Styl życia

13-latka padła ofiarą gwałtu. Według internautów „sama się o to prosiła”

4 października 2018 / Alicja Skibińska

Za każdym razem, gdy media donoszą o kolejnym przypadku przemocy seksualnej, internetowi specjaliści od wszystkiego podejmują próbę znalezienia przyczyn tragedii.

I zawsze dochodzą do bardzo podobnych wniosków: to wszystko przez wyzywający ubiór, mocny makijaż, stan upojenia alkoholowego lub fakt, że kobieta sama przechadzała się ulicą po zmroku. Sama jest sobie winna – powinna była wiedzieć, że w ten sposób zaprasza mężczyzn do gwałtu....

Za każdym razem, gdy media donoszą o kolejnym przypadku przemocy seksualnej, internetowi specjaliści od wszystkiego podejmują próbę znalezienia przyczyn tragedii. I zawsze dochodzą do bardzo podobnych wniosków: to wszystko przez wyzywający ubiór, mocny makijaż, stan upojenia alkoholowego lub fakt, że kobieta sama przechadzała się ulicą po zmroku. Sama jest sobie winna – powinna była wiedzieć, że w ten sposób zaprasza mężczyzn do gwałtu.

 

Chyba wszyscy słyszeli już o szokujących wydarzeniach, do których doszło kilka dni temu na Pradze-Północ w Warszawie. Funkcjonariusze straży miejskiej opisują, że 22 września ok. godziny 0:40 zauważyli samotnie przechadzającą się 13-latkę. Z uwagi na młody wiek dziewczyny oraz późną porę postanowili podjąć interwencję. Od nastolatki było czuć alkohol. Podczas rozmowy z nią strażnicy dowiedzieli się, że jej koleżanka leży przy nasypie kolejowym. Dziewczyna była w nienajlepszym stanie: miała drgawki i wymiotowała, a jej ubranie było rozpięte. Według późniejszych zeznań 13-latek, wieczorem, ok. godziny 20:00 obie wypiły po setce wódki, po czym zaczepiły dwóch mężczyzn i poprosiły ich o papierosa. Następnie udały się z nimi za pawilony, gdzie razem pili alkohol. Wspólna „zabawa” przybrała fatalny obrót: najpierw jeden z mężczyzn całował się z pijaną nieletnią, a kiedy zasnęła, zgwałcił ją.

Brzmi koszmarnie, prawda? Nie wiem, jak wy, ale ja mam dreszcze za każdym razem, kiedy czytam lub słyszę opis tych wydarzeń. Podobnie czuje się wielu internautów, jednak ich przemyślenia są zupełnie odmienne od moich. Od kilku dni sieć zalewają komentarze, których autorzy obwiniają 13-latkę o to, co jej się przydarzyło, podają w wątpliwość jej moralność oraz wartość jako człowieka, wyśmiewają i obrażają. Krótko mówiąc – wylewają wiadra pomyj na ofiarę gwałtu:

Z całym szacunkiem, ale sama się prosiła. 13lat jedzie na weekend do koleżanki, kupują setkę wódki??? A później proszą o papierosa od 50letnich mezczyzn i piją z nimi. Przecież nikt im nie wlewał na siłę. Następnie zaczyna całować się z jednym z mezczyzn,przepraszam na co Ona liczyła. Owszem facet nie powinien obcować z tą jak piszecie dziewczynka?? A gdzie rodzice, przepraszam. Z całym szacunkiem, ale sama się prosiła o nieszczęście

13-latki wypiły po setce wódki – ci faceci powinni zostać uniewinnieni – „kto z chłopem pije, ten z chłopem pod płotem leży”

Czy to był „pierwszy raz” tej małej? jakoś wątpię

jeśli dziewczyna pije wódkę z obcym mężczyzną to tak, jakby zdjęła majtki. Szkoda gadać. Facet powinien zostac uniewinniony. „Chcącemu nie dzieje się krzywda”. Dostała to, co chciała. Pewnie ją swędziała

Straszny mi gwałt. Dziewczynki piły w nocy z mężczyznami wódkę. Ale jaja, ale jaja. A gdzie byli starzy tych dziewczynek? Powinni ponieść surowszą karę, niż ten gwałciciel.

Pijane, zaczepiały ludzi, poszły z nieznajomymi dalej pić i zostały zgwałcone ? Owszem seks z 13-latką to przestępstwo, ale czy to był gwałt ? Czy ta „zgwałcona” była dziewicą „przed” ?

13-latki pijace noca wodke i zaczepiajace nieznajomych. Same sie prosily, glupie pindy.

Gdzie ten gwałt, zwykły seks na śpiocha

Baba pijana du.pa sprzedana

 

Wszystkie przytoczone wyżej wypowiedzi to autentyczne komentarze internautów pod wiadomościami o zajściu zamieszczonymi w serwisach informacyjnych (pisownia również jest oryginalna).

Choć trudno w to uwierzyć, takie opinie wcale nie należą do mniejszości. Zatrważająca liczba osób naprawdę uważa, że seks z nieprzytomną, 13-letnią dziewczynką wcale nie jest gwałtem. Że jego ofiara zasłużyła na taki los, bo piła alkohol i przebywała poza domem późnym wieczorem. Niektórzy insynuują, że dziewczynka nie była dziewicą, co ich zdaniem umniejsza wagę czynu mężczyzny, który ją dopuścił się wobec niej przemocy.

Czytając to wszystko, przecierałam oczy ze zdumienia…

Choć może nie powinnam. Przecież z podobnymi „mądrościami” można się spotkać pod każdym newsem na temat wykorzystania seksualnego. I pewnie będzie tak jeszcze długo, bo problem jest znacznie głębszy, niż tylko niewiarygodnie małe móżdżki kilku internautów.

Trudno wymagać od nich inteligencji, wiedzy i empatii, skoro nawet „eksperci” potrafią popisać się ich brakiem. Kilka lat temu Polskę obiegła wypowiedź doktora Krzysztofa Boćkowskiego, seksuologa i biegłego sądowego: To jest problem, wypiją wino, on ją obejmuje, ona go całuje. Potem ona się broni, to on ją na siłę weźmie. No weźmie na siłę chłop, no pewnie, że weźmie. Napływające z każdej strony wyrazy oburzenia bynajmniej nie skłoniły pana doktora do głębszej refleksji czy wycofania się ze swoich kontrowersyjnych słów. Przeciwnie – wywołany do tablicy uzupełnił swoje stanowisko w podobnym tonie: Ja to zawsze młodzieży tłumaczyłem: jeżeli kobieta nie chce współżyć, to niech się nie spotyka z mężczyznami. Proste. Takie jest moje zdanie.

Proste.

Żyjemy w kulturze gwałtu.

Akty wykorzystania seksualnego są bagatelizowane czy wręcz uważane za coś normalnego, stanowiącego nieodłączny element rzeczywistości. Społeczeństwo zdaje się wychodzić z założenia, że mężczyźni gwałcili, gwałcą i będą gwałcili i nie ma sensu z tym walczyć – taka ich natura. W związku z tym jedynym sposobem chronienia kobiet przed aktami przemocy jest przerzucenie na nie odpowiedzialności za całe zło, które je spotyka. Każda z nas wzrasta w poczuciu nieustannego zagrożenia. Od dziecka słyszymy, co powinnyśmy, a czego nie powinnyśmy robić, by zminimalizować ryzyko stania się ofiarą napaści. Jak się ubierać, z kim spotykać, jak zachowywać itp. Jeśli choć na chwilę stracimy czujność, może nas spotkać coś złego. I będziemy mogły winić tylko siebie – w końcu nas ostrzegano.

Idealnym podsumowaniem całej tej sytuacji jest wypowiedź fikcyjnej prezenterki radiowej występującej w powieści Sarai Walker pt. „Dietoland”:

Dziewczynkom od najmłodszych lat wpaja się strach przed “złymi mężczyznami”, którzy mogą nas skrzywdzić. Żyjemy w obawie przed tym, że owi źli mężczyźni nas zgwałcą, pobiją, nawet zamordują, ale problem w tym, że nie ma sposobu, żeby odróżnić tych złych od tych dobrych, więc trzeba się wystrzegać wszystkich. Powtarza nam się, żebyśmy nie wychodziły same wieczorami, nie ubierały się w taki czy inny sposób, nie rozmawiały z nieznajomymi, nie prowokowały mężczyzn, okazując im zainteresowanie. Chodzimy na zajęcia z samoobrony, chowamy się za zamkniętymi drzwiami, nosimy ze sobą gaz pieprzowy i gwizdki alarmowe. Czy to nie jest forma terroryzmu?

Przypomnijmy sobie zeszłoroczną, wyjątkowo nieudaną grafikę Głównego Inspektoratu Sanitarnego, której celem miało być ostrzeganie kobiet przed pigułką gwałtu. Hasło brzmiało: „Mądra dziewczynka pilnuje drinka”. W domyśle: tylko głupie dziewczyny pozwalają na to, by ktoś dosypywał im środki odurzające do napoju, po czym je gwałcił. Część osób broni kampanii, twierdząc, że stały za nią dobre intencje. Być może, choć forma i jakość wykonania naprawdę wołają o pomstę do nieba. Oczywiście, nikt nie pofatygował się, by przygotować podobne plakaty skierowane do mężczyzn – na przykład o tym, że kobieta nie jest przedmiotem albo że za gwałt idzie się do więzienia (czy na tym samym, infantylnym poziomie, co oryginał – moje propozycje to: „Niemądre chłopaki trafiają do paki” lub „Nie bądź głuptasem, nie wymachuj k…”). Po co? Przecież faceci i tak będą podawali kobietom nielegalne substancje i wykorzystywali je, kiedy już stracą przytomność. Po co w ogóle zawracać sobie tym głowę?

Nic dziwnego, że ofiary gwałtu tak często obwiniają się o to, co je spotkało.

Od najmłodszych lat są zasypywane radami na temat tego, jak powinny się zachowywać, by uniknąć przemocy. Słyszą, jak inne ofiary gwałtów są oskarżane o prowokowanie mężczyzn, którzy nie mogą nic nie poradzić na to, że gwałcą, w końcu „taka ich natura”. Wzrastają w przekonaniu, że wszystko zależy od nich, choć to przecież nieprawda.

Zdarza się, że najostrzejsze komentarze na temat przemocy seksualnej padają z ust innych kobiet. To ich sposób na poradzenie sobie z lękiem. Tworzą dystans między sobą a ofiarą, bo chcą wierzyć, że same są bezpieczne. „Ona zachowywała się nieodpowiednio, była nieostrożna i prowokowała. Ja tego nie robię, więc nie muszę się bać, że spotka mnie to samo”. Według teorii sformułowanej w 1980 roku przez Melvina Lernera ludzie chcą myśleć, że świat jest sprawiedliwy, w związku z czym zakładają, że za cnotę zawsze czeka ich nagroda, a za każdy występek – kara. Jeśli jakąś kobietę spotkał tak straszny los, widocznie musiała sobie na to zasłużyć. O tym, że wierzymy w to, w co chcemy wierzyć, bardzo dobitnie świadczy wypowiedź żony Mariusza Trynkiewicza (skazanego za przestępstwa seksualne oraz zamordowanie trzech chłopców) przytoczona w książce Justyny Kopińskiej pt. „Polska odwraca oczy”:

Nie wiadomo, kim obecnie byłyby te dzieci. Może wyrosłyby na zabójców lub złodziei. Kto włóczy się samotnie przy rzece w wieku kilkunastu lat? To jest dopiero brak odpowiedzialności! (…) Według mnie w przypadku osiemdziesięciu procent molestowań i gwałtów ofiara sama jest sobie winna. Nikt mi nie wmówi, że jak dzieci idą samotnie do księdza na plebanię, to nie przeczuwają, że coś złego może się wydarzyć. Dzieci to nie są głupie owieczki. Przecież jak kobieta biegnie po lesie kabackim w legginsach lub czeka na autobus nocny pod wpływem alkoholu, to sama prosi się o gwałt. Mariusz tych chłopców nie ciągnął na siłę do mieszkania. Obiecał im, że postrzelają z wiatrówki. Więc oczywiście w pierwszym odruchu mogli się zgodzić, ale później przeszli długo odcinek drogi. Mieli czas, aby ochłonąć, zastanowić się i uciec. Nie zrobili tego. To była ich decyzja, że nie żyją.

Częścią kultury gwałtu jest również tendencja do zakładania, że ofiary gwałtu wymyślają swoje zarzuty, bo chcą się zemścić na domniemanych sprawcach, żałują seksu z nimi lub pragną ochronić swoją reputację. Statystyki pokazują jednak, że takie przypadki stanowią zdecydowaną mniejszość (np. według danych FBI z 1996 roku fałszywe oskarżenia stanowią zaledwie 8% wszystkich zgłoszeń w tego typu sprawach).

Gwałt niesie za sobą wiele poważnych konsekwencji psychologicznych: lęk, szok, odrętwienie, wstyd, upokorzenie, poczucie własnej bezradności, napady paniki, zaburzenia nastroju (takie jak dystymia i depresja), a także poczucie winy.

Wiele ofiar boi się powiedzieć o swoich doświadczeniach bliskim lub zgłosić sprawę na policję w obawie przed stygmatyzującymi reakcjami. Najprościej rzecz ujmując: obawiają się właśnie takich komentarzy, jakie posypały się pod doniesieniami o gwałcie na 13-latce. Wyrzucają sobie, że mogły być ostrożniejsze, czasami uwewnętrzniają przekonanie, że zasłużyły na to, co im się przydarzyło. Wiele ofiar przemocy seksualnej doświadcza objawów PTSD, czyli zespołu stresu pourazowego. Traumatyczne doświadczenia wracają w powtarzających się, natrętnych wspomnieniach i koszmarach sennych. Jakiekolwiek miejsce, słowo lub przedmiot kojarzące się z gwałtem mogą w jednej chwili „przenieść” poszkodowaną do tamtych chwil. W zrozumiały sposób tego rodzaju przemoc może zaburzyć funkcjonowanie w sferze seksualności oraz relację z własnym ciałem, które wydaje się obce i zbrukane. Uczucie to wielokrotnie opisywane jest we wstrząsającej powieści pt. „Sama się prosiła” autorstwa Louise O’Neill: Należę do tamtych chłopaków i czuję się tak, jak gdyby wypalili na mnie swoje piętno.

Jestem pewna, że wielu komentatorów, zostawiających swoje opinie pod kolejnymi doniesieniami o przemocy seksualnej, robią to bezrefleksyjnie, dla zabawy.

Nie zdają sobie sprawy z tego, jak ogromne mogą być konsekwencje ich lekkomyślnych działań. Nieempatyczne postawy przedstawicieli organów państwa (np. policji czy sądów) oraz napiętnowanie ze strony otoczenia prowadzą do wtórnej wiktymizacji, pogarszając stan psychiczny ofiary.

Domorośli specjaliści od wszystkiego mają rację, że 13-latki nie powinny być same poza domem w późnych godzinach wieczornych. Nie powinny spożywać alkoholu, palić papierosów i zaczepiać obcych, potencjalnie niebezpiecznych mężczyzn. Zastanawiające jest to, gdzie w tym czasie byli ich rodzice. Prawdopodobnie nigdy się tego nie dowiemy. Być może dziewczynki pochodzą z domów, w których brakuje troski i opieki. A może wręcz przeciwnie: mają ciepłe, kochające rodziny, które nawet nie wiedziały, że dzieci nie ma w domu. Możliwych scenariuszy jest całe mnóstwo. Ale wiecie co? To nie jest nasza sprawa. Żadne okoliczności nie tłumaczą ani nie usprawiedliwiają tego, co się stało. Każda kobieta, niezależnie od wieku, powinna móc bezpiecznie opuścić mieszkanie o dowolnej godzinie. Przypomnijmy, że obcowanie płciowe z osobą poniżej 15-tego roku życia jest czynem zabronionym, ponieważ przyjmuje się, że dopiero po osiągnięciu tego wieku nastolatek znajduje się na etapie rozwoju pozwalającym mu wyrazić świadomą zgodę na współżycie. Seks z osobą, która nie wyraziła na niego zgody, jest aktem przemocy. Żadna ilość wypitego alkoholu nie pozwala nam przypuszczać, że kobieta (lub mężczyzna) domyślnie zgadza się na współżycie. Należy wręcz zakładać, że stan głębokiego upojenia wyklucza świadomą zgodę. Gwałt to nie tylko sytuacja, w której ofiara stawia czynny, zdecydowany opór. A już na pewno nie można mówić o normalnym stosunku w sytuacji, w której jedna ze stron jest nieprzytomna. To ZAWSZE jest gwałt. NIE MA czegoś takiego jak „seks na śpiocha”! O matko, niech ktoś wymaże z mojej pamięci to straszne określenie.

Życie 13-latki, która została zgwałcona w Warszawie, uległo zmianie już na zawsze.

Podobnie jak życie każdej osoby, która doświadczyła przemocy seksualnej. Rozwiązaniem tego problemu nie jest pozamykanie się w domach i nieustanny lęk przed każdą napotkaną osobą. Porównanie kobiety do otwartego mieszkania lub samochodu z kluczykami w stacyjce to sprowadzenie jej do roli przedmiotu, który każdy może sobie po prostu „wziąć”. To nie alkohol, krótka spódniczka czy mocny makijaż dopuszczają się gwałtów. Gwałcą ludzie. I dopóki będziemy pytać, co ofiara robiła w miejscu zdarzenia albo jak sprowokowała sprawcę, zamiast zastanowić się, dlaczego dorosły mężczyzna uznał, że w seksie z nieprzytomną nieletnią nie ma niczego nagannego, świat na pewno nie stanie się bezpieczniejszym miejscem.

 

 

Styl życia

O zjadaniu mniejszych

1 lipca 2019 / Marta Osadkowska

Dlaczego przyjęliśmy nazywać okrucieństwo zezwierzęceniem?

To nie jest w porządku. Zwierzęta nie są okrutne. Fiodor Dostojewski Człowiek jest jedyną okrutną istotą na Ziemi. Pod pojęciem okrucieństwa rozumiem świadome i celowe zadawanie bólu dla własnej korzyści, przyjemności czy satysfakcji. Żadne inne stworzenie tego nie robi. Nie jest dla nikogo tajemnicą, co dzieje się w przemysłowych hodowlach zwierząt, nie jest moim celem psucie Wam dnia...

Dlaczego przyjęliśmy nazywać okrucieństwo zezwierzęceniem? To nie jest w porządku. Zwierzęta nie są okrutne.

Fiodor Dostojewski

Człowiek jest jedyną okrutną istotą na Ziemi. Pod pojęciem okrucieństwa rozumiem świadome i celowe zadawanie bólu dla własnej korzyści, przyjemności czy satysfakcji. Żadne inne stworzenie tego nie robi.

Nie jest dla nikogo tajemnicą, co dzieje się w przemysłowych hodowlach zwierząt, nie jest moim celem psucie Wam dnia przytaczaniem przykładów cierpienia zadawanego zwierzętom. Powszechnie wiadomo, że to czyste ZŁO. Widzieliśmy filmiki, zdjęcia, nie da się tego uniknąć. A jednak masowo odwracamy oczy, udajemy, że tego nie ma.

W imię czego? Smacznego posiłku? Wygody?

Mój bardzo mięsożerny mąż mawia: ignorancja jest błogosławieństwem. Na pewno jest w tym sporo prawdy, łatwiej żyć w niewiedzy. Prościej uznać, że jeden człowiek i tak nic nie zmieni, że tak już jest, odwołać się do większości i strzepnąć z siebie odpowiedzialność. Ale historia przeczy takiej postawie: to jednostki porywały tłumy, które dokonywały rewolucyjnych zmian. Zniesienie niewolnictwa, dostęp do edukacji, równouprawnienie – to wszystko wydawało się kiedyś mrzonką niewielu. A teraz nie sposób sobie tamtych czasów wyobrazić. Czy w przyszłości nasze wnuki popatrzą ze zdziwieniem na nasze okrucieństwo wobec zwierząt powodowane tylko zachciankami? Bardzo na to liczę.

W dzisiejszym świecie wszystko kręci się wokół pieniądza.

Chcemy mieć dużo i tanio, chcemy czuć się bogaci i nie musieć oglądać jakim kosztem nasze pragnienia są spełniane. Spójrzmy prawdzie w oczy: mięso pochodzi od zwierząt, które zginęły tylko po to, by ludzie mogli mieć chwilę przyjemności, a przed śmiercią zostały okaleczone i poparzone – pisze Jonathan Safran Foer w książce „Zjadanie zwierząt”. Można hodować zwierzęta w przyzwoitych, humanitarnych warunkach, ale wtedy ich pochodne będą droższe. Na to zgody konsumentów nie ma. Chcemy, żeby mięso, które dostaniemy, nie kosztowało dużo, co w prosty sposób przekłada się na cięcia kosztów hodowli zwierząt w wielkich korporacjach. Niewiele jest już takich ładnych, zielonych farm, na których krowy spacerują po łące, a kury na wybiegach. Dziś liczy się każdy centymetr powierzchni, a oglądanie nieba jest luksusem, na które niektóre zwierzęta mogą sobie pozwolić przez kilka minut, gdy są ładowane na ciężarówki mające zawieźć je do rzeźni. W tej sytuacji nie przekonuje mnie argument, że jedzenie mięsa jest „zgodne z naturą”, bo to, jak człowiek obecnie traktuje zwierzęta nie ma z nią nic wspólnego.

To nierówna wojna tocząca się pomiędzy tymi, którzy nie szanują żywych istot i nie mają dla nich współczucia, oraz tymi właśnie istotami, które o to współczucie proszą. To wojna o litość. I choć trwa od wieków, to dopiero teraz weszła w krytyczną fazę – komentował obecną sytuację francuski filozof Jacques Derrida.

Prawo właściwie nie chroni zwierząt hodowlanych i odwraca się od tego, co człowiek z nimi wyprawia.

Gdy wypłynie dowód na okrutne tortury praktykowane na przykład w ubojniach albo eko organizacja narobi dymu, wchodzi jakaś kontrola, nakłada jakąś karę, która dla producentów zwykle nie jest nawet odczuwalną kwotą i wychodzi. Nic się nie zmienia. Nie może się zmienić, bo to pociąga za sobą koszty, a tych nikt nie chce ponosić. Powstają pseudo-regulacje i określenia widmo. Jednym z nich jest: chów na wolnym wybiegu. Kiedy słyszę to określenie, wyobrażam sobie istną sielankę: przestrzeń, biegające kury, świeże powietrze i inne wspaniałości. W praktyce hodowla spełnia wymagania do tej etykiety, gdy ptaki „mają dostęp do świeżego powietrza” i nie są trzymane w klatkach. Czyli zwykle: ściśnięte do granic w szopie posiadającej niewielkie okienko pod dachem.

Konsument kupuje swoje wyobrażenie o danym określeniu, a nie rzeczywistość.

A co tam jest w środku, w tym mięsku?

Hormony, antybiotyki, woda, bakterii tysiące (w tym na przykład pałeczki e coli, powszechnie spotykane, gdyż ptaki mieszkają we własnych odchodach). Drób szprycuje się hormonami wzrostu, bo ma być szybko duży i szybko gotowy na rzeź, a my potem zajadamy ten hormon ze smakiem i dziwimy się, czemu te dziewczynki tak szybko dziś fizycznie dorastają. Bulwersujemy się, gdy tę substancję zażywają sportowcy, a sami kładziemy ją na talerzach naszych dzieci.

Jeśli chodzi o kwestie etyczne, doskonale zjadanie zwierząt opisał Stanisław Lem:

Mięsożerność nie jest niczyją winą, skoro wynikła w toku ewolucji naturalnej! Wszelako różnice dzielące tak zwanego człowieka od jego krewnych zwierzęcych są niemal żadne! Podobnie jak osobnik wyższy nie może uważać, aby to dawało mu prawo do pożerania wzrostem niższych, tak i obdarzony wyższym nieco umysłem nie może mordować ani pożerać niższych umysłowo, a jeśli już musi to czynić, za sprawą tragicznego obciążenia dziedzicznego, winien pochłaniać okrwawione ofiary w trwodze, po kryjomu, w norach swych i najciemniejszych zakątkach pieczar, targany wyrzutami sumienia, rozpaczą i nadzieją, że kiedyś uda mu się wyzwolić od brzemienia mordów tak nieustannych. Niestety! Bezcześci szczątki śmiertelne, dusząc je, bawi się nimi, a dopiero potem wchłania na publicznych żerowiskach, wśród podskoków obnażonych samic swego gatunku, bo mu to wzmaga apetyt na zmarłych”.

No i jest jeszcze czynnik ekologiczny. Pomstujemy na samochody, kominy i innych trucicieli, podczas gdy, wg ONZ, hodowanie zwierząt na mięso jest jedną z dwóch lub trzech najważniejszych przyczyn współczesnych problemów ekologicznych zarówno tych lokalnych, jak i tych globalnych. Chów przemysłowy to najważniejsze źródło problemów ochrony środowiska. Metan, który wydzielają krowy w tych miejscach, jest bardziej szkodliwy niż wszelkie spaliny i inne smogi. Bardzo fajnie opowiada o tym dokument „Cowspiracy” (do obejrzenia na Netflixie).

Dokładnie pamiętam dzień, w którym przestałam jeść mięso.

Zawsze je ograniczałam, ale po lekturze artykułu o dokarmianiu świń ich odchodami, żeby były cięższe, uznałam, że enough is enough. Nie chcę być więcej częścią tej karuzeli okrucieństwa. Od pięciu lat nie jem zwierząt i czuję się z tym bardzo dobrze. Od zeszłego tygodnia, gdy przeczytałam Zjadanie zwierząt Foera, wykluczam z diety wszelkie produkty odzwierzęce. Gdy mówię, że nie jem mięsa, często widzę, jak u rozmówcy się prężą mózgów szeregi i wzrok się pali, niczym w piosence Wojciecha Młynarskiego. I zaczynają się pytania: a ryby jesz? A żelki? Jakby moja deklaracja była swego rodzaju wyzwaniem. Może jest? Żyjemy w świecie, gdzie możesz codziennie jeść fast food, zalewać się litrami coca-coli i to jest społecznie akceptowalne i popierane. Ale jak tylko powiesz, że nie jesz mięsa, wszyscy zaczynają się troszczyć o twoje zdrowie. Moje wyniki badań znacznie się poprawiły, odkąd nie jem mięsa. Cukier, cholesterol, które genetycznie mam wysokie, nigdy się tak ładnie nie prezentowały. Nie czuję się lepsza od mięsożerców, czuję się po prostu lepiej ze sobą.

Jestem typowym przykładem człowieka, który je, żeby przeżyć, nie mam w sobie nic ze smakosza.

Lubię, gdy to, co zjadam jest smaczne i zdrowe, ale nie poświęcam wiele czasu na poszukiwania. Gdy planuję podróż, kwestia jedzenia jest zupełnie poza mną. O posiłku zapominam właściwie w momencie odstawienia talerza. Znam ludzi, którzy celebrują jedzenie, jest ono ważnym elementem ich codzienności, a jednym z aspektów odwiedzania nowych miejsc, jest kosztowanie lokalnej kuchni. Potrafią długo czytać i szukać tej najlepszej knajpki. Im trudniej rezygnować z mięsa niż mnie, to na pewno. Ale robią to. Dla mnie większym poświęceniem było odstawienie serów i serniczków, które uwielbiam. Ale zdecydowałam się na to. Uważam, że wolna wola to ogromna odpowiedzialność. My możemy zdecydować, że nie chcemy być częścią okrutnego traktowania zwierząt, niehumanitarnego zabijania ich i torturowania dla naszej przyjemności. Czy to coś zmienia? Jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale już sto, owszem. Producenci żywności muszą odpowiadać na potrzeby konsumentów. Ja wierzę w siłę jednostek. A rynek reaguje na ich głos: największa stacja benzynowa wprowadziła wegańskie hot dogi, w Ikei słynne klopsiki mają swój wege zamiennik, przybywa knajp serwujących roślinną kuchnię.

Chciwość zatruwa ludzkie dusze, zamyka świat w szponach nienawiści, popycha nas stopniowo do rozlewu krwi. Musimy szybko dojrzeć, bo inaczej sami się pozabijamy. Nowoczesność zawiodła nas w potrzebie. Nasza wiedza cynicznie nami manipuluje, nasza inteligencja to twardość i nieżyczliwość. Za dużo myślimy, a za mało czujemy. Bardziej niż nowoczesności, potrzebujemy człowieczeństwa. To Wy, ludzie, macie moc tworzenia maszyn. Moc tworzenia szczęścia. Macie moc, by uczynić to życie wolnym i pięknym, moc uczynić to życie cudowną przygodą.”

przemawia wcielający się w rolę dyktatora Charlie Chaplin w filmie z 1940 roku. Rzadko mówił na ekranie, ale gdy już to zrobił, wygłosił słowa poruszające i nie tracące na aktualności do dzisiaj.

Tylko od nas zależy, jak ten świat będzie wyglądał.

Nie równajmy człowieczeństwa z okrucieństwem.

 

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo