Change font size Change site colors contrast
Felieton

10 powodów, dla których kochamy Ikeę*

19 marca 2018 / Magdalena Droń

Legendarne klopsiki, darmowe ołówki, meble do samodzielnego skręcania i hot dogi za złotówkę.

Z tym właśnie większości Polaków kojarzy się szwedzka IKEA. Chociaż nie wszyscy są jej zwolennikami i zarzucają jej bylejakość, tandetę i kartonowy design, od lat wyposaża nasze domy, zmieniając wystrój niejednego PRL-owskiego M3. W dzisiejszym wpisie chciałabym pokazać Wam cały jej koncept z nieco innej strony. Bo przecież czasem chodzi...

Legendarne klopsiki, darmowe ołówki, meble do samodzielnego skręcania i hot dogi za złotówkę. Z tym właśnie większości Polaków kojarzy się szwedzka IKEA. Chociaż nie wszyscy są jej zwolennikami i zarzucają jej bylejakość, tandetę i kartonowy design, od lat wyposaża nasze domy, zmieniając wystrój niejednego PRL-owskiego M3. W dzisiejszym wpisie chciałabym pokazać Wam cały jej koncept z nieco innej strony. Bo przecież czasem chodzi o coś więcej niż tylko szafy do samodzielnego montażu, przy których pokłóciła się niejedna para…

Już na początku Was uprzedzę – to NIE jest materiał sponsorowany. Powstał z potrzeby ducha i serca, przepełnionego miłością do tej szwedzkiej sieciówki (a może po prostu stęskniłam się za przechadzkami pomiędzy kolejnymi aranżacjami pomieszczeń, według trasy wyznaczonej przez magiczne strzałki). Będzie do bólu subiektywnie, ale może moje argumenty przekonają „niewiernych”, którzy mniej przychylnym okiem patrzą na sklepy sieci IKEA? Chociaż znając naszych rodaków, zawsze znajdzie się ktoś, kto za Gombrowiczem powie: „No jak zachwyca, jak nie zachwyca?”

Tworzy DLA ludzi i z myślą o ich POTRZEBACH

IKEA jest jednym z niewielu miejsc, w których czuję się jak w domu. Nie chodzi o to, że to salon meblowy. Chodzi mi o atmosferę. O to, co unosi się w powietrzu (oprócz zapachu kawy i jedzenia oczywiście). To uczucie, które sprawia, że przestrzeń, w której jestem, staje się dla mnie komfortowa. Nie czuję napięcia jak w innych wnętrzarskich sklepach, w stylu „kup mnie!”, „jestem w promocji”, „tak ładnie mnie oświetlili, musisz mnie wybrać”. IKEA stara się wejść w głowy swoich klientów i zrozumieć, jak wygląda ich domowe życie. A dopiero później dostosować produkty do ich potrzeb, a nie odwrotnie. IKEA traktuje ludzi bardziej jak przyjaciół niż klientów. Nie czuję się tam do niczego przymuszana. Mogę wszystko przetestować, wypróbować, a nawet zdrzemnąć się na materacu. Czy jeszcze kilkanaście lat temu ktokolwiek wpadłby na ten pomysł w Polsce? Szczerze wątpię. Dziś stało się to normą i jestem z tego niebywale zadowolona.

Pamięta o najmłodszych i projektuje wspólnie z nimi

Jako mama zawsze zwracam szczególną uwagę na to, czy dane miejsce, sklep, restauracja czy urząd, dostosowane jest nie tylko do moich potrzeb, lecz przede wszystkim potrzeb mojego dziecka. A jak każdy rozbrykany brzdąc, bywa ono wymagające. Nic więc dziwnego, że kolejny plus należy się sieci IKEA za dbałość o najmłodszych. Zaczynając od zwykłych przewijaków, które całe szczęście stały się już niezbędnym minimum w naszym kraju (nawet w PKP!), przez pokoje dla rodziców z małym dzieckiem, kąciki do karmienia, maleńkie toalety, świetne i kreatywne przestrzenie do zabaw, na darmowych pieluszkach kończąc. IKEA dba o najmłodszego klienta i stara się przystosować do niego przestrzeń jak najlepiej. Żeby tego było mało, wchodzi w interakcję z dzieciakami, bo wie, że to właśnie maluchy są najsurowszymi krytykami i od tego, jakie wrażenie zaszczepią w ich głowach, będzie zależał sukces sieci w przyszłości. Nic więc dziwnego, że w tym roku po raz czwarty IKEA zaprosiła dzieci z całego świata do stworzenia pluszaka marzeń w ramach kampanii społecznej „Zabawa to poważna sprawa”. Spośród 87 tys. nadesłanych prac wybranych zostało tylko pięć rysunków, w tym propozycja z Polski (Natalka – Twoja uśmiechnięta foka na pewno zagości w pokoju mojej córki). Zwycięskie rysunki będą inspiracją do stworzenia limitowanej serii zabawek SAGOSKATT, która pojawi się w sklepach IKEA jeszcze w 2018 roku. Tak to się dzisiaj robi!

Polityka zrównoważonego rozwoju i dbałość o środowisko

Kolejna, niezwykle istotna dla mnie kwestia, to właśnie pozytywny wpływ na ludzi i środowisko. Wiadomo, że wiele firm i koncernów przyłącza się do wszelakich akcji ratowania planety, wpłaca datki na fundacje charytatywne i wspiera lokalne inicjatywy. IKEA robi coś więcej. Nie tylko zmienia odpady w surowce, ale także pozyskuje żywność i materiały w odpowiedzialny sposób, by chronić środowisko naturalne. Stale dąży także do niezależności energetycznej i przełącza się na energię odnawialną (od 2009 roku IKEA Group przeznaczyła 2,1 mld euro na zakup własnych farm wiatrowych i urządzeń do wytwarzania energii słonecznej). Chcecie konkretów, proszę bardzo: w asortymencie Ikei znaleźć możemy jedynie oświetlenie wykonane w energooszczędnej technologii LED, a 100% bawełny używanej w produktach Ikei pochodzi z bardziej zrównoważonych źródeł. Ciekawym konceptem, który testowany jest już w kilku miastach na świecie, jest wynajem mebli. Tak dobrze czytacie. Jesper Brodin, prezes grupy IKEA, podczas forum ekonomicznego w Davos powiedział, że firma myśli o wdrożeniu nowej, bardziej ekologicznej opcji zaopatrywania ludzi w meble. Podkreślał, że znaczna część klientów nie chce posiadać tak dużej liczby przedmiotów z troski o środowisko. Dlatego właśnie oferowanie mebli w modelu „używaj nie posiadaj” mogłoby odpowiadać wszystkim, którzy często się przeprowadzają. Model ten idealnie wpisuje się zarówno w strategię zrównoważonego rozwoju IKEA i ma pozytywny wpływ na środowisko, lecz także ruch minimalizmu, który zyskuje sobie przecież coraz większe grono sympatyków na całym świecie. Czekam na testy w Polsce!

Fenomenalne pomysły marketingowe

Ze względu na swoje zainteresowania i wykształcenie, z zapartym tchem śledzę wszystkie niekonwencjonalne realizacje marketingowe. Ikei i zatrudnianym przez nią agencjom nie brakuje pomysłów na kampanie, które odbijają się szerokim echem na całym świecie. Nawet na naszym rodzimym poletku działo się już tyle, że trudno to wszystko pozbierać w jednym miejscu: kawalerka IKEA na dworcu w Warszawie, spotkania integrujące sąsiadów, kuchnia IKEA. To tylko wyimek działań w reklamowym oceanie szwedzkiej sieci sklepów. Moim absolutnym faworytem jest kampania #jesiennezmiany realizowana przez Grey Group Poland. To właśnie ona wstrząsnęła jakiś czas temu polskim Internetem. W reklamie pojawia się prawdziwa rodzina, w prawdziwym mieszkaniu z swoją prawdziwą (jakże poruszającą) historią. Te ulotne chwile codzienności są do bólu rozczulające: tańcząca w bieliźnie mama z ciążowym brzuszkiem, tata biorący prysznic, rzut zużytą pieluchą i zasypiający maluch. A gdzieś w tle zupełnie nierzucające się w oczy meble z Ikei. Mistrzostwo gatunku. Co ważne, nie tylko materiały outdoorowe i audio-wizualne są mocną stroną marki. Świetnym przykładem w druku może być umieszona w szwedzkim magazynie dla kobiet „Amelia” i na pierwszy rzut oka niczym nieróżniąca się od innych reklam firmy realizacja szwedzkiej agencji Åkestam Holst. W centrum strony zdjęcie przedstawiające łóżeczko dla dziecka SUNDVIK i cena mebla. A nad nim, zaskakujący napis, który oznajmia: „Nasikanie na tę reklamę może zmienić twoje życie”. Na dole strony umieszczono bowiem test ciążowy, którego pozytywny wynik oferuje rabat w Ikei na prezentowane łóżeczko. Czy to nie jest genialne?!

Miejsce spotkań i rodzinnych spacerów

Większości mężczyzn IKEA kojarzy się z niekończącymi się wędrówkami, które do niczego nie prowadzą. Są dla nich męczarnią i totalną nudą. Dla kobiet zaś, takie spacery mają wręcz działanie terapeutyczne i poprawiające krążenie. Oczywiście, moje spostrzeżenia mogą być krzywdzące ze względu na stereotypowe uogólnienia, jednak obserwując polskie rodziny w Ikei, ciężko wysnuć inne wnioski. Przyjeżdżają do sklepu tłumnie, nawet wtedy, gdy niekoniecznie chcą coś kupić. Przyjeżdżają, bo jak twierdzą – szukają inspiracji. Czy zawsze chodzi o pomysły na urządzenie mieszkania? Nie. Często jest to tylko wymówka do spędzenia czasu razem, w przytulnej przestrzeni i miłej atmosferze. W Ikei przecież każdy znajdzie coś dla siebie – dzieciaki pobawią się nowymi zabawkami i wybiegają między sklepowymi realizacjami, mąż wypróbuje każdy materac i kanapę, a żona – będzie miała chwilę tylko dla siebie i swoich myśli. Albo na kawę z koleżankami i rodzinny obiad, po którym nie będzie trzeba zmywać. Dla każdego coś miłego.

Meble kupujesz od ręki i samodzielnie składasz w domu

Chociaż dawno minęły już czasy, że za meblami czekało się w długich kolejkach, wciąż zdarza się, że na wymarzony model sofy czy mebli kuchennych w salonie XYZ trzeba poczekać. W Ikei wszystko dostajesz od ręki. A właściwie sam wszystko sobie kompletujesz i przywozisz z magazynu. Dzięki takim sklepom jak ten, Twój mężczyzna może się poczuć jak prawdziwy bohater domu (e… nie, to chyba było z innej reklamy) i przypomnieć sobie czasy dzieciństwa. Beztroskie majsterkowanie, skręcanie i montowanie, które sprawia, że jego kobieta staje się coraz szczęśliwsza. Pomyśl, ile to dla niego frajdy! A jeśli Ty zdecydujesz się na złożenie regału na książki? Będziesz mieć jeszcze większą satysfakcję, że dokonałaś tego sama! Działa na ego lepiej niż niejedna sesja u terapeuty!

Zwroty

Czy wiesz o tym, że sklepy IKEA umożliwiają Ci „testowanie” swoich produktów w warunkach domowych przez okrągły rok? Jeśli po tym czasie się rozmyślisz, możesz spakować przedmiot do auta, odwieźć go i po okazaniu dowodu zakupu odzyskać wszystkie lub część (jeśli zwracany produkt był użytkowany w sposób wykraczający poza sprawdzenie czy spełnia on swoje funkcje, np. ślady, takie jak zabrudzenia, rysy, wgniecenia) wydanych pieniędzy. To znacznie lepsza opcja niż ustawowe 14 dni od daty zakupu, czyż nie?

Ponadczasowy design i szwedzki minimalizm

Nie ulega wątpliwości, że szwedzkim stylem urządzania wnętrz zachłysnęli się wszyscy Polacy. Nawet jeśli otwarcie się do tego nie przyznają, podoba im się ta prostota, funkcjonalność i urządzanie małych wnętrz z wykorzystaniem jak największej powierzchni do przechowywania (oj jesteśmy narodem zbieraczy). Dodajmy do tego jasne barwy, ponadczasowe linie i praktyczne rozwiązania, które sprawdzają się w naszych ciasnych mieszkaniach – przepis na remont gotowy.  A jeśli mamy zapłacić za to o połowę mniej niż u konkurencji? Tym bardziej jesteśmy kontent.

Polska produkcja

Wiele osób zarzuca Ikei, że produkty w niej sprzedawane nie są rodzimej produkcji. Błąd! Jak podaje najnowszy raport „IKEA. Made in Poland”:

Choć pierwszy sklep IKEA otworzyliśmy w Polsce dopiero w 1990 r. (na warszawskim Ursynowie), to nasze związki z krajem są o wiele dłuższe, bo sięgają początku lat 60. W 1961 r. IKEA zawarła pierwszy kontrakt z polskim przedsiębiorstwem państwowym Fameg. Dziś współpracujemy z ponad 70 dostawcami z Polski, a w kraju działa 16 fabryk IKEA Industry. Polska zajmuje drugie miejsce po Chinach pod względem wielkości produkcji dla IKEA. Produkty z Polski są sprzedawane w sklepach na całym świecie.

Z tym większym więc sentymentem powinniśmy spoglądać na Ikeę i lansowane przez nią trendy, które wpływają znacząco również na zmiany krajowej gospodarki od ponad 50 lat!

Darmowa kawa dla klubowiczów i pyszne klopsiki

Niezaprzeczalny atut, który chyba nie wymaga dodatkowych wyjaśnień. Wystarczy spróbować, że się tak wyrażę – organoleptycznie.

Słowem podsumowania – marka IKEA dba o swój wizerunek, nie boi się wyzwań i śmiałych pomysłów marketingowych. W mojej opinii konkurentów zostawia daleko w tyle, nie tylko pod względem wyników sprzedażowych, lecz także zaangażowania w życie społeczne swoich odbiorców. Wisienką na torcie jest wirtuozerskie zarządzanie swoim wizerunkiem w świecie medialnym.

Niezależnie od tego więc, czy zakochałaś się w Ikei, czy wciąż wasz związek można opisać statusem „to skomplikowane”, liczę na to, że dzięki tym kilku faktom spojrzałaś na szwedzką sieciówkę nieco inaczej, nie tylko przez pryzmat legendarnych klopsików 😉

 


*Tak, dobrze widzicie – IKEĘ! Nie „IKEA”. Bo tak się dziwnie składa, że w polszczyźnie odmieniamy wszystko to, co odmienić można. I chociaż szwedzka sieciówka konsekwentnie podtrzymuje, zapewne ze względów marketingowych, stanowisko nieodmiennej formy skrótowca, przez co w mediach słyszymy zwykle o „promocjach w IKEA”, jako językoznawca zachęcam Was do deklinacji. Owszem, Słownik Ortograficzny PWN podkreśla, że odmieniać Ikei nie trzeba, ale można. A zatem: nie ma Ikei (D.), przyglądam się Ikei (C.), widzę Ikeę (B.), współpracuję z Ikeą (N.), mówię o Ikei (Ms.), moja ukochana Ikeo (W.)! A jeśli z jakichś przyczyn nie odpowiada Ci żadna z form, przed słowem IKEA możesz użyć innego odmienionego rzeczownika np. sklep IKEA – sklepów IKEA.

Styl życia

Less waste i minimalizm – czy do tanga potrzeba dwojga?

18 lutego 2020 / Agnieszka Jabłońska

Dwie idee, dwa nurty.

Minimalizm – mieć mniej, żyć bardziej i less waste – marnować mniej, przetwarzać więcej, nie kupować i nie marnować.

Tak się składa, że w codziennym życiu łączę minimalizm z less waste. Staram się zachować balans i równowagę. 

Po kilku latach mogę powiedzieć jedno: jest to spokojnie możliwe i – jak wszystko w życiu – wymaga wypracowania nawyków. Trochę uwiera na początku, a później staje się przyjemną rutyną. Pomyślałam, że może Cię to zainteresuje.

Pewnie zastanawiasz się teraz, co drogie czarno-białe meble mają wspólnego z gotowaniem obiadów z resztek i używaniem płatków kosmetycznych ze starego ręcznika. 

Być może ja po prostu obracam się w takich kręgach, ale znam ludzi i domy, gdzie less waste i minimalizm dobrze ze sobą grają. Sprawdź koniecznie książkę – reportaż Marty Sapały „Mniej”- wypożycz, posłuchaj, ściągnij na czytnik, przeczytaj! 

 

Po co Ci to całe zamieszanie? 

Chociażby po to, żeby spać spokojniej, budzić się bardziej wypoczętą. Iść drogą, która ma jasno określony kierunek z lekką głową i ciężkim portfelem. Być „tu i teraz” i cieszyć się wolno płynącym czasem. Pielęgnować relacje i dbać o swoje sumienie. Robić dla innych coś bez wysiłku i stąpać po Ziemi ostrożnie, nie robiąc nikomu świadomej krzywdy. Chciałabym Ci to ułatwić, więc przygotowałam listę punktów wspólnych dla minimalizmu i less waste. Szybko przekonasz się, że żyjąc zgodnie z ideą niemarnowania, masz dużą szansę zostać minimalistką. A jeśli już deklarujesz się, jako osoba, która nie potrzebuje wiele, przy odrobinie wysiłku i zaangażowania, możesz stać się specjalistką od less waste. 

Po 6 latach postanowiłam – nareszcie! – nazywać siebie minimalistką. Stwierdziłam, że mogę mieć coś do powiedzenia w temacie, który jest mi bliski. Dlatego teraz dzielę się moimi pomysłami, jak można połączyć minimalizm z less waste. Po co mi to wszystko? Żeby przynależeć i żeby się odnaleźć. Chcę żyć w środowisku, w którym ludzie rozumieją, jaką zgrozą napawa mnie chodzenie po galeriach i zakupy. Jak bardzo nie lubię kupować i ile czasu zastanawiam się, zanim wybiorę jakiś przedmiot lub usługę. Nie lubię tłumaczyć, że jestem w stanie zainwestować spore pieniądze w podróże, czy w hobby, a mimo że noszę zimowe buty trzeci sezon. Chcę otoczyć się etykietką „minimalistka” i znaleźć ludzi, którzy czują podobnie. 

 

Jak to się zaczęło? 

O less waste zrobiło się głośno za granicą. U nas widzę, że ten trend się rozwija od 2017 roku, powolutku, ale teraz zaczynamy już doświadczać efektu kuli śnieżnej. Przyczyniła się do tego na pewno zmiana przepisów dotyczących segregacji śmieci oraz rosnąca świadomość społeczna. Coraz więcej słyszę o organicznej bawełnie, o niemarnowaniu, gotowaniu z resztek. 

Minimalizm to obecnie mainstream, ha! Minimalistką jestem od 6 lat. Zaczęło się w Japonii – oni to mają we krwi, prostotę kulturową. Do nas trend przyszedł w 2012 roku i… zniknął. Może dlatego, że jego głośnym ambasadorem był Leo Babauta ze swoimi 100 rzeczami? Z dużym zainteresowaniem śledziłam, jak z trendu, który mógł pomóc w codziennym życiu, powstała dziwna hybryda. Minimalizm w swoje szpony szybko złapał przemysł modowy, następnie wnętrzarski. Obecnie to takie skrzyżowanie ograniczenia posiadania do 100 przedmiotów z drogimi meblami i dodatkami w określonym stylu. Dla mnie – osoby, która przeczytała na ten temat kilka książek, wysłuchała kilkudziesięciu godzin podcastów – jest to co najmniej interesujące. 

 

Jak minimalizm łączy się z less waste? 

Nie kupuję

– less waste mówi o tym, żeby nie tworzyć zapasów, których nie będzie można zużyć i rozsądnie gospodarować surowcami oraz nie przyczyniać się do zaśmiecania planety, a minimalizm, żeby otaczać się tylko tym i tylko w takiej ilości, jak to jest naprawdę potrzebne. 

Myślę przed zakupem

– będąc less waste, sprawdzam składy, kraje, z jakich podchodzi dana rzecz, będąc minimalistką, analizuję, czy dana rzecz jest mi naprawdę potrzeba, czy na pewno, do czego i czy długo posłuży.

Inwestuję w jakość

– jestem gotowa zapłacić więcej za produkty tworzone etycznie tak jak ubrania szyte w Polsce, bo kupię tylko tyle, ile dokładnie potrzebuję np. jedną spódnicę na lato, jedne buty na sezon i jeden plecak na kilka lat. 

Nie marnuję

– less waste to zużywanie rzeczy do końca i dawanie drugiego życia przedmiotom, minimalizm to zaspokajanie faktycznych potrzeb poprzez przedmioty, słowo klucz: użyteczność. Jeśli czegoś już nie potrzebuję – sprzedaję to lub oddaję, w minimalizmie wyrzucenie jest ostatecznością. 

Mam mało i zużywam do końca

– mam mało kosmetyków, produktów do pielęgnacji i do makijażu, a te, które mam, zużywam do ostatniej kropelki lub oddaję, jeśli już mi nie pasują. Zużyte opakowania przemieniam na funkcjonalne słoiczki lub świeczniki, które rozdaję bliskim. 

Kupuję rzeczy potrzebne

– unikam tego przyjemnego dreszczyku, który towarzyszy wyprawom do centrum handlowego w weekend wyprzedaży, wolę zakupy online. Wybieram rzeczy, które potrzebuję w ściśle określonej ilości – jeśli szukam jednej bluzki, to kupię jedną bluzkę lub jeden lakier do paznokci. 

Nie kupuję emocjonalnie

– zakupy to nie lekarstwo na doła i nudę. Wolę poczytać książkę, iść na spacer do parku, zagrać w planszówkę lub pouczyć się języka obcego. Transferuję swoje zasoby – energię i czas tam, gdzie da mi to jakąkolwiek korzyść. Zakupy zostawią Cię z poczuciem winy, pustym kontem i brakiem miejsca w szafie lub w łazience. 

Nie chomikuję

– noszę ubrania – na co dzień również te ładne na specjalne okazje – używam wszystkich kosmetyków, gotuję z zapasów i extra składników ze sklepiku kontynentalnego, jeśli czegoś nie używam, to oddaję. Uwaga, tutaj może być pułapka, bo less waste zakłada, że ponownie wykorzystywać np. gdy otrzymasz paczkę zostawić pudełko, papier i sznurek do kolejnej wysyłki – świetne rozwiązanie, jeśli wysyłasz paczki. Jeśli nie, oddaj ten zestaw komuś, kto będzie miał z niego użytek lub połóż na klatce schodowej z opisem „zestaw do wysyłki paczki”, na pewno ktoś skorzysta. 

Inwestuję w hobby

nie oszczędzam na moim hobby, ale nie chwytam pięciu srok za ogon. Zanim przekonam się do czegoś, spróbuję pożyczyć potrzebny sprzęt i przeanalizuję, czy nowe zajęcie jest dla mnie wystarczająco rozwojowe. Później zobaczysz mnie w super butach do biegania, w markowej koszulce, z japońskim nożem kucharskim lub formą do wypieku magdalenek za kilka stówek doskonałej jakości. Pamiętaj, że minimalizm zakłada, że masz dokładnie tyle rzeczy, ile potrzebujesz, więc spokojnie stwórz własny zestaw do malowania farbami, gry na gitarze, czy robienia na drutach. Jeśli po jakimś czasie stwierdzisz, że to nie dla Ciebie, zamiast chować rzeczy na dno szafy, sprzedaj jej lub zrób komuś prezent – to takie proste! 

Oczekuję jakości

– chcę, aby rzeczy, które wybieram, reprezentowały doskonałą jakość. Ubrania nie mechaciły się, kosmetyki nie uczulały, a pokrywki od garnków nie pękały. 

Inwestuję w emocje i doświadczenia

– bardziej ucieszę się z biletów na wydarzenie niż z kolejnego kurzołapa na półce. Sama chętniej wydam na podróż niż remont – w moim odczuciu – wciąż ładnej i zadbanej kuchni. Zamiast piątej pary jeansów wybiorę koncert. 

Pielęgnuję relacje

częściej zobaczysz mnie z przyjaciółką w restauracji lub na herbacie niż w galerii. Lubię randki z mężem, lubię dobre jedzenie i miłe towarzystwo. W „starej” bluzce bawię się lepiej niż w nowej tunice od projektanta – zużywam, pamiętasz? 

Mam porządek w domu

mam mało przedmiotów, więc sprzątanie zajmuje mało czasu. Zmywanie zajmuje niewiele czasu, prasowanie, czyszczenie łazienki – naprawdę polecam. Im więcej produktów w Twoim domu będzie miało swoje stałe miejsce w szafce lub szufladzie, tym mniej czasu zmarnujesz na ich bezsensowne przestawianie, a pusta przestrzeń, będzie sprawiała wrażenie schludnej. 

Ograniczam się i nie ograniczam się

– możesz pomyśleć, że żyję w ciasnym gorsecie, który krępuje moją radość życia, przecież cholernie się ograniczam – tego nie kupuję, tamtego też nie, tam nie chodzę, ale – uwierz, proszę – czerpię z życia pełnymi garściami. Mam wolne środki, żeby inwestować w rzeczy lub doświadczenia, o których marzę i które sprawiają mi wielką radość. 

 

 

Tak jak widzisz, jedno wynika z drugiego, miesza się i przenika. Momentami ciężko jednoznacznie określić, czy jestem minimalistką, czy żyję pro ekologicznie. Jedno jest pewne, wciąż czerpię pełnymi garściami ze stylu życia, który wybrałam, a tango gra mi w duszy nieprzerwanie!

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo