ZA DARMO
Change font size Change site colors contrast
Rozmowy

Dwoje dzieci Karoliny

2 września 2018 / The Mother Mag

Z mniejszym lub większym rozmachem, mniej lub bardziej spektakularnym sukcesem, na własne życzenie lub bo życie tak chce – każda z nas ma swój scenariusz zmiany.

Historie kobiet, które zawalczyły o siebie – swoje marzenia, ambicje i szczęście - inspirują nas i motywują, by postawić na siebie. Taka też jest historia Karoliny, u której zawodowy zakręt zbiegł się w czasie z poważną życiową zmianą.

Karolina Jurczak pamięta zdarzenia sprzed 1,5 roku minuta po minucie. Z pewnością miała te kilka dni szczegółowo zaplanowane i rozpisane: ostatnie chwile przed urlopem przeżyte ze świadomością, że po powrocie zacznie się najbardziej intensywny czas roku w jej branży. Przed wyjazdem zamierzała przygotować komplet dokumentów na pierwsze ważne zebranie, które miała przeprowadzić od razu po urlopie. Był piątek.

– Siedziałam w biurze od rana. Wyszłam do łazienki i usłyszałam, że jakaś pani przy recepcji o mnie pyta. Ucieszyłam się, że tak się fajnie złożyło, podeszłam, przedstawiłam się, a pani powiedziała, że zaprasza mnie do sali konferencyjnej. Ona mnie zaprasza. Zbaraniałam. Przecież to moja firma, moja sala, to ja tu jestem u siebie! W konferencyjnej siedział już mój mąż i podpisywał jakieś papiery. Zrozumiałam.

Koniec?!

Karolina pracowała w tej firmie od siedmiu lat, była szefem zespołu. Często od rana do nocy, przez cały tydzień, z pełnym zaangażowaniem. Nie przetrwało tego jej pierwsze małżeństwo. Obecnego męża, Rafała, poznała w pracy. Z czasem został jej szefem. Rafała zwolnił nowy właściciel firmy. Dlaczego ona straciła pracę?

– Nikt mi tego wtedy nie powiedział. Z czasem dotarły do mnie plotki, że „tak w korporacjach zwalnia się małżeństwa”. Wtedy wyszło na jaw, jak bardzo jej życie było związane z pracą. Tą pracą.

– Od lat używałam służbowego numeru i komputera również prywatnie. Nie mogło być inaczej, nie rozdzielałam tych obszarów życia. Musiałam szybko kupić nową kartę do telefonu. To na służbową skrzynkę dostawałam hasła i dostępy, korespondencję z banku. Trzeba to było szybko odkręcić, chociaż pewnie do tej pory nie wszystko przekierowałam. Do późnej nocy odbieraliśmy telefony i wiadomości od zaskoczonego takim zwrotem akcji zespołu. Wiesz jaka była moja główna myśl przez ten czas? Nie zdążę się przygotować do zebrania.

Wakacje

Po takim piątku niedzielny wylot do Tajlandii nie mógł być dobrze zorganizowany.

– Ubezpieczenie załatwialiśmy z lotniska, pierwszy nocleg zarezerwowaliśmy w czasie międzylądowania w Moskwie. Szaleństwo. Myślałam, że ten wyjazd po prostu nie może się udać.

Udał się, mimo że wciąż to, co się stało, było ważnym tematem rozmów. Zaczęli rozważać, co zrobić dalej. A Karolina zaczęła mieć ochotę na ogórki.

– Taki klasyk. Nawet nie same ogórki, tylko ten kiszonkowy sok. Chodził za mną przez kilka dni, więc zaraz po powrocie pojechałam po ogórki. I po test.

Dwie kreski nie były zaskoczeniem: starali się o dziecko od dłuższego czasu. Ale w takim momencie…? Szok.

Co dalej?

– W ciąży, bez pracy.  Dobrze, że planowaliśmy dziecko i płaciłam wyższe składki ZUS, żeby mieć zabezpieczony macierzyński. Miałam dzięki temu chociaż trochę spokoju.

Karolina myślała o rozwoju zawodowym w nieco innym niż dotychczas obszarze, ciąża wymusiła jednak ostrożność w planowaniu przyszłości.

– Nie mogłam myśleć o nowych kierunkach, bo musiałabym zacząć od zera. Uznałam, że najbezpieczniej będzie zostać w branży, którą znam najlepiej. Nie skreślam jednak nowych ścieżek na zawsze. Teraz nie mogłabym się skoncentrować na swoim rozwoju tak, jak bym chciała, ale kiedyś to zrobię. Mam na siebie konkretny plan na wiele lat w przód, nie chcę się zatrzymywać na tym, co teraz robię.

Pojawiło się kilka propozycji, jednak to Karolina wiedziała na pewno: nie chciała już angażować swoich sił i czasu w pracę dla kogoś. Czyli własna firma. Naprawdę własna.

– Rafał jest udziałowcem w 1/3. Nie pracujemy jednak razem. Trochę szkoda, zawsze to lubiliśmy. Nawet, gdy w praktyce to oznaczało, że w domu kłócimy się o pracę, a w pracy o dom.

Drugie dziecko

Własna firma oznaczała, że to Karolina zdecyduje, w jakim tempie rozwija się biznes i będzie to mogła połączyć z coraz bardziej zaawansowaną ciążą, a potem macierzyństwem. Czas pokazał, że klientów przybywa nawet szybciej niż się spodziewała. Zatrudnia pięć osób.

– Mam dwoje dzieci: Kalinę i firmę. Firmę kocham tylko trochę mniej. Oczywiście, jak jestem w pracy, to tęsknię za Kaliną, gdybym jednak była tylko z dzieckiem, myślałabym o pracy.

Gdyby mogła, pracowałaby pewnie do końca ciąży. Musiała jednak iść na zwolnienie lekarskie i nie mogła już aktywnie brać udziału w życiu firmy. Zamiast tego odpoczywała, czyli planowała, wymyślała procedury, czuwała z daleka nad sprawami organizacyjnymi. Firma była przecież wtedy w powijakach, tyle spraw było do przygotowania i wdrożenia. Na szczęście Karolina mogła liczyć na męża.

– 12 stycznia miałam cesarkę. 15 minut po tym, jak przewieźli mnie na blok pooperacyjny, Rafał powiedział: „Zabijesz mnie, ale musimy coś uzgodnić”.

Karolina mówi, że cztery pierwsze miesiące siedziała w domu z dzieckiem. A potem tłumaczy, co uznaje za siedzenie.

– Nie pracowałam, nie zajmowałam się klientami, ale kiedy mała spała, siedziałam w mailach, procedurach, czuwałam nad sprawami administracyjnymi i finansowymi. Koło 18:00 wracał ze swojej pracy Rafał, o 19:00 kładłam Kalinę i szłam do biura, chociażby po to, żeby się rozejrzeć, sprawdzić, czy jest porządek. Na szczęście biuro mam tuż koło domu.

Matka pracująca

Od czerwca wróciła do pracy, czyli spędza w biurze osiem godzin. Kaliną zajmuje się niania. Wciąż sprawdza się świetnie niewielka odległość z domu do pracy: w każdej chwili można wpaść i sprawdzić, co się dzieje z dzieckiem, pocałować, przytulić. Choć nie zawsze jest łatwo pogodzić pracę z macierzyństwem.

– Często tak się składa, że akurat przed moim bardzo ciężkim dniem Kalina postanawia nie spać przez całą noc, chociaż generalnie śpi dobrze.

Dziewczynka szybko się rozwija: do razu zaczęła podnosić głowę i tak jej zostało, w czwartym miesiącu miała dwa zęby, w szóstym już siedzi i zaczyna raczkować.

– Nie chcę, żeby mi coś umknęło w jej rozwoju. Chcę być z nią wieczorami, jak zasypia. Nie oglądam wtedy telewizji, nie rozmawiam przez telefon. Myślę o niej w pracy cały czas: czy zjadła, czy spała, czy niania dała jej dużo wody, przecież jest upał. Jestem z tych zaborczych matek: jak jestem z nią to wszystko muszę robić sama, bo nikt tego tak dobrze nie zrobi. To ja ją nauczyłam, że jest ciągle noszona. Waży teraz 9 kilogramów, więc trochę od tego noszenia bolą mnie plecy. Wróciłam do ćwiczeń, bolą mniej.

Marzenia?

– Ja też czasem potrzebuję czasu dla siebie. Wakacje z dziećmi? Próbowaliśmy, nie polecam. Ogromnie szanuję kobiety, które mają dwoje i więcej dzieci. Ja z jednym ledwie daję radę. Kiedy one mają czas dla siebie?

Duma i żal

Własna firma działa i ma się nieźle. Dziecko jest zdrowe i zadowolone. Prosta historia sukcesu będącego skutkiem życiowego zakrętu? Karolina widzi to trochę inaczej:

– Ciąża i zwolnienie z pracy to trochę za dużo. Osunął mi się wtedy grunt pod nogami. W ciąży potrzebny jest spokój, świadomość, że masz gdzie wrócić, jak już odpoczniesz. Cieszę się ze swojej firmy, jestem dumna, ale wiem, że lepiej by było i dla mnie, i dla Kaliny, gdyby wszystko nie nastąpiło jednocześnie. Myślę tak, mimo że dałam sobie radę.

Plusy?

– Nagłe zwolnienie z pracy to cios w poczucie własnej wartości: jak to, jestem niepotrzebna? Po wszystkim, co zrobiłam? Moja firma pozwoliła mi uwierzyć we własne siły. Teraz wiem lepiej niż kiedykolwiek, jak bardzo jestem profesjonalna w tym, co robię. Wiem, że cenią mnie klienci. Wiem, że potrafię sobie poradzić.

Jest nas wiele

Własna historia uświadomiła Karolinie, jak trudna jest sytuacja kobiet, które decydują się dziecko prowadząc działalność gospodarczą. Sama zdecydowała się na podwyższoną składkę ZUS, by mieć odpowiednie zabezpieczenie, wymaga to jednak planowania i wzmożonej pracy. By móc opłacić tak wysoką składkę, zdecydowała się na dodatkowe zadania, więcej pracy i stresu. Życie pokazało, że od decyzji o dziecku do wymarzonych dwóch kresek droga bywa daleka. A ZUS płacić trzeba co miesiąc. Może gdyby nie ten ZUS i dodatkowa praca, udałoby się wcześniej? Co z kobietami, które zachodzą w nieplanowaną ciążę, nie mają możliwości opłacenia wyższego ZUSu, nie mają wsparcia w partnerze czy rodzinie? Zasady obowiązujące kobiety na działalności są bezwzględne. Macierzyński niemal nie istnieje.

– To niedopatrzenie prawne, które trzeba przewalczyć i ja mam zamiar to zrobić.

Karolina zaangażowała się w działanie stowarzyszenia walczącego o godny macierzyński dla kobiet na działalności gospodarczej i śmieciówkach. Dajmy jej chwilę.

 

Ciało

Masaż twarzy i facetaping. Rozmowa z Anetą Hregorowicz-Gorlo

13 stycznia 2021 / Monika Pryśko

Poznajcie Anetę Hregorowicz-Gorlo, kobietę, która w swojej Akademii uczy, jak się masować, by mieć zdrowe i piękne ciało, a szczególnie witalną, łagodną i promienną twarz.

Przez lata zgłębiała tajniki masażu, by połączyć je z niekonwencjonalnymi metodami, jak stawianie baniek na twarz, czy wykorzystywanie taśm kinezjologicznych, które zazwyczaj stosuje się w kontuzjach i rehabilitacji ciała. 

 

Powiedz, gdzie uczyłaś się masażu? Wyobrażam sobie te godziny szkoleń! 

Od wielu lat interesuję się masażem, zgłębiam tajniki, czytam, oglądam, a ostatnimi laty doszły do tego wyjazdy, szczególnie na Wschód. Rosja, Ukraina, Łotwa słyną z kultury masowania. Kiedy skończyłam studia ponad 10 lat temu, nauczanie masażu opierało się na podstawowych informacjach. Moja ciekawość anatomii twarzy, naszego naturalnego  potencjału do samoodnowy, motywowała mnie do poszukiwań, dlatego stawiałam sobie nowe wyzwania w poszukiwaniu nowej dla mnie wiedzy i łączenia jej właśnie z dziedziną kosmetologii, naturoterapii, psychobiologii i ekologicznego stylu życia. Na mojej drodze stanęło wówczas wielu wspaniałych ludzi, od niezwykłych lekarzy, osteopatów, po masażystów i naturoterapeutów, którzy pokazali mi, że skóra i jej zewnętrzne piękno to wynik wewnętrznego zdrowia.

 

To brzmi wręcz mistycznie, choć przecież wiem, że nie jest to wiedza tajemna.  Zastanawiam się więc, dlaczego nie mówi się o tym głośniej i dlaczego masaż nie jest dla nas tak naturalny, jak być powinien. 

Byliśmy pochłonięci nową technologią, urządzeniami, odkrywaniem ekspresowych kuracji upiększających, zafascynowani szybkim działaniem niektórych technik. Gabinety kosmetyczne inwestowały w nowe sprzęty, które gwarantują piękną, młodą, jędrną skórę. Natomiast te manualne terapie zostały odstawione na bok, ale one były zawsze, nie są żadnym odkryciem.Teraz natomiast przeżywają renesans. 

 

Czy to znaczy, że zamiast botoksu kobiety powinny inwestować w częstsze wizyty w gabinetach masażu? 

Jako naturoterapeutka i kosmetolog holistycznie patrzący na nasze ciało, cenię sobie naturalne metody. Nigdy nie byłam przeciwna medycynie estetycznej, nawet sama próbowałam w swoim życiu wielu propozycji, jakie nam daje świat medycyny i kosmetologii estetycznej. Jednak to, co jest bardzo ważne, to zdrowy rozsądek i umiar. Zaufanie naszej naturze, zaufanie temu, co nas od środka zasila i wzmacnia. Twarz ostrzyknięta botoksem, przez wiele lat poddana ,,paraliżowi” zamienia się w maskę, a jej skóra, przez brak odpowiedniego krążenia, robi się wiotka i bardzo słaba.

W ostatnim czasie współpracuję z wieloma lekarzami, którzy dla uzyskania jak najlepszych rezultatów odmłodzenia czy regeneracji, otwarcie już mówią o dobroczynnym wpływie masażu jak i ,,rehabilitacji estetycznej” – przed kuracją, jak i po niej. Mowa o niwelowaniu obrzęków po ostrzyknięciu, rozmiękczeniu zrostów, jakie czasem powstają przy zabiegach medycyny estetycznej, tworząc blokady w przepływie płynów fizjologicznych.

 

Czy to był jeden z impulsów, by stworzyć autorską metodę masażu twarzy?

Stworzyłam pakiet autorskich technik, które w przypływie weny zapisałam, zmotywowana efektami, których byłam świadkiem. Zainspirowana spotkaniami z ludźmi z całego świata, zebrałam same perełki, które na swoich kursach i warsztatach przekazuję innym kobietom. 

Potrzebowałam skutecznego narzędzia, które pozwoli mi w całkowicie naturalny sposób, w pełni holistycznie zaopiekować się kobiecą urodą, a szczególnie zdrowiem, tak samo na poziomie fizycznym, jak i psychoemocjonalnym.

 

 

Pamiętam, gdy na warsztatach tłumaczyłaś mi, że twarz też powinna być w dobrej formie! Masaż ciała to coś, co znamy, natomiast masaż twarzy do niedawna brzmiał dla mnie nieco ekscentrycznie. 

Nie wiem, czy zwróciłaś uwagę, ale od kilku lat nurt holistyczny zaczyna się bardzo rozwijać. Kobiety częściej już czytają etykiety kosmetyków, interesują się tym, co nakładają na swoją skórę i wiedzą, że krem za 2000 zł nie jest w stanie zagwarantować piękna i długowiecznej młodości, ponieważ może być jedynie finezyjnym wykończeniem relaksacji, może być aromaterapią. Natomiast za kondycję twarzy odpowiada krew, układ mięśniowy, który jest rozprężony. Naczynia krwionośne, które niczym nurty rzeczne odżywiają tkanki od środka. To, co znajduje się pod skórą, jest odpowiedzialne za piękno, zdrowie i witalność.

 

Zwróciłaś też moją uwagę na mięsnie twarzy.  Zapomnieliśmy, że twarz to mięśnie, a mięśnie potrzebują konkretnego działanie, a nie miziania piórkiem. Od tych warsztatów minęło kilka miesięcy, a ja wciąż o tym pamiętam przy codziennej pielęgnacji, mimo że teoretycznie nie powinnam zbyt mocno masować twarzy, ponieważ mam cerę naczynkową. 

Gdy jeszcze studiowałam kosmetologię, głównym przeciwwskazaniem do masażu była właśnie cera naczynkowa czy wrażliwa. Zobacz, jakie to jest mylne i złudne. Jeśli przykładowo moja ręka byłaby w gipsie przez pół roku, to skóra po nim na pewno się wysuszyła, nie miała dobrego krążenia, była przez większość czasu unieruchomiona. Więc gdy tylko zdejmą mi gips, zaczynam rehabilitację, by krążenie wróciło do normy.  Takiej samej gimnastyki i ćwiczeń potrzebują nasze naczynia krwionośne, aby były zdrowe i szczelne.

 

No właśnie, traktujemy ciało dość ostro, gdy chcemy, by wróciło do dawnej sprawności. 

Jeśli mam kruchość naczyń krwionośnych, jeśli mam mało tkanki łącznej i moja skóra jest wiotka, to przecież nie mogę jej delikatnie głaskać, bo żadne krążenie się tam nie poprawi. 

Tak naprawdę nasze tkanki aż proszą o intensywny bodziec. Jeśli porównasz twarz do doliny, gdzie płynie rzeka, to gdy na rzece robi się tama, ja nie idę tam z miotłą i nie zmiatam na niej kurzu. Ja zakasuję rękawy i usuwam tę tamę. Tak samo jest z twarzą. Nie będę głaskać mięśni żwacza, który jest napięty i chłonie cały kortyzol, tylko skupię się na intensywnym masażu. 

 

Pamiętam, że masaż twarzy, który mi zrobiłaś, bardzo poprawił mi nastrój. Faktycznie nie chodzi tylko o to, by wyglądać ładniej, ale by pozbyć się też negatywnych emocji, które kumulujemy w mięśniach twarzy. Zauważyłaś wtedy, że powinnam więcej uwagi poświęcać mojej żuchwie, bo właśnie po tym fragmencie twarzy widać, że miałam ostatnio nerwowy czas. 

Jesteś osobą, która wydaje się być szczera ze sobą. To znaczy, że jeśli jest ci smutno, to się nie uśmiechasz. Twoja twarz wyraża emocje, więc jeśli jest dobrze, to na twarzy to widać, i odwrotnie. Wyobraź sobie, że są osoby, które z różnych powodów mają na twarzy maskę. Takie twarze są mało żywe, a jeśli dodamy do tego medycynę estetyczną i zablokujemy mięśnie botoksem, nie damy mięśniom popracować, to mamy problem. U takich osób występuje brak krążenia, niedotlenienie, a przecież blisko twarzy jest mózg. Ponad 60 mięśni naszej twarzy nie tylko odżywia naszą skórę, pompując krew do kapilarów, ale dodatkowo przecież doprowadza krew do naszego mózgu. Osoby, które są jak zamrożone, które mają bardzo dużo napięć, często też, co wynika z moich obserwacji, borykają się ze stanami depresyjnymi, zachwianiem równowagi psychoemocjonalnej, migrenami, zmęczeniem, przewlekłym stresem.

 

Gdy mówisz teraz o krążeniu, mięśniach, tkankach i przepływie limfy, wydaje mi się to bardzo trudne. Sama wiesz, że najtrudniej jest zacząć. 

Zacznij od początku. Nawet dzieci robią to intuicyjnie. Gdy są zmęczone i znudzone, masują okolicę oczu, pobudzają sobie zakończenia nerwowe, które są odpowiedzialne za orzeźwienie i otrzeźwienie umysłu. W kącikach oczu mamy punkt, który, kiedy tylko przytrzymasz go kilka sekund, aktualizuje twój mózg, bo poprawia krążenie i odświeża.

 

Znowu wychodzi na to, że to, co najprostsze, jest najbardziej skuteczne.

Masaż to dotyk, najstarsza terapia na świecie. Boli mnie głowa, chwytam się za czoło. Dwie dłonie oparte o skronie, opuszki palców na włosach i nieświadomie masujemy głowę. Nie musimy być super specjalistą, żeby zafundować sobie kilka minut masażu w domu. Oczywiście dobrze, jeśli wiemy, jak przepływa limfa, jak ułożone są mięśnie naszej twarzy, natomiast sam dotyk, samo głaskanie, samo ciepło dłoni i intencja już działają. 

 

Czytałam gdzieś, że twarz należy masować w określonym kierunku, bo inaczej rozciągniemy sobie skórę i spowodujemy szybsze powstawanie zmarszczek. 

Wystarczy, że będziesz świadoma tego, że limfa odpływa od środkowej części twarzy w stronę uszu i spływa po szyi do największych kanałów limfatycznych, jakimi są pachy. Wszystkie ruchy wykonuj zgodnie z tą linią. Zachęcam do masażu intuicyjnego, bo twarz woła o uwagę, a każda z nas ma napięcia w twarzy w innym miejscu. 

 

Dobrze, że o tym wspominasz. Naśladowanie bez zaangażowania i wyczucia własnych potrzeb wydaje się być bez sensu.

Dokładnie tak, bo skupiamy się nie na tym, co robimy, tylko na tym, co zaraz będziemy musiały zrobić. 

 

I wtedy rozwijamy rolkę taśmy kinezjologicznej i dzieją się cuda!

Taśmy to nie jest cud natury, to nie plastry nasączone płatkami złota. To taśmy, które zostały opatentowane przez japońskiego lekarza Dr Kenzo Kase. Odwzorowują linie papilarne i strukturę naszej skóry, co oznacza, że gdy nadamy im odpowiednie napięcie, bądź jego brak, a także z odpowiednią intensywnością nakleimy je na naszą skórę, zostaje ona w  kinezjologiczny sposób podniesiona. Taśma działa na tkankę unosząc jej strukturę, a jeśli pod skórą i powięzią zaczyna być więcej przestrzeni, to oznacza, że krew i limfa zaczynają swobodnie przepływać. A krew i limfa to eliksir urody. 

 

Czyli tak naprawdę chodzi o regenerację, odbudowę tkanek?

To tak jak ze skaleczeniem. Jeśli skaleczę swoją dłoń, to moje komórki, komórki Langerhansa, komórki odpornościowe, robią wszystko, żeby skupić się na regeneracji i procesie naprawczym tej zmiany. Z taśmą jest podobnie. Jeśli poprzez masaż stymuluję sobie tkankę i na to nałożę taśmę, to wzmacniam efekt regeneracji i rewitalizacji danego obszaru.

 

Nie trzeba chyba być specjalistą, by używać tych plastrów? Są dostępne choćby online, na Allegro ich cena zaczyna się od 11 zł. Czy wystarczy je pociąć na paseczki i sobie je intuicyjnie nakleić?

Jeśli chcemy osiągnąć zdecydowanie bardziej spektakularne rezultaty, wymodelować naszą twarz, rozprężyć odpowiednie partie mięśniowe (a pamiętajmy, że deformacje robią się poprzez napięcia mięśniowe, czy zablokowanie limfy w podbródku), to tutaj fajnie byłoby znać biomechanizmy i kierować się rzeczywiście wskazówkami, które pomogą tę deformację rozłożyć na czynniki pierwsze, czyli np. odprowadzić limfę czy wzmocnić mięśnie. 

 

Na swoim profilu na Instagramie często publikujesz swoje zdjęcia z naklejonym na czoło serduszkiem. Sama czasem sobie podobne naklejam. 

To bardzo prosta aplikacja, którą nakłada się w okolicy tzw. trzeciego oka. Ten kawałek taśmy naklejony na czole pomaga w czasie migreny, ma działanie odprężające, wygładza zmarszczki. W czasie snu relaksuje napięty mięsień marszczący brwi. Uspokaja i harmonizuje. 

 

Zastanawia mnie, czy masażem twarzy jesteśmy w stanie walczyć z niedoskonałościami skóry. Mam na myśli nie tyle zmarszczki, co na przykład trądzik czy zmiany chorobowe. Czy taśmy pomogą w przywróceniu twarzy dobrej kondycji?

Wróćmy do przykładu tamy. Nagle do rzeki trafia parę kontenerów ze śmieciami. Te śmieci to toksyny, złogi, neurotoksyny, stres. Toksyny z pożywienia i powietrza, ale też z naszych myśli. Te nurty rzeczne, czyli kanały krwionośne, energetyczne czy limfatyczne, są zatkane. Jeśli one są zatkane, to nasze tkanki zachowują się jak bagno, którego nikt dawno nie oczyszczał. Nasza twarz zaczyna puchnąć, woda zbiera się w tkankach i nie ma możliwości odpływu. I wtedy nasza skóra informuje nas, że coś jest nie tak. Zaczynają na twarzy pojawiać się wypryski, stany zapalne, przebarwienia. 

 

Faktycznie, gdy tak to opisujesz, już sama widzę, że nawet najlepszy krem tutaj nie bardzo pomoże, że to za mało. 

Nie jestem przeciwna kremom i zabiegom, tylko trzeba wziąć pod uwagę, że pierwszym krokiem powinno być odblokowanie i praca z przyczyną, czyli z zastojem. Sama uwielbiam naturalne produkty, aromaterapię, choć zawsze na pierwszym miejscu jest masaż! Reszta to tylko przyjemny dodatek.

 

Aż boję się zadać to pytanie. Systematyka i w tym przypadku jest ważna?

Pewnie, że tak. Pomyśl sobie, że raz na pół roku idziesz na spacer. Albo zadaj pytanie dietetykowi, jak długo będziesz zdrowa po zjedzeniu marchewki. Byłam dziś pół godziny na rowerze, czy to znaczy, że przez najbliższe miesiące mogę leżeć na kanapie? Tutaj systematyka jest jak picie wody. Nie wypijesz na raz 20 litrów wody i nie powiesz – dobra, mam luz na cały miesiąc.

 

Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić! Rozmawiasz z największym leniem na świecie. 

I dlatego też stworzyłam autorski program automasażu. Kurs FACEMODELING SELF TAPE, który uczy pozytywnej dyscypliny w działaniu, dobrej rutyny i pielęgnacji twarzy, która już po kilku dniach, tygodniach odwdzięcza się łagodnym wygladem, młodością i promiennością.

Profesjonalne masaże to coś wspaniałego, ale korzystasz z nich raz na jakiś czas. Są bardzo cenne i zachęcam, by dać sobie co jakiś czas tę ogromną przyjemność. Nawet na mojej stronie rekomenduję miejsca, które warto odwiedzić już w całej Polsce.

Pamiętajmy jednak, że to codzienna, pozytywna rutyna, zdrowe pożywienie, oddech i harmonia są kluczem do zdrowia i urody naszej twarzy i całego ciała.

 

Chciałabym też zaznaczyć, a co poczułam po masażu w Twoim gabinecie, że nawet jeśli trzeba zachować systematyczność, to i tak efekt widać od razu. 

Tak, to prawda. Jeśli techniki są dopasowane do potrzeb i ja wyczuję, co mi służy, gdzie jest potrzeba masażu, to tkanki są na tyle wdzięczne, że to widać. Przypomina to o pierwotnym modelu samouzdrawiania. Widać to u osoby, która ma 20 lat, ale najbardziej widać u osób, które tego masażu naprawdę potrzebują. U osób starszych, zmęczonych, schorowanych, albo po prostu zaniedbanych, zapomnianych.

 

Jeśli twarz po 20 latach bez uwagi dostanie taki masaż, to zdecydowanie poinformuje nas swoim radosnym, łagodnym i wypoczętym wyglądem.

Dbajmy o siebie dziewczyny! 

Zdrowie i piękno jest w naszych rękach każdego dnia!

 

_

Na zdjęciu: Emilia Pryśko

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo