ZA DARMO
Change font size Change site colors contrast
Felieton

10 powodów, dla których kochamy Ikeę*

19 marca 2018 / Magdalena Droń

Legendarne klopsiki, darmowe ołówki, meble do samodzielnego skręcania i hot dogi za złotówkę.

Z tym właśnie większości Polaków kojarzy się szwedzka IKEA. Chociaż nie wszyscy są jej zwolennikami i zarzucają jej bylejakość, tandetę i kartonowy design, od lat wyposaża nasze domy, zmieniając wystrój niejednego PRL-owskiego M3. W dzisiejszym wpisie chciałabym pokazać Wam cały jej koncept z nieco innej strony. Bo przecież czasem chodzi...

Legendarne klopsiki, darmowe ołówki, meble do samodzielnego skręcania i hot dogi za złotówkę. Z tym właśnie większości Polaków kojarzy się szwedzka IKEA. Chociaż nie wszyscy są jej zwolennikami i zarzucają jej bylejakość, tandetę i kartonowy design, od lat wyposaża nasze domy, zmieniając wystrój niejednego PRL-owskiego M3. W dzisiejszym wpisie chciałabym pokazać Wam cały jej koncept z nieco innej strony. Bo przecież czasem chodzi o coś więcej niż tylko szafy do samodzielnego montażu, przy których pokłóciła się niejedna para…

Już na początku Was uprzedzę – to NIE jest materiał sponsorowany. Powstał z potrzeby ducha i serca, przepełnionego miłością do tej szwedzkiej sieciówki (a może po prostu stęskniłam się za przechadzkami pomiędzy kolejnymi aranżacjami pomieszczeń, według trasy wyznaczonej przez magiczne strzałki). Będzie do bólu subiektywnie, ale może moje argumenty przekonają „niewiernych”, którzy mniej przychylnym okiem patrzą na sklepy sieci IKEA? Chociaż znając naszych rodaków, zawsze znajdzie się ktoś, kto za Gombrowiczem powie: „No jak zachwyca, jak nie zachwyca?”

Tworzy DLA ludzi i z myślą o ich POTRZEBACH

IKEA jest jednym z niewielu miejsc, w których czuję się jak w domu. Nie chodzi o to, że to salon meblowy. Chodzi mi o atmosferę. O to, co unosi się w powietrzu (oprócz zapachu kawy i jedzenia oczywiście). To uczucie, które sprawia, że przestrzeń, w której jestem, staje się dla mnie komfortowa. Nie czuję napięcia jak w innych wnętrzarskich sklepach, w stylu „kup mnie!”, „jestem w promocji”, „tak ładnie mnie oświetlili, musisz mnie wybrać”. IKEA stara się wejść w głowy swoich klientów i zrozumieć, jak wygląda ich domowe życie. A dopiero później dostosować produkty do ich potrzeb, a nie odwrotnie. IKEA traktuje ludzi bardziej jak przyjaciół niż klientów. Nie czuję się tam do niczego przymuszana. Mogę wszystko przetestować, wypróbować, a nawet zdrzemnąć się na materacu. Czy jeszcze kilkanaście lat temu ktokolwiek wpadłby na ten pomysł w Polsce? Szczerze wątpię. Dziś stało się to normą i jestem z tego niebywale zadowolona.

Pamięta o najmłodszych i projektuje wspólnie z nimi

Jako mama zawsze zwracam szczególną uwagę na to, czy dane miejsce, sklep, restauracja czy urząd, dostosowane jest nie tylko do moich potrzeb, lecz przede wszystkim potrzeb mojego dziecka. A jak każdy rozbrykany brzdąc, bywa ono wymagające. Nic więc dziwnego, że kolejny plus należy się sieci IKEA za dbałość o najmłodszych. Zaczynając od zwykłych przewijaków, które całe szczęście stały się już niezbędnym minimum w naszym kraju (nawet w PKP!), przez pokoje dla rodziców z małym dzieckiem, kąciki do karmienia, maleńkie toalety, świetne i kreatywne przestrzenie do zabaw, na darmowych pieluszkach kończąc. IKEA dba o najmłodszego klienta i stara się przystosować do niego przestrzeń jak najlepiej. Żeby tego było mało, wchodzi w interakcję z dzieciakami, bo wie, że to właśnie maluchy są najsurowszymi krytykami i od tego, jakie wrażenie zaszczepią w ich głowach, będzie zależał sukces sieci w przyszłości. Nic więc dziwnego, że w tym roku po raz czwarty IKEA zaprosiła dzieci z całego świata do stworzenia pluszaka marzeń w ramach kampanii społecznej „Zabawa to poważna sprawa”. Spośród 87 tys. nadesłanych prac wybranych zostało tylko pięć rysunków, w tym propozycja z Polski (Natalka – Twoja uśmiechnięta foka na pewno zagości w pokoju mojej córki). Zwycięskie rysunki będą inspiracją do stworzenia limitowanej serii zabawek SAGOSKATT, która pojawi się w sklepach IKEA jeszcze w 2018 roku. Tak to się dzisiaj robi!

Polityka zrównoważonego rozwoju i dbałość o środowisko

Kolejna, niezwykle istotna dla mnie kwestia, to właśnie pozytywny wpływ na ludzi i środowisko. Wiadomo, że wiele firm i koncernów przyłącza się do wszelakich akcji ratowania planety, wpłaca datki na fundacje charytatywne i wspiera lokalne inicjatywy. IKEA robi coś więcej. Nie tylko zmienia odpady w surowce, ale także pozyskuje żywność i materiały w odpowiedzialny sposób, by chronić środowisko naturalne. Stale dąży także do niezależności energetycznej i przełącza się na energię odnawialną (od 2009 roku IKEA Group przeznaczyła 2,1 mld euro na zakup własnych farm wiatrowych i urządzeń do wytwarzania energii słonecznej). Chcecie konkretów, proszę bardzo: w asortymencie Ikei znaleźć możemy jedynie oświetlenie wykonane w energooszczędnej technologii LED, a 100% bawełny używanej w produktach Ikei pochodzi z bardziej zrównoważonych źródeł. Ciekawym konceptem, który testowany jest już w kilku miastach na świecie, jest wynajem mebli. Tak dobrze czytacie. Jesper Brodin, prezes grupy IKEA, podczas forum ekonomicznego w Davos powiedział, że firma myśli o wdrożeniu nowej, bardziej ekologicznej opcji zaopatrywania ludzi w meble. Podkreślał, że znaczna część klientów nie chce posiadać tak dużej liczby przedmiotów z troski o środowisko. Dlatego właśnie oferowanie mebli w modelu „używaj nie posiadaj” mogłoby odpowiadać wszystkim, którzy często się przeprowadzają. Model ten idealnie wpisuje się zarówno w strategię zrównoważonego rozwoju IKEA i ma pozytywny wpływ na środowisko, lecz także ruch minimalizmu, który zyskuje sobie przecież coraz większe grono sympatyków na całym świecie. Czekam na testy w Polsce!

Fenomenalne pomysły marketingowe

Ze względu na swoje zainteresowania i wykształcenie, z zapartym tchem śledzę wszystkie niekonwencjonalne realizacje marketingowe. Ikei i zatrudnianym przez nią agencjom nie brakuje pomysłów na kampanie, które odbijają się szerokim echem na całym świecie. Nawet na naszym rodzimym poletku działo się już tyle, że trudno to wszystko pozbierać w jednym miejscu: kawalerka IKEA na dworcu w Warszawie, spotkania integrujące sąsiadów, kuchnia IKEA. To tylko wyimek działań w reklamowym oceanie szwedzkiej sieci sklepów. Moim absolutnym faworytem jest kampania #jesiennezmiany realizowana przez Grey Group Poland. To właśnie ona wstrząsnęła jakiś czas temu polskim Internetem. W reklamie pojawia się prawdziwa rodzina, w prawdziwym mieszkaniu z swoją prawdziwą (jakże poruszającą) historią. Te ulotne chwile codzienności są do bólu rozczulające: tańcząca w bieliźnie mama z ciążowym brzuszkiem, tata biorący prysznic, rzut zużytą pieluchą i zasypiający maluch. A gdzieś w tle zupełnie nierzucające się w oczy meble z Ikei. Mistrzostwo gatunku. Co ważne, nie tylko materiały outdoorowe i audio-wizualne są mocną stroną marki. Świetnym przykładem w druku może być umieszona w szwedzkim magazynie dla kobiet „Amelia” i na pierwszy rzut oka niczym nieróżniąca się od innych reklam firmy realizacja szwedzkiej agencji Åkestam Holst. W centrum strony zdjęcie przedstawiające łóżeczko dla dziecka SUNDVIK i cena mebla. A nad nim, zaskakujący napis, który oznajmia: „Nasikanie na tę reklamę może zmienić twoje życie”. Na dole strony umieszczono bowiem test ciążowy, którego pozytywny wynik oferuje rabat w Ikei na prezentowane łóżeczko. Czy to nie jest genialne?!

Miejsce spotkań i rodzinnych spacerów

Większości mężczyzn IKEA kojarzy się z niekończącymi się wędrówkami, które do niczego nie prowadzą. Są dla nich męczarnią i totalną nudą. Dla kobiet zaś, takie spacery mają wręcz działanie terapeutyczne i poprawiające krążenie. Oczywiście, moje spostrzeżenia mogą być krzywdzące ze względu na stereotypowe uogólnienia, jednak obserwując polskie rodziny w Ikei, ciężko wysnuć inne wnioski. Przyjeżdżają do sklepu tłumnie, nawet wtedy, gdy niekoniecznie chcą coś kupić. Przyjeżdżają, bo jak twierdzą – szukają inspiracji. Czy zawsze chodzi o pomysły na urządzenie mieszkania? Nie. Często jest to tylko wymówka do spędzenia czasu razem, w przytulnej przestrzeni i miłej atmosferze. W Ikei przecież każdy znajdzie coś dla siebie – dzieciaki pobawią się nowymi zabawkami i wybiegają między sklepowymi realizacjami, mąż wypróbuje każdy materac i kanapę, a żona – będzie miała chwilę tylko dla siebie i swoich myśli. Albo na kawę z koleżankami i rodzinny obiad, po którym nie będzie trzeba zmywać. Dla każdego coś miłego.

Meble kupujesz od ręki i samodzielnie składasz w domu

Chociaż dawno minęły już czasy, że za meblami czekało się w długich kolejkach, wciąż zdarza się, że na wymarzony model sofy czy mebli kuchennych w salonie XYZ trzeba poczekać. W Ikei wszystko dostajesz od ręki. A właściwie sam wszystko sobie kompletujesz i przywozisz z magazynu. Dzięki takim sklepom jak ten, Twój mężczyzna może się poczuć jak prawdziwy bohater domu (e… nie, to chyba było z innej reklamy) i przypomnieć sobie czasy dzieciństwa. Beztroskie majsterkowanie, skręcanie i montowanie, które sprawia, że jego kobieta staje się coraz szczęśliwsza. Pomyśl, ile to dla niego frajdy! A jeśli Ty zdecydujesz się na złożenie regału na książki? Będziesz mieć jeszcze większą satysfakcję, że dokonałaś tego sama! Działa na ego lepiej niż niejedna sesja u terapeuty!

Zwroty

Czy wiesz o tym, że sklepy IKEA umożliwiają Ci „testowanie” swoich produktów w warunkach domowych przez okrągły rok? Jeśli po tym czasie się rozmyślisz, możesz spakować przedmiot do auta, odwieźć go i po okazaniu dowodu zakupu odzyskać wszystkie lub część (jeśli zwracany produkt był użytkowany w sposób wykraczający poza sprawdzenie czy spełnia on swoje funkcje, np. ślady, takie jak zabrudzenia, rysy, wgniecenia) wydanych pieniędzy. To znacznie lepsza opcja niż ustawowe 14 dni od daty zakupu, czyż nie?

Ponadczasowy design i szwedzki minimalizm

Nie ulega wątpliwości, że szwedzkim stylem urządzania wnętrz zachłysnęli się wszyscy Polacy. Nawet jeśli otwarcie się do tego nie przyznają, podoba im się ta prostota, funkcjonalność i urządzanie małych wnętrz z wykorzystaniem jak największej powierzchni do przechowywania (oj jesteśmy narodem zbieraczy). Dodajmy do tego jasne barwy, ponadczasowe linie i praktyczne rozwiązania, które sprawdzają się w naszych ciasnych mieszkaniach – przepis na remont gotowy.  A jeśli mamy zapłacić za to o połowę mniej niż u konkurencji? Tym bardziej jesteśmy kontent.

Polska produkcja

Wiele osób zarzuca Ikei, że produkty w niej sprzedawane nie są rodzimej produkcji. Błąd! Jak podaje najnowszy raport „IKEA. Made in Poland”:

Choć pierwszy sklep IKEA otworzyliśmy w Polsce dopiero w 1990 r. (na warszawskim Ursynowie), to nasze związki z krajem są o wiele dłuższe, bo sięgają początku lat 60. W 1961 r. IKEA zawarła pierwszy kontrakt z polskim przedsiębiorstwem państwowym Fameg. Dziś współpracujemy z ponad 70 dostawcami z Polski, a w kraju działa 16 fabryk IKEA Industry. Polska zajmuje drugie miejsce po Chinach pod względem wielkości produkcji dla IKEA. Produkty z Polski są sprzedawane w sklepach na całym świecie.

Z tym większym więc sentymentem powinniśmy spoglądać na Ikeę i lansowane przez nią trendy, które wpływają znacząco również na zmiany krajowej gospodarki od ponad 50 lat!

Darmowa kawa dla klubowiczów i pyszne klopsiki

Niezaprzeczalny atut, który chyba nie wymaga dodatkowych wyjaśnień. Wystarczy spróbować, że się tak wyrażę – organoleptycznie.

Słowem podsumowania – marka IKEA dba o swój wizerunek, nie boi się wyzwań i śmiałych pomysłów marketingowych. W mojej opinii konkurentów zostawia daleko w tyle, nie tylko pod względem wyników sprzedażowych, lecz także zaangażowania w życie społeczne swoich odbiorców. Wisienką na torcie jest wirtuozerskie zarządzanie swoim wizerunkiem w świecie medialnym.

Niezależnie od tego więc, czy zakochałaś się w Ikei, czy wciąż wasz związek można opisać statusem „to skomplikowane”, liczę na to, że dzięki tym kilku faktom spojrzałaś na szwedzką sieciówkę nieco inaczej, nie tylko przez pryzmat legendarnych klopsików 😉

 


*Tak, dobrze widzicie – IKEĘ! Nie „IKEA”. Bo tak się dziwnie składa, że w polszczyźnie odmieniamy wszystko to, co odmienić można. I chociaż szwedzka sieciówka konsekwentnie podtrzymuje, zapewne ze względów marketingowych, stanowisko nieodmiennej formy skrótowca, przez co w mediach słyszymy zwykle o „promocjach w IKEA”, jako językoznawca zachęcam Was do deklinacji. Owszem, Słownik Ortograficzny PWN podkreśla, że odmieniać Ikei nie trzeba, ale można. A zatem: nie ma Ikei (D.), przyglądam się Ikei (C.), widzę Ikeę (B.), współpracuję z Ikeą (N.), mówię o Ikei (Ms.), moja ukochana Ikeo (W.)! A jeśli z jakichś przyczyn nie odpowiada Ci żadna z form, przed słowem IKEA możesz użyć innego odmienionego rzeczownika np. sklep IKEA – sklepów IKEA.

Styl życia

Co z tym klimatem?

7 lipca 2021 / Marta Osadkowska

Ocieplenie klimatu nie oznacza, że na całym świecie zrobi się nagle cieplej.

Oznacza nieodwracalne zmiany, różne w różnych miejscach na Ziemi, która w wyniku działalności człowieka się ociepla. Już teraz podnieśliśmy temperaturę Ziemi o co najmniej 1°C w stosunku do epoki sprzed rewolucji przemysłowej. Całe to dodatkowe ciepło wywoła różne ekstremalne zjawiska atmosferyczne: fale upałów, huragany, susze. Nie wszyscy będą cierpieć jednakowo. W chłodnych regionach mniej ludzi będzie umierać z powodu hipotermii czy grypy, a ogrzewanie domów i biur będzie tańsze. Ten trend od lat obserwujemy w Polsce: cieplejsze zimy, bardzo rzadkie i niewielkie opady śniegu.

Czym jest efekt cieplarniany?

Czym jest efekt cieplarniany i skąd się bierze? Emisja gazów cieplarnianych drastycznie wzrastała od lat pięćdziesiątych XIX w. Powodem tego wzrostu były działania człowieka takie jak spalanie paliw kopalnianych. Jak gazy cieplarniane wywołują ocieplenie? Może pamiętacie z fizyki, że wszystkie cząsteczki drgają. Im szybciej drgają, tym są gorętsze. Kiedy w określone rodzaje cząstek trafia promieniowanie o pewnej częstotliwości, pochłaniają one to promieniowanie wraz z jego energią i zaczynają drgać szybciej. Nie każde promieniowanie ma odpowiednią częstotliwość, żeby wywołać taki efekt. Na przykład światło słoneczne przenika przez większość gazów cieplarnianych i nie zostaje pochłonięte. Większość światła dociera do Ziemi i ogrzewa planetę, jak to się dzieje od miliardów lat. 

I w tym tkwi sedno problemu: Ziemia nie zatrzymuje tej energii na zawsze – gdyby tak było, planeta stałaby się nieznośnie gorąca. Przeciwnie, wypuszcza część tej energii z powrotem w kosmos, ale część przybiera postać promieniowania o dokładnie takiej częstotliwości, którą absorbują gazy cieplarniane. Ta energia, zamiast nieszkodliwie uciec w pustkę, trafia w cząsteczki gazów cieplarnianych i sprawia, że drgają one szybciej, podgrzewa atmosferę.

Dlaczego nie wszystkie gazy zachowują się w ten sposób? Ponieważ cząsteczki składające się z dwóch identycznych atomów – jak na przykład cząsteczki azotu i tlenu – przepuszczają promieniowanie. Jedynie cząsteczki złożone z atomów różnych pierwiastków, jak te dwutlenku węgla czy metanu, mają właściwą strukturę, żeby pochłonąć energię promieniowania i zacząć się rozgrzewać. 

 

Cieplejszy klimat przysporzy nam problemów

Ogólny trend wskazuje, że cieplejszy klimat przysporzy nam problemów. Całe to nadmiarowe ciepło wywoła efekt domina, co oznacza, chociażby, że nasilą się nawałnice. Nawet najpotężniejszy kataklizm nie trwa dłużej niż kilka dni, ale jego skutki możemy odczuwać latami. Tragedią samą w sobie są wszystkie utracone życia. Wielu ludzi zostaje skazanych na nędzę. Huragany i powodzie niszczą budynki, drogi i linie energetyczne, których budowa zajęła długie lata. Potężny huragan może cofnąć rozwój infrastruktury o 20 lat (taka sytuacja miała miejsce w Portoryko po huraganie Maria w 2017 roku).

Gorętszy klimat oznacza też częstsze i bardziej niszczycielskie pożary. Ciepłe powietrze pochłania wilgoć z roślin i gleby, sprawiając, że wszystko jest bardziej podatne na spalenie. Innym efektem wzrostu temperatur jest podnoszący się poziom mórz. Wynika to częściowo z tego, że topią się arktyczne i antarktyczne lodowce, a częściowo z faktu, że cieplejsza woda morska zwiększa objętość. Zagrożone są tereny nadmorskie i plaże. Podnoszący się poziom mórz będzie miał najgorsze skutki dla najbiedniejszych ludzi na świecie. Przykładem jest tu Bangladesz, jeden z biednych krajów, który czyni ogromne postępy na drodze do wyjścia z ubóstwa. Obecnie z powodu cyklonów, fal sztormowych i wylewających rzek od 20 do 30 procent terytorium Bangladeszu znajduje się każdego roku pod wodą. Niszczy to uprawy i domy, a także zabija ludzi w całym kraju.

 

Zmiany klimatu mogą wpłynąć na ilość żywności

Jeśli chodzi o żywność, której potrzebujemy, prognozy nie są jednoznaczne, ale ich ton jest głównie ponury. Zmiany klimatu mogą wpłynąć na ilość żywności, którą pozyskujemy z jednego hektara pól uprawnych na wiele sposobów. W niektórych regionach plony mogą wzrosnąć, ale na większości obszarów będą mniejsze, o kilka, kilkanaście, na może nawet 50 procent. W najbiedniejszych społeczeństwach, gdzie wielu ludzi wydaje na jedzenie więcej niż połowę swoich dochodów, ceny żywności mogą skoczyć o 20 procent. Ekstremalne susze w Chinach mogą wywołać regionalny, a nawet globalny kryzys żywnościowy, jako że chińskie rolnictwo zaopatruje w pszenicę, ryż i kukurydzę jedną piątą ludności świata.

Wzrost temperatur nie przysłuży się także zwierzętom, które zjadamy i od których pozyskujemy mleko. Ocieplenie spowoduje, że hodowla stanie się mniej wydajna, a same zwierzęta bardziej podatne na przedwczesną śmierć. To sprawi, że mięso, jajka i nabiał będą droższe. Społeczności, których dieta zależy od owoców morza, również będą miały kłopoty. Morza się nagrzewają, ich prądy ulegają rozdzieleniu, co sprawia, że powstają miejsca, gdzie woda ma w sobie sporo tlenu, oraz takie, gdzie jest go dużo mniej. W rezultacie ryby i inne organizmy morskie przenoszą się w inne obszary albo wymierają. Jeśli średnie temperatury wzrosną o 2°C, rafy koralowe mogą przestać istnieć, a wraz z nimi zniknie podstawowe źródło pożywienia ponad miliarda ludzi.

No i jeszcze komary. Choć wzrost temperatur o 2°C zmniejszyłby obszar występowania owadów o 18 procent, to komary tropikalne zaczęłyby się pojawiać w nowych miejscach (lubią wilgoć, więc przenoszą się z obszarów, które wysychają, do tych, gdzie jest wilgotniej), dokąd przywloką niewystępujące tam do tej pory malarię i inne choroby przenoszone przez owady.

 

Klimat ociepla się w zastraszającym tempie

Klimat ociepla się w zastraszającym tempie, a pomysłu na odwrócenie tego trendu nadal nie ma. Naukowcy w 97 procentach zgadzają się, że klimat zmienia się na skutek działalności człowieka. Jednak ci, którzy akceptują ten fakt, niekoniecznie są chętni do inwestowania gigantycznych sum pieniędzy, aby sobie z ociepleniem klimatu poradzić. Jednym z problemów jest to, że większość naszych regulacji i praw dotyczących ochrony środowiska nie została stworzona z myślą o zmianach klimatu. Przyjęto je, aby rozwiązywać inne problemy, a teraz próbuje się ich używać, aby redukować emisje gazów cieplarnianych. To nie może zadziałać. Choć mogłoby się wydawać, że istnieje konsensus klimatyczny, to nie jest to do końca prawda. Zbudowanie go jest trudne, bo ogólnoświatowa współpraca jest notorycznie trudna. Niełatwo jest sprawić, żeby wszystkie kraje na świecie zgodziły się na cokolwiek – zwłaszcza jeśli muszą przy tym ponieść pewne koszty. Żaden kraj nie chce płacić za ograniczenie swoich emisji, o ile wszyscy inni tego nie zrobią. Właśnie dlatego porozumienie paryskie z 2015 roku, które podpisało 190 krajów zgadzających się na ograniczenie swoich emisji, było takim osiągnięciem. Wprowadzone ograniczenia nie obniżą wystarczająco emisji gazów, ale zrobiony został pierwszy krok pokazujący, że globalna współpraca jest możliwa.

 

Co my możemy zrobić?

Ale każda zmiana zaczyna się na dole, od nas, obywateli. Co my możemy zrobić? Nasuwają się popularne odpowiedzi: zmieniając samochód, wybierz elektryczny, jedz mniej mięsa. Tego rodzaju indywidualne działania to ważny sygnał, który wysyłasz rynkowi. Wybrani przedstawiciele polityczni stworzą konkretne plany działania wobec zmian klimatu, jeśli ich wyborcy tego od nich zażądają. Bez względu na to, jakie masz pole manewru w innych sprawach, możesz zawsze użyć swojego głosu – na ulicy i w wyborach, aby doprowadzić do zmiany.

Rynek rządzi się prawem popytu i podaży, a jako konsumenci mamy ogromny wpływ na popyt. Kiedy płacisz za samochód elektryczny czy roślinnego burgera, mówisz tym samym: jest rynek na takie rzeczy. Jeśli dostatecznie dużo ludzi wyśle właśnie taki sygnał, firmy na niego odpowiedzą.  Zainwestują więcej czasu i pieniędzy na stworzenie niskoemisyjnych produktów, co obniży ich cenę, a to z kolei pomoże im się przyjąć i sprzedawać w dużych ilościach.

Możesz zredukować emisję w swoim domu. W zależności od tego ile możesz przeznaczyć na to czasu i pieniędzy, możesz wymienić zwykłe żarówki na żarówki LED, uszczelnić okna. Jeśli budujesz nowy dom, możesz zdecydować się na stal z recyklingu i sprawić, aby dom był energooszczędny, używając izolujących materiałów budowlanych, izolujących rodzajów betony, stosując izolację na strychu i dachu, maty termoizolacyjne czy izolację fundamentów.

Nie wszyscy możemy (i chcemy) wymienić auta na elektryczne, zainstalować ekologiczne źródła energii i zrezygnować z mięsa. Ale wszyscy musimy mieć świadomość, że ocieplenie klimatu to problem każdego z nas i nie możemy dłużej udawać, że nas nie dotyczy. Każdy może zacząć o małych kroków, poszukać sposobów, aby wprowadzić dobre nawyki do swojej codzienności.

Rozmowa o zmianach klimatu jest regularnie zakłócana przez sprzeczne informacje i dezorientujące opowieści. Gdy nasz obraz zmian klimatu opiera się na faktach, możemy dostrzec, że mamy już pewne niezbędne narzędzia, aby uniknąć katastrofy klimatycznej, ale jeszcze nie wszystkie. Możemy dostrzec, co stoi na przeszkodzie we wdrożeniu tych rozwiązań i w pracy nad przełomowymi odkryciami, których potrzebujemy. Dostrzegamy też, co musimy zrobić, aby te przeszkody pokonać. Możemy wykorzystać technologię do wprowadzenia zmian, których potrzebujemy. Jesteśmy w stanie uniknąć katastrofy. Możemy sprawić, żeby klimat pozostał znośny dla wszystkich, pomóc setkom milionów najbiedniejszych ludzi przeżyć własne życie jak najlepiej i ocalić naszą planetę dla przyszłych pokoleń.

_

 

Na podstawie książki „Jak ocalić świat od katastrofy klimatycznej” Bill Gates. 

This error message is only visible to WordPress admins

Error: API requests are being delayed for this account. New posts will not be retrieved.

Log in as an administrator and view the Instagram Feed settings page for more details.

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo