Change font size Change site colors contrast
Rozmowy

Dwoje dzieci Karoliny

2 września 2018 / The Mother Mag

Z mniejszym lub większym rozmachem, mniej lub bardziej spektakularnym sukcesem, na własne życzenie lub bo życie tak chce – każda z nas ma swój scenariusz zmiany.

Historie kobiet, które zawalczyły o siebie – swoje marzenia, ambicje i szczęście - inspirują nas i motywują, by postawić na siebie. Taka też jest historia Karoliny, u której zawodowy zakręt zbiegł się w czasie z poważną życiową zmianą.

Karolina Jurczak pamięta zdarzenia sprzed 1,5 roku minuta po minucie. Z pewnością miała te kilka dni szczegółowo zaplanowane i rozpisane: ostatnie chwile przed urlopem przeżyte ze świadomością, że po powrocie zacznie się najbardziej intensywny czas roku w jej branży. Przed wyjazdem zamierzała przygotować komplet dokumentów na pierwsze ważne zebranie, które miała przeprowadzić od razu po urlopie. Był piątek.

– Siedziałam w biurze od rana. Wyszłam do łazienki i usłyszałam, że jakaś pani przy recepcji o mnie pyta. Ucieszyłam się, że tak się fajnie złożyło, podeszłam, przedstawiłam się, a pani powiedziała, że zaprasza mnie do sali konferencyjnej. Ona mnie zaprasza. Zbaraniałam. Przecież to moja firma, moja sala, to ja tu jestem u siebie! W konferencyjnej siedział już mój mąż i podpisywał jakieś papiery. Zrozumiałam.

Koniec?!

Karolina pracowała w tej firmie od siedmiu lat, była szefem zespołu. Często od rana do nocy, przez cały tydzień, z pełnym zaangażowaniem. Nie przetrwało tego jej pierwsze małżeństwo. Obecnego męża, Rafała, poznała w pracy. Z czasem został jej szefem. Rafała zwolnił nowy właściciel firmy. Dlaczego ona straciła pracę?

– Nikt mi tego wtedy nie powiedział. Z czasem dotarły do mnie plotki, że „tak w korporacjach zwalnia się małżeństwa”. Wtedy wyszło na jaw, jak bardzo jej życie było związane z pracą. Tą pracą.

– Od lat używałam służbowego numeru i komputera również prywatnie. Nie mogło być inaczej, nie rozdzielałam tych obszarów życia. Musiałam szybko kupić nową kartę do telefonu. To na służbową skrzynkę dostawałam hasła i dostępy, korespondencję z banku. Trzeba to było szybko odkręcić, chociaż pewnie do tej pory nie wszystko przekierowałam. Do późnej nocy odbieraliśmy telefony i wiadomości od zaskoczonego takim zwrotem akcji zespołu. Wiesz jaka była moja główna myśl przez ten czas? Nie zdążę się przygotować do zebrania.

Wakacje

Po takim piątku niedzielny wylot do Tajlandii nie mógł być dobrze zorganizowany.

– Ubezpieczenie załatwialiśmy z lotniska, pierwszy nocleg zarezerwowaliśmy w czasie międzylądowania w Moskwie. Szaleństwo. Myślałam, że ten wyjazd po prostu nie może się udać.

Udał się, mimo że wciąż to, co się stało, było ważnym tematem rozmów. Zaczęli rozważać, co zrobić dalej. A Karolina zaczęła mieć ochotę na ogórki.

– Taki klasyk. Nawet nie same ogórki, tylko ten kiszonkowy sok. Chodził za mną przez kilka dni, więc zaraz po powrocie pojechałam po ogórki. I po test.

Dwie kreski nie były zaskoczeniem: starali się o dziecko od dłuższego czasu. Ale w takim momencie…? Szok.

Co dalej?

– W ciąży, bez pracy.  Dobrze, że planowaliśmy dziecko i płaciłam wyższe składki ZUS, żeby mieć zabezpieczony macierzyński. Miałam dzięki temu chociaż trochę spokoju.

Karolina myślała o rozwoju zawodowym w nieco innym niż dotychczas obszarze, ciąża wymusiła jednak ostrożność w planowaniu przyszłości.

– Nie mogłam myśleć o nowych kierunkach, bo musiałabym zacząć od zera. Uznałam, że najbezpieczniej będzie zostać w branży, którą znam najlepiej. Nie skreślam jednak nowych ścieżek na zawsze. Teraz nie mogłabym się skoncentrować na swoim rozwoju tak, jak bym chciała, ale kiedyś to zrobię. Mam na siebie konkretny plan na wiele lat w przód, nie chcę się zatrzymywać na tym, co teraz robię.

Pojawiło się kilka propozycji, jednak to Karolina wiedziała na pewno: nie chciała już angażować swoich sił i czasu w pracę dla kogoś. Czyli własna firma. Naprawdę własna.

– Rafał jest udziałowcem w 1/3. Nie pracujemy jednak razem. Trochę szkoda, zawsze to lubiliśmy. Nawet, gdy w praktyce to oznaczało, że w domu kłócimy się o pracę, a w pracy o dom.

Drugie dziecko

Własna firma oznaczała, że to Karolina zdecyduje, w jakim tempie rozwija się biznes i będzie to mogła połączyć z coraz bardziej zaawansowaną ciążą, a potem macierzyństwem. Czas pokazał, że klientów przybywa nawet szybciej niż się spodziewała. Zatrudnia pięć osób.

– Mam dwoje dzieci: Kalinę i firmę. Firmę kocham tylko trochę mniej. Oczywiście, jak jestem w pracy, to tęsknię za Kaliną, gdybym jednak była tylko z dzieckiem, myślałabym o pracy.

Gdyby mogła, pracowałaby pewnie do końca ciąży. Musiała jednak iść na zwolnienie lekarskie i nie mogła już aktywnie brać udziału w życiu firmy. Zamiast tego odpoczywała, czyli planowała, wymyślała procedury, czuwała z daleka nad sprawami organizacyjnymi. Firma była przecież wtedy w powijakach, tyle spraw było do przygotowania i wdrożenia. Na szczęście Karolina mogła liczyć na męża.

– 12 stycznia miałam cesarkę. 15 minut po tym, jak przewieźli mnie na blok pooperacyjny, Rafał powiedział: „Zabijesz mnie, ale musimy coś uzgodnić”.

Karolina mówi, że cztery pierwsze miesiące siedziała w domu z dzieckiem. A potem tłumaczy, co uznaje za siedzenie.

– Nie pracowałam, nie zajmowałam się klientami, ale kiedy mała spała, siedziałam w mailach, procedurach, czuwałam nad sprawami administracyjnymi i finansowymi. Koło 18:00 wracał ze swojej pracy Rafał, o 19:00 kładłam Kalinę i szłam do biura, chociażby po to, żeby się rozejrzeć, sprawdzić, czy jest porządek. Na szczęście biuro mam tuż koło domu.

Matka pracująca

Od czerwca wróciła do pracy, czyli spędza w biurze osiem godzin. Kaliną zajmuje się niania. Wciąż sprawdza się świetnie niewielka odległość z domu do pracy: w każdej chwili można wpaść i sprawdzić, co się dzieje z dzieckiem, pocałować, przytulić. Choć nie zawsze jest łatwo pogodzić pracę z macierzyństwem.

– Często tak się składa, że akurat przed moim bardzo ciężkim dniem Kalina postanawia nie spać przez całą noc, chociaż generalnie śpi dobrze.

Dziewczynka szybko się rozwija: do razu zaczęła podnosić głowę i tak jej zostało, w czwartym miesiącu miała dwa zęby, w szóstym już siedzi i zaczyna raczkować.

– Nie chcę, żeby mi coś umknęło w jej rozwoju. Chcę być z nią wieczorami, jak zasypia. Nie oglądam wtedy telewizji, nie rozmawiam przez telefon. Myślę o niej w pracy cały czas: czy zjadła, czy spała, czy niania dała jej dużo wody, przecież jest upał. Jestem z tych zaborczych matek: jak jestem z nią to wszystko muszę robić sama, bo nikt tego tak dobrze nie zrobi. To ja ją nauczyłam, że jest ciągle noszona. Waży teraz 9 kilogramów, więc trochę od tego noszenia bolą mnie plecy. Wróciłam do ćwiczeń, bolą mniej.

Marzenia?

– Ja też czasem potrzebuję czasu dla siebie. Wakacje z dziećmi? Próbowaliśmy, nie polecam. Ogromnie szanuję kobiety, które mają dwoje i więcej dzieci. Ja z jednym ledwie daję radę. Kiedy one mają czas dla siebie?

Duma i żal

Własna firma działa i ma się nieźle. Dziecko jest zdrowe i zadowolone. Prosta historia sukcesu będącego skutkiem życiowego zakrętu? Karolina widzi to trochę inaczej:

– Ciąża i zwolnienie z pracy to trochę za dużo. Osunął mi się wtedy grunt pod nogami. W ciąży potrzebny jest spokój, świadomość, że masz gdzie wrócić, jak już odpoczniesz. Cieszę się ze swojej firmy, jestem dumna, ale wiem, że lepiej by było i dla mnie, i dla Kaliny, gdyby wszystko nie nastąpiło jednocześnie. Myślę tak, mimo że dałam sobie radę.

Plusy?

– Nagłe zwolnienie z pracy to cios w poczucie własnej wartości: jak to, jestem niepotrzebna? Po wszystkim, co zrobiłam? Moja firma pozwoliła mi uwierzyć we własne siły. Teraz wiem lepiej niż kiedykolwiek, jak bardzo jestem profesjonalna w tym, co robię. Wiem, że cenią mnie klienci. Wiem, że potrafię sobie poradzić.

Jest nas wiele

Własna historia uświadomiła Karolinie, jak trudna jest sytuacja kobiet, które decydują się dziecko prowadząc działalność gospodarczą. Sama zdecydowała się na podwyższoną składkę ZUS, by mieć odpowiednie zabezpieczenie, wymaga to jednak planowania i wzmożonej pracy. By móc opłacić tak wysoką składkę, zdecydowała się na dodatkowe zadania, więcej pracy i stresu. Życie pokazało, że od decyzji o dziecku do wymarzonych dwóch kresek droga bywa daleka. A ZUS płacić trzeba co miesiąc. Może gdyby nie ten ZUS i dodatkowa praca, udałoby się wcześniej? Co z kobietami, które zachodzą w nieplanowaną ciążę, nie mają możliwości opłacenia wyższego ZUSu, nie mają wsparcia w partnerze czy rodzinie? Zasady obowiązujące kobiety na działalności są bezwzględne. Macierzyński niemal nie istnieje.

– To niedopatrzenie prawne, które trzeba przewalczyć i ja mam zamiar to zrobić.

Karolina zaangażowała się w działanie stowarzyszenia walczącego o godny macierzyński dla kobiet na działalności gospodarczej i śmieciówkach. Dajmy jej chwilę.

 

Rozmowy

Rodzice się rozwodzą i co dalej?

14 października 2019 / Monika Pryśko

Rozwód, dziecko, nieświadome, jak naprawdę wyglądają ,,sprawy dorosłych’’, próbuje odnaleźć się w sytuacji, która je przerasta na każdej płaszczyźnie.

Często jest świadkiem i uczestnikiem wydarzeń, które rujnują jego poczucie bezpieczeństwa.

Jesienią 2017 roku ruszyła kampania społeczna ,,Dziecko w Rozwodzie’’, która zwraca uwagę na sytuację dziecka, gdy rozpada się jego rodzina oraz uwrażliwiająca rodziców na dziecięce emocje.    

Z mediatorem rodzinnym Agnieszką Tulin-Kardaś i psychologiem Agnieszką Dżaman, inicjatorkami akcji ,,Dziecko w Rozwodzie’’ ze Stowarzyszenia Rodzin Pelikan w Gdańsku rozmawiała redaktor naczelna TMM Monika Pryśko. 

 

Monika Pryśko: Czy rodzice, z którymi macie kontakt, lubią swoje dzieci?

Agnieszka Dżaman: Nie widzą swoich dzieci. Widzą swój problem, swoje emocje związane z osobą, z którą się rozstały. 

Agnieszka Tulin: Gdy rodzice mówią, że kochają swoje dzieci i robią wszystko dla ich dobra, to ja im wierzę. Ostatnio przywiązałam się do hasła ,,obraz wroga’’, które określa, jak postrzegamy drugą osobę, poprzez filtry, które nakładamy. Jeżeli dzieje się coś złego w relacji, to nasz mózg robi wszystko, byśmy siebie samych postrzegali jako dobrą osobę. A skoro dzieje się coś niedobrego, ktoś musi być za to odpowiedzialny. To jest przerzucanie odpowiedzialności na drugą osobę. Jeśli wychodzi się z założenia, że jestem ,,ta dobra’’, a druga strona jest przyczyną konfliktu, wybiórczo przyjmujesz słowa czy zachowania drugiej osoby. Odbierasz tylko to, co pasuje do negatywnego obrazu osoby. 

MP: Czyli wszystko, co potwierdza naszą rację.

AT: Żeby mieć poczucie, że jest się w porządku. Ten ,,obraz wroga’’ powoduje, że skupiamy się, by sobie i innym udowodnić, że druga strona ma złe intencje, że kłamie. Zacierają się dobre wspomnienia, bo przestają pasować do tego obrazu, a wtedy dobro dziecka staje się tylko pojęciem. Człowiek nie ma świadomości, że to, co robi, dziecku nie służy. 

MP: Jaka sytuacja była impulsem do zainicjowania akcji ,,Dziecko w Rozwodzie’’? 

AD: Agnieszka, pamiętasz tego mejla?

AT: ,,Nic, nikt, nigdy i w żaden sposób nie przekona mnie do żadnych mediacji, negocjacji, ugód…

AD: ,,…  nie zawracaj mi głowy, bo jestem zajęta patrzeniem na błękitne niebo.’’ 

AT: To była odpowiedź matki na propozycję ojca, żeby spotkać się na mediacjach. Ten sam ojciec chciał zapisać ich wspólne dzieci na warsztaty, na co owa kobieta też się nie zgodziła. 

AD: ,,Dziecko w Rozwodzie’’ powstało z bezradności wobec sytuacji dziecka w obliczu rozpadu rodziny, które nie dość, że często pozostaje niewidzialne, to jeszcze jego dobro rodzice utożsamiają z własnym dobrem. A to nie są te same dobra.   

MP: Z czym kobiety na warsztatach czy mediacjach mają największy problem? 

AD: Z odłączeniem emocji. Żeby zauważyć więcej, trzeba chociaż spróbować te emocje puścić. 

AT: Dlatego na naszych warsztatach najpierw mówimy o potrzebach dzieci. Potem mówimy o konsekwencjach zaniedbania tych potrzeb, a na końcu tłumaczymy rodzicom, że do mediacji trzeba być gotowym. Nawet jeśli nie mogą czegoś zaakceptować, to powinni umieć wysłuchać argumentów drugiej strony, dopuścić możliwość, że ta druga strona też ma prawo mieć i okazać jakieś swoje potrzeby czy oczekiwania. 

AD: Ogromną siłą naszych warsztatów jest to, że rodzice nie widzą siebie nawzajem, bo rodziców, jeżeli zgłaszają się oboje, rozdzielamy do odrębnych grup, natomiast poznają osoby innej płci o podobnej historii. Okazuje się, że ten mężczyzna i ta kobieta mają ludzką twarz. Nie zobaczyliby tego, gdyby na tych warsztatach mieli wysłuchać np. swojego partnera. 

MP: Wyobrażam sobie, że tej motywacji do porozumienia może z czasem zabraknąć. 

AD: Trudno przyjąć, że druga strona też chce dobrze dla dziecka. I to jest blokada, która uniemożliwia myślenie o tym, że konsekwencje wynikające z rozstania często nie są winą i intencją drugiej strony. Większość energii ucieka kobietom na notowaniu potknięć i szukania błędów. 

MP: Trudno jest rozmawiać?

AD: Myśląc o dziecku, najważniejsze jest porozumienie między rodzicami, w każdej sytuacji. Przejścia tych ludzi są różne. Jedna strona wyszła ze związku, druga została z ogromnym bagażem emocji, bo np. została zdradzona albo porzucona. W dodatku nie zdawała sobie sprawy, że coś złego się dzieje. Ludzie do tego stopnia nie rozmawiają, że jedna strona nie wie, że druga myśli o rozstaniu. 

MP: Mnie osobiście uderza schemat, że rozstanie równa się wojna. 

AT: Niektórzy nie mogą uwierzyć, że można układać się ze skonfliktowaną osobą. 

AD: Tu powinno się zadać pytanie – gdzie w tym wszystkim jest dziecko? Dziecko jest niewidoczne, natomiast widoczny jest nasz konflikt, nasze emocje, związane z tym, co druga strona nam zrobiła.

AT: Subiektywne poczucie sprawiedliwości domaga się, żeby ktoś został ukarany. Ta złośliwość, ten odwet to tak naprawdę oczekiwanie, że będzie sprawiedliwie, że ta druga strona też poczuje ból. Sami chcemy wymierzać tę sprawiedliwość, a ta potrzeba jest bardzo ludzka. 

AD: Człowiek potrzebuje zadośćuczynienia, tylko pytanie za jaką cenę. Czy tą ceną jest dalsze spokojne życie dziecka? Pytam skonfliktowanych rodziców, czy rozumieją, co czuje dziecko. Czy oni widzą i rozumieją, że to dziecko ma dwoje rodziców, którzy się nienawidzą, nie rozmawiają ze sobą. A dziecko ma ciężar tej sytuacji na sobie. Pytam też, jak chcą, żeby dziecko ich oceniło, gdy już będzie dorosłe. Dopiero wtedy zmieniają perspektywę widzenia.

MP: Czy trafia do rodziców argument, że dziecko kopiuje zachowania rodziców i że w przyszłości może powielić ich schemat?  

AD: Jeśli widzą te schematy, to tak.

MP: A jeśli tylko jedna osoba zaczyna zdawać sobie z tego sprawę?

AT:  Nawet jeśli tylko jedna osoba jest aktywna, uczęszcza na warsztaty i zdobywa wiedzę, jej zmiana nastawienia inicjuje jakiś proces. Drugi rodzic zaczyna być po prostu ciekawy, o co chodzi. A nawet jeśli motywacją jest sam fakt, żeby ta druga strona nie była w czymś lepsza przed sądem, to to też jest dobre. Bo jak już ci rodzice przyjdą na warsztaty, życie ich i ich dziecka się zmienia. 

AD: Miłe są chwile gdy dzwoni telefon, a w słuchawce słyszymy, że była żona czy były mąż był na warsztatach i ja też chcę przyjść. Widać, że pomimo konfliktu, gdzieś w tych ludziach zaczynają się zmiany. 

MP: Od czego zwykle zaczyna się zmiana, gdzie jest punkt A?

AT: Zwykle zaczyna się od problemów w szkole. Dziecko nie radzi sobie emocjonalnie z tym, czym jest obciążane. Więc zanim rodzice trafią na warsztaty, zwykle obeszli już dwóch, trzech terapeutów, i za każdym razem słyszą, że dziecku potrzebne jest działanie rodziców. Terapia dziecka nie pomoże, jeśli nie będzie zmiany w nastawieniu dorosłych.  A większość naszych kursantów to osoby przysłane przez MOPR, z niebieskimi kartami, z akcjami wzywania policji na siebie nawzajem, z kłopotami z dziećmi.

MP: I wtedy zaczynają się problemy?  

AT: Rodzice bardzo chcą wspierać swoje dzieci, tylko na początku oczekują, że to się odbędzie poza nimi. Myślą, że zaprowadzą je do specjalisty, który gładko przeprowadzi dziecko przez kryzys. Przerzucają odpowiedzialność za problem na dziecko. 

AD: A problem jest wynikiem ich zachowania. Sama sytuacja rozwodu dla dziecka jest trudna, ale ona nie jest na tyle zaburzająca, żeby nie można było wyprowadzić z niej dziecka. Zaburzające jest to, co się dzieje później. 

MP: Chodzi też o przerzucanie się odpowiedzialnością? 

AD: Kto z nas chce myśleć o sobie jako o przyczynie złych zdarzeń? Chcemy widzieć, że ta druga strona jest odpowiedzialna. I tu jest pytanie o gotowość i dojrzałość tych ludzi. Matka, która przeżywa rozstanie, nie zdaje sobie sprawy, że jej emocje trafiają bezpośrednio w dziecko, co później powoduje objawy. Dziecko czuje się niepewnie, chce wspierać matkę, na co nie jest gotowe ani psychicznie, ani emocjonalnie. Często nie jest też gotowe na wiedzę, którą dostaje. Bardzo ciężko jest się powstrzymać od komentarzy na temat np. ojca dziecka. 

MP: Rodzinne rozmowy to skarbnica wiedzy, która często trafia do osób, które nie powinny ich słuchać. 

AD: Matki mówią, że to wręcz dobrze, że dziecko wie, jaki jest ojciec. 

AT: Albo że szanują to, że dziecko nie chce z nim utrzymywać kontaktu. Że one nie mogą w to ingerować.  

AD: Mówią, że to jest forma ochrony dziecka. 

AT: Dziecko, nawet jak odrzuca ojca stając za matką, przeżywa potem wielkie wyrzuty sumienia, bo ono czuje sie nie w porządku. 

AD: Ono chce zabezpieczyć matkę i jej uczucia, chce ją wesprzeć. 

AT:  Czytałam o tym, że czasem to taka nieświadoma strategia, że dziecko walczy w ten sposób o przetrwanie, czyli wybiera tego opiekuna, który jest bardziej dostępny, co do którego ma nadzieję, że będzie zawsze. Żeby nie stracić obojga rodziców, opowiada się po stronie jednego. 

AD: Nie zapominajmy, że dziecko przeżywa też własne emocje i problemy. Ma problem ze stałością obiektu, nie wie, że jeśli jedno z rodziców się wyprowadziło i porzuciło – bo to jest porzucenie – to drugie tego zaraz nie zrobi. Gdy rodzic wyprowadza się w domu, u dziecka automatycznie włącza się uczucie porzucenia. Gdy jest już nastolatkiem, rozumie sytuację, a mimo to często czuje się zranione, odrzucone. Bezpośrednią konsekwencją są problemy z zaufaniem wobec płci przeciwnej oraz lęk przed tworzeniem związków.

MP: Co jest jeszcze bardzo typowe dla takich sytuacji? 

AD: Niechęć wobec rodzica, który odchodzi. 

AT: Nie zawsze jest tak, że matki manipulują dziećmi. Czasem jest to strategia wybrana przez dziecko, ale i tak rodzic, który jest przez dziecko odrzucany, oskarża swojego byłego partnera. Czasami psychika dziecka kieruje się swoimi prawami. 

AD: Rodzice dopatrują się złych intencji drugiej strony. Bardzo łatwo jest zacząć myśleć, że skoro dziecko nie chce iść do taty, to znaczy, że ten ojciec jest zły. Z drugiej strony ojciec myśli, że matka nastawia dziecko przeciwko niemu i koło się zamyka. To jest właśnie strefa komfortu niektórych rodziców, z której ciężko im wyjść. 

MP: Kiedy rodzice wychodzą z tej strefy komfortu. Kiedy nastolatek ma za sobą próbę samobójczą, a trzecioklasista notorycznie wagaruje?

AT: Wcześniej. Rodzice kochają swoje dzieci i widzą, co się z nimi dzieje, ale zanim spojrzą na siebie, robią pielgrzymki po poradniach, psychologach, wychowawczyniach. Ze wszystkimi rozmawiają, angażują wiele osób, by pokazać, jak im zależy na dobru dziecka, ciągle nie przyjmując swojej odpowiedzialności za to, co się dzieje. Szukają wsparcia z zewnątrz. Natomiast takie zachowania skrajne mogą zmobilizować rodziców do spojrzenia na siebie. Skoro wszystko zawiodło, a problemy się pogłębiają, to czas wziąć się za siebie. 

AD: Niekoniecznie od razu dziecko ma objawy traumy, którą rodzice mu zgotowali przez eskalację swojego konfliktu. 

AT: Byłyśmy na konferencji, gdzie głos zabrała pani ordynator ze szpitala psychiatrycznego. Mówiła, że w tej chwili na oddziale ma tam dwa przypadki anoreksji, trzy próby samobójcze, przypadek bulimii i samookaleczania. To są dzieci 12-15 lat, które nie radzą sobie z emocjami, skrajne przypadki.

MP:  Jestem przekonana, że gdyby rodzice byli świadomi tych konsekwencji, nieszczęśliwych dzieci byłoby o wiele mniej. Mamy jeszcze wiele lekcji do odrobienia.

AT: W prawie rodzinnym mają się pojawić zmiany, to znaczy, że mediacja pierwsza, pojednawcza ma być obowiązkowa. Bo do tej pory była dobrowolna. Strony szły na nie bez entuzjazm, na zasadzie – idę bo muszę, bez intencji, żeby faktycznie szukać porozumienia. I wydaje mi się, że ta zmiana w prawie niewiele zmieni. Ja bym bardziej zaproponowała taką opcję, że w momencie, gdy jakiś pozew wpływa do sądu, rodzice odbywają warsztaty edukacyjne. Dostają porcję wiedzy na temat potrzeb dzieci, możliwych skutków i zagrożeń, i tego, co mogą z tym zrobić. To jest to, co robimy teraz.

MP: Czyli mediacje to kolejny krok? 

AD: Najpierw buduje się gotowość do podjęcia działań, edukacja. 

MP: Czy można skutki zaniedbania rodzicielskiego naprawić? 

AD: Nigdy nie jest za późno. Być może to, czego nie da się do końca naprawić, można jakoś zniwelować, zawsze jest na to dobry czas. Na szczęście coraz więcej ludzi zdaje sobie sprawę, że dziecku należy pomóc. Gorzej ze świadomością, że pomóc należy się również nam, dorosłym. Żeby pomóc dziecku, trzeba najpierw pomóc sobie.

 

____________________________________________________________

Weź udział w warsztatach dla rozwodzących się bądź rozwiedzionych rodziców.

Więcej informacji: www.dzieckowrozwodzie.pl 

____________________________________________________________

zdjęcia: Robert Sęk  / Melonure Collective

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo