Change font size Change site colors contrast
Inspiracje

Sukces dla mnie to DOBRE ŻYCIE. Rozmowa z Klaudią Kuhn.

11 października 2021 / Monika Pryśko

We własnym biznesie odbija się wszystko, co nas dotyczy.

W nim odbija się nasza wewnętrzna harmonia, poczucie szczęścia, spełnienie w macierzyństwie oraz serce pełne miłości.

Nikt nie prowadzi tak biznesu, jak Klaudia z Madamy. Jej firma to ona, tak samo kobieca, poszukująca najlepszych rozwiązań, rozwijająca się w swoim tempie, unikająca porównań i stresu.

Jestem zdania, że warto inspirować się kobietami, które umiały obronić swoją wizję, które z odwagą realizują swój własny pomysł. To cenne, bo w biznesie łatwo się pogubić. Łatwo jest wpaść w schemat kontynuowany przez wiele konkurencyjnych firm, zamiast tworzyć swoją własną wizję.

Zamiast iść za tłumem, można znaleźć swoją własną ścieżkę. Może nie zawsze będzie łatwo, ale na pewno satysfakcjonująco.

Zapraszam na rozmowę z Klaudią Kuhn, która stoi za marka Madama.

Gdybyś miała swój biznes określić jednym zdaniem, to…? 

Tworzę piękne plannery, które pomagają kobietom spełniać marzenia i tworzyć życie, którego pragną. 

Jak to jest trzymać wyprodukowany przez siebie planner? Mam na myśli ten najpierwszy, premierowy, którym tak naprawdę zaznaczyłaś swoją wizję Madamy

Pierwsze emocje, jakie wtedy czułam, to duma, ekscytacja. Czułam się jak nowo  narodzona. Jakby moje życie się zmieniło i nic już nie było takie samo. Bardzo przyjemne doświadczenie przepełnione nadzieją. A potem zalały mnie myśli, czysto praktyczne. Analizowałam, co jest do ulepszenia, bo pierwszy Happy Planner kompletnie nie wyglądał tak, jak chciałam. 

 

Uważam, że kobiety mogą wszystko, jeśli tylko chcą po coś sięgnąć. I choć wierzę w  równość w biznesie, obie wiemy, że kobietom nie jest tak łatwo. Może nie do końca chodzi o system, ale na przykład o poczucie własnej wartości czy zbytnie  przywiązanie do własnych ograniczeń. Jak to jest prowadzić kobiecy biznes i to  jeszcze z sukcesem? 

Pytasz, jak to jest prowadzić kobiecy biznes z sukcesem. Ten koktajl uczuć bywa piękny. Spełnienie przeplatane z satysfakcją i wewnętrzną radością, że mogę komuś upiększyć świat, a sama się realizować twórczo. Paradoksalnie czuję się sprawcza przy częstym doświadczaniu tego, że nie mam kontroli nad wieloma sytuacjami i jestem też niesprawcza. Miłe jest też to, że mogę na sobie polegać, bo umiem zarabiać. To daje poczucie bezpieczeństwa. 

Jeśli chodzi o system, to nigdy nie pracowałam u kogoś, więc nie jestem bogatsza o takie doświadczenia. Jedyny system, w którym funkcjonowałam, to uczelnie. Jak byłam na studiach doktoranckich na ASP w Gdańsku, to czułam tę nierówność, choć nie wynikała z zachowania mężczyzn (w moim odczuciu zajmowali oni z 80% stanowisk, ale nie robiłam statystyk). Profesorowie byli bardzo nowocześni. Odnosiłam wrażenie, że czerpią wielką przyjemność z obcowania z młodymi studentami. Jakby ich to odmładzało i dodawało wigoru. Pamiętam za to czas, kiedy zaszłam w ciążę, a działem studiów doktoranckich zarządzała kobieta. Jej postawa rozczarowała mnie bardziej. W 8. miesiącu ciąży siedziałam na schodach kilka godzin, zaliczając jakiś bzdurny, dodatkowy wykład, a ta Pani miała z takiej nadambitniej postawy wielką satysfakcję. Domniemam, że musiała  sama wiele przejść na tej uczelni jako kobieta, aby się wybić i inna postawa nie była w jej zakresie tolerowana. Teraz jej współczuję i jestem też wdzięczna, bo przecież gdyby nie te kobiety, które musiały się przedzierać do patriarchalnego świata naśladując jego postawę – ja, moja córka i my wszystkie nie miałybyśmy tej wolności i prawa do edukacji oraz ekspansji. 

Jako przedsiębiorczyni raczej więcej nieprzyjemnych sytuacji miałam z kobietami, a nie mężczyznami. Zaczynając Madamę nie miałam kompletnie pojęcia o składaniu książek ani o ich wydawaniu. Jestem ogromnie wdzięczna wszystkim Panom z drukarni i firm papierniczych, którzy cierpliwie mi wszystko tłumaczyli, uczyli i uważnie słuchali. To byli moi Aniołowie. Partnerzy też mnie zawsze wspierali w moich ambicjach zawodowych. Na moje szczęście szowiniści nie stają mi na drodze. 

Jestem wysoką kobietą, z niskim głosem i uważnym, bystrym wzrokiem – tacy faceci, którzy nie lubią kobiet, wiedzą, że ode mnie energii nie dostaną, dlatego nawet nie próbują. Za to większą zazdrość, zawiść czy lęk próbowały przelać na mnie kobiety, ale też nie mam o to żalu, bo widziałam tego przyczynę – ich wewnętrzny brak wiary, że kobieta może być spełniona zawodowo. Dlatego teraz im współczuję i przytulam, a sama wiem, na co mnie stać i wierzę w siebie. To moje skarby i czyjeś cierpienie nie będzie ich umniejszać. 

Jeśli będziemy już dzielić działania zawodowe na kobiece i męskie, to uważam, że jest raczej ogromna różnica pomiędzy kobiecą a męską energią, a nie sukcesem kobiecej a męskiej firmy. Każda kobieta ma dostęp do męskiej energii w sobie, a mężczyzna do kobiecej. To bardzo złożone i nie chcę być tu zero jedynkowa. 

Poznałam kobiety, które sukces osiągały z męskiej energii (plan, zadaniowość, ciśnienie, sztywność, konkret) i facetów, którzy działali z serca, otwartości na przepływ i intuicję. Nie lubię dzielić tego na czarne i białe. To bardzo ogranicza wewnętrzne bogactwo człowieka. 

Z drugiej strony faktem jest, że ciało kobiety jest inne i rządzi się swoimi prawami. Mamy swoje cykle, hormony, macierzyństwo, a to wpływa na pracę. Tylko dlaczego to ma nam utrudniać osiąganie sukcesu? Mnie osobiście otwarcie się na kobiecą moc uratowało życie i dało większy osobisty sukces. 

 

 

Mam wrażenie, że prowadzisz firmę we własnym tempie, wsłuchując się w siebie, żadna z Ciebie z natury biznesowa pirania, raczej idziesz własną ścieżką. Jak to się robi? 

Dziękuję. Miło mi. Moją drogą było to, o czym mówiłam wcześniej – odkrycie swojej kobiecej esencji. Poznawałam ją, oswajałam i przyjmowałam. To była przemiana, która dała mi moc prowadzenia firmy we własnym tempie. Uczyłam się, jak to jest tworzyć i prowadzić firmę nieopierającą się na patriarchalnych zasadach, tylko na swoich. Bo w końcu Madama jest też dla mnie. Przepis na to znajduje się w naszym nowym Business Plannerze

Co najbardziej lubisz w swojej pracowni? Bo tak naprawdę Twoje biuro to nie biuro, to pracownia, to kreatywne miejsce spotkań… 

Biel, przytulność, ciszę, starą architekturę z duszą i to, że mieszkam ulicę dalej. Moja córka ma też obok szkołę, więc nie marnuję czasu na dojazdy. 

 

 

Praca na własnych zasadach to zawsze kilka kroków do przodu, a potem dwa do tyłu. Co poświęciłaś, by prowadzić Madamę? 

Świadomie poświęciłam i poświęcam czas. Bardziej czuję to jak wybór, a nie poświecenie. Jeśli mam intensywny okres twórczy czy sprzedażowy, to staram się być świadomą tego, że moja doba nie poszerzy się pięciokrotnie, więc aby coś dodać, trzeba coś odjąć. Robię wcześniej mapę celów. 

W tym roku wydałyśmy Happy Journal. Jest to dziennik z kartkami w kropki, ale na początku niego znajduje się nasza autorska mapa celów. W niej sprawdzam, jak się czuję, co się dzieje tu i teraz, co mogę odpuścić, aby dać czas Madamie. Przytomnie i w zgodzie z prawdą. 

Jak widzę, że moja córka mnie bardziej potrzebuje, czy moje zdrowie, to odpuszczam nowe projekty. Jak miałam czas wewnętrznej przebudowy i tworzyłam nowe życie, to nie projektowałam w Madamie nic nowego.  Madama miała po prostu utrzymać swój poziom, bo kupno nowego mieszkania czy mój rozwój był dla mnie ważniejszy. W tym roku z kolei doświadczam pełnego spełnienia na prywatnych płaszczyznach życia i ta nadwyżka energii, dobra i twórczości poszła w nowe, piękne i pomocne produkty jak Business Planner, Księga Przepisów czy Happy Journal.  

Lubię pracować w taki autentyczny i uczciwy sposób. Z poszanowaniem dla siebie, rodziny i klientów. Pazerna postawa i nastawienie na wieczny wzrost w firmie się u mnie nie sprawdzają. Przeczą mojej naturze. 

Kiedyś poświęciłam za to nieświadomie na pewno zdrowie. Madama osiągnęła sukces bardzo szybko i to mnie przerosło psychicznie i fizycznie. Byłam wtedy bardzo reaktywna i robiłam to, co trzeba było. Bezrefleksyjnie działałam, nie patrząc na potrzeby ciała. Nie umiałam wtedy nawet ich słyszeć. 

Wtedy właśnie się nauczyłam żyć w większej harmonii. Jestem wdzięczna za tę lekcję. 

Czym jest dla Ciebie sukces? Liczysz pieniądze, czy może dni urlopu które, jako szefowa, możesz sobie wziąć? 

Sukces dla mnie to DOBRE ŻYCIE. Takie, które aktualnie sprawia, że czuję spokój, obfitość, że lubię siebie. Zatem pieniądze są ważne i urlop też.  

 

 

Gdybyś miała napisać poradnik dla kobiet, jak stworzyć biznes życia, jaki miałby tytuł? 

Już stworzyłam i ma tytuł BUSINESS PLANNER. Zapraszam na stronę www.businessplanner.pl wszystkie Panie, które pragną stworzyć biznes z serca. 

Z czego jesteś najbardziej dumna? Jako kobieta i jako kobieta czynu. 

Z tego, że żyję. Żyję coraz bardziej świadomie w spełnieniu i wdzięczności mimo wielu trudnych doświadczeń. Z córki i bycia dla niej mamą, przekraczając swoje ułomności. Z tego, że umiem otworzyć serce raz jeszcze, chodź wcześniej bywało zmiażdżone. Z tego,  że czasami coś nie wychodzi, a ja doświadczona umiem ze świeżą wiarą zacząć od nowa. Z pokory i świadomości, że nie jestem pępkiem świata i umiem prosić o pomoc. Z tego, że  już nie porównuję swojego życia do życia innych, myśląc, że oni mają lepiej, a ja jestem taka pokrzywdzona. Z tego, że jestem wierna sobie, że mogę na sobie polegać, że mam odwagę iść za głosem serca. Ogólnie z dojrzałości, którą nabywam. 

Przeszłam dużo. Śmierć taty w tragicznym wypadku, ogromne długi rodzinne, chorobę siostry, operacje, rozstania, złamane serce, zdradę i świadomość tego, że mogłam to przeżyć, przepuścić przez siebie, że odważyłam się na terapię i rozwój, wyciągnęłam lekcje i żyję dalej dobrym życiem napawa mnie mega dumą. Wzrusza wręcz. Przybijam sobie pionę! 

Z Madamy też jestem dumna, a może bardziej wdzięczna, bo ona zrodziła się z darów wewnętrznych, które są we mnie. Od czasów studiów stałam się odważna. Mam to nawet na papierze. Moje nazwisko KUHN oznacza odważny. Moja koleżanka powiedziała mi ostatnio: Klaudia, Ty jesteś obfitością! I to prawda. Uwielbiam tworzyć i upiększać świat.  Nie sprawia mi to nieprzyjemnego wysiłku. Płodność do moje drugie imię. Jestem też iskrą. Aniołem zmiany, który sieje inspirację i nadzieję na lepsze jutro. I te wszystkie połączone ze sobą super moce – dane mi z góry – tworzą Madame. 

 

 

Od czego zaczynasz każdy dzień pracy? Bo ja, patrząc na Ciebie, myślę, że od niespiesznej kawy, aktualizacji mapy inspiracji. Patrzę na ciebie i widzę spokój, a nie poranne napięcie i stres. 

To zależy do etapu w życiu. Moje poranki oraz rytuały im towarzyszące zmieniają się elastycznie i dopasowują do tego, co się dzieje w firmie, rodzinie, zdrowiu. Nie lubię się spieszyć i stresować, dlatego z miłości do siebie staram się tak układać czas, aby czuć spokój. Tę postawę sobie wypracowałam i pracuję nad nią cały czas. Byłam z tych zachłannych, reaktywnych, którzy chcą wszystko kosztem siebie, w nadziei, że da im to spełnienie, a to gówno prawda. Przepracowałam ten schemat. Pamiętam jak na warsztatach Lowena poczułam w ciele pierwszy raz autentyczny spokój, który już ze mną został. To doświadczenie zmieniło wszystko. Wyznaczyłam nowe granice dla siebie i innych ludzi, aby ten spokój miał szanse się wydarzać. 

Aktualnie wstaje o 6:30. Wyciskam sok z selera naciowego, piję go i piszę dziennik lub kontempluję widok zza okna. Takie 20 minut dla mnie. O 6:50 wstaje moja córka, wtedy jemy wspólne śniadanie, szykujemy się i przed 8:00 odprowadzam Polę do szkoły i idę do biura. Pracuję zazwyczaj do 14:30 – 16:00. Żeby o tej godzinie wstać i czuć się dobrze, nałożyłam sobie dyscyplinę: kładę się do łóżka ok. 21:00-22:00 i pozwalam sobie tylko na czytanie lub przytulanie. Nie przeglądam internetu, social mediów, nie gadam ze znajomymi. To mój czas. 

Piątki są dniem bez pracy. Dniem tylko dla mnie. Chodzę wtedy na spacery, załatwiam swoje sprawy związane z urodą czy zdrowiem. Spotykam się z ludźmi. Takie wagary bez większego planu, gdy mogę płynąć i robić to, na co mam ochotę, nawet przeleżeć w łóżku cały dzień. Weekendy za to są czasem celebrowania domu i rodziny w pełnym jego  zakresie. Sprzątamy, pieczemy, razem jemy pyszne rzeczy, oglądamy filmy na projektorze, spacerujemy. Uwielbiam ten czas. Daje mi ogromne poczucie spokoju i bezpieczeństwa. Taka naładowana miłością z przyjemnością witam poniedziałki. 

Nadmienię, że nie zawsze taki plan da się utrzymać i to też jest ok. Czasami jest jakaś przedsprzedaż do ustawienia, choroba, wyjazd, inne ważne sprawy i to normalne. 

Czego jeszcze nie umiesz, a wiesz, że ta wiedza przydałaby Ci się w prowadzeniu  Madamy? 

Praktycznej wiedzy dotyczącej prowadzeniu biznesu online i marketingu uczę się cały czas, bo ona się zmienia, więc aktualnie nie mam listy „rzeczy do nauczenia”. Bardziej inwestuję w mój rozwój wewnętrzny, który ma zawsze ogromny wpływ na pracę, ale to się dzieje intuicyjnie i spontanicznie. Nie planuję tego. 

Jak łączysz bycie mamą i bycie bizneswoman? 

Normalnie. Myślę, że tak jak kobiety, które pracują u kogoś i są mamami. Moje życie jest podporządkowane mojej córce. Pracuję wtedy, kiedy jest w szkole. Jeśli wydarzy się sytuacja, że muszę pracować poza harmonogramem, to proszę mamę o pomoc. 

 

 

3 sprawy, które każdy powinien rozpisać lub się dowiedzieć, zanim założy własny biznes? 

Przepis umieściłam w Business Plannerze. Jestem za oryginalnością. Na początku bardzo ważne jest, aby odkryć, co się kocha robić i jakie ma się talenty. Miłość sprawia, że robimy coś, co nas karmi. Pracę nasyconą miłością czuć. Klienci to czują, bo jest autentyczna.  

Jak coś kochamy, a pojawi się problem czy wyzwanie, to nie rzucamy tego obrażone w kąt, bo to cenimy. Talenty i wyuczone umiejętności zapewniają nam, że to, co robimy jest dobre, a praca jest lżejsza. Warto je odkryć i skupić się na tym, co robimy najlepiej, i w rozwój tego inwestować czas. Aby praca nie była tylko pasją, ale także źródłem zarobku, ważne jest odkrycie, czego aktualnie potrzebują ludzie na świecie i za co są w stanie zapłacić. 

Bez klientów nie ma biznesu. Trzeba też przeanalizować konkurencję, i o ile ona ma na nas wpływ – zaoferować coś lepszego i innego.  

Na której pomyłce nauczyłaś się najwięcej? 

Na pomyłce, którą opisałam w Business Plannerze. Dotyczyła ona współpracy z pewną drukarnią, a dokładniej z jej właścicielką. W tamtym czasie potrzebowałam wzoru kobiety sukcesu i nawiązałam – wbrew swojej intuicji – współpracę z firmą, która nie wywiązała się z umowy. Wypalenie, którego wtedy doświadczyłam, dużo mnie kosztowało, ale nauczyłam się rozróżniać prawdę od swoich projekcji. Tych „pomyłek” było bardzo dużo. Czasami mam wrażenie, że Madama to moja szkoła dojrzałości :).

 

Rozmowy

Jeśli dom, to tylko przytulny. Rozmawiamy z Moniką Wejman, właścicielką sklepu HugMe

10 listopada 2022 / The Mother Mag

Dom ma być ciepły i przytulny.

Taką zasadę wyznaje Monika Wejman, właścicielka sklepu HugMe, miłośniczka oryginalnego designu i rękodzieła. Przeczytajcie jak wygląda życie świeżo upieczonej przedsiębiorczyni.

Moniko, jak to się stało, że dziewczyna pracująca w biurze, matka 2 dzieci, psycholog z wykształcenia stworzyła markę dodatków do domu?

 

Tak się spełnia marzenia, na które nie można było sobie pozwolić wcześniej. Zawsze miałam artystyczne zapędy, ale gdy wybierałam studia, nie było mnie stać na czesne w upatrzonym studium charakteryzacji i kostiumografii. Poszłam więc na psychologię i szybko zaczęłam pracować, chociaż nie w zawodzie, a po godzinach szyłam sukienki dla lalek, maskotki czy poduszki. W życiu prywatnym dorobiłam się męża, dzieci i licznych przeprowadzek, które mam nadzieję, już się skończyły. Mieszkamy w Olsztynie i niech tak zostanie! Bardzo zależało mi, żeby “na swoim” było przyjemnie i przytulnie, żeby nasz dom wyrażał nasze pasje i upodobania. Zaangażowałam się w urządzanie mieszkania i pokochałam to, a że w pracy dotknęło mnie wypalenie, zaczęłam myśleć o zrobieniu z pasji sposobu na życie. Tak narodziło się HugMe. Własny biznes to skok na głęboką wodę, ale nie żałuję, że go zrobiłam i  każdemu polecam takie odważne kroki.

 

Jakie wnętrza lubisz?

 

Mogę o tym opowiedzieć na przykładzie naszego domu. To mieszanka starego z nowym – klasyczna biało/drewniana baza jest wzbogacona masą kolorów i faktur, książek, pamiątek i roślin. Poduszki i narzuty mają kluczowe znaczenie w tworzeniu takiego klimatu, a znalezienie odpowiednich nie jest proste. A właściwie nie było, bo teraz jest HugMe (śmiech).

 

 

Opowiedz o HugMe, czyli Twoim sposobie na to, by mieć takie wnętrze i pomóc innym w urządzaniu się. 

 

HugMe to efekt mojego podziwu i szacunku dla rękodzieła i artystów rękodzielników. Zawsze uważałam, że przedmioty wykonane ręcznie mają niezwykłą wartość – autor wkłada bardzo dużo swojego czasu i wysiłku oraz serca w to, aby przedmiot ten był piękny i wyjątkowy. Uwielbiam naturalne tkaniny, ważne jest dla mnie etyczne pochodzenie produktów, bo dbam o środowisko. Produkty, które sprowadzam do sklepu, są wytwarzane w niewielkich lokalnych manufakturach, co oznacza, że przy ich zamawianiu pojawiają się różnice językowe, kulturowe a nawet czasowe. To czasem niezła przygoda. 

 

Rozumiem, że sprowadzasz do Polski dodatki z różnych krajów. Jak je wyszukujesz? 

 

W asortymencie HugMe są obecnie produkty z Argentyny, Maroka, Indii, Turcji i Mali. Fascynuje mnie bogactwo rękodzieła z całego świata, mam już na oku kolejne przepiękne produkty z Portugalii, Grecji czy Litwy. Za każdym razem produkty znajduję w podobny sposób. Poszukuję inspiracji, przeglądam zdjęcia, blogi, czasopisma. Jeżeli jakiś produkt zwróci moją uwagę, poszukuję informacji o tym skąd pochodzi, jak jest wytwarzany i przez kogo. 

 

 

Czyli każdy produkt w Twoim sklepie to efekt Twojego śledztwa?

 

Jasne! Pierwszym produktem, w którym się zakochałam na zabój, były okrągłe poduszki z pomponami – na początku wiedziałam tylko, że są utkane z wełny i pochodzą z Argentyny. Znalazłam jedynie dwa sklepy w Stanach Zjednoczonych i jeden we Francji, które oferują ten produkt na sprzedaż. Uznałam więc, że odnalezienie manufaktury produkującej te cuda i sprowadzenie poduszek do Polski będzie dla mnie dużym wyzwaniem. I tak też było. Odnalazłam producenta i nawiązałam z nim kontakt. Okazało się, że poduszki tkają artyści rękodzielnicy, zrzeszeni w niewielkiej lokalnej manufakturze. Technika utkania poduszek jest wyjątkowa ponieważ używają oni okrągłych krosien. Wełna, z której utkane są poduszki, pochodzi od lokalnych dostawców. Wszystko to sprawiło, że produkt ten, poza swoim niezaprzeczalnym pięknem, jest produktem regionalnym, naturalnym, wytwarzanym etycznie i z dbałością o środowisko. 

 

Co w swojej pracy lubisz, a za czym nie przepadasz?

 

Poszukiwanie inspiracji i nowych produktów jest najprzyjemniejsze. Później zaczyna się ta mniej fajna część, czyli formalności związane z dogadaniem zamówienia i transportu przesyłki do Polski. Nie jest to takie proste, ponieważ nie zawsze producenci posługują się językiem angielskim, istnieją też różnice kulturowe w tzw. “dobijaniu targu”, a płatności odbywają się w różnych walutach.

Nie zawsze udaje mi się porozumieć z producentem i zamówić to, co mi się podoba. Zdarzyło się, że producent nie chciał udzielić mi szczegółowych informacji na temat manufaktury wytwarzającej dany produkt lub też miałam wątpliwości, co do jakości tkaniny. W takiej sytuacji nie podejmuję współpracy i szukam od nowa.

 

 

Aktywnie prowadzisz swój profil w mediach społecznościowych (na Instagramie?), pokazujesz siebie, swój dom, dzieci, przybliżasz siebie obserwatorom. Czy to było od początku dla Ciebie intuicyjne, skąd wiedziałaś jak promować swoje produkty?

 

Biznesowe działania w social media to dla mnie nowość i kolejne duże wyzwanie. Zanim zaczęłam promować sklep HugMe, czytałam poradniki, brałam udział w  webinarach i radziłam się osób bardziej doświadczonych ode mnie. Prowadzenie profili wymaga bardzo dużej aktywności i kreatywności. Jeśli ma przynosić efekty, wymaga czasu i pracy. Dodatkowo, pokazanie siebie i mówienie do obcych ludzi nigdy nie było moją specjalnością, więc musiałam zdecydowanie przełamać się i opuścić moją strefę komfortu. Chcę, aby HugMe kojarzyło się z ciepłem domowym i kolorami życia rodzinnego, dlatego pokazuję nasze rodzinne życie, ale robię to z poszanowaniem naszej intymności.

 

Skąd wzięłaś odwagę, żeby zacząć tak ryzykowny projekt – sklep z produktami premium – w pandemii, kiedy ludzie ograniczają koszty i zakupy, kontrolują wydatki. Czy w Twoim przypadku sprawdza się zasada, że dobra jakość się broni?

 

Czasami sobie myślę, że nie kierowała mną odwaga tylko brawura (śmiech). Pandemia to trudny czas dla wszystkich, na dodatek spowodowała przeniesienie sprzedaży do internetu. Zalewają nas oferty typu “dużo i tanio”, ale jakość tych rzeczy jest dyskusyjna, więc klienci kupują dużo, a potem szybko wyrzucają i szukają nowych rzeczy. Błędne koło. 

Myślę jednak, że stopniowo myślenie Polaków się zmienia i stajemy się coraz bardziej świadomymi konsumentami. Coraz więcej osób czyta etykiety, patrzy na składy i zwraca uwagę na to, gdzie i w jakich warunkach dany produkt został wyprodukowany. 

Produkty, które oferuję w sklepie HugMe są skierowane do takiej właśnie grupy odbiorców. Są to ludzie wrażliwi na rękodzieło, produkty oryginalne i wyjątkowe, jakość tkaniny i teksturę. Są to osoby, które zdecydowanie wolą kupić jeden jakościowy produkt niż kilka tańszych. Wbrew pozorom, jest to dobry kierunek dla wszystkich, którzy chcieliby ograniczyć wydatki – robienie jakościowych zakupów powoduje, że z danego produktu możemy cieszyć się latami bez konieczności ciągłego kupowania nowych. 

 

Czy możesz podzielić się swoimi biznesowymi błędami? Co było największą nauczką, czego żałujesz?

 

HugMe to młoda marka, ale faktycznie mam już kilka biznesowych błędów na koncie. Pierwszy: niedoszacowanie budżetu na reklamę. Wiedziałam, że muszę mieć płatną promocję, ale liczyłam też na dotarcie organiczne poprzez publikowanie postów, udostępnianie czy też umawianie się z innymi bardziej rozwiniętymi kontami na reklamę barterową. Okazało się, że efekty takich działań są niewielkie. Najskuteczniejszą metodą reklamy jest płatna promocja.

Drugim moim błędem, wynikającym poniekąd z niskiego budżetu “na start” było to, że postanowiłam samodzielnie zbudować sklep internetowy HugMe. Zainwestowałam w domenę i stronę internetową, ale odpowiednie jej przygotowanie, edytowanie graficzne i zintegrowanie z serwisem płatności online i przesyłek, zajęło mi długie miesiące. Myślę, że jeżeli ktoś nie posiada odpowiedniej wiedzy czy doświadczenia w tym zakresie, tak jak ja, powinien pozostawić budowanie sklepu internetowego specjalistom. Co prawda, po kilku miesiącach udało mi się sklep uruchomić i o dziwo działa (śmiech), jednak straconego czasu już nie odzyskam.

Mimo wszystko mam takie głębokie przeświadczenie, że każda trudna sytuacja czy błędna decyzja, to nauka na przyszłość. Najlepiej uczymy się na własnym doświadczeniu i własnych błędach.

 

 

Jak się czujesz jako przedsiębiorczyni, czy to Cię zmieniło?

 

Po tych kilku miesiącach pracy u siebie nie mogę jeszcze powiedzieć, że czuję się “jak ryba w wodzie”. Cały czas staram się zorientować jak to wszystko działa, złapać swój rytm. 

Nie uważam, żeby to doświadczenie zmieniło mnie jakoś szczególnie. Może jedynie dowiedziałam się o samej sobie trochę więcej. Nauczyłam się sporo, nabyłam nowe umiejętności, poznałam wiele wartościowych osób. 

Nie wiem, jak rozwinie się ta przygoda, ale w tym momencie mogę już powiedzieć, że jest to doświadczenie bardzo ciekawe i wszechstronnie rozwijające. I ten rozwój jest dla mnie niezwykle istotny.

 

Czy ktoś lub coś Cię napędza, inspiruje, motywuje? Jaki masz sposób na działanie i konsekwentną pracę nad marką? 

 

Prowadzenie własnej firmy wymaga samodyscypliny. Nie ma nikogo “nad tobą” kto popędzi do pracy, przypomni, upomni. Muszę motywować sama siebie. Nie codziennie pracuję tak samo. Są takie dni/tygodnie kiedy mam dużo pomysłów, pracuję regularnie i ciągle wymyślam coś nowego. Są też takie okresy, kiedy to źródełko trochę się wyczerpuje i wówczas potrzebuję kilku dni na odpoczynek i regenerację. Kiedy zaczynałam, wmawiałam sobie, że muszę pracować codziennie tak samo i codziennie produkować nowe treści. Teraz wiem, że potrzebuję więcej oddechu. Kiedy publikuję mniej zdjęć i widać mniejszą aktywność w social mediach, w ramach “oddechu” pracuję nad edycją zdjęć, poprawiam sklep, uzupełniam produkty potrzebne do pakowania przesyłek albo zajmuję się tworzeniem i naszywaniem metek. 

 

Moniko, czego mogę Ci życzyć? 🙂

 

Zawsze powtarzam, że najważniejsze jest zdrowie, a dopiero później cała reszta, więc na początek poproszę o życzenie dużo, dużo zdrowia dla mojej rodziny i bliskich. Poproszę również o życzenia spokoju i odpoczynku. Od blisko 3 lat nie mieliśmy porządnego urlopu – potrzebujemy tego jak powietrza! Życz mi również wytrwałości i może odrobiny szczęścia w rozwijaniu sklepu. Nie jest łatwą sztuką przebić się na rynku i dotrzeć do Klienta. Wymaga to bardzo wiele czasu, pracy i cierpliwości, a cierpliwość nie jest moją mocną stroną. Szczęście również jest potrzebne – czasem o sukcesie nowej marki może zadecydować przypadkowe spotkanie, jedna reklama czy udostępnienie posta przez osobę o dużych zasięgach w social mediach. Taki mały łut szczęścia na polu zawodowym na pewno by mi się przydał. 

 

_____________________________________________________________________

Zdjęcia do sesji powstały w klimatycznym apartamencie na starym mieście w Olsztynie: LINK

 

This error message is only visible to WordPress admins

Error: No connected account.

Please go to the Instagram Feed settings page to connect an account.

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo