Change font size Change site colors contrast
Styl życia

(Trudna) droga do samodzielności

30 lipca 2018 / Magdalena Droń

Niezależnie od tego, czy Twoja pociecha ma 2 lata czy 20, w oczach matki zawsze będzie nieporadnym dzieckiem.

Nasze serca zupełnie inaczej patrzą na istotę, którą powołały do życia, nawet jeśli ten poważny młody człowiek ma już swoje życie i swoje dzieci. I chociaż ciężko nam jest czasem zrozumieć naturalną potrzebę naszych maluchów, które wszystko chcą robić same, musimy się z nią pogodzić....

Niezależnie od tego, czy Twoja pociecha ma 2 lata czy 20, w oczach matki zawsze będzie nieporadnym dzieckiem. Nasze serca zupełnie inaczej patrzą na istotę, którą powołały do życia, nawet jeśli ten poważny młody człowiek ma już swoje życie i swoje dzieci. I chociaż ciężko nam jest czasem zrozumieć naturalną potrzebę naszych maluchów, które wszystko chcą robić same, musimy się z nią pogodzić. Taka jest kolej rzeczy. Ewolucja zaplanowała to za nas i my nie mamy w tej kwestii nic do powiedzenia.

Samodzielność kiedyś i dziś

Kiedy myślisz o swoim dzieciństwie masz w głowie grę w klasy, podchody po całym mieście, zwisanie z drzew i trzepaków oraz samotne powroty do domu z kluczem na szyi. Taka była w latach 70., 80. i 90. rzeczywistość. Nikt nie zastawiał się nad tym czy dziecku może się coś stać, czy dziecko sobie poradzi – musiało, nie miało innego wyjścia. Zestaw to z rokiem 2018 i współcześnie pojmowanym rodzicielstwem. Ogromna przepaść co? Co stało się przez te 20/30 lat. Czy świat naprawdę aż tak się zmienił? Czy polskie podwórka i ulice stały się nagle największym zagrożeniem czyhającym na dzieci, że współcześni rodzice mają obsesję kontrolowania wszystkiego? Bo przecież nie zatrzymuje się to wyłącznie na organizowaniu wolnego czasu czy podwożeniu pod szkołę. Obsesja trzymania ręki na pulsie wybiega znacznie dalej, pytanie tylko dlaczego i po co? Czy taka postawa nie krzywdzi naszych dzieci? Jak w tym wszystkim zachować zdrowy rozsądek i sprawić, że dzieciństwo Twojego malucha będzie naprawdę szczęśliwe? W dzisiejszym wpisie opowiem Ci trochę o tym, czemu warto wpierać samodzielność dziecka już od pierwszych chwil życia, i co zrobić, by bardziej mu zaufać.

Koniec z wyręczaniem!

„Ja to zrobię szybciej”, „zostaw, bo wylejesz”, „nie ruszaj, bo zepsujesz” – z ręką na sercu, ile razy powiedziałaś tak swojemu dziecku? Obawiam się, że sporo. Dzieje się tak nie dlatego, że jesteś złą mamą. Wiem przecież, że robisz to z troski. Pamiętaj jednak, że nadmierna troska i opieka, wyrządzają dziecku więcej szkody, niż pożytku. Bo choć wielu rodziców nie zdaje sobie sprawy, poprzez takie wyręczanie, nawet najmłodszych dzieci, odkładają moment zdobywania przez nie samodzielności na później. Trywialne zapisanie kurtki czy wkładanie butów. Powinien umieć to już maluch w wielu 2-3 lat. A jednak wciąż mamusie z uporem maniaka robią to za swoje pociechy. Czemu tak się dzieje? Bo boją się, że coś się stanie. Że dziecko coś zepsuje, albo zrobi sobie krzywdę. Chwila – po to jesteś drogi rodzicu koło swojego dziecka, żeby tak się nie stało! Żeby nie urąbało sobie paluszka tym nożem podczas krojenia, czy nie przycięło skóry podczas zasuwania zamka (co statystycznie częściej i tak zdarza się dorosłym). No ok powiesz, a co z maluchem, który się podda. Bo przecież na początku często coś nie wychodzi. Po co dziecko ma czuć się przegrane, po co ma płakać i rezygnować. Po to właśnie, że dzięki porażkom szybciej się uczy. Że są one nieuchronne i prędzej czy później będą miały miejsce. Im wcześniej więc dzieci zostaną oswojone z tym, że rzadko kiedy coś wychodzi za pierwszym razem, tym lepiej. Kolejnym przypadkiem są głównie (choć nie chcę generalizować) babcie wyręczające swoich wnuczków (ajć kolejne krzywdzące uogólnienie), którzy przecież jeszcze zdążą się napracować. Po co teraz mają sprzątać po sobie. Taka postawa w nieskończoność oddala moment, w którym Twoje dziecko osiągnie samodzielność. Pozwól więc Twojemu dziecku się uczyć, nie blokuj działania i nie zaniżaj wiary w siebie i swoje możliwości.

Czas wielkiej próby

Zanim pozwolisz dziecku na wszystko, zadaj sobie pytanie: „Czy ja jestem gotowy/gotowa na usamodzielnienie się mojego dziecka”. To właśnie od tej odpowiedzi zależeć powinny Twoje dalsze kroki. Bo nawet jeśli wiek dziecka wydaje Ci się nieadekwatny to takich rozważań, już u rocznych maluchów pytanie to jest zasadne. To właśnie w wieku kilkunastu miesięcy dziecko kształtuje w sobie silne poczucie sprawczości i tego, że ma wpływ na swoje otoczenie, a jego decyzje, takie jak samodzielne jedzenie, pierwsze kroki czy ubieranie się, są traktowane poważnie. To właśnie pokonywanie pierwszych trudności wpływać będzie na dalsze działania i chęć samodzielności – bunt dwulatka („ja sam/sama”), silne poczucie indywidualności i odkrywania siebie w wieku wczesnoszkolnym czy cienie i blaski okresu dojrzewania. Samodzielność jest naturalną potrzebą rozwojową każdego małego człowieka. Niezależnie od tego jak małe jest Twoje dziecko, zdobywanie doświadczeń sprawia, że opanowuje ono nowe umiejętności. Podejmowanie prób to cenna lekcja kształtowania tożsamości. Czemu więc blokować maluchowi rozwój? Nie zabraniaj. Zaufaj, obserwuj i bądź blisko, gdy będzie potrzebowało pomocy.

Wsparcie to podstawa

Dla każdego małego człowieka ważne jest ciągłe zdobywanie umiejętności i sprawdzanie się w nowych sytuacjach. To, co dziecko wykona samodzielnie, do czego samo dojdzie i co przeżyje, wyposaża je w nowe umiejętności, wiedzę o sobie, świecie i innych. Nic tak nie uczy jak praktyka! Dziecko czerpie ze swojego działania satysfakcję i buduje poczucie sprawczości. Dlatego właśnie dzieciaki powinny same szukać rozwiązań swoich problemów. Niezależnie od tego, czy problem ten dotyczy zawiązania buta czy tego, gdzie mógł podziać się ulubiony miś. Oczywiście możesz wspierać i nakierowywać malucha, np. prostą zabawą pt. „Co byś zrobił, gdyby”. Pokazuje ona, że ważne jest szukanie rozwiązania sytuacji problemowych i że każde z nich może być dobre, nawet jeśli jest wysoce nieszablonowe. O tej i innych metodach poczytać można chociażby w książce „Jak mówić żeby maluchy nas słuchały” autorstwa Joanny Faber i Julie King, którą w mojej opinii powinien przeczytać rodzic każdego dziecka jako lekturę obowiązkową w ramach szkoły rodzenia.

Troska o dziecko jest słuszna wyłącznie w granicach zdrowego rozsądku. Prawdziwą pomocą w procesie dorastania jest wzmacnianie w maluchu poczucia własnej wartości, które bierze się chociażby z drobnych sukcesów w samodzielnym działaniu. Z nauką samodzielności jest jak z jazdą na rowerze – gdy nadejdzie odpowiedni moment musisz puścić kijek.

Styl życia

Less waste i minimalizm – czy do tanga potrzeba dwojga?

18 lutego 2020 / Agnieszka Jabłońska

Dwie idee, dwa nurty.

Minimalizm – mieć mniej, żyć bardziej i less waste – marnować mniej, przetwarzać więcej, nie kupować i nie marnować.

Tak się składa, że w codziennym życiu łączę minimalizm z less waste. Staram się zachować balans i równowagę. 

Po kilku latach mogę powiedzieć jedno: jest to spokojnie możliwe i – jak wszystko w życiu – wymaga wypracowania nawyków. Trochę uwiera na początku, a później staje się przyjemną rutyną. Pomyślałam, że może Cię to zainteresuje.

Pewnie zastanawiasz się teraz, co drogie czarno-białe meble mają wspólnego z gotowaniem obiadów z resztek i używaniem płatków kosmetycznych ze starego ręcznika. 

Być może ja po prostu obracam się w takich kręgach, ale znam ludzi i domy, gdzie less waste i minimalizm dobrze ze sobą grają. Sprawdź koniecznie książkę – reportaż Marty Sapały „Mniej”- wypożycz, posłuchaj, ściągnij na czytnik, przeczytaj! 

 

Po co Ci to całe zamieszanie? 

Chociażby po to, żeby spać spokojniej, budzić się bardziej wypoczętą. Iść drogą, która ma jasno określony kierunek z lekką głową i ciężkim portfelem. Być „tu i teraz” i cieszyć się wolno płynącym czasem. Pielęgnować relacje i dbać o swoje sumienie. Robić dla innych coś bez wysiłku i stąpać po Ziemi ostrożnie, nie robiąc nikomu świadomej krzywdy. Chciałabym Ci to ułatwić, więc przygotowałam listę punktów wspólnych dla minimalizmu i less waste. Szybko przekonasz się, że żyjąc zgodnie z ideą niemarnowania, masz dużą szansę zostać minimalistką. A jeśli już deklarujesz się, jako osoba, która nie potrzebuje wiele, przy odrobinie wysiłku i zaangażowania, możesz stać się specjalistką od less waste. 

Po 6 latach postanowiłam – nareszcie! – nazywać siebie minimalistką. Stwierdziłam, że mogę mieć coś do powiedzenia w temacie, który jest mi bliski. Dlatego teraz dzielę się moimi pomysłami, jak można połączyć minimalizm z less waste. Po co mi to wszystko? Żeby przynależeć i żeby się odnaleźć. Chcę żyć w środowisku, w którym ludzie rozumieją, jaką zgrozą napawa mnie chodzenie po galeriach i zakupy. Jak bardzo nie lubię kupować i ile czasu zastanawiam się, zanim wybiorę jakiś przedmiot lub usługę. Nie lubię tłumaczyć, że jestem w stanie zainwestować spore pieniądze w podróże, czy w hobby, a mimo że noszę zimowe buty trzeci sezon. Chcę otoczyć się etykietką „minimalistka” i znaleźć ludzi, którzy czują podobnie. 

 

Jak to się zaczęło? 

O less waste zrobiło się głośno za granicą. U nas widzę, że ten trend się rozwija od 2017 roku, powolutku, ale teraz zaczynamy już doświadczać efektu kuli śnieżnej. Przyczyniła się do tego na pewno zmiana przepisów dotyczących segregacji śmieci oraz rosnąca świadomość społeczna. Coraz więcej słyszę o organicznej bawełnie, o niemarnowaniu, gotowaniu z resztek. 

Minimalizm to obecnie mainstream, ha! Minimalistką jestem od 6 lat. Zaczęło się w Japonii – oni to mają we krwi, prostotę kulturową. Do nas trend przyszedł w 2012 roku i… zniknął. Może dlatego, że jego głośnym ambasadorem był Leo Babauta ze swoimi 100 rzeczami? Z dużym zainteresowaniem śledziłam, jak z trendu, który mógł pomóc w codziennym życiu, powstała dziwna hybryda. Minimalizm w swoje szpony szybko złapał przemysł modowy, następnie wnętrzarski. Obecnie to takie skrzyżowanie ograniczenia posiadania do 100 przedmiotów z drogimi meblami i dodatkami w określonym stylu. Dla mnie – osoby, która przeczytała na ten temat kilka książek, wysłuchała kilkudziesięciu godzin podcastów – jest to co najmniej interesujące. 

 

Jak minimalizm łączy się z less waste? 

Nie kupuję

– less waste mówi o tym, żeby nie tworzyć zapasów, których nie będzie można zużyć i rozsądnie gospodarować surowcami oraz nie przyczyniać się do zaśmiecania planety, a minimalizm, żeby otaczać się tylko tym i tylko w takiej ilości, jak to jest naprawdę potrzebne. 

Myślę przed zakupem

– będąc less waste, sprawdzam składy, kraje, z jakich podchodzi dana rzecz, będąc minimalistką, analizuję, czy dana rzecz jest mi naprawdę potrzeba, czy na pewno, do czego i czy długo posłuży.

Inwestuję w jakość

– jestem gotowa zapłacić więcej za produkty tworzone etycznie tak jak ubrania szyte w Polsce, bo kupię tylko tyle, ile dokładnie potrzebuję np. jedną spódnicę na lato, jedne buty na sezon i jeden plecak na kilka lat. 

Nie marnuję

– less waste to zużywanie rzeczy do końca i dawanie drugiego życia przedmiotom, minimalizm to zaspokajanie faktycznych potrzeb poprzez przedmioty, słowo klucz: użyteczność. Jeśli czegoś już nie potrzebuję – sprzedaję to lub oddaję, w minimalizmie wyrzucenie jest ostatecznością. 

Mam mało i zużywam do końca

– mam mało kosmetyków, produktów do pielęgnacji i do makijażu, a te, które mam, zużywam do ostatniej kropelki lub oddaję, jeśli już mi nie pasują. Zużyte opakowania przemieniam na funkcjonalne słoiczki lub świeczniki, które rozdaję bliskim. 

Kupuję rzeczy potrzebne

– unikam tego przyjemnego dreszczyku, który towarzyszy wyprawom do centrum handlowego w weekend wyprzedaży, wolę zakupy online. Wybieram rzeczy, które potrzebuję w ściśle określonej ilości – jeśli szukam jednej bluzki, to kupię jedną bluzkę lub jeden lakier do paznokci. 

Nie kupuję emocjonalnie

– zakupy to nie lekarstwo na doła i nudę. Wolę poczytać książkę, iść na spacer do parku, zagrać w planszówkę lub pouczyć się języka obcego. Transferuję swoje zasoby – energię i czas tam, gdzie da mi to jakąkolwiek korzyść. Zakupy zostawią Cię z poczuciem winy, pustym kontem i brakiem miejsca w szafie lub w łazience. 

Nie chomikuję

– noszę ubrania – na co dzień również te ładne na specjalne okazje – używam wszystkich kosmetyków, gotuję z zapasów i extra składników ze sklepiku kontynentalnego, jeśli czegoś nie używam, to oddaję. Uwaga, tutaj może być pułapka, bo less waste zakłada, że ponownie wykorzystywać np. gdy otrzymasz paczkę zostawić pudełko, papier i sznurek do kolejnej wysyłki – świetne rozwiązanie, jeśli wysyłasz paczki. Jeśli nie, oddaj ten zestaw komuś, kto będzie miał z niego użytek lub połóż na klatce schodowej z opisem „zestaw do wysyłki paczki”, na pewno ktoś skorzysta. 

Inwestuję w hobby

nie oszczędzam na moim hobby, ale nie chwytam pięciu srok za ogon. Zanim przekonam się do czegoś, spróbuję pożyczyć potrzebny sprzęt i przeanalizuję, czy nowe zajęcie jest dla mnie wystarczająco rozwojowe. Później zobaczysz mnie w super butach do biegania, w markowej koszulce, z japońskim nożem kucharskim lub formą do wypieku magdalenek za kilka stówek doskonałej jakości. Pamiętaj, że minimalizm zakłada, że masz dokładnie tyle rzeczy, ile potrzebujesz, więc spokojnie stwórz własny zestaw do malowania farbami, gry na gitarze, czy robienia na drutach. Jeśli po jakimś czasie stwierdzisz, że to nie dla Ciebie, zamiast chować rzeczy na dno szafy, sprzedaj jej lub zrób komuś prezent – to takie proste! 

Oczekuję jakości

– chcę, aby rzeczy, które wybieram, reprezentowały doskonałą jakość. Ubrania nie mechaciły się, kosmetyki nie uczulały, a pokrywki od garnków nie pękały. 

Inwestuję w emocje i doświadczenia

– bardziej ucieszę się z biletów na wydarzenie niż z kolejnego kurzołapa na półce. Sama chętniej wydam na podróż niż remont – w moim odczuciu – wciąż ładnej i zadbanej kuchni. Zamiast piątej pary jeansów wybiorę koncert. 

Pielęgnuję relacje

częściej zobaczysz mnie z przyjaciółką w restauracji lub na herbacie niż w galerii. Lubię randki z mężem, lubię dobre jedzenie i miłe towarzystwo. W „starej” bluzce bawię się lepiej niż w nowej tunice od projektanta – zużywam, pamiętasz? 

Mam porządek w domu

mam mało przedmiotów, więc sprzątanie zajmuje mało czasu. Zmywanie zajmuje niewiele czasu, prasowanie, czyszczenie łazienki – naprawdę polecam. Im więcej produktów w Twoim domu będzie miało swoje stałe miejsce w szafce lub szufladzie, tym mniej czasu zmarnujesz na ich bezsensowne przestawianie, a pusta przestrzeń, będzie sprawiała wrażenie schludnej. 

Ograniczam się i nie ograniczam się

– możesz pomyśleć, że żyję w ciasnym gorsecie, który krępuje moją radość życia, przecież cholernie się ograniczam – tego nie kupuję, tamtego też nie, tam nie chodzę, ale – uwierz, proszę – czerpię z życia pełnymi garściami. Mam wolne środki, żeby inwestować w rzeczy lub doświadczenia, o których marzę i które sprawiają mi wielką radość. 

 

 

Tak jak widzisz, jedno wynika z drugiego, miesza się i przenika. Momentami ciężko jednoznacznie określić, czy jestem minimalistką, czy żyję pro ekologicznie. Jedno jest pewne, wciąż czerpię pełnymi garściami ze stylu życia, który wybrałam, a tango gra mi w duszy nieprzerwanie!

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo