ZA DARMO
Change font size Change site colors contrast
Inspiracje

Skandynawski balkon na lato – czyli lato w mieście

27 czerwca 2021 / Emilia Pryśko

Ten balkon jest nasz już od 3 lat.

Przez ten czas nasz balkon był składzikiem, pustostanem, adresatem planów, których nie chciało nam się realizować. Dziś, gdy z kawą siadamy na balkonie, wciąż się pytamy, dlaczego tak długo zwlekaliśmy, dlaczego tak późno stworzyliśmy nasz balkon na nowo. Bo ten, który tu widzicie, jest dla nas idealny. Uwierzcie na słowo 36-letniej freelancerce, która wraz z partnerem wychowuje dwoje dzieci i kota. :)

Czekaliśmy na lato i nie mogliśmy się doczekać. Ale już jest!

Przyszło razem z upałami, zakończeniem roku szkolnego i spacerami bez maseczek – uf, jaka ulga! Przed nami kilka tygodni ciepłych dni, bezchmurnego (oby tylko czasem, bo upały są bardzo męczące!) nieba, wakacyjnego gwaru dzieciaków, które odpoczywają po ciężkim i bardzo wymagającym roku szkolnym i przedszkolnym. A w tym wszystkim my, kobiety, które szukają drogi do swojego #motherlifebalance. 

W zeszłym roku balkon był naszym oknem na świat. Często to była jedyna przestrzeń „na zewnątrz”, w której mogliśmy bez maseczek głęboko odetchnąć. Szczęśliwi ci, którzy mają balkon!

Teraz balkon to nasza namiastka urlopu, to nasza oaza spokoju, miejsce odpoczynku, ukojenia po aktywnym dniu pracy. To tu czytamy książki pijąc kawę i planujemy wakacje – bo w końcu możemy to robić!

Jeśli, tak jak my, spędzasz lato w mieście, przygotowałyśmy dla Ciebie kilka wnętrzarskich inspiracji. Bo wiesz, to, że nigdzie teraz nie wyjeżdżasz, nie znaczy, że nie należy Ci się miejsce, w którym będziesz mogła przeczekać wszystkie swoje stresy, wysokie temperatury i tęsknoty za urlopami pod gruszą.

Zacznijmy od początku. Mieszkamy w domu z lat 30-tych, w samym centrum Olsztyna. Balkon mamy więc stary, nigdy nie remontowany, za to duży i z fajnym widokiem. Na dobry start kilka zdjęć „PRZED” i „W TRAKCIE” 🙂 

 

Skandynawski balkon na lato

 

 

Skandynawski styl to drewno, naturalne materiały, spokojne, stonowane kolory i efekt, który dzięki tym elementom możesz uzyskać – przytulność! Przytulność to jest nasz cel, to jest ta atmosfera, dzięki której nasi bliscy i przyjaciele czują się komfortowo, czują się dobrze, jak w domu. 

Pamiętaj, że tworząc przestrzeń w stylu skandynawskim, oszczędność w środkach będzie Twoim sprzymierzeńcem. Zbyt duża ilość elementów, nagromadzenie ozdób sprawią, że nie tylko zagracisz swój balkon, ale także zabierzesz sobie sporo przestrzeni! Prostota to słowo klucz, często najprostsze rozwiązania się najskuteczniejsze, pamiętajmy też o haśle – mniej znaczy więcej! 

Cenimy skandynawski styl także za to, że pozwala podkreślić piękno wybranych przez nas przedmiotów. Gdy jest ich niewiele, nie gryzą się, nie rywalizują o uwagę. A Ty możesz docenić każdą z rzeczy, która się otaczasz.  

 

 

Skandynawski balkon dla całej rodziny

 

Jesteśmy mamami i znamy domowe zasady gry. Zdajemy sobie doskonale sprawę, że balkon, który sobie stworzysz, nie będzie zamknięty na dziesięć pieczęci, by uchronić pięknie ustawione przedmioty przed pragnącymi przygód rączkami dzieci. W praktyce to niemal niemożliwe. 

Nasza inspiracja wnętrzarska zakłada nie tylko chwile relaksu dla dorosłych, ale także chwile, gdy dzieci używają swojej życiowej energii, by walczyć z domową nudą. Dlatego poduchy, na których kilka przyjaciółek oprze się po zachodzie słońca, by świętować urodziny przy lampce wina, w ciągu dnia zamieniają się w kamienie, po których skaczą żabki. Albo są skałami, na których dzielni podróżnicy uciekają przed lawą (tak, tak, wszyscy znamy zabawę „podłoga to lawa!”). Widzicie te kwadratowe poduchy? To mistrzostwo świata. Nie sądziłam, że tak łatwo będę mogła zmieniać ich zastosowanie – od materaca do zabawy, przez wygodne siedziska z oparciem. Sprawdźcie poduchy ogrodowe Lyttesholm w JYSK

Gdy Ty o poranku, zanim wstaną dzieciaki, pijesz kawę na pięknych  ogrodowych krzesłach, reszta domowników ma już inny na nie pomysł. Proste krzesło ma naprawdę wiele funkcji – może być bazą, hamakiem, namiotem (jeśli połączysz dwa krzesła i rozłożysz nad nimi lekkie prześcieradło), scenografią do zabawy w szkołę, królewskim tronem i wieżą księżniczki. Możliwości jest mnóstwo i tylko dziecięca wyobraźnia decyduje, czym balkonowe krzesła mogą się stać. Ja wybrałam fotele Edderup, są niskie i wygodne, sprawdziliśmy! 

Piękny, jasny parasol chroni przed słońcem. Jest jak łyk zimnej wody, gdy za oknem skwar, a Ty masz akurat balkon od słonecznej strony. W zasadzie to akurat dobrze – kto by nie chciał mieć słonecznego mieszkania! Ale gdy chcesz poczytać książkę na balkonie, a słońce nie pozwala Ci otworzyć oczu – czas na drobne zmiany w skandynawskim stylu. Parasol pozwoli Ci cieszyć się latem na balkonie, w dodatku nie zdominuje tej niewielkiej przestrzeni – naturalne kolory i prosta konstrukcja to wielki jego atut. Fajną cechą jest także możliwość „złamania” górnej części parasola i pochylenia go, żeby lepiej dopasować jego położenie. Nasz parasol nazywa się Lemvig i kupiliśmy go w JYSK. Mały protip? Kupując parasol, pamiętajcie o wybraniu dodatkowo podstawy. My zapomnieliśmy i musieliśmy wracać do sklepu. 🙂 

No dobrze, a jak letni parasol odnajdzie się podczas dziecięcych zabaw na balkonie? Po pierwsze – drzemka pod parasolem na świeżym powietrzu to strzał w dziesiątkę i choć to nie zabawa, to jednak parasol jest naszym sprzymierzeńcem. Po drugie – jeśli opuści się parasol odrobinę w dół, staje się tajemniczą kryjówką. A tak między nami – on jest po prostu piękny. Minimalistyczny, klasyczny, naturalny, ponadczasowy, bez zbędnych wzorów i napisów (w końcu chodzi o balkon w stylu skandynawskim!).

 

 

Podłoga na naszym starym balkonie jest betonowa. Wcale nie musi być drewniana czy odnowiona dzięki kafelkom, bo jednak kolor betonu nam się podoba. Ale jednak czegoś nam na podłodze brakowało. Ten jasny dywan w paski spodobał nam się od razu. Idealnie komponuje się zarówno z meblami, jak i dodatkami, których sobie nie odmówiliśmy, w dodatku jest to dywan zewnętrzny, niestraszny mu deszcz i można go prać ręcznie! Sprawdźcie dywan Elvesanger

Powyższe punkty to baza. A teraz cała reszta. Nasz balkon nie może obejść się bez kwiatów, dlatego wybraliśmy wysokie trawy, które cieszą oko dorosłych, a gdy to dzieci przejmują balkon, zmieniają się w zasłonę, przez którą nie można przejść (akurat to nie dotyczy matek :)). Zapomniałam o jednej rzeczy – te rośliny są SZTUCZNE! Wyglądają pięknie i świeżo o każdej porze i nic im nie jest w stanie zaszkodzić, nawet małe, psotne rączki. Hitem są zdecydowanie wysokie trawy – mam w planie dokupić ich więcej, świetnie spełniają swoją rolę, a osłonkami na doniczki są duże kosze i miękkie koszyczki, też z JYSK. Poduszki i koc otulają podczas drzemki. A lampki solarne to must have, naprawdę! 

Na końcu – piękny stolik z odpornego technorattanu. Jest tak dekoracyjny, że już więcej ozdób nie potrzeba. Lekki, ażurowy, bardzo letni. 

 

Lato w mieście

 

Lato w mieście zapowiada się upalnie. Mając małe dzieci, musimy pamiętać o ich potrzebach, w plan dnia wpisać i drzemki, i wypady na plac zabaw, i spacery nad jezioro, a także… naszą pracę. To, że dzieciaki mają wakacje, nie znaczy, że rodzice w czarodziejski sposób pozbywają się swoich zawodowych obowiązków. Przecież wiadomo, że to praktycznie niemożliwe. 

Dlatego tu zamierzam spędzać tyle czasu, ile to możliwe. Tu, czyli na naszym balkonie, który w ramach akcji #LatozJYSK zamieniliśmy w naszą prywatną oazę spokoju, naszą podróż palcem po mapie na Północ. 

 

Dzieci

Ciałopozytywność – krótki przegląd fajnych książek o dojrzewaniu

11 lipca 2021 / Marta Osadkowska

Coraz więcej na półkach w księgarniach ciekawych tytułów dla dziewczynek, które wkraczają powoli i nieśmiało w dorastanie.

Jaki to dobry trend! Tym bardziej że wiele książek napisanych jest przez doświadczonych seksuologów, psychologów, lekarzy. Może gdybyśmy my miały dostęp do takich fajnych treści, inaczej byśmy dzisiaj na siebie patrzyły i lubiły siebie trochę bardziej?

Wszystkie znane mi kobiety, nawet te, na które patrzę z czystym zachwytem i zazdrością, są wobec siebie bardzo krytyczne.

Uważam, że to nabyte, usłyszane, wmontowane w nas, bo w innych kulturach tego nie widzę. A na pewno nie aż tak. Patrzymy w lustro i widzimy, co się nam nie podoba, co chciałybyśmy zmienić. A przecież można popatrzeć przez zaróżowione szkiełko, z sympatią, a przy dobrym humorze – nawet z zachwytem. Bo mamy się czym zachwycać! I cieszy mnie, że w takim podejściu do tematu będą dorastać moje córki. 

Wszystkim nastolatkom zawsze było trudno, ale dziś standardy urody zostały tak wypaczone, że sytuacja stała się jeszcze gorsza. Dlatego warto przeciwstawiać się temu szaleństwu i owszem, dbać o swoje ciało, ale mądrze i z czułością. To ciało, które dostałyście od natury, jest cudowne takie, jakie jest. Służy Wam do biegania, skakania, pływania, przytulania, głaskania kota, leżenia w trawie, wygrzewania się na słońcu, odczuwania frajdy z kąpieli i wielu innych cudownych rzeczy. Warto się nim cieszyć i o nie dbać. Ale nie tak, jak Wam próbują wmówić koncerny kosmetyczne. Nie musicie używać kosmetyków, malować paznokci, farbować włosów i odchudzać się, żeby mieć dobre ciało. Bo w dbaniu o ciało chodzi o zdrowie, dobrą kondycję i dobre samopoczucie – to czyni nas ładniejszymi i o to trzeba dbać – czytamy we wstępie do książki „Ciało – śmiało”. Moja relacja z odbiciem w lustrze wyglądałaby zupełnie inaczej, gdybym słyszała takie słowa, dorastając. Słyszałam inne, niestety. Za duży nos, krzywe zęby, brzydka postawa, za gruba, za chuda, za wysoka, zbyt koścista… I żadnej kontry, zero pozytywów. Dziś mam prawie czterdzieści lat, a nadal słyszę w głowie te głosy. Do niczego nie były mi potrzebne. Jedyne, co mi zafundowały, to kompleksy, diety, odchudzania, złe samopoczucie i mnóstwo czasu straconego na próby poprawienia siebie. Na to dążenie do ideału prosto z photoshopa, którym karmiły mnie wszelkiej maści gazety. Nic dobrego nie wyniknęło z dorastania w takim klimacie i cieszę się, że wytoczono walkę takiemu podejściu do tematu. 

Dorastanie to pole minowe, wiadomo. Jeśli nie miałyście przyjemności doświadczyć zawstydzania z okazji pierwszej miesiączki, rosnących piersi, pryszczy i burzy hormonów, to zazdroszczę. Mnie to nie ominęło i bardzo długo czułam wstyd za wszystko, co związane było z kobiecością. Wstyd za coś, czym powinnam się cieszyć! Bycie kobietą to cudowne doświadczenie, musiałam dorosnąć i porozmawiać z wieloma mądrymi koleżankami, żeby to zrozumieć. Przeglądam książki dla dzisiejszych nastolatek i czuję, jak ta zawstydzona Marta we mnie, czuje radość. Dość już psucia, mieszania dziewczynkom w głowach, dość narzucania im nieosiągalnych ideałów, do których mają dążyć! Stawanie się kobietą to piękna droga. Nasze ciała są piękne, wszystkie! To mówię moim córkom, głośno o wyraźnie. I mówię to też sobie, zduszając głosy w mojej głowie, próbujące jeszcze psuć mi nastrój przypominając, że to za mało, tam za dużo, a jeszcze tutaj to krzywo i paskudnie. 

Niech kolejne pokolenie małych kobietek dorasta już słysząc tylko pozytywny przekaz i lubiąc siebie i swoje ciała. 

Oto kilka propozycji dla dorastających dziewczynek:

  1. „Ciało – śmiało” to przewodnik po dojrzewaniu, świetny jako książka na początek tej drogi. Napisana jest językiem przystępnym i przyjemnym. Sonya Renee Taylor opisuje kolejne etapy dojrzewania, zmiany zachodzące w ciele i głowie, sposoby, jak na nie reagować. Jest tu też sporo praktycznych porad: jak dbać o skórę, paznokcie, jak dobrać właściwy stanik, a także jak poradzić sobie z trudnymi emocjami. Ale przede wszystkim to bomba pozytywnych komunikatów związanych z akceptowaniem siebie. Autorka zna się na rzeczy, już jakiś czas temu założyła firmę The Body Is Not An Apology (Za ciało nie trzeba przepraszać), organizuje warsztaty samoakceptacji dla ludzi w każdym wieku. Jej witrynę w sieci odwiedziły miliony ludzi szukających sposobu na pokochanie swojego ciała. Książka porusza wszystkie trudne zagadnienia dojrzewania: miesiączka, stanik, owłosienie, zmiany w budowie ciała i w ogóle budowa kobiecych części ciała. Wszystko opisane przystępnym językiem, doprawione ładnymi rysunkami. Czytelniczka znajdzie tutaj też porady – ode tego, jak dbać o paznokcie, przez dobór wygodnego stanika aż po metody radzenia dobie z emocjami.
  2. „Maja dorasta. Niezbędnik dorastającej dziewczynki” napisany przez endokrynologa pediatrę Monicę Petix, to dobra książka na rozpoczęcie tematu z dziećmi. Cieniutka, więcej w niej ładnych, kolorowych rysunków, niż treści. Swoim córkom dałam ją w prezencie, gdy starsza miała 8 a młodsza 6 lat. Czytały same z dużym zainteresowaniem. A potem przychodziły zapytać, wyjaśnić, dowiedzieć się więcej. Bohaterka książki, Maja, ma 9 lat i rozpoczyna przygodę z dojrzewaniem. Na wszystkie jej pytania odpowiada pediatra. 
  3. „Niezbędnik każdej dziewczyny. Jak ogarnąć dojrzewanie” Anita Naik. To także propozycja do samodzielnej lektury, bardzo kolorowa, podająca sporo przykładów sytuacji, z którymi czytelniczki mogą się identyfikować. Pojawia się tutaj już temat seksu, bez pszczółek, ale i bez nadmiernej ilości szczegółów. Kończy się wtrąceniem, żeby pamiętać o tym, że chłopcy też ludzie i również nie jest im łatwo z tym całym dojrzewaniem. Ta książka ma swój odpowiednik dla chłopców pod analogicznym tytułem „Niezbędnik każdego chłopaka”.
  4. „Twoje ciałopozytywne dojrzewanie” autorstwa Barbary Pietruszczak, to już pozycja dla trochę starszych młodych nastolatek. Moja dziesięciolatka na razie wymiękła. Jest o hormonach, wydzielinach, narządach płciowych, ubóstwie menstruacyjnym, cyklu miesiączkowym. Książka jest bardzo ciekawa, pełna ważnej i potrzebnej wiedzy bardzo dobrze podanej. Tutaj także są rysunki i wyjaśnienia. Na mojej półce czeka, aż czytelniczka dorośnie.
  5. „Poradnik nastolatki” pod redakcją Aleksandra Minkowskiego i dr Liliany Minkowskiej to już gruby kaliber. I na wagę i na ilość słów. To prawdziwa encyklopedia nastoletniego życia, tutaj jest dużo tekstu, niewiele rysunków. Książka porusza wszystkie zagadnienia, jakie przychodzą mi do głowy, gdy myślę o tematach, które trzeba poruszyć z dorastającymi dziećmi. Imprezy, pedofilia, alkohol, sex, samotność, zazdrość, anoreksja, wyprzedaże… Są konkretne informacje, wyjaśnienia, porady. Jak sobie poradzić z samotnością, żałobą, zerwaniem, zdradą przyjaciółki. Jak nie wpaść w pułapkę reklamodawców, jak nie popaść w obłęd na punkcie swojego ciała. To jest książka bardziej dla piętnastolatek, przynajmniej w moim odczuciu.

To tylko kilka propozycji, które można znaleźć w księgarniach. Ja akurat te wybrałam dla swoich córek i w każdej znajduję wartość, każdą mogę z czystym sumieniem polecić. Jestem też w zachwycie nad tym, co robi Fundacja Kosmos dla Dziewczynek (https://fundacjakosmos.org). Prenumerujemy od dawna wydawany przez fundację magazyn i każdy numer wnosi coś wartościowego. Polecam chociaż zajrzeć na stronkę i zobaczyć, co oferują.

This error message is only visible to WordPress admins

Error: API requests are being delayed for this account. New posts will not be retrieved.

Log in as an administrator and view the Instagram Feed settings page for more details.

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo