Change font size Change site colors contrast
Styl życia

13-latka padła ofiarą gwałtu. Według internautów „sama się o to prosiła”

4 października 2018 / Alicja Skibińska

Za każdym razem, gdy media donoszą o kolejnym przypadku przemocy seksualnej, internetowi specjaliści od wszystkiego podejmują próbę znalezienia przyczyn tragedii.

I zawsze dochodzą do bardzo podobnych wniosków: to wszystko przez wyzywający ubiór, mocny makijaż, stan upojenia alkoholowego lub fakt, że kobieta sama przechadzała się ulicą po zmroku. Sama jest sobie winna – powinna była wiedzieć, że w ten sposób zaprasza mężczyzn do gwałtu....

Za każdym razem, gdy media donoszą o kolejnym przypadku przemocy seksualnej, internetowi specjaliści od wszystkiego podejmują próbę znalezienia przyczyn tragedii. I zawsze dochodzą do bardzo podobnych wniosków: to wszystko przez wyzywający ubiór, mocny makijaż, stan upojenia alkoholowego lub fakt, że kobieta sama przechadzała się ulicą po zmroku. Sama jest sobie winna – powinna była wiedzieć, że w ten sposób zaprasza mężczyzn do gwałtu.

 

Chyba wszyscy słyszeli już o szokujących wydarzeniach, do których doszło kilka dni temu na Pradze-Północ w Warszawie. Funkcjonariusze straży miejskiej opisują, że 22 września ok. godziny 0:40 zauważyli samotnie przechadzającą się 13-latkę. Z uwagi na młody wiek dziewczyny oraz późną porę postanowili podjąć interwencję. Od nastolatki było czuć alkohol. Podczas rozmowy z nią strażnicy dowiedzieli się, że jej koleżanka leży przy nasypie kolejowym. Dziewczyna była w nienajlepszym stanie: miała drgawki i wymiotowała, a jej ubranie było rozpięte. Według późniejszych zeznań 13-latek, wieczorem, ok. godziny 20:00 obie wypiły po setce wódki, po czym zaczepiły dwóch mężczyzn i poprosiły ich o papierosa. Następnie udały się z nimi za pawilony, gdzie razem pili alkohol. Wspólna „zabawa” przybrała fatalny obrót: najpierw jeden z mężczyzn całował się z pijaną nieletnią, a kiedy zasnęła, zgwałcił ją.

Brzmi koszmarnie, prawda? Nie wiem, jak wy, ale ja mam dreszcze za każdym razem, kiedy czytam lub słyszę opis tych wydarzeń. Podobnie czuje się wielu internautów, jednak ich przemyślenia są zupełnie odmienne od moich. Od kilku dni sieć zalewają komentarze, których autorzy obwiniają 13-latkę o to, co jej się przydarzyło, podają w wątpliwość jej moralność oraz wartość jako człowieka, wyśmiewają i obrażają. Krótko mówiąc – wylewają wiadra pomyj na ofiarę gwałtu:

Z całym szacunkiem, ale sama się prosiła. 13lat jedzie na weekend do koleżanki, kupują setkę wódki??? A później proszą o papierosa od 50letnich mezczyzn i piją z nimi. Przecież nikt im nie wlewał na siłę. Następnie zaczyna całować się z jednym z mezczyzn,przepraszam na co Ona liczyła. Owszem facet nie powinien obcować z tą jak piszecie dziewczynka?? A gdzie rodzice, przepraszam. Z całym szacunkiem, ale sama się prosiła o nieszczęście

13-latki wypiły po setce wódki – ci faceci powinni zostać uniewinnieni – „kto z chłopem pije, ten z chłopem pod płotem leży”

Czy to był „pierwszy raz” tej małej? jakoś wątpię

jeśli dziewczyna pije wódkę z obcym mężczyzną to tak, jakby zdjęła majtki. Szkoda gadać. Facet powinien zostac uniewinniony. „Chcącemu nie dzieje się krzywda”. Dostała to, co chciała. Pewnie ją swędziała

Straszny mi gwałt. Dziewczynki piły w nocy z mężczyznami wódkę. Ale jaja, ale jaja. A gdzie byli starzy tych dziewczynek? Powinni ponieść surowszą karę, niż ten gwałciciel.

Pijane, zaczepiały ludzi, poszły z nieznajomymi dalej pić i zostały zgwałcone ? Owszem seks z 13-latką to przestępstwo, ale czy to był gwałt ? Czy ta „zgwałcona” była dziewicą „przed” ?

13-latki pijace noca wodke i zaczepiajace nieznajomych. Same sie prosily, glupie pindy.

Gdzie ten gwałt, zwykły seks na śpiocha

Baba pijana du.pa sprzedana

 

Wszystkie przytoczone wyżej wypowiedzi to autentyczne komentarze internautów pod wiadomościami o zajściu zamieszczonymi w serwisach informacyjnych (pisownia również jest oryginalna).

Choć trudno w to uwierzyć, takie opinie wcale nie należą do mniejszości. Zatrważająca liczba osób naprawdę uważa, że seks z nieprzytomną, 13-letnią dziewczynką wcale nie jest gwałtem. Że jego ofiara zasłużyła na taki los, bo piła alkohol i przebywała poza domem późnym wieczorem. Niektórzy insynuują, że dziewczynka nie była dziewicą, co ich zdaniem umniejsza wagę czynu mężczyzny, który ją dopuścił się wobec niej przemocy.

Czytając to wszystko, przecierałam oczy ze zdumienia…

Choć może nie powinnam. Przecież z podobnymi „mądrościami” można się spotkać pod każdym newsem na temat wykorzystania seksualnego. I pewnie będzie tak jeszcze długo, bo problem jest znacznie głębszy, niż tylko niewiarygodnie małe móżdżki kilku internautów.

Trudno wymagać od nich inteligencji, wiedzy i empatii, skoro nawet „eksperci” potrafią popisać się ich brakiem. Kilka lat temu Polskę obiegła wypowiedź doktora Krzysztofa Boćkowskiego, seksuologa i biegłego sądowego: To jest problem, wypiją wino, on ją obejmuje, ona go całuje. Potem ona się broni, to on ją na siłę weźmie. No weźmie na siłę chłop, no pewnie, że weźmie. Napływające z każdej strony wyrazy oburzenia bynajmniej nie skłoniły pana doktora do głębszej refleksji czy wycofania się ze swoich kontrowersyjnych słów. Przeciwnie – wywołany do tablicy uzupełnił swoje stanowisko w podobnym tonie: Ja to zawsze młodzieży tłumaczyłem: jeżeli kobieta nie chce współżyć, to niech się nie spotyka z mężczyznami. Proste. Takie jest moje zdanie.

Proste.

Żyjemy w kulturze gwałtu.

Akty wykorzystania seksualnego są bagatelizowane czy wręcz uważane za coś normalnego, stanowiącego nieodłączny element rzeczywistości. Społeczeństwo zdaje się wychodzić z założenia, że mężczyźni gwałcili, gwałcą i będą gwałcili i nie ma sensu z tym walczyć – taka ich natura. W związku z tym jedynym sposobem chronienia kobiet przed aktami przemocy jest przerzucenie na nie odpowiedzialności za całe zło, które je spotyka. Każda z nas wzrasta w poczuciu nieustannego zagrożenia. Od dziecka słyszymy, co powinnyśmy, a czego nie powinnyśmy robić, by zminimalizować ryzyko stania się ofiarą napaści. Jak się ubierać, z kim spotykać, jak zachowywać itp. Jeśli choć na chwilę stracimy czujność, może nas spotkać coś złego. I będziemy mogły winić tylko siebie – w końcu nas ostrzegano.

Idealnym podsumowaniem całej tej sytuacji jest wypowiedź fikcyjnej prezenterki radiowej występującej w powieści Sarai Walker pt. „Dietoland”:

Dziewczynkom od najmłodszych lat wpaja się strach przed “złymi mężczyznami”, którzy mogą nas skrzywdzić. Żyjemy w obawie przed tym, że owi źli mężczyźni nas zgwałcą, pobiją, nawet zamordują, ale problem w tym, że nie ma sposobu, żeby odróżnić tych złych od tych dobrych, więc trzeba się wystrzegać wszystkich. Powtarza nam się, żebyśmy nie wychodziły same wieczorami, nie ubierały się w taki czy inny sposób, nie rozmawiały z nieznajomymi, nie prowokowały mężczyzn, okazując im zainteresowanie. Chodzimy na zajęcia z samoobrony, chowamy się za zamkniętymi drzwiami, nosimy ze sobą gaz pieprzowy i gwizdki alarmowe. Czy to nie jest forma terroryzmu?

Przypomnijmy sobie zeszłoroczną, wyjątkowo nieudaną grafikę Głównego Inspektoratu Sanitarnego, której celem miało być ostrzeganie kobiet przed pigułką gwałtu. Hasło brzmiało: „Mądra dziewczynka pilnuje drinka”. W domyśle: tylko głupie dziewczyny pozwalają na to, by ktoś dosypywał im środki odurzające do napoju, po czym je gwałcił. Część osób broni kampanii, twierdząc, że stały za nią dobre intencje. Być może, choć forma i jakość wykonania naprawdę wołają o pomstę do nieba. Oczywiście, nikt nie pofatygował się, by przygotować podobne plakaty skierowane do mężczyzn – na przykład o tym, że kobieta nie jest przedmiotem albo że za gwałt idzie się do więzienia (czy na tym samym, infantylnym poziomie, co oryginał – moje propozycje to: „Niemądre chłopaki trafiają do paki” lub „Nie bądź głuptasem, nie wymachuj k…”). Po co? Przecież faceci i tak będą podawali kobietom nielegalne substancje i wykorzystywali je, kiedy już stracą przytomność. Po co w ogóle zawracać sobie tym głowę?

Nic dziwnego, że ofiary gwałtu tak często obwiniają się o to, co je spotkało.

Od najmłodszych lat są zasypywane radami na temat tego, jak powinny się zachowywać, by uniknąć przemocy. Słyszą, jak inne ofiary gwałtów są oskarżane o prowokowanie mężczyzn, którzy nie mogą nic nie poradzić na to, że gwałcą, w końcu „taka ich natura”. Wzrastają w przekonaniu, że wszystko zależy od nich, choć to przecież nieprawda.

Zdarza się, że najostrzejsze komentarze na temat przemocy seksualnej padają z ust innych kobiet. To ich sposób na poradzenie sobie z lękiem. Tworzą dystans między sobą a ofiarą, bo chcą wierzyć, że same są bezpieczne. „Ona zachowywała się nieodpowiednio, była nieostrożna i prowokowała. Ja tego nie robię, więc nie muszę się bać, że spotka mnie to samo”. Według teorii sformułowanej w 1980 roku przez Melvina Lernera ludzie chcą myśleć, że świat jest sprawiedliwy, w związku z czym zakładają, że za cnotę zawsze czeka ich nagroda, a za każdy występek – kara. Jeśli jakąś kobietę spotkał tak straszny los, widocznie musiała sobie na to zasłużyć. O tym, że wierzymy w to, w co chcemy wierzyć, bardzo dobitnie świadczy wypowiedź żony Mariusza Trynkiewicza (skazanego za przestępstwa seksualne oraz zamordowanie trzech chłopców) przytoczona w książce Justyny Kopińskiej pt. „Polska odwraca oczy”:

Nie wiadomo, kim obecnie byłyby te dzieci. Może wyrosłyby na zabójców lub złodziei. Kto włóczy się samotnie przy rzece w wieku kilkunastu lat? To jest dopiero brak odpowiedzialności! (…) Według mnie w przypadku osiemdziesięciu procent molestowań i gwałtów ofiara sama jest sobie winna. Nikt mi nie wmówi, że jak dzieci idą samotnie do księdza na plebanię, to nie przeczuwają, że coś złego może się wydarzyć. Dzieci to nie są głupie owieczki. Przecież jak kobieta biegnie po lesie kabackim w legginsach lub czeka na autobus nocny pod wpływem alkoholu, to sama prosi się o gwałt. Mariusz tych chłopców nie ciągnął na siłę do mieszkania. Obiecał im, że postrzelają z wiatrówki. Więc oczywiście w pierwszym odruchu mogli się zgodzić, ale później przeszli długo odcinek drogi. Mieli czas, aby ochłonąć, zastanowić się i uciec. Nie zrobili tego. To była ich decyzja, że nie żyją.

Częścią kultury gwałtu jest również tendencja do zakładania, że ofiary gwałtu wymyślają swoje zarzuty, bo chcą się zemścić na domniemanych sprawcach, żałują seksu z nimi lub pragną ochronić swoją reputację. Statystyki pokazują jednak, że takie przypadki stanowią zdecydowaną mniejszość (np. według danych FBI z 1996 roku fałszywe oskarżenia stanowią zaledwie 8% wszystkich zgłoszeń w tego typu sprawach).

Gwałt niesie za sobą wiele poważnych konsekwencji psychologicznych: lęk, szok, odrętwienie, wstyd, upokorzenie, poczucie własnej bezradności, napady paniki, zaburzenia nastroju (takie jak dystymia i depresja), a także poczucie winy.

Wiele ofiar boi się powiedzieć o swoich doświadczeniach bliskim lub zgłosić sprawę na policję w obawie przed stygmatyzującymi reakcjami. Najprościej rzecz ujmując: obawiają się właśnie takich komentarzy, jakie posypały się pod doniesieniami o gwałcie na 13-latce. Wyrzucają sobie, że mogły być ostrożniejsze, czasami uwewnętrzniają przekonanie, że zasłużyły na to, co im się przydarzyło. Wiele ofiar przemocy seksualnej doświadcza objawów PTSD, czyli zespołu stresu pourazowego. Traumatyczne doświadczenia wracają w powtarzających się, natrętnych wspomnieniach i koszmarach sennych. Jakiekolwiek miejsce, słowo lub przedmiot kojarzące się z gwałtem mogą w jednej chwili „przenieść” poszkodowaną do tamtych chwil. W zrozumiały sposób tego rodzaju przemoc może zaburzyć funkcjonowanie w sferze seksualności oraz relację z własnym ciałem, które wydaje się obce i zbrukane. Uczucie to wielokrotnie opisywane jest we wstrząsającej powieści pt. „Sama się prosiła” autorstwa Louise O’Neill: Należę do tamtych chłopaków i czuję się tak, jak gdyby wypalili na mnie swoje piętno.

Jestem pewna, że wielu komentatorów, zostawiających swoje opinie pod kolejnymi doniesieniami o przemocy seksualnej, robią to bezrefleksyjnie, dla zabawy.

Nie zdają sobie sprawy z tego, jak ogromne mogą być konsekwencje ich lekkomyślnych działań. Nieempatyczne postawy przedstawicieli organów państwa (np. policji czy sądów) oraz napiętnowanie ze strony otoczenia prowadzą do wtórnej wiktymizacji, pogarszając stan psychiczny ofiary.

Domorośli specjaliści od wszystkiego mają rację, że 13-latki nie powinny być same poza domem w późnych godzinach wieczornych. Nie powinny spożywać alkoholu, palić papierosów i zaczepiać obcych, potencjalnie niebezpiecznych mężczyzn. Zastanawiające jest to, gdzie w tym czasie byli ich rodzice. Prawdopodobnie nigdy się tego nie dowiemy. Być może dziewczynki pochodzą z domów, w których brakuje troski i opieki. A może wręcz przeciwnie: mają ciepłe, kochające rodziny, które nawet nie wiedziały, że dzieci nie ma w domu. Możliwych scenariuszy jest całe mnóstwo. Ale wiecie co? To nie jest nasza sprawa. Żadne okoliczności nie tłumaczą ani nie usprawiedliwiają tego, co się stało. Każda kobieta, niezależnie od wieku, powinna móc bezpiecznie opuścić mieszkanie o dowolnej godzinie. Przypomnijmy, że obcowanie płciowe z osobą poniżej 15-tego roku życia jest czynem zabronionym, ponieważ przyjmuje się, że dopiero po osiągnięciu tego wieku nastolatek znajduje się na etapie rozwoju pozwalającym mu wyrazić świadomą zgodę na współżycie. Seks z osobą, która nie wyraziła na niego zgody, jest aktem przemocy. Żadna ilość wypitego alkoholu nie pozwala nam przypuszczać, że kobieta (lub mężczyzna) domyślnie zgadza się na współżycie. Należy wręcz zakładać, że stan głębokiego upojenia wyklucza świadomą zgodę. Gwałt to nie tylko sytuacja, w której ofiara stawia czynny, zdecydowany opór. A już na pewno nie można mówić o normalnym stosunku w sytuacji, w której jedna ze stron jest nieprzytomna. To ZAWSZE jest gwałt. NIE MA czegoś takiego jak „seks na śpiocha”! O matko, niech ktoś wymaże z mojej pamięci to straszne określenie.

Życie 13-latki, która została zgwałcona w Warszawie, uległo zmianie już na zawsze.

Podobnie jak życie każdej osoby, która doświadczyła przemocy seksualnej. Rozwiązaniem tego problemu nie jest pozamykanie się w domach i nieustanny lęk przed każdą napotkaną osobą. Porównanie kobiety do otwartego mieszkania lub samochodu z kluczykami w stacyjce to sprowadzenie jej do roli przedmiotu, który każdy może sobie po prostu „wziąć”. To nie alkohol, krótka spódniczka czy mocny makijaż dopuszczają się gwałtów. Gwałcą ludzie. I dopóki będziemy pytać, co ofiara robiła w miejscu zdarzenia albo jak sprowokowała sprawcę, zamiast zastanowić się, dlaczego dorosły mężczyzna uznał, że w seksie z nieprzytomną nieletnią nie ma niczego nagannego, świat na pewno nie stanie się bezpieczniejszym miejscem.

 

 

Styl życia

Less waste i minimalizm – czy do tanga potrzeba dwojga?

18 lutego 2020 / Agnieszka Jabłońska

Dwie idee, dwa nurty.

Minimalizm – mieć mniej, żyć bardziej i less waste – marnować mniej, przetwarzać więcej, nie kupować i nie marnować.

Tak się składa, że w codziennym życiu łączę minimalizm z less waste. Staram się zachować balans i równowagę. 

Po kilku latach mogę powiedzieć jedno: jest to spokojnie możliwe i – jak wszystko w życiu – wymaga wypracowania nawyków. Trochę uwiera na początku, a później staje się przyjemną rutyną. Pomyślałam, że może Cię to zainteresuje.

Pewnie zastanawiasz się teraz, co drogie czarno-białe meble mają wspólnego z gotowaniem obiadów z resztek i używaniem płatków kosmetycznych ze starego ręcznika. 

Być może ja po prostu obracam się w takich kręgach, ale znam ludzi i domy, gdzie less waste i minimalizm dobrze ze sobą grają. Sprawdź koniecznie książkę – reportaż Marty Sapały „Mniej”- wypożycz, posłuchaj, ściągnij na czytnik, przeczytaj! 

 

Po co Ci to całe zamieszanie? 

Chociażby po to, żeby spać spokojniej, budzić się bardziej wypoczętą. Iść drogą, która ma jasno określony kierunek z lekką głową i ciężkim portfelem. Być „tu i teraz” i cieszyć się wolno płynącym czasem. Pielęgnować relacje i dbać o swoje sumienie. Robić dla innych coś bez wysiłku i stąpać po Ziemi ostrożnie, nie robiąc nikomu świadomej krzywdy. Chciałabym Ci to ułatwić, więc przygotowałam listę punktów wspólnych dla minimalizmu i less waste. Szybko przekonasz się, że żyjąc zgodnie z ideą niemarnowania, masz dużą szansę zostać minimalistką. A jeśli już deklarujesz się, jako osoba, która nie potrzebuje wiele, przy odrobinie wysiłku i zaangażowania, możesz stać się specjalistką od less waste. 

Po 6 latach postanowiłam – nareszcie! – nazywać siebie minimalistką. Stwierdziłam, że mogę mieć coś do powiedzenia w temacie, który jest mi bliski. Dlatego teraz dzielę się moimi pomysłami, jak można połączyć minimalizm z less waste. Po co mi to wszystko? Żeby przynależeć i żeby się odnaleźć. Chcę żyć w środowisku, w którym ludzie rozumieją, jaką zgrozą napawa mnie chodzenie po galeriach i zakupy. Jak bardzo nie lubię kupować i ile czasu zastanawiam się, zanim wybiorę jakiś przedmiot lub usługę. Nie lubię tłumaczyć, że jestem w stanie zainwestować spore pieniądze w podróże, czy w hobby, a mimo że noszę zimowe buty trzeci sezon. Chcę otoczyć się etykietką „minimalistka” i znaleźć ludzi, którzy czują podobnie. 

 

Jak to się zaczęło? 

O less waste zrobiło się głośno za granicą. U nas widzę, że ten trend się rozwija od 2017 roku, powolutku, ale teraz zaczynamy już doświadczać efektu kuli śnieżnej. Przyczyniła się do tego na pewno zmiana przepisów dotyczących segregacji śmieci oraz rosnąca świadomość społeczna. Coraz więcej słyszę o organicznej bawełnie, o niemarnowaniu, gotowaniu z resztek. 

Minimalizm to obecnie mainstream, ha! Minimalistką jestem od 6 lat. Zaczęło się w Japonii – oni to mają we krwi, prostotę kulturową. Do nas trend przyszedł w 2012 roku i… zniknął. Może dlatego, że jego głośnym ambasadorem był Leo Babauta ze swoimi 100 rzeczami? Z dużym zainteresowaniem śledziłam, jak z trendu, który mógł pomóc w codziennym życiu, powstała dziwna hybryda. Minimalizm w swoje szpony szybko złapał przemysł modowy, następnie wnętrzarski. Obecnie to takie skrzyżowanie ograniczenia posiadania do 100 przedmiotów z drogimi meblami i dodatkami w określonym stylu. Dla mnie – osoby, która przeczytała na ten temat kilka książek, wysłuchała kilkudziesięciu godzin podcastów – jest to co najmniej interesujące. 

 

Jak minimalizm łączy się z less waste? 

Nie kupuję

– less waste mówi o tym, żeby nie tworzyć zapasów, których nie będzie można zużyć i rozsądnie gospodarować surowcami oraz nie przyczyniać się do zaśmiecania planety, a minimalizm, żeby otaczać się tylko tym i tylko w takiej ilości, jak to jest naprawdę potrzebne. 

Myślę przed zakupem

– będąc less waste, sprawdzam składy, kraje, z jakich podchodzi dana rzecz, będąc minimalistką, analizuję, czy dana rzecz jest mi naprawdę potrzeba, czy na pewno, do czego i czy długo posłuży.

Inwestuję w jakość

– jestem gotowa zapłacić więcej za produkty tworzone etycznie tak jak ubrania szyte w Polsce, bo kupię tylko tyle, ile dokładnie potrzebuję np. jedną spódnicę na lato, jedne buty na sezon i jeden plecak na kilka lat. 

Nie marnuję

– less waste to zużywanie rzeczy do końca i dawanie drugiego życia przedmiotom, minimalizm to zaspokajanie faktycznych potrzeb poprzez przedmioty, słowo klucz: użyteczność. Jeśli czegoś już nie potrzebuję – sprzedaję to lub oddaję, w minimalizmie wyrzucenie jest ostatecznością. 

Mam mało i zużywam do końca

– mam mało kosmetyków, produktów do pielęgnacji i do makijażu, a te, które mam, zużywam do ostatniej kropelki lub oddaję, jeśli już mi nie pasują. Zużyte opakowania przemieniam na funkcjonalne słoiczki lub świeczniki, które rozdaję bliskim. 

Kupuję rzeczy potrzebne

– unikam tego przyjemnego dreszczyku, który towarzyszy wyprawom do centrum handlowego w weekend wyprzedaży, wolę zakupy online. Wybieram rzeczy, które potrzebuję w ściśle określonej ilości – jeśli szukam jednej bluzki, to kupię jedną bluzkę lub jeden lakier do paznokci. 

Nie kupuję emocjonalnie

– zakupy to nie lekarstwo na doła i nudę. Wolę poczytać książkę, iść na spacer do parku, zagrać w planszówkę lub pouczyć się języka obcego. Transferuję swoje zasoby – energię i czas tam, gdzie da mi to jakąkolwiek korzyść. Zakupy zostawią Cię z poczuciem winy, pustym kontem i brakiem miejsca w szafie lub w łazience. 

Nie chomikuję

– noszę ubrania – na co dzień również te ładne na specjalne okazje – używam wszystkich kosmetyków, gotuję z zapasów i extra składników ze sklepiku kontynentalnego, jeśli czegoś nie używam, to oddaję. Uwaga, tutaj może być pułapka, bo less waste zakłada, że ponownie wykorzystywać np. gdy otrzymasz paczkę zostawić pudełko, papier i sznurek do kolejnej wysyłki – świetne rozwiązanie, jeśli wysyłasz paczki. Jeśli nie, oddaj ten zestaw komuś, kto będzie miał z niego użytek lub połóż na klatce schodowej z opisem „zestaw do wysyłki paczki”, na pewno ktoś skorzysta. 

Inwestuję w hobby

nie oszczędzam na moim hobby, ale nie chwytam pięciu srok za ogon. Zanim przekonam się do czegoś, spróbuję pożyczyć potrzebny sprzęt i przeanalizuję, czy nowe zajęcie jest dla mnie wystarczająco rozwojowe. Później zobaczysz mnie w super butach do biegania, w markowej koszulce, z japońskim nożem kucharskim lub formą do wypieku magdalenek za kilka stówek doskonałej jakości. Pamiętaj, że minimalizm zakłada, że masz dokładnie tyle rzeczy, ile potrzebujesz, więc spokojnie stwórz własny zestaw do malowania farbami, gry na gitarze, czy robienia na drutach. Jeśli po jakimś czasie stwierdzisz, że to nie dla Ciebie, zamiast chować rzeczy na dno szafy, sprzedaj jej lub zrób komuś prezent – to takie proste! 

Oczekuję jakości

– chcę, aby rzeczy, które wybieram, reprezentowały doskonałą jakość. Ubrania nie mechaciły się, kosmetyki nie uczulały, a pokrywki od garnków nie pękały. 

Inwestuję w emocje i doświadczenia

– bardziej ucieszę się z biletów na wydarzenie niż z kolejnego kurzołapa na półce. Sama chętniej wydam na podróż niż remont – w moim odczuciu – wciąż ładnej i zadbanej kuchni. Zamiast piątej pary jeansów wybiorę koncert. 

Pielęgnuję relacje

częściej zobaczysz mnie z przyjaciółką w restauracji lub na herbacie niż w galerii. Lubię randki z mężem, lubię dobre jedzenie i miłe towarzystwo. W „starej” bluzce bawię się lepiej niż w nowej tunice od projektanta – zużywam, pamiętasz? 

Mam porządek w domu

mam mało przedmiotów, więc sprzątanie zajmuje mało czasu. Zmywanie zajmuje niewiele czasu, prasowanie, czyszczenie łazienki – naprawdę polecam. Im więcej produktów w Twoim domu będzie miało swoje stałe miejsce w szafce lub szufladzie, tym mniej czasu zmarnujesz na ich bezsensowne przestawianie, a pusta przestrzeń, będzie sprawiała wrażenie schludnej. 

Ograniczam się i nie ograniczam się

– możesz pomyśleć, że żyję w ciasnym gorsecie, który krępuje moją radość życia, przecież cholernie się ograniczam – tego nie kupuję, tamtego też nie, tam nie chodzę, ale – uwierz, proszę – czerpię z życia pełnymi garściami. Mam wolne środki, żeby inwestować w rzeczy lub doświadczenia, o których marzę i które sprawiają mi wielką radość. 

 

 

Tak jak widzisz, jedno wynika z drugiego, miesza się i przenika. Momentami ciężko jednoznacznie określić, czy jestem minimalistką, czy żyję pro ekologicznie. Jedno jest pewne, wciąż czerpię pełnymi garściami ze stylu życia, który wybrałam, a tango gra mi w duszy nieprzerwanie!

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo