Change font size Change site colors contrast
Felieton

10 rzeczy, których absolutnie nie powinni robić rodzice na wolności

28 grudnia 2017 / Magda Żarnowska

Zawsze byłam dobra w wyliczankach, choć z matmy niekoniecznie.

100 rzeczy to naprawdę bardzo dużo, a że weekend był udany, spróbuję zamknąć moje przemyślenia jedynie w 10 zagadnieniach. Zupełnie niedawno biadoliłam, że rodzicom małych dzieci niezwykle trudno wyjść do ludzi, naturalnie z wyjątkiem wszelkich imprez rodzinno-parentingowych, a tu okazuje się, że jednak czasem się zdarza. Skoro zdarza się innym, los uśmiechnął się także...

Zawsze byłam dobra w wyliczankach, choć z matmy niekoniecznie. 100 rzeczy to naprawdę bardzo dużo, a że weekend był udany, spróbuję zamknąć moje przemyślenia jedynie w 10 zagadnieniach.

Zupełnie niedawno biadoliłam, że rodzicom małych dzieci niezwykle trudno wyjść do ludzi, naturalnie z wyjątkiem wszelkich imprez rodzinno-parentingowych, a tu okazuje się, że jednak czasem się zdarza. Skoro zdarza się innym, los uśmiechnął się także do nas i w ubiegły piątek można było nakręcić z naszym udziałem remake „Gorączki sobotniej nocy”, a co najmniej „O dwóch takich, co poszli w miasto”. Ostatnio w mojej głowie królują filmowe skojarzenia, więc z góry proszę o wybaczenie. Łatwiej się żyje, kiedy człowiek wie, że podobne rzeczy wydarzyły się innym i nawet film o tym nakręcono.

Na fali świeżutkich weekendowych doświadczeń, mam kolejną dawkę spostrzeżeń. Zastosowanie się do nich raczej zagwarantuje udany, spokojny wieczór. Powinno też zabezpieczyć opcję zachowania godności i dobrego imienia oraz wspomnień, które nie zostaną wykasowane z powodu przeciążenia twardego dysku. Co zrobić, aby bawić się jako dorośli, poważni ludzie? Czy „dorośli i poważni” to droga dobra dla każdego? My się do tych zasad nie stosowaliśmy, a zabawa była przednia. Wybór należy do Was.

Proszę zapiąć pasy, oto „ 10 rzeczy których absolutnie nie powinni robić rodzice na wolności”.

  1. Nie uprzedzajcie dzieci o swoich planach!! Nigdy! Z innymi zamieszanymi w planowanie rodzicami należy porozumiewać się szyfrem, najlepiej w obcym języku i to wyłącznie wtedy, kiedy dzieci nie ma w domu lub śpią za szczelnie zamkniętymi drzwiami. I oczywiście, jak dobrze wiemy, nie chodzi o sceny dantejskie, a raczej o fakt, że dzieci uprzedzone o naszym wychodnym, na pewno niezwłocznie postanowią się rozchorować. Nawet nie wiecie, ile imprez w ten sposób przeszło mi koło nosa…
  2. Przed wyjściem nie żywcie się szybkim zestawem obiadowym z nieznanego źródła, gdyż może to odcisnąć niezatarte piętno na reszcie imprezy, a na pewno wpłynąć na jej smutny finał- „jeśli wiesz, co chcę powiedzieć…” 😉 Żenujące upodlenie zapewnimy już sobie przecież poza domem.
  3. Dom postarajcie się opuścić niepostrzeżenie. Bez ckliwych pożegnań, przytulasów i buziaków. Gwarantuję, że po każdym „Mamo, nie idź”, zaczniecie się zastanawiać, czy na pewno warto.

    A poza tym, które dziecko uwierzy, że w piątek o 20.00, odstawieni jak cieć w Boże Ciało, naprawdę idziecie do Biedronki po masło albo zwyczajnie do pracy?

  4. Kobiety!! Nie zakładajcie nowych butów na wysokim obcasie zanim nie ustalicie, jak traficie na miejsce zbiórki. Serio. Choć i tak wiem, że nie da się tego uniknąć, bo buty takie ładne, a okazja tak rzadko… Jeśli już założycie, to miejcie w sobie tę asertywność (której mi zabrakło), żeby trochę hamować zapędy partnera, biegnącego na zbiórkę „normalnym tempem”. A szybki spacer po kocich łbach równać się może z „Terenową Masakrą”. Szkoda zamiast do knajpy, trafić jednak na ostry dyżur.
  5. Nie umawiajcie się na zbiórkę w miejscu wyjątkowo popularnym wśród innych bywalców przestrzeni miejskich. W tłumie młodzieży i turystów trudno niekiedy odnaleźć wszystkie zbłąkane owieczki. Po co tracić czas na poszukiwania, jeśli można już siedzieć w ciepłej knajpce i sączyć to i owo?
  6. Nie kupujcie piwa z nalewaka, choćby była promocja, a barman/barmanka byli wyjątkowo przekonywujący. Nie wierzcie, że teraz jesteście starsi, macie lepszą głowę, a szkodliwość piwa z nalewaka to wymysł pijanych nastolatków, jako uzasadnienie ich słabego stanu po powrocie do domu.
  7. Zanim wybierzecie knajpę jako docelowe miejsce Waszego upodlenia, upewnijcie się, że nikt aktualnie nie urządza tam 18tki. Głupio zostać posądzonym o bycie szpiegującym rodzicem jubilata. Fakt, młodzież patrzy z zachwytem na „pogujących” trzydziestokilkulatów, w tym kobiety w szpilkach znające teksty Nirvany, ale chęć zaimponowania podlotkom może skończyć się jeszcze gorzej.

    Nie tłumaczcie współimprezowiczom, że Simba nie jest postacią z Madagaskaru. Dla nich Madagaskar jest już wystarczająco starą bajką.

     

  8. Nie szalejcie przy barze. Nie mieszajcie alkoholu. Prawda stara jak świat, a jednak „na wolności” zdarza się zapomnieć. Nie dajcie się ponieść. Wiemy, że Was stać, bo pracujecie i pewnie macie kartę kredytową. Nie krzyczcie, proszę, w środku imprezy „Kolejka dla wszystkich!!”, nawet jeśli zawsze o tym marzyliście i teraz choć przez chwilę jesteście bożyszczem nastolatków.
  9. Nie idźcie na karaoke. A kiedy już pójdziecie, to nie wybierajcie szlagierów Mieczysława Fogga, jako tych, których mądry tekst i kontekst sytuacyjny, ma z Was uczynić gwiazdy imprezy. Jeśli już o karaoke mowa, to nie zapominajcie okularów z domu. Może i bez szkieł na nosie wydajecie się sami sobie bardziej sexy, ale z miną krecika, wgapiając się w ekran z tekstem, na pewno tracicie cały  swój sex-appeal. (Na szczęście kluby karaoke to miejsce szczególne jeśli chodzi o weekendowe upodlenie. Wszyscy wykonawcy jadą na tym samym wózku, kiedy to ilość spożytego alkoholu każe przypuszczać, że nie wygraliśmy The Voice of Poland lub innego Idola jedynie dlatego, że nie mieliśmy czasu wybrać się na casting. Znając zasady, nie trzeba obawiać się, że kompromitujące materiały i nagrania ujrzą światło dzienne. To jak tajne bractwo.)
  10. Nie wierzcie, że w środku nocy, po imprezie, musicie jeszcze skoczyć na pizzę albo do Mc Donalda. Tylko Wam się wydaje, że pożywny, wysokokaloryczny posiłek o 2 nad ranem pomoże Wam zachować zdrowe standardy zbilansowanej diety. I nie, nie wytańczyliście miliona kalorii.

 

Podsumowując, wiemy doskonale, jak wyglądają wyjścia rodziców do miasta.

Pamiętajcie tylko, że często zdarza się wrócić do mieszkania, gdzie pod opieką babć/cioć i innych niań, zostawiliśmy śpiące nasze największe skarby (dlatego proszę, wchodźcie po cichu i nie śpiewajcie na klatce). Zresztą, jak moglibyście zapomnieć, kiedy z pewnością przez większość imprezy z czułością przeglądaliście ich fotki i opowiadaliście urocze anegdoty, które potrafi zrozumieć tylko inny rodzic. Kiedy już wrócicie do ciepłego domu i padniecie w objęcia Morfeusza, nie zdążywszy zmyć makijażu i wklepać odpowiednich kremów, możecie mieć pewność, że już za chwilę zostaniecie wyciągnięci z waszej ciemnej, przytulnej nory, przez wasze cudowne trolle, rześkie jak grudniowy poranek. I znowu na pełnych obrotach. Nie dadzą człowiekowi cierpieć z godnością… I pamiętajcie jeszcze, że słowa „JUŻ NIGDY WIĘCEJ NIE IDĘ NA IMPREZĘ” są tymi, które zapomnicie jako pierwsze, gdy tylko nadarzy się podobna okazja – czyli co najmniej za pół roku.

Jak już pisałam wyżej, nie zastosowanie się do omawianych zasad może zapewnić niesamowite wrażenia, poczucie bycia „królem świata” i w pewnym zakresie niezapomniane wspomnienia 😊. Do dzieła!

 

 


Designed by Freepik

Felieton

Gdzie jesteś Bernadette

2 września 2019 / Agnieszka Jabłońska

Myślisz, że Ciebie nigdy to nie spotka?

Że Ty zawsze zostaniesz sobą, zawsze wyjątkowa, oryginalna, ta, u której ze słownika wykreślono słowo „normalność”? Dziewczyna 100 pomysłów i tysiąca spotkań. Toastów, bali i wielkich projektów. Kobieta stworzona, by tworzyć, by zdobywać. Myślisz, że taka jesteś niepowtarzalna, że nikt Ci tego nie odbierze, prawda?

A później pojawia się pierwsze niepowodzenie na fali sukcesów.

Jedna mała kreska i jedna kropla krwi, które sprawiają, że żołądek przewraca Ci się do góry nogami, a nos robi się czerwony. Hej, supergirls don’t cry, do they? Nie płaczesz, to przecież tylko biologia nic innego. Podział, do którego nie doszło, reakcja chemiczna, która się nie wydarzyła. W tym wszystkim Ty  – taka wolna, taka niezależna i taka wciąż oryginalna, tylko wina pijesz nieco więcej niż zwykle.

Krew na majtkach. Dlaczego na Twoich majtkach jest krew? Dlaczego nie widziała czerwonej plamy ta dziewczyna w kwiecistej sukience, którą widziałaś w Biedronce? Dlaczego nie Wiolka z działu HR, która nie umie odstawić wina na 9 głupich miesięcy? Dlaczego nie sąsiadka, która tydzień przed porodem wiesza firanki w oknach, jakby nie miała nic lepszego do roboty? Dlaczego znowu Ty? Dlaczego słowo „terminacja” kojarzy Ci się z termitami i czujesz jak ból wwierca Ci się w czaszkę?

Pierwsze kopnięcie.

Czy może być coś lepszego niż pierwszy znak, że nosisz w sobie dziecko? To wtedy zaczynasz je tak nazywać, prawda?  Oczywiście w tajemnicy przed światem, bo na zewnątrz to wciąż „tylko płód”, ale Ty wiesz, to Twoje dziecko.

A później okazuje się, że Twoja córeczka – idealna z 10 paluszkami u rączek i u stópek i z oczami, jak jej ojciec – ma wadę serca. Okazuje się, że nie możesz zrobić skóra do skóry, chociaż je miałaś wpisane w planie porodu. Chcesz tylko potrzymać swoją córkę. Nie możesz, Twoim dzieckiem muszą zająć się lekarze. Białe kitle, które uczestniczą w cudzie narodzin, biegną po korytarzu, a Ty słyszysz tylko stukot, jaki wydają ich klapki odbijające się  od twardego, szpitalnego linoleum. Siedzisz na nim później w szpitalnej koszuli, gdy nie masz już siły stać przy inkubatorze. Chciałabyś dziękować komuś, ale nie przychodzą Ci do głowy żadne słowa, bo i za co? Za dwie kreski, za pierwsze usg, za sześć miesięcy oczekiwania, czy za ból i strach, który wykręca Ci wnętrzności od dwóch tygodni?

Robisz sobie zakład, spierasz się sama ze sobą.

Jesteś jak „Matka” z baśni Andersena, idziesz. Nie możesz oddać rąk, bo nigdy jej nie obejmiesz, nie możesz oddać nóg, bo nigdy za nią nie pobiegniesz, nie chcesz oddawać oczu, bo musisz ciągle na nią patrzeć, a głos – i tak nie masz go w gardle. W końcu obiecujesz, zrzekasz się tego, co masz najcenniejsze. Odwieszasz na szpitalnym wieszaku swój talent, swoją skórę. Odnosisz na strych swoje projekty, zakopujesz w najczarniejszym dole własnej podświadomości sukcesy. Liczy się tylko ona i to, że (prze)żyje.

Myślałaś, że Ciebie to ominie, co?

Że syndrom pustego gniazda to tylko na filmach, że życie w zgodzie ze wszystkimi to może być Twoje życie, a nie refren jakieś durnej, hipisowskiej piosenki. Jesteś, zbyt wrażliwa i za mało zorganizowana. Niedopasowana do codzienności, niedostosowana. Nie bawi Cię szykowanie eleganckiego drugiego śniadania od szkoły, nie zgłaszasz się na opiekuna szkolnej wycieczki i po raz kolejny oblewasz sprawdzian na żonę, gdy śpisz do późnego popołudnia w ubraniu na Waszym łóżku. W nocy z kolei nie możesz spać, bo masz jak to wszyscy mówią „za dużo stresów”. Problem polega na tym, że Ty nie masz żadnych stresów, niczego nie masz, jest tylko pustka. Stajesz się pustą przestrzenią, niewypełnioną, białą plamą w domu, niezapisaną kartką, wolną od wszelkiej treści. Łykasz tabletki na sen, ale one tylko działają Ci na nerwy i nie możesz po nich prowadzić samochodu rano.

Gdzie jesteś, Bernadette?

Gdzie Ty się do cholery podziałaś ze swoją pasją tworzenia? Ze swoim wyczuciem i umiejętnością rozwiązywania problemów? Pomiędzy którą zmarszczkę, gdzie schowałaś swoje poczucie humoru i dystans do świata? Bernadette, w tej roli, którą dla siebie wybrałaś nie osiągniesz perfekcjonizmu.  Jesteś zakałą dla społeczeństwa i najwyższa pora, żebyś coś z sobą zrobiła, dziewczyno! Przecież nie powiedziałaś ostatniego słowa, co?

Gdzie jesteś, moja droga?

Gdzie zgubiłaś ten piękny uśmiech – między papką, a pleceniem warkoczyków do szkoły? Między złamaną ręką, a pierwszą pałą z klasówki? Gdzie podziała się Twoja miłość do muzyki i zamiłowanie po poezji? Zostało w samochodzie na parkingu pod szkołą tańca, a może na przedszkolnej wycieczce, gdzie wypadł pierwszy mleczak? Gdzie Twoje plany na życie? Spakowały się i pojechały na wymarzoną podróż do Portugalii? A może utopiłaś je w butelce wypijanego co weekend wina? Może przykryłaś je pierzynką sosu beszamel i upiekłaś w lasagne? A może Twoja radość kreowania przysiadła zmęczona między kolejną porcją modeliny i farbkami plakatowymi za 8,99?

Ja Ciebie będę wołać.

Nie przestanę, dopóki mnie nie usłyszysz i nie weźmiesz do ręki książki i nie zaczniesz śmiać się w głos albo śpiewać. Będę Cię szukać, bo musisz znowu pisać pierwsze, piec torty i robić tabele przestawne w Excelu. Będę szła za Tobą, bo wcale tak daleko nie odeszłaś, bo chociaż minęły lata, nie pokonałaś aż tak wielkiego dystansu, jak dzisiaj uważasz. I możesz mi zaprzeczać, ile chcesz, ale złapię Cię babo za kudły i wyciągnę z Ciebie tę świetną laskę, która po prostu śpi.

Czy ja dobrze widzę moja droga, kącik Twoich ust podnosi się nieznacznie do góry?

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo