ZA DARMO
Change font size Change site colors contrast
Rozmowy

,6 pytań do’, czyli mini wywiad z Sylwią Luks

17 maja 2018 / Monika Pryśko

Jej turbany noszą dziewczyny i ich córki w całej Polsce!

Jej firma Looks by Luks wspiera kobiety w walce z rakiem. Sylwia Luks to też czuła #instamama i kobieta, która nie boi się chcieć więcej. Dziewczyny, poznajcie się. :) Jaki masz pomysł na swoje macierzyństwo? Powiem szczerze, że mój początkowy pomysł mocno odbiegał od tego, jak aktualnie podchodzę do macierzyństwa. Jestem typem pracoholiczki,...

Jej turbany noszą dziewczyny i ich córki w całej Polsce! Jej firma Looks by Luks wspiera kobiety w walce z rakiem. Sylwia Luks to też czuła #instamama i kobieta, która nie boi się chcieć więcej. Dziewczyny, poznajcie się. 🙂

Jaki masz pomysł na swoje macierzyństwo?

Powiem szczerze, że mój początkowy pomysł mocno odbiegał od tego, jak aktualnie podchodzę do macierzyństwa. Jestem typem pracoholiczki, gorzej, bo o zgrozo perfekcjonistki… Zanim urodziłam, byłam pewna, że szybko wrócę do swojej pracy w korporacji. Ba, nawet brałam pod uwagę powrót po 6 miesiącach, ponieważ w ogóle nie mogłam się nadziwić, jak można tyle zostać z dzieckiem w domu. Byłam pewna, że się zanudzę (hehe jak bardzo się myliłam ;)). Cały czas powtarzałam, że po urodzeniu Teo będziemy żyć jak dawniej, czyli dużo pracować, wychodzić sami i podróżować. Oczywiście życie zweryfikowało moje podejście. Ponieważ jestem osobą bardzo emocjonalną, totalnie zakochałam się w swoim synku i z momentem jego przyjścia na świat wiedziałam, że nikt mnie nie zaciągnie do pracy tak szybko. Oczywiście w kwestii wychodzenia okazało się, że wcale nie było mi tak łatwo zostawiać go pod czyjąś opieką. Na szczęście, jeśli chodzi o podróże, to tu się za wiele nie zmieniło, bo od samego początku dużo podróżujemy i dzieci wcale nie przeszkadzają w tym, aby to były dalekie kierunki, takie jak chociażby Meksyk. Po urodzeniu córki trochę wyluzowałam i rzeczywiście zaczęłam pozwalać sobie na wyjścia sama z mężem, a nawet wreszcie na wyjazdy na weekend bez dzieci (wiem wiem, trochę to trwało ;)). Teraz dzieci nie stanowią dla nas żadnego ograniczenia. Staramy się wychowywać je na altruistów szanujących naturę i własne zdrowie. Dbamy o to, aby pielęgnowały relacje z najbliższymi. Uczymy zdrowo gotować i jeść. Spędzamy razem jak najwięcej czasu przytulając się, dużo rozmawiając, czytając książki i wygłupiając się.

Twoje dziecko pyta – mamo, co robisz w życiu? – co odpowiadasz?

Jestem szczęśliwa, spełniam się. Na każdej płaszczyźnie, jako matka, żona i kobieta. Dbam o to, aby żyło nam się dobrze. Projektuję turbany, organizuję spotkania dotyczące zdrowego stylu życia, prowadzę konto na Instagramie godząc to wszystko z wychowaniem dzieci.

Jaki jest twój ulubiony kobiecy rytuał?

Zdecydowanie babskie spotkania z moimi przyjaciółkami to jest to. W zeszłym roku miałam przyjemność zorganizować niesamowity wieczór panieński mojej przyjaciółki w Camp Spa na łonie natury i powiem tyle, gdyby byli bliżej, to bywałabym tam częściej i to byłby właśnie mój rytuał. Nigdzie indziej się tak jeszcze nie zrelaksowałam jak tam, a do tego w doborowym damskim towarzystwie. Mam nadzieje, że w tym roku również uda mi się odwiedzić to miejsce. Powoli już zbieram naszą babską ekipę. 🙂

 

Które trzy rzeczy czy sytuacje dały Ci ostatnio najwięcej satysfakcji?

Największą satysfakcję dają mi codziennie moje dzieci. To, jak się kochają, jak do siebie mówią, dzielą się między sobą, tulą. Dosłownie nie mogą bez siebie żyć. Mówią sobie ‚,kocham Cię’’. Nie ma dla mnie większej radości, niż patrzeć na ich relację. Oczywiście potrafią się też tłuc i zabierać sobie różne rzeczy, ale zdecydowanie okazywanie sobie miłości jest u nich na pierwszym miejscu. Cholernie mnie to cieszy, że tak je wychowujemy i mam nadzieję, że zaprocentuje to w przyszłości, a ich relacja zawsze będzie taka fajna jak teraz.

Dużo satysfakcji daje mi ostatnio również moja praca. Wypromowanie mody na turbany w naszym kraju strasznie mnie cieszy. W szczególności, kiedy potrafią one o dziwo budzić u nas wiele kontrowersji. Osobiście lubię łamać stereotypy, a przede wszystkim uwielbiam wyszukiwać nowe trendy. W tym wypadku decyzja o szyciu turbanów okazała się strzałem w dziesiątkę, bo zawładnęły one modą w tym sezonie i to mi daje ogrom satysfakcji. Firma się rozrasta, zaczęliśmy zatrudniać ludzi i powoli wchodzimy na rynki zagraniczne. Sama się muszę czasem uszczypnąć, bo nie dowierzam, że w tak krótkim czasie udało nam się rozkręcić firmę.

Najfajniejsze jest jednak to, że moja decyzja o wspieraniu Stowarzyszenia Niebieski Motyl poprzez sprzedaż turbanów doprowadziła do wielu ciekawych projektów. Zaczęłam prowadzić warsztaty w szpitalach na oddziałach onkologicznych z wiązania turbanów dla kobiet w trakcie chemioterapii. Pierwszy taki warsztat odbył się w Kielcach i został bardzo dobrze przyjęty. W czerwcu odbędzie się kolejny w Poznaniu, a następny ma być w Szczecinie. Podczas każdych takich warsztatów, dodatkowo oprócz chust, dziewczyny dostają moje turbany. Energia, jaka towarzyszy takim warsztatom, poziom wzruszenia są nieporównywalne z niczym innym. A wisienką na torcie jest fakt, że coraz więcej firm zwraca się do mnie z pytaniem, jak można tego typu partnerstwo nawiązać, bo też chcą poprzez sprzedaż wspierać organizacje charytatywne.

Spontanicznie czy z kalkulatorem? Jak warto wg Ciebie podchodzić do życia?

Jestem typem organizatorki, wręcz uwielbiam organizować i planować. Ale do życia zdecydowanie podchodzę na spontanie. Mój znak zodiaku to Strzelec, a to oznacza, że spontan to moje drugie imię. Potrafię z dnia na dzień spakować walizkę i pojechać z dziećmi na drugi koniec Polski, ale za to na pewno świetnie to zorganizuję. Jedyną sferą życia, do której nie podchodzę spontanicznie, jest zdrowie mojej rodziny. Bardzo o nie dbam, pilnuję diety i odpowiedniej suplementacji. Sama borykam się z Hashimoto, moje dzieci i mąż są alergikami, więc jestem bardzo konsekwentna i systematyczna jeśli chodzi o kwestie zdrowotne.

Czym jest według Ciebie hasło Mother-Life Balance?

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka. 🙂 Jak już wspomniałam, przy pierwszym dziecku właśnie tej równowagi mi brakowało, ponieważ dopiero przy drugim zrozumiałam, jak ważne jest dla mnie bycie kobietą, a nie tylko matką. Ważne jest dla mnie np. osiąganie sukcesów zawodowych i samorealizacja. Cenię sobie spędzanie czasu z mężem czy przyjaciółmi, oddawanie się swoim pasjom, takim jak jazda konna czy poszerzanie swojej wiedzy o zdrowym stylu życia. Mój mąż od początku jest bardzo zaangażowany w opiekę nad dziećmi. Mam też ogromne wsparcie swojej mamy, która dużo mi pomaga na co dzień, więc mam ten komfort i szczęście, że mogę się teraz spełniać na wielu płaszczyznach. Prawda jest taka, że początkowo rola mamy pochłonęła mnie totalnie, ba, wciąż się uczę, żeby swoje potrzeby traktować równie poważnie w myśl zasady ‚,szczęśliwa mama, szczęśliwe dziecko’’ i jest coraz lepiej. Jako że marzy nam się jeszcze jedno dziecko, to może przy trzecim wrzucę wreszcie totalnie na luz. 🙂

Ciało

Masaż twarzy i facetaping. Rozmowa z Anetą Hregorowicz-Gorlo

13 stycznia 2021 / Monika Pryśko

Poznajcie Anetę Hregorowicz-Gorlo, kobietę, która w swojej Akademii uczy, jak się masować, by mieć zdrowe i piękne ciało, a szczególnie witalną, łagodną i promienną twarz.

Przez lata zgłębiała tajniki masażu, by połączyć je z niekonwencjonalnymi metodami, jak stawianie baniek na twarz, czy wykorzystywanie taśm kinezjologicznych, które zazwyczaj stosuje się w kontuzjach i rehabilitacji ciała. 

 

Powiedz, gdzie uczyłaś się masażu? Wyobrażam sobie te godziny szkoleń! 

Od wielu lat interesuję się masażem, zgłębiam tajniki, czytam, oglądam, a ostatnimi laty doszły do tego wyjazdy, szczególnie na Wschód. Rosja, Ukraina, Łotwa słyną z kultury masowania. Kiedy skończyłam studia ponad 10 lat temu, nauczanie masażu opierało się na podstawowych informacjach. Moja ciekawość anatomii twarzy, naszego naturalnego  potencjału do samoodnowy, motywowała mnie do poszukiwań, dlatego stawiałam sobie nowe wyzwania w poszukiwaniu nowej dla mnie wiedzy i łączenia jej właśnie z dziedziną kosmetologii, naturoterapii, psychobiologii i ekologicznego stylu życia. Na mojej drodze stanęło wówczas wielu wspaniałych ludzi, od niezwykłych lekarzy, osteopatów, po masażystów i naturoterapeutów, którzy pokazali mi, że skóra i jej zewnętrzne piękno to wynik wewnętrznego zdrowia.

 

To brzmi wręcz mistycznie, choć przecież wiem, że nie jest to wiedza tajemna.  Zastanawiam się więc, dlaczego nie mówi się o tym głośniej i dlaczego masaż nie jest dla nas tak naturalny, jak być powinien. 

Byliśmy pochłonięci nową technologią, urządzeniami, odkrywaniem ekspresowych kuracji upiększających, zafascynowani szybkim działaniem niektórych technik. Gabinety kosmetyczne inwestowały w nowe sprzęty, które gwarantują piękną, młodą, jędrną skórę. Natomiast te manualne terapie zostały odstawione na bok, ale one były zawsze, nie są żadnym odkryciem.Teraz natomiast przeżywają renesans. 

 

Czy to znaczy, że zamiast botoksu kobiety powinny inwestować w częstsze wizyty w gabinetach masażu? 

Jako naturoterapeutka i kosmetolog holistycznie patrzący na nasze ciało, cenię sobie naturalne metody. Nigdy nie byłam przeciwna medycynie estetycznej, nawet sama próbowałam w swoim życiu wielu propozycji, jakie nam daje świat medycyny i kosmetologii estetycznej. Jednak to, co jest bardzo ważne, to zdrowy rozsądek i umiar. Zaufanie naszej naturze, zaufanie temu, co nas od środka zasila i wzmacnia. Twarz ostrzyknięta botoksem, przez wiele lat poddana ,,paraliżowi” zamienia się w maskę, a jej skóra, przez brak odpowiedniego krążenia, robi się wiotka i bardzo słaba.

W ostatnim czasie współpracuję z wieloma lekarzami, którzy dla uzyskania jak najlepszych rezultatów odmłodzenia czy regeneracji, otwarcie już mówią o dobroczynnym wpływie masażu jak i ,,rehabilitacji estetycznej” – przed kuracją, jak i po niej. Mowa o niwelowaniu obrzęków po ostrzyknięciu, rozmiękczeniu zrostów, jakie czasem powstają przy zabiegach medycyny estetycznej, tworząc blokady w przepływie płynów fizjologicznych.

 

Czy to był jeden z impulsów, by stworzyć autorską metodę masażu twarzy?

Stworzyłam pakiet autorskich technik, które w przypływie weny zapisałam, zmotywowana efektami, których byłam świadkiem. Zainspirowana spotkaniami z ludźmi z całego świata, zebrałam same perełki, które na swoich kursach i warsztatach przekazuję innym kobietom. 

Potrzebowałam skutecznego narzędzia, które pozwoli mi w całkowicie naturalny sposób, w pełni holistycznie zaopiekować się kobiecą urodą, a szczególnie zdrowiem, tak samo na poziomie fizycznym, jak i psychoemocjonalnym.

 

 

Pamiętam, gdy na warsztatach tłumaczyłaś mi, że twarz też powinna być w dobrej formie! Masaż ciała to coś, co znamy, natomiast masaż twarzy do niedawna brzmiał dla mnie nieco ekscentrycznie. 

Nie wiem, czy zwróciłaś uwagę, ale od kilku lat nurt holistyczny zaczyna się bardzo rozwijać. Kobiety częściej już czytają etykiety kosmetyków, interesują się tym, co nakładają na swoją skórę i wiedzą, że krem za 2000 zł nie jest w stanie zagwarantować piękna i długowiecznej młodości, ponieważ może być jedynie finezyjnym wykończeniem relaksacji, może być aromaterapią. Natomiast za kondycję twarzy odpowiada krew, układ mięśniowy, który jest rozprężony. Naczynia krwionośne, które niczym nurty rzeczne odżywiają tkanki od środka. To, co znajduje się pod skórą, jest odpowiedzialne za piękno, zdrowie i witalność.

 

Zwróciłaś też moją uwagę na mięsnie twarzy.  Zapomnieliśmy, że twarz to mięśnie, a mięśnie potrzebują konkretnego działanie, a nie miziania piórkiem. Od tych warsztatów minęło kilka miesięcy, a ja wciąż o tym pamiętam przy codziennej pielęgnacji, mimo że teoretycznie nie powinnam zbyt mocno masować twarzy, ponieważ mam cerę naczynkową. 

Gdy jeszcze studiowałam kosmetologię, głównym przeciwwskazaniem do masażu była właśnie cera naczynkowa czy wrażliwa. Zobacz, jakie to jest mylne i złudne. Jeśli przykładowo moja ręka byłaby w gipsie przez pół roku, to skóra po nim na pewno się wysuszyła, nie miała dobrego krążenia, była przez większość czasu unieruchomiona. Więc gdy tylko zdejmą mi gips, zaczynam rehabilitację, by krążenie wróciło do normy.  Takiej samej gimnastyki i ćwiczeń potrzebują nasze naczynia krwionośne, aby były zdrowe i szczelne.

 

No właśnie, traktujemy ciało dość ostro, gdy chcemy, by wróciło do dawnej sprawności. 

Jeśli mam kruchość naczyń krwionośnych, jeśli mam mało tkanki łącznej i moja skóra jest wiotka, to przecież nie mogę jej delikatnie głaskać, bo żadne krążenie się tam nie poprawi. 

Tak naprawdę nasze tkanki aż proszą o intensywny bodziec. Jeśli porównasz twarz do doliny, gdzie płynie rzeka, to gdy na rzece robi się tama, ja nie idę tam z miotłą i nie zmiatam na niej kurzu. Ja zakasuję rękawy i usuwam tę tamę. Tak samo jest z twarzą. Nie będę głaskać mięśni żwacza, który jest napięty i chłonie cały kortyzol, tylko skupię się na intensywnym masażu. 

 

Pamiętam, że masaż twarzy, który mi zrobiłaś, bardzo poprawił mi nastrój. Faktycznie nie chodzi tylko o to, by wyglądać ładniej, ale by pozbyć się też negatywnych emocji, które kumulujemy w mięśniach twarzy. Zauważyłaś wtedy, że powinnam więcej uwagi poświęcać mojej żuchwie, bo właśnie po tym fragmencie twarzy widać, że miałam ostatnio nerwowy czas. 

Jesteś osobą, która wydaje się być szczera ze sobą. To znaczy, że jeśli jest ci smutno, to się nie uśmiechasz. Twoja twarz wyraża emocje, więc jeśli jest dobrze, to na twarzy to widać, i odwrotnie. Wyobraź sobie, że są osoby, które z różnych powodów mają na twarzy maskę. Takie twarze są mało żywe, a jeśli dodamy do tego medycynę estetyczną i zablokujemy mięśnie botoksem, nie damy mięśniom popracować, to mamy problem. U takich osób występuje brak krążenia, niedotlenienie, a przecież blisko twarzy jest mózg. Ponad 60 mięśni naszej twarzy nie tylko odżywia naszą skórę, pompując krew do kapilarów, ale dodatkowo przecież doprowadza krew do naszego mózgu. Osoby, które są jak zamrożone, które mają bardzo dużo napięć, często też, co wynika z moich obserwacji, borykają się ze stanami depresyjnymi, zachwianiem równowagi psychoemocjonalnej, migrenami, zmęczeniem, przewlekłym stresem.

 

Gdy mówisz teraz o krążeniu, mięśniach, tkankach i przepływie limfy, wydaje mi się to bardzo trudne. Sama wiesz, że najtrudniej jest zacząć. 

Zacznij od początku. Nawet dzieci robią to intuicyjnie. Gdy są zmęczone i znudzone, masują okolicę oczu, pobudzają sobie zakończenia nerwowe, które są odpowiedzialne za orzeźwienie i otrzeźwienie umysłu. W kącikach oczu mamy punkt, który, kiedy tylko przytrzymasz go kilka sekund, aktualizuje twój mózg, bo poprawia krążenie i odświeża.

 

Znowu wychodzi na to, że to, co najprostsze, jest najbardziej skuteczne.

Masaż to dotyk, najstarsza terapia na świecie. Boli mnie głowa, chwytam się za czoło. Dwie dłonie oparte o skronie, opuszki palców na włosach i nieświadomie masujemy głowę. Nie musimy być super specjalistą, żeby zafundować sobie kilka minut masażu w domu. Oczywiście dobrze, jeśli wiemy, jak przepływa limfa, jak ułożone są mięśnie naszej twarzy, natomiast sam dotyk, samo głaskanie, samo ciepło dłoni i intencja już działają. 

 

Czytałam gdzieś, że twarz należy masować w określonym kierunku, bo inaczej rozciągniemy sobie skórę i spowodujemy szybsze powstawanie zmarszczek. 

Wystarczy, że będziesz świadoma tego, że limfa odpływa od środkowej części twarzy w stronę uszu i spływa po szyi do największych kanałów limfatycznych, jakimi są pachy. Wszystkie ruchy wykonuj zgodnie z tą linią. Zachęcam do masażu intuicyjnego, bo twarz woła o uwagę, a każda z nas ma napięcia w twarzy w innym miejscu. 

 

Dobrze, że o tym wspominasz. Naśladowanie bez zaangażowania i wyczucia własnych potrzeb wydaje się być bez sensu.

Dokładnie tak, bo skupiamy się nie na tym, co robimy, tylko na tym, co zaraz będziemy musiały zrobić. 

 

I wtedy rozwijamy rolkę taśmy kinezjologicznej i dzieją się cuda!

Taśmy to nie jest cud natury, to nie plastry nasączone płatkami złota. To taśmy, które zostały opatentowane przez japońskiego lekarza Dr Kenzo Kase. Odwzorowują linie papilarne i strukturę naszej skóry, co oznacza, że gdy nadamy im odpowiednie napięcie, bądź jego brak, a także z odpowiednią intensywnością nakleimy je na naszą skórę, zostaje ona w  kinezjologiczny sposób podniesiona. Taśma działa na tkankę unosząc jej strukturę, a jeśli pod skórą i powięzią zaczyna być więcej przestrzeni, to oznacza, że krew i limfa zaczynają swobodnie przepływać. A krew i limfa to eliksir urody. 

 

Czyli tak naprawdę chodzi o regenerację, odbudowę tkanek?

To tak jak ze skaleczeniem. Jeśli skaleczę swoją dłoń, to moje komórki, komórki Langerhansa, komórki odpornościowe, robią wszystko, żeby skupić się na regeneracji i procesie naprawczym tej zmiany. Z taśmą jest podobnie. Jeśli poprzez masaż stymuluję sobie tkankę i na to nałożę taśmę, to wzmacniam efekt regeneracji i rewitalizacji danego obszaru.

 

Nie trzeba chyba być specjalistą, by używać tych plastrów? Są dostępne choćby online, na Allegro ich cena zaczyna się od 11 zł. Czy wystarczy je pociąć na paseczki i sobie je intuicyjnie nakleić?

Jeśli chcemy osiągnąć zdecydowanie bardziej spektakularne rezultaty, wymodelować naszą twarz, rozprężyć odpowiednie partie mięśniowe (a pamiętajmy, że deformacje robią się poprzez napięcia mięśniowe, czy zablokowanie limfy w podbródku), to tutaj fajnie byłoby znać biomechanizmy i kierować się rzeczywiście wskazówkami, które pomogą tę deformację rozłożyć na czynniki pierwsze, czyli np. odprowadzić limfę czy wzmocnić mięśnie. 

 

Na swoim profilu na Instagramie często publikujesz swoje zdjęcia z naklejonym na czoło serduszkiem. Sama czasem sobie podobne naklejam. 

To bardzo prosta aplikacja, którą nakłada się w okolicy tzw. trzeciego oka. Ten kawałek taśmy naklejony na czole pomaga w czasie migreny, ma działanie odprężające, wygładza zmarszczki. W czasie snu relaksuje napięty mięsień marszczący brwi. Uspokaja i harmonizuje. 

 

Zastanawia mnie, czy masażem twarzy jesteśmy w stanie walczyć z niedoskonałościami skóry. Mam na myśli nie tyle zmarszczki, co na przykład trądzik czy zmiany chorobowe. Czy taśmy pomogą w przywróceniu twarzy dobrej kondycji?

Wróćmy do przykładu tamy. Nagle do rzeki trafia parę kontenerów ze śmieciami. Te śmieci to toksyny, złogi, neurotoksyny, stres. Toksyny z pożywienia i powietrza, ale też z naszych myśli. Te nurty rzeczne, czyli kanały krwionośne, energetyczne czy limfatyczne, są zatkane. Jeśli one są zatkane, to nasze tkanki zachowują się jak bagno, którego nikt dawno nie oczyszczał. Nasza twarz zaczyna puchnąć, woda zbiera się w tkankach i nie ma możliwości odpływu. I wtedy nasza skóra informuje nas, że coś jest nie tak. Zaczynają na twarzy pojawiać się wypryski, stany zapalne, przebarwienia. 

 

Faktycznie, gdy tak to opisujesz, już sama widzę, że nawet najlepszy krem tutaj nie bardzo pomoże, że to za mało. 

Nie jestem przeciwna kremom i zabiegom, tylko trzeba wziąć pod uwagę, że pierwszym krokiem powinno być odblokowanie i praca z przyczyną, czyli z zastojem. Sama uwielbiam naturalne produkty, aromaterapię, choć zawsze na pierwszym miejscu jest masaż! Reszta to tylko przyjemny dodatek.

 

Aż boję się zadać to pytanie. Systematyka i w tym przypadku jest ważna?

Pewnie, że tak. Pomyśl sobie, że raz na pół roku idziesz na spacer. Albo zadaj pytanie dietetykowi, jak długo będziesz zdrowa po zjedzeniu marchewki. Byłam dziś pół godziny na rowerze, czy to znaczy, że przez najbliższe miesiące mogę leżeć na kanapie? Tutaj systematyka jest jak picie wody. Nie wypijesz na raz 20 litrów wody i nie powiesz – dobra, mam luz na cały miesiąc.

 

Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić! Rozmawiasz z największym leniem na świecie. 

I dlatego też stworzyłam autorski program automasażu. Kurs FACEMODELING SELF TAPE, który uczy pozytywnej dyscypliny w działaniu, dobrej rutyny i pielęgnacji twarzy, która już po kilku dniach, tygodniach odwdzięcza się łagodnym wygladem, młodością i promiennością.

Profesjonalne masaże to coś wspaniałego, ale korzystasz z nich raz na jakiś czas. Są bardzo cenne i zachęcam, by dać sobie co jakiś czas tę ogromną przyjemność. Nawet na mojej stronie rekomenduję miejsca, które warto odwiedzić już w całej Polsce.

Pamiętajmy jednak, że to codzienna, pozytywna rutyna, zdrowe pożywienie, oddech i harmonia są kluczem do zdrowia i urody naszej twarzy i całego ciała.

 

Chciałabym też zaznaczyć, a co poczułam po masażu w Twoim gabinecie, że nawet jeśli trzeba zachować systematyczność, to i tak efekt widać od razu. 

Tak, to prawda. Jeśli techniki są dopasowane do potrzeb i ja wyczuję, co mi służy, gdzie jest potrzeba masażu, to tkanki są na tyle wdzięczne, że to widać. Przypomina to o pierwotnym modelu samouzdrawiania. Widać to u osoby, która ma 20 lat, ale najbardziej widać u osób, które tego masażu naprawdę potrzebują. U osób starszych, zmęczonych, schorowanych, albo po prostu zaniedbanych, zapomnianych.

 

Jeśli twarz po 20 latach bez uwagi dostanie taki masaż, to zdecydowanie poinformuje nas swoim radosnym, łagodnym i wypoczętym wyglądem.

Dbajmy o siebie dziewczyny! 

Zdrowie i piękno jest w naszych rękach każdego dnia!

 

_

Na zdjęciu: Emilia Pryśko

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo