Change font size Change site colors contrast
Rozmowy

The Mother Talks: Piotr Bucki i Marcin Potkański / rola kobiety

19 listopada 2017 / Monika Pryśko

Nie ma rzeczy, której kobieta nie mogłaby osiągnąć.

Oczywiście, niektóre rzeczy zajmą jej więcej czasu, ale przy dużej ilości samozaparcia, są do zrobienia. Przynajmniej bardzo w to wierzę… Skąd więc frustracja, strach, zmęczenie, niezadowolenie, złość, rezygnacja i wątpliwości?

Skąd pytanie, które wraca jak bumerang, o miejsce kobiety we współczesnym świecie? Skoro jest pytanie, znaczy, że potrzebna jest odpowiedź. Trochę na przekór postanowiłam do rozmowy zaprosić dwóch mężczyzn, którzy nie tylko kobiety lubią, ale i lubią z nimi pracować. Najpierw zadzwoniłam do Marcina Potkańskiego, CEO w agencji Brandish i właściciela kawiarni Mitte Chleb i Kawa. I wiedziałam, że naszą rozmowę może dopełnić tylko Piotr Bucki, mistrz komunikacji.

Marcin: Będziemy rozmawiać o kobietach, tak?
Monika: Tak.
Marcin: O rynku pracy?
Monika: Też.

 

Monika: Zadałam wczoraj pytanie naszym czytelniczkom. Co sądzą o nowej roli kobiety w społeczeństwie, czyli, bardzo ogólnie to ujmując, tej odważnej, roli kobiet, które poszły zdobywać świat. I one, patrząc na swoje nowe ,,ja’’ są złe i sfrustrowane. Dlatego, że czym innym jest chęć pracy, rozwoju, dokonywanie własnych wyborów, a czym innym jest oczekiwanie rodziny czy partnera, że faktycznie kobieta będzie i mamą, i żoną, i pracownikiem miesiąca, i logistykiem, i zadbaną kobietą stawiającą na piękno wewnątrz i na zewnątrz. Czytelniczki się z tym nie zgadzają, bo ich inicjatywa szybko zamienia się w kolejny obowiązek.  

Piotr: Bardzo często spotykamy się ze złością i frustracją, kiedy w nasze relacje międzyludzkie wchodzi coś takiego jak oczekiwanie i druga rzecz, kiedy wchodzi presja społeczna, którą jeden z psychoterapeutów nazwał ,,musturbacja’’, od słowa ,,must’’.

Monika: Czyli kobiety żyją bardziej musząc niż chcąc?  

Piotr: W większości sytuacji, których jestem obserwatorem, kobiety po prostu muszą podjąć decyzję – jeśli zrobię to, to nie będę w stanie zrobić czegoś innego. Doba ma 24 godziny, tydzień ma 7 dni. Jeśli nie zdamy sobie sprawy, że nie możemy zrobić wszystkiego perfekcyjnie i wszystkiego pogodzić, to frustracja zawsze się pojawi, w każdej sytuacji.

Monika: Jak to rozwiązać? Może poprzez work-life balance?  

Piotr: Najprościej jest osiągnąć work-life balance, gdy się nie pracuje (śmiech). Zaczęło się w latach 50-tych, kiedy kobiety poszły do pracy, bo mężczyźni poszli na front.  Potem to szło już liniowo, że wymagania rosły, oczekiwania rosły, a nie było wsparcia w innych obszarach.

Monika: Nie zapomnijmy o słynnym zarządzaniu czasem.

Piotr: Nienawidzę sformułowania ,,zarządzanie czasem’’, bo ono sugeruje, że coś wyskrobujemy, by coś zrobić. Ostatnio usłyszałem absurdalną radę dotyczącą czasu: chcesz mieć więcej czasu, mniej śpij. To tak, jak – chcesz być chudszy, nie jedz. To jest absurdalne traktowanie rzeczywistości, która jest złożona, a trzeba dać sobie na luz. Nie żyjemy po to, by non stop wtłaczać się w jakiś kierat, ale dlatego, że chcemy żyć. Mam ćwiczeniem, które bym zaproponował każdej osobie. Robisz tabelkę, w której dokładnie wypisujesz, co robisz każdego dnia, z podziałem na półgodzinne odcinki. Brutalnie szczerze. Po kilku tygodniach takiego analizowania wychodzi, co jest dla nas faktycznie najważniejsze. Mówimy, że dla nas najważniejsza jest rodzina, a z tabeli wychodzi, że Facebook. Mówimy, że zdrowie jest najważniejsze, a w tabeli samo niedosypianie i zero sportu. Nie chodzi o to, by mieć czas na wszystko, ale na to, co jest ważne.

Monika: Tylko że życie na nas nie poczeka, trzeba się w nim odnaleźć tu i teraz.

 

Piotr:  Baumann nazwał to płynną rzeczywistością, a my próbujemy się w niej odnaleźć. Przez to, że jest zmienna, jest bardzo niepokojąca, bo trzeba nauczyć się w niej poruszać. Jest trudna, bo trzeba stale budować nowe reguły gry. Od samego początku powinno być tak, że człowiek, który wchodzi w związek, powinien usiąść i zastanowić się, jakiego związku chce. Zwłaszcza, że na początku każdej relacji jest cudownie.

Monika: Rzeczywistość jest trudna, bo prócz tego, że mamy swoje własne oczekiwania – wobec siebie, nachodzą na nie oczekiwania całej rodziny, oczekiwania partnera, dzieci, nasze oczekiwania wobec partnera, dzieci i rodziny…

Piotr: I to jest coś, co prowadzi do horroru związanego z oczekiwaniami. Trzeba sobie zdać sprawę i asertywnie komunikować, że nie można mówić ludziom, nie tylko kobietom, jak mają wyglądać, zachowywać się i co robić. To jest jakaś obsesja, potęgowana jeszcze przez media społecznościowe. Wytworzył się system opresyjny, szczególnie wobec kobiet, który wzmaga się jeszcze dzięki zezwoleniu na linczowanie osób w sieci. Mówi się ludziom, jak mają żyć.

Monika: I jak mają myśleć.

Piotr: Przykład – jestem na zajęciach z gimnazjalistami. Nagle młody człowiek mówi z radością na twarzy, że kobiety są mniej inteligentne niż mężczyźni i są na to naukowe badania. Pytam się – jakie? Korwin-Mikke przedstawił te badania. Obok siedzą jego koleżanki i nie wiedzą, jak zareagować, a powinny, by zaznaczyć, że nie można tak określać wyższości jednej płci nad drugą.

 

Monika: Do tego człowiek dochodzi z wiekiem, ale zanim dorośnie, jest zagubiony i sfrustrowany.  Jak połączyć to, co się chce, z tym co się musi?

Piotr: O tym pisze Barry Schwartz, który bada i podważa podstawowy paradygmat, że im więcej wyboru, tym powinniśmy być szczęśliwsi. Gdy mamy strasznie dużo wyborów, zarówno ról społecznych, wcale nie jesteśmy szczęśliwsi. Każdego dnia musimy się na nowo definiować. Mam być fit-matką, mam być instagramową matką, mam jeść jagody goji, mam ich nie jeść, mam jeść gluten, mam go nie jeść… Jestem za tym, by mieć wybór, ale żeby nie stwarzać sobie ich za wiele, bo mają one wpływ na nasze emocje. Ta pętla, która się zaciska, jest mocno związana z technologiami, rozwojem, czasem.

Monika: Co kobieta może z tym zrobić?

Piotr: Może zmienić język. Zamiast ,,nie umiem’’, kobieta może powiedzieć: ,,jeszcze tego nie umiem, jak będę chciała, to się nauczę i zrobię to’’. Jeśli ktoś ma głębokie przekonanie, że coś trzeba, to przestaje być szczęśliwy. To, że coś można, nie znaczy, że trzeba.

Monika: Odkąd jestem samodzielna i sama dbam o siebie i moje dziecko, przyjęłam trochę model zero-jedynkowy w odniesieniu do oczekiwań społecznych wobec mnie. Wymaga to ode mnie dużego nakładu pracy, choć paradoksalnie teraz jest to łatwe, bo nie muszę z nikim konsultować swoich wyborów. Wystarczy być asertywnym i raz wykazać się odwagą, by zamanifestować swoje zdanie. Ja o tyle mam łatwiej, że jestem niezależna, gorzej z kobietami, które nie mogą postawić wszystkiego na jedną kartę, ponieważ ich decyzjami kierują braki z dzieciństwa, niewystarczające wsparcie bliskich, brak własnych pieniędzy…

Piotr: Role się przenosi. Jeżeli kobieta czerpie wiedzę o świecie ze swojego podwórka, na którym widziała zawsze umęczoną matkę, to będzie myślała, że tak wygląda świat. To, co opisałaś, to taka piękna asertywność, w teorii jest możliwa u wszystkich, w praktyce raczej nie. To nie jest proste, ale można spróbować.

 

Marcin: Dotykamy słowa ,,patriarchalizm’’ i takiego podejścia do życia naszego społeczeństwa. Tego zjawiska już od lat nie ma np. w krajach skandynawskich, nie ma w Europie Zachodniej, a u nas jest i ma się dobrze. W teorii każdy może się postawić, a w praktyce kobiety tego nie chcą, bo jest im wygodnie, bo nie znają innego świata, innych możliwości.

Monika: Wydaje mi się, że w Polsce wcale nie jest tak źle.

Marcin: Wcale nie jest tak dobrze! Nie ma nic złego w tym, że kobieta zostaje w domu i opiekuje się dziećmi, a przy okazji pracuje. Ale jak ma siły, bo jak ich nie ma – pierwsze, co ma zrobić, to zrezygnować z pracy, a nie na przykład z przygotowywania codziennie posiłków rodzinie. I to jest chyba to podejście do zmiany.

Monika: A co z różnicą w zarobkach?

Marcin: Kobiety są lepiej wykształcone niż mężczyźni, co poniekąd w zderzeniu z wynagrodzeniem, które faktycznie mają o kilkanaście procent niższe, pokazuje, gdzie jesteśmy w Europie. Spójrzmy na te dwa wskaźniki – lepiej wykształcony człowiek zarabia mniej.

 

Monika: Przykład – moja koleżanka i jej kolega z pracy. To samo stanowisko, a on zarabia więcej, dlatego, że jest mężem i przyszłym ojcem i musi utrzymać rodzinę. Ona jest singielką, nie ma dzieci.

Marcin: Prawdopodobnie dlatego, że kobiety boją się rozmawiać o pieniądzach. Statystycznie dużo rzadziej chodzą rozmawiać z szefem o podwyżce. Wynika to z przekonania, że chęć zarabiania więcej bardziej przysługuje mężczyznom, bo według stereotypowego myślenia i kultury, to mężczyzna przynosi kasę do domu. Mężczyzna ma obowiązek zarabiać i to zarabiać więcej, coraz więcej –  bo rodzina się rozwija. Więc on, czy chce, czy nie chce, musi o tej kasie rozmawiać.

Monika: Myślę sobie, że mamy nie walczą o podwyżkę, ponieważ z tyłu głowy mają myśl, że nie chcą ,,naciągać’’ – bo dziecko choruje, co się wiąże z tygodniową nieobecnością w pracy i to stosunkowo często.

Marcin: Czyli co? Poczucie winy?

Monika: Wy tego możecie nie wiedzieć, ale Marcin, z którym współpracowałam kilka lat temu, na wieść, że jestem w ciąży, dał mi podwyżkę.

Marcin: Lubię pracować z mamami, bo są bardziej obowiązkowe. I lojalne. Pięć lat temu był urodzaj pracowników. Jeśli mowa o mojej branży – jeśli rzuciłeś kamieniem przez okno, albo trafiłeś w grafika, albo w account managera, albo kogoś, kto skończył studia marketingowe. Dziś jest coraz trudniej o wartościowych pracowników, co nie zmienia faktu, że lubię otaczać się osobami, którymi mogę ufać.  

 

Monika: Myślisz, że zmiany, o których mówisz, będą dotyczyły również mam?

Marcin: Te zmiany wydarzą się  szybciej, niż nam się wydaje. Będzie więcej zachowań, które my uważamy za pożądane, czyli wzajemna empatia, pomoc, zaufanie i lojalność. Te zmiany powodowane są przez kurczące się zasoby zdolnych ludzi do pracy. Dzięki temu już teraz mamy mogą korzystać z przedszkoli w miejscach pracy, pracować zdalnie, przez co mogą poświęcić czas i dziecku, i pracy. Łatwiej jest im dokonać wyboru.

Monika: Co będzie powodem tych zmian?

Marcin: Zmiany będą, ale na nasze nieszczęście wymuszone, a nie wypracowane w toku rozwoju społecznego. Zazwyczaj za przykład dajemy Skandynawię – ale tam procesy nie zostały narzucone np. ekonomicznie czy przez problemy pracodawców z pracownikami. Tam  zmiany zaszły na tle kulturowym. U nas odbędzie się to trochę na skróty. Nie wiem jeszcze, jakie będą konsekwencje tego, że te zmiany będą narzucone. Pracodawca musi się ugiąć, bo inaczej nie będzie miał rąk do pracy . Po prostu musi wyjść naprzeciw swoim pracownikom, także mamom, choć to nie będzie dla niego przyjemna zmiana.

 

Piotr: Zmiana nigdy nie będzie równomierna. Czasem zapominamy o grupach społecznych, u których dylematy – czy kobieta powinna iść do pracy, czy nie, nie mają miejsca, bo ona musi iść zarabiać pieniądze, by przetrwać. Bo w rodzinie muszą być dwie pensje. Warto edukować, ale też patrzeć punktowo, jak można pomagać w różnych obszarach. Czym innym jest wspieranie kobiet w Warszawie na menedżerskich stanowiskach, a czym innym będzie pokazywanie, że kobieta to nie koń pociągowy. Kobietom życzę więcej asertywności, a mężczyznom empatii.

Monika: Czy empatia jest sposobem na to, żeby pogodzić kobiecą ambicję z biologiczną potrzebą bycia mamą.

Piotr: Kluczem może być empatia, ale ze wszystkich stron, a także powiedzenie sobie, że teraz ja wybieram – teraz jest czas na pracę, a teraz skupiam się na macierzyństwie.

 

Monika: Mnie akurat było ciężko się całkowicie wyłączyć i poświęcić tylko macierzyństwu, bo bałam się, że przez szybko zmieniająca się branżę nie będę w stanie wrócić na swoje stanowisko, będę miała za duże zaległości.

Piotr: Wychodzi na to, że wciąż się boimy. Bez sensu, bo 80% rzeczy, które przewidujemy jako najczarniejsze scenariusze, nigdy się nie wydarzy. Ile pięknych chwil z własnym dzieckiem można stracić przez sam strach, że utracimy te piękne chwile.

Monika: Czyli odpuszczanie to jest recepta na pogodzenia wszystkich ról i znalezienie spokoju?

Marcin: Znając mój charakter, nie chciałbym z niczego zrezygnować. Natomiast teraz odpuściłem. Wchodzę w okres szczęścia i harmonii, jestem na dobrej drodze i żałuję, że nie dostrzegłem tego wcześniej. Sam musiałem dojść do tego, że odpuszczanie sobie jest drogą do spokoju. Im szybciej odpuścisz zdając sobie sprawę, co tak naprawdę jest dla Ciebie ważne, tym będzie Ci łatwiej.

Monika: Marcin, ale tak szczerze, chciałbyś, żeby Twoi pracownicy faktycznie zadawali sobie to pytanie? Przecież możesz stracić część zespołu.

Marcin: Chciałbym, a nawet prowokuję do tego. Widzisz, ludzie się rozwijają, naturalne, że szukają nowych możliwości realizacji, a na pewnym etapie ja nie jestem w stanie im pomóc. Ja wtedy ich nie wstrzymuję, wręcz mówię – dobrze robisz. Ja nie zatrzymuję ludzi. A przez to, że prowokuję ich do zadawania pytań, daję im wyzwanie.

Monika: Gdy kobieta odpowie sobie na to pytanie i zdobędzie odwagę, by sięgnąć po więcej – co będzie jej celem? Skoro ma już pieniądze, świetną pracę, ma możliwości, szans i wyzwań pod dostatkiem, do czego będzie dążyć teraz?

Marcin: Wróćmy do samej biologii i tego, co mamy w DNA, a co próbujemy zmienić. Nie jestem zwolennikiem patriarchalizmu, natomiast myślę, że instynkt macierzyński może się w kobietach bardziej rozbudzić. Czuję, że ten cały work-life balance, biznes, samorozwój zatoczą koło i kobieta z wiekiem doceni, że jeśli czuje się tak naprawdę spełniona przytulając swoje dziecko i widząc uśmiechy całej swojej rodziny, może poświęcić się tylko temu.

Monika: Czyli jak już zdobędzie tę równość płac, wolność wyboru, wyrwie się z szufladek, wtedy…

Marcin: Wtedy zatęskni za tym, co było na początku. Kobiety powinny walczyć o swoje, mówić o tym, czego potrzebują, ale może się okazać, że na koniec dnia i tak to rodzina będzie najważniejsza. Może tak właśnie jest, że gdy dla mężczyzny tą walutą było zdobywanie, walka, pościg, a teraz – pieniądze i sukcesem, dla kobiety walutą jest szczęśliwa rodzina.

Piotr: Kobieta ma prawo o sobie stanowić i jeśli chce mieć dzieci, to super. Jeśli natomiast z całą świadomością zdecyduje, że nie chce mieć dzieci, to też w porządku. Może być tak, że faktycznie kobiety wrócą do początku i odnajdą sens tylko w macierzyństwie, ale też może część kobiet będzie ekstremalnie walczyło o swoje miejsce w świecie. Może być i tak, że świat będzie zmierzał w kierunkach, których absolutnie nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Biologia, kultura i natura to spory, których raczej nie uda nam się rozwiązać.

 

Monika: Bardzo bym chciała, by każda kobieta znalazła swoje – miejsce. Po prostu.

Piotr:  Żeby sama mogła się zdefiniować i żeby nikt jej nie mówił, jaka ma być.

Marcin: I żeby skupiła się na swoich mocnych stronach, bo wtedy ma szansę być w czymś wybitna.

 

 


Marcin Potkański: brand advisor, CEO, podcaster, promotor employer brandingu, entuzjasta kawy, właściciel kawiarni Mitte Chleb i Kawa

Piotr Bucki: szkoleniowiec, wykładowca, nauczyciel, dziennikarz, coach, manager. Lubi wiedzieć. Jego ulubionym pytaniem jest: ,,Dlaczego?’’.


Wnętrze: K5 Akademia Kulinarna w Gdyni


Zdjęcia: Olga Diana Jasińska

Rozmowy

Jeśli dom, to tylko przytulny. Rozmawiamy z Moniką Wejman, właścicielką sklepu HugMe

10 listopada 2022 / The Mother Mag

Dom ma być ciepły i przytulny.

Taką zasadę wyznaje Monika Wejman, właścicielka sklepu HugMe, miłośniczka oryginalnego designu i rękodzieła. Przeczytajcie jak wygląda życie świeżo upieczonej przedsiębiorczyni.

Moniko, jak to się stało, że dziewczyna pracująca w biurze, matka 2 dzieci, psycholog z wykształcenia stworzyła markę dodatków do domu?

 

Tak się spełnia marzenia, na które nie można było sobie pozwolić wcześniej. Zawsze miałam artystyczne zapędy, ale gdy wybierałam studia, nie było mnie stać na czesne w upatrzonym studium charakteryzacji i kostiumografii. Poszłam więc na psychologię i szybko zaczęłam pracować, chociaż nie w zawodzie, a po godzinach szyłam sukienki dla lalek, maskotki czy poduszki. W życiu prywatnym dorobiłam się męża, dzieci i licznych przeprowadzek, które mam nadzieję, już się skończyły. Mieszkamy w Olsztynie i niech tak zostanie! Bardzo zależało mi, żeby “na swoim” było przyjemnie i przytulnie, żeby nasz dom wyrażał nasze pasje i upodobania. Zaangażowałam się w urządzanie mieszkania i pokochałam to, a że w pracy dotknęło mnie wypalenie, zaczęłam myśleć o zrobieniu z pasji sposobu na życie. Tak narodziło się HugMe. Własny biznes to skok na głęboką wodę, ale nie żałuję, że go zrobiłam i  każdemu polecam takie odważne kroki.

 

Jakie wnętrza lubisz?

 

Mogę o tym opowiedzieć na przykładzie naszego domu. To mieszanka starego z nowym – klasyczna biało/drewniana baza jest wzbogacona masą kolorów i faktur, książek, pamiątek i roślin. Poduszki i narzuty mają kluczowe znaczenie w tworzeniu takiego klimatu, a znalezienie odpowiednich nie jest proste. A właściwie nie było, bo teraz jest HugMe (śmiech).

 

 

Opowiedz o HugMe, czyli Twoim sposobie na to, by mieć takie wnętrze i pomóc innym w urządzaniu się. 

 

HugMe to efekt mojego podziwu i szacunku dla rękodzieła i artystów rękodzielników. Zawsze uważałam, że przedmioty wykonane ręcznie mają niezwykłą wartość – autor wkłada bardzo dużo swojego czasu i wysiłku oraz serca w to, aby przedmiot ten był piękny i wyjątkowy. Uwielbiam naturalne tkaniny, ważne jest dla mnie etyczne pochodzenie produktów, bo dbam o środowisko. Produkty, które sprowadzam do sklepu, są wytwarzane w niewielkich lokalnych manufakturach, co oznacza, że przy ich zamawianiu pojawiają się różnice językowe, kulturowe a nawet czasowe. To czasem niezła przygoda. 

 

Rozumiem, że sprowadzasz do Polski dodatki z różnych krajów. Jak je wyszukujesz? 

 

W asortymencie HugMe są obecnie produkty z Argentyny, Maroka, Indii, Turcji i Mali. Fascynuje mnie bogactwo rękodzieła z całego świata, mam już na oku kolejne przepiękne produkty z Portugalii, Grecji czy Litwy. Za każdym razem produkty znajduję w podobny sposób. Poszukuję inspiracji, przeglądam zdjęcia, blogi, czasopisma. Jeżeli jakiś produkt zwróci moją uwagę, poszukuję informacji o tym skąd pochodzi, jak jest wytwarzany i przez kogo. 

 

 

Czyli każdy produkt w Twoim sklepie to efekt Twojego śledztwa?

 

Jasne! Pierwszym produktem, w którym się zakochałam na zabój, były okrągłe poduszki z pomponami – na początku wiedziałam tylko, że są utkane z wełny i pochodzą z Argentyny. Znalazłam jedynie dwa sklepy w Stanach Zjednoczonych i jeden we Francji, które oferują ten produkt na sprzedaż. Uznałam więc, że odnalezienie manufaktury produkującej te cuda i sprowadzenie poduszek do Polski będzie dla mnie dużym wyzwaniem. I tak też było. Odnalazłam producenta i nawiązałam z nim kontakt. Okazało się, że poduszki tkają artyści rękodzielnicy, zrzeszeni w niewielkiej lokalnej manufakturze. Technika utkania poduszek jest wyjątkowa ponieważ używają oni okrągłych krosien. Wełna, z której utkane są poduszki, pochodzi od lokalnych dostawców. Wszystko to sprawiło, że produkt ten, poza swoim niezaprzeczalnym pięknem, jest produktem regionalnym, naturalnym, wytwarzanym etycznie i z dbałością o środowisko. 

 

Co w swojej pracy lubisz, a za czym nie przepadasz?

 

Poszukiwanie inspiracji i nowych produktów jest najprzyjemniejsze. Później zaczyna się ta mniej fajna część, czyli formalności związane z dogadaniem zamówienia i transportu przesyłki do Polski. Nie jest to takie proste, ponieważ nie zawsze producenci posługują się językiem angielskim, istnieją też różnice kulturowe w tzw. “dobijaniu targu”, a płatności odbywają się w różnych walutach.

Nie zawsze udaje mi się porozumieć z producentem i zamówić to, co mi się podoba. Zdarzyło się, że producent nie chciał udzielić mi szczegółowych informacji na temat manufaktury wytwarzającej dany produkt lub też miałam wątpliwości, co do jakości tkaniny. W takiej sytuacji nie podejmuję współpracy i szukam od nowa.

 

 

Aktywnie prowadzisz swój profil w mediach społecznościowych (na Instagramie?), pokazujesz siebie, swój dom, dzieci, przybliżasz siebie obserwatorom. Czy to było od początku dla Ciebie intuicyjne, skąd wiedziałaś jak promować swoje produkty?

 

Biznesowe działania w social media to dla mnie nowość i kolejne duże wyzwanie. Zanim zaczęłam promować sklep HugMe, czytałam poradniki, brałam udział w  webinarach i radziłam się osób bardziej doświadczonych ode mnie. Prowadzenie profili wymaga bardzo dużej aktywności i kreatywności. Jeśli ma przynosić efekty, wymaga czasu i pracy. Dodatkowo, pokazanie siebie i mówienie do obcych ludzi nigdy nie było moją specjalnością, więc musiałam zdecydowanie przełamać się i opuścić moją strefę komfortu. Chcę, aby HugMe kojarzyło się z ciepłem domowym i kolorami życia rodzinnego, dlatego pokazuję nasze rodzinne życie, ale robię to z poszanowaniem naszej intymności.

 

Skąd wzięłaś odwagę, żeby zacząć tak ryzykowny projekt – sklep z produktami premium – w pandemii, kiedy ludzie ograniczają koszty i zakupy, kontrolują wydatki. Czy w Twoim przypadku sprawdza się zasada, że dobra jakość się broni?

 

Czasami sobie myślę, że nie kierowała mną odwaga tylko brawura (śmiech). Pandemia to trudny czas dla wszystkich, na dodatek spowodowała przeniesienie sprzedaży do internetu. Zalewają nas oferty typu “dużo i tanio”, ale jakość tych rzeczy jest dyskusyjna, więc klienci kupują dużo, a potem szybko wyrzucają i szukają nowych rzeczy. Błędne koło. 

Myślę jednak, że stopniowo myślenie Polaków się zmienia i stajemy się coraz bardziej świadomymi konsumentami. Coraz więcej osób czyta etykiety, patrzy na składy i zwraca uwagę na to, gdzie i w jakich warunkach dany produkt został wyprodukowany. 

Produkty, które oferuję w sklepie HugMe są skierowane do takiej właśnie grupy odbiorców. Są to ludzie wrażliwi na rękodzieło, produkty oryginalne i wyjątkowe, jakość tkaniny i teksturę. Są to osoby, które zdecydowanie wolą kupić jeden jakościowy produkt niż kilka tańszych. Wbrew pozorom, jest to dobry kierunek dla wszystkich, którzy chcieliby ograniczyć wydatki – robienie jakościowych zakupów powoduje, że z danego produktu możemy cieszyć się latami bez konieczności ciągłego kupowania nowych. 

 

Czy możesz podzielić się swoimi biznesowymi błędami? Co było największą nauczką, czego żałujesz?

 

HugMe to młoda marka, ale faktycznie mam już kilka biznesowych błędów na koncie. Pierwszy: niedoszacowanie budżetu na reklamę. Wiedziałam, że muszę mieć płatną promocję, ale liczyłam też na dotarcie organiczne poprzez publikowanie postów, udostępnianie czy też umawianie się z innymi bardziej rozwiniętymi kontami na reklamę barterową. Okazało się, że efekty takich działań są niewielkie. Najskuteczniejszą metodą reklamy jest płatna promocja.

Drugim moim błędem, wynikającym poniekąd z niskiego budżetu “na start” było to, że postanowiłam samodzielnie zbudować sklep internetowy HugMe. Zainwestowałam w domenę i stronę internetową, ale odpowiednie jej przygotowanie, edytowanie graficzne i zintegrowanie z serwisem płatności online i przesyłek, zajęło mi długie miesiące. Myślę, że jeżeli ktoś nie posiada odpowiedniej wiedzy czy doświadczenia w tym zakresie, tak jak ja, powinien pozostawić budowanie sklepu internetowego specjalistom. Co prawda, po kilku miesiącach udało mi się sklep uruchomić i o dziwo działa (śmiech), jednak straconego czasu już nie odzyskam.

Mimo wszystko mam takie głębokie przeświadczenie, że każda trudna sytuacja czy błędna decyzja, to nauka na przyszłość. Najlepiej uczymy się na własnym doświadczeniu i własnych błędach.

 

 

Jak się czujesz jako przedsiębiorczyni, czy to Cię zmieniło?

 

Po tych kilku miesiącach pracy u siebie nie mogę jeszcze powiedzieć, że czuję się “jak ryba w wodzie”. Cały czas staram się zorientować jak to wszystko działa, złapać swój rytm. 

Nie uważam, żeby to doświadczenie zmieniło mnie jakoś szczególnie. Może jedynie dowiedziałam się o samej sobie trochę więcej. Nauczyłam się sporo, nabyłam nowe umiejętności, poznałam wiele wartościowych osób. 

Nie wiem, jak rozwinie się ta przygoda, ale w tym momencie mogę już powiedzieć, że jest to doświadczenie bardzo ciekawe i wszechstronnie rozwijające. I ten rozwój jest dla mnie niezwykle istotny.

 

Czy ktoś lub coś Cię napędza, inspiruje, motywuje? Jaki masz sposób na działanie i konsekwentną pracę nad marką? 

 

Prowadzenie własnej firmy wymaga samodyscypliny. Nie ma nikogo “nad tobą” kto popędzi do pracy, przypomni, upomni. Muszę motywować sama siebie. Nie codziennie pracuję tak samo. Są takie dni/tygodnie kiedy mam dużo pomysłów, pracuję regularnie i ciągle wymyślam coś nowego. Są też takie okresy, kiedy to źródełko trochę się wyczerpuje i wówczas potrzebuję kilku dni na odpoczynek i regenerację. Kiedy zaczynałam, wmawiałam sobie, że muszę pracować codziennie tak samo i codziennie produkować nowe treści. Teraz wiem, że potrzebuję więcej oddechu. Kiedy publikuję mniej zdjęć i widać mniejszą aktywność w social mediach, w ramach “oddechu” pracuję nad edycją zdjęć, poprawiam sklep, uzupełniam produkty potrzebne do pakowania przesyłek albo zajmuję się tworzeniem i naszywaniem metek. 

 

Moniko, czego mogę Ci życzyć? 🙂

 

Zawsze powtarzam, że najważniejsze jest zdrowie, a dopiero później cała reszta, więc na początek poproszę o życzenie dużo, dużo zdrowia dla mojej rodziny i bliskich. Poproszę również o życzenia spokoju i odpoczynku. Od blisko 3 lat nie mieliśmy porządnego urlopu – potrzebujemy tego jak powietrza! Życz mi również wytrwałości i może odrobiny szczęścia w rozwijaniu sklepu. Nie jest łatwą sztuką przebić się na rynku i dotrzeć do Klienta. Wymaga to bardzo wiele czasu, pracy i cierpliwości, a cierpliwość nie jest moją mocną stroną. Szczęście również jest potrzebne – czasem o sukcesie nowej marki może zadecydować przypadkowe spotkanie, jedna reklama czy udostępnienie posta przez osobę o dużych zasięgach w social mediach. Taki mały łut szczęścia na polu zawodowym na pewno by mi się przydał. 

 

_____________________________________________________________________

Zdjęcia do sesji powstały w klimatycznym apartamencie na starym mieście w Olsztynie: LINK

 

This error message is only visible to WordPress admins

Error: No connected account.

Please go to the Instagram Feed settings page to connect an account.

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo