ZA DARMO
Change font size Change site colors contrast
Rozmowy

Po co rozmawiać ze swoim dzieckiem o pandemii?

7 grudnia 2020 / Emilia Pryśko

Marta to nauczycielka mojej córki.

Mam do niej zaufanie, podoba mi się, jak pracuje z dziećmi, jak je traktuje, widzę, że do niej lgną, że praca nie jest dla niej przykrym obowiązkiem. Chcę ją zapytać o pracę w przedszkolu, także teraz, w czasie pandemii oraz o to, czy czeka na święta.

Marta wita mnie w przytulnym mieszkaniu, częstuje zimową herbatą z pomarańczami i domowym ciastem bananowym. Jest spokojnie, gra cicha muzyka. 

Partnerem naszej rozmowy jest marka Luksja. Zapraszamy! 

 

Marta, lubisz, jak się mówi o tobie przedszkolanka?

Nie.

No właśnie, tak myślałam. A jak powinno się mówić?

Nauczycielka. Wszystkie moje koleżanki, które pracują w przedszkolu, wolą jak się o nich mówi nauczycielki, a nie np. ciocie. Niektórzy rodzice bardzo lubią, jak dzieci mówią do swoich nauczycielek „ciocia”. To jest pewnie jakaś naleciałość ze żłobka.

Masz rację.

Żłobek ma inne funkcje, panie są tam nie tylko nauczycielkami, ale przede wszystkim opiekunkami. Rodzice, żeby ułatwić dziecku wejście w życie przedszkolne, żeby czuło się ono bardziej bezpieczne, używają w stosunku do Pań w przedszkolu tej znajomej formy „ciocia”. Niektóre panie się nie obrażają, mówią, że to ok i dobrze się z tym czują. Ja jednak wolę, jak się mówi o mnie nauczycielka. 

A to nie jest tak, że się trochę bagatelizuje rolę pani przedszkolanki, a inaczej podchodzi do pani nauczycielki?

Właśnie. Wbrew pozorom przedszkole to jest bardzo ważny okres w życiu każdego człowieka. Tam uczymy się niezbędnych rzeczy, od załatwiania podstawowych potrzeb fizjologicznych, komunikacji, po pisanie i czytanie. Całe nasze życie bazuje na tym, czego nauczyliśmy się przez pierwszych 7 lat życia, także jeśli chodzi o rozpoznawanie swoich emocji.

 

 

Wyobraźmy sobie dziecko, które przychodzi do przedszkola totalnie nieśmiałe, zamknięte, przestraszone, nie komunikuje się. To przedszkole zmusza do przełamania barier, do nawiązania kontaktu, do rozpoczęcia komunikacji. Przedszkole jest takim etapem przejściowym, przygotowującym dziecko na stresy szkoły.

Tak. Na szkołę życia. W domu dziecko czuje się bezpiecznie, w otoczeniu, które zna, jest blisko rodziców. Nasza droga jednak jest taka, że z tego domu musimy kiedyś wyjść, idziemy do przedszkola i tam spędzamy większość dnia, kiedy rodzice są w pracy. Spędzamy ten czas w grupie, gdzie każde dziecko jest inne, gdzie są konflikty, które trzeba nauczyć się rozwiązywać. Dzieci uczą się empatii, funkcjonowania w grupie. To są bardzo ważne kwestie, które mocno wpływają na dalsze, poprzedszkolne życie. Tak, jak do 18 roku życia na pewno nauczymy się wycinać nożyczkami czy pisać ładnie literki, tak pierwsze lata są najważniejsze, żeby zdobyć podstawowe kompetencje społeczne. 

Marta, lubisz swoją pracę? 

Lubię. Lubię swoją pracę, bo widzę jak dzieci rosną, uczą się, jak radzić sobie w różnych sytuacjach. To jest ten etap, kiedy przekazuje się dzieciom wartości, uczy się rozwiązywać konflikty, uczy się relacji z drugim człowiekiem i uczy się siebie. Jest mnóstwo różnych tematów, gdzie lubię przemycać dzieciom wiedzę na temat ich samych, na temat emocji, jak je rozpoznawać, jak sobie z nimi radzić.

Podoba mi się Twój wyraz twarzy, gdy o tym mówisz. Widzę, że naprawdę to czujesz. A teraz z drugiej strony – czy lubisz wszystkie dzieci? 

Tak, lubię. Jednak z jednymi pracuje się lepiej, a inne wymagają więcej czasu i zaangażowania, bo każde dziecko jest inne. One uczą się od nas, ale my uczymy się również od nich. Nawet jeżeli czasem pojawiają się trudniejsze emocje, staram się je zrozumieć i kontrolować. Jeśli dorosły nauczy się czytać dziecięce emocje, zrozumie jego reakcje, wtedy te negatywne emocje naprawdę się minimalizują i wszystkim żyje się łatwiej.

Czy w swojej pracy miałaś udział w takiej wyraźnej przemianie dziecka, kiedy przyszło niechętne, zamknięte, a po 2-3 latach ten sam przedszkolak był nie do poznania?

Wiesz co, ja tutaj nie chcę sobie przypisywać jakichś sukcesów, nie chcę też opisywać konkretnych dzieci. Wychodzę z takiego założenia, że jeśli stworzy się fajną atmosferę dzieciom, to one same się otwierają. Dzieci, które są bardziej zamknięte, nieśmiałe, potrzebują więcej czasu aby poczuć się bezpiecznie i obdarzyć nas zaufaniem. Czy to jest moja zasługa? W pewnym sensie tak. Tutaj liczy się atmosfera, jaką stworzymy dzieciom, więc tu jest nasza duża rola. To zaufanie jest bazą, bez zaufania do nas, bez poczucia bezpieczeństwa, dzieci nie mogą w pełni wyrażać siebie.

Tutaj super przykładem jest to, jak dzieci zachowują się przy matkach. Zazwyczaj jest tak, że przy matkach dzieci są bardziej płaczliwe, bardziej jęczące, poirytowane, wychodzą z nich trudne emocje. Niektórzy powiedzą, że przy mamach dzieci są niegrzeczne. Ja unikam słowa niegrzeczny, bo to zachowanie, które nam, dorosłym, może nie odpowiadać, a wynika ono z emocji, z którymi dzieci nie potrafią sobie poradzić. Dzieci zachowują się tak, jak w danym momencie czują. Przy matkach dzieci czują się najbezpieczniej, czują, że mogą swobodnie odreagować wydarzenia całego dnia. Zazwyczaj jest tak, że odbieramy dziecko z przedszkola, wracamy do domu, zmęczeni i właśnie wtedy przychodzi nam stawić czoła tym trudnym emocjom, ale musimy sobie zdać sprawę, że dziecko potrzebuje uwolnić swoje emocje, kumulowane przez cały dzień w przedszkolu, gdzie panują pewne reguły, jednakowe dla wszystkich, a otoczenie, które zna i w którym czuje się bezpiecznie jest najlepszym do tego miejscem.

To nie jest proste.

To jest nasza praca, to my musimy sobie to poukładać, zdać sobie sprawę z mechanizmów, z tego, dlaczego dzieci reagują w pewien sposób, jak pracuje ich mózg. Jeśli to zrozumiemy, będzie nam się żyło łatwiej.

Musimy też rozmawiać, zadawać pytania. Mam synka, wiem jak to jest, jak po całym dniu w pracy i w przedszkolu wracamy do domu, wyzuci z energii, marzymy tylko o odpoczynku w ciszy. Musimy pamiętać, jako rodzice, że wtedy nasze dziecko nas najbardziej potrzebuje, zadaje nam dużo pytań, zachęca do zabawy, chce od nas więcej i więcej uwagi. Dorośli, to jest nasza rola, jako dorosłych, musimy sobie to w głowie poukładać, znaleźć na to nasz własny sposób.

To prawda, każda rodzina powinna mieć swój własny system. Tak, by zachować #motherlifebalance, ale też odpowiedzieć na potrzeby dzieci. 

Nasze dzieci naprawdę dużo rozumieją, a my musimy z nimi rozmawiać. Musimy dać im odreagować, wypłakać się, jeśli potrzebują. Tylko miłością tutaj możemy zadziałać. Nic więcej nie jest potrzebne.

Tak właśnie reagujesz na zachowania syna?

Staram się. Ostatnio zrobił aferę o skarpetki, nie mógł się zdecydować, nie wiedział, które założyć. To była totalna, wieczorna afera. Płacz, ryk, sprawa wielkiej wagi. Mi się chciało, szczerze mówiąc, śmiać, wiedziałam, że jest zmęczony, zaciskałam zęby, żeby nie poczuł, że bagatelizuję problem. Przytuliłam go, żeby poczuł, że jestem z nim w tym problemie. Rozmawialiśmy, które skarpetki pasują bardziej do butów, które do spodni. Trzeba rozmawiać, poważnie. Zawsze powtarzam, że nie ma takiego problemu, którego nie potrafilibyśmy rozwiązać.

Po prostu Psi Patrol (śmiech), nie ma problemu, którego nie rozwiążemy! 

Ekstra. Widzisz, treści przemycane w bajkach są bardzo mądre. Ja powtarzam to jak mantrę, mam nadzieję, że mu się to zakoduje. Nie ma takiego problemu, którego nie moglibyśmy rozwiązać. Czasem jest trudno poważnie traktować dziecięce problemy, ale trzeba się starać. Dzieci są naszym lustrem. Wkurza nas w dzieciach to, co wkurza nas w sobie. 

 

 

A kontynuując temat trudnych emocji, czy zauważyłaś w przedszkolu jakieś wzmożone trudne emocje u dzieci na tle pandemii? Czy odreagowują te wydarzenia, którymi żyją rodzice?

Dzieci są bardzo dobrymi słuchaczami i nawet, jak nam się wydaje, że nie słyszą, to słyszą i kodują. Oczywiście, że zauważam te trudne emocje. Dzieci je oswajają – od śmiesznych nazw jak “korona na wirusie”, po rysunki. Widziałam nawet bajki na YouTube. 

One się przejmują?

Przejmują się. Widzą tych zamaskowanych ludzi, czują ograniczenia, bo przedszkola inaczej funkcjonują, tryb życia ich rodziców i rodzeństwa się bardzo zmienił. Często w domach czuje się stres z powodu zmian. Dzieci słyszą rozmowy rodziców, a temat pandemii jest od wielu miesięcy wiodący. Trzeba wziąć pod uwagę, że dzieci przetwarzają to po swojemu, często też demonizują to, czego nie rozumieją. My potrafimy informacje przecedzić, zrozumieć, dzieci otrzymują informacje szczątkowe, np. liczby ofiar, zachorowań, ton, którym się mówi –  i na ich podstawie tworzą obraz tego, co się dzieje. To widać w zachowaniu dzieci. 

I wrócę do tej potrzeby spokoju i ciszy po przyjściu z pracy. Gdy przedszkolne dziecko nas długo nie widziało, rzuca się na nam na szyję, to jest potrzeba bliskości, coś normalnego. Natomiast w dobie pandemii jesteśmy zmuszeni do utrzymania dystansu społecznego. Dzieci, choć teraz więcej czasu spędzają z rodzicami, chcą jeszcze więcej tego czasu, potrzebują jeszcze więcej uwagi, bo sytuacja jest dla nich nowa i niezrozumiała.

Dlatego tak jest?

Bo dla dziecka rodzic = bezpieczeństwo. I one w obliczu tych wydarzeń jeszcze bardziej potrzebują bezpieczeństwa i dobrych bodźców. Musimy sami sobie opracować system, żeby dać dzieciom tyle uwagi, ile potrzebują, a jednocześnie nie zaniedbać swoich obowiązków. 

A ty czujesz się bezpiecznie w pracy? Masz przecież kontakt z dziećmi, rodzicami, innymi pracownikami przedszkola.

Nie, nie boję się chodzić do pracy. Ja sobie to ułożyłam w głowie, że po części mamy wpływ na to, co się dzieje, możemy dbać o higienę, przestrzegać zasad, dbać o odporność przez suplementację, przede wszystkim witamina D3 i C, która jest u nas na porządku dziennym w dużych dawkach.

Muszę kupić.

Koniecznie. Ja, żeby nie zwariować, dodatkowo postanowiłam, że nie będę się nadmiernie izolować w domu, bo ruch na świeżym powietrzu to jest to, co daje nam odporność. Myję ręce, to przede wszystkim. Mydło u nas schodzi litrami, moje dziecko samo sobie wybiera mydło, jakie chce, które mu pasuje obrazkiem czy zapachem, żeby uprzyjemnić mu to częste mycie rąk. Teraz wybrał sobie świąteczne mydło Luksja z reniferem. Nikoś ma już taki nawyk, że po przyjściu do domu i zdjęciu butów od razu leci do łazienki umyć ręce. I to działa, bo jesteśmy zdrowi, pomimo dość ryzykownego środowiska, jakim są przedszkola. Myślę, że to dbanie o odporność i mycie rąk to jest cudowny środek, który się u nas super sprawdza. Nie dajmy się zwariować, dbamy o siebie, nie mamy na wszystko wpływu, musimy znaleźć radość w tej rzeczywistości. 

 

 

Chcę zapytać o rodziców dzieci. Zauważyłaś, że rodzice się inaczej zachowują, inaczej traktują przedszkole, mają mniejsze czy większe zaufanie? Pandemia mocno wam utrudniła pracę.

Tak. Życie w przedszkolu się bardzo zmieniło. Wszystko jest oklejone foliami, nie ma dywanów, dzieci nie mogą przynosić swoich zabawek, co jest dla nich bardzo trudne. Jak nie mogą przynieść zabawki choć raz w tygodniu, to mocno to odczuwają. Kiedyś było można, dzisiaj nie. Trudno im do tego przywyknąć.


Widziałam te zdjęcia – dzieci bawiące się na folii, ograniczona ilość zabawek, bez leżakowania. 

To nie są przyjemne kwestie, one zaburzają poczucie bezpieczeństwa. Jeśli chodzi o nas, to pracuje się trudniej, bo jednak te obostrzenia dają się we znaki. Rodzice też dotkliwie to odczuwają. Nie mogą pomóc dzieciom w szatni zdjąć kurtkę, żadnych przytulasków pod salą i buziaków na do widzenia. Rodzice tak samo to przeżywają, tym bardziej, jak jest to ich pierwsze dziecko.

Są dzieci, które bezproblemowo wchodzą w nową rzeczywistość, a są takie, którym jest ciężej, które nie są do końca emocjonalnie gotowe, które potrzebują więcej wsparcia. Wiadomo, że dziecko jest bezpieczne, że w sensie fizycznym nie dzieje mu się krzywda, ale emocje dziecka to inna sprawa. Tego przytulasa mamusiowego nie da rady niczym zastąpić.

Wymuszony dystans społeczny nie wpływa dobrze na dzieci. Dzieci powinny uczyć się, jak społecznie współdziałać, a my ich musimy uczyć dystansu.

Nie myślałam o tym w ten sposób, to brzmi wręcz przerażająco. A ja tutaj chcę zmienić temat o 180 stopni. Wiem, że lubisz święta.

Uwielbiam

Czekasz na grudzień.

Czekam (śmiech). Tak, uwielbiam święta i celebruję je cały grudzień. Jest początek grudnia, a ja już ustawiam ozdoby. 

Ale choinki jeszcze nie masz!

Myślę, że w przyszłym tygodniu już będzie, taka w donicy. Wyznaję zasadę, że ten fantastyczny, ciepły klimat celebruje się cały grudzień. To czas, kiedy cieszę się zapachem pomarańczy, mandarynek, herbatą z miodem, widokiem choinki i tą fajną ciepłą atmosferą.

I odpoczywasz od przedszkola i stresów.

Tak, zazwyczaj biorę sobie urlop w tym okresie świątecznym, żeby wykorzystać ten czas. A pandemia? Staram się żyć normalnie, nie dam się zwariować! 

 

________________________________________

Partnerem naszej rozmowy z Martą jest marka Luksja.

Rozmowa i zdjęcia: Emilia Pryśko

 

Ciało

Masaż twarzy i facetaping. Rozmowa z Anetą Hregorowicz-Gorlo

13 stycznia 2021 / Monika Pryśko

Poznajcie Anetę Hregorowicz-Gorlo, kobietę, która w swojej Akademii uczy, jak się masować, by mieć zdrowe i piękne ciało, a szczególnie witalną, łagodną i promienną twarz.

Przez lata zgłębiała tajniki masażu, by połączyć je z niekonwencjonalnymi metodami, jak stawianie baniek na twarz, czy wykorzystywanie taśm kinezjologicznych, które zazwyczaj stosuje się w kontuzjach i rehabilitacji ciała. 

 

Powiedz, gdzie uczyłaś się masażu? Wyobrażam sobie te godziny szkoleń! 

Od wielu lat interesuję się masażem, zgłębiam tajniki, czytam, oglądam, a ostatnimi laty doszły do tego wyjazdy, szczególnie na Wschód. Rosja, Ukraina, Łotwa słyną z kultury masowania. Kiedy skończyłam studia ponad 10 lat temu, nauczanie masażu opierało się na podstawowych informacjach. Moja ciekawość anatomii twarzy, naszego naturalnego  potencjału do samoodnowy, motywowała mnie do poszukiwań, dlatego stawiałam sobie nowe wyzwania w poszukiwaniu nowej dla mnie wiedzy i łączenia jej właśnie z dziedziną kosmetologii, naturoterapii, psychobiologii i ekologicznego stylu życia. Na mojej drodze stanęło wówczas wielu wspaniałych ludzi, od niezwykłych lekarzy, osteopatów, po masażystów i naturoterapeutów, którzy pokazali mi, że skóra i jej zewnętrzne piękno to wynik wewnętrznego zdrowia.

 

To brzmi wręcz mistycznie, choć przecież wiem, że nie jest to wiedza tajemna.  Zastanawiam się więc, dlaczego nie mówi się o tym głośniej i dlaczego masaż nie jest dla nas tak naturalny, jak być powinien. 

Byliśmy pochłonięci nową technologią, urządzeniami, odkrywaniem ekspresowych kuracji upiększających, zafascynowani szybkim działaniem niektórych technik. Gabinety kosmetyczne inwestowały w nowe sprzęty, które gwarantują piękną, młodą, jędrną skórę. Natomiast te manualne terapie zostały odstawione na bok, ale one były zawsze, nie są żadnym odkryciem.Teraz natomiast przeżywają renesans. 

 

Czy to znaczy, że zamiast botoksu kobiety powinny inwestować w częstsze wizyty w gabinetach masażu? 

Jako naturoterapeutka i kosmetolog holistycznie patrzący na nasze ciało, cenię sobie naturalne metody. Nigdy nie byłam przeciwna medycynie estetycznej, nawet sama próbowałam w swoim życiu wielu propozycji, jakie nam daje świat medycyny i kosmetologii estetycznej. Jednak to, co jest bardzo ważne, to zdrowy rozsądek i umiar. Zaufanie naszej naturze, zaufanie temu, co nas od środka zasila i wzmacnia. Twarz ostrzyknięta botoksem, przez wiele lat poddana ,,paraliżowi” zamienia się w maskę, a jej skóra, przez brak odpowiedniego krążenia, robi się wiotka i bardzo słaba.

W ostatnim czasie współpracuję z wieloma lekarzami, którzy dla uzyskania jak najlepszych rezultatów odmłodzenia czy regeneracji, otwarcie już mówią o dobroczynnym wpływie masażu jak i ,,rehabilitacji estetycznej” – przed kuracją, jak i po niej. Mowa o niwelowaniu obrzęków po ostrzyknięciu, rozmiękczeniu zrostów, jakie czasem powstają przy zabiegach medycyny estetycznej, tworząc blokady w przepływie płynów fizjologicznych.

 

Czy to był jeden z impulsów, by stworzyć autorską metodę masażu twarzy?

Stworzyłam pakiet autorskich technik, które w przypływie weny zapisałam, zmotywowana efektami, których byłam świadkiem. Zainspirowana spotkaniami z ludźmi z całego świata, zebrałam same perełki, które na swoich kursach i warsztatach przekazuję innym kobietom. 

Potrzebowałam skutecznego narzędzia, które pozwoli mi w całkowicie naturalny sposób, w pełni holistycznie zaopiekować się kobiecą urodą, a szczególnie zdrowiem, tak samo na poziomie fizycznym, jak i psychoemocjonalnym.

 

 

Pamiętam, gdy na warsztatach tłumaczyłaś mi, że twarz też powinna być w dobrej formie! Masaż ciała to coś, co znamy, natomiast masaż twarzy do niedawna brzmiał dla mnie nieco ekscentrycznie. 

Nie wiem, czy zwróciłaś uwagę, ale od kilku lat nurt holistyczny zaczyna się bardzo rozwijać. Kobiety częściej już czytają etykiety kosmetyków, interesują się tym, co nakładają na swoją skórę i wiedzą, że krem za 2000 zł nie jest w stanie zagwarantować piękna i długowiecznej młodości, ponieważ może być jedynie finezyjnym wykończeniem relaksacji, może być aromaterapią. Natomiast za kondycję twarzy odpowiada krew, układ mięśniowy, który jest rozprężony. Naczynia krwionośne, które niczym nurty rzeczne odżywiają tkanki od środka. To, co znajduje się pod skórą, jest odpowiedzialne za piękno, zdrowie i witalność.

 

Zwróciłaś też moją uwagę na mięsnie twarzy.  Zapomnieliśmy, że twarz to mięśnie, a mięśnie potrzebują konkretnego działanie, a nie miziania piórkiem. Od tych warsztatów minęło kilka miesięcy, a ja wciąż o tym pamiętam przy codziennej pielęgnacji, mimo że teoretycznie nie powinnam zbyt mocno masować twarzy, ponieważ mam cerę naczynkową. 

Gdy jeszcze studiowałam kosmetologię, głównym przeciwwskazaniem do masażu była właśnie cera naczynkowa czy wrażliwa. Zobacz, jakie to jest mylne i złudne. Jeśli przykładowo moja ręka byłaby w gipsie przez pół roku, to skóra po nim na pewno się wysuszyła, nie miała dobrego krążenia, była przez większość czasu unieruchomiona. Więc gdy tylko zdejmą mi gips, zaczynam rehabilitację, by krążenie wróciło do normy.  Takiej samej gimnastyki i ćwiczeń potrzebują nasze naczynia krwionośne, aby były zdrowe i szczelne.

 

No właśnie, traktujemy ciało dość ostro, gdy chcemy, by wróciło do dawnej sprawności. 

Jeśli mam kruchość naczyń krwionośnych, jeśli mam mało tkanki łącznej i moja skóra jest wiotka, to przecież nie mogę jej delikatnie głaskać, bo żadne krążenie się tam nie poprawi. 

Tak naprawdę nasze tkanki aż proszą o intensywny bodziec. Jeśli porównasz twarz do doliny, gdzie płynie rzeka, to gdy na rzece robi się tama, ja nie idę tam z miotłą i nie zmiatam na niej kurzu. Ja zakasuję rękawy i usuwam tę tamę. Tak samo jest z twarzą. Nie będę głaskać mięśni żwacza, który jest napięty i chłonie cały kortyzol, tylko skupię się na intensywnym masażu. 

 

Pamiętam, że masaż twarzy, który mi zrobiłaś, bardzo poprawił mi nastrój. Faktycznie nie chodzi tylko o to, by wyglądać ładniej, ale by pozbyć się też negatywnych emocji, które kumulujemy w mięśniach twarzy. Zauważyłaś wtedy, że powinnam więcej uwagi poświęcać mojej żuchwie, bo właśnie po tym fragmencie twarzy widać, że miałam ostatnio nerwowy czas. 

Jesteś osobą, która wydaje się być szczera ze sobą. To znaczy, że jeśli jest ci smutno, to się nie uśmiechasz. Twoja twarz wyraża emocje, więc jeśli jest dobrze, to na twarzy to widać, i odwrotnie. Wyobraź sobie, że są osoby, które z różnych powodów mają na twarzy maskę. Takie twarze są mało żywe, a jeśli dodamy do tego medycynę estetyczną i zablokujemy mięśnie botoksem, nie damy mięśniom popracować, to mamy problem. U takich osób występuje brak krążenia, niedotlenienie, a przecież blisko twarzy jest mózg. Ponad 60 mięśni naszej twarzy nie tylko odżywia naszą skórę, pompując krew do kapilarów, ale dodatkowo przecież doprowadza krew do naszego mózgu. Osoby, które są jak zamrożone, które mają bardzo dużo napięć, często też, co wynika z moich obserwacji, borykają się ze stanami depresyjnymi, zachwianiem równowagi psychoemocjonalnej, migrenami, zmęczeniem, przewlekłym stresem.

 

Gdy mówisz teraz o krążeniu, mięśniach, tkankach i przepływie limfy, wydaje mi się to bardzo trudne. Sama wiesz, że najtrudniej jest zacząć. 

Zacznij od początku. Nawet dzieci robią to intuicyjnie. Gdy są zmęczone i znudzone, masują okolicę oczu, pobudzają sobie zakończenia nerwowe, które są odpowiedzialne za orzeźwienie i otrzeźwienie umysłu. W kącikach oczu mamy punkt, który, kiedy tylko przytrzymasz go kilka sekund, aktualizuje twój mózg, bo poprawia krążenie i odświeża.

 

Znowu wychodzi na to, że to, co najprostsze, jest najbardziej skuteczne.

Masaż to dotyk, najstarsza terapia na świecie. Boli mnie głowa, chwytam się za czoło. Dwie dłonie oparte o skronie, opuszki palców na włosach i nieświadomie masujemy głowę. Nie musimy być super specjalistą, żeby zafundować sobie kilka minut masażu w domu. Oczywiście dobrze, jeśli wiemy, jak przepływa limfa, jak ułożone są mięśnie naszej twarzy, natomiast sam dotyk, samo głaskanie, samo ciepło dłoni i intencja już działają. 

 

Czytałam gdzieś, że twarz należy masować w określonym kierunku, bo inaczej rozciągniemy sobie skórę i spowodujemy szybsze powstawanie zmarszczek. 

Wystarczy, że będziesz świadoma tego, że limfa odpływa od środkowej części twarzy w stronę uszu i spływa po szyi do największych kanałów limfatycznych, jakimi są pachy. Wszystkie ruchy wykonuj zgodnie z tą linią. Zachęcam do masażu intuicyjnego, bo twarz woła o uwagę, a każda z nas ma napięcia w twarzy w innym miejscu. 

 

Dobrze, że o tym wspominasz. Naśladowanie bez zaangażowania i wyczucia własnych potrzeb wydaje się być bez sensu.

Dokładnie tak, bo skupiamy się nie na tym, co robimy, tylko na tym, co zaraz będziemy musiały zrobić. 

 

I wtedy rozwijamy rolkę taśmy kinezjologicznej i dzieją się cuda!

Taśmy to nie jest cud natury, to nie plastry nasączone płatkami złota. To taśmy, które zostały opatentowane przez japońskiego lekarza Dr Kenzo Kase. Odwzorowują linie papilarne i strukturę naszej skóry, co oznacza, że gdy nadamy im odpowiednie napięcie, bądź jego brak, a także z odpowiednią intensywnością nakleimy je na naszą skórę, zostaje ona w  kinezjologiczny sposób podniesiona. Taśma działa na tkankę unosząc jej strukturę, a jeśli pod skórą i powięzią zaczyna być więcej przestrzeni, to oznacza, że krew i limfa zaczynają swobodnie przepływać. A krew i limfa to eliksir urody. 

 

Czyli tak naprawdę chodzi o regenerację, odbudowę tkanek?

To tak jak ze skaleczeniem. Jeśli skaleczę swoją dłoń, to moje komórki, komórki Langerhansa, komórki odpornościowe, robią wszystko, żeby skupić się na regeneracji i procesie naprawczym tej zmiany. Z taśmą jest podobnie. Jeśli poprzez masaż stymuluję sobie tkankę i na to nałożę taśmę, to wzmacniam efekt regeneracji i rewitalizacji danego obszaru.

 

Nie trzeba chyba być specjalistą, by używać tych plastrów? Są dostępne choćby online, na Allegro ich cena zaczyna się od 11 zł. Czy wystarczy je pociąć na paseczki i sobie je intuicyjnie nakleić?

Jeśli chcemy osiągnąć zdecydowanie bardziej spektakularne rezultaty, wymodelować naszą twarz, rozprężyć odpowiednie partie mięśniowe (a pamiętajmy, że deformacje robią się poprzez napięcia mięśniowe, czy zablokowanie limfy w podbródku), to tutaj fajnie byłoby znać biomechanizmy i kierować się rzeczywiście wskazówkami, które pomogą tę deformację rozłożyć na czynniki pierwsze, czyli np. odprowadzić limfę czy wzmocnić mięśnie. 

 

Na swoim profilu na Instagramie często publikujesz swoje zdjęcia z naklejonym na czoło serduszkiem. Sama czasem sobie podobne naklejam. 

To bardzo prosta aplikacja, którą nakłada się w okolicy tzw. trzeciego oka. Ten kawałek taśmy naklejony na czole pomaga w czasie migreny, ma działanie odprężające, wygładza zmarszczki. W czasie snu relaksuje napięty mięsień marszczący brwi. Uspokaja i harmonizuje. 

 

Zastanawia mnie, czy masażem twarzy jesteśmy w stanie walczyć z niedoskonałościami skóry. Mam na myśli nie tyle zmarszczki, co na przykład trądzik czy zmiany chorobowe. Czy taśmy pomogą w przywróceniu twarzy dobrej kondycji?

Wróćmy do przykładu tamy. Nagle do rzeki trafia parę kontenerów ze śmieciami. Te śmieci to toksyny, złogi, neurotoksyny, stres. Toksyny z pożywienia i powietrza, ale też z naszych myśli. Te nurty rzeczne, czyli kanały krwionośne, energetyczne czy limfatyczne, są zatkane. Jeśli one są zatkane, to nasze tkanki zachowują się jak bagno, którego nikt dawno nie oczyszczał. Nasza twarz zaczyna puchnąć, woda zbiera się w tkankach i nie ma możliwości odpływu. I wtedy nasza skóra informuje nas, że coś jest nie tak. Zaczynają na twarzy pojawiać się wypryski, stany zapalne, przebarwienia. 

 

Faktycznie, gdy tak to opisujesz, już sama widzę, że nawet najlepszy krem tutaj nie bardzo pomoże, że to za mało. 

Nie jestem przeciwna kremom i zabiegom, tylko trzeba wziąć pod uwagę, że pierwszym krokiem powinno być odblokowanie i praca z przyczyną, czyli z zastojem. Sama uwielbiam naturalne produkty, aromaterapię, choć zawsze na pierwszym miejscu jest masaż! Reszta to tylko przyjemny dodatek.

 

Aż boję się zadać to pytanie. Systematyka i w tym przypadku jest ważna?

Pewnie, że tak. Pomyśl sobie, że raz na pół roku idziesz na spacer. Albo zadaj pytanie dietetykowi, jak długo będziesz zdrowa po zjedzeniu marchewki. Byłam dziś pół godziny na rowerze, czy to znaczy, że przez najbliższe miesiące mogę leżeć na kanapie? Tutaj systematyka jest jak picie wody. Nie wypijesz na raz 20 litrów wody i nie powiesz – dobra, mam luz na cały miesiąc.

 

Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić! Rozmawiasz z największym leniem na świecie. 

I dlatego też stworzyłam autorski program automasażu. Kurs FACEMODELING SELF TAPE, który uczy pozytywnej dyscypliny w działaniu, dobrej rutyny i pielęgnacji twarzy, która już po kilku dniach, tygodniach odwdzięcza się łagodnym wygladem, młodością i promiennością.

Profesjonalne masaże to coś wspaniałego, ale korzystasz z nich raz na jakiś czas. Są bardzo cenne i zachęcam, by dać sobie co jakiś czas tę ogromną przyjemność. Nawet na mojej stronie rekomenduję miejsca, które warto odwiedzić już w całej Polsce.

Pamiętajmy jednak, że to codzienna, pozytywna rutyna, zdrowe pożywienie, oddech i harmonia są kluczem do zdrowia i urody naszej twarzy i całego ciała.

 

Chciałabym też zaznaczyć, a co poczułam po masażu w Twoim gabinecie, że nawet jeśli trzeba zachować systematyczność, to i tak efekt widać od razu. 

Tak, to prawda. Jeśli techniki są dopasowane do potrzeb i ja wyczuję, co mi służy, gdzie jest potrzeba masażu, to tkanki są na tyle wdzięczne, że to widać. Przypomina to o pierwotnym modelu samouzdrawiania. Widać to u osoby, która ma 20 lat, ale najbardziej widać u osób, które tego masażu naprawdę potrzebują. U osób starszych, zmęczonych, schorowanych, albo po prostu zaniedbanych, zapomnianych.

 

Jeśli twarz po 20 latach bez uwagi dostanie taki masaż, to zdecydowanie poinformuje nas swoim radosnym, łagodnym i wypoczętym wyglądem.

Dbajmy o siebie dziewczyny! 

Zdrowie i piękno jest w naszych rękach każdego dnia!

 

_

Na zdjęciu: Emilia Pryśko

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo