Change font size Change site colors contrast
Rozmowy

Mother-life balance według Oli Michalskiej

29 stycznia 2019 / Agnieszka Jabłońska

Aleksandra – rocznik ’89, kobieta, córka i wnuczka, żona inżyniera, a od lipca również mama Małgosi.

Z zamiłowania muzyk – obecnie turbo alt w kameralnym chórze żeńskim Rebelové. Dziewczyna, która bez śpiewu wariuje i nie lubi siedzieć w jednym miejscu, a w wolnym czasie przelewa myśli na klawiaturę. Ola, jesteś moją prywatną bohaterką i prawdziwą kobietą – tytanem. W ciąży pracowałaś na pełen...

Aleksandra – rocznik ’89, kobieta, córka i wnuczka, żona inżyniera, a od lipca również mama Małgosi. Z zamiłowania muzyk – obecnie turbo alt w kameralnym chórze żeńskim Rebelové. Dziewczyna, która bez śpiewu wariuje i nie lubi siedzieć w jednym miejscu, a w wolnym czasie przelewa myśli na klawiaturę.

Ola, jesteś moją prywatną bohaterką i prawdziwą kobietą – tytanem. W ciąży pracowałaś na pełen etat, śpiewałaś w zespole wokalnym, remontowałaś mieszkanie, organizowałaś przeprowadzkę, a później urządzałaś wasze rodzinne gniazdko. Pamiętam, że na dwa dni przed porodem, załatwiałaś ostatnie sprawy na mieście i trudno było złapać Cię nawet przez telefon. Jak wspominasz tamten czas?

Właśnie tak – w biegu. Wpadłam w szał „jak nie teraz to nigdy”. Szczerze powiem, że w końcu miałam czas na zrobienie rzeczy, które odkładałam czasami przez lata. Zawsze byłam osobą, która dużo załatwia i nie wyobrażałam sobie, aby to zmieniać, jeżeli mi tylko zdrowie pozwoli. Poza tym starałam się nie zwalniać gwałtownie tempa, bo bym zwariowała. Skupiłam się na tym, by jak najbardziej wykorzystać czas ciąży, ale oczywiście zwracając uwagę na swoje zdrowie. Nowym dla mnie odkryciem w ciąży było stwierdzenie „Nie chce mi się, nie mam siły” i nie robić na siłę, tylko rzeczywiście usiąść.

Co sprawiło Ci największą trudność po urodzeniu Małgosi? Czy zwolnienie nieco tempa było dla Ciebie wyzwaniem?

Trochę żartem, ale w ciąży też wychodziłam z założenia, że po urodzeniu dziecka będzie tak samo. W sensie, że jeżeli teraz usiądę, to się za bardzo przyzwyczaję do odpoczynku i gdy urodzi się dziecko, doznam szoku. Czy zwolniłam tempo? Nie. Po prostu zmieniłam priorytety i obiekt zainteresowań. Z zewnątrz może to wyglądać, że zwolniłam, w praktyce dalej biegam i robię, ale w czterech ścianach i z szefową na ramieniu.

Co poczułaś po powrocie do domu z Gochą? Czy łatwo Ci było odnaleźć się w roli Mamy? Jakie obszary Twojego życia wymagały największej zmiany?

Po powrocie do domu poczułam ulgę. Własne cztery ściany, mąż obok, własne łóżko. To już prawie namiastka normalności, ale tym razem we trójkę. Czy łatwo było się odnaleźć? Oczywiście, że nie. Mimo, że przygotowujemy się na przyjęcie dziecka, to nie ma prób. Nie da się dopiąć wszystkiego na ostatni guzik, zrobić na 100%. To jest nowy, osobny człowiek, ba, w pełni zależny od Ciebie. To chyba była największa zmiana i musiałam trochę oswoić się z tą świadomością.

Na ile Twoi bliscy byli i są dla Ciebie oparciem w tych– nie ukrywajmy – trudnych początkach macierzyństwa?

Miałam ogromne wsparcie ze strony dwóch najbliższych osób: mojego męża – Łukasza i mojej mamy. Mąż stał się moim bohaterem i jest nim do dziś. Mama służyła pomocą o każdej porze dnia i nocy, ale nie była w tym nachalna i szanowała to, że to my jesteśmy rodzicami tego maleństwa i możemy podejmować swoje decyzje i należy się z nimi liczyć. Dodatkowo wsparciem dla mnie byli przyjaciele, którzy są już rodzicami, ale też ci bezdzietni, którzy po prostu przeżywali ten czas razem z nami. Ogromnym wsparciem byli również dziadkowie Małgosi, którzy wykazywali ogromną troskę o całą naszą rodzinę.

Jak poradziłaś sobie z delegowaniem zadań? Czy przyszło Ci to łatwo, czy – tak jak rozmawiałyśmy – powierzenie opieki nad Małgochą było dla Ciebie łatwiejsze niż się spodziewałaś?

Na początku było ciężko, szczególnie jeżeli chodzi o opiekę nad Małgosią. Jednak przez to, że miałam operację (cesarskie cięcie) na początku zajmował się nią głównie Łukasz, przy drobnej asyście mojej mamy. Owszem przytulałam ją, karmiłam, ale niektóre rzeczy, takie jak zmiana pieluchy, należały do niego (oczywiście w miarę możliwości). Dzisiaj sądzę, że dzięki temu, nie ma w naszym rodzicielstwie „Zostaw, ja zrobię to lepiej”. Jesteśmy w tej równi na tyle, na ile to możliwe. Przez to odpowiedzialność i troska o Gochę dzieli się na pół i nie leży na barkach jednej osoby.

Jeśli chodzi o inne obowiązki, miałam problem z ich delegowaniem tylko na początku. Naprawdę nie ma w tym nic złego, że mąż przyniesie obiad od swojej mamy. Trzeba pamiętać, że w zdrowej relacji to nie jest przytyk „Bo nie umiesz gotować”, tylko to jest: „Ola, nie stój przy garach, tylko zjedz jak człowiek”. Co do powierzenia opieki – na początku było trudno, ale zdrowy rozsądek wygrał. Przykład: babcia (Twoja Mama) idzie na spacer do parku z Twoim dzieckiem. Jak to sobie tłumaczyłam? Po pierwsze, mam telefon przy sobie, po drugie to nie jest koniec świata, przecież park jest po drugiej stronie bloku, a po trzecie mama też wychowała dziecko. Pół godziny w zmianie opiekuna naprawdę córce nie zrobi różnicy, nawet dobrze wpłynie na nią, gdy popatrzy na inna osobę niż Ty. A Tobie? Te kilkadziesiąt minut zrobi ogromną różnicę. Zamkniesz oczy, w spokoju weźmiesz prysznic, albo ugotujesz obiad. A zapewniam, że wizja robienia tego w świętym spokoju i z możliwością walenia garnkami (bez stresu, że dziecko się obudzi) daje ogromną wolność.

Przez całą ciążę, aż do teraz masz wsparcie koleżanek, które same są mamami. Czy jest jakaś wspólna cecha – może nawet nie jedna – która Twoim zdaniem łączy współczesne Matki?

Nie zauważyłam jednej wspólnej cechy u wszystkich matek. Bardzo chciałabym jednak, aby taką wspólną rzeczą, która łączy matki była myśl, że szczęśliwa matka to szczęśliwe dziecko oraz świadomość, że dziecko oprócz nas ma dookoła (najczęściej) dużo innych osób. Często matki po urodzeniu maleństwa zapominają o tym, że jest to osobny byt. Dziecko uczy się tego że jest osobnym człowiekiem przez pierwsze trzy miesiące, a matki? Niektórym zostaje to nawet do 40 roku życia i nie zauważają, że ich dziecko może mieć własne życie, znajomych, innych ludzi dookoła.

Przed urodzeniem Małgosi w Twoim życiu było bardzo dużo miejsca na pasję – śpiewanie, spotkania z rodziną i ze znajomymi. Jak wygląda ta część Twojej rzeczywistości teraz? Wiem, że wróciłaś na próby zespołu, a niedawno brałaś wspólnie z koleżankami udział w konkursie, w którym zajęłyście rewelacyjne I Miejsce!

Tak, powrót do prób był dla mnie bardzo istotny. Muzyka jest istotnym elementem mojego życia, ale nie wiedziałam jak będę mogła to zorganizować. Planowałam wrócić na próby od stycznia, czyli gdy Małgosia będzie miała pół roku. Okazało się jednak, że mogłam znowu uczęszczać na próby już z początkiem sezonu. Zorganizowaliśmy to z Łukaszem tak, że Młoda nie odczuwa mojej nieobecności, a jeżeli coś by się działo, to ma zapas jedzenia i silne tatusiowe ramiona oraz mamę pod telefonem. Ogromnie cieszę się, że się udało, bo jest to dla mnie zarówno odpoczynek, jak i oderwanie głowy od codziennych obowiązków. Poza tym Rebelové to grupa naprawdę świetnych dziewczyn i bardzo by mi ich brakowało. Jesteśmy bardzo rodzinnym zespołem, a po godzinach naszych spotkań nie wyobrażamy sobie nie zapraszać i nie spędzać czasu w szerokim gronie, czyli wspólnie z naszymi chłopakami, narzeczonymi, mężami i dziećmi. I jak to w żeńskim chórze – jeszcze chwila i założymy przedszkole 😀

Małgosia ma teraz 4,5 miesiąca, wiem, że planujesz zostać z nią w domu co najmniej rok. Czy masz jakieś oczekiwania albo wyobrażenia względem pozostałych 8 miesięcy? Czy planujesz dalej rozwijać swoją pasję, a może będziesz chciała skoncentrować się nieco na swoim życiu zawodowym?

Na ten moment Małgosia jest dla mnie najważniejsza i zajmuje pierwsze miejsce w kwestii planów. Jeżeli będę miała taką możliwość, to będę chciała rozwijać się zarówno w kierunku swojej pasji, jak i w stronę życia zawodowego. Może będzie mi dane, aby to była jedna i ta sama droga. Oczekiwania? Dbanie o prawidłowy rozwój i czerpanie z każdej wspólnej chwili, bo one się nie powtórzą. I dalej pozostawanie sobą w miarę możliwości. Jednak to wszystko tylko w momencie, gdy nie będzie to kolidowało z planami naszej małej Królowej 😉

Co sądzisz o idei Mother-Life Balance, o której już trochę rozmawiałyśmy? Wspomniałaś wtedy, że gdy istnieją pewne uwarunkowania zdecydowanie łatwiej jest pozostać Mamą w Równowadze.

Mother-Life Balance jest bardzo ważny, a niestety podobnie do work-life balace, trudno go momentami zachować. Oczywiście, dziecko jest ważne i należy mu ustąpić pierwszeństwa w niektórych sprawach. Jednak warto o ten MLB walczyć, a przede wszystkim pozwolić sobie na niego. Widzę wiele matek, które w codziennym kołowrotku opieki zapominają o sobie, ale też pozwalają sobie o sobie zapomnieć. Nie mówią o tym, że potrzebują pomocy, bo same tę pomoc odrzucają. Najpierw nie pamiętają o sobie, a później wychodzą z założenia „Ja to zrobię najlepiej”. Naprawdę, nic się nie stanie, gdy ojciec dziecka zmieni pieluchę. Jeśli przy tym włoży ją na lewą stronę, to szybciej nauczy się na własnych błędach. Może i matka zrobi najlepiej, ale co z tego, jeżeli będzie sfrustrowana i znerwicowana? Trzeba też pamiętać, że jeśli nie otrzymujesz pomocy od partnera, to może należy o nią… poprosić? Niestety, ludzkość jeszcze nie opanowała w drodze ewolucji umiejętności czytania w myślach. 15 minut zabawy ojca z dzieckiem, to Twój spokojny prysznic, albo wypita ciepła kawa. To również relacja, którą dziecko nawiązuje z inną osobą niż Ty.

Jaka Twoim zdaniem powinna być współczesna Mama? Z jakimi zachowaniami i sytuacjami sama musiałaś się zmierzyć, żeby wszystko faktycznie pozostało w równowadze?

Słuchać swojej intuicji w wychowaniu i mówić o swoich potrzebach oraz odczuciach. A co zrobić, aby postępować i żyć w duchu Mother Life Balance? Podejść do wszystkiego z większym luzem i z nastawieniem: „Jeżeli się uda, to super”. Teraz obserwuję, że to jest najzdrowsze podejście. Jeżeli uda Ci się ugotować obiad przy maluchu, to super, jak nie, pizzeria obok jest czynna do godziny 22. Jeżeli uda Ci się wyjść na zakupy to również super, jeżeli nie, możesz zrobić zakupy przez Internet, i tak dalej i tak dalej. Kobiety stawiają sobie cele, układają plany w głowie, ale muszą pamiętać, że posiadając kilkumiesięczne dziecko, nie tylko one decydują o ich realizacji. Dlatego luz będzie powodował mniejszą frustrację. Należy również uczyć tego otoczenie. Pierwsza bariera jest w naszej głowie i same zarzucamy sobie chomąto, które jest najczęściej wyrażane słowem „powinnam”. Często od tego należy zacząć zmianę nastawienia – od odpuszczenia samej sobie, od wyluzowania. A jeżeli inni czegoś od nas wymagają i mają jakieś oczekiwania, to droga do udzielenia nam pomocy jest przecież wolna.

Czy jest coś, co chciałabyś przekazać dziewczynom, które właśnie trzymają w dłoniach wydruk pierwszego USG i tym, które czytają o Mother-Life Balance w szpitalu czekając na poród?

Tym które trzymają USG powiem „Gratulacje :)”. Tym które czekają na poród, po pierwsze: pamiętaj, że to jest Twoje dziecko i to Ty jesteś jego matką. Początki mogą być niezdarne, ale idziecie przez to razem. Po drugie: mów o swoich potrzebach i odczuciach. Mów, mów, mów. Nikt się nie domyśli, jeżeli mu nie powiesz. Po trzecie, nie wahaj się prosić o pomoc matki, teściowej, sąsiadki, koleżanki, a nawet.. uważaj bo Cię zdziwię… PARTNERA. Po czwarte, pamiętaj, ze matka to tylko jedna z Twoich ról. Jesteś również córką, partnerką, koleżanką i pamiętaj, aby dbać też o SIEBIE w tych wszystkich relacjach.

 

Rozmowy

Polki niekompletne

30 kwietnia 2020 / Agnieszka Jabłońska

...kiedy tęsknota za dzieckiem rozwija się z czasem

Z moimi rozmówczyniami spotykamy się w modnej kawiarni i w ładnym mieszkaniu. Jemy razem słodki karmelowy popcorn na jednej z parkowych ławek i łapiemy się w biegu na biznesowy lunch. Jak o sobie mówią kobiety, które zgodziły się ze mną spotkać? Pozytywnie z uśmiechem, dużo i głośno, chętnie gestykulują, śmieją się. To świetny wstęp, ale później dochodzimy do słowa „bez”.

U każdej z nich obserwuję taką samą reakcję – milczenie. Jest chwila zawahania, zatrzymanie potoku swobodnie płynących myśli. „Tak – mówi w końcu pierwsza – żyję bez dziecka i coraz częściej czuję, że jestem niekompletna”.

Coraz starsze mamy Polki 

Granica wieku, w którym większość Polek rodzi swoje pierwsze dziecko, mocno się przesunęła. Obecnie, jak informuje mnie jedna z położonych, mamy ogromny rozstrzał. Na porodówkę przyjeżdżają tłumnie młode dziewczyny, później są pojedyncze przypadki, a kolejna nawałnica urodzeń ma miejsce wśród kobiet w okolicach trzydziestki. To nie powinno nikogo dziwić – 6 lat między skończeniem studiów a urodzeniem dziecka to czas, jaki mają Polki, by wejść na ścieżkę kariery, stać się specjalistkami, zdobyć umowę na czas nieokreślony lub ustabilizować własną firmę i iść na urlop macierzyński z poczuciem, że mają dokąd wracać. 

Kobiety, które chcą ŻYĆ

Jednak naciski na posiadanie dziecka ze strony społeczeństwa oraz bliskich są ogromne i często młode kobiety muszą dokonywać trudnych wyborów. Oczywiście da się pogodzić wychowanie dziecka z karierą zawodową, rozwojem osobistym, podróżowaniem i doświadczaniem życia. Co, jeśli jednak jakaś kobieta tego nie chce? Nie chce pracować aż do rozwiązania w trosce o swoje stanowisko pracy, nie chce jechać na wyprawę życia z wózkiem i zapasem pieluch, nie ma ochoty oddawać dziecka do dziadków co weekend, żeby poużywać życia? Co z kobietami, które mają inne plany, a jednocześnie żałują, że nie mogą się rozdwoić? Czy mamy prawo je potępiać?

#KAJA
gdy brakuje mężczyzny

Kaja zaprasza mnie na kawę do modnej kawiarni w centrum Łodzi. Pijemy wyśmienitą latte i gadamy o życiu, o jej firmie, która świetnie prosperuje, o nowym pracowniku, którego nareszcie mogła zatrudnić i o etacie wirtualnej asystentki, który właśnie stworzyła. Kaja ma 33 lata, jest właścicielką niewielkiej agencji reklamowej, którą prowadzi od niemal 7 lat. Jest śliczną kobietą: ma kręcone blond włosy, piegi i absolutnie niebieskie oczy. Co chwila się śmieje, a gdy to robi zakrywa usta dłonią dziecięcym gestem – zdecydowanie nie wygląda na twardą businesswoman. 

– Od liceum wiedziałam, że chcę pracować w reklamie. Oglądałam te wszystkie posty w telewizji, widziałam bilbordy na mieście i miałam poczucie, że umiem zrobić to lepiej. Dlatego poszłam na studia z marketingu i przez cały czas łapałam staże w agencjach, a z jedną nawet związałam się na parę lat. Jednocześnie mocno pracowałam nad moimi umiejętnościami, uczyłam się obsługi nowych programów, szlifowałam język angielski. Dzisiaj jest naprawdę fajnie, firma działa, pracuję jakieś 30 do 40 godzin w tygodniu, co jest miłą odmianą po latach zasuwania po 12 godzin codziennie. Mam ładne trzypokojowe mieszkanie, własny samochód, jestem niezależna finansowo. 

– To niesamowite, że już w tak młodym wieku miałaś pomysł na siebie! Ja w liceum miotałam się między byciem humanistką, a klasą mat-fiz. – obie się śmiejemy – Ok, Kaja, a jak Twoje plany macierzyńskie? 

– I tutaj Cię zaskoczę: nie mam żadnych – rozkłada ręce nad stolikiem – To znaczy, plany to ja mam, w tej chwili jest idealny moment na dziecko, ale nie mam żadnego faceta, który nadawałby się na ojca. Ostatnio myślałam nad wybraniem gościa, który będzie ojcem dziecka, tak wiesz, bez specjalnego związku, ale gdzieś we mnie jest ogromna potrzeba założenia rodziny – rosół w niedzielę, wspólne spacery, rodzicielskie rozmowy w sypialni. Spotkałam się z dwoma facetami, którzy byliby świetnymi mężami i ojcami. Jeden z nich oświadczył że on kategorycznie nie chce mieć dzieci do 40stki, a miał wtedy 28 lat. Mogłam poczekać, mama mi wypominała, że gdybym bardziej nad nim popracowała, ale… jak tak nie potrafię. Sama nie chciałabym związać się z osobą, która nie akceptowałaby mojego stylu życia, więc się rozstaliśmy. Drugi facet był świetny –  miał własną sieć restauracji, zaradny, przedsiębiorczy, szarmancki – c-u-d-o! Kochaliśmy się bardzo i chcieliśmy mieć rodzinę, ale okazało się, że on nie może mieć dzieci. Załamał się, zaczął pić. Wytrzeźwiał, zerwaliśmy. Życie potoczyło się dalej. Tak, żyję bez dziecka i coraz częściej czuję, że jestem niekompletna. Jeśli w ciągu 12 miesięcy nie znajdę idealnego kandydata na ojca  moich dzieci, to chyba skorzystam z innej opcji. – Kaja uśmiecha się smutno – Biologia nas współczesnych kobiet ewidentnie nie lubi – kończymy naszą kawę w milczeniu. 

#AMELIA
gdy przeważa troska o środowisko 

Amelia zaprasza mnie do swojego pięknego mieszkania w jednej z łódzkich kamienic. Pokoje w amfiladzie, wielkie okna, drewniana podłoga – miejsce jest tak samo magiczne jak jego właścicielka – joginka i weganka. Amelia ma 36 lat, ale wygląda na studentkę. Jest szczupła, ma krótkie czarne włosy, tatuaże na plecach i rękach. Siadamy wygodnie na miękkim dywanie, wspieramy się na puszystych poduchach, które zostały uszyte z tkaniny przywiezionej z Indii. 

– Moja mama już dawno straciła nadzieję i pewnie myśli, że jestem lesbijką. – Amelia puszcza do mnie oko – Wciąż podobają mi się faceci, chociaż zawsze zawieszę oko na pięknej kobiecie. Mam partnera, mama o nim nie wie. Jest Hindusem, pracuje w łódzkiej korporacji. Nie mieszkamy razem, on ma w Indiach żonę. Rodzice zorganizowali zaręczyny i ślub, gdy pojechał ostatnio do domu powiedzieć im o mnie. Poczułam się jak bohaterka filmów z Bollywood, miałam ochotę krzyczeć i tupać na środku pokoju, gdy do mnie zadzwonił. Teraz jednak cieszę się z tej sytuacji, bo z żoną będzie mógł mieć dzieci. – Amelia wzdycha i wypija łyk korzennej herbaty z mlekiem – Od dziecka uwielbiałam dzieci, opiekowałam się najpierw rodzeństwem, później pracowałam na świetlicy i z zuchami w harcerstwie. Chciałam być mamą, mieć gromadkę dzieci, dom z wielkim stołem, gwar w Święta Bożego Narodzenia… Później jednak w moim życiu pojawiła się joga, minimalizm i buddyzm. Zainteresowałam się cierpieniem, którego nie brakuje na naszej planecie i doszłam do wniosku, że nie chcę mieć dzieci. Człowiek już dość wykorzystuje Ziemię, niszczy jej zasoby, nasze dzieci będą musiały umiejętnie korzystać ze smętnych resztek i zadbać o klimat, inaczej nie przetrwamy tego. Decyzja, żeby wyjść poza moją potrzebę, poza mojego ego, które pragnęło dziecka, krzyczało o nie i obniżało moje poczucie wartości, jako kobiety była dla mnie bardzo trudna. Te wszystkie reklamy, plakaty, ciężarne koleżanki – w pewnym wieku wszystkie Twoje koleżanki są w ciąży albo już urodziły dziecko. To jest jak plaga, jak szarańcza, przewala się przez Twój rocznik, a Ty kucasz na podłodze i wkładasz sobie do ust pięść, żeby nie krzyczeć. Ale emocje są jak fale oceanu, one przychodzą i odchodzą i – Amelia uśmiecha się do mnie łagodnym ciepłym uśmiechem, a ja widzę, że moja rozmówczyni jest na zupełnie innym etapie rozwoju duchowego niż ja – można się do nich przyzwyczaić, zaakceptować je. Z czasem bolą o wiele mniej.

#KASIA
gdy mężczyzna nie chce dziecka 

Z Kasią widzimy się na krótkim lunchu biznesowym. Ma świetny kostium, krągłą figurę i zjawiskowe czarne włosy. Rozmawia szybko, jest konkretna. 

– Chciałam mieć dziecko, no pewnie. Dalej chcę zostać mamą, mam 29 lat całe życie przede mną – śmieje się – jest tylko jeden problem: mój facet. Jest rozwodnikiem, ma swoją córkę i nie widzi w swoim życiu miejsca na kolejne dziecko. Mamy impas i codziennie podejmuję od nowa decyzję, że chcę z nim być. Jest o wiele starszy ode mnie – ma 43 lata i byłby idealnym ojcem, to spokojny i ciepły człowiek, który dba o mnie i o swoją córkę, księgowy, ale uparty jak osioł. Nie wiem, czy go przekonam – Kasia elegancko kroi grillowaną pierś z kurczaka – wciąż próbuję, więc to chyba miłość, ale nie powiem Ci dzisiaj, na jak długo starczy mi tej miłości. Wiem, że może pojawić się coś takiego jak instynkt macierzyński i jeśli naprawdę go poczuję, to nie wiem, co wygra. Wolałabym nie musieć wybierać, ale nie wiem, czy jestem w stanie aż tak wpłynąć na mojego faceta. Podobno jego była żona zmusiła go do bycia ojcem, bo on nigdy nie chciał mieć dzieci. Uważam, że to nie fair wobec mnie, ale wiedziałam, na co się porywam. – Kasia wzdycha – Pewnie drugi raz podjęłabym tę samą decyzję – dzwoni telefon i Kasia pogrąża się w rozmowie biznesowej, a ja powoli kończę moją sałatkę z łososiem. 

#LIDKA
gdy pojawia się szansa na rozwój zawodowy i karierę

Lidka jest zadbaną zwyczajną dziewczyną, szczupła, ubrana na sportowo. Widzimy się w jej ulubionym łódzkim parku, siadamy na ławce, słońce przyjemnie grzeje nasze plecy. Lidka wyciąga z plecaka domowej roboty popcorn karmelowy i termos z kawą. 

– Wyszłam  za mąż z ogromnej miłości i wciąż czuję się niemal jak pierwszego dnia po ślubie. Mój mąż jest ode mnie starszy o pięć lat, jest prawnikiem, pracuje w porządnej kancelarii. Ja niedawno zmieniłam pracę. Po studiach zostałam zatrudniona w jego kancelarii na stanowisku asystentki sekretariatu i tak się poznaliśmy. Dopiero od kilku miesięcy pracuję, jako fotograf freelancer. Mogę sobie na to pozwolić, dzięki zaangażowaniu mojego męża, jestem szczęściarą – Lidka uśmiecha się – Fotografuję narzeczonych, młode pary i dzieci. Ta ostatnia część mojej pracy jest najtrudniejsza, a to właśnie ona pozwala mi utrzymać agencję i inwestować w sprzęt. Jest ogromne zapotrzebowanie na zdjęcia dzieci – nowonarodzonych bobasków, wzięcie mają fotki z chrzcin, i piękne fotografie młodych rodzin. Robię również zdjęcia ciążowe i widzę te wszystkie piękne dziewczyny z brzuszkami, to czasami aż mnie coś skręca w środku. Ostatnio po sesji długo płakałam, nie mogłam dojść do siebie. Mam 30 lat i bardzo chciałabym zajść w ciążę, przekonać się, że jestem zdolna dać życie. Czuję, że będę dobrą mamą, dużo spraw mam poukładanych w głowie i bardzo lubię dzieci. Umiem być  stanowcza – Lidka śmieje się – ale oboje z mężem doszliśmy do wniosku, że zainwestowaliśmy za dużo kapitału i mojego czasu i wysiłku, żebym miała teraz zawiesić moją firmę. Muszę poczekać. Jak długo? Nie wiem, rok, może dwa lata, może trzy. Dobrze byłoby zbudować stabilną pozycję marki na rynku – Lidka mimo sportowej kurtki i śmiesznej czapki z pomponem brzmi teraz jak prawdziwy rekin strategii – i może pomyśleć o jakimś asystencie, a co najważniejsze: wydłużyć zapisy na rok do przodu, żebym zdążyła po porodzie spokojnie wrócić do pracy, nie tracąc zleceń. To wszystko wymaga czasu – wzdycha – poza tym mój mąż wciąż nie jest przekonany, czy chce zostać ojcem. Mamy bardzo wygodne życie, gramy w tenisa, jeździmy na koncerty, dwa razy do roku odpoczywamy za granicą. Czasami to się zastanawiam, czy chciałabym z tego wszystkiego zrezygnować dla dziecka… Lidka milknie, a ja widzę, jak do kubka z kawą leci łza. Obejmuję Lidkę ramieniem, słońce powoli zachodzi w parku. 

Na koniec mojego cyklu spotkań spotykam się z Moniką. Przesympatyczna uśmiechnięta brunetka, bardzo szczupła o delikatnych rysach. Poznałyśmy się na zajęciach fitness. Monika ma 29 lat i pracuje w biurze rachunkowym. 

#MONIKA
gdy praca jest ważniejsza niż macierzyństwo

– zwolnienie ciążowe? U mnie w firmie nie ma o czymś takim mowy. Koleżanka zaszła w ciążę, poszła na L-4, następnie na macierzyński i szefowa sprytnie zachęciła ją do wzięcia urlopu wychowawczego, dziewczyna nie miała dokąd wracać. Bardzo mi jej było żal, bo to świetna księgowa, skrupulatna i fajna koleżanka, miła, nikogo nie obgadywała, nie układała się z nimi specjalnie, wiesz, jak to jest biurze, gdzie pracują same baby. – Monika wzdycha – Teraz ja jestem pod obserwacją, widziałam, jak szefowa taksowała mnie wzrokiem, jak ostatnio włożyłam luźniejszą sukienkę. Już ma braki kadrowe, jak ja zajdę w ciążę, to nie wiem, jak ona to ogarnie. Pensję mam nie najgorszą, z mężem doszliśmy do wniosku, że możemy jeszcze chwilę poczekać. Przecież teraz średnia wieku to jakieś 32 lata… – Monik zamyśla się i po chwili dodaje – Wiesz, tak naprawdę czuję się okropnie. Mamy mieszkanie, mąż ma super pracę, całkiem dobrze zarabia, a ja oddalam założenie rodziny, bo mi szkoda głupiej pracy. Tylko… boję się bardzo, że po ciąży zostanę bezrobotna, a mąż nas nie utrzyma w trójkę – wiem, bo to już liczyliśmy. Powinnam dawno odejść z tego biura i poszukać innego miejsca dla siebie, może pójdę do korpo, tam  przynajmniej można normalnie iść na L-4 i macierzyński, ale jak teraz zacznę nową pracę, to stałą umowę – o ile w ogóle – zobaczę za 2 lata. Bycie kobietą jest czasami do bani, naprawdę. – Monika zamyśla się, a osiedlowa kawiarenka powoli się wyludnia. Musimy iść, zaraz zamykają, jesteśmy ostatnimi gośćmi. 

# TY
gdy czujesz się szczęśliwa i nieszczęśliwa jednocześnie

Wszystkie moje rozmówczynie łączy uczucie bycia szczęśliwą i niekompletną jednocześnie. Zawsze uważałam, że same układamy ścieżkę, po której idziemy, wytyczamy jej kierunek oraz mamy wpływ na strukturę. Z wiekiem jednak coraz boleśniej dogania nas ciężar konsekwencji wcześniej dokonanych wyborów. 

Może należało poczekać ze zmianą pracy, przejść wcześniej z małej firmy do korpo, zmienić partnera, wyjechać do innego miasta i zacząć studia nieco wcześniej niż w wieku 28 lat? Lubię myśleć, że to, co się stało działo się w jakimś celu. Myślę, że tak właśnie miało być, a życie codziennie nas zaskakuje i robi miejsce na nowe doświadczenia – cenną lekcję rozwoju osobistego, spełnienie marzenia, czy małe tęsknoty. To wszystko składa się na obraz tego, kim jesteśmy dzisiaj. 

Chcę Ci powiedzieć, że dzisiaj jesteś sobą bez dziecka i jutro również będziesz sobą, jako mama. Pewnie Twoje życie wywróci się do góry nogami i nic nie będzie takie samo. Co nie znaczy, że dzisiaj jesteś niekompletna! Jesteś teraz najlepszą wersją siebie i jako mama też będziesz. A gdy spełni się Twoje marzenie i ziści jedno z największych pragnień, to pamiętaj o sobie,  o #motherlifebalance! 

 

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo