Change font size Change site colors contrast
Rozmowy

Mother-life balance według Oli Michalskiej

29 stycznia 2019 / Agnieszka Jabłońska

Aleksandra – rocznik ’89, kobieta, córka i wnuczka, żona inżyniera, a od lipca również mama Małgosi.

Z zamiłowania muzyk – obecnie turbo alt w kameralnym chórze żeńskim Rebelové. Dziewczyna, która bez śpiewu wariuje i nie lubi siedzieć w jednym miejscu, a w wolnym czasie przelewa myśli na klawiaturę. Ola, jesteś moją prywatną bohaterką i prawdziwą kobietą – tytanem. W ciąży pracowałaś na pełen...

Aleksandra – rocznik ’89, kobieta, córka i wnuczka, żona inżyniera, a od lipca również mama Małgosi. Z zamiłowania muzyk – obecnie turbo alt w kameralnym chórze żeńskim Rebelové. Dziewczyna, która bez śpiewu wariuje i nie lubi siedzieć w jednym miejscu, a w wolnym czasie przelewa myśli na klawiaturę.

Ola, jesteś moją prywatną bohaterką i prawdziwą kobietą – tytanem. W ciąży pracowałaś na pełen etat, śpiewałaś w zespole wokalnym, remontowałaś mieszkanie, organizowałaś przeprowadzkę, a później urządzałaś wasze rodzinne gniazdko. Pamiętam, że na dwa dni przed porodem, załatwiałaś ostatnie sprawy na mieście i trudno było złapać Cię nawet przez telefon. Jak wspominasz tamten czas?

Właśnie tak – w biegu. Wpadłam w szał „jak nie teraz to nigdy”. Szczerze powiem, że w końcu miałam czas na zrobienie rzeczy, które odkładałam czasami przez lata. Zawsze byłam osobą, która dużo załatwia i nie wyobrażałam sobie, aby to zmieniać, jeżeli mi tylko zdrowie pozwoli. Poza tym starałam się nie zwalniać gwałtownie tempa, bo bym zwariowała. Skupiłam się na tym, by jak najbardziej wykorzystać czas ciąży, ale oczywiście zwracając uwagę na swoje zdrowie. Nowym dla mnie odkryciem w ciąży było stwierdzenie „Nie chce mi się, nie mam siły” i nie robić na siłę, tylko rzeczywiście usiąść.

Co sprawiło Ci największą trudność po urodzeniu Małgosi? Czy zwolnienie nieco tempa było dla Ciebie wyzwaniem?

Trochę żartem, ale w ciąży też wychodziłam z założenia, że po urodzeniu dziecka będzie tak samo. W sensie, że jeżeli teraz usiądę, to się za bardzo przyzwyczaję do odpoczynku i gdy urodzi się dziecko, doznam szoku. Czy zwolniłam tempo? Nie. Po prostu zmieniłam priorytety i obiekt zainteresowań. Z zewnątrz może to wyglądać, że zwolniłam, w praktyce dalej biegam i robię, ale w czterech ścianach i z szefową na ramieniu.

Co poczułaś po powrocie do domu z Gochą? Czy łatwo Ci było odnaleźć się w roli Mamy? Jakie obszary Twojego życia wymagały największej zmiany?

Po powrocie do domu poczułam ulgę. Własne cztery ściany, mąż obok, własne łóżko. To już prawie namiastka normalności, ale tym razem we trójkę. Czy łatwo było się odnaleźć? Oczywiście, że nie. Mimo, że przygotowujemy się na przyjęcie dziecka, to nie ma prób. Nie da się dopiąć wszystkiego na ostatni guzik, zrobić na 100%. To jest nowy, osobny człowiek, ba, w pełni zależny od Ciebie. To chyba była największa zmiana i musiałam trochę oswoić się z tą świadomością.

Na ile Twoi bliscy byli i są dla Ciebie oparciem w tych– nie ukrywajmy – trudnych początkach macierzyństwa?

Miałam ogromne wsparcie ze strony dwóch najbliższych osób: mojego męża – Łukasza i mojej mamy. Mąż stał się moim bohaterem i jest nim do dziś. Mama służyła pomocą o każdej porze dnia i nocy, ale nie była w tym nachalna i szanowała to, że to my jesteśmy rodzicami tego maleństwa i możemy podejmować swoje decyzje i należy się z nimi liczyć. Dodatkowo wsparciem dla mnie byli przyjaciele, którzy są już rodzicami, ale też ci bezdzietni, którzy po prostu przeżywali ten czas razem z nami. Ogromnym wsparciem byli również dziadkowie Małgosi, którzy wykazywali ogromną troskę o całą naszą rodzinę.

Jak poradziłaś sobie z delegowaniem zadań? Czy przyszło Ci to łatwo, czy – tak jak rozmawiałyśmy – powierzenie opieki nad Małgochą było dla Ciebie łatwiejsze niż się spodziewałaś?

Na początku było ciężko, szczególnie jeżeli chodzi o opiekę nad Małgosią. Jednak przez to, że miałam operację (cesarskie cięcie) na początku zajmował się nią głównie Łukasz, przy drobnej asyście mojej mamy. Owszem przytulałam ją, karmiłam, ale niektóre rzeczy, takie jak zmiana pieluchy, należały do niego (oczywiście w miarę możliwości). Dzisiaj sądzę, że dzięki temu, nie ma w naszym rodzicielstwie „Zostaw, ja zrobię to lepiej”. Jesteśmy w tej równi na tyle, na ile to możliwe. Przez to odpowiedzialność i troska o Gochę dzieli się na pół i nie leży na barkach jednej osoby.

Jeśli chodzi o inne obowiązki, miałam problem z ich delegowaniem tylko na początku. Naprawdę nie ma w tym nic złego, że mąż przyniesie obiad od swojej mamy. Trzeba pamiętać, że w zdrowej relacji to nie jest przytyk „Bo nie umiesz gotować”, tylko to jest: „Ola, nie stój przy garach, tylko zjedz jak człowiek”. Co do powierzenia opieki – na początku było trudno, ale zdrowy rozsądek wygrał. Przykład: babcia (Twoja Mama) idzie na spacer do parku z Twoim dzieckiem. Jak to sobie tłumaczyłam? Po pierwsze, mam telefon przy sobie, po drugie to nie jest koniec świata, przecież park jest po drugiej stronie bloku, a po trzecie mama też wychowała dziecko. Pół godziny w zmianie opiekuna naprawdę córce nie zrobi różnicy, nawet dobrze wpłynie na nią, gdy popatrzy na inna osobę niż Ty. A Tobie? Te kilkadziesiąt minut zrobi ogromną różnicę. Zamkniesz oczy, w spokoju weźmiesz prysznic, albo ugotujesz obiad. A zapewniam, że wizja robienia tego w świętym spokoju i z możliwością walenia garnkami (bez stresu, że dziecko się obudzi) daje ogromną wolność.

Przez całą ciążę, aż do teraz masz wsparcie koleżanek, które same są mamami. Czy jest jakaś wspólna cecha – może nawet nie jedna – która Twoim zdaniem łączy współczesne Matki?

Nie zauważyłam jednej wspólnej cechy u wszystkich matek. Bardzo chciałabym jednak, aby taką wspólną rzeczą, która łączy matki była myśl, że szczęśliwa matka to szczęśliwe dziecko oraz świadomość, że dziecko oprócz nas ma dookoła (najczęściej) dużo innych osób. Często matki po urodzeniu maleństwa zapominają o tym, że jest to osobny byt. Dziecko uczy się tego że jest osobnym człowiekiem przez pierwsze trzy miesiące, a matki? Niektórym zostaje to nawet do 40 roku życia i nie zauważają, że ich dziecko może mieć własne życie, znajomych, innych ludzi dookoła.

Przed urodzeniem Małgosi w Twoim życiu było bardzo dużo miejsca na pasję – śpiewanie, spotkania z rodziną i ze znajomymi. Jak wygląda ta część Twojej rzeczywistości teraz? Wiem, że wróciłaś na próby zespołu, a niedawno brałaś wspólnie z koleżankami udział w konkursie, w którym zajęłyście rewelacyjne I Miejsce!

Tak, powrót do prób był dla mnie bardzo istotny. Muzyka jest istotnym elementem mojego życia, ale nie wiedziałam jak będę mogła to zorganizować. Planowałam wrócić na próby od stycznia, czyli gdy Małgosia będzie miała pół roku. Okazało się jednak, że mogłam znowu uczęszczać na próby już z początkiem sezonu. Zorganizowaliśmy to z Łukaszem tak, że Młoda nie odczuwa mojej nieobecności, a jeżeli coś by się działo, to ma zapas jedzenia i silne tatusiowe ramiona oraz mamę pod telefonem. Ogromnie cieszę się, że się udało, bo jest to dla mnie zarówno odpoczynek, jak i oderwanie głowy od codziennych obowiązków. Poza tym Rebelové to grupa naprawdę świetnych dziewczyn i bardzo by mi ich brakowało. Jesteśmy bardzo rodzinnym zespołem, a po godzinach naszych spotkań nie wyobrażamy sobie nie zapraszać i nie spędzać czasu w szerokim gronie, czyli wspólnie z naszymi chłopakami, narzeczonymi, mężami i dziećmi. I jak to w żeńskim chórze – jeszcze chwila i założymy przedszkole 😀

Małgosia ma teraz 4,5 miesiąca, wiem, że planujesz zostać z nią w domu co najmniej rok. Czy masz jakieś oczekiwania albo wyobrażenia względem pozostałych 8 miesięcy? Czy planujesz dalej rozwijać swoją pasję, a może będziesz chciała skoncentrować się nieco na swoim życiu zawodowym?

Na ten moment Małgosia jest dla mnie najważniejsza i zajmuje pierwsze miejsce w kwestii planów. Jeżeli będę miała taką możliwość, to będę chciała rozwijać się zarówno w kierunku swojej pasji, jak i w stronę życia zawodowego. Może będzie mi dane, aby to była jedna i ta sama droga. Oczekiwania? Dbanie o prawidłowy rozwój i czerpanie z każdej wspólnej chwili, bo one się nie powtórzą. I dalej pozostawanie sobą w miarę możliwości. Jednak to wszystko tylko w momencie, gdy nie będzie to kolidowało z planami naszej małej Królowej 😉

Co sądzisz o idei Mother-Life Balance, o której już trochę rozmawiałyśmy? Wspomniałaś wtedy, że gdy istnieją pewne uwarunkowania zdecydowanie łatwiej jest pozostać Mamą w Równowadze.

Mother-Life Balance jest bardzo ważny, a niestety podobnie do work-life balace, trudno go momentami zachować. Oczywiście, dziecko jest ważne i należy mu ustąpić pierwszeństwa w niektórych sprawach. Jednak warto o ten MLB walczyć, a przede wszystkim pozwolić sobie na niego. Widzę wiele matek, które w codziennym kołowrotku opieki zapominają o sobie, ale też pozwalają sobie o sobie zapomnieć. Nie mówią o tym, że potrzebują pomocy, bo same tę pomoc odrzucają. Najpierw nie pamiętają o sobie, a później wychodzą z założenia „Ja to zrobię najlepiej”. Naprawdę, nic się nie stanie, gdy ojciec dziecka zmieni pieluchę. Jeśli przy tym włoży ją na lewą stronę, to szybciej nauczy się na własnych błędach. Może i matka zrobi najlepiej, ale co z tego, jeżeli będzie sfrustrowana i znerwicowana? Trzeba też pamiętać, że jeśli nie otrzymujesz pomocy od partnera, to może należy o nią… poprosić? Niestety, ludzkość jeszcze nie opanowała w drodze ewolucji umiejętności czytania w myślach. 15 minut zabawy ojca z dzieckiem, to Twój spokojny prysznic, albo wypita ciepła kawa. To również relacja, którą dziecko nawiązuje z inną osobą niż Ty.

Jaka Twoim zdaniem powinna być współczesna Mama? Z jakimi zachowaniami i sytuacjami sama musiałaś się zmierzyć, żeby wszystko faktycznie pozostało w równowadze?

Słuchać swojej intuicji w wychowaniu i mówić o swoich potrzebach oraz odczuciach. A co zrobić, aby postępować i żyć w duchu Mother Life Balance? Podejść do wszystkiego z większym luzem i z nastawieniem: „Jeżeli się uda, to super”. Teraz obserwuję, że to jest najzdrowsze podejście. Jeżeli uda Ci się ugotować obiad przy maluchu, to super, jak nie, pizzeria obok jest czynna do godziny 22. Jeżeli uda Ci się wyjść na zakupy to również super, jeżeli nie, możesz zrobić zakupy przez Internet, i tak dalej i tak dalej. Kobiety stawiają sobie cele, układają plany w głowie, ale muszą pamiętać, że posiadając kilkumiesięczne dziecko, nie tylko one decydują o ich realizacji. Dlatego luz będzie powodował mniejszą frustrację. Należy również uczyć tego otoczenie. Pierwsza bariera jest w naszej głowie i same zarzucamy sobie chomąto, które jest najczęściej wyrażane słowem „powinnam”. Często od tego należy zacząć zmianę nastawienia – od odpuszczenia samej sobie, od wyluzowania. A jeżeli inni czegoś od nas wymagają i mają jakieś oczekiwania, to droga do udzielenia nam pomocy jest przecież wolna.

Czy jest coś, co chciałabyś przekazać dziewczynom, które właśnie trzymają w dłoniach wydruk pierwszego USG i tym, które czytają o Mother-Life Balance w szpitalu czekając na poród?

Tym które trzymają USG powiem „Gratulacje :)”. Tym które czekają na poród, po pierwsze: pamiętaj, że to jest Twoje dziecko i to Ty jesteś jego matką. Początki mogą być niezdarne, ale idziecie przez to razem. Po drugie: mów o swoich potrzebach i odczuciach. Mów, mów, mów. Nikt się nie domyśli, jeżeli mu nie powiesz. Po trzecie, nie wahaj się prosić o pomoc matki, teściowej, sąsiadki, koleżanki, a nawet.. uważaj bo Cię zdziwię… PARTNERA. Po czwarte, pamiętaj, ze matka to tylko jedna z Twoich ról. Jesteś również córką, partnerką, koleżanką i pamiętaj, aby dbać też o SIEBIE w tych wszystkich relacjach.

 

Rozmowy

Mother-Life Balance – nowe hasło, o którym musisz pamiętać

12 stycznia 2018 / Magda Żarnowska

Od Ciebie dowiedziałam się o haśle Mother-Life Balance.

Dotychczas upatrywałam go w mitycznym Work-Life Balance, ale być może szukałam nie tam, gdzie trzeba? O co chodzi? Przez ostatnich kilka miesięcy wałkowałam temat work life balance - w pracy, w domu, na blogu, czytałam o tym non stop. Nie żebym jakoś specjalnie była tym zainteresowana, ale zauważyłam, że inni są. I to bardzo! Gdyby...

Od Ciebie dowiedziałam się o haśle Mother-Life Balance. Dotychczas upatrywałam go w mitycznym Work-Life Balance, ale być może szukałam nie tam, gdzie trzeba?

O co chodzi?

Przez ostatnich kilka miesięcy wałkowałam temat work life balance – w pracy, w domu, na blogu, czytałam o tym non stop. Nie żebym jakoś specjalnie była tym zainteresowana, ale zauważyłam, że inni są. I to bardzo! Gdyby nie byli, inni by o tym nie pisali, prawda?  Z przekory pomyślałam o sobie, że sorry, ale z pracą radzę sobie doskonale. To macierzyństwo jest największym moim wyzwaniem. To tam idzie cała moja energia, najlepsze pomysły. W tamtą stronę kieruję to, co mam najlepszego. I też z tego macierzyństwa, jak każda mama, mam ochotę uciec, pójść po musztardę i wrócić za tydzień – tak bywam zmęczona, zirytowana i bezradna. Więc to nie work-life balance jest hasłem, które powinnyśmy wykuć na blachę. Przyszło mi do głowy hasło: Mother-Life Balance.

Czy to przypadkiem nie jest tak, że ludzie mają jakąś dziwną tendencję, żeby się zatracać w tym, co robią? Pracoholicy nikogo już pewnie nie dziwią, a czy są ludzie, którzy toną w macierzyństwie i potrzebują w tym pomocy?

Na pewno! Tu nie chodzi, moim zdaniem, o tonięcie w macierzyństwie, ale nieumiejętność znalezienia złotego środka. Czyli jak jestem matką, to taką na 200%, bez czasu dla siebie, bez myślenia o sobie i swojej przyszłości. Wydaje mi się, że w takiej sytuacji prędzej czy później zawsze przychodzi kryzys. Skąd wiem? Bo sama mam takie kryzysy non stop.   

Dlaczego macierzyństwo stanowi zagrożenie w tym zakresie?

Wszystko, co się robi bez umiaru, prędzej czy później odbija się czkawką. Samo złapanie życiowych proporcji jest bardzo trudne, a utrzymanie ich? Często niemożliwe. Samo macierzyństwo zagrożeniem nie jest haha, ale już brak w nim umiaru – tak. A przez brak umiaru rozumiem poświęcanie się, tworzenie sobie sztucznej misji, by skupić się tylko i wyłącznie na dzieciach, zapominając o tym, że jeszcze kilka lat temu było się młodą kobietą pełną ideałów, która chciała zmieniać świat, zrobić kurs na prawo jazdy i odwiedzić wszystkie europejskie stolice. Która nałogowo czytała książki, umiała wymieniać wszystkich polskich noblistów i chciała uczyć się włoskiego. A potem pojawia się mały człowiek, najukochańszy na świecie,  i co? Już nie ma tej kobiety, jest tylko mama. I oczywiście nie ma w tym nic złego, ale człowiek nie ma aż takich pokładów cierpliwości i miłosierdzia, żeby zapomnieć o sobie, swoich przyjemnościach i planach na 18 lat. Po jakimś czasie pojawia się frustracja, tęsknota, złość, zmęczenie. I poczucie, że się straciło czas. Albo gorzej – że świat o nas zapomniał. Ale ja miał pamiętać, jeśli bywa, że mamy same o sobie nie pamiętają?

Może nie zdajemy sobie do końca sprawy z tego, ale podświadomie możemy unikać tego czasu dla siebie czy też sytuacji, w której ktoś nam pomaga. Bo chcemy być najlepszymi mamami na świecie,  wydaje nam się, że gdy tą odpowiedzialnością się z kimś podzielimy to będzie oznaczało, że jesteśmy mamami na pół etatu, albo tylko trochę. Że sobie nie radzimy, skoro potrzebujemy pomocy, ciszy, spokoju. Że nie radzimy sobie, bo brakuje nam rąk, cierpliwości i motywacji. A komu tego nie brakuje? Kto nie potrzebuje czasu, w którym można po prostu nic nie robić, albo robić coś tylko dla przyjemności, nie z obowiązku?

To powiedz mi jeszcze, jak to zrobić? Bo przyznam szczerze, że często zapominam kupić chleb, idąc po chleb, a jak mam jeszcze pamiętać w tym wszystkim o sobie? Jak w swoim życiu znaleźć miejsce dla siebie?

Według mnie receptą jest hobby, pasja, robienie czegoś niekoniecznie dla pieniędzy, ale co doskonale zajmuje myśli, co nie wiąże się z rodziną, dzięki czemu poznaje się nowych ludzi. Ale też chodzi o to, by czasem postawić siebie wyżej. Czyli nie mam siły na robienie 100 pierogów, idę się położyć. Albo powiedzenie – od dziś wracam do pracy, bo jest mi to potrzebne, by czuć się dobrze ze sobą, więc nasz rodzinny plan dnia trochę się zmieni. Bo czemu mama ma być na szarym końcu układu rodzinnego? Ważny jest ten moment, gdy pozwalamy sobie chcieć. A chcieć to móc.

Trochę się boję, że teraz panowie pójdą na nas z widłami  😉 i kobiety, które odnajdują się w byciu mamą na pełen etat. Przypuszczam jednak, że to bycie w domu wszędzie wygląda trochę podobnie. Teoretycznie w domu posprzątane, codziennie obiad i pachnące ciasto, a wewnątrz często cicha rozpacz kobiety. Jak sobie z tym poradzić, żeby nie zwariować? Kiedy nie chcesz zmieniać całego modelu, ale coś nie pasuje?

Ale właśnie nie o to chodzi, by iść do pracy, kiedy ma się chęć i możliwość zostania w domu z dziećmi. Ale boję się takich sytuacji, gdy za 20 lat, matka dorosłych dzieci wymusza uwagę mówiąc, że tyle dla dzieci poświęciła, żałując, że nie jest już młoda. No i umówmy się – dzieci prędzej czy później wyprowadzą się z domu. I co wtedy?

Coraz bardziej lubię to Mother-Life Balance. Myślę, że zastanowienie się, czego brakuje pośród tego pachnącego ciasta i posprzątanego domu, jest ważne nie tylko dla kobiety, ale dla całej rodziny. Kto by chciał żyć z sfrustrowaną wariatką, która z dnia na dzień jest coraz bardziej smutna i traci w oczach blask?   

A co jeśli powrót do pracy nie jest wyborem, a koniecznością? I praca nie zagospodarowuje nam w głowie tego miejsca na samorealizację? Jeśli pracować musimy, a nie lubimy, tego co robimy? Wtedy czas “dla siebie” jest już wyjątkowo ograniczony.

To jest bardzo trudny temat, bo życia ogranicza nas jak może. Ale czasem tym wentylem bezpieczeństwa psychicznego jest samotny spacer albo pozwolenie sobie na to, by dzieci chodziły w niewyprasowanych ubraniach – co ja praktykuję od dawna. Jak dochodzę do ściany i czuję się jak w klatce własnego życia – choć nadal kolorowego, dobrego i szczęśliwego – rzucam wszystko, szukam ciszy, idę na łatwiznę, wychodzę z domu, idę z córką na frytki. Po prostu odpuszczam.  No przecież każdy potrzebuje się ponudzić czy nic nie robić. Pomyśleć w ciszy. Czy napić się, już słynnej wśród mam, ciepłej kawy.  Jeśli przeszkodą w wypiciu jej ma być zlew bez brudnych naczyń – zostawiam zmywanie na następny dzień.

Teraz tak mnie olśniło i popraw, jeśli się mylę. Mam wrażenie, że to jest w ogóle wyjątkowo kobiecy problem. Że faceci nie mają takich dylematów. Im faktycznie bliżej do pracoholizmu niż do zatracenia się w ojcostwie. Dlaczego jest tak, że matka nie może wypić ciepłej kawy ani pójść w samotności do łazienki, a w tym samym czasie ojciec jej dzieci może w spokoju (choć w systemie ratalnym) przeczytać książkę, opiekując się pod jej nieobecność tymi samymi dziećmi? Jak oni to robią? Co ja robię źle? Dlaczego jego dzieci są grzeczniejsze i bardziej samoobsługowe niż moje mimo, że to te same? Może szkopuł tkwi w wytyczaniu granic?

Kobiety po prostu się przejmują. Czują odpowiedzialność. Faceci jak chcą odpocząć, to odpoczywają. A kobiety? Mają w tym czasie milion rzeczy do zrobienia. Nie wiem, skąd to się bierze, ale to jest jedna z rzeczy, której powinnyśmy od mężczyzn się nauczyć. Oni umieją stawiać granice i mówić, czego chcą. My nie umiemy powiedzieć, czego potrzebujemy, szczególnie, jeśli koliduje to z planami męża czy dzieci. Może po prostu tak wygląda miłość w matczynym wydaniu? 🙂  

Faktycznie, na własnym przykładzie mogę potwierdzić, że to jest właśnie coś, czego najmocniej zazdroszczę mężowi. Potrafię się nawet na niego obrazić, że nie chodzi nerwowo po domu w poszukiwaniu zajęcia i potrafi zwyczajnie usiąść i odpocząć. Czyli jak? Postanowienie noworoczne? Jedyne czynione z pełną powagą? Pokochać samą siebie tak, jak swoją rodzinę? I poświęcać sobie sprawiedliwie czas?

Gdy wpadło mi do głowy hasło Mother-Life Balance, pomyślałam o stresie. Pogodzenie wszystkich życiowych ról jest zwyczajnie stresujące. Bo nie można mieć wszystkiego. Nie można być mamą na 100%, gdy jest się businesswoman na 100%. A przecież chciałoby się mieć i to, i to. I radość z bycia mamą, i radość z zawodowego sukcesu. Radość z super dnia z własnym dzieckiem, ale też radość ze spędzenia weekendu tylko ze swoim facetem. Łatwo wpaść w rozczarowanie sobą i swoim życiem – jak to nie daję rady być superwoman? Mother-Life Balance to idea mająca promować i motywować do szukania harmonii pomiędzy byciem mamą, a byciem sobą, czyli partnerką, businesswoman, dziewczyną, siostrą, córką, przyjaciółką, samotnikiem, duszą towarzystwa itp.

Czyli co trzeba robić, by żyć zgodnie z ideą Mother-Life Balance?

Wystarczy nie zapominać, że mama to też kobieta. I w jej życiu są sfery, które nie dotyczą jej macierzyństwa i że to wcale nie jest złe. Niech to, co robimy, uzupełnia się wzajemnie i dobrze na siebie wpływa. Wyzwania w pracy sprawiają, że w domu chcemy być najczulszymi mamami na świecie. Natomiast dzieci inspirują nas do tego, by fajnie żyć i pokazywać im, jak to sie robi, jednocześnie wyczerpują psychicznie tak, że trzeba po prostu odpocząć. To jest życie i trzeba znaleźć swój sposób na to, by codziennie wstawać z przyjemnością.

This error message is only visible to WordPress admins

Error: No connected account.

Please go to the Instagram Feed settings page to connect an account.

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo