Change font size Change site colors contrast
Ciało

Body shaming ma się dobrze. Dlaczego nawet obrońcy kobiet wciąż je seksualizują?

29 stycznia 2023 / Daniel Kotliński

Zjawisko body shamingu, polegające na poniżaniu lub dyskryminowaniu ludzi (głównie kobiet) ze względu na wygląd, jest silnie zakorzenione we współczesnej popkulturze, napędzanej nieustanną (nad)produkcją treści z mediów społecznościowych.

Z oczywistych względów skala tego zjawiska staje się szczególnie widoczna w kontekście celebrytek - kiedy w sieci pojawi się nieretuszowane zdjęcie czy film. W ostatnich tygodniach temat wracał dwukrotnie ze względu na Rihannę. Internet podzielił...

Zjawisko body shamingu, polegające na poniżaniu lub dyskryminowaniu ludzi (głównie kobiet) ze względu na wygląd, jest silnie zakorzenione we współczesnej popkulturze, napędzanej nieustanną (nad)produkcją treści z mediów społecznościowych. Z oczywistych względów skala tego zjawiska staje się szczególnie widoczna w kontekście celebrytek – kiedy w sieci pojawi się nieretuszowane zdjęcie czy film. W ostatnich tygodniach temat wracał dwukrotnie ze względu na Rihannę. Internet podzielił się na „shame’ujących” oraz obrońców, a komentarze z obydwu stron pokazują tylko, jak daleko zaszliśmy w seksualizacji kobiecego ciała.

Grand Kadooment to narodowe święto na Babradosie, a zarazem finałowy dzień festiwalu Crop Over. Jego tradycje sięgają końca XVII wieku i – jak sama nazwa wskazuje – organizowano go, by uczcić zakończenie zbiorów trzciny cukrowej. Rihanna, najsłynniejsza ‘córa Barbadosu’, jak co roku wybrała się na zabawę, ponownie robiąc furorę w sieci serią zdjęć w barwnym, ciężkim od biżuterii, stroju z piórami. A że to Rihanna – internet oszalał. Śledzona przez ponad 53 miliony osób na Instagramie gwiazda po raz kolejny stała się powodem do dyskusji na temat body shamingu.

 

the @aura_experience caught by @dennisleupold #BARBADOS #cropover2017 #culture

Post udostępniony przez badgalriri (@badgalriri) 7 Sie, 2017 o 1:44 PDT

Podobna “afera” z jej udziałem miała miejsce pod koniec maja, gdy na portalu Barstool Sports ukazał się dosyć obrzydliwie zatytułowany artykuł Is Rihanna Going to Make Being Fat the Hot New Trend? (ang. Czy Rihanna uczyni z bycia grubą nowy trend?). Jego autor bez żadnych skrupułów zastanawiał się, czy czeka nas (a raczej – facetów) świat “kobiet o kształtach [sterowca] Hindenburga” i podkreślał, że “zaniedbanie się” wokalistki może doprowadzić do sytuacji, w której “najgorętsze laski będą wyglądać jak ludzie z [bajki] Wall-E”.

Po szerokiej krytyce, artykuł, zapewne obliczony na wygenerowanie dużej ilości kliknięć, szybko został zdjęty, ale bynajmniej nie ze względu na to, że był mizoginistyczny i poniżający – dla naczelnego okazał się po prostu „niewystarczająco zabawny”.

W dobie plotkarskiego szaleństwa, nawet portale, które jednoznacznie przeciwstawiają się nazywaniu Rihanny “grubą” i starają się ją bronić, także poruszają się w obrębie skrajnie seksualizującego dyskursu. Jak zwraca uwagę portal Highsnobiety, kobiece ciało nigdy nie powinno stanowić pożywki dla mas, a nawet do pozytywnej oceny postury piosenkarki często wykorzystuje się niejednoznaczne, nacechowane rasowo określenia (thick, thicc). Na tym portalu autor, pełen dobrych intencji, przedstawia serię zdjęć RiRi w hipnotyzującym stroju, poddając analizie jej kształty z różnych ujęć: “(…) pokazujemy zdjęcia jej ciała w zbliżeniu – WY DECYDUJECIE [czy jest gruba – red.]”.

Publikacja serii zdjęć z festiwalu mogłaby być świetnym pretekstem do opowiedzenia czegoś na temat fascynującej kultury Barbadosu czy silnego poczucia lokalnego patriotyzmu, którego regularnie daje wyraz Rihanna. Tymczasem absolutnie jedynym powodem do powstania kilkudziesięciu artykułów jest… ciało. To oczywiście nic wyjątkowego – paskudne komentarze dotyczące wyglądu Beyonce po tym, jak zaszła w ciążę, czy Kim Kardashian z tego samego powodu albo Lady Gagi po występie na Super Bowl – ciało celebrytek zdaje się być ‘dobrem wspólnym’, do oceny którego ma prawo każdy.

Powyżej uszu miała już tego Jennifer Aniston, która w zeszłym roku wystosowała list otwarty skierowany do tabloidów, podkreślając, jak odczłowieczające nagłówki, koncentrujące się na “sławnych brzuchach”, niszczą podmiotowość kobiet. – Czy ona jest w ciąży? A może je za dużo? Zapuściła się? Czyżby w jej małżeństwie coś się psuło, ponieważ obiektyw wychwycił jakieś fizyczne “niedoskonałości”? – mogliśmy przeczytać. Aniston za wariactwo związane z chorobliwą fascynacją partiami kobiecego ciała obwinia właśnie żądnych “hot newsów” papparazzi i miejsc, w których publikują treści. W najnowszej rozmowie opublikowanej w  Vogue, Aniston została zapytana o to, czy w jej perspektywie, po roku od napisania apelu, coś się zmieniło. – Nieszczególnie (…). Jeśli chodzisz z widocznymi sutkami, albo twój brzuch jest trochę obwisły, może nie ważysz tyle, ile byś chciała – jesteś idealna bez względu na to wszystko – tłumaczy.

Informację o tej rozmowie podał polski plotkarski serwis, przyznając kobietom prawo do bycia tym, kim chcą (i jak chcą). Co prawda, wątpliwość autorki wzbudził fragment o widocznych sutkach, ale to byłoby jeszcze to przełknięcia.

Jednak tuż pod tekstem znajduje się link do kolejnej historii, zatytułowanej: Angelina Jolie przyłapana bez stanika! Tak paradowała [podkreślenie – red.] po ulicy.

Język, jako kulturowo nacechowane narzędzie, odgrywa kluczową rolę w naszym rozumieniu tego, co piękne (a więc szczupłe, akceptowalne) i brzydkie (grube, niedopuszczalne). Jeżeli nie chcemy, aby kolejne pokolenia dziewczynek i kobiet żyły w poczuciu winy ze względu na to, jak wyglądają, zwracajmy uwagę na to, w jaki sposób komentujemy otaczającą nas rzeczywistość, i w związku z tym – jaki wzorzec urody przekazujemy dalej. Tylko wtedy jest szansa, że za jakiś czas tego typu billboardy nie będa nikogo wpędzać w kompleksy powodowane nierealistycznym wyobrażeniem kobiecego ciała.

Felieton

„Szczęśliwa mama, to szczęśliwe dziecko”? Bzdura.

26 września 2017 / Aga Pękała

Prawda jest taka, że szczęśliwe dziecko, to takie, które ma mamę w zasięgu.

  Zacznijmy od tego, że każda z nas ma inne potrzeby w tej materii. Każda z nas potrzebuje czegoś innego, żeby czuć się spełniona. Dla większości z nas rola matki to tylko jedna z ról, jakie chcemy pełnić w życiu. Dla niektórych najważniejsza jest kariera, dla innych związek z ukochaną...

Prawda jest taka, że szczęśliwe dziecko, to takie, które ma mamę w zasięgu.

 

Zacznijmy od tego, że każda z nas ma inne potrzeby w tej materii. Każda z nas potrzebuje czegoś innego, żeby czuć się spełniona. Dla większości z nas rola matki to tylko jedna z ról, jakie chcemy pełnić w życiu. Dla niektórych najważniejsza jest kariera, dla innych związek z ukochaną osobą. Wszystkie odpowiedzi są właściwe. Są też kobiety, dla których macierzyństwo to rola najważniejsza, która je określa w społeczeństwie.

Jestem jedną z nich. Człowiekiem – matką.

 

W zasadzie wszystkie inne role, które pełnię w życiu, są tylko ozdobnikami, dodatkami do tej najważniejszej. Co wcale nie znaczy, że nie mam ambicji i chcę być tylko tym. Kiedyś przecież nie byłam mamą i całkiem dobrze mi się żyło.

Miałam zawsze potrzebę, żeby coś tworzyć. Pewnie ta właśnie potrzeba zmotywowała mnie, żeby podjąć pracę, kiedy poczułam, że jestem na to gotowa. Powrót do pracy po urlopie macierzyńskim jest w tej chwili mniej bolesny, niż kilka lat temu. Możemy nacieszyć się czasem z dzieckiem nieco dłużej. Opieka nad maluchem to nie jest spacerek po parku. Łatwiej porównać to do przerzucenia tony węgla. A płaca zerowa. Zresztą, pomijając kwestię hajsu, mimo że to kasa zazwyczaj przeważa szalę, decyzja o powrocie do pracy dla większości z nas jest, w różnym stopniu, trudna. Dla niektórych mniej, dla niektórych bardziej.

Ja nadal mam wrażenie, że opuściłam moje dzieci, mimo że minęło półtora roku, a moja młodsza córka ma prawie trzy lata. Dla niektórych mam praca jest ich kolejnym dzieckiem i czują szczęście mogąc zajmować się dzieckiem i pracą zaraz po porodzie. Każda z nas czuje ten temat inaczej, i to jest w porządku. Grunt, żeby czuć się dobrze ze swoimi decyzjami.

Cieszę się, że jestem pracującą mamą, bo praca daje mi inną perspektywę. Daje mi wolność finansową. Odrobinę wytchnienia i niezależności. Te kilka godzin, które zostaje mi każdego dnia, staram się jednak spędzić jak najbliżej moich dzieci i szkoda mi trwonić go na cokolwiek innego, nawet jeśli jest to jakaś aktywność, której potrzebuję, żeby poprawić sobie samopoczucie. Skręca mnie, kiedy słyszę slogany „szczęśliwa mama, to szczęśliwe dziecko”, bo prawda jest taka, że szczęśliwe dziecko to takie, które ma mamę w zasięgu. Dziecko nie potrzebuje nic poza tym do szczęścia. A to hasło jest zbyt często nadużywane. Ja nie twierdzę, że mamy się zakuwać w kajdany i być niewolnicami macierzyństwa przez całą dobę, dopóki dziecko nie będzie pełnoletnie. Każda z nas zasługuje na chwilę relaksu i pobycia samą ze swoimi myślami od czasu do czasu. To hasło dla mnie znaczy tyle, że mamy obowiązek pamiętać o zachowaniu równowagi. Bo my jesteśmy ważne na równi z dzieckiem. Ale kiedy szastają nim kobiety, które pracują na pełen etat, a do tego jeszcze „realizują się” na sesjach jogi, warsztatach językowych, a na weekendy podrzucają dziecko dziadkom, żeby móc odpocząć, to ja się mocno zastanawiam, czy by im nie zaproponować oddania dziecka do adopcji.

Dziecko to nie może być dodatek do życia. To hasło stało się dla niektórych kobiet wymówką. A ta chwila spokoju, o której każda z nas marzy, powinna trwać dla niektórych praktycznie cały czas. Mieć ciastko i zjeść ciasto. I jeszcze, żeby w cycki poszło.

Drogie mamy, zwłaszcza te zmęczone pracą, zasługujecie na medal, zasługujecie na koronę ze złota, zasługujecie na odpoczynek. Ale może będziecie musiały nieco poczekać, aż to wszystko dostaniecie. Może nawet długo. Niestety, wszechświat lubi równowagę. Zmęczenie dostajemy w pakiecie z tymi słodkimi stópkami, małymi rączkami oplatającymi nam szyje i każdym „kocham cię, mamo”. To pewnie było na umowie gdzieś drobnym druczkiem, bo ja też nie doczytałam.

Łatwiej będzie Wam i Waszym dzieciom z Wami, kiedy się z tym pogodzicie. A zamiast kolejny raz rozmyślać o swoich niezrealizowanych planach na wieczór i o tym, jak bardzo macie dosyć, pomyślicie o tym, że dla swojego dziecka jesteście centrum wszechświata. I jedyne czego ono chce, to być blisko. Więc nawet jeśli dzień jest trudny, w pracy same dramaty i macie po dziurki w nosie wszystkiego, przytulcie swoje małe mocno. Te kilka lat, kiedy faktycznie Was potrzebują, mija tak szybko, że zanim się obejrzycie, będzie za późno, żeby dać im poczucie, że jesteście tu dla nich. Bo przecież tak właśnie jest, prawda?

 

This error message is only visible to WordPress admins

Error: No connected account.

Please go to the Instagram Feed settings page to connect an account.

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo