Change font size Change site colors contrast
Rozmowy

Jak wielkie znaczenie mają przeżycia podczas ciąży? Odpowiedź znajdziesz dzięki Recall Healing…

25 września 2017 / Monika Pryśko

Rozmowa z Emilią Niną Mazurkiewicz, terapeutką, która wybrała metodę Recall Healing, a ze swoimi klientami szuka przyczyny ich dolegliwości w przeżyciach z przeszłości.

  Zacznijmy od początku. Czym jest Recall Healing? Recall Healing®/Totalna Biologia® (Instytut Wiedzy Waleologicznej, iww.pl), metoda terapii opracowana przez dr Gilbert’a Renaud, bazuje na szerokiej wiedzy związanej z psychosomatyką. Kiedy zaczęto głębiej myśleć o tej metodzie? Prawdopodobnie największą rewolucją był...

Rozmowa z Emilią Niną Mazurkiewicz, terapeutką, która wybrała metodę Recall Healing, a ze swoimi klientami szuka przyczyny ich dolegliwości w przeżyciach z przeszłości.  

Zacznijmy od początku. Czym jest Recall Healing?

Recall Healing®/Totalna Biologia® (Instytut Wiedzy Waleologicznej, iww.pl), metoda terapii opracowana przez dr Gilbert’a Renaud, bazuje na szerokiej wiedzy związanej z psychosomatyką.

Kiedy zaczęto głębiej myśleć o tej metodzie?

Prawdopodobnie największą rewolucją był moment w latach 50-tych, kiedy dr Ryke Geerd Hamer, chirurg, odkrył ścisłe zależności pomiędzy emocjonalnymi zdarzeniami, których doświadczyli pacjenci, zdiagnozowanymi u nich chorobami, a zmianami, określanymi jako „ogniska Hamera”, widocznymi na skanach ich mózgów. Dzięki temu zaobserwowano, że gdy silne, traumatyczne emocje nie zostają uwolnione w sposób zewnętrzny (np. poprzez płacz i przebaczenie), kumulują się w podświadomości, która znajduje dla nich odpowiednie miejsce „do przechowania” w ciele, przez co ukazują się one w postaci nieprzyjemnych dolegliwości fizycznych lub psychicznych.

Po wielu latach badań i przeprowadzonych terapii zebrano ogromną wiedzę na temat indywidualnego znaczenia biologiczno-symbolicznego, jakie reprezentują dane choroby, organy i części ciała, co pozwala na podejmowanie starań odwrócenia tego efektu tak, by dzięki odnalezieniu i przepracowaniu emocji powiązanych z przypadłością wesprzeć organizm w procesie zdrowienia.

To brzmi jak teoria kwantowa.

Zdaję sobie sprawę, że to wszystko brzmi skomplikowanie, ale kiedy zrozumie się schematy, według których działa mózg, staje się to proste. Proszę sobie wyobrazić sytuację, w których nasz problem staje się dla nas tak uciążliwy, że, na przykład nie możemy spać, albo jeść, albo nie do końca pamiętamy jak dotarliśmy do domu, ponieważ byliśmy tak pochłonięci myślami. Nasz mózg odczytuje to jako niebezpieczeństwo, zagrożenie dla życia, a ponieważ życie jest najważniejsze – szuka rozwiązania. Skoro nie znalazł go na zewnątrz, to jedyne na co ma bezpośredni wpływ to nasze własne ciało, więc wywołuje w nim adekwatne zmiany. To trochę tak, jakby mózg myślał, że poprzez dolegliwości pomaga nam w bezpiecznej kontynuacji życia. I teraz naszym zadaniem, terapeuty oraz klienta, jest odnalezienie przyczyny, czyli właściwej historii, oraz przerobienie emocji z nią związanych w taki sposób, by do mózgu dotarło, że jego „pomoc” nie jest już potrzebna i może uzdrowić ciało, ponieważ problematyczna kwestia została pomyślnie zakończona.

Dlaczego tak ważne są informacje dotyczące tego, co przeżywała nasza mama, gdy była z nami w ciąży?

Przy tej metodzie terapii bardzo istotne są wszelkie informacje dotyczące rodziców w czasie, który określamy mianem „Projekt//Cel”, czyli tego, co przeżywali na 9 miesięcy przed zapłodnieniem, w momencie zapłodnienia, podczas całej ciąży oraz pierwszych 9 miesięcy życia dziecka.

Co jest jednak najważniejsze?

Najważniejsze są emocje pojawiające się w kobiecie, ponieważ dziecko, bezpośrednio z nią połączone pępowiną, odbiera każde uczucie na poziomie fizycznym oraz psychicznym niemal jak własne (np. gdy z powodu silnego stresu w ciele matki pojawi się adrenalina, to dotrze ona również do potomka). Poza tym, ciąża to czas, kiedy młody organizm się rozwija i przyjmuje wszystko bezkrytycznie do siebie, mimowolnie ucząc się schematów, które mają pomóc mu przetrwać w przyszłości (na zasadzie „skoro działało u mamy, to będzie działać i u mnie”). Co więcej, przejmuje nawet obciążenia całego organizmu, bo matka musi przeżyć, by zadbać o swoje dziecko po porodzie.

Czy ta wiedza pomaga w terapii?

Niejednokrotnie podczas sesji zdarza się odnaleźć źródło konfliktu „w brzuchu matki”, bo to tam zapoczątkowane zostały programy, blokady czy konflikty wpływające na przeszłe, obecne i przyszłe życie klienta lub jej/jego dziecka. A im więcej jesteśmy w stanie się dowiedzieć i przetransformować, tym lżejszy się stanie nieświadomie odziedziczony przez nas bagaż”.

Podaj proszę jakiś przykład, żebym mogła sobie to wyobrazić.

Chyba za jeden z ciekawszych uważam przypadek mężczyzny, który posiadał stwardnienie w okolicach brzucha. Zadzwoniliśmy do jego matki i przeżyli wzruszającą rozmowę, w której wyznała, że podczas ciąży została uderzona przez swojego męża w dokładnie to samo miejsce. Oczywiście się przestraszyła, że mogło mu się coś stać, a gdyby brzuch był bardziej twardy, to stanowiłby lepszą ochronę przed ewentualnym atakiem. Innym, bardziej psychologicznym przykładem, była młoda kobieta z anemią. Wielokrotnie znajdowała się w sytuacjach, w których niechcący naruszała czyjąś przestrzeń i dana osoba w nagły, dość agresywny sposób (np. krzykiem czy szantażem), przekazywała jej, że nie ma do tego prawa. A ponieważ zawsze wszystko robiła w dobrej wierze, te zdarzenia naruszały jej poczucie wartości, co znowu wiązało się z jej dolegliwością. Dzięki narzędziom wykorzystywanym przy terapii (np. analiza linii życia), weszłyśmy na trop prowadzący do pytania „co przeżyła matka będąc w 6-tym miesiącu ciąży?”. Okazało się, że był to czas w Polsce, gdy w godzinach policyjnych nie można było wyjść z domu nie narażając się na niebezpieczeństwo. Jednak rodzice klientki to zrobili i spotkali się z policjantem, który nie słuchając ich tłumaczeń wyciągnął broń, przystawił do brzucha kobiety i powiedział, że mają wracać skąd przyszli albo poleje się krew. Wrócili do domu, przerażeni, ale jednocześnie szczęśliwi, że im i ich dziecku nic się nie stało i żyją. Moja klientka podświadomie przyciągała takie sytuacje, ponieważ dla jej mózgu emocje przez nie wywołane stanowiły komunikat „czuję, że żyję, niebezpieczeństwo zażegnane i wszystko jest już dobrze”. Po pracy terapeutycznej klientka stała się bardziej świadoma i uważna na swoje postępowanie, a po kilku tygodniach od sesji anemia się zmniejszyła. Tak, jak w historii rodziców – wszystko zakończyło się dobrze 🙂

A co w momencie, gdy to dziecko zachoruje?

Na szczęście przy pomocy tej terapii rodzice są w stanie wspomóc proces zdrowienia dziecka. Jednak przynajmniej do jego 13 roku życia to ich zadaniem jest przejść terapię, a potem wykorzystując metody wpływania na podświadomość pracować z dzieckiem tak, by jego mózg zrozumiał, że dana dolegliwość w jego ciele nie jest już potrzebna, a organy dotknięte chorobą mogą się zregenerować i odbudować. Podam inny przykład. Miałam przywilej pracować z rodzicami dziecka, które wcześnie po narodzinach zachorowało na nowotwór oka. Przeżyli ciężki poród, podczas którego matka wyprosiła z sali swojego partnera, ponieważ nie chciała, by widział ją w tak odrażającym (w jej odczuciu) stanie, jednocześnie bardzo chcąc, by był z nią w tak trudnym momencie. Dla kobiety było to traumatyczne przeżycie, a mózg pociechy znalazł rozwiązanie – jeśli tata byłby niewidomy, to mógłby zostać w sali i być wsparciem dla matki. A ponieważ mózg ma wpływ jedynie na ciało, w którym się znajduje, to by pomóc rodzicom, wykorzystał swój własny organ.

Brzmi niewiarygodnie. Wielu na pewno zapyta, czy ta metoda jest bezpieczna?

Mimo swojej intensywności, to wciąż jest po prostu rozmowa. Zadaniem terapeuty jest przywołanie uczuć, często bardzo silnych, które wpłynęły na pojawienie się w naszym życiu czegoś, z czym pragniemy sobie poradzić, więc być może nie będzie to najprzyjemniej na świecie spędzony czas na pogawędce przy kawie, a po spotkaniu może zaistnieć potrzeba odpoczynku i odreagowania, ale niewiele poza tym. Jeśli podczas spotkania, czy spotkań, starania klienta i terapeuty nie przyniosą upragnionych efektów (tak też może się zdarzyć, ponieważ to nie jest magia i istnieje wiele czynników wpływających na przebieg i efekt pracy), to przynajmniej emocjonalnie osoba poczuje się lepiej, ponieważ zdejmie z siebie jakiś ciężar.

Idealnie opisuje to opinia jednego z moich klientów: „Emilia tak drąży w danym temacie, aż wydrąży logiczne rozwiązanie. Polecam każdemu, kto sam dla siebie chce dobrze. To jak masaż dla duszy. Po sesji czujesz się o wiele lepiej.” I do tego, by czuć się lepiej dążymy.

Czym Recall Healing® różni się od innych form terapii?

Istnieje wiele różnych metod, więc ciężko porównywać. Każdy terapeuta ma swoje sposoby i przed rozpoczęciem pracy ustala jej zasady z klientem. Jednak jeśli za przykład weźmiemy bardziej tradycyjne sesje psychologiczne, to przebieg spotkania może się bardzo różnić. Przede wszystkim założeniem jest, by odnaleźć przyczynę i przepracować ją w jak najkrótszym czasie interakcji z klientem, czyli przy niewielkiej ilości sesji. To natomiast wymaga od terapeuty spędzenia dużej ilości czasu poza spotkaniami. Najważniejszy na początku jest kwestionariusz wypełniany przez klienta oraz właściwa diagnoza wydana przez lekarza. Z otrzymanych informacji buduje się tzw. linię życia, analizuje znaczenie dolegliwości, szuka się schematów i tego, co możliwie miało wpływ na aktualny stan, przygotowuje się pytania, wymyśla sposoby przepracowania emocji, adaptuje przestrzeń…

A w tym wszystkim tylko i wyłącznie emocje!

Podczas pracy ze mną zdarza się, że osoba nie tylko płacze, ale też niekiedy krzyczy i przeklina, albo rozdziera gazety, czy bije pięściami w poduszkę… Inaczej uwalnia się smutek, inaczej złość, jeszcze inaczej wstyd. Inaczej przechodzi się przez proces przebaczania. Tu nie ma takiej, nazwijmy to, „poprawności politycznej”, jak przy konwencjonalnych metodach.

Czego w takim razie może się spodziewać klient? Jak powinien się przygotować?

Przed przystąpieniem do pracy zawsze rozmawiam z potencjalnym klientem. Przede wszystkim ustalamy zasady działania. Jeśli przypadek nie jest oczywisty (np. uzależnienie od papierosów, otyłość, bloki emocjonalne), to potrzebna jest właściwa diagnoza lekarska odnośnie problemu. Staram się też wyczuć, czy osoba naprawdę pragnie poprawy swojej sytuacji i jest gotowa na podjęcie wysiłku oraz na wzajemne zaufanie. Jeśli klient nie będzie ze mną całkowicie szczery, to nie będę w stanie wykonać swojej pracy dobrze. Oczywiście rozumiem, że ciężko jest się podzielić swoimi sekretami, zwłaszcza tymi wiążącymi się z silnymi emocjami, ale to zazwyczaj właśnie w tych sekretach kryje się rozwiązanie. Często wymagana jest konfrontacja z uczuciami, których wolałoby się nie mieć (np. żal do matki, upokorzenie związane z gwałtem czy nienawiść ze względu na wyrządzoną krzywdę). A do tego jeszcze umysł prowadzi z nami grę w chowanego, ponieważ mózg chce chronić swoje rozwiązanie problemu, więc niejednokrotnie trzeba korzystać z prowokacji. Dlatego klient musi mieć świadomość, że pewne działania mogą być kontrowersyjne i poddać się im, by dać sobie szansę.

A co w sytuacji, gdy nie mamy wiedzy na temat przebiegu ciąży naszej mamy?

W niektórych przypadkach w ogóle nie potrzebujemy wiedzy na ten temat, a w innych jesteśmy w stanie wywnioskować, co się mogło dziać w życiu matki czy ojca. Są też osoby, które szukają informacji wśród dalszych członków rodziny, jeśli nie są w stanie uzyskać ich od rodziców. Wiele zależy od tego, z czym i z kim mamy do czynienia, oraz jaka jest determinacja klienta.

Wyobrażam sobie, że dość często spotykasz się  ze sceptycyzmem?

Do każdej rzeczy można podejść sceptycznie i to wcale nie jest takie złe. Jeśli poddajemy coś pod wątpliwość, to nasz umysł pracuje, a my możemy podjąć bardziej świadome decyzje w swoim życiu. Jednak warto też mieć otwarty umysł i zdawać sobie sprawę z tego, że nie wszystko na tym świecie rozumiemy, a wcale nie oznacza to, że coś nie istnieje bądź nie działa. Dawniej nie rozumiano grawitacji, ale ona przecież wciąż istniała. Sto lat temu pewne choroby nazywano nieuleczalnymi, a teraz nie mamy z nimi większego problemu. To nie jest magia, zabobon, ta metoda nie przeciwstawia się działaniom medycyny konwencjonalnej, ani też nie preferuje żadnego wyznania religijnego czy rasy.

I nie trzeba wierzyć w tę metodę terapii, by dać sobie szansę na zmianę stanu zdrowia czy świadomości, tak samo, jak nie trzeba wierzyć w chorobę, by na nią zapaść.

Umiałabyś pomóc sama sobie?

Jest to możliwe, ale bardzo trudne. Wspominałam, że mózg myśli, że nam pomaga, więc chce chronić to, co wytworzył i sabotuje działania prowadzące do odnalezienia w pamięci właściwego zdarzenia oraz wywołanie powiązanych emocji. Ciężko jest siebie samego nabrać czy sprowokować, a jeszcze ciężej samemu sobie się zwierzyć czy uwolnić uczucia nie mając świadomości, że się ich w pełni nie przerobiło. Dlatego sama też przeprowadzam „śledztwo” wśród rodziny, spisuje wszystko, co pamiętam, i kiedy utknę – wybieram się do innego terapeuty. I oczywiście też korzystam z porad lekarskich, czy innych form prozdrowotnych działań.

Jesteś w trakcie budowy swojej strony EMIefekt.pl, a Twoje hasło na wizytówce brzmi „Butterfly effect for a better life”. Kryje się za tym jakaś historia?

Jesteśmy skomplikowanymi i, w pewnym sensie, delikatnymi istotami w świecie, który się dynamicznie zmienia. Głęboko wierzę, że na jakość naszego życia największy wpływ mają rzeczy związane z naszymi emocjami (E), myślami (M), intymnością (I), a gdy odważymy się na pracę i transformację w choć jednym z tych aspektów, to następuje ciąg zmian również pod innymi względami. Typowy efekt motyla, który wpływa pozytywnie na wszystko, co jest związane z naszą egzystencją.

Emilia Nina Mazurkiewicz / Facebook / EMIefekt.pl
Rozmowy

Polki niekompletne

30 kwietnia 2020 / Agnieszka Jabłońska

...kiedy tęsknota za dzieckiem rozwija się z czasem

Z moimi rozmówczyniami spotykamy się w modnej kawiarni i w ładnym mieszkaniu. Jemy razem słodki karmelowy popcorn na jednej z parkowych ławek i łapiemy się w biegu na biznesowy lunch. Jak o sobie mówią kobiety, które zgodziły się ze mną spotkać? Pozytywnie z uśmiechem, dużo i głośno, chętnie gestykulują, śmieją się. To świetny wstęp, ale później dochodzimy do słowa „bez”.

U każdej z nich obserwuję taką samą reakcję – milczenie. Jest chwila zawahania, zatrzymanie potoku swobodnie płynących myśli. „Tak – mówi w końcu pierwsza – żyję bez dziecka i coraz częściej czuję, że jestem niekompletna”.

Coraz starsze mamy Polki 

Granica wieku, w którym większość Polek rodzi swoje pierwsze dziecko, mocno się przesunęła. Obecnie, jak informuje mnie jedna z położonych, mamy ogromny rozstrzał. Na porodówkę przyjeżdżają tłumnie młode dziewczyny, później są pojedyncze przypadki, a kolejna nawałnica urodzeń ma miejsce wśród kobiet w okolicach trzydziestki. To nie powinno nikogo dziwić – 6 lat między skończeniem studiów a urodzeniem dziecka to czas, jaki mają Polki, by wejść na ścieżkę kariery, stać się specjalistkami, zdobyć umowę na czas nieokreślony lub ustabilizować własną firmę i iść na urlop macierzyński z poczuciem, że mają dokąd wracać. 

Kobiety, które chcą ŻYĆ

Jednak naciski na posiadanie dziecka ze strony społeczeństwa oraz bliskich są ogromne i często młode kobiety muszą dokonywać trudnych wyborów. Oczywiście da się pogodzić wychowanie dziecka z karierą zawodową, rozwojem osobistym, podróżowaniem i doświadczaniem życia. Co, jeśli jednak jakaś kobieta tego nie chce? Nie chce pracować aż do rozwiązania w trosce o swoje stanowisko pracy, nie chce jechać na wyprawę życia z wózkiem i zapasem pieluch, nie ma ochoty oddawać dziecka do dziadków co weekend, żeby poużywać życia? Co z kobietami, które mają inne plany, a jednocześnie żałują, że nie mogą się rozdwoić? Czy mamy prawo je potępiać?

#KAJA
gdy brakuje mężczyzny

Kaja zaprasza mnie na kawę do modnej kawiarni w centrum Łodzi. Pijemy wyśmienitą latte i gadamy o życiu, o jej firmie, która świetnie prosperuje, o nowym pracowniku, którego nareszcie mogła zatrudnić i o etacie wirtualnej asystentki, który właśnie stworzyła. Kaja ma 33 lata, jest właścicielką niewielkiej agencji reklamowej, którą prowadzi od niemal 7 lat. Jest śliczną kobietą: ma kręcone blond włosy, piegi i absolutnie niebieskie oczy. Co chwila się śmieje, a gdy to robi zakrywa usta dłonią dziecięcym gestem – zdecydowanie nie wygląda na twardą businesswoman. 

– Od liceum wiedziałam, że chcę pracować w reklamie. Oglądałam te wszystkie posty w telewizji, widziałam bilbordy na mieście i miałam poczucie, że umiem zrobić to lepiej. Dlatego poszłam na studia z marketingu i przez cały czas łapałam staże w agencjach, a z jedną nawet związałam się na parę lat. Jednocześnie mocno pracowałam nad moimi umiejętnościami, uczyłam się obsługi nowych programów, szlifowałam język angielski. Dzisiaj jest naprawdę fajnie, firma działa, pracuję jakieś 30 do 40 godzin w tygodniu, co jest miłą odmianą po latach zasuwania po 12 godzin codziennie. Mam ładne trzypokojowe mieszkanie, własny samochód, jestem niezależna finansowo. 

– To niesamowite, że już w tak młodym wieku miałaś pomysł na siebie! Ja w liceum miotałam się między byciem humanistką, a klasą mat-fiz. – obie się śmiejemy – Ok, Kaja, a jak Twoje plany macierzyńskie? 

– I tutaj Cię zaskoczę: nie mam żadnych – rozkłada ręce nad stolikiem – To znaczy, plany to ja mam, w tej chwili jest idealny moment na dziecko, ale nie mam żadnego faceta, który nadawałby się na ojca. Ostatnio myślałam nad wybraniem gościa, który będzie ojcem dziecka, tak wiesz, bez specjalnego związku, ale gdzieś we mnie jest ogromna potrzeba założenia rodziny – rosół w niedzielę, wspólne spacery, rodzicielskie rozmowy w sypialni. Spotkałam się z dwoma facetami, którzy byliby świetnymi mężami i ojcami. Jeden z nich oświadczył że on kategorycznie nie chce mieć dzieci do 40stki, a miał wtedy 28 lat. Mogłam poczekać, mama mi wypominała, że gdybym bardziej nad nim popracowała, ale… jak tak nie potrafię. Sama nie chciałabym związać się z osobą, która nie akceptowałaby mojego stylu życia, więc się rozstaliśmy. Drugi facet był świetny –  miał własną sieć restauracji, zaradny, przedsiębiorczy, szarmancki – c-u-d-o! Kochaliśmy się bardzo i chcieliśmy mieć rodzinę, ale okazało się, że on nie może mieć dzieci. Załamał się, zaczął pić. Wytrzeźwiał, zerwaliśmy. Życie potoczyło się dalej. Tak, żyję bez dziecka i coraz częściej czuję, że jestem niekompletna. Jeśli w ciągu 12 miesięcy nie znajdę idealnego kandydata na ojca  moich dzieci, to chyba skorzystam z innej opcji. – Kaja uśmiecha się smutno – Biologia nas współczesnych kobiet ewidentnie nie lubi – kończymy naszą kawę w milczeniu. 

#AMELIA
gdy przeważa troska o środowisko 

Amelia zaprasza mnie do swojego pięknego mieszkania w jednej z łódzkich kamienic. Pokoje w amfiladzie, wielkie okna, drewniana podłoga – miejsce jest tak samo magiczne jak jego właścicielka – joginka i weganka. Amelia ma 36 lat, ale wygląda na studentkę. Jest szczupła, ma krótkie czarne włosy, tatuaże na plecach i rękach. Siadamy wygodnie na miękkim dywanie, wspieramy się na puszystych poduchach, które zostały uszyte z tkaniny przywiezionej z Indii. 

– Moja mama już dawno straciła nadzieję i pewnie myśli, że jestem lesbijką. – Amelia puszcza do mnie oko – Wciąż podobają mi się faceci, chociaż zawsze zawieszę oko na pięknej kobiecie. Mam partnera, mama o nim nie wie. Jest Hindusem, pracuje w łódzkiej korporacji. Nie mieszkamy razem, on ma w Indiach żonę. Rodzice zorganizowali zaręczyny i ślub, gdy pojechał ostatnio do domu powiedzieć im o mnie. Poczułam się jak bohaterka filmów z Bollywood, miałam ochotę krzyczeć i tupać na środku pokoju, gdy do mnie zadzwonił. Teraz jednak cieszę się z tej sytuacji, bo z żoną będzie mógł mieć dzieci. – Amelia wzdycha i wypija łyk korzennej herbaty z mlekiem – Od dziecka uwielbiałam dzieci, opiekowałam się najpierw rodzeństwem, później pracowałam na świetlicy i z zuchami w harcerstwie. Chciałam być mamą, mieć gromadkę dzieci, dom z wielkim stołem, gwar w Święta Bożego Narodzenia… Później jednak w moim życiu pojawiła się joga, minimalizm i buddyzm. Zainteresowałam się cierpieniem, którego nie brakuje na naszej planecie i doszłam do wniosku, że nie chcę mieć dzieci. Człowiek już dość wykorzystuje Ziemię, niszczy jej zasoby, nasze dzieci będą musiały umiejętnie korzystać ze smętnych resztek i zadbać o klimat, inaczej nie przetrwamy tego. Decyzja, żeby wyjść poza moją potrzebę, poza mojego ego, które pragnęło dziecka, krzyczało o nie i obniżało moje poczucie wartości, jako kobiety była dla mnie bardzo trudna. Te wszystkie reklamy, plakaty, ciężarne koleżanki – w pewnym wieku wszystkie Twoje koleżanki są w ciąży albo już urodziły dziecko. To jest jak plaga, jak szarańcza, przewala się przez Twój rocznik, a Ty kucasz na podłodze i wkładasz sobie do ust pięść, żeby nie krzyczeć. Ale emocje są jak fale oceanu, one przychodzą i odchodzą i – Amelia uśmiecha się do mnie łagodnym ciepłym uśmiechem, a ja widzę, że moja rozmówczyni jest na zupełnie innym etapie rozwoju duchowego niż ja – można się do nich przyzwyczaić, zaakceptować je. Z czasem bolą o wiele mniej.

#KASIA
gdy mężczyzna nie chce dziecka 

Z Kasią widzimy się na krótkim lunchu biznesowym. Ma świetny kostium, krągłą figurę i zjawiskowe czarne włosy. Rozmawia szybko, jest konkretna. 

– Chciałam mieć dziecko, no pewnie. Dalej chcę zostać mamą, mam 29 lat całe życie przede mną – śmieje się – jest tylko jeden problem: mój facet. Jest rozwodnikiem, ma swoją córkę i nie widzi w swoim życiu miejsca na kolejne dziecko. Mamy impas i codziennie podejmuję od nowa decyzję, że chcę z nim być. Jest o wiele starszy ode mnie – ma 43 lata i byłby idealnym ojcem, to spokojny i ciepły człowiek, który dba o mnie i o swoją córkę, księgowy, ale uparty jak osioł. Nie wiem, czy go przekonam – Kasia elegancko kroi grillowaną pierś z kurczaka – wciąż próbuję, więc to chyba miłość, ale nie powiem Ci dzisiaj, na jak długo starczy mi tej miłości. Wiem, że może pojawić się coś takiego jak instynkt macierzyński i jeśli naprawdę go poczuję, to nie wiem, co wygra. Wolałabym nie musieć wybierać, ale nie wiem, czy jestem w stanie aż tak wpłynąć na mojego faceta. Podobno jego była żona zmusiła go do bycia ojcem, bo on nigdy nie chciał mieć dzieci. Uważam, że to nie fair wobec mnie, ale wiedziałam, na co się porywam. – Kasia wzdycha – Pewnie drugi raz podjęłabym tę samą decyzję – dzwoni telefon i Kasia pogrąża się w rozmowie biznesowej, a ja powoli kończę moją sałatkę z łososiem. 

#LIDKA
gdy pojawia się szansa na rozwój zawodowy i karierę

Lidka jest zadbaną zwyczajną dziewczyną, szczupła, ubrana na sportowo. Widzimy się w jej ulubionym łódzkim parku, siadamy na ławce, słońce przyjemnie grzeje nasze plecy. Lidka wyciąga z plecaka domowej roboty popcorn karmelowy i termos z kawą. 

– Wyszłam  za mąż z ogromnej miłości i wciąż czuję się niemal jak pierwszego dnia po ślubie. Mój mąż jest ode mnie starszy o pięć lat, jest prawnikiem, pracuje w porządnej kancelarii. Ja niedawno zmieniłam pracę. Po studiach zostałam zatrudniona w jego kancelarii na stanowisku asystentki sekretariatu i tak się poznaliśmy. Dopiero od kilku miesięcy pracuję, jako fotograf freelancer. Mogę sobie na to pozwolić, dzięki zaangażowaniu mojego męża, jestem szczęściarą – Lidka uśmiecha się – Fotografuję narzeczonych, młode pary i dzieci. Ta ostatnia część mojej pracy jest najtrudniejsza, a to właśnie ona pozwala mi utrzymać agencję i inwestować w sprzęt. Jest ogromne zapotrzebowanie na zdjęcia dzieci – nowonarodzonych bobasków, wzięcie mają fotki z chrzcin, i piękne fotografie młodych rodzin. Robię również zdjęcia ciążowe i widzę te wszystkie piękne dziewczyny z brzuszkami, to czasami aż mnie coś skręca w środku. Ostatnio po sesji długo płakałam, nie mogłam dojść do siebie. Mam 30 lat i bardzo chciałabym zajść w ciążę, przekonać się, że jestem zdolna dać życie. Czuję, że będę dobrą mamą, dużo spraw mam poukładanych w głowie i bardzo lubię dzieci. Umiem być  stanowcza – Lidka śmieje się – ale oboje z mężem doszliśmy do wniosku, że zainwestowaliśmy za dużo kapitału i mojego czasu i wysiłku, żebym miała teraz zawiesić moją firmę. Muszę poczekać. Jak długo? Nie wiem, rok, może dwa lata, może trzy. Dobrze byłoby zbudować stabilną pozycję marki na rynku – Lidka mimo sportowej kurtki i śmiesznej czapki z pomponem brzmi teraz jak prawdziwy rekin strategii – i może pomyśleć o jakimś asystencie, a co najważniejsze: wydłużyć zapisy na rok do przodu, żebym zdążyła po porodzie spokojnie wrócić do pracy, nie tracąc zleceń. To wszystko wymaga czasu – wzdycha – poza tym mój mąż wciąż nie jest przekonany, czy chce zostać ojcem. Mamy bardzo wygodne życie, gramy w tenisa, jeździmy na koncerty, dwa razy do roku odpoczywamy za granicą. Czasami to się zastanawiam, czy chciałabym z tego wszystkiego zrezygnować dla dziecka… Lidka milknie, a ja widzę, jak do kubka z kawą leci łza. Obejmuję Lidkę ramieniem, słońce powoli zachodzi w parku. 

Na koniec mojego cyklu spotkań spotykam się z Moniką. Przesympatyczna uśmiechnięta brunetka, bardzo szczupła o delikatnych rysach. Poznałyśmy się na zajęciach fitness. Monika ma 29 lat i pracuje w biurze rachunkowym. 

#MONIKA
gdy praca jest ważniejsza niż macierzyństwo

– zwolnienie ciążowe? U mnie w firmie nie ma o czymś takim mowy. Koleżanka zaszła w ciążę, poszła na L-4, następnie na macierzyński i szefowa sprytnie zachęciła ją do wzięcia urlopu wychowawczego, dziewczyna nie miała dokąd wracać. Bardzo mi jej było żal, bo to świetna księgowa, skrupulatna i fajna koleżanka, miła, nikogo nie obgadywała, nie układała się z nimi specjalnie, wiesz, jak to jest biurze, gdzie pracują same baby. – Monika wzdycha – Teraz ja jestem pod obserwacją, widziałam, jak szefowa taksowała mnie wzrokiem, jak ostatnio włożyłam luźniejszą sukienkę. Już ma braki kadrowe, jak ja zajdę w ciążę, to nie wiem, jak ona to ogarnie. Pensję mam nie najgorszą, z mężem doszliśmy do wniosku, że możemy jeszcze chwilę poczekać. Przecież teraz średnia wieku to jakieś 32 lata… – Monik zamyśla się i po chwili dodaje – Wiesz, tak naprawdę czuję się okropnie. Mamy mieszkanie, mąż ma super pracę, całkiem dobrze zarabia, a ja oddalam założenie rodziny, bo mi szkoda głupiej pracy. Tylko… boję się bardzo, że po ciąży zostanę bezrobotna, a mąż nas nie utrzyma w trójkę – wiem, bo to już liczyliśmy. Powinnam dawno odejść z tego biura i poszukać innego miejsca dla siebie, może pójdę do korpo, tam  przynajmniej można normalnie iść na L-4 i macierzyński, ale jak teraz zacznę nową pracę, to stałą umowę – o ile w ogóle – zobaczę za 2 lata. Bycie kobietą jest czasami do bani, naprawdę. – Monika zamyśla się, a osiedlowa kawiarenka powoli się wyludnia. Musimy iść, zaraz zamykają, jesteśmy ostatnimi gośćmi. 

# TY
gdy czujesz się szczęśliwa i nieszczęśliwa jednocześnie

Wszystkie moje rozmówczynie łączy uczucie bycia szczęśliwą i niekompletną jednocześnie. Zawsze uważałam, że same układamy ścieżkę, po której idziemy, wytyczamy jej kierunek oraz mamy wpływ na strukturę. Z wiekiem jednak coraz boleśniej dogania nas ciężar konsekwencji wcześniej dokonanych wyborów. 

Może należało poczekać ze zmianą pracy, przejść wcześniej z małej firmy do korpo, zmienić partnera, wyjechać do innego miasta i zacząć studia nieco wcześniej niż w wieku 28 lat? Lubię myśleć, że to, co się stało działo się w jakimś celu. Myślę, że tak właśnie miało być, a życie codziennie nas zaskakuje i robi miejsce na nowe doświadczenia – cenną lekcję rozwoju osobistego, spełnienie marzenia, czy małe tęsknoty. To wszystko składa się na obraz tego, kim jesteśmy dzisiaj. 

Chcę Ci powiedzieć, że dzisiaj jesteś sobą bez dziecka i jutro również będziesz sobą, jako mama. Pewnie Twoje życie wywróci się do góry nogami i nic nie będzie takie samo. Co nie znaczy, że dzisiaj jesteś niekompletna! Jesteś teraz najlepszą wersją siebie i jako mama też będziesz. A gdy spełni się Twoje marzenie i ziści jedno z największych pragnień, to pamiętaj o sobie,  o #motherlifebalance! 

 

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo