, to dobra książka na rozpoczęcie tematu z dziećmi. Cieniutka, więcej w niej ładnych, kolorowych rysunków, niż treści. Swoim córkom dałam ją w prezencie, gdy starsza miała 8 a młodsza 6 lat. Czytały same z dużym zainteresowaniem. A potem przychodziły zapytać, wyjaśnić, dowiedzieć się więcej. Bohaterka książki, Maja, ma 9 lat i rozpoczyna przygodę z dojrzewaniem. Na wszystkie jej pytania odpowiada pediatra. 
  3. „Niezbędnik każdej dziewczyny. Jak ogarnąć dojrzewanie” Anita Naik. To także propozycja do samodzielnej lektury, bardzo kolorowa, podająca sporo przykładów sytuacji, z którymi czytelniczki mogą się identyfikować. Pojawia się tutaj już temat seksu, bez pszczółek, ale i bez nadmiernej ilości szczegółów. Kończy się wtrąceniem, żeby pamiętać o tym, że chłopcy też ludzie i również nie jest im łatwo z tym całym dojrzewaniem. Ta książka ma swój odpowiednik dla chłopców pod analogicznym tytułem „Niezbędnik każdego chłopaka”.
  4. „Twoje ciałopozytywne dojrzewanie” autorstwa Barbary Pietruszczak, to już pozycja dla trochę starszych młodych nastolatek. Moja dziesięciolatka na razie wymiękła. Jest o hormonach, wydzielinach, narządach płciowych, ubóstwie menstruacyjnym, cyklu miesiączkowym. Książka jest bardzo ciekawa, pełna ważnej i potrzebnej wiedzy bardzo dobrze podanej. Tutaj także są rysunki i wyjaśnienia. Na mojej półce czeka, aż czytelniczka dorośnie.
  5. „Poradnik nastolatki” pod redakcją Aleksandra Minkowskiego i dr Liliany Minkowskiej to już gruby kaliber. I na wagę i na ilość słów. To prawdziwa encyklopedia nastoletniego życia, tutaj jest dużo tekstu, niewiele rysunków. Książka porusza wszystkie zagadnienia, jakie przychodzą mi do głowy, gdy myślę o tematach, które trzeba poruszyć z dorastającymi dziećmi. Imprezy, pedofilia, alkohol, sex, samotność, zazdrość, anoreksja, wyprzedaże… Są konkretne informacje, wyjaśnienia, porady. Jak sobie poradzić z samotnością, żałobą, zerwaniem, zdradą przyjaciółki. Jak nie wpaść w pułapkę reklamodawców, jak nie popaść w obłęd na punkcie swojego ciała. To jest książka bardziej dla piętnastolatek, przynajmniej w moim odczuciu.

To tylko kilka propozycji, które można znaleźć w księgarniach. Ja akurat te wybrałam dla swoich córek i w każdej znajduję wartość, każdą mogę z czystym sumieniem polecić. Jestem też w zachwycie nad tym, co robi Fundacja Kosmos dla Dziewczynek (https://fundacjakosmos.org). Prenumerujemy od dawna wydawany przez fundację magazyn i każdy numer wnosi coś wartościowego. Polecam chociaż zajrzeć na stronkę i zobaczyć, co oferują.

This error message is only visible to WordPress admins

Error: API requests are being delayed for this account. New posts will not be retrieved.

Log in as an administrator and view the Instagram Feed settings page for more details.

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo