ZA DARMO
Change font size Change site colors contrast
Felieton

Nie tylko świeczki i koce – czyli jak uzyskać efekt „przytulności” na co dzień?

19 listopada 2019 / Paulina Kondratowicz

Myśląc „przytulność” pewnie wielu z Was wpada do głowy widok górskiej chatki, urządzonej w drewnie, z kominkiem pełnym trzaskającego weń drewna, rozłożona, owcza skóra na podłodze i gorąca czekolada popijana powoli, gdy za oknem śnieg spowija pochłonięty przez późne popołudnie widok.

Muszę przyznać – też to było zawsze moje skojarzenie. Na domiar tego, po wpisaniu w wyszukiwarkę słowa „cozy” (które oznacza właśnie „przytulność”) lub „hygge”, od którego cały ten trend się zaczął, napotkacie mnóstwo inspiracji rodem z Pinteresta lub Tumblra, w których dominuje widok ciepłych wełnianych skarpet i kocyków, przy akompaniamencie zapewne zapachowych świec i parujących kubków z jakimiś pysznościami.

Słowem – sielanka.

I o ile na obrazku cudnie wszystko to wygląda, tak w życiu jak w życiu, trzeba troszkę się postarać, by mieć tę swoją „przytulność” na zadowalającym poziomie. Uzyskanie jej nie musi rujnować nam ani portfela, ani wystawiać na szwank nerwów bliskich, gdy oto zdecydujemy, że potrzebujemy swojego hygge kącika do kontemplacji spokojnego czasu. Będąc typową „jesieniarą”, jednak bez tego typowego lanserskiego nadęcia, postanowiłam odkryć na czym tak naprawdę bazować bycie w „przytulności”. 

 

Przepis na… bycie tu i teraz

Daleka jestem od pseudofilozofii, dlatego nie będę silić się na wyniosłe frazesy, że tam zaczyna się Twój komfort życia, gdzie stosy poduszek i kocyków. To tak naprawdę wierzchołek góry lodowej, jednak równie ważny.

Zacznę jednak od równowagi psychicznej, bo to od głowy zaczyna się ryba, czy jak kto woli, nasze poczucie szczęśliwości. Agnieszka Maciąg w swojej książce „Słowa mocy. Sztuka tworzenia szczęśliwego życia” rozprawia się z elementami, które są składowymi radosnego przeżywania „tu i teraz”. Musimy więc pamiętać, szczególnie teraz, kiedy nastaje ciemny i chłodny czas, żeby ładować swoje wewnętrzne akumulatory pozytywnymi, okraszonymi małymi szczęściami myślami.

Wdzięczność, intuicja, pasja, odwaga, zaangażowanie, dopuszczenie, uważność, spontaniczność, determinacja, wrażliwość i wytrwałość to według Agnieszki składowe tego, na co składa się życie. A magiczna moc tkwiąca w słowach potrafi naprawdę zaczarować codzienność.

książka na jesień

Dlatego jeśli chcesz szczęśliwego i spełnionego życia… po prostu bądź szczęśliwy. Nie musisz zapisywać się na kurs mindfullness (chociaż czemu nie?), by doświadczyć dobrostanu emocjonalnego. Odcięcie się do tego, co niekorzystne, toksyczne i niewłaściwe dla naszego balansu życiowego to pierwszy i zarazem najważniejszy krok.

Kiedyś byłam bardzo nieszczęśliwa, bo próbowałam uszczęśliwiać innych, zamiast siebie. Efekt mojej pracy był opłakany, bo nie miałam świadomości tego, jak negatywne emocje i działania skierowane we mnie, burzyły podwaliny spontaniczności i radości płynącej z samego faktu, że jestem. Natomiast w momencie, jak zrobiłam niezbędne porządki, odkryłam, że wcale nie muszę nikogo zadowalać, nie muszę być ponad siły i za wszelką cenę. Są bowiem ludzie wokół, którzy tego nie oczekują. I każdy tak ma, wystarczy się rozejrzeć.

 

 

Rozpoczęcie stałego kontaktu ze swoim „ja” wspomagają także codzienne rytuały. To może być chociażby drzemka, ulubiona książka, czy… otoczenie się ulubionym zapachem w domu.

Nie od dzisiaj wiadomo, że odpowiedni dobór zapachów pomoże wyeliminować stres, a nawet przyczynić się do zmniejszenia poczucia głodu. Budując atmosferę spokoju i bezpieczeństwa nie sposób więc pominąć świec, których delikatny płomień otuli wnętrze przyjemnym półmrokiem,a jeśli dodatkowo jest to świeca z naturalnymi olejkami eterycznymi (taka jak chociażby dostępna na stronie biozakupy.pl).

Świeca DOBRANOC to połączenie wyłącznie naturalnych olejków eterycznych o działaniu łagodzącym i uspokajającym. Wykonana jest w 100% z wosku rzepakowego. Dzięki niej możemy się zrelaksować po trudnym dniu. Komponując zapachy warto pamiętać o ich przeznaczeniu. Poza tym, wspomniany wcześniej kominek możemy sobie łatwo zaaranżować układając świece w jednym miejscu. Efekt podobny, a jakże przyjemny. 

 

Mój dom to twierdza bezpieczeństwa

Zastanawiałam się kiedyś, jak uzyskać efekt fajnego, nienachalnego, a jednocześnie superprzytulnego wnętrza, w którym każdy może czuć się fajnie.

 

 

Pamiętam czasy, gdy wpadali do mnie znajomi i godzinami przesiadywaliśmy na dywanie w moim młodzieńczym pokoju, gadając, śmiejąc się, opowiadając sobie różne rzeczy. Podłoga była wyścielona starym dywanem w typowe dla epoki wzorki rodem z tureckiego targu. Mam ten dywan do dzisiaj, pachnie sentymentem i zachował się w dobrym stanie, mimo lat i wielu incydentów z rozlewaniem napojów (najpierw coli, potem wina) na niego.

Odkryłam więc, że podłoga jest miejscem spotkań, bo do dzisiaj w sytuacjach, gdy trzeba coś obgadać lub kogoś pocieszyć, wybieram podłogę w kuchni lub salonie. Bezpieczny azyl, poniżej linii parapetu. Wymyśliłam więc, że by było jeszcze bezpieczniej, przytulniej i po prostu miło, lepiej zainwestować w pufy, koce lub właśnie w jakiś nowy dywan.

Pufy, na nasze ponad trzydziestoletnie kręgosłupy działają zbawiennie, a koc dodatkowo służy do otulenia się w przypływie dreszczy związanych z przyjemnymi lub wręcz odwrotnie przeżyciami. Zainspirowały mnie niezwykle sympatyczne, arcywygodne pufy, miękkie koce i ciekawe wzory dywanów dostępne w VellaHome.

Wiecie, raz na rok robię sobie prezent na urodziny i tak powoli salon zapełnia się indywidualnymi meblami i dodatkami, a ja mam świadomość, że na mojej kanapie i podłodze dzieją się rzeczy niezwykłe. Komuś skleja się złamane serce, ktoś inny podejmuje życiowe decyzje o podróży życia, albo dzieli się szczęściem widocznym na czarno białym zdjęciu USG.

Przytulność nie tylko służy psychologicznemu aspektowi bycia dla innych (w rozsądnych ilościach), ale też dla samej siebie.

 

 

Kojarzycie reklamę kawy, kiedy pewna piękna kobieta wstaje rano, otula się tiulowym szlafrokiem i na boso podąża do kuchni zaparzyć sobie kawusię? Tak, tą rozpieszczalną. Zauroczyła mnie ta reklama. Pragnę takich poranków dla siebie, chociaż jeszcze muszę skoro świt zgarniać swoje zmęczone ciało i ruszać przez miasto, by móc oddać się pracy przez kolejne 8, czy 9 godzin. Ale, podjęłam decyzję. Chociaż w 50 procentach będę panią z reklamy, bo lubię kiedy w otoczeniu dzieją się miłe i puchate rzeczy. Czy zdajecie sobie sprawę jak cudowne potrafią być poranki, zwłaszcza te wolne kiedy dzień wcześniej kupiło się nowy zestaw pościeli?

W duńskiej filozofii szczęścia właśnie łóżko jest centrum naszej uważności. Warto więc zadbać o to, by spało nam się jak w bajce, a w stawało z lekkością motyla. Dotyk świeżej pościeli White Pocket, widok nienachalnych deseni na niej, miękkość prześcieradła to jest to, co powoduje, że człowiek czuje się szczęśliwy i wypoczęty. Nie ma więc w stwierdzeniu, że pościel zmienia wszystko, żadnego nadymania i przesady. 

 

Slow life… ale jak? 

No dobra, otuleni kocami, poduszkami, kimonem inhalujemy się naturalnymi olejkami eterycznymi. Dalej jednak nie wyczerpaliśmy wszystkich zasobów materii jaką jest przytulność.

Żeby czerpać z niej jak najwięcej, dobrze też zadbać o sferę psychiczną.

Nie wiem jak Wy, ale ja czuję się wspaniale rozpieszczona, gdy mogę sobie zjeść coś dobrego. Jedzenie sprawia, że czuję się wspaniale, co zresztą widać na wadze, ale ciiii… Jednak uważność i w tej kwestii powoduje, że nasz mózg i ciało rezonują ze sobą w harmonii.

Psychodietetyka zakłada, że jeśli odpowiednio przestawimy nasz umysł, nie potrzebna jest żadna restrykcja, a jedynie świadome dobieranie produktów spożywczych tak, by móc czuć się zdrowo i dobrze we własnym ciele. Do tego można dopisać szereg nieocenionych zalet działania na rzecz własnego organizmu, takich jak ruch, zdrowa żywność i samoistne wybuchy endorfin spowodowane powyższymi. Bardzo popularna w ostatnim czasie filozofia slow life, czyli powolnego i uważnego życia przekłada się także na poczucie przytulności.

Jak? To proste. Wystarczy w ciągu dnia znaleźć czas na relaks, a obowiązki wypełniać z należytą uwagą. Nie chodzi oczywiście o to, by pracować wolniej (chociaż przydaje się to od czasu do czasu), ale by świadomie delegować swoje obowiązki i priorytetyzować zadania tak, by nasz organizm w środku dnia się nie buntował nagłą potrzebą odpoczynku.

 

 

Świadome uwalnianie energii ma również źródło w tym co jemy. Mając na uwadze fakt, że życie w harmonii zakłada spotykanie się z ludźmi, uczyńmy z tego wydarzenia festiwal smaków.

Włosi zresztą od wieków są mistrzami w spędzaniu wieczorów nad deskami serów, winem i rozmowami. Inspirując się tym trendem warto zaopatrzyć się w dobrej jakości produkty mleczne, dostosowane do naszych gustów smakowych i preferencji, to niemała atrakcja, która może zbliżyć do siebie jeszcze bardziej nas samych. Deska włoskich serów z dodatkami wspaniale wygląda, smakuje i pachnie. Jeśli jesteście smakoszami, zerknijcie do internetowych delikatesów Kuchnia Włoska. To tam znajdziecie sery wytwarzane na malowniczej Sardynii, w jej południowej części, w serowarni Argiolas, która działa od lat 50-tych ubiegłego stulecia. Na przykład Pecorini Sardi DOP, Pecorino Romano, ricotta sezonowana, pleśniowy ser owczy Brebiblu, pecorino z dodatkiem czarnych trufli, czy pecorino w rozmarynie, a także kremowy ser owczy do smarowania z dodatkiem czarnych trufli.

Efekt? Nasz mózg dostaje odpowiednią ilość pokarmu, a nasze samopoczucie od razu się poprawia. Nie mówiąc już o innego rodzaju jedzenia, zawsze przyjemnie jest dzielić się chwilą spożywania z bliskimi osobami, ciesząc się sobą. A co jeśli w pewnym momencie potrzeba czegoś więcej niż tylko fajnych serów?

 

 

Na pomoc przychodzi SPA. Budżetowo też można ogarnąć tego typu relaks. Wanna napełniona pachnącą wodą, stopy zanurzone w ciepłym roztworze soli do kąpieli, maseczki, peelingi, a może i podręczny masażysta, który wetrze w zmęczone i zesztywniałe mięśnie odrobinę olejków… Można się rozmarzyć.

Jednak jestem też zdania, że wspaniale na naszą kondycję psychiczno-fizyczną wpływa pobyt w SPA z prawdziwego zdarzenia. Takim niewątpliwie przyjemnym miejscem na mapie jest mazurskie Spa Hotel Solar Palace SPA & Wellness, które oferuje szereg fantastycznych zabiegów mających na celu odnowę biologiczną lub zrelaksowanie po miesiącach spędzonych w pracy. Doskonała uczta dla ciała, ducha, zmysłów, która potrzebna jest do zregenerowania sił. A wiadomo, im bardziej wypoczęty organizm, tym lepiej on funkcjonuje. No i nie oszukujmy się, kto nie lubi przez chwilę poczuć się królową życia?

Czy może być jeszcze bardziej ,,slow”? Mrągowo to cieszące się ogromną popularnością wśród turystów miasto, a zarazem bardzo chętnie odwiedzany modny kurort wypoczynkowy, leżący w otoczeniu zachwycających mazurskich krajobrazów. Hotel Solar Palace SPA & Wellnes położony jest w urokliwym miejscu bezpośrednio nad jeziorem Czos, które okala promenada spacerowa.

Pozwól wprowadzić się w stan zupełnej błogości, która jest sztuką całkowitego wyłączenia się, odizolowania od świata zewnętrznego, równowagą ciała i umysłu, płynącą z akceptacji siebie. Zwolnij, zatrzymaj się, oddaj się w ręce natury, dzięki której głęboko się zrelaksujesz.

 

No i się rozmarzyłam. Rozglądam się po salonie i jestem dumna z tego, co udało się osiągnąć. Mam całą armię poduszek, koców, świeczek, w głośnikach sączy się przyjemny, zadymiony jazz, a w filiżance wiruje imbir z cytryną. Moja przytulność osiągnęła pułap zadowalającej. 

 

Wracam do tulenia się. To najlepsze hygge jakie znam 🙂 

Styl życia

Jak sobie ustalisz budżet w związku, tak będziesz żyła.

2 kwietnia 2021 / Agnieszka Jabłońska

„Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz.” Te z nas, które pamiętają dobre rady babci, ciotki lub własnej mamy, jeśli jest reprezentantką starszego pokolenia, na pewno dobrze znają to zdanie.

To taka mądrość przekazywana z ust do ust kolejnym pokoleniom kobiet, które wstępowały w związek małżeński. Cytowana co najmniej tak często jak: „Mąż jest głową, a kobieta szyją w rodzinie”.

Dzisiaj jest inaczej! – powiesz mi zaraz. No pewnie, że jest inaczej. Kobiety są wykształcone, świadome i niezależne. Kończą studia, rozwijają sobie pasje. Zakładają firmy, zajmują kierownicze stanowiska, odnoszą sukcesy. Dbają o siebie: fizycznie i psychicznie. W międzyczasie wstępują w związek – partnerski lub małżeński. I część z nich zachowuje tak upragniony work life balance, ma przy sobie świadomego partnera i jest najlepszą wersją siebie. Amen. U części z nas do głosu dochodzą jednak kody kulturowe lub jakieś tajemnicze obszary w mózgu, które sprawiają, że może nie czekamy na męża z pantoflami jak nasze babcie, ale zdecydowanie jesteśmy gotowe do poświęceń. Nasze barki mają wielopokoleniową zdolność do dźwigania ciężarów, a my do odczuwania szczęścia z bycia męczennicami. 

Ciąża – zmiana układu sił 

Kiedy układ sił w domu się zmienia? Tak, tak, dobrze myślisz, gdy kobieta zachodzi w ciążę. Ciąża pociąga za sobą szereg wydarzeń, które nie mieszczą się w biznesowym kalendarzu, szpilki ustępują trampkom, a marynarka bluzie od dresu, biznesowy telefon natomiast zamienia się w telefon do przychodni pediatrycznej. Te zaś, które już wcześniej były męczennica, z uczuciem tryumfu mogą założyć na głowę upragnioną koronę. I teraz znowu się na mnie oburzasz: „Przecież ciąża to coś normalnego! Przecież para podjęła decyzję o dziecku wspólnie!” Zgadzam się z  Tobą, ale popatrz obiektywnie, osobą, której życie wywraca się realnie do góry nogami bez lukru i słodzenia, jest kobieta. 

To może jednak warto zainwestować w dobrą pościel?

Pościelić możesz sobie na różne sposoby. Część kobiet podejmuje się wychowania faceta, jakby dostawały pod swoje czułe skrzydła małego chłopca, który bez nich niczego nie osiągnąłby w życiu i zginąłby marnie pierwszego dnia po ich odejściu. Brawa dla tych pań, wyrazy współczucia dla panów. Żyją później z takim „wychowanym” egzemplarzem i mówią, że są szczęśliwe. Pozostaje w to wierzyć. Niektóre oddają się całkowicie w ręce swojego misia, bo skoro on coś mówi, to przecież wie, a jak coś robi, to przecież musi być dobrze. Uczcijmy minutą ciszy te dziewczynki, które szukają w związku ojca i przewodnika, ale jednocześnie nie dorosły na tyle, by być aż partnerkami.

Większość z nas chce jednak związku partnerskiego. Takiego, w którym mieszkanie jest sprzątane po połowie, gotuje osoba, która lepiej się w tym czuje lub ma więcej czasu. Większość z nas chce dostawać spontanicznie kwiaty i dawać równie spontanicznie czekoladę. Chcemy pracować i zarabiać, dzielić się obowiązkami domowymi i finansowymi, chcemy współtworzyć związek, być 1 do 1, fifty-fifty na równi z naszym partnerem. A później zachodzimy w ciążę… Znowu o tej ciąży! Jak by to była przyczyna wszystkich problemów! O co Ci chodzi? Dziecko to wspaniała zmiana!

Ciąża – wielka zmiana 

Dziecko to ogromna zmiana i jeszcze większa odpowiedzialność. To trudny czas dla związku, dla pary, czas, gdy kobiecie zmieniają się priorytety, gdy w jej psychice zachodzą olbrzymie zmiany. Czas, w którym zmienia się i kształtuje na nowo cała komórka społeczna: rodzina. A o co jest najwięcej kłótni, gdy wszyscy są zmęczeni, zestresowani i próbują dać z siebie 101%? Tak, najczęściej o obowiązki, a później niestety o pieniądze. Po narodzinach dziecka okazuje się, że związki, które funkcjonowały jak szwajcarski zegarek, potrzebują dobrego oliwienia lub po prostu przestawienia priorytetów. 

Chcesz ścielić? Olej to i pracuj nad budżetem! 

To może zamiast pościeli lepiej pracować nad budżetem? I to jest dobra myśl! Bo widzisz, jak sobie ustalisz budżet w związku – a najczęściej usiądziecie z partnerem i przegadacie, jak ma to wszystko wyglądać – tak będziesz żyła. Jeśli od początku kreujesz się na kobietę-herosa, mistrzynię nadgodzin i zwolenniczkę dwóch etatów, która pracy potrzebuje jak powietrza i jest totalnie samowystarczalna, ciężko będzie Ci zmienić pewne rzeczy, gdy przewartościujesz priorytety we własnej głowie. 

Budżet domowy – jak to u Ciebie wygląda? 

Ile par, tyle pomysłów na zarządzanie finansami. Na podstawie obserwacji, uważam, że wyróżnić można cztery główne metody prowadzenia domowego budżetu:

  1. Jedno wspólne konto, do którego wpada wszystko i każdy bierze tyle, ile potrzebuje
  2. Jedno wspólne konto, na które są przelewane środki z dwóch osobnych kont, 
  3. Dwa osobne konta, z których są regulowane wydatki według wcześniejszych ustaleń, 

Każda z tych metod ma swoje plusy i minusy. Co jest wspólne? Jeśli ktoś prowadzi budżet na jeden z przedstawionych sposobów, bardzo ciężko jest mu zmienić styl myślenia. Tak było, jest i będzie, bo to działało, bo tak jest dobrze. Tyle że po zmianie sił w związku – kobieta na urlopie macierzyńskim, opiekuńczym i być może wychowawczym – stare metody dzielenia się kasą zwyczajnie mogą nie działać… 

Zobacz, jakie są najpopularniejsze metody prowadzenia domowego budżetu. Jak jest u Ciebie? 

 

  • Jedno wspólne konto, na które wpływają wypłaty i z którego każdy bierze tyle, ile potrzebuje

 

+ równy dostęp do pieniędzy w związku niezależnie od zarobków
+ pełna kontrola nad finansami sprawowana przez oboje partnerów
+ trudniej wpaść w długi
+ wszystkie wydatki są wspólne
+ łatwiejsze, wspólne gromadzenie oszczędności  

Minusy:
– trudno zrobić drugiej osobie prezent-niespodziankę
– trudno odłożyć własne pieniądze
– trudno ukryć przed partnerem dodatkowe przychody lub wydatki
– partner może kontrolować wydatki i rozliczać drugą osobę 

Co w przypadku narodzi dziecka? 

Pomniejszona pensja kobiety oraz pełna pensja partnera wciąż wpływa na to konto. Oboje partnerzy mogą swobodnie korzystać ze zgromadzonych środków. Wpływają tam również wszystkie świadczenia i benefity na dziecko. W przypadku urlopu wychowawczego kobieta korzysta ze zgromadzonych na koncie środków oraz wynagrodzenia partnera. 

Czy są inne zagrożenia?
Jeśli jedno z partnerów postanowi wypłacić wszystkie pieniądze z konta i odejść, drugie zostanie bez pieniędzy. Jeśli jedno z partnerów będzie miało długi, komornik zajmie wspólne konto i wszystkie znajdujące się na nim środki mimo braku ślubu lub przy rozdzielności majątkowej. 

 

  • Jedno wspólne konto, na które są przelewane środki z dwóch osobnych kont

 

+ wyraźny podział pieniędzy na wspólne i osobiste
+ większa niezależność w wydawaniu osobistych pieniędzy
+ możliwość robienia prezentów-niespodzianek sobie lub partnerowi
+wspólne podejmowanie decyzji o wydatkach domowych
+ wspólne oraz niezależne gromadzenie oszczędności 

Minusy:

– miesięczna opłata za trzy konta
– konieczność pamiętania o przelewie na wspólne konto
– trudności z podzieleniem wydatków osobistych i wspólnych
– nieporozumienia w ustalaniu kwoty, która jest przelewana na konto wspólne 

Co w przypadku narodzi dziecka? 

Pomniejszona pensja kobiety wpływa na jej osobiste konto. Partnerzy muszą podjąć wspólną decyzję, jaką sumę kobieta przekazuje do budżetu domowego. Jeśli podział nie zostanie dokonany sprawiedliwie, mogą ucierpieć wydatki osobiste kobiety. Świadczenia i benefity na dziecko wpływają na konto partnerki lub partnera, dlatego konieczne jest ustalenie, ile kosztuje miesięczne utrzymanie dziecka i kto płaci za rzeczy dla niego. Na urlopie wychowawczym kobieta nie ma źródła dochodów, jest więc zależna od przelewu na wspólne konto, który wykona partner. 

Jakie są inne zagrożenia? 

Jeśli jedno z partnerów zdecyduje się odejść ze wspólnymi pieniędzmi, strata będzie mniejsza niż w przypadku jednego wspólnego konta. Oczywiście przy założeniu, że każdy z partnerów oszczędzał również swoje pieniądze. Jeśli jeden z partnerów ma długi, komornik może zająć wspólne konto, a w przypadku wspólnoty małżeńskiej, współmałżonek będzie solidarnie odpowiadał za długi. 

 

  • Dwa osobne konta, z których są regulowane wydatki według wcześniejszych ustaleń 

 

Plusy:

+ pełna niezależność finansowa od partnerki lub partnera
+ możliwość ukrywania własnych przychodów i wydatków 

Minusy:
– przy braku dyscypliny bałagan w domowym budżecie
– kłótnie o pieniądze i procentowy udział w utrzymaniu domu

Co w przypadku narodzi dziecka? 

Na konto kobiety wpływa pomniejszone wynagrodzenie, z którego musi pokryć określone wcześniej z partnerem opłaty. Jeśli procentowy udział w domowym budżecie nie zostanie na nowo przedyskutowany, może okazać się, że kobiecie brakuje pieniędzy na bieżące wydatki takie jak: jedzenie, czy środki czystości. W przypadku urlopu wychowawczego kobieta nie dysponuje własnymi pieniędzmi i nie ma dostępu do pieniędzy partnera. Jest więc od niego całkowicie zależna finansowo. 

Jakie są inne zagrożenia? 

Każde z partnerów ma swoje pieniądze, więc zachowuje niezależność. Jeśli para jest w związku małżeńskim, jeden z małżonków może zaciągnąć zobowiązania finansowe, wpaść w długi bez wiedzy drugiej osoby. Warto pamiętać, że zgodnie z art. 30 Kodeksu cywilnego oboje małżonkowie są solidarnie odpowiedzialni za zobowiązania, które zaciągnęło jedno z nich. Dlatego przy dwóch całkowicie osobnych kontach warto pomyśleć o rozdzielności majątkowej. 

Budżet domowy,  która metoda najlepsza? 

Myślę, że dla wielu z nas odpowiedź jest jasna: wspólne konto. Chcemy mieć pewność, że tworzymy z partnerem rodzinę i działamy w tym projekcie wspólnie na wszystkich płaszczyznach również finansowej. Chcemy dzielić się pieniędzmi, które zarabiamy solidarnie, tak jak dzielimy się obowiązkami, a gdy okaże się, że w danym okresie w życiu potrzebujemy więcej wsparcia – ciąża, urlop macierzyński, opiekuńczy, czy wychowawczy – chcemy je otrzymać bez proszenia.

Będą wśród nas również takie kobiety, które nigdy nie zrezygnują z niezależności finansowej, które mogą się podzielić z partnerem swoimi pieniędzmi, ale na ściśle określonych warunkach. Kwestia wychowania lub życiowego doświadczenia. Lub po prostu jesteśmy lepiej wykształcone, bardziej przedsiębiorcze i zaradne i zarabiamy więcej niż nasz partner. Może miałyśmy w życiu więcej szczęścia, byłyśmy na pewnym etapie bardziej pracowite i bardziej skłonne do ponoszenia ryzyka, jesteśmy bogate z domu. W takiej sytuacji bardzo dobrą opcją jest pozostawienie konta osobistego i przelewanie ustalonej kwoty na konto wspólne, do którego oboje partnerzy mają dostęp. Dzięki temu zachowujemy niezależność, nie musimy dzielić się informacjami o naszych przychodach, pensji, premiach, dodatkowych źródłach dochodu i możemy dbać o finanse osobiste – budować poduszkę finansową, sprawiać sobie i partnerowi (jeśli mamy na to ochotę) małe lub większe przyjemności. 

Dla wielu z nas jednym słusznym wyjściem będzie osobne i całkowicie niezależne konto oraz podział, kto i za co płaci. Wolimy zrobić zakupy spożywcze i zapłacić w aptece, niż przelewać środki na wspólne konto. Najczęściej tak jest po prostu wygodniej. Moim zdaniem to opcja, która świetnie sprawdza się na początku związku, gdy para rozpoczyna wspólne prowadzenie gospodarstwa. W sytuacji, gdy partnerzy planują wspólnie dziecko, taki podział może okazać się dla kobiety trudny, a nawet niesprawiedliwy. To, jak będzie życie wyglądało w rzeczywistości, zależy od ustaleń i indywidualnego podejścia do kwestii finansowych obojga partnerów. 

Czy w takim razie kobieta-mama powinna mieć swoje pieniądze? Na to pytanie postaram się odpowiedzieć w kolejny artykule! 

This error message is only visible to WordPress admins

Error: API requests are being delayed for this account. New posts will not be retrieved.

Log in as an administrator and view the Instagram Feed settings page for more details.

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo