Change font size Change site colors contrast
Felieton

Nie tylko świeczki i koce – czyli jak uzyskać efekt „przytulności” na co dzień?

19 listopada 2019 / Paulina Kondratowicz

Myśląc „przytulność” pewnie wielu z Was wpada do głowy widok górskiej chatki, urządzonej w drewnie, z kominkiem pełnym trzaskającego weń drewna, rozłożona, owcza skóra na podłodze i gorąca czekolada popijana powoli, gdy za oknem śnieg spowija pochłonięty przez późne popołudnie widok.

Muszę przyznać – też to było zawsze moje skojarzenie. Na domiar tego, po wpisaniu w wyszukiwarkę słowa „cozy” (które oznacza właśnie „przytulność”) lub „hygge”, od którego cały ten trend się zaczął, napotkacie mnóstwo inspiracji rodem z Pinteresta lub Tumblra, w których dominuje widok ciepłych wełnianych skarpet i kocyków, przy akompaniamencie zapewne zapachowych świec i parujących kubków z jakimiś pysznościami.

Słowem – sielanka.

I o ile na obrazku cudnie wszystko to wygląda, tak w życiu jak w życiu, trzeba troszkę się postarać, by mieć tę swoją „przytulność” na zadowalającym poziomie. Uzyskanie jej nie musi rujnować nam ani portfela, ani wystawiać na szwank nerwów bliskich, gdy oto zdecydujemy, że potrzebujemy swojego hygge kącika do kontemplacji spokojnego czasu. Będąc typową „jesieniarą”, jednak bez tego typowego lanserskiego nadęcia, postanowiłam odkryć na czym tak naprawdę bazować bycie w „przytulności”. 

 

Przepis na… bycie tu i teraz

Daleka jestem od pseudofilozofii, dlatego nie będę silić się na wyniosłe frazesy, że tam zaczyna się Twój komfort życia, gdzie stosy poduszek i kocyków. To tak naprawdę wierzchołek góry lodowej, jednak równie ważny.

Zacznę jednak od równowagi psychicznej, bo to od głowy zaczyna się ryba, czy jak kto woli, nasze poczucie szczęśliwości. Agnieszka Maciąg w swojej książce „Słowa mocy. Sztuka tworzenia szczęśliwego życia” rozprawia się z elementami, które są składowymi radosnego przeżywania „tu i teraz”. Musimy więc pamiętać, szczególnie teraz, kiedy nastaje ciemny i chłodny czas, żeby ładować swoje wewnętrzne akumulatory pozytywnymi, okraszonymi małymi szczęściami myślami.

Wdzięczność, intuicja, pasja, odwaga, zaangażowanie, dopuszczenie, uważność, spontaniczność, determinacja, wrażliwość i wytrwałość to według Agnieszki składowe tego, na co składa się życie. A magiczna moc tkwiąca w słowach potrafi naprawdę zaczarować codzienność.

książka na jesień

Dlatego jeśli chcesz szczęśliwego i spełnionego życia… po prostu bądź szczęśliwy. Nie musisz zapisywać się na kurs mindfullness (chociaż czemu nie?), by doświadczyć dobrostanu emocjonalnego. Odcięcie się do tego, co niekorzystne, toksyczne i niewłaściwe dla naszego balansu życiowego to pierwszy i zarazem najważniejszy krok.

Kiedyś byłam bardzo nieszczęśliwa, bo próbowałam uszczęśliwiać innych, zamiast siebie. Efekt mojej pracy był opłakany, bo nie miałam świadomości tego, jak negatywne emocje i działania skierowane we mnie, burzyły podwaliny spontaniczności i radości płynącej z samego faktu, że jestem. Natomiast w momencie, jak zrobiłam niezbędne porządki, odkryłam, że wcale nie muszę nikogo zadowalać, nie muszę być ponad siły i za wszelką cenę. Są bowiem ludzie wokół, którzy tego nie oczekują. I każdy tak ma, wystarczy się rozejrzeć.

 

 

Rozpoczęcie stałego kontaktu ze swoim „ja” wspomagają także codzienne rytuały. To może być chociażby drzemka, ulubiona książka, czy… otoczenie się ulubionym zapachem w domu.

Nie od dzisiaj wiadomo, że odpowiedni dobór zapachów pomoże wyeliminować stres, a nawet przyczynić się do zmniejszenia poczucia głodu. Budując atmosferę spokoju i bezpieczeństwa nie sposób więc pominąć świec, których delikatny płomień otuli wnętrze przyjemnym półmrokiem,a jeśli dodatkowo jest to świeca z naturalnymi olejkami eterycznymi (taka jak chociażby dostępna na stronie biozakupy.pl).

Świeca DOBRANOC to połączenie wyłącznie naturalnych olejków eterycznych o działaniu łagodzącym i uspokajającym. Wykonana jest w 100% z wosku rzepakowego. Dzięki niej możemy się zrelaksować po trudnym dniu. Komponując zapachy warto pamiętać o ich przeznaczeniu. Poza tym, wspomniany wcześniej kominek możemy sobie łatwo zaaranżować układając świece w jednym miejscu. Efekt podobny, a jakże przyjemny. 

 

Mój dom to twierdza bezpieczeństwa

Zastanawiałam się kiedyś, jak uzyskać efekt fajnego, nienachalnego, a jednocześnie superprzytulnego wnętrza, w którym każdy może czuć się fajnie.

 

 

Pamiętam czasy, gdy wpadali do mnie znajomi i godzinami przesiadywaliśmy na dywanie w moim młodzieńczym pokoju, gadając, śmiejąc się, opowiadając sobie różne rzeczy. Podłoga była wyścielona starym dywanem w typowe dla epoki wzorki rodem z tureckiego targu. Mam ten dywan do dzisiaj, pachnie sentymentem i zachował się w dobrym stanie, mimo lat i wielu incydentów z rozlewaniem napojów (najpierw coli, potem wina) na niego.

Odkryłam więc, że podłoga jest miejscem spotkań, bo do dzisiaj w sytuacjach, gdy trzeba coś obgadać lub kogoś pocieszyć, wybieram podłogę w kuchni lub salonie. Bezpieczny azyl, poniżej linii parapetu. Wymyśliłam więc, że by było jeszcze bezpieczniej, przytulniej i po prostu miło, lepiej zainwestować w pufy, koce lub właśnie w jakiś nowy dywan.

Pufy, na nasze ponad trzydziestoletnie kręgosłupy działają zbawiennie, a koc dodatkowo służy do otulenia się w przypływie dreszczy związanych z przyjemnymi lub wręcz odwrotnie przeżyciami. Zainspirowały mnie niezwykle sympatyczne, arcywygodne pufy, miękkie koce i ciekawe wzory dywanów dostępne w VellaHome.

Wiecie, raz na rok robię sobie prezent na urodziny i tak powoli salon zapełnia się indywidualnymi meblami i dodatkami, a ja mam świadomość, że na mojej kanapie i podłodze dzieją się rzeczy niezwykłe. Komuś skleja się złamane serce, ktoś inny podejmuje życiowe decyzje o podróży życia, albo dzieli się szczęściem widocznym na czarno białym zdjęciu USG.

Przytulność nie tylko służy psychologicznemu aspektowi bycia dla innych (w rozsądnych ilościach), ale też dla samej siebie.

 

 

Kojarzycie reklamę kawy, kiedy pewna piękna kobieta wstaje rano, otula się tiulowym szlafrokiem i na boso podąża do kuchni zaparzyć sobie kawusię? Tak, tą rozpieszczalną. Zauroczyła mnie ta reklama. Pragnę takich poranków dla siebie, chociaż jeszcze muszę skoro świt zgarniać swoje zmęczone ciało i ruszać przez miasto, by móc oddać się pracy przez kolejne 8, czy 9 godzin. Ale, podjęłam decyzję. Chociaż w 50 procentach będę panią z reklamy, bo lubię kiedy w otoczeniu dzieją się miłe i puchate rzeczy. Czy zdajecie sobie sprawę jak cudowne potrafią być poranki, zwłaszcza te wolne kiedy dzień wcześniej kupiło się nowy zestaw pościeli?

W duńskiej filozofii szczęścia właśnie łóżko jest centrum naszej uważności. Warto więc zadbać o to, by spało nam się jak w bajce, a w stawało z lekkością motyla. Dotyk świeżej pościeli White Pocket, widok nienachalnych deseni na niej, miękkość prześcieradła to jest to, co powoduje, że człowiek czuje się szczęśliwy i wypoczęty. Nie ma więc w stwierdzeniu, że pościel zmienia wszystko, żadnego nadymania i przesady. 

 

Slow life… ale jak? 

No dobra, otuleni kocami, poduszkami, kimonem inhalujemy się naturalnymi olejkami eterycznymi. Dalej jednak nie wyczerpaliśmy wszystkich zasobów materii jaką jest przytulność.

Żeby czerpać z niej jak najwięcej, dobrze też zadbać o sferę psychiczną.

Nie wiem jak Wy, ale ja czuję się wspaniale rozpieszczona, gdy mogę sobie zjeść coś dobrego. Jedzenie sprawia, że czuję się wspaniale, co zresztą widać na wadze, ale ciiii… Jednak uważność i w tej kwestii powoduje, że nasz mózg i ciało rezonują ze sobą w harmonii.

Psychodietetyka zakłada, że jeśli odpowiednio przestawimy nasz umysł, nie potrzebna jest żadna restrykcja, a jedynie świadome dobieranie produktów spożywczych tak, by móc czuć się zdrowo i dobrze we własnym ciele. Do tego można dopisać szereg nieocenionych zalet działania na rzecz własnego organizmu, takich jak ruch, zdrowa żywność i samoistne wybuchy endorfin spowodowane powyższymi. Bardzo popularna w ostatnim czasie filozofia slow life, czyli powolnego i uważnego życia przekłada się także na poczucie przytulności.

Jak? To proste. Wystarczy w ciągu dnia znaleźć czas na relaks, a obowiązki wypełniać z należytą uwagą. Nie chodzi oczywiście o to, by pracować wolniej (chociaż przydaje się to od czasu do czasu), ale by świadomie delegować swoje obowiązki i priorytetyzować zadania tak, by nasz organizm w środku dnia się nie buntował nagłą potrzebą odpoczynku.

 

 

Świadome uwalnianie energii ma również źródło w tym co jemy. Mając na uwadze fakt, że życie w harmonii zakłada spotykanie się z ludźmi, uczyńmy z tego wydarzenia festiwal smaków.

Włosi zresztą od wieków są mistrzami w spędzaniu wieczorów nad deskami serów, winem i rozmowami. Inspirując się tym trendem warto zaopatrzyć się w dobrej jakości produkty mleczne, dostosowane do naszych gustów smakowych i preferencji, to niemała atrakcja, która może zbliżyć do siebie jeszcze bardziej nas samych. Deska włoskich serów z dodatkami wspaniale wygląda, smakuje i pachnie. Jeśli jesteście smakoszami, zerknijcie do internetowych delikatesów Kuchnia Włoska. To tam znajdziecie sery wytwarzane na malowniczej Sardynii, w jej południowej części, w serowarni Argiolas, która działa od lat 50-tych ubiegłego stulecia. Na przykład Pecorini Sardi DOP, Pecorino Romano, ricotta sezonowana, pleśniowy ser owczy Brebiblu, pecorino z dodatkiem czarnych trufli, czy pecorino w rozmarynie, a także kremowy ser owczy do smarowania z dodatkiem czarnych trufli.

Efekt? Nasz mózg dostaje odpowiednią ilość pokarmu, a nasze samopoczucie od razu się poprawia. Nie mówiąc już o innego rodzaju jedzenia, zawsze przyjemnie jest dzielić się chwilą spożywania z bliskimi osobami, ciesząc się sobą. A co jeśli w pewnym momencie potrzeba czegoś więcej niż tylko fajnych serów?

 

 

Na pomoc przychodzi SPA. Budżetowo też można ogarnąć tego typu relaks. Wanna napełniona pachnącą wodą, stopy zanurzone w ciepłym roztworze soli do kąpieli, maseczki, peelingi, a może i podręczny masażysta, który wetrze w zmęczone i zesztywniałe mięśnie odrobinę olejków… Można się rozmarzyć.

Jednak jestem też zdania, że wspaniale na naszą kondycję psychiczno-fizyczną wpływa pobyt w SPA z prawdziwego zdarzenia. Takim niewątpliwie przyjemnym miejscem na mapie jest mazurskie Spa Hotel Solar Palace SPA & Wellness, które oferuje szereg fantastycznych zabiegów mających na celu odnowę biologiczną lub zrelaksowanie po miesiącach spędzonych w pracy. Doskonała uczta dla ciała, ducha, zmysłów, która potrzebna jest do zregenerowania sił. A wiadomo, im bardziej wypoczęty organizm, tym lepiej on funkcjonuje. No i nie oszukujmy się, kto nie lubi przez chwilę poczuć się królową życia?

Czy może być jeszcze bardziej ,,slow”? Mrągowo to cieszące się ogromną popularnością wśród turystów miasto, a zarazem bardzo chętnie odwiedzany modny kurort wypoczynkowy, leżący w otoczeniu zachwycających mazurskich krajobrazów. Hotel Solar Palace SPA & Wellnes położony jest w urokliwym miejscu bezpośrednio nad jeziorem Czos, które okala promenada spacerowa.

Pozwól wprowadzić się w stan zupełnej błogości, która jest sztuką całkowitego wyłączenia się, odizolowania od świata zewnętrznego, równowagą ciała i umysłu, płynącą z akceptacji siebie. Zwolnij, zatrzymaj się, oddaj się w ręce natury, dzięki której głęboko się zrelaksujesz.

 

No i się rozmarzyłam. Rozglądam się po salonie i jestem dumna z tego, co udało się osiągnąć. Mam całą armię poduszek, koców, świeczek, w głośnikach sączy się przyjemny, zadymiony jazz, a w filiżance wiruje imbir z cytryną. Moja przytulność osiągnęła pułap zadowalającej. 

 

Wracam do tulenia się. To najlepsze hygge jakie znam 🙂 

Ciało

Życie seksualne matki

13 października 2021 / Monika Pryśko

Ja tam u Matki Polki w sypialni?

Jackie Kennedy-Onassis powiedziała, że ,,Seks jest zły, ponieważ gniotą się ubrania.’’ A co gniecie współczesne kobiety? Pytam Martę Niedźwiecką, pierwsza w Polsce certyfikowaną sex coach, psycholożkę, popularyzatorkę świadomej seksualności.

Ten materiał powstał w 2019 roku. Tak, wiele się przez ten czas zmieniło. Poprosiłam Martę Niedźwiecką o krótki komentarz dotyczący tych dwóch lat, które dla wielu były kluczowe. Jak się okazuje, wpłynęły też na życie seksualne Polek.

 

Jeśli bym miała jakoś odnieść się do zmiany sytuacji matek w Polsce, to najpierw chciałabym wspomnieć o skutkach pandemii. O ile Polki były zapracowane i zestresowane przed 2020 rokiem, to w czasie lockdownu to się pogłębiło – praca zdalna, nauka zdalna, dla wielu utrata pracy, poważne kryzysy związkowe, które wiązały się z przebywaniem z całą rodziną 24 godziny na dobę w zamkniętej przestrzeni. Wiele mechanizmów regulacyjnych, które pozwalały trochę odpocząć np. wyjazd z koleżankami czy po prostu możliwość odprowadzenia dziecka do przedszkola czy szkoły, zniknęła. Im więcej chronicznego stresu, tym gorsze samopoczucie psychiczne i tym mniejsza ochota na seks. Więc stosunkowo niewiele kobiet przeżyło w pandemii renesans w związkach i chwalą sobie czas odosobnienia. To, co jest skutkiem pośrednim, a co obserwuję w swoim gabinecie i w gabinetach moich znajomych, to to, że Polki coraz częściej rozumieją, że muszą o siebie zadbać i , że terapia to jest właśnie takie dbanie. I coraz częściej namawiają do tego partnerów, którym też jest bardzo ciężko. Jeśli to by miał być skutek covidu, że zaczniemy dbać o dobrostan psychiczny, to by było naprawdę wspaniale.

Zapraszam do przeczytania całego wywiadu!

Jak wygląda życie seksualne matek w 2019 roku?

Życie seksualne matek w 2019 roku jest ,,jak sobie pościelesz, to mnie zawołaj’’. Niestety.  Mam wrażenie, że jest ono dużo bardziej ugrzecznione, niż to było jeszcze kilka lat temu. Mam wrażenie, że bycie seksualną matką w tym kraju to jest najtrudniejsza rzecz na świecie.

Dlaczego?!

Generalizując, jak jesteś singielką, to może i wciąż słyszysz pytania, kiedy i z kim dzieci, ale jednak jeszcze ci ,,wolno’’ być spontaniczną. Natomiast jak jesteś w związku,

jak rodzisz dziecko, to wpadasz w takie miejsce, które można nazwać seksualnym nieistnieniem. Przyznanie się do życia seksualnego, stawianie swoich potrzeb wysoko, gdy człowiek jest matką, to coś, co brzmi jak herezja. Znaczna część kobiet, co wiem z gabinetu i z warsztatów, przyjmuje niepisaną zasadę, że kobiety jak rodzą dzieci, to mają być przyzwoite, bo inaczej są wywłokami. I zaczynają żyć według tej normy. Mam wrażenie, że to się nasila.

Są dziewczyny, które choćby na Instagramie mówią o tym, że celebrowanie życia we dwoje, chodzenie na randki to wręcz konieczność. Ale nadal tych głosów jest stosunkowo niewiele…

Trzeba na to spojrzeć jak na proces dwustronny. Zazwyczaj jest tak w społeczeństwie, że jak pojawia się duża grupa kobieta, która się emancypuje w zakresie swojej seksualności, to jednocześnie pojawia się tendencja do zachowań konserwatywnych. Jednemu ruchowi odpowiada ruch w odwrotnym kierunku. No i często jest tak, że my sami obserwujemy te osoby, które są bliższe naszym poglądom, czyli te, które żyją podobnymi wartościami. Więc zyskujemy potwierdzenie, że wszyscy myślą jak my. Co niekoniecznie musi być prawdą.

Jaka grupa jest Tobie najbliższa?

Moja bańka jest ta, która szuka wiedzy o seksie, chce żyć fajnie ze swoim partnerem czy partnerką, decyduje się na dziecko albo nie, ale robi to świadomie, rozwiązuje konflikty, chodzi na warsztaty. Mam jednak świadomość istnienia takich baniek, w których kobieta ma bardzo jasną rolę – jest matką. I jestem pewna, że tam miejsca na swawole jest bardzo niewiele.

Czy zatem kluczem do wyjścia ze swojej ciasnej bańki jest zmiana otoczenia?  

Tym pierwszym krokiem, który bym poleciła każdej kobiecie-matce, to zadanie sobie pytania – czy ja spełniam się jako partnerka, jako istota seksualna?  Czy na przykład muszę żyć  według jakiejś zasady, która mnie uwiera?

Nie powinno być tak, że czujemy, że musimy coś zmienić, bo inaczej ktoś nas źle oceni, odrzuci, partner straci do nas szacunek. Ten pierwszy krok zawsze powinien polegać na zajęciu się sobą. Oczywiście ważne jest, by szukać na zewnątrz inspiracji i wiedzy, ale najpierw trzeba zobaczyć, jakie mamy same w sobie przekonanie o macierzyństwie i seksualności. Przykładowo, wiele kobiet może uznać, że są istotami seksualnymi, ale na przykład założyć, że ich dzieci już nie, że dzieci są niewinne. Są, ale też są seksualne, prawda?

Przed rodzicami trudne zadanie! 

Matka i ojciec są fundamentalnym źródłem wiedzy o seksie i to często na poziomie przekazów nieświadomych. Rodzice, którzy dobrze dbają o swoje granice, a jednocześnie kochają swoje ciało, pozostawiają dziecku bezcenną polisę na resztę życia, która się nazywa ,,moje ciało jest dobre, ja potrafię je chronić’’. I taka dziewczyna idzie do liceum i ona nie problemu z tym, że jest za gruba czy za chuda, bo od dziecka rodzice pokazywali jej, że ciało to coś cennego, dobrego, coś, co kochamy.

Czy takie właśnie chcą być kobiety, z którymi pracujesz? 

Część kobiet, z którymi pracuję, jest już na tej drodze. Wiedzą, że choć urodziły dzieci, to tyle samo energii co dziecku poświęcają związkowi. Często jednak pojawia się ta negatywna motywacja, czyli jest już źle, więc trzeba coś zrobić, pomóc sobie. Wtedy oczywiście jest więcej pracy, ale prędzej, czy później także te kobiety odkrywają siebie rozkwitają.

I jaki jest kolejny krok?

W pewnym momencie muszą odpowiedzieć sobie na pytanie – co z moim dzieckiem? Mam córeczkę, co ja jej sprzedam? Czy będę mówiła, że jest dziewczynką, ma cipkę, cipka jest piękna. Że będzie miała okres, że okres jest super, że jej ciało jest tylko jej i jest cenne, że obcy ludzie nie mogą go dotykać bez pozwolenia. Czy też sprzeda jej zmowę milczenia i tabu?

Te same wyzwania dotyczą  wychowania chłopców. Tak, żeby szanowali dziewczyny, ale i siebie. Tak, żeby czuli, że mają prawo do masturbacji, do ekspresji libido. Ale też żeby wiedzieli, do czego są uczucia. To nie jest tak, że jak idzie się z kimś do łóżka, to musi to być zawsze  miłość życia, aż po grób, ale szanuj osobę, z którą do tego łóżka idziesz.

Gdy kobieta staje się matką, nagle musi przyjąć wiele różnych ról. Skąd brać te wzorce?  

Nam jest trudno o te wzorce, potrzebujemy ich szukać. Rodząc się jako matki, nie dość że musimy dbać o siebie, to jeszcze dać wzorce i zaplecze dzieciom, które wychowujemy. To jest bardzo trudne, szczególnie w tak skomplikowanych kulturowo czasach. Kiedy panują jeszcze stare wzorce i normy, ale nowe bywają równie opresyjne., Na  Instagramie mówią, co jest dobre i co jest ładne. Dowiadujesz się, że sześć tygodni po ciąży sześciopak trzeba mieć. Jak karmisz piersią – źle, jak nie karmisz – źle. Jak robisz karierę – wyrodna matka, jak zostajesz w domu – wybierasz życie domowej kury.  Dlatego niezależne myślenie jest takie cenne – żeby samej móc dla siebie zdecydować, świadomie wybierać, a nie dawać się wodzić za nos.

W takim momencie temat seksu jest najmniej istotny na co dzień. Gdy nie radzisz sobie i nie masz wsparcia, życie seksualne idzie na bok, bo najłatwiej z niego zrezygnować. 

To bardzo ważny problem. Jestem za tym, by mamy skupiały się na dzieciach i dbały o nie, ale bardzo się boję czegoś, co w Polsce jest bardzo popularne, czyli dewocji macierzyńskiej. Dzidziulek jest koroną stworzenia.

By być dobrą matką, trzeba dziecko postawić na ołtarzu?

Jest dokładnie odwrotnie! Dziecko na ołtarzu to jest katastrofa! To jest odwrócenie porządku systemu rodzinnego. Dziecko ma swoje miejsce w szeregu.

Czy to nie jest tak, że kobieta tak bardzo skupia się na byciu mamą, ponieważ na tę sferę ma wpływ i to pokazuje, że jednak jest osobą sprawczą. Na innych polach nie wychodzi tak, jak by chciała, czyli przykładowo nie ma wpływu na swoja relację. Więc całą swoją sprawczą moc kieruje w stronę macierzyństwa, by czuć spełnienie.

Zauważ, że wtedy to dziecko pełni w życiu psychicznym tej kobiety funkcję zastępcza wobec relacji. A to jest naprawdę niezdrowe dla wszystkich.

Mówiłaś o motywacji negatywnej. Co to znaczy? 

Nie uprawiam seks, bo jestem zmęczona i mi się nie chce, ale mój facet mówi, że jak nie będzie wieczorem seksu to wszystko zaraz się rozwali i wtedy szukam pomocy. I wtedy kobiety trafiają do mnie.

Pomagasz? 

Najpierw staram się pomagać w tym, by kobieta zobaczyła, że pomaga przede wszystkim sobie, a nie innym. Robi to nie dla faceta, nie dla związku, ale dla siebie. Bo z taką motywacją można się rozwinąć.  Ale praca nad swoją seksualnością dla swojego faceta to ślepy zaułek. Zakłada, że kobieta nie buduje swojej  sprawczości, seksualności,  integralności z kobiecością, tylko znowu składam na ołtarzu związku swoje poświęcenie. Nauczę się seksu, żeby było dobrze.

A przecież seks to świetna sprawa! 

Mamy w Polsce straszną martyrologię macierzyństwa i matki są bardzo często po prostu nieszczęśliwe. Zdecydowanie za dużo uprawiamy poświęcania się. Jak wsiadasz do samolotu, to stewardesy mówią, aby najpierw maskę tlenową założyć sobie, potem dziecku. To jest moja ulubiona metafora. Matka pierwsza! Jak matka odetchnie, jak matka się wyśpi, jak matka naładuje baterie, bo pójdzie do kina, pójdzie na warsztaty, to wszyscy na tym skorzystają. A Polki się dojeżdżają.

Bo chcą czuć się super.

Wyobraź sobie, że kobieta realizuje te wszystkie normy na supermatkę. Pracuje, zajmuje się dwójką dzieci, ma wsparcie partnera, ale i tak ma trzy etaty, to jak ona widzi łóżko, myśli o spaniu, nie o seksie. Wyczerpana, skatowana psychicznie, wściekła i sfrustrowana matka to najgorsza opcja dla dziecka.

Może zaczniemy o siebie dbać w zdrowy sposób?

Zdrowy to nie znaczy, że matka ma wystawiać dziecko na balkon i robić sobie wtedy paznokcie, tylko że rozumie, że potrzebuje pomocy, że wcale nie musi być super ugotowane,

że dziecko, jak obejrzy kreskówkę, to nie zgłupieje, a ona w tym czasie weźmie kąpiel.

Ważne, by podkreślić, że ważna jest też bliskość, dotyk, masaż, oswojenie się ze sobą. Nie musimy wskakiwać w tryb ,,bogini seksu’’ na pstryknięcie palców.

My, Polki, chcemy być we wszystkim absolutnie najlepsze. Chcemy byc boginiami macierzyństwa, boginiami ogniska domowego, boginiami kariery, boginiami seksu…. Jak się zaczynamy czymś zajmować, to to musi być na 1000%.

Dziewczyny, bądźcie dość dobrymi matkami. Dość spoko partnerkami. Znajdźcie przyjemność w seksie, ale nie od razu z myślą, że mam mieć wielokrotne orgazmy tantryczne, tylko może przytulić się i od tego zacząć i zobaczyć, jak to się rozwinie.

Dla kobiety macierzyństwo jest absolutnie momentem przełomowym, i ona musi zbudować swoją tożsamość na nowo. To jest i najpiękniejsza i najtrudniejsza rzecz na świecie.

Jak odnaleźć tę kobiecość i seksualność na nowo, jak już mamy kryzys i czujemy, że musi coś szybko się zmienić?

Związek to spółka z ograniczoną odpowiedzialnością z określonymi udziałami. Problem nigdy nie leży po jednej stronie. Wszystko, co się seksualnie dzieje między dwójką ludzi, to jest rodzaj dynamiki, czyli jedno robi coś, na co drugie odpowiada i odwrotnie. Jedno może unikać seksu, a drugie może nalegać na seks. Ale nigdy nie jest tak, że jedna osoba jest odpowiedzialna za wszystko.

Co sama byś zrobiła na miejscu kobiety, o której rozmawiamy?

Najpierw postawiłabym siebie w jakimś ważnym miejscu, a przynajmniej na równi z dzieckiem.

Droga kobieto, zacznij ze swoim mężczyzną rozmawiać. To naprawdę nie boli. Wielką miłość można schrzanić nie gadając ze sobą. Zacznijcie ze sobą rozmawiać spokojnie, byle nie doprowadzić do sytuacji, gdy on mówi ze złością: jak nie będziesz ze mną sypiać, to ja się wyprowadzam!

Gadajcie o potrzebach, o tym, że musisz się wyspać, ustalcie, co trzeba kupić na obiad, ustalcie, co w tym tygodniu będzie z seksem. Tak po prostu, na zasadzie:

hej kochanie, wiem, że chcesz się kochać, ja też o tym myślę, jestem nieprawdopodobnie zmęczona, ale jakbyśmy zrobili tak, że zająłbyś się dzieciakami w czwartek wieczorem, a ja bym się wyspała, to może w piątek moi rodzice mogliby się nimi zająć, to byśmy mieli wolny wieczór.

Często czekamy, aż druga osoba się domyśli. A jednak warto jest zainicjować rozmowę. 

Bardzo nie lubię domyślania się. Niemożliwe, by ktoś oprócz nas wiedział, co nam jest potrzebne. Po drugie, często myślimy, że jak ktoś nas kocha, to powinien wiedzieć…

Czyli przerzucamy odpowiedzialność za nasze szczęście na kogoś innego.

Dokładnie. I z tego są potem same problemy, które wcale nie wynikają z faktu, że mężczyźni, z którymi się wiążemy, są głupi. Tylko, że nie wiedzą i są bezradni wobec tej niewiedzy. Boją się też kary za tę niewiedzę albo konsekwencji błędów. Więc wolą siedzieć w kącie i się nie odzywać.

Co z tym zrobić? Jedno siedzi cicho, bo boi się mówić o swoich potrzebach, a drugie boi się kary za to, że nie trafiło. 

Najpierw potrzebujecie  zacząć rozmawiać. Bez tego nie da się zobaczyć, jakie macie  przekonania dotyczące seksu. One bywają różne, mogą was bardzo ograniczać, mogą też okazać się bardzo proste do przepracowania. Czasem będzie je można  rozwiać gadając z bliską osobą. A czasem trzeba będzie pójść do terapeuty. Ale zawsze zaczyna się od rozmowy. Bardzo częste, niestety, jest przekonanie, że aktywność seksualna u kobiety oznacza jakiś rodzaj rozbuchania i skazuje ją na brak szacunku otoczenia. Właśnie takie przekonanie mogły nam sprzedać nasze mamy.

To temat na niejedną długa rozmowę.

Trzeba opiekować się tymi przekonaniami, które mamy. Nie można tego tematu, chować pod dywan. Zaniedbanie przyniesie kryzys na 100%. To tak jak z zębem, jak trochę boli, można pójść i wyleczyć małą dziurkę. Kosztuje mało, boli mało. Ale jeśli poczekamy kilka miesięcy – będzie kanałowe jak nic. Poczekaj parę lat i masz implant. Seks należy do fundamentalnych elementów związku.

Brak seksu generuje problemy na innych polach. Niewypowiedziany żal przekłada się na inne rzeczy. 

Przekłada się na mnóstwo wrogości, resentymentu, odgrywania się na sobie, gorzkich żali, poczucia winy, nie mówiąc o zdradzie. Ja nie usprawiedliwiam zdradzających osób, ale gdy pracuję z parami, w których doszło do zdrady, to jako terapeuta muszę zobaczyć potrzeby dwóch stron. Jeśli słyszę, że od 4 lat, odkąd partnerka urodziła, facet czeka, aż ona zobaczy w nim mężczyznę, to rozumiem, że mógł przestać czekać. A ona ma złamane serce, bo on ją zdradził. Uważam, że zdrada nie jest fair! Ale jest taki moment, gdy facet może zadać pytanie – czy ja jestem istotny dla tej kobiety, jako mężczyzna, partner? Czy jestem tylko kierowcą odwożącym dzieci do przedszkola?

Czy temat macierzyństwa to zasłona dymna przed seksem? 

Bardzo często chowamy się za tym macierzyństwem, żeby nie dotykać tematu seksu. A przecież można dorosnąć do tej seksualności, mieć z niej radochę i przyjemność. Tak samo jest z tematem ciała. Macierzyństwo potrafi bardzo to ciało zmienić i to jest rzecz, którą trzeba się zaopiekować. Są kobiety, które po prostu już nie schudną, nie zrobią plastyki brzucha, nie podciągną cycków, bo nie chcą, bo nie maja kasy. Czy w takiej sytuacji będziemy udawać, że nie ma tej blizny po cesarce? Nie każda po ciąży będzie wyglądać jak miss fitnessu, i to  nie jest naszym obowiązkiem. Ale mając ją, warto zadać sobie pytanie, czy tą naszą bliznę po cesarce będziemy pielęgnować jako symbol naszego bólu? Czy pomyślimy – to moje ciało, chcę o nie dbać, chcę być zdrowa.

A przecież tak naprawdę chodzi tylko o przyjemność. 

Seks to nasz zasób. Bardzo fajna rzecz, głębokie doświadczenie zmysłowe i emocjonalne. Im mniej uprawiasz seksu, tym mniej uprawiasz seksu. Im więcej – tym więcej masz przyjemności i łatwiej ci to przychodzi. Wtedy jesteś kreatorką swojej sprawczości.

 

_____________________

 

Marta Niedźwiecka – pierwsza w Polsce certyfikowana sex coach, psycholożka, popularyzatorka świadomej seksualności. Prowadzi sesje dla par i solistów_tek oraz warsztaty rozwojowe dla kobiet.

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o rozwoju seksualności, ciele i związkach, posłuchaj podcastu Marty „O Zmierzchu”

This error message is only visible to WordPress admins

Error: API requests are being delayed for this account. New posts will not be retrieved.

Log in as an administrator and view the Instagram Feed settings page for more details.

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo