Change font size Change site colors contrast
Styl życia

Halo, jesteś tam? Wszystko u Ciebie w porządku?

27 września 2020 / Agnieszka Jabłońska

Internet ostatnio pęka w szwach od memów opisujących z przymrużeniem oka życie we dwoje na przymusowej kwarantannie.

Nie brakuje żartów o rozwodach i kłótniach rodzinnych. Pojawiają się również głosy, że czas, gdy partnerzy lub małżonkowie pracują wspólnie w domu, jest trudny, ale niezwykle potrzebny. Każda z nas słyszała chociaż plotkę o parze, która zamknięta w domu z nudów… zaczęła ze sobą rozmawiać! Ludzie naprawdę mają teraz szansę odkryć swoje drugie połówki i związki na nowo, niestety to, co zobaczą, nie zawsze zasługuje na miano „love story”.

Piję kawę w kuchni, jest wczesny, spokojny wieczór, a do pomieszczenia wpadają promienie zachodzącego słońca. W moim bloku jest 198 mieszkań. Zastanawiam się, w którym z nich jakaś kobieta klęczy właśnie na podłodze i osłania rękami twarz i dłonie przed najcięższymi ciosami. W którym z nich oprawca znęca się psychicznie i sączy swój jad do ucha ofiary przez 24/7 systematycznie niszcząc jej poczucie własnej wartości? Myślałaś kiedyś nad tym?

Doniesienia są niepokojące: odkąd zostaliśmy zmuszeni do zostania w domach, wzrasta liczba przypadków przemocy domowej. Zamknięcie w kilka osób w ciasnej przestrzeni nie u każdego sprzyja budowaniu trwałych relacji. To nie uniwersalny przepis na życie w rodzinnym szczęściu. Jakie są tego przyczyny? Wzrost napięcia, frustracja, niepewna przyszłość. Natłok spraw i problemów domowych, brak własnej przestrzeni, nagła utrata pracy. Niektórzy partnerzy i mężowie pewnie wcześniej już wykazywali skłonności do znęcania się lub regularnie maltretowali swoje rodziny. Gniew budzi się powoli również w innych facetach. Rośnie podszyty bezsilnością i brakiem pewności, co stanie się jutro. Narasta frustracja. Nie ma dokąd pójść. Emocje nie znajdują ujścia.

 

Zastanawiam się:

Co jeśli kwarantanna nie jest wymuszonym zwolnieniem tempa, a katalizatorem?

Co jeśli osoba, która powinna nas kochać i wspierać, jest katem?

Co jeśli bezpieczne mieszkanie staje się więzieniem?

 

Pamiętasz historię Karoliny Piaseckiej i nagranie, które pojawiło się w sieci? Widzisz, większość partnerów-oprawców ma ze sobą coś wspólnego. Zobacz, ten schemat powtarza się w filmach, książkach i w zeznaniach. Oprawca musi znaleźć sobie powód (to łatwe) i mieć czas, aby się znęcać (to może być trudniejsze). Wielu kobietom życie uratowała wizyta kumpla, telefon od klienta, ważne spotkanie firmowe. Wiele kobiet miało chwilę czasu, by spakować swoje rzeczy i uciec. Dzisiaj spotkania odbywają się jedynie online, telefony służbowe u niektórych nie dzwonią wcale, a kumple nie przyjeżdżają, bo mają swoje rodziny, które chcą chronić. Nie ma już szturchnięcia w brzuch przed wyjściem do pracy i kąśliwej uwagi po powrocie ani kilkugodzinnej przerwy, gdy można spróbować poszukać poczucia własnej wartości. Słowo „weekend” nie powoduje kołatania serca, bo teraz w niektórych domach codziennie jest weekend – stoją zakłady produkcyjne, restauracje i kawiarnie są pozamykane, podobnie jak sklepy i galerie handlowe.

Widzisz, przemoc można jakoś znieść.

 

Mąż w końcu pójdzie do pracy, spędzi miło dzień, może wróci dopiero wieczorem. Może uda się położyć wcześniej do łóżka i jednak odpuści, poczeka na piątek – to będzie jego nagroda. W tygodniu, gdy go nie ma, łatwo jest uwierzyć, że dom wypełnionymi zdjęciami w ramach, opowiada historię szczęśliwej rodziny. Czasami partner wychodzi na piwo z kumplami, to daje chwilę na oddech – można go wstrzymać aż do bólu. Każda ofiara przemocy ma to zakodowane – instynkt przetrwania. Po krokach na klatce próbuje poznać, w jakim on jest stanie „Wypił 3 piwa, czy może pół butelki wódki?” „Padnie za drzwiami, czy będzie się awanturował?” Próbuje wybadać jego humor po tempie, w jakim znalazł klucz i włożył go do zamka lub po ilości naciśnięć dzwonka. Jeśli trwa to zbyt długo, pojawia się cień nadziei, a nogi same niosą do przedpokoju, by jak najszybciej otworzyć przed nim drzwi. Kiedyś nie podniosła się z fotela. Poczuła chwilę mściwej satysfakcji: „A masz Ty gnoju za swoje”. Jeden, jedyny raz.
Teraz nie ma wyjścia do pracy.

Mąż zmienia rano piżamę na dres, goli się jedynie na cotygodniowe zebrania. Jeśli pracuje zdalnie, zakłada na górę koszulę, żeby lepiej wyglądać i znowu poczuć się dobrze. Przez kilka godzin jest spokój. Jeśli nie pracuje, to tego spokoju nie ma wcale. Oprawca zamknięty w mieszkaniu jest jak lew w klatce. Nie ma przed kim paradować ze swoją grzywą, nie ma piąteczek na korytarzu, nikt nie patrzy na niego z podziwem. Nie ma sprośnych żartów przy automacie do kawy i flirtowania z nową dziewczyną z recepcji. Nie ma ważnego spotkania, do którego można się spokojnie przygotować w swoim pokoju. I najważniejsze: nie ma premii, nie ma dodatkowej kasy, jest rata za samochód, opłaty domowe, rachunek za gaz. Nie jest wesoło, raczej smutno.

Gdy siłownie, aquaparki, kina i galerie są zamknięte, siedzenie w domu dłuży się niemiłosiernie. Nie można pójść na lunch do restauracji, a domowa ogórkowa to nie burger z falafelami. Smród smażonej cebuli, którym szybko przesiąka biała koszula, płacz dziecka, odór papierosów z balkonu, wolne łącze internetowe. Codzienność na kwarantannie jest naprawdę do dupy, więc trzeba poszukać innej rozrywki. Na szczęście jest żona. Można, przechodząc przez salon, zamknąć jej gwałtownie laptopa na dłoniach (krwiaki przez tydzień), oblać gorącą kawą (bąble na dekolcie przez 3 dni), zamknąć w zimny dzień na balkonie, by mogła patrzeć, jak uderza się dziecko metodycznie książeczką po główce. Można jej mówić, że jest brzydka, spasiona i nic niewarta. Można też porównywać ją do swoich byłych i łapać za różne części ciała, mówiąc, że się zapuściła. Po kilkunastu dniach słuchania czegoś takiego nawet kamień zacząłby pękać w środku.

Tak, zabawa z żoną we własnym domu może być naprawdę świetna.

 

Myślę o tych wszystkich kobietach, które żyją w 198 mieszkaniach. Czy te, które właśnie cierpią, wymarzyły takie życie dla siebie i swoich dzieci? Czy gdyby mogły cofnąć czas, to postąpiłyby inaczej? Tego się nie dowiemy, ale możemy wspierać i podziwiać te, które przerywają zmowę milczenia. Spotykają się z bliskimi, wysyłają wiadomość na messengerze, dzwonią, idąc ze śmieciami, zostają dyskretne liściki w książce, którą oddają cioci. Jesteśmy przy Was. Jeśli właśnie ocierasz łzy, a on śpi zmęczony w drugim pokoju z czerwonymi kostkami schowanymi pod poduszką, jesteśmy przy Tobie. Jeśli znowu zrobił Ci krzywdę, wszedł w Ciebie na siłę, uderzył Twoją głową o blat kuchenny, jesteśmy przy Tobie. Jeśli myślisz, że nie skończysz ze sobą tylko ze względu na dzieci, to pamiętaj, że masz dla kogo żyć. Odwagi.
W czasach kwarantanny odejście od oprawcy wydaje się niemożliwe. Przyjaciółka, która zawsze proponowała kanapę, teraz płacze do telefonu, bo ma małe dziecko i zwyczajnie się boi. Babcia ma ponad 70 lat i jest w grupie wysokiego ryzyka. Noclegownie i schroniska wprowadziły obostrzenia. Ciężko jest wynająć mieszkanie, bo ludzie boją się spotykać z obcymi, pokazywać nieruchomości. Trudno wymknąć się z domu, gdy oprawca stale w nim przebywa. Dla kobiet, które już odnalazły w sobie moc i siłę, powstał Osobisty Plan Awaryjny opracowany zgodnie z kampanią #planawaryjny i #epidemiaprzemocy pod patronatem Rzecznika Praw Obywatelskich – jesteśmy przy Tobie!

  • Ważne, abyś obserwowała zachowania osoby agresywnej, ale przecież Ty robisz to od dawna, prawda? Znasz każdy grymas na jego twarzy, każde spojrzenie. „Taka świetna z Was para – rozumiecie się bez słów!”
  • Naucz dbać o bezpieczeństwo swoje dzieci – dla nich dom powinien być miejscem, w którym czują się dobrze. Upewnij się, że potrafią wezwać pomoc i znają adres domowy. Ustalcie hasło alarmowe, abyście mogli szybko poinformować się, że dzieje się coś złego (nawet w pokoju obok). Wskaż swoim dzieciom, gdzie mogą szukać pomocy, gdyby z Tobą coś się stało.
  • Wybierz bezpieczne miejsce w domu i kieruj tam partnera ogarniętego furią i pamiętaj, łazienka to nie jest bezpieczne miejsce – zostaw to na potrzeby filmów. Unikaj twardej posadzki i miejsc, w których leżą ostre przedmioty. Jeśli możesz, wybierz salon, schowaj się w rogu pokoju. Osłaniaj głowę rękami.

 

Jeśli sytuacja staje się poważna, nie zostawiaj dzieci, w miarę swoich możliwości, postaraj się je chronić.

 

Opracuj plan ucieczki, spakuj niezbędne przedmioty. Przemycaj je, działaj ostrożnie. Torbę ukryj blisko drzwi wejściowych. Walcz do końca. Przerwij zmowę milczenia, powiedz komuś, kto Ci uwierzy – mamie, siostrze, przyjaciółce, bratu? A może kuzyn zawsze dziwnie patrzył na Twojego męża? Może masz kolegę w pracy, który mógłby Ci pomóc?

 

MYŚL.

 

Gdzie możesz się schronić? Kto udzieli Ci pomocy? Na jakie wsparcie możesz liczyć? Jak szybko on zorientuje się, że Ciebie nie ma? Zostaw list lub wyślij wiadomość z nowego numeru kilkanaście godzin po ucieczce, miej przewagę co najmniej kilku godzin nad oprawcą. Nie płać za nic Waszą wspólną kartą – wyciąg z konta pozwoli mu szybko określić, dokąd pojechałaś.

Zacznij działać wcześniej. Skontaktuj się z psychologiem, fundacją, organizacją społeczną – dzwoń na telefon zaufania, korzystaj z trybu incognito w messengerze i wyszukiwarce. Poproś o telefoniczną poradę prawną. Kasuj ślady rozmów, miej przygotowaną dobrą wymówkę, jeśli on nakrycie Cię na rozmowie. Naucz się wreszcie kłamać! Poproś o pomoc policję, zadzwoń do dzielnicowego, jedź na komendę. Bądź stanowcza, rozmawiaj o swoich prawach. Zapisz nowe numery w telefonie, ale pod innymi nazwami, zamiast dzielnicowy wpisz „pralnia” lub „przychodnia dzieci”. Uprzedź rozmówcę, że Twój oprawca może sprawdzić jego numer.

Możesz opuścić dom w czasie epidemii, jeśli Twoje życie i życie Twoich dzieci jest zagrożone. Możesz odejść od męża i wyjechać do kogoś, kto udzieli Ci schronienia. Zmień numer telefonu, adres e-mail, załóż nowe konto na portalu społecznościowym – stare usuń. Powiedz o swoich planach tylko starannie wybranym osobom, którym ufasz na 100%. Słuchaj swojej intuicji, ona obudzi się, gdy zaczniesz działać. Jeśli poczujesz wahanie, nie mów danej osobie, co planujesz. Powiadom sąsiadów starych i nowych, o tym, co dzieje się u Ciebie w domu. Oni na pewno doskonale wiedzą, ale przerywaj zmowę milczenia tak często, jak tylko możesz.

Dopuść wreszcie do swojej świadomości, że Wasze „love story” skończyło się dawno temu, gdy on wziął Cię siłą, gdy popchnął Cię na ścianę nieco za mocno i nie przeprosił, gdy nazwał Cię „debilem” w obecności koleżanki, gdy skrytykował Twój strój i figurę przy kolegach, gdy uderzył Cię w twarz, bo źle na niego spojrzałaś. Zrozum wreszcie, że ten koleś za którego wyszłaś, to nie żaden słodki macho, ani seksowny brutal, tylko zwykły gnój. Pora się uwolnić.

Poproś o wsparcie tak wiele zaufanych osób, jak tylko zdołasz. Nie masz rodziny? To bardzo częsty scenariusz – oprawcy na swoje wieloletnie ofiary wybierają kobiety samotne, które nie mają krewnych lub powoli systematycznie eliminują ich ze wspólnego życia. Nie masz kontaktu do żadnej z koleżanek, bo mąż niechcący zalał Ci telefon kawą i wymienił na nowy, ale zapomniał przepisać numerów? Skorzystaj z listy poniżej.

 

WALCZ.

 

Zadzwoń z telefonu sąsiadki, jeśli nie masz swojego. Poproś kogoś z rodziny, aby zostawił dla Ciebie telefon w umówionym miejscu pod blokiem. Zadbaj o własne pieniądze, jeśli możesz, załóż konto online – skorzystaj z trybu incognito. Przelewaj tam niewielkie sumy i buduj swoją poduszkę finansową. Poszukaj Ośrodka Wsparcia w Twoim mieście. Zadzwoń do Feminoteki, skontaktuj się z Centrum Praw Kobiet.
Pamiętaj, znęcanie się nad rodziną jest przestępstwem z art. 207 Kodeksu karnego. To przestępstwo jest ściganie z urzędu!

 

_______________________________________________________________________________

Ogólnopolski telefon dla ofiar
przemocy w rodzinie „NIEBIESKA LINIA”

800 12 00 02 / czynne całą dobę

 

Centrum Praw Kobiet
(22) 621 35 37 – telefon zaufania, 10:00-16:00, pomoc prawna i psychologiczna
600 070 717 – Interwencje, czynny też w święta

 

Fundacja Feminoteka
888 88 33 88 – czynny od poniedziałku do piątku w godzinach 8:00-20:00

 

_______________________________________________________________________________

Artykuł został opublikowany w 6 numerze e-magazynu The Mother MAG

Styl życia

Jak sobie ustalisz budżet w związku, tak będziesz żyła.

1 lutego 2022 / Agnieszka Jabłońska

„Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz.” Te z nas, które pamiętają dobre rady babci, ciotki lub własnej mamy, jeśli jest reprezentantką starszego pokolenia, na pewno dobrze znają to zdanie.

To taka mądrość przekazywana z ust do ust kolejnym pokoleniom kobiet, które wstępowały w związek małżeński. Cytowana co najmniej tak często jak: „Mąż jest głową, a kobieta szyją w rodzinie”.

Dzisiaj jest inaczej! – powiesz mi zaraz. No pewnie, że jest inaczej. Kobiety są wykształcone, świadome i niezależne. Kończą studia, rozwijają sobie pasje. Zakładają firmy, zajmują kierownicze stanowiska, odnoszą sukcesy. Dbają o siebie: fizycznie i psychicznie. W międzyczasie wstępują w związek – partnerski lub małżeński. I część z nich zachowuje tak upragniony work life balance, ma przy sobie świadomego partnera i jest najlepszą wersją siebie. Amen. U części z nas do głosu dochodzą jednak kody kulturowe lub jakieś tajemnicze obszary w mózgu, które sprawiają, że może nie czekamy na męża z pantoflami jak nasze babcie, ale zdecydowanie jesteśmy gotowe do poświęceń. Nasze barki mają wielopokoleniową zdolność do dźwigania ciężarów, a my do odczuwania szczęścia z bycia męczennicami. 

Ciąża – zmiana układu sił 

Kiedy układ sił w domu się zmienia? Tak, tak, dobrze myślisz, gdy kobieta zachodzi w ciążę. Ciąża pociąga za sobą szereg wydarzeń, które nie mieszczą się w biznesowym kalendarzu, szpilki ustępują trampkom, a marynarka bluzie od dresu, biznesowy telefon natomiast zamienia się w telefon do przychodni pediatrycznej. Te zaś, które już wcześniej były męczennica, z uczuciem tryumfu mogą założyć na głowę upragnioną koronę. I teraz znowu się na mnie oburzasz: „Przecież ciąża to coś normalnego! Przecież para podjęła decyzję o dziecku wspólnie!” Zgadzam się z  Tobą, ale popatrz obiektywnie, osobą, której życie wywraca się realnie do góry nogami bez lukru i słodzenia, jest kobieta. 

To może jednak warto zainwestować w dobrą pościel?

Pościelić możesz sobie na różne sposoby. Część kobiet podejmuje się wychowania faceta, jakby dostawały pod swoje czułe skrzydła małego chłopca, który bez nich niczego nie osiągnąłby w życiu i zginąłby marnie pierwszego dnia po ich odejściu. Brawa dla tych pań, wyrazy współczucia dla panów. Żyją później z takim „wychowanym” egzemplarzem i mówią, że są szczęśliwe. Pozostaje w to wierzyć. Niektóre oddają się całkowicie w ręce swojego misia, bo skoro on coś mówi, to przecież wie, a jak coś robi, to przecież musi być dobrze. Uczcijmy minutą ciszy te dziewczynki, które szukają w związku ojca i przewodnika, ale jednocześnie nie dorosły na tyle, by być aż partnerkami.

Większość z nas chce jednak związku partnerskiego. Takiego, w którym mieszkanie jest sprzątane po połowie, gotuje osoba, która lepiej się w tym czuje lub ma więcej czasu. Większość z nas chce dostawać spontanicznie kwiaty i dawać równie spontanicznie czekoladę. Chcemy pracować i zarabiać, dzielić się obowiązkami domowymi i finansowymi, chcemy współtworzyć związek, być 1 do 1, fifty-fifty na równi z naszym partnerem. A później zachodzimy w ciążę… Znowu o tej ciąży! Jak by to była przyczyna wszystkich problemów! O co Ci chodzi? Dziecko to wspaniała zmiana!

Ciąża – wielka zmiana 

Dziecko to ogromna zmiana i jeszcze większa odpowiedzialność. To trudny czas dla związku, dla pary, czas, gdy kobiecie zmieniają się priorytety, gdy w jej psychice zachodzą olbrzymie zmiany. Czas, w którym zmienia się i kształtuje na nowo cała komórka społeczna: rodzina. A o co jest najwięcej kłótni, gdy wszyscy są zmęczeni, zestresowani i próbują dać z siebie 101%? Tak, najczęściej o obowiązki, a później niestety o pieniądze. Po narodzinach dziecka okazuje się, że związki, które funkcjonowały jak szwajcarski zegarek, potrzebują dobrego oliwienia lub po prostu przestawienia priorytetów. 

Chcesz ścielić? Olej to i pracuj nad budżetem! 

To może zamiast pościeli lepiej pracować nad budżetem? I to jest dobra myśl! Bo widzisz, jak sobie ustalisz budżet w związku – a najczęściej usiądziecie z partnerem i przegadacie, jak ma to wszystko wyglądać – tak będziesz żyła. Jeśli od początku kreujesz się na kobietę-herosa, mistrzynię nadgodzin i zwolenniczkę dwóch etatów, która pracy potrzebuje jak powietrza i jest totalnie samowystarczalna, ciężko będzie Ci zmienić pewne rzeczy, gdy przewartościujesz priorytety we własnej głowie. 

Budżet domowy – jak to u Ciebie wygląda? 

Ile par, tyle pomysłów na zarządzanie finansami. Na podstawie obserwacji, uważam, że wyróżnić można cztery główne metody prowadzenia domowego budżetu:

  1. Jedno wspólne konto, do którego wpada wszystko i każdy bierze tyle, ile potrzebuje
  2. Jedno wspólne konto, na które są przelewane środki z dwóch osobnych kont, 
  3. Dwa osobne konta, z których są regulowane wydatki według wcześniejszych ustaleń, 

Każda z tych metod ma swoje plusy i minusy. Co jest wspólne? Jeśli ktoś prowadzi budżet na jeden z przedstawionych sposobów, bardzo ciężko jest mu zmienić styl myślenia. Tak było, jest i będzie, bo to działało, bo tak jest dobrze. Tyle że po zmianie sił w związku – kobieta na urlopie macierzyńskim, opiekuńczym i być może wychowawczym – stare metody dzielenia się kasą zwyczajnie mogą nie działać… 

Zobacz, jakie są najpopularniejsze metody prowadzenia domowego budżetu. Jak jest u Ciebie? 

 

  • Jedno wspólne konto, na które wpływają wypłaty i z którego każdy bierze tyle, ile potrzebuje

 

+ równy dostęp do pieniędzy w związku niezależnie od zarobków
+ pełna kontrola nad finansami sprawowana przez oboje partnerów
+ trudniej wpaść w długi
+ wszystkie wydatki są wspólne
+ łatwiejsze, wspólne gromadzenie oszczędności  

Minusy:
– trudno zrobić drugiej osobie prezent-niespodziankę
– trudno odłożyć własne pieniądze
– trudno ukryć przed partnerem dodatkowe przychody lub wydatki
– partner może kontrolować wydatki i rozliczać drugą osobę 

Co w przypadku narodzi dziecka? 

Pomniejszona pensja kobiety oraz pełna pensja partnera wciąż wpływa na to konto. Oboje partnerzy mogą swobodnie korzystać ze zgromadzonych środków. Wpływają tam również wszystkie świadczenia i benefity na dziecko. W przypadku urlopu wychowawczego kobieta korzysta ze zgromadzonych na koncie środków oraz wynagrodzenia partnera. 

Czy są inne zagrożenia?
Jeśli jedno z partnerów postanowi wypłacić wszystkie pieniądze z konta i odejść, drugie zostanie bez pieniędzy. Jeśli jedno z partnerów będzie miało długi, komornik zajmie wspólne konto i wszystkie znajdujące się na nim środki mimo braku ślubu lub przy rozdzielności majątkowej. 

 

  • Jedno wspólne konto, na które są przelewane środki z dwóch osobnych kont

 

+ wyraźny podział pieniędzy na wspólne i osobiste
+ większa niezależność w wydawaniu osobistych pieniędzy
+ możliwość robienia prezentów-niespodzianek sobie lub partnerowi
+wspólne podejmowanie decyzji o wydatkach domowych
+ wspólne oraz niezależne gromadzenie oszczędności 

Minusy:

– miesięczna opłata za trzy konta
– konieczność pamiętania o przelewie na wspólne konto
– trudności z podzieleniem wydatków osobistych i wspólnych
– nieporozumienia w ustalaniu kwoty, która jest przelewana na konto wspólne 

Co w przypadku narodzi dziecka? 

Pomniejszona pensja kobiety wpływa na jej osobiste konto. Partnerzy muszą podjąć wspólną decyzję, jaką sumę kobieta przekazuje do budżetu domowego. Jeśli podział nie zostanie dokonany sprawiedliwie, mogą ucierpieć wydatki osobiste kobiety. Świadczenia i benefity na dziecko wpływają na konto partnerki lub partnera, dlatego konieczne jest ustalenie, ile kosztuje miesięczne utrzymanie dziecka i kto płaci za rzeczy dla niego. Na urlopie wychowawczym kobieta nie ma źródła dochodów, jest więc zależna od przelewu na wspólne konto, który wykona partner. 

Jakie są inne zagrożenia? 

Jeśli jedno z partnerów zdecyduje się odejść ze wspólnymi pieniędzmi, strata będzie mniejsza niż w przypadku jednego wspólnego konta. Oczywiście przy założeniu, że każdy z partnerów oszczędzał również swoje pieniądze. Jeśli jeden z partnerów ma długi, komornik może zająć wspólne konto, a w przypadku wspólnoty małżeńskiej, współmałżonek będzie solidarnie odpowiadał za długi. 

 

  • Dwa osobne konta, z których są regulowane wydatki według wcześniejszych ustaleń 

 

Plusy:

+ pełna niezależność finansowa od partnerki lub partnera
+ możliwość ukrywania własnych przychodów i wydatków 

Minusy:
– przy braku dyscypliny bałagan w domowym budżecie
– kłótnie o pieniądze i procentowy udział w utrzymaniu domu

Co w przypadku narodzi dziecka? 

Na konto kobiety wpływa pomniejszone wynagrodzenie, z którego musi pokryć określone wcześniej z partnerem opłaty. Jeśli procentowy udział w domowym budżecie nie zostanie na nowo przedyskutowany, może okazać się, że kobiecie brakuje pieniędzy na bieżące wydatki takie jak: jedzenie, czy środki czystości. W przypadku urlopu wychowawczego kobieta nie dysponuje własnymi pieniędzmi i nie ma dostępu do pieniędzy partnera. Jest więc od niego całkowicie zależna finansowo. 

Jakie są inne zagrożenia? 

Każde z partnerów ma swoje pieniądze, więc zachowuje niezależność. Jeśli para jest w związku małżeńskim, jeden z małżonków może zaciągnąć zobowiązania finansowe, wpaść w długi bez wiedzy drugiej osoby. Warto pamiętać, że zgodnie z art. 30 Kodeksu cywilnego oboje małżonkowie są solidarnie odpowiedzialni za zobowiązania, które zaciągnęło jedno z nich. Dlatego przy dwóch całkowicie osobnych kontach warto pomyśleć o rozdzielności majątkowej. 

Budżet domowy,  która metoda najlepsza? 

Myślę, że dla wielu z nas odpowiedź jest jasna: wspólne konto. Chcemy mieć pewność, że tworzymy z partnerem rodzinę i działamy w tym projekcie wspólnie na wszystkich płaszczyznach również finansowej. Chcemy dzielić się pieniędzmi, które zarabiamy solidarnie, tak jak dzielimy się obowiązkami, a gdy okaże się, że w danym okresie w życiu potrzebujemy więcej wsparcia – ciąża, urlop macierzyński, opiekuńczy, czy wychowawczy – chcemy je otrzymać bez proszenia.

Będą wśród nas również takie kobiety, które nigdy nie zrezygnują z niezależności finansowej, które mogą się podzielić z partnerem swoimi pieniędzmi, ale na ściśle określonych warunkach. Kwestia wychowania lub życiowego doświadczenia. Lub po prostu jesteśmy lepiej wykształcone, bardziej przedsiębiorcze i zaradne i zarabiamy więcej niż nasz partner. Może miałyśmy w życiu więcej szczęścia, byłyśmy na pewnym etapie bardziej pracowite i bardziej skłonne do ponoszenia ryzyka, jesteśmy bogate z domu. W takiej sytuacji bardzo dobrą opcją jest pozostawienie konta osobistego i przelewanie ustalonej kwoty na konto wspólne, do którego oboje partnerzy mają dostęp. Dzięki temu zachowujemy niezależność, nie musimy dzielić się informacjami o naszych przychodach, pensji, premiach, dodatkowych źródłach dochodu i możemy dbać o finanse osobiste – budować poduszkę finansową, sprawiać sobie i partnerowi (jeśli mamy na to ochotę) małe lub większe przyjemności. 

Dla wielu z nas jednym słusznym wyjściem będzie osobne i całkowicie niezależne konto oraz podział, kto i za co płaci. Wolimy zrobić zakupy spożywcze i zapłacić w aptece, niż przelewać środki na wspólne konto. Najczęściej tak jest po prostu wygodniej. Moim zdaniem to opcja, która świetnie sprawdza się na początku związku, gdy para rozpoczyna wspólne prowadzenie gospodarstwa. W sytuacji, gdy partnerzy planują wspólnie dziecko, taki podział może okazać się dla kobiety trudny, a nawet niesprawiedliwy. To, jak będzie życie wyglądało w rzeczywistości, zależy od ustaleń i indywidualnego podejścia do kwestii finansowych obojga partnerów. 

Czy w takim razie kobieta-mama powinna mieć swoje pieniądze? Na to pytanie postaram się odpowiedzieć w kolejny artykule! 

This error message is only visible to WordPress admins

Error: No connected account.

Please go to the Instagram Feed settings page to connect an account.

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo