Change font size Change site colors contrast
Rozmowy

,6 pytań do’, czyli mini wywiad z Sylwią Luks

17 maja 2018 / Monika Pryśko

Jej turbany noszą dziewczyny i ich córki w całej Polsce!

Jej firma Looks by Luks wspiera kobiety w walce z rakiem. Sylwia Luks to też czuła #instamama i kobieta, która nie boi się chcieć więcej. Dziewczyny, poznajcie się. :) Jaki masz pomysł na swoje macierzyństwo? Powiem szczerze, że mój początkowy pomysł mocno odbiegał od tego, jak aktualnie podchodzę do macierzyństwa. Jestem typem pracoholiczki,...

Jej turbany noszą dziewczyny i ich córki w całej Polsce! Jej firma Looks by Luks wspiera kobiety w walce z rakiem. Sylwia Luks to też czuła #instamama i kobieta, która nie boi się chcieć więcej. Dziewczyny, poznajcie się. 🙂

Jaki masz pomysł na swoje macierzyństwo?

Powiem szczerze, że mój początkowy pomysł mocno odbiegał od tego, jak aktualnie podchodzę do macierzyństwa. Jestem typem pracoholiczki, gorzej, bo o zgrozo perfekcjonistki… Zanim urodziłam, byłam pewna, że szybko wrócę do swojej pracy w korporacji. Ba, nawet brałam pod uwagę powrót po 6 miesiącach, ponieważ w ogóle nie mogłam się nadziwić, jak można tyle zostać z dzieckiem w domu. Byłam pewna, że się zanudzę (hehe jak bardzo się myliłam ;)). Cały czas powtarzałam, że po urodzeniu Teo będziemy żyć jak dawniej, czyli dużo pracować, wychodzić sami i podróżować. Oczywiście życie zweryfikowało moje podejście. Ponieważ jestem osobą bardzo emocjonalną, totalnie zakochałam się w swoim synku i z momentem jego przyjścia na świat wiedziałam, że nikt mnie nie zaciągnie do pracy tak szybko. Oczywiście w kwestii wychodzenia okazało się, że wcale nie było mi tak łatwo zostawiać go pod czyjąś opieką. Na szczęście, jeśli chodzi o podróże, to tu się za wiele nie zmieniło, bo od samego początku dużo podróżujemy i dzieci wcale nie przeszkadzają w tym, aby to były dalekie kierunki, takie jak chociażby Meksyk. Po urodzeniu córki trochę wyluzowałam i rzeczywiście zaczęłam pozwalać sobie na wyjścia sama z mężem, a nawet wreszcie na wyjazdy na weekend bez dzieci (wiem wiem, trochę to trwało ;)). Teraz dzieci nie stanowią dla nas żadnego ograniczenia. Staramy się wychowywać je na altruistów szanujących naturę i własne zdrowie. Dbamy o to, aby pielęgnowały relacje z najbliższymi. Uczymy zdrowo gotować i jeść. Spędzamy razem jak najwięcej czasu przytulając się, dużo rozmawiając, czytając książki i wygłupiając się.

Twoje dziecko pyta – mamo, co robisz w życiu? – co odpowiadasz?

Jestem szczęśliwa, spełniam się. Na każdej płaszczyźnie, jako matka, żona i kobieta. Dbam o to, aby żyło nam się dobrze. Projektuję turbany, organizuję spotkania dotyczące zdrowego stylu życia, prowadzę konto na Instagramie godząc to wszystko z wychowaniem dzieci.

Jaki jest twój ulubiony kobiecy rytuał?

Zdecydowanie babskie spotkania z moimi przyjaciółkami to jest to. W zeszłym roku miałam przyjemność zorganizować niesamowity wieczór panieński mojej przyjaciółki w Camp Spa na łonie natury i powiem tyle, gdyby byli bliżej, to bywałabym tam częściej i to byłby właśnie mój rytuał. Nigdzie indziej się tak jeszcze nie zrelaksowałam jak tam, a do tego w doborowym damskim towarzystwie. Mam nadzieje, że w tym roku również uda mi się odwiedzić to miejsce. Powoli już zbieram naszą babską ekipę. 🙂

 

Które trzy rzeczy czy sytuacje dały Ci ostatnio najwięcej satysfakcji?

Największą satysfakcję dają mi codziennie moje dzieci. To, jak się kochają, jak do siebie mówią, dzielą się między sobą, tulą. Dosłownie nie mogą bez siebie żyć. Mówią sobie ‚,kocham Cię’’. Nie ma dla mnie większej radości, niż patrzeć na ich relację. Oczywiście potrafią się też tłuc i zabierać sobie różne rzeczy, ale zdecydowanie okazywanie sobie miłości jest u nich na pierwszym miejscu. Cholernie mnie to cieszy, że tak je wychowujemy i mam nadzieję, że zaprocentuje to w przyszłości, a ich relacja zawsze będzie taka fajna jak teraz.

Dużo satysfakcji daje mi ostatnio również moja praca. Wypromowanie mody na turbany w naszym kraju strasznie mnie cieszy. W szczególności, kiedy potrafią one o dziwo budzić u nas wiele kontrowersji. Osobiście lubię łamać stereotypy, a przede wszystkim uwielbiam wyszukiwać nowe trendy. W tym wypadku decyzja o szyciu turbanów okazała się strzałem w dziesiątkę, bo zawładnęły one modą w tym sezonie i to mi daje ogrom satysfakcji. Firma się rozrasta, zaczęliśmy zatrudniać ludzi i powoli wchodzimy na rynki zagraniczne. Sama się muszę czasem uszczypnąć, bo nie dowierzam, że w tak krótkim czasie udało nam się rozkręcić firmę.

Najfajniejsze jest jednak to, że moja decyzja o wspieraniu Stowarzyszenia Niebieski Motyl poprzez sprzedaż turbanów doprowadziła do wielu ciekawych projektów. Zaczęłam prowadzić warsztaty w szpitalach na oddziałach onkologicznych z wiązania turbanów dla kobiet w trakcie chemioterapii. Pierwszy taki warsztat odbył się w Kielcach i został bardzo dobrze przyjęty. W czerwcu odbędzie się kolejny w Poznaniu, a następny ma być w Szczecinie. Podczas każdych takich warsztatów, dodatkowo oprócz chust, dziewczyny dostają moje turbany. Energia, jaka towarzyszy takim warsztatom, poziom wzruszenia są nieporównywalne z niczym innym. A wisienką na torcie jest fakt, że coraz więcej firm zwraca się do mnie z pytaniem, jak można tego typu partnerstwo nawiązać, bo też chcą poprzez sprzedaż wspierać organizacje charytatywne.

Spontanicznie czy z kalkulatorem? Jak warto wg Ciebie podchodzić do życia?

Jestem typem organizatorki, wręcz uwielbiam organizować i planować. Ale do życia zdecydowanie podchodzę na spontanie. Mój znak zodiaku to Strzelec, a to oznacza, że spontan to moje drugie imię. Potrafię z dnia na dzień spakować walizkę i pojechać z dziećmi na drugi koniec Polski, ale za to na pewno świetnie to zorganizuję. Jedyną sferą życia, do której nie podchodzę spontanicznie, jest zdrowie mojej rodziny. Bardzo o nie dbam, pilnuję diety i odpowiedniej suplementacji. Sama borykam się z Hashimoto, moje dzieci i mąż są alergikami, więc jestem bardzo konsekwentna i systematyczna jeśli chodzi o kwestie zdrowotne.

Czym jest według Ciebie hasło Mother-Life Balance?

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka. 🙂 Jak już wspomniałam, przy pierwszym dziecku właśnie tej równowagi mi brakowało, ponieważ dopiero przy drugim zrozumiałam, jak ważne jest dla mnie bycie kobietą, a nie tylko matką. Ważne jest dla mnie np. osiąganie sukcesów zawodowych i samorealizacja. Cenię sobie spędzanie czasu z mężem czy przyjaciółmi, oddawanie się swoim pasjom, takim jak jazda konna czy poszerzanie swojej wiedzy o zdrowym stylu życia. Mój mąż od początku jest bardzo zaangażowany w opiekę nad dziećmi. Mam też ogromne wsparcie swojej mamy, która dużo mi pomaga na co dzień, więc mam ten komfort i szczęście, że mogę się teraz spełniać na wielu płaszczyznach. Prawda jest taka, że początkowo rola mamy pochłonęła mnie totalnie, ba, wciąż się uczę, żeby swoje potrzeby traktować równie poważnie w myśl zasady ‚,szczęśliwa mama, szczęśliwe dziecko’’ i jest coraz lepiej. Jako że marzy nam się jeszcze jedno dziecko, to może przy trzecim wrzucę wreszcie totalnie na luz. 🙂

Rozmowy

Lepszych sama bym sobie nie urodziła. Adopcja drogą do macierzyństwa.

16 sierpnia 2019 / Monika Pryśko

Justyna od lat wiedziała, że jej droga do macierzyństwa będzie inna.

Ale nie pozwoliła, by ten fakt jakkolwiek negatywnie wpłynął nie tylko na jej życie czy małżeństwo, ale też na pragnienia bycia mamą. Razem z mężem adoptowali kilkumiesięczne bliźnięta - Gosię i Piotrka, a dwa lata temu zostali także rodzicami ich biologicznego brata - Antoniego. Adopcja stała się ich drogą do rodzicielstwa.

 

Kiedy dowiedziałaś się, że nie możesz mieć dzieci?

Już w wieku 16 lat wiedziałam, że moja droga do rodzicielstwa będzie inna. Tak naprawdę miałam bardzo dużo czasu na oswojenie się z diagnozą i zaakceptowanie jej. W jakimś sensie dobrze się stało, że tak wcześnie się dowiedziałam. Pomyśl, mam 30 lat, idę do lekarza, wciąż podejmuję próby, a dziecka nie ma. I co? Nagle pan w białym fartuchu mówi ci: ,,Nie może pani mieć dzieci w sposób naturalny”. Jak myślisz, ile czasu zbierasz się po takiej informacji? Ile czasu potrzebujesz na zaakceptowanie takiego stanu?

 

Nie możesz mieć dzieci i co wtedy?

Trzeba zadać sobie pytanie – czego chcę? Czy pragnę być w ciąży, czy pragnę, żeby dziecko było podobne do mnie z wyglądu? Czy po prostu chcę być mamą i przygotować do życia w społeczeństwie małego człowieka i samemu doświadczyć wzlotów i upadków, jakie niesie ze sobą macierzyństwo. Gdy zaakceptujemy swoje położenie, możemy szukać rozwiązań. Jednym z nich jest adopcja. 

 

Adopcja – słowo, które przeraża.

I powoduje lęk, tysiące pytań i niewiadomych. Ale czy tego samego nie doświadcza mama będąca w ciąży? Czy nie zastanawia się, czy będzie dobrą mamą? Czy dobrze wychowa dziecko, czy pokocha je od razu? Takie same lęki dotyczą wszystkich mam, nie ważne, czy chodzi o biologiczne rodzicielstwo, czy adopcyjne.

 

Czy Twoje dzieci wiedzą, że są adoptowane?

Nie wyobrażam sobie sytuacji, że nasze dzieci dowiadują się od kolegów w piaskownicy, że są adoptowane. Od początku z mężem ustaliliśmy, że będziemy mówić maluchom, że wzięły się z serduszka, a nie z brzuszka, że długo na nie czekaliśmy i jak bardzo są dla nas wyjątkowe. Już teraz zbieramy zdjęcia, choćby z procesu powstawania ich pokoików, żeby pokazać, jak wyglądało nasze oczekiwanie na nie.

 

Jak Wasze dzieci na to reagują?

Gosia bardzo się ze mną utożsamia. Ona nie może przeżyć, że nie było jej w moim brzuchu, że jej nie urodziłam. Nie wie, że ta inna osoba nazywa się ,,mamą biologiczną’’, nie ma to znaczenia, bo oni nie mają i nie mieli żadnej relacji. Na Piotrku ten temat nie robi żadnego wrażenia, a Antek jest za mały, by to zrozumieć.

 

 

Myślisz, że maluchy będą chciały kiedyś poznać swoich biologicznych rodziców? 

Mają do tego prawo. Wydaje mi się jednak, że jedyną osoba, która może być w przyszłości ciekawa, kto ją urodził, będzie Gosia. 

 

 A Ty nie chciałabyś jej zobaczyć?

Szukałam jej kiedyś na Facebooku, ale bezskutecznie. Chciałam ją zobaczyć, choć nie wiem, czy chciałabym ją poznać. Jestem jej bardzo wdzięczna, dzięki niej mam dzieci, ale z drugiej strony – nie wiem, jakiej reakcji mogłabym się spodziewać. To jest obca kobieta, która zostawiła dzieci w szpitalu, nawet nie nadała im imion. 

 

Masz jakieś kompleksy z tego powodu? 

Żadnych. Mama to nie ta, która urodziła, ale ta, która wychowała. Jak kochasz, to kochasz. 

 

Co jest ważne podczas procesu adopcyjnego?

Bardzo ważne w adopcji jest wyłączenie litości, nie można adoptować z litości, to największy błąd, jaki przyszli rodzice mogą popełnić. Decyzja o adopcji musi być bardzo przemyślana i świadoma. Nie ma odwrotu, pojawia się dziecko, odpowiedzialność na całe życie. W adopcji ważna jest też tolerancja, biorąc dziecko akceptujemy całą jego przeszłość i nie ma tu miejsca na żadne „ale”, ono do nas przychodzi z czymś. I to ,,coś’’ to jest jedyne co ma z poprzedniego życia. Z jednej strony my rodzice chcemy zacząć od nowa, a z drugiej strony już historia się zaczęła bez nas. To bardzo trudne, ale wiem, że jesteśmy mądrymi ludźmi i razem z mężem sobie świetnie poradzimy. Takie dzieci jedyne czego potrzebują, czego są spragnione, to miłości, wręcz jej nadmiaru.

 

Niestety często adopcja kojarzona jest z tak zwanym ,,genem zła’’. 

Rozumiem obawy ludzi, ale to wszystko jest wyłącznie brakiem wiedzy i mocno krzywdzące dla dzieci. Rozmawiałam z panią pediatrą na temat genów i zapytałam, czy geny dają nam predyspozycję do pewnych zachowań. I odpowiedziała mi tak: geny są ważne, ale w dziedziczeniu chorób i w wyglądzie. To, czy wasze dziecko będzie dobrze wychowane, czy źle, to już wasza odpowiedzialność i rola, niestety łatwiej jest zwalić na geny. To są jej słowa, są dla mnie jak Biblia.  

 

To Wy wybraliście dzieci, czy to dzieci wybrały Was?

To działa w dwie strony. Ktoś tam na górze siedzi i nieźle tą adopcją kręci. Ale faktem jest, że ja sama znalazłam nasze maluchy. 

 

Jak to sama znalazłaś swoje dzieci?

Pojechaliśmy do domu dziecka, bo jednym z elementów kursu przygotowawczego było szkolenie na rodzinę zastępczą i staż w rodzinnym domu dziecka. Poszłam na salę noworodków. Siostra zakonna, która tam pracowałą, nie chciała mi pozwolić tam wejść, bo nie byłam uprawniona. Stanęłam i powiedziałam: albo wchodzę na noworodki, albo w ogóle nigdzie nie idę. Pamiętam, że dano mi do potrzymania kilkutygodniowego chłopca, gdy przyszła jedna z opiekunek i zapytała, czy nie chcę bliźniaków, bo akurat są szykowane do adopcji. Zapytam, jaka data urodzin. 21 stycznia – jak mój tata. Bez namysłu poszłam zobaczyć Gośkę, bo Piotrek był wtedy w szpitalu, złapał rotawirusa. Pierwsza myśl – to moja córka. Pobiegłam do Łukasza i mówię: słuchaj, znalazłam nasze dzieci. Najśmieszniejsze jest to, że w tym czasie, gdy ja mówiłam Łukaszowi o naszych dzieciach, właśnie one były przygotowywane do adopcji, dla nas!  Wybrane dla nas, jako nasze dzieci, dokładnie w tym czasie. Znalazłam dzieci, które były dla nas przeznaczone. Magia. 

 

Często mówisz o magii!

W 2016 roku powiedziałam do męża, że chcę mieć jeszcze jedno dziecko, syna Antoniego. Chcę, by był spod znaku ryby. Łukasz był sceptyczny, ale ja wiedziałam swoje. Mówię – zobaczysz, będzie Antek. No i jest. W dodatku biologiczny brat bliźniaków. 

 

Pamiętasz, jak zobaczyłaś dzieciaki pierwszy raz? 

Jak pani w ośrodku adopcyjnym wniosła Piotrka, to wpadłam w histerię. Gosię widziałam już wcześniej, więc widok tego chłopczyka zadziałał na mnie bardziej. I on był taki malutki. Miał 6 miesięcy, a wyglądał na 3. Nie mogłam się uspokoić. Pani go trzyma i mówi: to twój syn, uspokój się, weź go na ręce! To było bardzo, bardzo wzruszające. Nazwałam Piotrka najsmutniejszym dzieckiem świata. Był bardzo smutny. 

 

A Gosia?

Gośka była uśmiechnięta, a Piotrek – smutek w oczach. Miał minę dziecka, które nie wierzy. Kilkumiesięczne dziecko z oczami dorosłego człowieka. On nie wierzył w to, co się dzieje. Nie chciał, żeby go przytulać, jakby się asekurował, jakby nie chciał się przyzwyczaić i potem rozczarować. Pozbawiony wręcz wiary i nadziei. Przez te miesiące w domu dziecka on się wyjałowił z emocji, zrobił się bierny. My czekaliśmy dlugich 7 lat, ale one też czekały, całe 6 miesięcy swojego życia. 

 

Kiedy uwierzył, że ma rodziców?

Jest takie zdjęcie, jak bliźniaki wpięte w foteliki leżą pod drzwiami naszego domu, w dniu, w którym zabraliśmy je na stałe. Tak bardzo uśmiechnięte. To było dokładnie 4 lata temu. 

 

Co jest takiego w adopcji, że oczy Ci się świecą, jak o niej mówisz?

To jak uzależnienie. Bardzo mocne przeżycie, którego nie może doświadczyć każdy, bo przecież nie każdy z ulicy może wejść do ośrodka adopcyjnego. To doświadczenie nie ma sobie równych. Trudne, choć piękne, pełne sprzecznych emocji. Czasem mi się wydaje, że jestem uzależniona od tych emocji. 

 

 

Co było najtrudniejsze?

Oczekiwanie. Nie wiesz, kiedy zadzwonią, czy to będzie chłopiec, czy dziewczynka. 

 

Mieliście wybór?

Pytają, czy chcesz niemowlę. Mówisz, że chcesz roczne dziecko. Wtedy pada pytanie – no dobrze, a jak będzie miało rok i tydzień, to też możemy zadzwonić? No tak, pewnie! A co, jeśli będzie miało rok i miesiąc, to też możemy zadzwonić? W ten sposób z roku robią się dwa lata. Sprawdzane są twoją granice. 

 

Dlaczego chcieliście adoptować niemowlę, a nie starsze dziecko? 

Chciałam tworzyć więź z naszym dzieckiem od pierwszych minut, pierwszych dni jego życia. Nie chciałam, by umknął mi pierwszy świadomy uśmiech, pierwszy ząbek czy pierwsza marchewka. Chcę mieć świadomy wpływ naszych zachowań i reakcji na nasze dziecko, od

samego początku.  

 

Mając taką wiedzę, jak teraz, adoptowałabyś starszaka?

Nie podjęłabym się adopcji starszego dziecka, nie potrafiłabym udźwignąć już tego, co ma zasiane w głowie. A nie chciałabym skrzywdzić takiego dziecka, tylko dlatego, że wydawało mi się, że kto jak kto, ale ja potrafię wszystko!  Staram się mierzyć siły na zamiary i stawiać sobie rozsądnie granice. 

 

 

Adoptowalibyście chore dziecko?

W adopcji nie ma zdrowych dzieci. Z reguły są to dzieci z rodzin dysfunkcyjnych. Mowa o patologii, narkotykach, alkoholu, innych uzależnieniach rodziców. Większość maluchów ma jakieś braki wynikające z niezaspokojenia ich podstawowych potrzeb. Są to dzieci z

dużą niedowagą, dzieci cofnięte w rozwoju emocjonalnym, w mowie. Wszystkie te

defekty wynikają z braku miłości, czasu, którego potrzebuje każde dziecko. Ośrodek zadaje pytanie: jakie dziecko jesteście państwo w stanie przyjąć do swojej rodziny? Mając na myśli chore, widzę też dzieci upośledzone umysłowo, takie też czekają na adopcję i bardzo trudno jest im znaleźć dom.

 

Jak Wasza rodzina przyjęła dzieciaki?

Zakochani po uszy, wszyscy, od razu. Mają fioła na ich punkcie, kochają je bardzo. 

 

Jak wygląda procedura adopcyjna?

Jest żmudna, a państwo polskie niestety nie pomaga, a wręcz utrudnia na każdym kroku. Żeby przystąpić do procedury adopcyjnej, trzeba przygotować ogromną ilość dokumentów. Ogromną! Niektóre pary już na wstępie, wiedząc, ile żmudnej pracy będzie ich to kosztować, rezygnują. Poddają się. Mówią: ,,Ok, to jednak weźmiemy 20-ste in vitro’’. 

 

Co trzeba zrobić na początku?

Etap pierwszy to zapisanie się na kurs adopcyjny. My z mężem czekaliśmy 9 miesięcy, zanim nas zapisano. Kurs prowadzony jest metodą PRIDE i w naszym ośrodku trwał 9 tygodni. Spotkania po 3,5 godziny, raz w tygodniu. Tematyka opiera się na poznaniu emocji, potrzeb, uczuć dziecka, na tworzeniu więzi z dzieckiem, ale i również na tworzeniu relacji ze współmałżonkiem.

 

Co jest wymagane na tym etapie?

Żeby móc przystąpić do kursu, wymagany jest odpowiednio długi staż małżeński, w katolickim ośrodku adopcyjnym uznają na przykład tylko ślub kościelny. W czasie trwania kursu pani z ośrodka odwiedza w domu przyszłych rodziców, by sprawdzić warunki mieszkaniowe.

 

Co potem?

Drugi etap, czyli oczekiwanie na kwalifikacje. Zbiera się komisja w składzie: dyrektor ośrodka, psycholog, pedagog i dyskutują, czy się nadajesz, czy nie. Głównym punktem,

który biorą pod uwagę, jest relacja z małżonkiem. Po pozytywnej opinii oczekuje się na TEN telefon. Że czeka na nas dziecko.  

 

Po jakim czasie dzwoni ten wyczekany telefon?

Najkrócej czeka się na dzieci powyżej 2. roku życia i rodzeństwa, ośrodki dbają o to, żeby

ich nie rozdzielać. Za co im cześć i chwała. 

 

Ile siły trzeba mieć, by przez to przejść? 

Mimo że zaczynasz nowy rozdział w życiu, droga, którą rodzice adopcyjni muszą przejść, jest długa i trudna. Nie każda osoba jest na tyle silna, by się na nią zdobyć. To jest procedura, która bardzo narusza Twoje poczucie godności osobistej, intymność. Gdy idziesz do sądu na ostateczną rozprawę, sędzia na głos czyta, że ,,Pani Justyna z powodu takiej i takiej niepłodności adoptuje…’’ Coś, co było powiedziane za zamkniętymi drzwiami ginekologa, o czym wiedziałaś tylko ty, ewentualnie mąż, jest przeczytane głośno, słyszane przez wiele obcych osób i zaprotokołowane. 

 

 

Jest coś, czego się boisz?

Boję się, że odniosę porażkę wychowawczą i zawiodę moje dzieci. Boję się pytań o rodzinę biologiczną, czy będę umiała stanąć na wysokości zadania i pokonać własne lęki, zazdrość, aby pomóc im w poznawaniu swoich korzeni, wspierać i być przy nich w tych zapewne trudnych chwilach.

 

Czujesz się bohaterką wiedząc, że stworzyłaś dom trójce niechcianych maluchów? 

Nie lubię słów „podziwiamy was”. Bardzo mnie to drażni i zawsze odpowiadam, że podziwiać można małpę w zoo, ja nie czuję się bohaterką, nie chcę, żeby ktokolwiek mnie podziwiał. Jestem mamą jak miliony innych. To nie jest heroizm czy litość, to jest moja droga do rodzicielstwa. Świadoma, przemyślana, trudna, z wybojami, ale prawdziwa i jedyna w swoim rodzaju.

 

 

ZDJĘCIA: Bogna Ekowska

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo