Change font size Change site colors contrast
Styl życia

Halo, jesteś tam? Wszystko u Ciebie w porządku?

27 września 2020 / Agnieszka Jabłońska

Internet ostatnio pęka w szwach od memów opisujących z przymrużeniem oka życie we dwoje na przymusowej kwarantannie.

Nie brakuje żartów o rozwodach i kłótniach rodzinnych. Pojawiają się również głosy, że czas, gdy partnerzy lub małżonkowie pracują wspólnie w domu, jest trudny, ale niezwykle potrzebny. Każda z nas słyszała chociaż plotkę o parze, która zamknięta w domu z nudów… zaczęła ze sobą rozmawiać! Ludzie naprawdę mają teraz szansę odkryć swoje drugie połówki i związki na nowo, niestety to, co zobaczą, nie zawsze zasługuje na miano „love story”.

Piję kawę w kuchni, jest wczesny, spokojny wieczór, a do pomieszczenia wpadają promienie zachodzącego słońca. W moim bloku jest 198 mieszkań. Zastanawiam się, w którym z nich jakaś kobieta klęczy właśnie na podłodze i osłania rękami twarz i dłonie przed najcięższymi ciosami. W którym z nich oprawca znęca się psychicznie i sączy swój jad do ucha ofiary przez 24/7 systematycznie niszcząc jej poczucie własnej wartości? Myślałaś kiedyś nad tym?

Doniesienia są niepokojące: odkąd zostaliśmy zmuszeni do zostania w domach, wzrasta liczba przypadków przemocy domowej. Zamknięcie w kilka osób w ciasnej przestrzeni nie u każdego sprzyja budowaniu trwałych relacji. To nie uniwersalny przepis na życie w rodzinnym szczęściu. Jakie są tego przyczyny? Wzrost napięcia, frustracja, niepewna przyszłość. Natłok spraw i problemów domowych, brak własnej przestrzeni, nagła utrata pracy. Niektórzy partnerzy i mężowie pewnie wcześniej już wykazywali skłonności do znęcania się lub regularnie maltretowali swoje rodziny. Gniew budzi się powoli również w innych facetach. Rośnie podszyty bezsilnością i brakiem pewności, co stanie się jutro. Narasta frustracja. Nie ma dokąd pójść. Emocje nie znajdują ujścia.

 

Zastanawiam się:

Co jeśli kwarantanna nie jest wymuszonym zwolnieniem tempa, a katalizatorem?

Co jeśli osoba, która powinna nas kochać i wspierać, jest katem?

Co jeśli bezpieczne mieszkanie staje się więzieniem?

 

Pamiętasz historię Karoliny Piaseckiej i nagranie, które pojawiło się w sieci? Widzisz, większość partnerów-oprawców ma ze sobą coś wspólnego. Zobacz, ten schemat powtarza się w filmach, książkach i w zeznaniach. Oprawca musi znaleźć sobie powód (to łatwe) i mieć czas, aby się znęcać (to może być trudniejsze). Wielu kobietom życie uratowała wizyta kumpla, telefon od klienta, ważne spotkanie firmowe. Wiele kobiet miało chwilę czasu, by spakować swoje rzeczy i uciec. Dzisiaj spotkania odbywają się jedynie online, telefony służbowe u niektórych nie dzwonią wcale, a kumple nie przyjeżdżają, bo mają swoje rodziny, które chcą chronić. Nie ma już szturchnięcia w brzuch przed wyjściem do pracy i kąśliwej uwagi po powrocie ani kilkugodzinnej przerwy, gdy można spróbować poszukać poczucia własnej wartości. Słowo „weekend” nie powoduje kołatania serca, bo teraz w niektórych domach codziennie jest weekend – stoją zakłady produkcyjne, restauracje i kawiarnie są pozamykane, podobnie jak sklepy i galerie handlowe.

Widzisz, przemoc można jakoś znieść.

 

Mąż w końcu pójdzie do pracy, spędzi miło dzień, może wróci dopiero wieczorem. Może uda się położyć wcześniej do łóżka i jednak odpuści, poczeka na piątek – to będzie jego nagroda. W tygodniu, gdy go nie ma, łatwo jest uwierzyć, że dom wypełnionymi zdjęciami w ramach, opowiada historię szczęśliwej rodziny. Czasami partner wychodzi na piwo z kumplami, to daje chwilę na oddech – można go wstrzymać aż do bólu. Każda ofiara przemocy ma to zakodowane – instynkt przetrwania. Po krokach na klatce próbuje poznać, w jakim on jest stanie „Wypił 3 piwa, czy może pół butelki wódki?” „Padnie za drzwiami, czy będzie się awanturował?” Próbuje wybadać jego humor po tempie, w jakim znalazł klucz i włożył go do zamka lub po ilości naciśnięć dzwonka. Jeśli trwa to zbyt długo, pojawia się cień nadziei, a nogi same niosą do przedpokoju, by jak najszybciej otworzyć przed nim drzwi. Kiedyś nie podniosła się z fotela. Poczuła chwilę mściwej satysfakcji: „A masz Ty gnoju za swoje”. Jeden, jedyny raz.
Teraz nie ma wyjścia do pracy.

Mąż zmienia rano piżamę na dres, goli się jedynie na cotygodniowe zebrania. Jeśli pracuje zdalnie, zakłada na górę koszulę, żeby lepiej wyglądać i znowu poczuć się dobrze. Przez kilka godzin jest spokój. Jeśli nie pracuje, to tego spokoju nie ma wcale. Oprawca zamknięty w mieszkaniu jest jak lew w klatce. Nie ma przed kim paradować ze swoją grzywą, nie ma piąteczek na korytarzu, nikt nie patrzy na niego z podziwem. Nie ma sprośnych żartów przy automacie do kawy i flirtowania z nową dziewczyną z recepcji. Nie ma ważnego spotkania, do którego można się spokojnie przygotować w swoim pokoju. I najważniejsze: nie ma premii, nie ma dodatkowej kasy, jest rata za samochód, opłaty domowe, rachunek za gaz. Nie jest wesoło, raczej smutno.

Gdy siłownie, aquaparki, kina i galerie są zamknięte, siedzenie w domu dłuży się niemiłosiernie. Nie można pójść na lunch do restauracji, a domowa ogórkowa to nie burger z falafelami. Smród smażonej cebuli, którym szybko przesiąka biała koszula, płacz dziecka, odór papierosów z balkonu, wolne łącze internetowe. Codzienność na kwarantannie jest naprawdę do dupy, więc trzeba poszukać innej rozrywki. Na szczęście jest żona. Można, przechodząc przez salon, zamknąć jej gwałtownie laptopa na dłoniach (krwiaki przez tydzień), oblać gorącą kawą (bąble na dekolcie przez 3 dni), zamknąć w zimny dzień na balkonie, by mogła patrzeć, jak uderza się dziecko metodycznie książeczką po główce. Można jej mówić, że jest brzydka, spasiona i nic niewarta. Można też porównywać ją do swoich byłych i łapać za różne części ciała, mówiąc, że się zapuściła. Po kilkunastu dniach słuchania czegoś takiego nawet kamień zacząłby pękać w środku.

Tak, zabawa z żoną we własnym domu może być naprawdę świetna.

 

Myślę o tych wszystkich kobietach, które żyją w 198 mieszkaniach. Czy te, które właśnie cierpią, wymarzyły takie życie dla siebie i swoich dzieci? Czy gdyby mogły cofnąć czas, to postąpiłyby inaczej? Tego się nie dowiemy, ale możemy wspierać i podziwiać te, które przerywają zmowę milczenia. Spotykają się z bliskimi, wysyłają wiadomość na messengerze, dzwonią, idąc ze śmieciami, zostają dyskretne liściki w książce, którą oddają cioci. Jesteśmy przy Was. Jeśli właśnie ocierasz łzy, a on śpi zmęczony w drugim pokoju z czerwonymi kostkami schowanymi pod poduszką, jesteśmy przy Tobie. Jeśli znowu zrobił Ci krzywdę, wszedł w Ciebie na siłę, uderzył Twoją głową o blat kuchenny, jesteśmy przy Tobie. Jeśli myślisz, że nie skończysz ze sobą tylko ze względu na dzieci, to pamiętaj, że masz dla kogo żyć. Odwagi.
W czasach kwarantanny odejście od oprawcy wydaje się niemożliwe. Przyjaciółka, która zawsze proponowała kanapę, teraz płacze do telefonu, bo ma małe dziecko i zwyczajnie się boi. Babcia ma ponad 70 lat i jest w grupie wysokiego ryzyka. Noclegownie i schroniska wprowadziły obostrzenia. Ciężko jest wynająć mieszkanie, bo ludzie boją się spotykać z obcymi, pokazywać nieruchomości. Trudno wymknąć się z domu, gdy oprawca stale w nim przebywa. Dla kobiet, które już odnalazły w sobie moc i siłę, powstał Osobisty Plan Awaryjny opracowany zgodnie z kampanią #planawaryjny i #epidemiaprzemocy pod patronatem Rzecznika Praw Obywatelskich – jesteśmy przy Tobie!

  • Ważne, abyś obserwowała zachowania osoby agresywnej, ale przecież Ty robisz to od dawna, prawda? Znasz każdy grymas na jego twarzy, każde spojrzenie. „Taka świetna z Was para – rozumiecie się bez słów!”
  • Naucz dbać o bezpieczeństwo swoje dzieci – dla nich dom powinien być miejscem, w którym czują się dobrze. Upewnij się, że potrafią wezwać pomoc i znają adres domowy. Ustalcie hasło alarmowe, abyście mogli szybko poinformować się, że dzieje się coś złego (nawet w pokoju obok). Wskaż swoim dzieciom, gdzie mogą szukać pomocy, gdyby z Tobą coś się stało.
  • Wybierz bezpieczne miejsce w domu i kieruj tam partnera ogarniętego furią i pamiętaj, łazienka to nie jest bezpieczne miejsce – zostaw to na potrzeby filmów. Unikaj twardej posadzki i miejsc, w których leżą ostre przedmioty. Jeśli możesz, wybierz salon, schowaj się w rogu pokoju. Osłaniaj głowę rękami.

 

Jeśli sytuacja staje się poważna, nie zostawiaj dzieci, w miarę swoich możliwości, postaraj się je chronić.

 

Opracuj plan ucieczki, spakuj niezbędne przedmioty. Przemycaj je, działaj ostrożnie. Torbę ukryj blisko drzwi wejściowych. Walcz do końca. Przerwij zmowę milczenia, powiedz komuś, kto Ci uwierzy – mamie, siostrze, przyjaciółce, bratu? A może kuzyn zawsze dziwnie patrzył na Twojego męża? Może masz kolegę w pracy, który mógłby Ci pomóc?

 

MYŚL.

 

Gdzie możesz się schronić? Kto udzieli Ci pomocy? Na jakie wsparcie możesz liczyć? Jak szybko on zorientuje się, że Ciebie nie ma? Zostaw list lub wyślij wiadomość z nowego numeru kilkanaście godzin po ucieczce, miej przewagę co najmniej kilku godzin nad oprawcą. Nie płać za nic Waszą wspólną kartą – wyciąg z konta pozwoli mu szybko określić, dokąd pojechałaś.

Zacznij działać wcześniej. Skontaktuj się z psychologiem, fundacją, organizacją społeczną – dzwoń na telefon zaufania, korzystaj z trybu incognito w messengerze i wyszukiwarce. Poproś o telefoniczną poradę prawną. Kasuj ślady rozmów, miej przygotowaną dobrą wymówkę, jeśli on nakrycie Cię na rozmowie. Naucz się wreszcie kłamać! Poproś o pomoc policję, zadzwoń do dzielnicowego, jedź na komendę. Bądź stanowcza, rozmawiaj o swoich prawach. Zapisz nowe numery w telefonie, ale pod innymi nazwami, zamiast dzielnicowy wpisz „pralnia” lub „przychodnia dzieci”. Uprzedź rozmówcę, że Twój oprawca może sprawdzić jego numer.

Możesz opuścić dom w czasie epidemii, jeśli Twoje życie i życie Twoich dzieci jest zagrożone. Możesz odejść od męża i wyjechać do kogoś, kto udzieli Ci schronienia. Zmień numer telefonu, adres e-mail, załóż nowe konto na portalu społecznościowym – stare usuń. Powiedz o swoich planach tylko starannie wybranym osobom, którym ufasz na 100%. Słuchaj swojej intuicji, ona obudzi się, gdy zaczniesz działać. Jeśli poczujesz wahanie, nie mów danej osobie, co planujesz. Powiadom sąsiadów starych i nowych, o tym, co dzieje się u Ciebie w domu. Oni na pewno doskonale wiedzą, ale przerywaj zmowę milczenia tak często, jak tylko możesz.

Dopuść wreszcie do swojej świadomości, że Wasze „love story” skończyło się dawno temu, gdy on wziął Cię siłą, gdy popchnął Cię na ścianę nieco za mocno i nie przeprosił, gdy nazwał Cię „debilem” w obecności koleżanki, gdy skrytykował Twój strój i figurę przy kolegach, gdy uderzył Cię w twarz, bo źle na niego spojrzałaś. Zrozum wreszcie, że ten koleś za którego wyszłaś, to nie żaden słodki macho, ani seksowny brutal, tylko zwykły gnój. Pora się uwolnić.

Poproś o wsparcie tak wiele zaufanych osób, jak tylko zdołasz. Nie masz rodziny? To bardzo częsty scenariusz – oprawcy na swoje wieloletnie ofiary wybierają kobiety samotne, które nie mają krewnych lub powoli systematycznie eliminują ich ze wspólnego życia. Nie masz kontaktu do żadnej z koleżanek, bo mąż niechcący zalał Ci telefon kawą i wymienił na nowy, ale zapomniał przepisać numerów? Skorzystaj z listy poniżej.

 

WALCZ.

 

Zadzwoń z telefonu sąsiadki, jeśli nie masz swojego. Poproś kogoś z rodziny, aby zostawił dla Ciebie telefon w umówionym miejscu pod blokiem. Zadbaj o własne pieniądze, jeśli możesz, załóż konto online – skorzystaj z trybu incognito. Przelewaj tam niewielkie sumy i buduj swoją poduszkę finansową. Poszukaj Ośrodka Wsparcia w Twoim mieście. Zadzwoń do Feminoteki, skontaktuj się z Centrum Praw Kobiet.
Pamiętaj, znęcanie się nad rodziną jest przestępstwem z art. 207 Kodeksu karnego. To przestępstwo jest ściganie z urzędu!

 

_______________________________________________________________________________

Ogólnopolski telefon dla ofiar
przemocy w rodzinie „NIEBIESKA LINIA”

800 12 00 02 / czynne całą dobę

 

Centrum Praw Kobiet
(22) 621 35 37 – telefon zaufania, 10:00-16:00, pomoc prawna i psychologiczna
600 070 717 – Interwencje, czynny też w święta

 

Fundacja Feminoteka
888 88 33 88 – czynny od poniedziałku do piątku w godzinach 8:00-20:00

 

_______________________________________________________________________________

Artykuł został opublikowany w 6 numerze e-magazynu The Mother MAG

Styl życia

Jak być rodzicem, zostać minimalistą i nie zwariować?

7 października 2020 / Agnieszka Jabłońska

Minimalizm.

Dobrowolna prostota. Ograniczenie stanu posiadania. Mniej rzeczy, ale wartościowych dla mnie. Mniej ludzi, ale najważniejszych na świecie. Mniej emocji, ale wyciśniętych jak cytryna. Ograniczanie się do niezbędnych przedmiotów. Poszukiwanie esencji w każdym aspekcie życia.  Samodyscyplina.  Tak w kilku zdaniach chciałabym opisać minimalizm. Mogę również napisać o czystym stole, herbacie w ulubionym kubku, ciszy w niemal pustym mieszkaniu i intymnym październikowym świetle dnia, które powoli sączy się przez okno. O spacerze pośród mokrych i butwiejących liści i o powietrzu tak wilgotnym, że z ust leci para i o herbacie w ulubionym kubku, która stygnie zdecydowanie za szybko. 

Minimalizm to nieustanne zaglądanie w głąb siebie, a także dobrowolne narzucanie sobie ograniczeń po to, by wzrastać. W minimalistycznym życiu udaje się osiągać harmonię i równowagę, ponieważ uporządkowane zostaje Twoje wnętrze. 

Fala czułości i fala rzeczy 

Nie dziwi mnie więc, że coraz więcej dorosłych ludzi sięga po minimalizm, jako skuteczne narzędzie do walki z nadmiarem. Zauważyłam, że ma to wiele wspólnego z pojawieniem się na świecie dziecka – pierwszego lub kolejnego. Maluszek nie ma wielkich potrzeb i naprawdę wystarczy mu absolutne minimum. Jednak otoczenie oraz wielkie koncerny wiedzą lepiej. Dom dosłownie zalewa fala przedmiotów, wśród których prym wiodą ubranka i zabawki. Bliscy chcą w ten sposób wyrazić swoje zainteresowanie i troskę, a często również uczucia. Rodzice kupują poczucie bezpieczeństwa i spokój, które przecież są bezcenne, czyż nie? Tak jakby kolejny miś, grzechotka, czy zabawka interaktywna były ważniejsze od wspólnie spędzonego czasu. Jeśli rodzice dziecka mają tendencję do gromadzenia rzeczy, szybko może okazać się, że mieszkanie staje się graciarnią, w której coraz trudniej jest się poruszać i mieszkać, a o wypoczynku nie ma wręcz mowy. Metry magicznie znikają, a wolne miejsca na podłodze szczelnie wypełniają: wózek, bujaczek, kojec, mata edukacyjna, zestaw klocków i kosz z zabawkami… 

Dzieci – naturalni minimaliści 

Dużo mówi się o tym, że dzieci są minimalistami z natury, stąd również duża popularność placówek prowadzonych zgodnie z metodą Montessori. Spokój, harmonia, wspieranie wszechstronnego rozwoju dziecka. Czy wiesz, że zgodnie z metodą Montessori, jeśli maluch uczy się rozpoznawać kształty, bawi się klockami o różnych kształtach, ale w tym samym kolorze? Chodzi o to, aby nic nie rozpraszało jego uwagi. W tej metodzie dąży się do wyeliminowania niepotrzebnych bodźców i stworzenia środowiska przyjaznego dziecku. 

Dziecko w otoczeniu przedmiotów 

Trudno jednak wychowywać dzieci w duchu minimalizmu, jeśli cała rodzina dba o to, by maluch był zasypywany rzeczami. Często sami rodzice napotykają wewnętrzny opór, aby odmówić kolejnej zabawki. Przecież sami gromadzą wokół siebie ulubione przedmioty. Dzieci, tak samo jak dorośli, przywiązują się do swoich rzeczy. Darzą je uczuciem sympatii i chętnie się nimi bawią. Maluchy mają często dobrą pamięć i zabawka, którą dorosły uznałby za niepotrzebną, może być dla nich skarbem. 

Rodzice – minimaliści

W domach, które są zarządzane zgodnie z duchem minimalizmu jeszcze przed pojawieniem się dziecka, nie ma miejsca na kolejne, niepotrzebne zabawki. Rodzice reglamentują ilość przedmiotów, a zdyscyplinowani w procesie zakupu, wybierają rzeczy, które są trwałe, ładne i mają wpływ na rozwój dziecka. Dokonywane są zakupy celowe, a w procesie doboru zabawek uczestniczy cała rodzina w myśl zasady, że lepiej jedna porządna zabawka niż kilka plastikowych pierdółek prosto z Chin. Tacy rodzice sami mają niewiele, otaczają się potrzebnymi i pięknymi przedmiotami, a slogany reklamowe nie robią na nich wielkiego wrażenia. Doskonale zdają sobie sprawę, że głód posiadania jest regularnie podsycany przez wielkie koncerny. Dlatego dobrowolnie ograniczają się do zakupów z drugiej ręki, wybierają starsze kolekcje modnych gadżetów. Dla małego dziecka nie ma jeszcze znaczenia, czy miś, którego tulą do snu, ma określone logo, czy kolejka, która świetnie jeździ po dywanie, przyjechała ze sklepu, czy została przyniesiona w siatce od sąsiadów. Rodzice takich dzieci wcześnie zaczynają rozmowy na temat posiadania i tego, jaką wartość mają przedmioty w naszym życiu. Omawiają z dziećmi temat dzielenia się, oddawania i użyteczności. Zostawiają jednocześnie przestrzeń dzieciom, aby same podejmowały decyzje i budowały własne relacje z przedmiotami.  

Rodzice, którzy zostają minimalistami 

Minimalizm jest świetnym narzędziem, które pomaga wiele usprawnić w życiu. Zmniejszenie ilości przedmiotów, ład i harmonia – rodzice przeładowani ilością rzeczy i obowiązków, którzy marzą o chwili wytchnienia, doceniają zmianę. Pamiętajmy jednak, że nagłe wywrócenie całego domu do góry nogami może być dla dziecka szokiem. Mama, która ładuje swoje ubrania do worków i kartonów, znikające rzeczy z dużego pokoju, wyprzedawane książki – to, co się dzieje, może być dla wielu dzieci szokiem. 

Rozmawiajmy z dziećmi na temat zmiany i nowego stylu życia w naszym domu. Wprowadzajmy zmiany stopniowo i działajmy wspólnie, jako rodzina. 

Matki – minimalistki – terrorystki

Jestem obecna na grupie dla minimalistów, przez którą regularnie przewijają się posty poświęcone wyrzucaniu rzeczy. Porządki w szafach, kuchennych szafkach, na pawlaczach i w piwnicach. Sprzedawanie ubrań i książek, kolekcji płyt CD i DVD. Matki nie znają wytchnienia, ich nowa energia rozlewa się po całym domu i nie zostawia nawet zakamarka wolnej przestrzeni. Przed nimi ostatni bastion: pokój dziecka. 

„Powiedzcie mi jak ograniczyć ilość zabawek moich dzieci. Rozmowy nic nie dają, nie mam już siły.”

No tak, jeśli przez cały dom przeszło minimalistyczne tornado, nic dziwnego, że przedmioty zalegające w pokoju dziecka zaczynają razić. Dom ma teraz nowy, minimalistyczny design, który nijak ma się do przestrzeni pełnej przedmiotów. 

Tymczasem dziecko stawia opór: „Mamo, to moje! Mamo, zostaw”. Rozmowy faktycznie nic nie dają, bo ile można dyskutować na temat każdej karteczki, pojemnika po jajku Kinder, czy sreberka po cukierkach. Zresztą, po co w ogóle dyskutować? Można to przecież jakoś obejść, zrobić to sposobem. 

Sprytne matki-minimalistki 

Na grupie padają różne pomysły. Mamy chętnie dzielą się swoimi patentami, począwszy od tego, aby jeszcze raz porozmawiać z dzieckiem, poprzez wspólne wyrzucanie przedmiotów, na samodzielnym działaniu pod nieobecność dziecka kończąc. Są mamy, które wchodzą do dziecięcego pokoju, gdy ich pociecha jest w przedszkolu lub żłobku i samodzielnie podejmują decyzję, co zostawić, a co wyrzucić. I nie, to nie jest słynny czarny worek, do którego chowane są zabawki na kilka tygodni, tylko normalny worek, który później szybko ląduje w śmieciach. Skoro nie ma dowodów, to nic się nie wydarzyło, prawda?

Dzieci są jednak bystre i doskonale pamiętają swoje zabawki. Świetnie wiedzą, że czegoś brakuje w ich pokoju. Jedna z mam przyznała się do tego, że czasami „nie trafi” i wyrzuci coś, co okazuje się ważne dla dziecka. Wtedy najpierw jest szukanie po całym domu, a gry przyzna się, co zrobiła płacz. Niemniej robi to po raz kolejny i znowu, bo jak można mieć tyle rzeczy?! Rodzicom wydaje się, że dzieci zapominają, że to dla nich nic takiego. 

To przecież nic takiego, jeśli ktoś wchodzi pod Twoją nieobecność do Twojego pokoju, prawda?

To przecież nic takiego, jeśli ktoś grzebie w Twoich rzeczach, prawda?

I wreszcie to nic takiego, jeśli ten ktoś wyrzuca te rzeczy, decydując, co jest dla Ciebie ważne i wartościowe, a co nie, zgodzisz się ze mną?

Te argumenty padają pod takimi postami regularnie. Wiele dorosłych kobiet wspomina żal, poczucie braku bezpieczeństwa i zaufania do mamy, która dotykała i wyrzucała ich rzeczy, gdy były małe. Wraz z Twoim wtargnięciem do pokoju dziecka i grzebaniem w jego rzeczach, dochodzi do nadszarpnięcia Waszych relacji. 

Jak czułabyś się, gdyby ktoś wyrzucił Twoje ulubione ubrania, tylko dlatego, że nie nosiłaś ich przez kilka miesięcy?

Czy byłoby Ci miło, gdyby ktoś wyrzucił Twoje ulubione kolczyki z plastiku, tylko dlatego, że są kiczowate? 

Czy czułabyś się przyjemnie, gdyby Twoje pamiątki z dzieciństwa wylądowały dzisiaj w koszu na śmieci?

Dorośli często dają sobie prawo do przeżywania własnych emocji i uczuć. Robią przestrzeń, aby z czymś się oswoić, przemyśleć jakiś temat. Jednak zdaniem niektórych rodziców dziecko do takich emocji nie ma prawa, a nową dla siebie sytuację ma przyjąć, jako prawdę objawioną. 

Chciałabym przypomnieć tym wszystkim rodzicom, że dr Janusz Korczak mówił, że dzieci to mali dorośli z takimi samymi potrzebami i zasługujący na taki sam szacunek. Dziecko, które przestaje czuć do Ciebie zaufanie, nie przyjdzie, gdy stanie się ofiarą przemocy w szkole. Nie powie Ci w sekrecie o problemie koleżanki, nie będzie Ci się zwierzało z pierwszych uczuć. Po prostu nie będziesz dla niego osobą godną zaufania, nie będzie czuło, że jego sekrety są z Tobą bezpieczne. Będzie szukało utraconego autorytetu na zewnątrz i oby trafiło na kogoś godnego zaufania, kto go nie wykorzysta. Sama wiesz, jak to wygląda – może być różnie. 

Dom ma być spokojnym i bezpiecznym miejscem, w którym mały człowiek uczy się, czym jest słowo „szacunek”. Poznaje je nie dlatego, że codziennie czytacie słownik, ale poprzez Twoją postawę i Twoje zachowanie.  Jeśli nie szanujesz swojego dziecka, nie spodziewaj się więc, że między Wami utworzy się mocna więź – czegoś takiego nie będzie, zabraknie relacji. Później nastąpi lament i wyrywanie włosów z głowy: „Co ja Ci takiego zrobiłam, że nie chcesz się przede mną otworzyć?” „Dlaczego nie przyszedłeś do mnie z tym wcześniej?” „Czemu się do mnie nie odzywasz?” Odpowiedzi na te pytania, które zadają sobie często rodzice nastolatków, należy szukać  we wczesnym dzieciństwie i z pokorą, a może nawet wstydem i niechęcią, przeanalizować dokładnie swoje zachowanie. 

Jak w takim razie rozpocząć minimalistyczną rewolucję w rodzinie?

Stagnacja nie jest naturalnym stanem dla nas – ludzi. Tylko gdy się rozwijamy i zmieniamy, to jednocześnie rośniemy. Dlatego zmiany również te, w które zostają zaangażowane całe rodziny, są potrzebne i często dobre. Pytanie, jak się do nich zabrać, aby wszystko miało ręce i nogi. Działajmy powoli i małym krokami, z szacunkiem do każdego członka rodziny. Zarówno męża – nie, nie można wyrzucać jego roboczych ubrań, ani rzeczy z szafki na narzędzia –  jak i dzieci. Kluczem będzie empatia i zrozumienie. Ważne, aby zaangażować rodzinę w zmiany, wyjaśnić powód, dla którego chcemy ograniczyć ilość przedmiotów. Opowiadać o minimalizmie i uświadamiać, czym jest wstrzemięźliwość w zakupach. Jednocześnie dawać przykład swoim zachowaniem i nie wymagać podążania tą samą drogą. 

Pamiętajmy, że nie każdy może być zainteresowany prostotą, a życie wśród wielu przedmiotów może być dokładnie tym, czego w danym momencie potrzebuje bliska osoba. Dlatego niech podstawą naszej miłości będzie szacunek i zrozumienie – ta zasada dotyczy zarówno dorosłych, jak i dzieci. 

 

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo