Change font size Change site colors contrast
Styl życia

13-latka padła ofiarą gwałtu. Według internautów „sama się o to prosiła”

4 października 2018 / Alicja Skibińska

Za każdym razem, gdy media donoszą o kolejnym przypadku przemocy seksualnej, internetowi specjaliści od wszystkiego podejmują próbę znalezienia przyczyn tragedii.

I zawsze dochodzą do bardzo podobnych wniosków: to wszystko przez wyzywający ubiór, mocny makijaż, stan upojenia alkoholowego lub fakt, że kobieta sama przechadzała się ulicą po zmroku. Sama jest sobie winna – powinna była wiedzieć, że w ten sposób zaprasza mężczyzn do gwałtu....

Za każdym razem, gdy media donoszą o kolejnym przypadku przemocy seksualnej, internetowi specjaliści od wszystkiego podejmują próbę znalezienia przyczyn tragedii. I zawsze dochodzą do bardzo podobnych wniosków: to wszystko przez wyzywający ubiór, mocny makijaż, stan upojenia alkoholowego lub fakt, że kobieta sama przechadzała się ulicą po zmroku. Sama jest sobie winna – powinna była wiedzieć, że w ten sposób zaprasza mężczyzn do gwałtu.

 

Chyba wszyscy słyszeli już o szokujących wydarzeniach, do których doszło kilka dni temu na Pradze-Północ w Warszawie. Funkcjonariusze straży miejskiej opisują, że 22 września ok. godziny 0:40 zauważyli samotnie przechadzającą się 13-latkę. Z uwagi na młody wiek dziewczyny oraz późną porę postanowili podjąć interwencję. Od nastolatki było czuć alkohol. Podczas rozmowy z nią strażnicy dowiedzieli się, że jej koleżanka leży przy nasypie kolejowym. Dziewczyna była w nienajlepszym stanie: miała drgawki i wymiotowała, a jej ubranie było rozpięte. Według późniejszych zeznań 13-latek, wieczorem, ok. godziny 20:00 obie wypiły po setce wódki, po czym zaczepiły dwóch mężczyzn i poprosiły ich o papierosa. Następnie udały się z nimi za pawilony, gdzie razem pili alkohol. Wspólna „zabawa” przybrała fatalny obrót: najpierw jeden z mężczyzn całował się z pijaną nieletnią, a kiedy zasnęła, zgwałcił ją.

Brzmi koszmarnie, prawda? Nie wiem, jak wy, ale ja mam dreszcze za każdym razem, kiedy czytam lub słyszę opis tych wydarzeń. Podobnie czuje się wielu internautów, jednak ich przemyślenia są zupełnie odmienne od moich. Od kilku dni sieć zalewają komentarze, których autorzy obwiniają 13-latkę o to, co jej się przydarzyło, podają w wątpliwość jej moralność oraz wartość jako człowieka, wyśmiewają i obrażają. Krótko mówiąc – wylewają wiadra pomyj na ofiarę gwałtu:

Z całym szacunkiem, ale sama się prosiła. 13lat jedzie na weekend do koleżanki, kupują setkę wódki??? A później proszą o papierosa od 50letnich mezczyzn i piją z nimi. Przecież nikt im nie wlewał na siłę. Następnie zaczyna całować się z jednym z mezczyzn,przepraszam na co Ona liczyła. Owszem facet nie powinien obcować z tą jak piszecie dziewczynka?? A gdzie rodzice, przepraszam. Z całym szacunkiem, ale sama się prosiła o nieszczęście

13-latki wypiły po setce wódki – ci faceci powinni zostać uniewinnieni – „kto z chłopem pije, ten z chłopem pod płotem leży”

Czy to był „pierwszy raz” tej małej? jakoś wątpię

jeśli dziewczyna pije wódkę z obcym mężczyzną to tak, jakby zdjęła majtki. Szkoda gadać. Facet powinien zostac uniewinniony. „Chcącemu nie dzieje się krzywda”. Dostała to, co chciała. Pewnie ją swędziała

Straszny mi gwałt. Dziewczynki piły w nocy z mężczyznami wódkę. Ale jaja, ale jaja. A gdzie byli starzy tych dziewczynek? Powinni ponieść surowszą karę, niż ten gwałciciel.

Pijane, zaczepiały ludzi, poszły z nieznajomymi dalej pić i zostały zgwałcone ? Owszem seks z 13-latką to przestępstwo, ale czy to był gwałt ? Czy ta „zgwałcona” była dziewicą „przed” ?

13-latki pijace noca wodke i zaczepiajace nieznajomych. Same sie prosily, glupie pindy.

Gdzie ten gwałt, zwykły seks na śpiocha

Baba pijana du.pa sprzedana

 

Wszystkie przytoczone wyżej wypowiedzi to autentyczne komentarze internautów pod wiadomościami o zajściu zamieszczonymi w serwisach informacyjnych (pisownia również jest oryginalna).

Choć trudno w to uwierzyć, takie opinie wcale nie należą do mniejszości. Zatrważająca liczba osób naprawdę uważa, że seks z nieprzytomną, 13-letnią dziewczynką wcale nie jest gwałtem. Że jego ofiara zasłużyła na taki los, bo piła alkohol i przebywała poza domem późnym wieczorem. Niektórzy insynuują, że dziewczynka nie była dziewicą, co ich zdaniem umniejsza wagę czynu mężczyzny, który ją dopuścił się wobec niej przemocy.

Czytając to wszystko, przecierałam oczy ze zdumienia…

Choć może nie powinnam. Przecież z podobnymi „mądrościami” można się spotkać pod każdym newsem na temat wykorzystania seksualnego. I pewnie będzie tak jeszcze długo, bo problem jest znacznie głębszy, niż tylko niewiarygodnie małe móżdżki kilku internautów.

Trudno wymagać od nich inteligencji, wiedzy i empatii, skoro nawet „eksperci” potrafią popisać się ich brakiem. Kilka lat temu Polskę obiegła wypowiedź doktora Krzysztofa Boćkowskiego, seksuologa i biegłego sądowego: To jest problem, wypiją wino, on ją obejmuje, ona go całuje. Potem ona się broni, to on ją na siłę weźmie. No weźmie na siłę chłop, no pewnie, że weźmie. Napływające z każdej strony wyrazy oburzenia bynajmniej nie skłoniły pana doktora do głębszej refleksji czy wycofania się ze swoich kontrowersyjnych słów. Przeciwnie – wywołany do tablicy uzupełnił swoje stanowisko w podobnym tonie: Ja to zawsze młodzieży tłumaczyłem: jeżeli kobieta nie chce współżyć, to niech się nie spotyka z mężczyznami. Proste. Takie jest moje zdanie.

Proste.

Żyjemy w kulturze gwałtu.

Akty wykorzystania seksualnego są bagatelizowane czy wręcz uważane za coś normalnego, stanowiącego nieodłączny element rzeczywistości. Społeczeństwo zdaje się wychodzić z założenia, że mężczyźni gwałcili, gwałcą i będą gwałcili i nie ma sensu z tym walczyć – taka ich natura. W związku z tym jedynym sposobem chronienia kobiet przed aktami przemocy jest przerzucenie na nie odpowiedzialności za całe zło, które je spotyka. Każda z nas wzrasta w poczuciu nieustannego zagrożenia. Od dziecka słyszymy, co powinnyśmy, a czego nie powinnyśmy robić, by zminimalizować ryzyko stania się ofiarą napaści. Jak się ubierać, z kim spotykać, jak zachowywać itp. Jeśli choć na chwilę stracimy czujność, może nas spotkać coś złego. I będziemy mogły winić tylko siebie – w końcu nas ostrzegano.

Idealnym podsumowaniem całej tej sytuacji jest wypowiedź fikcyjnej prezenterki radiowej występującej w powieści Sarai Walker pt. „Dietoland”:

Dziewczynkom od najmłodszych lat wpaja się strach przed “złymi mężczyznami”, którzy mogą nas skrzywdzić. Żyjemy w obawie przed tym, że owi źli mężczyźni nas zgwałcą, pobiją, nawet zamordują, ale problem w tym, że nie ma sposobu, żeby odróżnić tych złych od tych dobrych, więc trzeba się wystrzegać wszystkich. Powtarza nam się, żebyśmy nie wychodziły same wieczorami, nie ubierały się w taki czy inny sposób, nie rozmawiały z nieznajomymi, nie prowokowały mężczyzn, okazując im zainteresowanie. Chodzimy na zajęcia z samoobrony, chowamy się za zamkniętymi drzwiami, nosimy ze sobą gaz pieprzowy i gwizdki alarmowe. Czy to nie jest forma terroryzmu?

Przypomnijmy sobie zeszłoroczną, wyjątkowo nieudaną grafikę Głównego Inspektoratu Sanitarnego, której celem miało być ostrzeganie kobiet przed pigułką gwałtu. Hasło brzmiało: „Mądra dziewczynka pilnuje drinka”. W domyśle: tylko głupie dziewczyny pozwalają na to, by ktoś dosypywał im środki odurzające do napoju, po czym je gwałcił. Część osób broni kampanii, twierdząc, że stały za nią dobre intencje. Być może, choć forma i jakość wykonania naprawdę wołają o pomstę do nieba. Oczywiście, nikt nie pofatygował się, by przygotować podobne plakaty skierowane do mężczyzn – na przykład o tym, że kobieta nie jest przedmiotem albo że za gwałt idzie się do więzienia (czy na tym samym, infantylnym poziomie, co oryginał – moje propozycje to: „Niemądre chłopaki trafiają do paki” lub „Nie bądź głuptasem, nie wymachuj k…”). Po co? Przecież faceci i tak będą podawali kobietom nielegalne substancje i wykorzystywali je, kiedy już stracą przytomność. Po co w ogóle zawracać sobie tym głowę?

Nic dziwnego, że ofiary gwałtu tak często obwiniają się o to, co je spotkało.

Od najmłodszych lat są zasypywane radami na temat tego, jak powinny się zachowywać, by uniknąć przemocy. Słyszą, jak inne ofiary gwałtów są oskarżane o prowokowanie mężczyzn, którzy nie mogą nic nie poradzić na to, że gwałcą, w końcu „taka ich natura”. Wzrastają w przekonaniu, że wszystko zależy od nich, choć to przecież nieprawda.

Zdarza się, że najostrzejsze komentarze na temat przemocy seksualnej padają z ust innych kobiet. To ich sposób na poradzenie sobie z lękiem. Tworzą dystans między sobą a ofiarą, bo chcą wierzyć, że same są bezpieczne. „Ona zachowywała się nieodpowiednio, była nieostrożna i prowokowała. Ja tego nie robię, więc nie muszę się bać, że spotka mnie to samo”. Według teorii sformułowanej w 1980 roku przez Melvina Lernera ludzie chcą myśleć, że świat jest sprawiedliwy, w związku z czym zakładają, że za cnotę zawsze czeka ich nagroda, a za każdy występek – kara. Jeśli jakąś kobietę spotkał tak straszny los, widocznie musiała sobie na to zasłużyć. O tym, że wierzymy w to, w co chcemy wierzyć, bardzo dobitnie świadczy wypowiedź żony Mariusza Trynkiewicza (skazanego za przestępstwa seksualne oraz zamordowanie trzech chłopców) przytoczona w książce Justyny Kopińskiej pt. „Polska odwraca oczy”:

Nie wiadomo, kim obecnie byłyby te dzieci. Może wyrosłyby na zabójców lub złodziei. Kto włóczy się samotnie przy rzece w wieku kilkunastu lat? To jest dopiero brak odpowiedzialności! (…) Według mnie w przypadku osiemdziesięciu procent molestowań i gwałtów ofiara sama jest sobie winna. Nikt mi nie wmówi, że jak dzieci idą samotnie do księdza na plebanię, to nie przeczuwają, że coś złego może się wydarzyć. Dzieci to nie są głupie owieczki. Przecież jak kobieta biegnie po lesie kabackim w legginsach lub czeka na autobus nocny pod wpływem alkoholu, to sama prosi się o gwałt. Mariusz tych chłopców nie ciągnął na siłę do mieszkania. Obiecał im, że postrzelają z wiatrówki. Więc oczywiście w pierwszym odruchu mogli się zgodzić, ale później przeszli długo odcinek drogi. Mieli czas, aby ochłonąć, zastanowić się i uciec. Nie zrobili tego. To była ich decyzja, że nie żyją.

Częścią kultury gwałtu jest również tendencja do zakładania, że ofiary gwałtu wymyślają swoje zarzuty, bo chcą się zemścić na domniemanych sprawcach, żałują seksu z nimi lub pragną ochronić swoją reputację. Statystyki pokazują jednak, że takie przypadki stanowią zdecydowaną mniejszość (np. według danych FBI z 1996 roku fałszywe oskarżenia stanowią zaledwie 8% wszystkich zgłoszeń w tego typu sprawach).

Gwałt niesie za sobą wiele poważnych konsekwencji psychologicznych: lęk, szok, odrętwienie, wstyd, upokorzenie, poczucie własnej bezradności, napady paniki, zaburzenia nastroju (takie jak dystymia i depresja), a także poczucie winy.

Wiele ofiar boi się powiedzieć o swoich doświadczeniach bliskim lub zgłosić sprawę na policję w obawie przed stygmatyzującymi reakcjami. Najprościej rzecz ujmując: obawiają się właśnie takich komentarzy, jakie posypały się pod doniesieniami o gwałcie na 13-latce. Wyrzucają sobie, że mogły być ostrożniejsze, czasami uwewnętrzniają przekonanie, że zasłużyły na to, co im się przydarzyło. Wiele ofiar przemocy seksualnej doświadcza objawów PTSD, czyli zespołu stresu pourazowego. Traumatyczne doświadczenia wracają w powtarzających się, natrętnych wspomnieniach i koszmarach sennych. Jakiekolwiek miejsce, słowo lub przedmiot kojarzące się z gwałtem mogą w jednej chwili „przenieść” poszkodowaną do tamtych chwil. W zrozumiały sposób tego rodzaju przemoc może zaburzyć funkcjonowanie w sferze seksualności oraz relację z własnym ciałem, które wydaje się obce i zbrukane. Uczucie to wielokrotnie opisywane jest we wstrząsającej powieści pt. „Sama się prosiła” autorstwa Louise O’Neill: Należę do tamtych chłopaków i czuję się tak, jak gdyby wypalili na mnie swoje piętno.

Jestem pewna, że wielu komentatorów, zostawiających swoje opinie pod kolejnymi doniesieniami o przemocy seksualnej, robią to bezrefleksyjnie, dla zabawy.

Nie zdają sobie sprawy z tego, jak ogromne mogą być konsekwencje ich lekkomyślnych działań. Nieempatyczne postawy przedstawicieli organów państwa (np. policji czy sądów) oraz napiętnowanie ze strony otoczenia prowadzą do wtórnej wiktymizacji, pogarszając stan psychiczny ofiary.

Domorośli specjaliści od wszystkiego mają rację, że 13-latki nie powinny być same poza domem w późnych godzinach wieczornych. Nie powinny spożywać alkoholu, palić papierosów i zaczepiać obcych, potencjalnie niebezpiecznych mężczyzn. Zastanawiające jest to, gdzie w tym czasie byli ich rodzice. Prawdopodobnie nigdy się tego nie dowiemy. Być może dziewczynki pochodzą z domów, w których brakuje troski i opieki. A może wręcz przeciwnie: mają ciepłe, kochające rodziny, które nawet nie wiedziały, że dzieci nie ma w domu. Możliwych scenariuszy jest całe mnóstwo. Ale wiecie co? To nie jest nasza sprawa. Żadne okoliczności nie tłumaczą ani nie usprawiedliwiają tego, co się stało. Każda kobieta, niezależnie od wieku, powinna móc bezpiecznie opuścić mieszkanie o dowolnej godzinie. Przypomnijmy, że obcowanie płciowe z osobą poniżej 15-tego roku życia jest czynem zabronionym, ponieważ przyjmuje się, że dopiero po osiągnięciu tego wieku nastolatek znajduje się na etapie rozwoju pozwalającym mu wyrazić świadomą zgodę na współżycie. Seks z osobą, która nie wyraziła na niego zgody, jest aktem przemocy. Żadna ilość wypitego alkoholu nie pozwala nam przypuszczać, że kobieta (lub mężczyzna) domyślnie zgadza się na współżycie. Należy wręcz zakładać, że stan głębokiego upojenia wyklucza świadomą zgodę. Gwałt to nie tylko sytuacja, w której ofiara stawia czynny, zdecydowany opór. A już na pewno nie można mówić o normalnym stosunku w sytuacji, w której jedna ze stron jest nieprzytomna. To ZAWSZE jest gwałt. NIE MA czegoś takiego jak „seks na śpiocha”! O matko, niech ktoś wymaże z mojej pamięci to straszne określenie.

Życie 13-latki, która została zgwałcona w Warszawie, uległo zmianie już na zawsze.

Podobnie jak życie każdej osoby, która doświadczyła przemocy seksualnej. Rozwiązaniem tego problemu nie jest pozamykanie się w domach i nieustanny lęk przed każdą napotkaną osobą. Porównanie kobiety do otwartego mieszkania lub samochodu z kluczykami w stacyjce to sprowadzenie jej do roli przedmiotu, który każdy może sobie po prostu „wziąć”. To nie alkohol, krótka spódniczka czy mocny makijaż dopuszczają się gwałtów. Gwałcą ludzie. I dopóki będziemy pytać, co ofiara robiła w miejscu zdarzenia albo jak sprowokowała sprawcę, zamiast zastanowić się, dlaczego dorosły mężczyzna uznał, że w seksie z nieprzytomną nieletnią nie ma niczego nagannego, świat na pewno nie stanie się bezpieczniejszym miejscem.

 

 

Styl życia

Jak sobie ustalisz budżet w związku, tak będziesz żyła.

1 lutego 2022 / Agnieszka Jabłońska

„Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz.” Te z nas, które pamiętają dobre rady babci, ciotki lub własnej mamy, jeśli jest reprezentantką starszego pokolenia, na pewno dobrze znają to zdanie.

To taka mądrość przekazywana z ust do ust kolejnym pokoleniom kobiet, które wstępowały w związek małżeński. Cytowana co najmniej tak często jak: „Mąż jest głową, a kobieta szyją w rodzinie”.

Dzisiaj jest inaczej! – powiesz mi zaraz. No pewnie, że jest inaczej. Kobiety są wykształcone, świadome i niezależne. Kończą studia, rozwijają sobie pasje. Zakładają firmy, zajmują kierownicze stanowiska, odnoszą sukcesy. Dbają o siebie: fizycznie i psychicznie. W międzyczasie wstępują w związek – partnerski lub małżeński. I część z nich zachowuje tak upragniony work life balance, ma przy sobie świadomego partnera i jest najlepszą wersją siebie. Amen. U części z nas do głosu dochodzą jednak kody kulturowe lub jakieś tajemnicze obszary w mózgu, które sprawiają, że może nie czekamy na męża z pantoflami jak nasze babcie, ale zdecydowanie jesteśmy gotowe do poświęceń. Nasze barki mają wielopokoleniową zdolność do dźwigania ciężarów, a my do odczuwania szczęścia z bycia męczennicami. 

Ciąża – zmiana układu sił 

Kiedy układ sił w domu się zmienia? Tak, tak, dobrze myślisz, gdy kobieta zachodzi w ciążę. Ciąża pociąga za sobą szereg wydarzeń, które nie mieszczą się w biznesowym kalendarzu, szpilki ustępują trampkom, a marynarka bluzie od dresu, biznesowy telefon natomiast zamienia się w telefon do przychodni pediatrycznej. Te zaś, które już wcześniej były męczennica, z uczuciem tryumfu mogą założyć na głowę upragnioną koronę. I teraz znowu się na mnie oburzasz: „Przecież ciąża to coś normalnego! Przecież para podjęła decyzję o dziecku wspólnie!” Zgadzam się z  Tobą, ale popatrz obiektywnie, osobą, której życie wywraca się realnie do góry nogami bez lukru i słodzenia, jest kobieta. 

To może jednak warto zainwestować w dobrą pościel?

Pościelić możesz sobie na różne sposoby. Część kobiet podejmuje się wychowania faceta, jakby dostawały pod swoje czułe skrzydła małego chłopca, który bez nich niczego nie osiągnąłby w życiu i zginąłby marnie pierwszego dnia po ich odejściu. Brawa dla tych pań, wyrazy współczucia dla panów. Żyją później z takim „wychowanym” egzemplarzem i mówią, że są szczęśliwe. Pozostaje w to wierzyć. Niektóre oddają się całkowicie w ręce swojego misia, bo skoro on coś mówi, to przecież wie, a jak coś robi, to przecież musi być dobrze. Uczcijmy minutą ciszy te dziewczynki, które szukają w związku ojca i przewodnika, ale jednocześnie nie dorosły na tyle, by być aż partnerkami.

Większość z nas chce jednak związku partnerskiego. Takiego, w którym mieszkanie jest sprzątane po połowie, gotuje osoba, która lepiej się w tym czuje lub ma więcej czasu. Większość z nas chce dostawać spontanicznie kwiaty i dawać równie spontanicznie czekoladę. Chcemy pracować i zarabiać, dzielić się obowiązkami domowymi i finansowymi, chcemy współtworzyć związek, być 1 do 1, fifty-fifty na równi z naszym partnerem. A później zachodzimy w ciążę… Znowu o tej ciąży! Jak by to była przyczyna wszystkich problemów! O co Ci chodzi? Dziecko to wspaniała zmiana!

Ciąża – wielka zmiana 

Dziecko to ogromna zmiana i jeszcze większa odpowiedzialność. To trudny czas dla związku, dla pary, czas, gdy kobiecie zmieniają się priorytety, gdy w jej psychice zachodzą olbrzymie zmiany. Czas, w którym zmienia się i kształtuje na nowo cała komórka społeczna: rodzina. A o co jest najwięcej kłótni, gdy wszyscy są zmęczeni, zestresowani i próbują dać z siebie 101%? Tak, najczęściej o obowiązki, a później niestety o pieniądze. Po narodzinach dziecka okazuje się, że związki, które funkcjonowały jak szwajcarski zegarek, potrzebują dobrego oliwienia lub po prostu przestawienia priorytetów. 

Chcesz ścielić? Olej to i pracuj nad budżetem! 

To może zamiast pościeli lepiej pracować nad budżetem? I to jest dobra myśl! Bo widzisz, jak sobie ustalisz budżet w związku – a najczęściej usiądziecie z partnerem i przegadacie, jak ma to wszystko wyglądać – tak będziesz żyła. Jeśli od początku kreujesz się na kobietę-herosa, mistrzynię nadgodzin i zwolenniczkę dwóch etatów, która pracy potrzebuje jak powietrza i jest totalnie samowystarczalna, ciężko będzie Ci zmienić pewne rzeczy, gdy przewartościujesz priorytety we własnej głowie. 

Budżet domowy – jak to u Ciebie wygląda? 

Ile par, tyle pomysłów na zarządzanie finansami. Na podstawie obserwacji, uważam, że wyróżnić można cztery główne metody prowadzenia domowego budżetu:

  1. Jedno wspólne konto, do którego wpada wszystko i każdy bierze tyle, ile potrzebuje
  2. Jedno wspólne konto, na które są przelewane środki z dwóch osobnych kont, 
  3. Dwa osobne konta, z których są regulowane wydatki według wcześniejszych ustaleń, 

Każda z tych metod ma swoje plusy i minusy. Co jest wspólne? Jeśli ktoś prowadzi budżet na jeden z przedstawionych sposobów, bardzo ciężko jest mu zmienić styl myślenia. Tak było, jest i będzie, bo to działało, bo tak jest dobrze. Tyle że po zmianie sił w związku – kobieta na urlopie macierzyńskim, opiekuńczym i być może wychowawczym – stare metody dzielenia się kasą zwyczajnie mogą nie działać… 

Zobacz, jakie są najpopularniejsze metody prowadzenia domowego budżetu. Jak jest u Ciebie? 

 

  • Jedno wspólne konto, na które wpływają wypłaty i z którego każdy bierze tyle, ile potrzebuje

 

+ równy dostęp do pieniędzy w związku niezależnie od zarobków
+ pełna kontrola nad finansami sprawowana przez oboje partnerów
+ trudniej wpaść w długi
+ wszystkie wydatki są wspólne
+ łatwiejsze, wspólne gromadzenie oszczędności  

Minusy:
– trudno zrobić drugiej osobie prezent-niespodziankę
– trudno odłożyć własne pieniądze
– trudno ukryć przed partnerem dodatkowe przychody lub wydatki
– partner może kontrolować wydatki i rozliczać drugą osobę 

Co w przypadku narodzi dziecka? 

Pomniejszona pensja kobiety oraz pełna pensja partnera wciąż wpływa na to konto. Oboje partnerzy mogą swobodnie korzystać ze zgromadzonych środków. Wpływają tam również wszystkie świadczenia i benefity na dziecko. W przypadku urlopu wychowawczego kobieta korzysta ze zgromadzonych na koncie środków oraz wynagrodzenia partnera. 

Czy są inne zagrożenia?
Jeśli jedno z partnerów postanowi wypłacić wszystkie pieniądze z konta i odejść, drugie zostanie bez pieniędzy. Jeśli jedno z partnerów będzie miało długi, komornik zajmie wspólne konto i wszystkie znajdujące się na nim środki mimo braku ślubu lub przy rozdzielności majątkowej. 

 

  • Jedno wspólne konto, na które są przelewane środki z dwóch osobnych kont

 

+ wyraźny podział pieniędzy na wspólne i osobiste
+ większa niezależność w wydawaniu osobistych pieniędzy
+ możliwość robienia prezentów-niespodzianek sobie lub partnerowi
+wspólne podejmowanie decyzji o wydatkach domowych
+ wspólne oraz niezależne gromadzenie oszczędności 

Minusy:

– miesięczna opłata za trzy konta
– konieczność pamiętania o przelewie na wspólne konto
– trudności z podzieleniem wydatków osobistych i wspólnych
– nieporozumienia w ustalaniu kwoty, która jest przelewana na konto wspólne 

Co w przypadku narodzi dziecka? 

Pomniejszona pensja kobiety wpływa na jej osobiste konto. Partnerzy muszą podjąć wspólną decyzję, jaką sumę kobieta przekazuje do budżetu domowego. Jeśli podział nie zostanie dokonany sprawiedliwie, mogą ucierpieć wydatki osobiste kobiety. Świadczenia i benefity na dziecko wpływają na konto partnerki lub partnera, dlatego konieczne jest ustalenie, ile kosztuje miesięczne utrzymanie dziecka i kto płaci za rzeczy dla niego. Na urlopie wychowawczym kobieta nie ma źródła dochodów, jest więc zależna od przelewu na wspólne konto, który wykona partner. 

Jakie są inne zagrożenia? 

Jeśli jedno z partnerów zdecyduje się odejść ze wspólnymi pieniędzmi, strata będzie mniejsza niż w przypadku jednego wspólnego konta. Oczywiście przy założeniu, że każdy z partnerów oszczędzał również swoje pieniądze. Jeśli jeden z partnerów ma długi, komornik może zająć wspólne konto, a w przypadku wspólnoty małżeńskiej, współmałżonek będzie solidarnie odpowiadał za długi. 

 

  • Dwa osobne konta, z których są regulowane wydatki według wcześniejszych ustaleń 

 

Plusy:

+ pełna niezależność finansowa od partnerki lub partnera
+ możliwość ukrywania własnych przychodów i wydatków 

Minusy:
– przy braku dyscypliny bałagan w domowym budżecie
– kłótnie o pieniądze i procentowy udział w utrzymaniu domu

Co w przypadku narodzi dziecka? 

Na konto kobiety wpływa pomniejszone wynagrodzenie, z którego musi pokryć określone wcześniej z partnerem opłaty. Jeśli procentowy udział w domowym budżecie nie zostanie na nowo przedyskutowany, może okazać się, że kobiecie brakuje pieniędzy na bieżące wydatki takie jak: jedzenie, czy środki czystości. W przypadku urlopu wychowawczego kobieta nie dysponuje własnymi pieniędzmi i nie ma dostępu do pieniędzy partnera. Jest więc od niego całkowicie zależna finansowo. 

Jakie są inne zagrożenia? 

Każde z partnerów ma swoje pieniądze, więc zachowuje niezależność. Jeśli para jest w związku małżeńskim, jeden z małżonków może zaciągnąć zobowiązania finansowe, wpaść w długi bez wiedzy drugiej osoby. Warto pamiętać, że zgodnie z art. 30 Kodeksu cywilnego oboje małżonkowie są solidarnie odpowiedzialni za zobowiązania, które zaciągnęło jedno z nich. Dlatego przy dwóch całkowicie osobnych kontach warto pomyśleć o rozdzielności majątkowej. 

Budżet domowy,  która metoda najlepsza? 

Myślę, że dla wielu z nas odpowiedź jest jasna: wspólne konto. Chcemy mieć pewność, że tworzymy z partnerem rodzinę i działamy w tym projekcie wspólnie na wszystkich płaszczyznach również finansowej. Chcemy dzielić się pieniędzmi, które zarabiamy solidarnie, tak jak dzielimy się obowiązkami, a gdy okaże się, że w danym okresie w życiu potrzebujemy więcej wsparcia – ciąża, urlop macierzyński, opiekuńczy, czy wychowawczy – chcemy je otrzymać bez proszenia.

Będą wśród nas również takie kobiety, które nigdy nie zrezygnują z niezależności finansowej, które mogą się podzielić z partnerem swoimi pieniędzmi, ale na ściśle określonych warunkach. Kwestia wychowania lub życiowego doświadczenia. Lub po prostu jesteśmy lepiej wykształcone, bardziej przedsiębiorcze i zaradne i zarabiamy więcej niż nasz partner. Może miałyśmy w życiu więcej szczęścia, byłyśmy na pewnym etapie bardziej pracowite i bardziej skłonne do ponoszenia ryzyka, jesteśmy bogate z domu. W takiej sytuacji bardzo dobrą opcją jest pozostawienie konta osobistego i przelewanie ustalonej kwoty na konto wspólne, do którego oboje partnerzy mają dostęp. Dzięki temu zachowujemy niezależność, nie musimy dzielić się informacjami o naszych przychodach, pensji, premiach, dodatkowych źródłach dochodu i możemy dbać o finanse osobiste – budować poduszkę finansową, sprawiać sobie i partnerowi (jeśli mamy na to ochotę) małe lub większe przyjemności. 

Dla wielu z nas jednym słusznym wyjściem będzie osobne i całkowicie niezależne konto oraz podział, kto i za co płaci. Wolimy zrobić zakupy spożywcze i zapłacić w aptece, niż przelewać środki na wspólne konto. Najczęściej tak jest po prostu wygodniej. Moim zdaniem to opcja, która świetnie sprawdza się na początku związku, gdy para rozpoczyna wspólne prowadzenie gospodarstwa. W sytuacji, gdy partnerzy planują wspólnie dziecko, taki podział może okazać się dla kobiety trudny, a nawet niesprawiedliwy. To, jak będzie życie wyglądało w rzeczywistości, zależy od ustaleń i indywidualnego podejścia do kwestii finansowych obojga partnerów. 

Czy w takim razie kobieta-mama powinna mieć swoje pieniądze? Na to pytanie postaram się odpowiedzieć w kolejny artykule! 

This error message is only visible to WordPress admins

Error: No connected account.

Please go to the Instagram Feed settings page to connect an account.

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo