Change font size Change site colors contrast
Rozmowy

Jak wielkie znaczenie mają przeżycia podczas ciąży? Odpowiedź znajdziesz dzięki Recall Healing…

25 września 2017 / Monika Pryśko

Rozmowa z Emilią Niną Mazurkiewicz, terapeutką, która wybrała metodę Recall Healing, a ze swoimi klientami szuka przyczyny ich dolegliwości w przeżyciach z przeszłości.

  Zacznijmy od początku. Czym jest Recall Healing? Recall Healing®/Totalna Biologia® (Instytut Wiedzy Waleologicznej, iww.pl), metoda terapii opracowana przez dr Gilbert’a Renaud, bazuje na szerokiej wiedzy związanej z psychosomatyką. Kiedy zaczęto głębiej myśleć o tej metodzie? Prawdopodobnie największą rewolucją był...

Rozmowa z Emilią Niną Mazurkiewicz, terapeutką, która wybrała metodę Recall Healing, a ze swoimi klientami szuka przyczyny ich dolegliwości w przeżyciach z przeszłości.  

Zacznijmy od początku. Czym jest Recall Healing?

Recall Healing®/Totalna Biologia® (Instytut Wiedzy Waleologicznej, iww.pl), metoda terapii opracowana przez dr Gilbert’a Renaud, bazuje na szerokiej wiedzy związanej z psychosomatyką.

Kiedy zaczęto głębiej myśleć o tej metodzie?

Prawdopodobnie największą rewolucją był moment w latach 50-tych, kiedy dr Ryke Geerd Hamer, chirurg, odkrył ścisłe zależności pomiędzy emocjonalnymi zdarzeniami, których doświadczyli pacjenci, zdiagnozowanymi u nich chorobami, a zmianami, określanymi jako „ogniska Hamera”, widocznymi na skanach ich mózgów. Dzięki temu zaobserwowano, że gdy silne, traumatyczne emocje nie zostają uwolnione w sposób zewnętrzny (np. poprzez płacz i przebaczenie), kumulują się w podświadomości, która znajduje dla nich odpowiednie miejsce „do przechowania” w ciele, przez co ukazują się one w postaci nieprzyjemnych dolegliwości fizycznych lub psychicznych.

Po wielu latach badań i przeprowadzonych terapii zebrano ogromną wiedzę na temat indywidualnego znaczenia biologiczno-symbolicznego, jakie reprezentują dane choroby, organy i części ciała, co pozwala na podejmowanie starań odwrócenia tego efektu tak, by dzięki odnalezieniu i przepracowaniu emocji powiązanych z przypadłością wesprzeć organizm w procesie zdrowienia.

To brzmi jak teoria kwantowa.

Zdaję sobie sprawę, że to wszystko brzmi skomplikowanie, ale kiedy zrozumie się schematy, według których działa mózg, staje się to proste. Proszę sobie wyobrazić sytuację, w których nasz problem staje się dla nas tak uciążliwy, że, na przykład nie możemy spać, albo jeść, albo nie do końca pamiętamy jak dotarliśmy do domu, ponieważ byliśmy tak pochłonięci myślami. Nasz mózg odczytuje to jako niebezpieczeństwo, zagrożenie dla życia, a ponieważ życie jest najważniejsze – szuka rozwiązania. Skoro nie znalazł go na zewnątrz, to jedyne na co ma bezpośredni wpływ to nasze własne ciało, więc wywołuje w nim adekwatne zmiany. To trochę tak, jakby mózg myślał, że poprzez dolegliwości pomaga nam w bezpiecznej kontynuacji życia. I teraz naszym zadaniem, terapeuty oraz klienta, jest odnalezienie przyczyny, czyli właściwej historii, oraz przerobienie emocji z nią związanych w taki sposób, by do mózgu dotarło, że jego „pomoc” nie jest już potrzebna i może uzdrowić ciało, ponieważ problematyczna kwestia została pomyślnie zakończona.

Dlaczego tak ważne są informacje dotyczące tego, co przeżywała nasza mama, gdy była z nami w ciąży?

Przy tej metodzie terapii bardzo istotne są wszelkie informacje dotyczące rodziców w czasie, który określamy mianem „Projekt//Cel”, czyli tego, co przeżywali na 9 miesięcy przed zapłodnieniem, w momencie zapłodnienia, podczas całej ciąży oraz pierwszych 9 miesięcy życia dziecka.

Co jest jednak najważniejsze?

Najważniejsze są emocje pojawiające się w kobiecie, ponieważ dziecko, bezpośrednio z nią połączone pępowiną, odbiera każde uczucie na poziomie fizycznym oraz psychicznym niemal jak własne (np. gdy z powodu silnego stresu w ciele matki pojawi się adrenalina, to dotrze ona również do potomka). Poza tym, ciąża to czas, kiedy młody organizm się rozwija i przyjmuje wszystko bezkrytycznie do siebie, mimowolnie ucząc się schematów, które mają pomóc mu przetrwać w przyszłości (na zasadzie „skoro działało u mamy, to będzie działać i u mnie”). Co więcej, przejmuje nawet obciążenia całego organizmu, bo matka musi przeżyć, by zadbać o swoje dziecko po porodzie.

Czy ta wiedza pomaga w terapii?

Niejednokrotnie podczas sesji zdarza się odnaleźć źródło konfliktu „w brzuchu matki”, bo to tam zapoczątkowane zostały programy, blokady czy konflikty wpływające na przeszłe, obecne i przyszłe życie klienta lub jej/jego dziecka. A im więcej jesteśmy w stanie się dowiedzieć i przetransformować, tym lżejszy się stanie nieświadomie odziedziczony przez nas bagaż”.

Podaj proszę jakiś przykład, żebym mogła sobie to wyobrazić.

Chyba za jeden z ciekawszych uważam przypadek mężczyzny, który posiadał stwardnienie w okolicach brzucha. Zadzwoniliśmy do jego matki i przeżyli wzruszającą rozmowę, w której wyznała, że podczas ciąży została uderzona przez swojego męża w dokładnie to samo miejsce. Oczywiście się przestraszyła, że mogło mu się coś stać, a gdyby brzuch był bardziej twardy, to stanowiłby lepszą ochronę przed ewentualnym atakiem. Innym, bardziej psychologicznym przykładem, była młoda kobieta z anemią. Wielokrotnie znajdowała się w sytuacjach, w których niechcący naruszała czyjąś przestrzeń i dana osoba w nagły, dość agresywny sposób (np. krzykiem czy szantażem), przekazywała jej, że nie ma do tego prawa. A ponieważ zawsze wszystko robiła w dobrej wierze, te zdarzenia naruszały jej poczucie wartości, co znowu wiązało się z jej dolegliwością. Dzięki narzędziom wykorzystywanym przy terapii (np. analiza linii życia), weszłyśmy na trop prowadzący do pytania „co przeżyła matka będąc w 6-tym miesiącu ciąży?”. Okazało się, że był to czas w Polsce, gdy w godzinach policyjnych nie można było wyjść z domu nie narażając się na niebezpieczeństwo. Jednak rodzice klientki to zrobili i spotkali się z policjantem, który nie słuchając ich tłumaczeń wyciągnął broń, przystawił do brzucha kobiety i powiedział, że mają wracać skąd przyszli albo poleje się krew. Wrócili do domu, przerażeni, ale jednocześnie szczęśliwi, że im i ich dziecku nic się nie stało i żyją. Moja klientka podświadomie przyciągała takie sytuacje, ponieważ dla jej mózgu emocje przez nie wywołane stanowiły komunikat „czuję, że żyję, niebezpieczeństwo zażegnane i wszystko jest już dobrze”. Po pracy terapeutycznej klientka stała się bardziej świadoma i uważna na swoje postępowanie, a po kilku tygodniach od sesji anemia się zmniejszyła. Tak, jak w historii rodziców – wszystko zakończyło się dobrze 🙂

A co w momencie, gdy to dziecko zachoruje?

Na szczęście przy pomocy tej terapii rodzice są w stanie wspomóc proces zdrowienia dziecka. Jednak przynajmniej do jego 13 roku życia to ich zadaniem jest przejść terapię, a potem wykorzystując metody wpływania na podświadomość pracować z dzieckiem tak, by jego mózg zrozumiał, że dana dolegliwość w jego ciele nie jest już potrzebna, a organy dotknięte chorobą mogą się zregenerować i odbudować. Podam inny przykład. Miałam przywilej pracować z rodzicami dziecka, które wcześnie po narodzinach zachorowało na nowotwór oka. Przeżyli ciężki poród, podczas którego matka wyprosiła z sali swojego partnera, ponieważ nie chciała, by widział ją w tak odrażającym (w jej odczuciu) stanie, jednocześnie bardzo chcąc, by był z nią w tak trudnym momencie. Dla kobiety było to traumatyczne przeżycie, a mózg pociechy znalazł rozwiązanie – jeśli tata byłby niewidomy, to mógłby zostać w sali i być wsparciem dla matki. A ponieważ mózg ma wpływ jedynie na ciało, w którym się znajduje, to by pomóc rodzicom, wykorzystał swój własny organ.

Brzmi niewiarygodnie. Wielu na pewno zapyta, czy ta metoda jest bezpieczna?

Mimo swojej intensywności, to wciąż jest po prostu rozmowa. Zadaniem terapeuty jest przywołanie uczuć, często bardzo silnych, które wpłynęły na pojawienie się w naszym życiu czegoś, z czym pragniemy sobie poradzić, więc być może nie będzie to najprzyjemniej na świecie spędzony czas na pogawędce przy kawie, a po spotkaniu może zaistnieć potrzeba odpoczynku i odreagowania, ale niewiele poza tym. Jeśli podczas spotkania, czy spotkań, starania klienta i terapeuty nie przyniosą upragnionych efektów (tak też może się zdarzyć, ponieważ to nie jest magia i istnieje wiele czynników wpływających na przebieg i efekt pracy), to przynajmniej emocjonalnie osoba poczuje się lepiej, ponieważ zdejmie z siebie jakiś ciężar.

Idealnie opisuje to opinia jednego z moich klientów: „Emilia tak drąży w danym temacie, aż wydrąży logiczne rozwiązanie. Polecam każdemu, kto sam dla siebie chce dobrze. To jak masaż dla duszy. Po sesji czujesz się o wiele lepiej.” I do tego, by czuć się lepiej dążymy.

Czym Recall Healing® różni się od innych form terapii?

Istnieje wiele różnych metod, więc ciężko porównywać. Każdy terapeuta ma swoje sposoby i przed rozpoczęciem pracy ustala jej zasady z klientem. Jednak jeśli za przykład weźmiemy bardziej tradycyjne sesje psychologiczne, to przebieg spotkania może się bardzo różnić. Przede wszystkim założeniem jest, by odnaleźć przyczynę i przepracować ją w jak najkrótszym czasie interakcji z klientem, czyli przy niewielkiej ilości sesji. To natomiast wymaga od terapeuty spędzenia dużej ilości czasu poza spotkaniami. Najważniejszy na początku jest kwestionariusz wypełniany przez klienta oraz właściwa diagnoza wydana przez lekarza. Z otrzymanych informacji buduje się tzw. linię życia, analizuje znaczenie dolegliwości, szuka się schematów i tego, co możliwie miało wpływ na aktualny stan, przygotowuje się pytania, wymyśla sposoby przepracowania emocji, adaptuje przestrzeń…

A w tym wszystkim tylko i wyłącznie emocje!

Podczas pracy ze mną zdarza się, że osoba nie tylko płacze, ale też niekiedy krzyczy i przeklina, albo rozdziera gazety, czy bije pięściami w poduszkę… Inaczej uwalnia się smutek, inaczej złość, jeszcze inaczej wstyd. Inaczej przechodzi się przez proces przebaczania. Tu nie ma takiej, nazwijmy to, „poprawności politycznej”, jak przy konwencjonalnych metodach.

Czego w takim razie może się spodziewać klient? Jak powinien się przygotować?

Przed przystąpieniem do pracy zawsze rozmawiam z potencjalnym klientem. Przede wszystkim ustalamy zasady działania. Jeśli przypadek nie jest oczywisty (np. uzależnienie od papierosów, otyłość, bloki emocjonalne), to potrzebna jest właściwa diagnoza lekarska odnośnie problemu. Staram się też wyczuć, czy osoba naprawdę pragnie poprawy swojej sytuacji i jest gotowa na podjęcie wysiłku oraz na wzajemne zaufanie. Jeśli klient nie będzie ze mną całkowicie szczery, to nie będę w stanie wykonać swojej pracy dobrze. Oczywiście rozumiem, że ciężko jest się podzielić swoimi sekretami, zwłaszcza tymi wiążącymi się z silnymi emocjami, ale to zazwyczaj właśnie w tych sekretach kryje się rozwiązanie. Często wymagana jest konfrontacja z uczuciami, których wolałoby się nie mieć (np. żal do matki, upokorzenie związane z gwałtem czy nienawiść ze względu na wyrządzoną krzywdę). A do tego jeszcze umysł prowadzi z nami grę w chowanego, ponieważ mózg chce chronić swoje rozwiązanie problemu, więc niejednokrotnie trzeba korzystać z prowokacji. Dlatego klient musi mieć świadomość, że pewne działania mogą być kontrowersyjne i poddać się im, by dać sobie szansę.

A co w sytuacji, gdy nie mamy wiedzy na temat przebiegu ciąży naszej mamy?

W niektórych przypadkach w ogóle nie potrzebujemy wiedzy na ten temat, a w innych jesteśmy w stanie wywnioskować, co się mogło dziać w życiu matki czy ojca. Są też osoby, które szukają informacji wśród dalszych członków rodziny, jeśli nie są w stanie uzyskać ich od rodziców. Wiele zależy od tego, z czym i z kim mamy do czynienia, oraz jaka jest determinacja klienta.

Wyobrażam sobie, że dość często spotykasz się  ze sceptycyzmem?

Do każdej rzeczy można podejść sceptycznie i to wcale nie jest takie złe. Jeśli poddajemy coś pod wątpliwość, to nasz umysł pracuje, a my możemy podjąć bardziej świadome decyzje w swoim życiu. Jednak warto też mieć otwarty umysł i zdawać sobie sprawę z tego, że nie wszystko na tym świecie rozumiemy, a wcale nie oznacza to, że coś nie istnieje bądź nie działa. Dawniej nie rozumiano grawitacji, ale ona przecież wciąż istniała. Sto lat temu pewne choroby nazywano nieuleczalnymi, a teraz nie mamy z nimi większego problemu. To nie jest magia, zabobon, ta metoda nie przeciwstawia się działaniom medycyny konwencjonalnej, ani też nie preferuje żadnego wyznania religijnego czy rasy.

I nie trzeba wierzyć w tę metodę terapii, by dać sobie szansę na zmianę stanu zdrowia czy świadomości, tak samo, jak nie trzeba wierzyć w chorobę, by na nią zapaść.

Umiałabyś pomóc sama sobie?

Jest to możliwe, ale bardzo trudne. Wspominałam, że mózg myśli, że nam pomaga, więc chce chronić to, co wytworzył i sabotuje działania prowadzące do odnalezienia w pamięci właściwego zdarzenia oraz wywołanie powiązanych emocji. Ciężko jest siebie samego nabrać czy sprowokować, a jeszcze ciężej samemu sobie się zwierzyć czy uwolnić uczucia nie mając świadomości, że się ich w pełni nie przerobiło. Dlatego sama też przeprowadzam „śledztwo” wśród rodziny, spisuje wszystko, co pamiętam, i kiedy utknę – wybieram się do innego terapeuty. I oczywiście też korzystam z porad lekarskich, czy innych form prozdrowotnych działań.

Jesteś w trakcie budowy swojej strony EMIefekt.pl, a Twoje hasło na wizytówce brzmi „Butterfly effect for a better life”. Kryje się za tym jakaś historia?

Jesteśmy skomplikowanymi i, w pewnym sensie, delikatnymi istotami w świecie, który się dynamicznie zmienia. Głęboko wierzę, że na jakość naszego życia największy wpływ mają rzeczy związane z naszymi emocjami (E), myślami (M), intymnością (I), a gdy odważymy się na pracę i transformację w choć jednym z tych aspektów, to następuje ciąg zmian również pod innymi względami. Typowy efekt motyla, który wpływa pozytywnie na wszystko, co jest związane z naszą egzystencją.

Emilia Nina Mazurkiewicz / Facebook / EMIefekt.pl
Rozmowy

Lepszych sama bym sobie nie urodziła. Adopcja drogą do macierzyństwa.

16 sierpnia 2019 / Monika Pryśko

Justyna od lat wiedziała, że jej droga do macierzyństwa będzie inna.

Ale nie pozwoliła, by ten fakt jakkolwiek negatywnie wpłynął nie tylko na jej życie czy małżeństwo, ale też na pragnienia bycia mamą. Razem z mężem adoptowali kilkumiesięczne bliźnięta - Gosię i Piotrka, a dwa lata temu zostali także rodzicami ich biologicznego brata - Antoniego. Adopcja stała się ich drogą do rodzicielstwa.

 

Kiedy dowiedziałaś się, że nie możesz mieć dzieci?

Już w wieku 16 lat wiedziałam, że moja droga do rodzicielstwa będzie inna. Tak naprawdę miałam bardzo dużo czasu na oswojenie się z diagnozą i zaakceptowanie jej. W jakimś sensie dobrze się stało, że tak wcześnie się dowiedziałam. Pomyśl, mam 30 lat, idę do lekarza, wciąż podejmuję próby, a dziecka nie ma. I co? Nagle pan w białym fartuchu mówi ci: ,,Nie może pani mieć dzieci w sposób naturalny”. Jak myślisz, ile czasu zbierasz się po takiej informacji? Ile czasu potrzebujesz na zaakceptowanie takiego stanu?

 

Nie możesz mieć dzieci i co wtedy?

Trzeba zadać sobie pytanie – czego chcę? Czy pragnę być w ciąży, czy pragnę, żeby dziecko było podobne do mnie z wyglądu? Czy po prostu chcę być mamą i przygotować do życia w społeczeństwie małego człowieka i samemu doświadczyć wzlotów i upadków, jakie niesie ze sobą macierzyństwo. Gdy zaakceptujemy swoje położenie, możemy szukać rozwiązań. Jednym z nich jest adopcja. 

 

Adopcja – słowo, które przeraża.

I powoduje lęk, tysiące pytań i niewiadomych. Ale czy tego samego nie doświadcza mama będąca w ciąży? Czy nie zastanawia się, czy będzie dobrą mamą? Czy dobrze wychowa dziecko, czy pokocha je od razu? Takie same lęki dotyczą wszystkich mam, nie ważne, czy chodzi o biologiczne rodzicielstwo, czy adopcyjne.

 

Czy Twoje dzieci wiedzą, że są adoptowane?

Nie wyobrażam sobie sytuacji, że nasze dzieci dowiadują się od kolegów w piaskownicy, że są adoptowane. Od początku z mężem ustaliliśmy, że będziemy mówić maluchom, że wzięły się z serduszka, a nie z brzuszka, że długo na nie czekaliśmy i jak bardzo są dla nas wyjątkowe. Już teraz zbieramy zdjęcia, choćby z procesu powstawania ich pokoików, żeby pokazać, jak wyglądało nasze oczekiwanie na nie.

 

Jak Wasze dzieci na to reagują?

Gosia bardzo się ze mną utożsamia. Ona nie może przeżyć, że nie było jej w moim brzuchu, że jej nie urodziłam. Nie wie, że ta inna osoba nazywa się ,,mamą biologiczną’’, nie ma to znaczenia, bo oni nie mają i nie mieli żadnej relacji. Na Piotrku ten temat nie robi żadnego wrażenia, a Antek jest za mały, by to zrozumieć.

 

 

Myślisz, że maluchy będą chciały kiedyś poznać swoich biologicznych rodziców? 

Mają do tego prawo. Wydaje mi się jednak, że jedyną osoba, która może być w przyszłości ciekawa, kto ją urodził, będzie Gosia. 

 

 A Ty nie chciałabyś jej zobaczyć?

Szukałam jej kiedyś na Facebooku, ale bezskutecznie. Chciałam ją zobaczyć, choć nie wiem, czy chciałabym ją poznać. Jestem jej bardzo wdzięczna, dzięki niej mam dzieci, ale z drugiej strony – nie wiem, jakiej reakcji mogłabym się spodziewać. To jest obca kobieta, która zostawiła dzieci w szpitalu, nawet nie nadała im imion. 

 

Masz jakieś kompleksy z tego powodu? 

Żadnych. Mama to nie ta, która urodziła, ale ta, która wychowała. Jak kochasz, to kochasz. 

 

Co jest ważne podczas procesu adopcyjnego?

Bardzo ważne w adopcji jest wyłączenie litości, nie można adoptować z litości, to największy błąd, jaki przyszli rodzice mogą popełnić. Decyzja o adopcji musi być bardzo przemyślana i świadoma. Nie ma odwrotu, pojawia się dziecko, odpowiedzialność na całe życie. W adopcji ważna jest też tolerancja, biorąc dziecko akceptujemy całą jego przeszłość i nie ma tu miejsca na żadne „ale”, ono do nas przychodzi z czymś. I to ,,coś’’ to jest jedyne co ma z poprzedniego życia. Z jednej strony my rodzice chcemy zacząć od nowa, a z drugiej strony już historia się zaczęła bez nas. To bardzo trudne, ale wiem, że jesteśmy mądrymi ludźmi i razem z mężem sobie świetnie poradzimy. Takie dzieci jedyne czego potrzebują, czego są spragnione, to miłości, wręcz jej nadmiaru.

 

Niestety często adopcja kojarzona jest z tak zwanym ,,genem zła’’. 

Rozumiem obawy ludzi, ale to wszystko jest wyłącznie brakiem wiedzy i mocno krzywdzące dla dzieci. Rozmawiałam z panią pediatrą na temat genów i zapytałam, czy geny dają nam predyspozycję do pewnych zachowań. I odpowiedziała mi tak: geny są ważne, ale w dziedziczeniu chorób i w wyglądzie. To, czy wasze dziecko będzie dobrze wychowane, czy źle, to już wasza odpowiedzialność i rola, niestety łatwiej jest zwalić na geny. To są jej słowa, są dla mnie jak Biblia.  

 

To Wy wybraliście dzieci, czy to dzieci wybrały Was?

To działa w dwie strony. Ktoś tam na górze siedzi i nieźle tą adopcją kręci. Ale faktem jest, że ja sama znalazłam nasze maluchy. 

 

Jak to sama znalazłaś swoje dzieci?

Pojechaliśmy do domu dziecka, bo jednym z elementów kursu przygotowawczego było szkolenie na rodzinę zastępczą i staż w rodzinnym domu dziecka. Poszłam na salę noworodków. Siostra zakonna, która tam pracowałą, nie chciała mi pozwolić tam wejść, bo nie byłam uprawniona. Stanęłam i powiedziałam: albo wchodzę na noworodki, albo w ogóle nigdzie nie idę. Pamiętam, że dano mi do potrzymania kilkutygodniowego chłopca, gdy przyszła jedna z opiekunek i zapytała, czy nie chcę bliźniaków, bo akurat są szykowane do adopcji. Zapytam, jaka data urodzin. 21 stycznia – jak mój tata. Bez namysłu poszłam zobaczyć Gośkę, bo Piotrek był wtedy w szpitalu, złapał rotawirusa. Pierwsza myśl – to moja córka. Pobiegłam do Łukasza i mówię: słuchaj, znalazłam nasze dzieci. Najśmieszniejsze jest to, że w tym czasie, gdy ja mówiłam Łukaszowi o naszych dzieciach, właśnie one były przygotowywane do adopcji, dla nas!  Wybrane dla nas, jako nasze dzieci, dokładnie w tym czasie. Znalazłam dzieci, które były dla nas przeznaczone. Magia. 

 

Często mówisz o magii!

W 2016 roku powiedziałam do męża, że chcę mieć jeszcze jedno dziecko, syna Antoniego. Chcę, by był spod znaku ryby. Łukasz był sceptyczny, ale ja wiedziałam swoje. Mówię – zobaczysz, będzie Antek. No i jest. W dodatku biologiczny brat bliźniaków. 

 

Pamiętasz, jak zobaczyłaś dzieciaki pierwszy raz? 

Jak pani w ośrodku adopcyjnym wniosła Piotrka, to wpadłam w histerię. Gosię widziałam już wcześniej, więc widok tego chłopczyka zadziałał na mnie bardziej. I on był taki malutki. Miał 6 miesięcy, a wyglądał na 3. Nie mogłam się uspokoić. Pani go trzyma i mówi: to twój syn, uspokój się, weź go na ręce! To było bardzo, bardzo wzruszające. Nazwałam Piotrka najsmutniejszym dzieckiem świata. Był bardzo smutny. 

 

A Gosia?

Gośka była uśmiechnięta, a Piotrek – smutek w oczach. Miał minę dziecka, które nie wierzy. Kilkumiesięczne dziecko z oczami dorosłego człowieka. On nie wierzył w to, co się dzieje. Nie chciał, żeby go przytulać, jakby się asekurował, jakby nie chciał się przyzwyczaić i potem rozczarować. Pozbawiony wręcz wiary i nadziei. Przez te miesiące w domu dziecka on się wyjałowił z emocji, zrobił się bierny. My czekaliśmy dlugich 7 lat, ale one też czekały, całe 6 miesięcy swojego życia. 

 

Kiedy uwierzył, że ma rodziców?

Jest takie zdjęcie, jak bliźniaki wpięte w foteliki leżą pod drzwiami naszego domu, w dniu, w którym zabraliśmy je na stałe. Tak bardzo uśmiechnięte. To było dokładnie 4 lata temu. 

 

Co jest takiego w adopcji, że oczy Ci się świecą, jak o niej mówisz?

To jak uzależnienie. Bardzo mocne przeżycie, którego nie może doświadczyć każdy, bo przecież nie każdy z ulicy może wejść do ośrodka adopcyjnego. To doświadczenie nie ma sobie równych. Trudne, choć piękne, pełne sprzecznych emocji. Czasem mi się wydaje, że jestem uzależniona od tych emocji. 

 

 

Co było najtrudniejsze?

Oczekiwanie. Nie wiesz, kiedy zadzwonią, czy to będzie chłopiec, czy dziewczynka. 

 

Mieliście wybór?

Pytają, czy chcesz niemowlę. Mówisz, że chcesz roczne dziecko. Wtedy pada pytanie – no dobrze, a jak będzie miało rok i tydzień, to też możemy zadzwonić? No tak, pewnie! A co, jeśli będzie miało rok i miesiąc, to też możemy zadzwonić? W ten sposób z roku robią się dwa lata. Sprawdzane są twoją granice. 

 

Dlaczego chcieliście adoptować niemowlę, a nie starsze dziecko? 

Chciałam tworzyć więź z naszym dzieckiem od pierwszych minut, pierwszych dni jego życia. Nie chciałam, by umknął mi pierwszy świadomy uśmiech, pierwszy ząbek czy pierwsza marchewka. Chcę mieć świadomy wpływ naszych zachowań i reakcji na nasze dziecko, od

samego początku.  

 

Mając taką wiedzę, jak teraz, adoptowałabyś starszaka?

Nie podjęłabym się adopcji starszego dziecka, nie potrafiłabym udźwignąć już tego, co ma zasiane w głowie. A nie chciałabym skrzywdzić takiego dziecka, tylko dlatego, że wydawało mi się, że kto jak kto, ale ja potrafię wszystko!  Staram się mierzyć siły na zamiary i stawiać sobie rozsądnie granice. 

 

 

Adoptowalibyście chore dziecko?

W adopcji nie ma zdrowych dzieci. Z reguły są to dzieci z rodzin dysfunkcyjnych. Mowa o patologii, narkotykach, alkoholu, innych uzależnieniach rodziców. Większość maluchów ma jakieś braki wynikające z niezaspokojenia ich podstawowych potrzeb. Są to dzieci z

dużą niedowagą, dzieci cofnięte w rozwoju emocjonalnym, w mowie. Wszystkie te

defekty wynikają z braku miłości, czasu, którego potrzebuje każde dziecko. Ośrodek zadaje pytanie: jakie dziecko jesteście państwo w stanie przyjąć do swojej rodziny? Mając na myśli chore, widzę też dzieci upośledzone umysłowo, takie też czekają na adopcję i bardzo trudno jest im znaleźć dom.

 

Jak Wasza rodzina przyjęła dzieciaki?

Zakochani po uszy, wszyscy, od razu. Mają fioła na ich punkcie, kochają je bardzo. 

 

Jak wygląda procedura adopcyjna?

Jest żmudna, a państwo polskie niestety nie pomaga, a wręcz utrudnia na każdym kroku. Żeby przystąpić do procedury adopcyjnej, trzeba przygotować ogromną ilość dokumentów. Ogromną! Niektóre pary już na wstępie, wiedząc, ile żmudnej pracy będzie ich to kosztować, rezygnują. Poddają się. Mówią: ,,Ok, to jednak weźmiemy 20-ste in vitro’’. 

 

Co trzeba zrobić na początku?

Etap pierwszy to zapisanie się na kurs adopcyjny. My z mężem czekaliśmy 9 miesięcy, zanim nas zapisano. Kurs prowadzony jest metodą PRIDE i w naszym ośrodku trwał 9 tygodni. Spotkania po 3,5 godziny, raz w tygodniu. Tematyka opiera się na poznaniu emocji, potrzeb, uczuć dziecka, na tworzeniu więzi z dzieckiem, ale i również na tworzeniu relacji ze współmałżonkiem.

 

Co jest wymagane na tym etapie?

Żeby móc przystąpić do kursu, wymagany jest odpowiednio długi staż małżeński, w katolickim ośrodku adopcyjnym uznają na przykład tylko ślub kościelny. W czasie trwania kursu pani z ośrodka odwiedza w domu przyszłych rodziców, by sprawdzić warunki mieszkaniowe.

 

Co potem?

Drugi etap, czyli oczekiwanie na kwalifikacje. Zbiera się komisja w składzie: dyrektor ośrodka, psycholog, pedagog i dyskutują, czy się nadajesz, czy nie. Głównym punktem,

który biorą pod uwagę, jest relacja z małżonkiem. Po pozytywnej opinii oczekuje się na TEN telefon. Że czeka na nas dziecko.  

 

Po jakim czasie dzwoni ten wyczekany telefon?

Najkrócej czeka się na dzieci powyżej 2. roku życia i rodzeństwa, ośrodki dbają o to, żeby

ich nie rozdzielać. Za co im cześć i chwała. 

 

Ile siły trzeba mieć, by przez to przejść? 

Mimo że zaczynasz nowy rozdział w życiu, droga, którą rodzice adopcyjni muszą przejść, jest długa i trudna. Nie każda osoba jest na tyle silna, by się na nią zdobyć. To jest procedura, która bardzo narusza Twoje poczucie godności osobistej, intymność. Gdy idziesz do sądu na ostateczną rozprawę, sędzia na głos czyta, że ,,Pani Justyna z powodu takiej i takiej niepłodności adoptuje…’’ Coś, co było powiedziane za zamkniętymi drzwiami ginekologa, o czym wiedziałaś tylko ty, ewentualnie mąż, jest przeczytane głośno, słyszane przez wiele obcych osób i zaprotokołowane. 

 

 

Jest coś, czego się boisz?

Boję się, że odniosę porażkę wychowawczą i zawiodę moje dzieci. Boję się pytań o rodzinę biologiczną, czy będę umiała stanąć na wysokości zadania i pokonać własne lęki, zazdrość, aby pomóc im w poznawaniu swoich korzeni, wspierać i być przy nich w tych zapewne trudnych chwilach.

 

Czujesz się bohaterką wiedząc, że stworzyłaś dom trójce niechcianych maluchów? 

Nie lubię słów „podziwiamy was”. Bardzo mnie to drażni i zawsze odpowiadam, że podziwiać można małpę w zoo, ja nie czuję się bohaterką, nie chcę, żeby ktokolwiek mnie podziwiał. Jestem mamą jak miliony innych. To nie jest heroizm czy litość, to jest moja droga do rodzicielstwa. Świadoma, przemyślana, trudna, z wybojami, ale prawdziwa i jedyna w swoim rodzaju.

 

 

ZDJĘCIA: Bogna Ekowska

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo