ZA DARMO
Change font size Change site colors contrast
Styl życia

Podróże z małym dzieckiem – jak to zrobić, by nie zwariować a odpocząć

3 maja 2018 / Magdalena Droń

Wakacje – któż z nas o nich nie marzy.

Chociaż nie wszyscy możemy sobie pozwolić na dalekie zagraniczne podróże, nawet wypoczynek nad polskim morzem czy w górach brzmi świetnie. Szczególnie, gdy Twoje dziecko jest jeszcze na tyle małe, że urlopu nie musisz planować w miesiącach stricte wakacyjnych. Czemu więc nie korzystać z tego przywileju? Aha, wszyscy mówią Ci, że maluch i tak nic...

Wakacje – któż z nas o nich nie marzy. Chociaż nie wszyscy możemy sobie pozwolić na dalekie zagraniczne podróże, nawet wypoczynek nad polskim morzem czy w górach brzmi świetnie.

Szczególnie, gdy Twoje dziecko jest jeszcze na tyle małe, że urlopu nie musisz planować w miesiącach stricte wakacyjnych. Czemu więc nie korzystać z tego przywileju? Aha, wszyscy mówią Ci, że maluch i tak nic z wyjazdu nie zapamięta, a Ty umęczysz się bardziej niż odpoczniesz i lepiej zostać w domu? A może rozważasz opcję: zostawimy u dziadków, a sami wypoczniemy? To też jest myśl, jednak w dzisiejszym wpisie spróbuję przekonać Cię do tej pierwsze opcji, bo uwierz mi – warto.

Nasze pierwsze wspólne wakacje

Kilka tygodni temu, po raz pierwszy od blisko dwóch lat, udało nam się wyjechać gdzieś razem na dłużej. I nie był to weekend u jednych czy drugich rodziców, ale pierwsza zagraniczna podróż w powiększonym gronie. Dlaczego czekaliśmy tak długo? Głównym czynnikiem były chyba finanse, bo gdyby zależało mi na wypoczynku gdzieś w kraju, zrobilibyśmy to dużo szybciej. Przejdźmy jednak do konkretów. Nasza wyprawa odbyła się na przełomie lutego i marca, a więc przypadła na czas największych mrozów w Polsce. Tak, tak – pojechaliśmy wygrzać tyłki, kiedy Wy marzliście w naszym ukochanym kraju (zapracowaliśmy na urlop – to mieliśmy ciepło, jak chcieliśmy, ot co!). Burżuje z nas żadne, wszystko było prostą kalkulacją: ma być nie za drogo, nie za daleko i nie za ciepło. Wszystkie te aspekty sprawiły, że wybór padł na Fuerteventurę, jeszcze przed największym oblężeniem turystów i w temperaturach, które przypominały naszą wiosnę. Ale mniejsza o to. Niezależnie od tego, jaki będzie cel Waszej destynacji, do każdej wyprawy, szczególnie z małym dzieckiem, warto się poważnie przygotować. Jak? Spieszę z wyjaśnieniami.

Wybór celu

Sprawa nie wydaje się tak oczywista, gdy ma z nami podróżować jeden mały człowiek. Domyślam się, że robi się jeszcze bardziej skomplikowana, gdy podróżuje ich więcej. Ale do meritum. Nie zapytasz przecież rocznego dziecka – czy chce robić babki z piasku czy bawić się w śniegu. Niemniej jednak musisz brać pod uwagę wiele aspektów i wymogów małej istotny. Jeśli planujesz podróż w obrębie naszego kraju, będzie Ci łatwiej. Niezależnie od tego, gdzie pojedziesz, zawsze się dogadasz i załatwisz prawie wszystko (mam tu na myśli ewentualne szukanie aptek czy niespodziewane wizyty u lekarza). Niezależnie od aury pogodowej i nastrojów malucha – poradzisz sobie nawet w najmniejszej wsi w Bieszczadach. Kiedy jednak marzy Ci się zagraniczna podróż, pod uwagę musisz brać chociażby kwestie klimatyczne, zmiany czasowe, ubezpieczenie zdrowotne (i dodatkowe szczepienia), jedzenie czy zakwaterowanie. Jeśli kiedyś wystarczało Wam podróżowanie z bagażem podręcznym na drugi koniec globu, z załatwianiem noclegu na miejscu i jedzeniem byleczego, z dzieckiem niestety nie będzie tak łatwo.

Planując podróż, pomyśl przede wszystkim o jego wygodzie.

Dlaczego my wybraliśmy Wyspy Kanaryjskie? Bo w tym okresie jest tam ciepło, ale nie gorąco, co było niezwykle istotne dla mnie i dla córy. Bałam się zarówno drastycznej zmiany temperatury, jak i innego klimatu, ale dzieci chyba dość szybko adaptują się do nowych warunków. Zdecydowanie szybciej niż ja 🙂 Po drugie, 5 godzin lotu wydawało mi się maksymalnym czasem, który na pierwszy raz jest w stanie przeżyć moje dziecko w jednej przestrzeni. Nina jest żywiołowym malcem i bałam się, że i z tym będzie problem, ale dzielne zniosła podróż, a żaden współpasażer nie chciał nas zamordować, więc chyba można mówić o małym sukcesie. Jeśli jednak masz spokojnego malucha, który prześpi kilka godzin lotu lub będzie w spokoju bawił się na siedzeniu, myślę, że spokojnie możesz myśleć o siedmio-, ośmio- czy nawet dwunastogodzinnym locie. Po trzecie, niezwykle istotne było dla mnie, by był to kraj w obrębie UE. Czemu? Jestem dość przezorna i wolę dmuchać na zimne. Tak wiem, do Afryki czy Azji też dotarła cywilizacja, ale jednak co kraj europejski, to i inne standardy opieki medycznej. Być może to krzywdzące stereotypy, a wszystkim i tak rządzi przypadek – wszak w Polsce, europejskim kraju, też można trafić na Izbę Przyjęć wyjętą żywcem z najgorszego horroru…

Sprawy papierkowe

Oczywistym jest, że wyjeżdżając z dzieckiem za granicę, potrzebujemy dokumentu potwierdzającego jego tożsamość. Nie wystarczy książeczka zdrowia (ale też ją zabierz). Maluchowi przed wyjazdem należy wyrobić paszport lub dowód osobisty. Jeśli więc jeszcze go nie ma, złóż wniosek odpowiednio wcześnie przed wyjazdem. Kolejną ważną sprawą, jeśli planujecie wakacje poza Polską, jest wyrobienie Europejskiej Karty Ubezpieczenia Zdrowotnego (EKUZ), która potwierdza prawo do korzystania na koszt NFZ z niezbędnych świadczeń zdrowotnych w czasie tymczasowego pobytu na terenie innego państwa członkowskiego UE/EFTA. Co ważne, jej wyrobienie jest bezpłatne i zazwyczaj wydawana jest od ręki. Na jeszcze dalsze podróże potrzebna może okazać się również wiza – wszystko zależy od kraju. Prócz podstawowego pakietu zdrowotnego postanowiliśmy wykupić również dodatkowe ubezpieczenie na czas naszego wyjazdu. Całe szczęście z niego nie skorzystaliśmy i być może było to nadgorliwe z naszej strony, jednak miałam większy spokój ducha. Jeśli i Tobie na tym zależy – polecam. Wszak przezorny zawsze ubezpieczony.

Pakowanie walizek

Cała logistyka zaczyna się na dwa-trzy dni przed wyjazdem. Kiedy zaopatrzysz się już we wszelkie niezbędne klamoty, co w naszym przypadku wiązało się z niemałym wydatkiem i nagimnastykowaniem się (znajdź dwulatce sandały w środku zimy!), zabierz się do pakowania. Przemyśl każdą rzecz wkładaną do walizki kilkakrotnie. Ciuchy zroluj, by zajęły jak najmniej miejsca. I najważniejsze – jeśli podróżujecie jak my, 2+1, do każdego dużego bagażu zapakujcie ubrania każdego członka rodziny. Dlaczego pomysł „walizka mamy” i „walizka taty” się nie sprawdzi? A co jeśli jedna z nich zaginie podczas załadunku samolotu i odzyskacie ją dopiero po kilku dniach?

Lepiej być przygotowanym na każdą ewentualność.

Prócz niezbędnej odzieży, butów czy kosmetyków, polecam także zaopatrzyć się w podstawowe leki dla malucha i termometr. Tak wiem, przecież gdzieś zawsze znajdzie się apteka. Tylko czy na pewno będziesz chciała jej szukać w środku nocy, gdy dziecko obudzi się z blisko czterdziestostopniową gorączką? Poza tym, przecież w domu coś już masz, nie będą to więc dla Ciebie dodatkowe koszta, które musiałabyś ponieść na wakacjach. Nawet jeśli ze względu na nadbagaż musiałabyś zrezygnować z jednej pary spodni, uwierz mi – warto. A ciuchy zawsze można przecież przeprać na miejscu, jeśli okaże się, że zabrałaś za mało. Do bagażu podręcznego, prócz najcenniejszych rzeczy, takich jak aparat czy latop, zabraliśmy również jedzenie dla dziecka (dla tych, którzy nie wiedzą – możesz wnieść je na pokład samolotu w ilościach dostosowanych do wieku Twojego malucha), dodatkowe ubranka na zmianę, pieluchy, chusteczki, krem i wszystkie możliwe umilacze świata, czyli zabawki, którymi Nina zajęła się podczas lotu. Co było w plecaku?

Wyjścia awaryjne

Prócz standardów takich jak nowe kolorowanki z naklejkami (tylko one są w stanie przyciągnąć uwagę mojego dziecięca na więcej niż 10 minut) i kredki, zabrałam również jej ulubione pluszaki i kilka mniejszych zabawek, takich jak klocki, dmuchana piłka czy małe figurki. Wszystko zależy od upodobań Twojego szkraba, pamiętaj jednak, aby na czas lotu, dostał coś, czego jeszcze nie zna lub nie pamięta. Równie dobrze może być to jakaś pasjonująca układanka czy książeczka. Całe szczęście podczas naszego lotu córa była tak zafascynowana, że nie musieliśmy uciekać się do przekupstwa i puszczania jej bajek na laptopie, ale również na taką ewentualność byliśmy przygotowani. Jeśli dziecko jest malutkie pamiętaj także o zabraniu smoczka (my zakończyłyśmy już kp, więc tylko ta opcja wchodziła w grę) lub czegoś do picia np. ze słomką. Dzieci dość dotkliwie znoszą zmiany ciśnienia i tylko ruch ssący pomaga im zniwelować nieprzyjemne uczucie w uszach. Jeśli masz taką możliwość, zaplanuj również lot w porze, w której zazwyczaj Twoje dziecko śpi. Chociaż nasza pora była nieoczywista, fakt wczesnego wstawania i multum emocji sprawiły, że swój pierwszy lot samolotem, Nina w połowie przespała, nic nie robiąc sobie z tego, że matce drętwiały ręce od niewygodnej pozycji.

Dokładny plan podróży

Spontany są fajne, ale zaplanowane wakacje, to spokojna i zrelaksowana głowa. A przynajmniej, jeśli chodzi o wakacje z dzieckiem. Owszem, fajnie jest wyskoczyć na weekend za miasto, czy wsiąść w pociąg i pojechać zobaczyć morze. Ale wakacje za granicą, to w moim pojęciu wyższa logistyka. Nie mówię, że musisz od razu mieć zaplanowany każdy dzień co do minuty, ale dobrze jeszcze przed wyjazdem pomyśleć o tym, co chcielibyście zwiedzić i czym będziecie się poruszać. Pozwoli Ci to nie tylko lepiej zaplanować budżet, wszak przejazdy czy bilety wstępu kosztują, ale także przewidzieć ewentualne zamienniki czy plany B i C. Chociaż z dzieckiem wszystko bywa nieprzewidywalne, naprawdę można z nim zwiedzać. Co więcej, mam wrażenie, że zobaczyłam znacznie więcej ciekawych rzeczy, których na pierwszy rzut oka zupełnie bym nie dostrzegła, gdyby nie Nina. Dziecko patrzy na świat zupełnie inaczej i warto mu czasem pozwolić być małym przewodnikiem-odkrywcą. Nawet jeśli kłóci się to z Twoją wizją zwiedzania, jeśli masz taką możliwość…

…wrzuć na luz!

Nie wszystko musi przecież iść zgodnie z planem. Ba! To właśnie te najmniej planowane wydarzenia potrafią być najpiękniejsze. To nic, że nie zjedliście w restauracji, którą wyszukałaś sobie w TripAdvisorze. Herbatniki przegryzane jabłkiem nikomu jeszcze nie zaszkodziły. Spóźniliście się na zachód słońca? Bywa. Rozgwieżdżone niebo jest równie intrygujące dla malucha. W całych tych logistycznych manewrach nie zapominaj o tym, po co wyjechaliście. Żeby odpocząć. I chociaż być może nie będzie to leżenie plackiem kilka godzin na plaży, pomyśl, że nie będziesz mieć na głowie sterty brudnych garów, niewyprasowanych gaci, stosu papierów na biurku w pracy i wiecznie nieugotowanego obiadu. A to chyba można już nazwać odpoczynkiem, czyż nie? Ja pod tym względem wypoczęłam niesamowicie.

Wspomnienia, emocje i nowe umiejętności

Wakacje z dzieckiem to przede wszystkim wspomnienia. Chociaż utrwalane wyłącznie na zdjęciach, filmach i w Twojej głowie, zostaną na długo. To chwila, którą poświęcasz przede wszystkim Waszym rodzinnym relacjom. Masz czas. Nie spieszysz się. Dostrzegasz to, czego w codziennej gonitwie nie zauważasz. A dziecko, ma Cię 24 godziny na dobę. I uwierz mi, niczego więcej do szczęścia nie potrzebuje. Przy Tobie czuje się pewnie i bezpiecznie. Może odkrywać świat i poznawać nowe umiejętności. Podczas naszego wyjazdu Nina rozwinęła się niesamowicie. Zarówno pod względem socjalnym, jak i kinetycznym. Nauczyła się nowych słów, zaczęła precyzyjniej wyrażać emocje. Przywieźliśmy do Polski inne dziecko. Czy gdybyśmy nie wyjechali, nie zdobyłaby tych umiejętności? Zdobyłaby. Być może później, a może po prostu byśmy ich nie zauważyli w natłoku codziennych obowiązków. Patrząc na nią, nie sposób zaprzeczyć staremu przysłowiu, że „podróże kształcą”.

Chociaż fizycznie byłam trochę zmęczona wiecznym bieganiem za tym ruchliwym berbeciem, przywiozłam z wakacji zupełnie inną energię, którą nikt nie napompowałby mnie na miejscu. Odpoczęłam od codziennej gonitwy, od gotowania, sprzątania i pracy zawodowej. A wspomnienia, czas dla siebie i dla rodziny, nowe miejsca i ludzie, to jest to, co ładuje moje akumulatory. Myślę więc, że warto pozwolić sobie na wyjazd, niezależnie od tego czy w kraju, czy za granicą od czasu do czasu. A jeśli masz możliwość wyjazdu ze swoim małym dzieckiem, spróbuj i przekonaj się, czy to forma „odpoczynku” dla Ciebie. Ja polecam ją gorąco! Wiem, że kolejny wyjazd z całą pewnością powtórzymy w tym samym gronie. No chyba, że dziadkowie wproszą się na pokład 😉 Zapewniam, że będą mile widziani!

Styl życia

Jak sobie ustalisz budżet w związku, tak będziesz żyła.

2 kwietnia 2021 / Agnieszka Jabłońska

„Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz.” Te z nas, które pamiętają dobre rady babci, ciotki lub własnej mamy, jeśli jest reprezentantką starszego pokolenia, na pewno dobrze znają to zdanie.

To taka mądrość przekazywana z ust do ust kolejnym pokoleniom kobiet, które wstępowały w związek małżeński. Cytowana co najmniej tak często jak: „Mąż jest głową, a kobieta szyją w rodzinie”.

Dzisiaj jest inaczej! – powiesz mi zaraz. No pewnie, że jest inaczej. Kobiety są wykształcone, świadome i niezależne. Kończą studia, rozwijają sobie pasje. Zakładają firmy, zajmują kierownicze stanowiska, odnoszą sukcesy. Dbają o siebie: fizycznie i psychicznie. W międzyczasie wstępują w związek – partnerski lub małżeński. I część z nich zachowuje tak upragniony work life balance, ma przy sobie świadomego partnera i jest najlepszą wersją siebie. Amen. U części z nas do głosu dochodzą jednak kody kulturowe lub jakieś tajemnicze obszary w mózgu, które sprawiają, że może nie czekamy na męża z pantoflami jak nasze babcie, ale zdecydowanie jesteśmy gotowe do poświęceń. Nasze barki mają wielopokoleniową zdolność do dźwigania ciężarów, a my do odczuwania szczęścia z bycia męczennicami. 

Ciąża – zmiana układu sił 

Kiedy układ sił w domu się zmienia? Tak, tak, dobrze myślisz, gdy kobieta zachodzi w ciążę. Ciąża pociąga za sobą szereg wydarzeń, które nie mieszczą się w biznesowym kalendarzu, szpilki ustępują trampkom, a marynarka bluzie od dresu, biznesowy telefon natomiast zamienia się w telefon do przychodni pediatrycznej. Te zaś, które już wcześniej były męczennica, z uczuciem tryumfu mogą założyć na głowę upragnioną koronę. I teraz znowu się na mnie oburzasz: „Przecież ciąża to coś normalnego! Przecież para podjęła decyzję o dziecku wspólnie!” Zgadzam się z  Tobą, ale popatrz obiektywnie, osobą, której życie wywraca się realnie do góry nogami bez lukru i słodzenia, jest kobieta. 

To może jednak warto zainwestować w dobrą pościel?

Pościelić możesz sobie na różne sposoby. Część kobiet podejmuje się wychowania faceta, jakby dostawały pod swoje czułe skrzydła małego chłopca, który bez nich niczego nie osiągnąłby w życiu i zginąłby marnie pierwszego dnia po ich odejściu. Brawa dla tych pań, wyrazy współczucia dla panów. Żyją później z takim „wychowanym” egzemplarzem i mówią, że są szczęśliwe. Pozostaje w to wierzyć. Niektóre oddają się całkowicie w ręce swojego misia, bo skoro on coś mówi, to przecież wie, a jak coś robi, to przecież musi być dobrze. Uczcijmy minutą ciszy te dziewczynki, które szukają w związku ojca i przewodnika, ale jednocześnie nie dorosły na tyle, by być aż partnerkami.

Większość z nas chce jednak związku partnerskiego. Takiego, w którym mieszkanie jest sprzątane po połowie, gotuje osoba, która lepiej się w tym czuje lub ma więcej czasu. Większość z nas chce dostawać spontanicznie kwiaty i dawać równie spontanicznie czekoladę. Chcemy pracować i zarabiać, dzielić się obowiązkami domowymi i finansowymi, chcemy współtworzyć związek, być 1 do 1, fifty-fifty na równi z naszym partnerem. A później zachodzimy w ciążę… Znowu o tej ciąży! Jak by to była przyczyna wszystkich problemów! O co Ci chodzi? Dziecko to wspaniała zmiana!

Ciąża – wielka zmiana 

Dziecko to ogromna zmiana i jeszcze większa odpowiedzialność. To trudny czas dla związku, dla pary, czas, gdy kobiecie zmieniają się priorytety, gdy w jej psychice zachodzą olbrzymie zmiany. Czas, w którym zmienia się i kształtuje na nowo cała komórka społeczna: rodzina. A o co jest najwięcej kłótni, gdy wszyscy są zmęczeni, zestresowani i próbują dać z siebie 101%? Tak, najczęściej o obowiązki, a później niestety o pieniądze. Po narodzinach dziecka okazuje się, że związki, które funkcjonowały jak szwajcarski zegarek, potrzebują dobrego oliwienia lub po prostu przestawienia priorytetów. 

Chcesz ścielić? Olej to i pracuj nad budżetem! 

To może zamiast pościeli lepiej pracować nad budżetem? I to jest dobra myśl! Bo widzisz, jak sobie ustalisz budżet w związku – a najczęściej usiądziecie z partnerem i przegadacie, jak ma to wszystko wyglądać – tak będziesz żyła. Jeśli od początku kreujesz się na kobietę-herosa, mistrzynię nadgodzin i zwolenniczkę dwóch etatów, która pracy potrzebuje jak powietrza i jest totalnie samowystarczalna, ciężko będzie Ci zmienić pewne rzeczy, gdy przewartościujesz priorytety we własnej głowie. 

Budżet domowy – jak to u Ciebie wygląda? 

Ile par, tyle pomysłów na zarządzanie finansami. Na podstawie obserwacji, uważam, że wyróżnić można cztery główne metody prowadzenia domowego budżetu:

  1. Jedno wspólne konto, do którego wpada wszystko i każdy bierze tyle, ile potrzebuje
  2. Jedno wspólne konto, na które są przelewane środki z dwóch osobnych kont, 
  3. Dwa osobne konta, z których są regulowane wydatki według wcześniejszych ustaleń, 

Każda z tych metod ma swoje plusy i minusy. Co jest wspólne? Jeśli ktoś prowadzi budżet na jeden z przedstawionych sposobów, bardzo ciężko jest mu zmienić styl myślenia. Tak było, jest i będzie, bo to działało, bo tak jest dobrze. Tyle że po zmianie sił w związku – kobieta na urlopie macierzyńskim, opiekuńczym i być może wychowawczym – stare metody dzielenia się kasą zwyczajnie mogą nie działać… 

Zobacz, jakie są najpopularniejsze metody prowadzenia domowego budżetu. Jak jest u Ciebie? 

 

  • Jedno wspólne konto, na które wpływają wypłaty i z którego każdy bierze tyle, ile potrzebuje

 

+ równy dostęp do pieniędzy w związku niezależnie od zarobków
+ pełna kontrola nad finansami sprawowana przez oboje partnerów
+ trudniej wpaść w długi
+ wszystkie wydatki są wspólne
+ łatwiejsze, wspólne gromadzenie oszczędności  

Minusy:
– trudno zrobić drugiej osobie prezent-niespodziankę
– trudno odłożyć własne pieniądze
– trudno ukryć przed partnerem dodatkowe przychody lub wydatki
– partner może kontrolować wydatki i rozliczać drugą osobę 

Co w przypadku narodzi dziecka? 

Pomniejszona pensja kobiety oraz pełna pensja partnera wciąż wpływa na to konto. Oboje partnerzy mogą swobodnie korzystać ze zgromadzonych środków. Wpływają tam również wszystkie świadczenia i benefity na dziecko. W przypadku urlopu wychowawczego kobieta korzysta ze zgromadzonych na koncie środków oraz wynagrodzenia partnera. 

Czy są inne zagrożenia?
Jeśli jedno z partnerów postanowi wypłacić wszystkie pieniądze z konta i odejść, drugie zostanie bez pieniędzy. Jeśli jedno z partnerów będzie miało długi, komornik zajmie wspólne konto i wszystkie znajdujące się na nim środki mimo braku ślubu lub przy rozdzielności majątkowej. 

 

  • Jedno wspólne konto, na które są przelewane środki z dwóch osobnych kont

 

+ wyraźny podział pieniędzy na wspólne i osobiste
+ większa niezależność w wydawaniu osobistych pieniędzy
+ możliwość robienia prezentów-niespodzianek sobie lub partnerowi
+wspólne podejmowanie decyzji o wydatkach domowych
+ wspólne oraz niezależne gromadzenie oszczędności 

Minusy:

– miesięczna opłata za trzy konta
– konieczność pamiętania o przelewie na wspólne konto
– trudności z podzieleniem wydatków osobistych i wspólnych
– nieporozumienia w ustalaniu kwoty, która jest przelewana na konto wspólne 

Co w przypadku narodzi dziecka? 

Pomniejszona pensja kobiety wpływa na jej osobiste konto. Partnerzy muszą podjąć wspólną decyzję, jaką sumę kobieta przekazuje do budżetu domowego. Jeśli podział nie zostanie dokonany sprawiedliwie, mogą ucierpieć wydatki osobiste kobiety. Świadczenia i benefity na dziecko wpływają na konto partnerki lub partnera, dlatego konieczne jest ustalenie, ile kosztuje miesięczne utrzymanie dziecka i kto płaci za rzeczy dla niego. Na urlopie wychowawczym kobieta nie ma źródła dochodów, jest więc zależna od przelewu na wspólne konto, który wykona partner. 

Jakie są inne zagrożenia? 

Jeśli jedno z partnerów zdecyduje się odejść ze wspólnymi pieniędzmi, strata będzie mniejsza niż w przypadku jednego wspólnego konta. Oczywiście przy założeniu, że każdy z partnerów oszczędzał również swoje pieniądze. Jeśli jeden z partnerów ma długi, komornik może zająć wspólne konto, a w przypadku wspólnoty małżeńskiej, współmałżonek będzie solidarnie odpowiadał za długi. 

 

  • Dwa osobne konta, z których są regulowane wydatki według wcześniejszych ustaleń 

 

Plusy:

+ pełna niezależność finansowa od partnerki lub partnera
+ możliwość ukrywania własnych przychodów i wydatków 

Minusy:
– przy braku dyscypliny bałagan w domowym budżecie
– kłótnie o pieniądze i procentowy udział w utrzymaniu domu

Co w przypadku narodzi dziecka? 

Na konto kobiety wpływa pomniejszone wynagrodzenie, z którego musi pokryć określone wcześniej z partnerem opłaty. Jeśli procentowy udział w domowym budżecie nie zostanie na nowo przedyskutowany, może okazać się, że kobiecie brakuje pieniędzy na bieżące wydatki takie jak: jedzenie, czy środki czystości. W przypadku urlopu wychowawczego kobieta nie dysponuje własnymi pieniędzmi i nie ma dostępu do pieniędzy partnera. Jest więc od niego całkowicie zależna finansowo. 

Jakie są inne zagrożenia? 

Każde z partnerów ma swoje pieniądze, więc zachowuje niezależność. Jeśli para jest w związku małżeńskim, jeden z małżonków może zaciągnąć zobowiązania finansowe, wpaść w długi bez wiedzy drugiej osoby. Warto pamiętać, że zgodnie z art. 30 Kodeksu cywilnego oboje małżonkowie są solidarnie odpowiedzialni za zobowiązania, które zaciągnęło jedno z nich. Dlatego przy dwóch całkowicie osobnych kontach warto pomyśleć o rozdzielności majątkowej. 

Budżet domowy,  która metoda najlepsza? 

Myślę, że dla wielu z nas odpowiedź jest jasna: wspólne konto. Chcemy mieć pewność, że tworzymy z partnerem rodzinę i działamy w tym projekcie wspólnie na wszystkich płaszczyznach również finansowej. Chcemy dzielić się pieniędzmi, które zarabiamy solidarnie, tak jak dzielimy się obowiązkami, a gdy okaże się, że w danym okresie w życiu potrzebujemy więcej wsparcia – ciąża, urlop macierzyński, opiekuńczy, czy wychowawczy – chcemy je otrzymać bez proszenia.

Będą wśród nas również takie kobiety, które nigdy nie zrezygnują z niezależności finansowej, które mogą się podzielić z partnerem swoimi pieniędzmi, ale na ściśle określonych warunkach. Kwestia wychowania lub życiowego doświadczenia. Lub po prostu jesteśmy lepiej wykształcone, bardziej przedsiębiorcze i zaradne i zarabiamy więcej niż nasz partner. Może miałyśmy w życiu więcej szczęścia, byłyśmy na pewnym etapie bardziej pracowite i bardziej skłonne do ponoszenia ryzyka, jesteśmy bogate z domu. W takiej sytuacji bardzo dobrą opcją jest pozostawienie konta osobistego i przelewanie ustalonej kwoty na konto wspólne, do którego oboje partnerzy mają dostęp. Dzięki temu zachowujemy niezależność, nie musimy dzielić się informacjami o naszych przychodach, pensji, premiach, dodatkowych źródłach dochodu i możemy dbać o finanse osobiste – budować poduszkę finansową, sprawiać sobie i partnerowi (jeśli mamy na to ochotę) małe lub większe przyjemności. 

Dla wielu z nas jednym słusznym wyjściem będzie osobne i całkowicie niezależne konto oraz podział, kto i za co płaci. Wolimy zrobić zakupy spożywcze i zapłacić w aptece, niż przelewać środki na wspólne konto. Najczęściej tak jest po prostu wygodniej. Moim zdaniem to opcja, która świetnie sprawdza się na początku związku, gdy para rozpoczyna wspólne prowadzenie gospodarstwa. W sytuacji, gdy partnerzy planują wspólnie dziecko, taki podział może okazać się dla kobiety trudny, a nawet niesprawiedliwy. To, jak będzie życie wyglądało w rzeczywistości, zależy od ustaleń i indywidualnego podejścia do kwestii finansowych obojga partnerów. 

Czy w takim razie kobieta-mama powinna mieć swoje pieniądze? Na to pytanie postaram się odpowiedzieć w kolejny artykule! 

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo