ZA DARMO
Change font size Change site colors contrast
Rozmowy

Mother-Life Balance – nowe hasło, o którym musisz pamiętać

12 stycznia 2018 / Magda Żarnowska

Od Ciebie dowiedziałam się o haśle Mother-Life Balance.

Dotychczas upatrywałam go w mitycznym Work-Life Balance, ale być może szukałam nie tam, gdzie trzeba? O co chodzi? Przez ostatnich kilka miesięcy wałkowałam temat work life balance - w pracy, w domu, na blogu, czytałam o tym non stop. Nie żebym jakoś specjalnie była tym zainteresowana, ale zauważyłam, że inni są. I to bardzo! Gdyby...

Od Ciebie dowiedziałam się o haśle Mother-Life Balance. Dotychczas upatrywałam go w mitycznym Work-Life Balance, ale być może szukałam nie tam, gdzie trzeba?

O co chodzi?

Przez ostatnich kilka miesięcy wałkowałam temat work life balance – w pracy, w domu, na blogu, czytałam o tym non stop. Nie żebym jakoś specjalnie była tym zainteresowana, ale zauważyłam, że inni są. I to bardzo! Gdyby nie byli, inni by o tym nie pisali, prawda?  Z przekory pomyślałam o sobie, że sorry, ale z pracą radzę sobie doskonale. To macierzyństwo jest największym moim wyzwaniem. To tam idzie cała moja energia, najlepsze pomysły. W tamtą stronę kieruję to, co mam najlepszego. I też z tego macierzyństwa, jak każda mama, mam ochotę uciec, pójść po musztardę i wrócić za tydzień – tak bywam zmęczona, zirytowana i bezradna. Więc to nie work-life balance jest hasłem, które powinnyśmy wykuć na blachę. Przyszło mi do głowy hasło: Mother-Life Balance.

Czy to przypadkiem nie jest tak, że ludzie mają jakąś dziwną tendencję, żeby się zatracać w tym, co robią? Pracoholicy nikogo już pewnie nie dziwią, a czy są ludzie, którzy toną w macierzyństwie i potrzebują w tym pomocy?

Na pewno! Tu nie chodzi, moim zdaniem, o tonięcie w macierzyństwie, ale nieumiejętność znalezienia złotego środka. Czyli jak jestem matką, to taką na 200%, bez czasu dla siebie, bez myślenia o sobie i swojej przyszłości. Wydaje mi się, że w takiej sytuacji prędzej czy później zawsze przychodzi kryzys. Skąd wiem? Bo sama mam takie kryzysy non stop.   

Dlaczego macierzyństwo stanowi zagrożenie w tym zakresie?

Wszystko, co się robi bez umiaru, prędzej czy później odbija się czkawką. Samo złapanie życiowych proporcji jest bardzo trudne, a utrzymanie ich? Często niemożliwe. Samo macierzyństwo zagrożeniem nie jest haha, ale już brak w nim umiaru – tak. A przez brak umiaru rozumiem poświęcanie się, tworzenie sobie sztucznej misji, by skupić się tylko i wyłącznie na dzieciach, zapominając o tym, że jeszcze kilka lat temu było się młodą kobietą pełną ideałów, która chciała zmieniać świat, zrobić kurs na prawo jazdy i odwiedzić wszystkie europejskie stolice. Która nałogowo czytała książki, umiała wymieniać wszystkich polskich noblistów i chciała uczyć się włoskiego. A potem pojawia się mały człowiek, najukochańszy na świecie,  i co? Już nie ma tej kobiety, jest tylko mama. I oczywiście nie ma w tym nic złego, ale człowiek nie ma aż takich pokładów cierpliwości i miłosierdzia, żeby zapomnieć o sobie, swoich przyjemnościach i planach na 18 lat. Po jakimś czasie pojawia się frustracja, tęsknota, złość, zmęczenie. I poczucie, że się straciło czas. Albo gorzej – że świat o nas zapomniał. Ale ja miał pamiętać, jeśli bywa, że mamy same o sobie nie pamiętają?

Może nie zdajemy sobie do końca sprawy z tego, ale podświadomie możemy unikać tego czasu dla siebie czy też sytuacji, w której ktoś nam pomaga. Bo chcemy być najlepszymi mamami na świecie,  wydaje nam się, że gdy tą odpowiedzialnością się z kimś podzielimy to będzie oznaczało, że jesteśmy mamami na pół etatu, albo tylko trochę. Że sobie nie radzimy, skoro potrzebujemy pomocy, ciszy, spokoju. Że nie radzimy sobie, bo brakuje nam rąk, cierpliwości i motywacji. A komu tego nie brakuje? Kto nie potrzebuje czasu, w którym można po prostu nic nie robić, albo robić coś tylko dla przyjemności, nie z obowiązku?

To powiedz mi jeszcze, jak to zrobić? Bo przyznam szczerze, że często zapominam kupić chleb, idąc po chleb, a jak mam jeszcze pamiętać w tym wszystkim o sobie? Jak w swoim życiu znaleźć miejsce dla siebie?

Według mnie receptą jest hobby, pasja, robienie czegoś niekoniecznie dla pieniędzy, ale co doskonale zajmuje myśli, co nie wiąże się z rodziną, dzięki czemu poznaje się nowych ludzi. Ale też chodzi o to, by czasem postawić siebie wyżej. Czyli nie mam siły na robienie 100 pierogów, idę się położyć. Albo powiedzenie – od dziś wracam do pracy, bo jest mi to potrzebne, by czuć się dobrze ze sobą, więc nasz rodzinny plan dnia trochę się zmieni. Bo czemu mama ma być na szarym końcu układu rodzinnego? Ważny jest ten moment, gdy pozwalamy sobie chcieć. A chcieć to móc.

Trochę się boję, że teraz panowie pójdą na nas z widłami  😉 i kobiety, które odnajdują się w byciu mamą na pełen etat. Przypuszczam jednak, że to bycie w domu wszędzie wygląda trochę podobnie. Teoretycznie w domu posprzątane, codziennie obiad i pachnące ciasto, a wewnątrz często cicha rozpacz kobiety. Jak sobie z tym poradzić, żeby nie zwariować? Kiedy nie chcesz zmieniać całego modelu, ale coś nie pasuje?

Ale właśnie nie o to chodzi, by iść do pracy, kiedy ma się chęć i możliwość zostania w domu z dziećmi. Ale boję się takich sytuacji, gdy za 20 lat, matka dorosłych dzieci wymusza uwagę mówiąc, że tyle dla dzieci poświęciła, żałując, że nie jest już młoda. No i umówmy się – dzieci prędzej czy później wyprowadzą się z domu. I co wtedy?

Coraz bardziej lubię to Mother-Life Balance. Myślę, że zastanowienie się, czego brakuje pośród tego pachnącego ciasta i posprzątanego domu, jest ważne nie tylko dla kobiety, ale dla całej rodziny. Kto by chciał żyć z sfrustrowaną wariatką, która z dnia na dzień jest coraz bardziej smutna i traci w oczach blask?   

A co jeśli powrót do pracy nie jest wyborem, a koniecznością? I praca nie zagospodarowuje nam w głowie tego miejsca na samorealizację? Jeśli pracować musimy, a nie lubimy, tego co robimy? Wtedy czas “dla siebie” jest już wyjątkowo ograniczony.

To jest bardzo trudny temat, bo życia ogranicza nas jak może. Ale czasem tym wentylem bezpieczeństwa psychicznego jest samotny spacer albo pozwolenie sobie na to, by dzieci chodziły w niewyprasowanych ubraniach – co ja praktykuję od dawna. Jak dochodzę do ściany i czuję się jak w klatce własnego życia – choć nadal kolorowego, dobrego i szczęśliwego – rzucam wszystko, szukam ciszy, idę na łatwiznę, wychodzę z domu, idę z córką na frytki. Po prostu odpuszczam.  No przecież każdy potrzebuje się ponudzić czy nic nie robić. Pomyśleć w ciszy. Czy napić się, już słynnej wśród mam, ciepłej kawy.  Jeśli przeszkodą w wypiciu jej ma być zlew bez brudnych naczyń – zostawiam zmywanie na następny dzień.

Teraz tak mnie olśniło i popraw, jeśli się mylę. Mam wrażenie, że to jest w ogóle wyjątkowo kobiecy problem. Że faceci nie mają takich dylematów. Im faktycznie bliżej do pracoholizmu niż do zatracenia się w ojcostwie. Dlaczego jest tak, że matka nie może wypić ciepłej kawy ani pójść w samotności do łazienki, a w tym samym czasie ojciec jej dzieci może w spokoju (choć w systemie ratalnym) przeczytać książkę, opiekując się pod jej nieobecność tymi samymi dziećmi? Jak oni to robią? Co ja robię źle? Dlaczego jego dzieci są grzeczniejsze i bardziej samoobsługowe niż moje mimo, że to te same? Może szkopuł tkwi w wytyczaniu granic?

Kobiety po prostu się przejmują. Czują odpowiedzialność. Faceci jak chcą odpocząć, to odpoczywają. A kobiety? Mają w tym czasie milion rzeczy do zrobienia. Nie wiem, skąd to się bierze, ale to jest jedna z rzeczy, której powinnyśmy od mężczyzn się nauczyć. Oni umieją stawiać granice i mówić, czego chcą. My nie umiemy powiedzieć, czego potrzebujemy, szczególnie, jeśli koliduje to z planami męża czy dzieci. Może po prostu tak wygląda miłość w matczynym wydaniu? 🙂  

Faktycznie, na własnym przykładzie mogę potwierdzić, że to jest właśnie coś, czego najmocniej zazdroszczę mężowi. Potrafię się nawet na niego obrazić, że nie chodzi nerwowo po domu w poszukiwaniu zajęcia i potrafi zwyczajnie usiąść i odpocząć. Czyli jak? Postanowienie noworoczne? Jedyne czynione z pełną powagą? Pokochać samą siebie tak, jak swoją rodzinę? I poświęcać sobie sprawiedliwie czas?

Gdy wpadło mi do głowy hasło Mother-Life Balance, pomyślałam o stresie. Pogodzenie wszystkich życiowych ról jest zwyczajnie stresujące. Bo nie można mieć wszystkiego. Nie można być mamą na 100%, gdy jest się businesswoman na 100%. A przecież chciałoby się mieć i to, i to. I radość z bycia mamą, i radość z zawodowego sukcesu. Radość z super dnia z własnym dzieckiem, ale też radość ze spędzenia weekendu tylko ze swoim facetem. Łatwo wpaść w rozczarowanie sobą i swoim życiem – jak to nie daję rady być superwoman? Mother-Life Balance to idea mająca promować i motywować do szukania harmonii pomiędzy byciem mamą, a byciem sobą, czyli partnerką, businesswoman, dziewczyną, siostrą, córką, przyjaciółką, samotnikiem, duszą towarzystwa itp.

Czyli co trzeba robić, by żyć zgodnie z ideą Mother-Life Balance?

Wystarczy nie zapominać, że mama to też kobieta. I w jej życiu są sfery, które nie dotyczą jej macierzyństwa i że to wcale nie jest złe. Niech to, co robimy, uzupełnia się wzajemnie i dobrze na siebie wpływa. Wyzwania w pracy sprawiają, że w domu chcemy być najczulszymi mamami na świecie. Natomiast dzieci inspirują nas do tego, by fajnie żyć i pokazywać im, jak to sie robi, jednocześnie wyczerpują psychicznie tak, że trzeba po prostu odpocząć. To jest życie i trzeba znaleźć swój sposób na to, by codziennie wstawać z przyjemnością.

Ciało

Masaż twarzy i facetaping. Rozmowa z Anetą Hregorowicz-Gorlo

13 stycznia 2021 / Monika Pryśko

Poznajcie Anetę Hregorowicz-Gorlo, kobietę, która w swojej Akademii uczy, jak się masować, by mieć zdrowe i piękne ciało, a szczególnie witalną, łagodną i promienną twarz.

Przez lata zgłębiała tajniki masażu, by połączyć je z niekonwencjonalnymi metodami, jak stawianie baniek na twarz, czy wykorzystywanie taśm kinezjologicznych, które zazwyczaj stosuje się w kontuzjach i rehabilitacji ciała. 

 

Powiedz, gdzie uczyłaś się masażu? Wyobrażam sobie te godziny szkoleń! 

Od wielu lat interesuję się masażem, zgłębiam tajniki, czytam, oglądam, a ostatnimi laty doszły do tego wyjazdy, szczególnie na Wschód. Rosja, Ukraina, Łotwa słyną z kultury masowania. Kiedy skończyłam studia ponad 10 lat temu, nauczanie masażu opierało się na podstawowych informacjach. Moja ciekawość anatomii twarzy, naszego naturalnego  potencjału do samoodnowy, motywowała mnie do poszukiwań, dlatego stawiałam sobie nowe wyzwania w poszukiwaniu nowej dla mnie wiedzy i łączenia jej właśnie z dziedziną kosmetologii, naturoterapii, psychobiologii i ekologicznego stylu życia. Na mojej drodze stanęło wówczas wielu wspaniałych ludzi, od niezwykłych lekarzy, osteopatów, po masażystów i naturoterapeutów, którzy pokazali mi, że skóra i jej zewnętrzne piękno to wynik wewnętrznego zdrowia.

 

To brzmi wręcz mistycznie, choć przecież wiem, że nie jest to wiedza tajemna.  Zastanawiam się więc, dlaczego nie mówi się o tym głośniej i dlaczego masaż nie jest dla nas tak naturalny, jak być powinien. 

Byliśmy pochłonięci nową technologią, urządzeniami, odkrywaniem ekspresowych kuracji upiększających, zafascynowani szybkim działaniem niektórych technik. Gabinety kosmetyczne inwestowały w nowe sprzęty, które gwarantują piękną, młodą, jędrną skórę. Natomiast te manualne terapie zostały odstawione na bok, ale one były zawsze, nie są żadnym odkryciem.Teraz natomiast przeżywają renesans. 

 

Czy to znaczy, że zamiast botoksu kobiety powinny inwestować w częstsze wizyty w gabinetach masażu? 

Jako naturoterapeutka i kosmetolog holistycznie patrzący na nasze ciało, cenię sobie naturalne metody. Nigdy nie byłam przeciwna medycynie estetycznej, nawet sama próbowałam w swoim życiu wielu propozycji, jakie nam daje świat medycyny i kosmetologii estetycznej. Jednak to, co jest bardzo ważne, to zdrowy rozsądek i umiar. Zaufanie naszej naturze, zaufanie temu, co nas od środka zasila i wzmacnia. Twarz ostrzyknięta botoksem, przez wiele lat poddana ,,paraliżowi” zamienia się w maskę, a jej skóra, przez brak odpowiedniego krążenia, robi się wiotka i bardzo słaba.

W ostatnim czasie współpracuję z wieloma lekarzami, którzy dla uzyskania jak najlepszych rezultatów odmłodzenia czy regeneracji, otwarcie już mówią o dobroczynnym wpływie masażu jak i ,,rehabilitacji estetycznej” – przed kuracją, jak i po niej. Mowa o niwelowaniu obrzęków po ostrzyknięciu, rozmiękczeniu zrostów, jakie czasem powstają przy zabiegach medycyny estetycznej, tworząc blokady w przepływie płynów fizjologicznych.

 

Czy to był jeden z impulsów, by stworzyć autorską metodę masażu twarzy?

Stworzyłam pakiet autorskich technik, które w przypływie weny zapisałam, zmotywowana efektami, których byłam świadkiem. Zainspirowana spotkaniami z ludźmi z całego świata, zebrałam same perełki, które na swoich kursach i warsztatach przekazuję innym kobietom. 

Potrzebowałam skutecznego narzędzia, które pozwoli mi w całkowicie naturalny sposób, w pełni holistycznie zaopiekować się kobiecą urodą, a szczególnie zdrowiem, tak samo na poziomie fizycznym, jak i psychoemocjonalnym.

 

 

Pamiętam, gdy na warsztatach tłumaczyłaś mi, że twarz też powinna być w dobrej formie! Masaż ciała to coś, co znamy, natomiast masaż twarzy do niedawna brzmiał dla mnie nieco ekscentrycznie. 

Nie wiem, czy zwróciłaś uwagę, ale od kilku lat nurt holistyczny zaczyna się bardzo rozwijać. Kobiety częściej już czytają etykiety kosmetyków, interesują się tym, co nakładają na swoją skórę i wiedzą, że krem za 2000 zł nie jest w stanie zagwarantować piękna i długowiecznej młodości, ponieważ może być jedynie finezyjnym wykończeniem relaksacji, może być aromaterapią. Natomiast za kondycję twarzy odpowiada krew, układ mięśniowy, który jest rozprężony. Naczynia krwionośne, które niczym nurty rzeczne odżywiają tkanki od środka. To, co znajduje się pod skórą, jest odpowiedzialne za piękno, zdrowie i witalność.

 

Zwróciłaś też moją uwagę na mięsnie twarzy.  Zapomnieliśmy, że twarz to mięśnie, a mięśnie potrzebują konkretnego działanie, a nie miziania piórkiem. Od tych warsztatów minęło kilka miesięcy, a ja wciąż o tym pamiętam przy codziennej pielęgnacji, mimo że teoretycznie nie powinnam zbyt mocno masować twarzy, ponieważ mam cerę naczynkową. 

Gdy jeszcze studiowałam kosmetologię, głównym przeciwwskazaniem do masażu była właśnie cera naczynkowa czy wrażliwa. Zobacz, jakie to jest mylne i złudne. Jeśli przykładowo moja ręka byłaby w gipsie przez pół roku, to skóra po nim na pewno się wysuszyła, nie miała dobrego krążenia, była przez większość czasu unieruchomiona. Więc gdy tylko zdejmą mi gips, zaczynam rehabilitację, by krążenie wróciło do normy.  Takiej samej gimnastyki i ćwiczeń potrzebują nasze naczynia krwionośne, aby były zdrowe i szczelne.

 

No właśnie, traktujemy ciało dość ostro, gdy chcemy, by wróciło do dawnej sprawności. 

Jeśli mam kruchość naczyń krwionośnych, jeśli mam mało tkanki łącznej i moja skóra jest wiotka, to przecież nie mogę jej delikatnie głaskać, bo żadne krążenie się tam nie poprawi. 

Tak naprawdę nasze tkanki aż proszą o intensywny bodziec. Jeśli porównasz twarz do doliny, gdzie płynie rzeka, to gdy na rzece robi się tama, ja nie idę tam z miotłą i nie zmiatam na niej kurzu. Ja zakasuję rękawy i usuwam tę tamę. Tak samo jest z twarzą. Nie będę głaskać mięśni żwacza, który jest napięty i chłonie cały kortyzol, tylko skupię się na intensywnym masażu. 

 

Pamiętam, że masaż twarzy, który mi zrobiłaś, bardzo poprawił mi nastrój. Faktycznie nie chodzi tylko o to, by wyglądać ładniej, ale by pozbyć się też negatywnych emocji, które kumulujemy w mięśniach twarzy. Zauważyłaś wtedy, że powinnam więcej uwagi poświęcać mojej żuchwie, bo właśnie po tym fragmencie twarzy widać, że miałam ostatnio nerwowy czas. 

Jesteś osobą, która wydaje się być szczera ze sobą. To znaczy, że jeśli jest ci smutno, to się nie uśmiechasz. Twoja twarz wyraża emocje, więc jeśli jest dobrze, to na twarzy to widać, i odwrotnie. Wyobraź sobie, że są osoby, które z różnych powodów mają na twarzy maskę. Takie twarze są mało żywe, a jeśli dodamy do tego medycynę estetyczną i zablokujemy mięśnie botoksem, nie damy mięśniom popracować, to mamy problem. U takich osób występuje brak krążenia, niedotlenienie, a przecież blisko twarzy jest mózg. Ponad 60 mięśni naszej twarzy nie tylko odżywia naszą skórę, pompując krew do kapilarów, ale dodatkowo przecież doprowadza krew do naszego mózgu. Osoby, które są jak zamrożone, które mają bardzo dużo napięć, często też, co wynika z moich obserwacji, borykają się ze stanami depresyjnymi, zachwianiem równowagi psychoemocjonalnej, migrenami, zmęczeniem, przewlekłym stresem.

 

Gdy mówisz teraz o krążeniu, mięśniach, tkankach i przepływie limfy, wydaje mi się to bardzo trudne. Sama wiesz, że najtrudniej jest zacząć. 

Zacznij od początku. Nawet dzieci robią to intuicyjnie. Gdy są zmęczone i znudzone, masują okolicę oczu, pobudzają sobie zakończenia nerwowe, które są odpowiedzialne za orzeźwienie i otrzeźwienie umysłu. W kącikach oczu mamy punkt, który, kiedy tylko przytrzymasz go kilka sekund, aktualizuje twój mózg, bo poprawia krążenie i odświeża.

 

Znowu wychodzi na to, że to, co najprostsze, jest najbardziej skuteczne.

Masaż to dotyk, najstarsza terapia na świecie. Boli mnie głowa, chwytam się za czoło. Dwie dłonie oparte o skronie, opuszki palców na włosach i nieświadomie masujemy głowę. Nie musimy być super specjalistą, żeby zafundować sobie kilka minut masażu w domu. Oczywiście dobrze, jeśli wiemy, jak przepływa limfa, jak ułożone są mięśnie naszej twarzy, natomiast sam dotyk, samo głaskanie, samo ciepło dłoni i intencja już działają. 

 

Czytałam gdzieś, że twarz należy masować w określonym kierunku, bo inaczej rozciągniemy sobie skórę i spowodujemy szybsze powstawanie zmarszczek. 

Wystarczy, że będziesz świadoma tego, że limfa odpływa od środkowej części twarzy w stronę uszu i spływa po szyi do największych kanałów limfatycznych, jakimi są pachy. Wszystkie ruchy wykonuj zgodnie z tą linią. Zachęcam do masażu intuicyjnego, bo twarz woła o uwagę, a każda z nas ma napięcia w twarzy w innym miejscu. 

 

Dobrze, że o tym wspominasz. Naśladowanie bez zaangażowania i wyczucia własnych potrzeb wydaje się być bez sensu.

Dokładnie tak, bo skupiamy się nie na tym, co robimy, tylko na tym, co zaraz będziemy musiały zrobić. 

 

I wtedy rozwijamy rolkę taśmy kinezjologicznej i dzieją się cuda!

Taśmy to nie jest cud natury, to nie plastry nasączone płatkami złota. To taśmy, które zostały opatentowane przez japońskiego lekarza Dr Kenzo Kase. Odwzorowują linie papilarne i strukturę naszej skóry, co oznacza, że gdy nadamy im odpowiednie napięcie, bądź jego brak, a także z odpowiednią intensywnością nakleimy je na naszą skórę, zostaje ona w  kinezjologiczny sposób podniesiona. Taśma działa na tkankę unosząc jej strukturę, a jeśli pod skórą i powięzią zaczyna być więcej przestrzeni, to oznacza, że krew i limfa zaczynają swobodnie przepływać. A krew i limfa to eliksir urody. 

 

Czyli tak naprawdę chodzi o regenerację, odbudowę tkanek?

To tak jak ze skaleczeniem. Jeśli skaleczę swoją dłoń, to moje komórki, komórki Langerhansa, komórki odpornościowe, robią wszystko, żeby skupić się na regeneracji i procesie naprawczym tej zmiany. Z taśmą jest podobnie. Jeśli poprzez masaż stymuluję sobie tkankę i na to nałożę taśmę, to wzmacniam efekt regeneracji i rewitalizacji danego obszaru.

 

Nie trzeba chyba być specjalistą, by używać tych plastrów? Są dostępne choćby online, na Allegro ich cena zaczyna się od 11 zł. Czy wystarczy je pociąć na paseczki i sobie je intuicyjnie nakleić?

Jeśli chcemy osiągnąć zdecydowanie bardziej spektakularne rezultaty, wymodelować naszą twarz, rozprężyć odpowiednie partie mięśniowe (a pamiętajmy, że deformacje robią się poprzez napięcia mięśniowe, czy zablokowanie limfy w podbródku), to tutaj fajnie byłoby znać biomechanizmy i kierować się rzeczywiście wskazówkami, które pomogą tę deformację rozłożyć na czynniki pierwsze, czyli np. odprowadzić limfę czy wzmocnić mięśnie. 

 

Na swoim profilu na Instagramie często publikujesz swoje zdjęcia z naklejonym na czoło serduszkiem. Sama czasem sobie podobne naklejam. 

To bardzo prosta aplikacja, którą nakłada się w okolicy tzw. trzeciego oka. Ten kawałek taśmy naklejony na czole pomaga w czasie migreny, ma działanie odprężające, wygładza zmarszczki. W czasie snu relaksuje napięty mięsień marszczący brwi. Uspokaja i harmonizuje. 

 

Zastanawia mnie, czy masażem twarzy jesteśmy w stanie walczyć z niedoskonałościami skóry. Mam na myśli nie tyle zmarszczki, co na przykład trądzik czy zmiany chorobowe. Czy taśmy pomogą w przywróceniu twarzy dobrej kondycji?

Wróćmy do przykładu tamy. Nagle do rzeki trafia parę kontenerów ze śmieciami. Te śmieci to toksyny, złogi, neurotoksyny, stres. Toksyny z pożywienia i powietrza, ale też z naszych myśli. Te nurty rzeczne, czyli kanały krwionośne, energetyczne czy limfatyczne, są zatkane. Jeśli one są zatkane, to nasze tkanki zachowują się jak bagno, którego nikt dawno nie oczyszczał. Nasza twarz zaczyna puchnąć, woda zbiera się w tkankach i nie ma możliwości odpływu. I wtedy nasza skóra informuje nas, że coś jest nie tak. Zaczynają na twarzy pojawiać się wypryski, stany zapalne, przebarwienia. 

 

Faktycznie, gdy tak to opisujesz, już sama widzę, że nawet najlepszy krem tutaj nie bardzo pomoże, że to za mało. 

Nie jestem przeciwna kremom i zabiegom, tylko trzeba wziąć pod uwagę, że pierwszym krokiem powinno być odblokowanie i praca z przyczyną, czyli z zastojem. Sama uwielbiam naturalne produkty, aromaterapię, choć zawsze na pierwszym miejscu jest masaż! Reszta to tylko przyjemny dodatek.

 

Aż boję się zadać to pytanie. Systematyka i w tym przypadku jest ważna?

Pewnie, że tak. Pomyśl sobie, że raz na pół roku idziesz na spacer. Albo zadaj pytanie dietetykowi, jak długo będziesz zdrowa po zjedzeniu marchewki. Byłam dziś pół godziny na rowerze, czy to znaczy, że przez najbliższe miesiące mogę leżeć na kanapie? Tutaj systematyka jest jak picie wody. Nie wypijesz na raz 20 litrów wody i nie powiesz – dobra, mam luz na cały miesiąc.

 

Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić! Rozmawiasz z największym leniem na świecie. 

I dlatego też stworzyłam autorski program automasażu. Kurs FACEMODELING SELF TAPE, który uczy pozytywnej dyscypliny w działaniu, dobrej rutyny i pielęgnacji twarzy, która już po kilku dniach, tygodniach odwdzięcza się łagodnym wygladem, młodością i promiennością.

Profesjonalne masaże to coś wspaniałego, ale korzystasz z nich raz na jakiś czas. Są bardzo cenne i zachęcam, by dać sobie co jakiś czas tę ogromną przyjemność. Nawet na mojej stronie rekomenduję miejsca, które warto odwiedzić już w całej Polsce.

Pamiętajmy jednak, że to codzienna, pozytywna rutyna, zdrowe pożywienie, oddech i harmonia są kluczem do zdrowia i urody naszej twarzy i całego ciała.

 

Chciałabym też zaznaczyć, a co poczułam po masażu w Twoim gabinecie, że nawet jeśli trzeba zachować systematyczność, to i tak efekt widać od razu. 

Tak, to prawda. Jeśli techniki są dopasowane do potrzeb i ja wyczuję, co mi służy, gdzie jest potrzeba masażu, to tkanki są na tyle wdzięczne, że to widać. Przypomina to o pierwotnym modelu samouzdrawiania. Widać to u osoby, która ma 20 lat, ale najbardziej widać u osób, które tego masażu naprawdę potrzebują. U osób starszych, zmęczonych, schorowanych, albo po prostu zaniedbanych, zapomnianych.

 

Jeśli twarz po 20 latach bez uwagi dostanie taki masaż, to zdecydowanie poinformuje nas swoim radosnym, łagodnym i wypoczętym wyglądem.

Dbajmy o siebie dziewczyny! 

Zdrowie i piękno jest w naszych rękach każdego dnia!

 

_

Na zdjęciu: Emilia Pryśko

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo