Change font size Change site colors contrast
Rozmowy

Corrèze, najlepsza restauracja w Gdańsku (wierząc redakcji)

12 grudnia 2017 / Monika Pryśko

Jeśli uważnie oglądaliście nasz SPOT, pewnie zwróciliście uwagę na przytulną restaurację, gdzie odbyło się część zdjęć.

To Corrèze, jedno z naszych (dokładnie tak, redakcyjnych!) ulubionych miejsc, gdy chcemy poprawić sobie nastrój i po prostu pobyć w miłym miejscu.

Jeśli wejdziecie do Corrèze i zobaczycie drobną blondynkę siedząca w rogu sali – to Aneta, twórczyni tego miejsca. To właśnie jej zadałam kilka pytań – dokładnie rok po moje pierwszej tam wizycie!

Co zaproponowałabyś naprawdę głodnej kobiecie, która przyszłaby do Corrèze?

W obecnej zimowej aurze zaproponowałabym jedno z moich ulubionych sycących dań. Na rozgrzanie byłaby to francuska zupa cebulowa z serem gruyere i krokietem z pieczonego ziemniaka z rozmarynem, a następnie jarmuż z domowymi kluskami z buraka, z orzechami, pomidorami, ziołami, czosnkiem, piklowanym burakiem i orkiszową granolą. Do tego duży kubek herbaty zimowej z malinami i przyprawami, a na deser nasz przepyszny domowy sernik z dodatkami.

Ulubiony przepis na chleb, to…?

W Corrèze codziennie rano pieczemy chleby i bagietki. Goście mogą je także kupić u nas na miejscu. Mój ulubiony przepis na chleb to taki, który zawsze wychodzi idealnie… z grubą i chrupiącą skórką. Mój mąż i synek go uwielbiają, wystarczy kromka chleba z masłem i można się rozkoszować chwilą…:)

Oto on:

Składniki

400 g mąki pszennej lub orkiszowej

1 łyżeczka soli

1 łyżeczka cukru

15 g świeżych drożdży

300 g chłodnej wody

 

Mąkę przesiać do dużej miski, dodać sól, cukier oraz opcjonalnie inne dodatki np. posiekane suszone pomidory, zioła czy oliwki. Wodę wymieszać z drożdżami i stopniowo wlewać ją do miski z mąką. Przykryć i odstawić do wyrośnięcia na około 14 godzin.

Blat kuchenny oprószyć mąką, wyłożyć w to miejsce ciasto z miski i  złożyć boki ciasta do środka tworząc kulę.

Na blacie kuchennym położyć czystą ściereczkę kuchenną, oprószyć ją mąką, położyć w to miejsce ciasto łączeniem do dołu. Przykryć ciasto wystającymi bokami ściereczki i zostawić w ciepłym miejscu na 1 – 2 godziny. Ciasto jest gotowe po podwojeniu objętości.

Nagrzać piekarnik do 250 stopni C i umieścić ciasto w garnku żeliwnym łączeniem do góry, przykryć i piec przez 30 minut. Następnie zdjąć pokrywę i piec dalej przez około 20 minut, aż chleb będzie dobrze zrumieniony…i gotowe.

Co takiego jest w kuchni francuskiej, że to ona zdominowała Wasze menu?

Kuchnia francuska słynie przede wszystkim z bogatej tradycji winiarskiej i najlepszej jakości win, w których nie tylko rodowici francuzi są zakochani. W Corrèze serwujemy znakomite wina francuskie, a nasza obsługa pomaga Gościom dobrać odpowiednie wino do konkretnego dania. Francja słynie także ze wspaniałej jakości bagietek, croissantów, różnorodnych serów, które idealnie komponują się ze specjalnie dobranymi winami. Ponadto bardzo lubiane są we Francji zupy, które rozgrzewają i zaspokajają apetyt. Szeroka gama przypraw stosowanych w kuchni francuskiej nadaje jej charakterystycznego smaku i aromatu. Anyż, cząber, cebula, estragon, gałka muszkatołowa czy rozmaryn to podstawa wielu dań, która podkreśla smak i nadaje wyrazisty charakter. Ponadto kuchnia francuska korzysta z walorów smakowych wielu ryb i owoców morza. Każdy region słynie z innych popisowych dań, które wywodzą się z głęboko zakorzenionej tradycji, dzięki czemu kuchnia francuska jest różnorodna i bogata w smakach.

Czy łatwo jest wpaść w banał tworząc nowe menu?

Oczywiście. Nie ma tygodnia, w którym nie słyszałabym o otwarciu nowej restauracji, pizzerii czy kawiarni. Myślę, że w tym biznesie nie można myśleć tylko o profitach, ale należy traktować to jak pasję. Jeśli pracownicy widzą, jak bardzo angażują się w daną restaurację właściciele, to sami mają więcej ochoty do pracy i szacunku do tego, co robią.

Corrèze to efekt inspiracji zdobytych podczas podróży czy może nieodparta chęć, by karmić ludzi?

Corrèze jest efektem naszego rozwoju. Zaczęliśmy od firmy cateringowej, która oczywiście działa do tej pory… i po latach zamarzyliśmy o miejscu, w którym można po prostu dobrze zjeść i miło spędzić czas. Odwiedzają nas zarówno rodziny z dziećmi, znajomi, przyjaciele, jak i firmy, dlatego stworzyliśmy restaurację, do której Goście nie boją się wejść tylko na przysłowiową kawę i ciasto.

Co jest kluczowe w Waszej kuchni?

Kuchnia jest po prostu smaczna. Można zachwycać się też sposobem serwowania danego dania, ale jeśli ono nie smakuje… to nie ma w tym sensu. Dużą wagę przykładamy do całości, czyli serwujemy dania na pięknej porcelanie wykonanej przez gdańskiego artystę, dlatego każdy talerz jest inny i przez to wyjątkowy, a dania są tak skomponowane, aby Goście odczuwali wielką przyjemność jedząc je – wtedy jest szansa, że odwiedzą nas ponownie i polecą nas innym. Kelnerzy dbają o idealny serwis, ale bez sztywnego nadęcia, tylko z luzem, przyjacielską pomocą i miłą rozmową.

Co wyróżnia Corrèze wśród innych restauracji na Starym Mieście w Gdańsku?

Myślę, że indywidualne podejście do Gości oraz to, że jest u nas po prostu przytulnie. Obecnie panuje trend na restauracje minimalistyczne, w surowym stylu, a my chcieliśmy zachować klasykę – drewno, miękkie, tapicerowane fotele, duże obrazy malowane przez gdańskiego artystę, witryna z własnymi wyrobami (konfitury, oliwy, oleje, nalewki) oraz mnóstwo świec i przyjemne, ciepłe światło. Goście bardzo często chwalą także miłą atmosferę oraz świetny serwis kelnerski. Jednak wiadomym jest, że te czynniki grają dopiero, jeśli Gościom smakuje nasza kuchnia i to jest priorytet – porcje nie są okrojone, składniki są zawsze świeże i nigdy nie brakuje naszym daniom smaku.

Kto tworzy Corrèze?

Correze tworzą fantastyczni ludzie. My, osoby tu pracujące: załoga na sali, na kuchni oraz Goście, którzy nas odwiedzają. Bez tych wszystkich ludzi nie byłoby tego miejsca.

Czy dzieci są u Was mile widziane?

Jesteśmy restauracją rodzinną, przez to uwielbiamy gościć rodziców z ich dziećmi. W planach był osobny, zaciszny kącik dla dzieci, jednak z powodu ograniczonego miejsca udało nam się wygospodarować miejsce na stolik z zabawkami, kolorowankami i kredkami. Oczywiście w toalecie damskiej rodzice mogą przewinąć swoje pociechy na dziecięcym przewijaku. Mamy także specjalne menu dziecięce i zawsze pytamy małych gości, czy im wszystko smakuje.

 


Restauracja Corrèze
ul. Stara Stocznia 2/7, 80-862 Gdańsk, tel. 58 719 60 60, tel. kom. 792 595 969   info@correze.pl

Ciąża

Niepłodność? Nie wiem, nie znam się, zarobiona jestem…

8 listopada 2021 / Monika Pryśko

Nie znam osobiście pary, która bezskutecznie stara się o dziecko.

O dwóch takich parach tylko słyszałam. Czy to znaczy, że w moim najbliższym otoczeniu wszystkie kobiety z łatwością zachodzą w ciążę, a ich partnerzy nie mają problemów z płodnością? Nie. To znaczy, że o problemach z zajściem w ciążę się nie mówi wprost. Często nie mówi się wcale.

Choroba niepłodności jest społecznie wstydliwa, choć gdy o niej rozmawiamy, jesteśmy pełni empatii i zrozumienia. Współczujemy parom, które nie mogą zajść w ciążę, choć nadal nie wiemy, co jest przyczyną tych trudności.

Niewiedza rodzi domysły. Niewiedza tworzy bariery. 

Narine Szostak  jest twórczynią kampanii społecznej #JestemN97 mającej na celu wsparcie procesu wyjścia z tabu niepłodności.

 

Monika Pryśko: Co oznaczają dwa hasztagi, które są swoistym hasłem Twojej kampanii społecznej #JestemN97

Narine Szostak: One są bardzo wymowne, choć na pierwszy rzut oka mogą nic nie mówić. N46 i N97 to są medyczne oznaczenia choroby niepłodności żeńskiej i męskiej w międzynarodowej klasyfikacji chorób ICD-10. 

 

Skąd te cyferki?

Tych cyferek jest bardzo dużo, bo każda przypadłość i każdy symptom wymaga innej klasyfikacji, natomiast ja się skupiłam na tych dwóch głównych, które niepłodność określają w sposób bardzo dobitny, które mówią jedno — chodzi o chorobę niepłodności.

Jak myślisz, to jest taki temat, że nie możemy znaleźć słów, dlatego musimy posiłkować się cyferkami?

Zastanawiałam się, w jaki sposób stworzyć język mówienia o niepłodności, niekoniecznie używając tego słowa. Bo to słowo jest trudne, szczególnie emocjonalnie. I często nie chce przejść przez gardło tym, którzy przez lata starają się o dziecko.  

 

Wydaje mi się, że to jest trudne, ponieważ jak już nazwiesz tę niepłodność, to ta niepłodność staje się faktem niezaprzeczalnym, a póki nie wyrazisz tego wprost, to jeszcze możesz mieć nadzieję, że to chwilowe, że to przejdzie. 

Stąd też te hasztagi. To jest nazwa choroby, której nie musimy wprost nazywać niepłodnością. Możemy o tym mówić, nie używając tego słowa, które wielu z nas nie przechodzi przez gardło.

 

Kiedy niepłodność została nazwana chorobą? Mam wrażenie, nie używało się słowa choroba w kontekście niepłodności. O trudnościach w zajściu w ciążę mówiło się, jakby to zależało do losu. 

Dokładnie, niepłodność to był los, kara boska, karma… Tylko zastanawia mnie, dlaczego w ten sposób nie mówimy o innych chorobach? Nikt nie mówi, że choroba nowotworowa to los czy kara boska. Mówi się: masz raka płuc, doigrałeś się, trzeba było tyle nie palić. Znamy przyczynę, przy niepłodności często nie. 

Regularnie przecież się słyszy: „Bóg obdarzył ich dziećmi”, co czasem brzmi, jakby był z góry ustalony przydział na dzieci, co nie ma żadnego związku z ciałem, fizycznością i procesami zachodzącymi w ciele, tylko z decyzją istoty ponad nami. To jest poza ludzką decyzyjnością. 

Czy to los za mnie zdecydował? Spójrzmy na to inaczej. Mam 13 lat i dostaję ataku bólu spowodowanego wyrostkiem robaczkowym. Trafiam do szpitala, gdzie mam operację. Po kilku latach mam kłopoty z  miesiączkami, jestem młodą kobietą i nie mam pojęcia,  co się dzieje w moim organizmie. Natomiast okazuje się, że taki wyrostek robaczkowy, taka rutynowa operacja potrafi wiele zniszczyć w organizmie kobiety. Patrząc na to pod kątem losu, to nie jest to los, a sekwencja wydarzeń, których my ze sobą nie wiążemy. 

To trudne, bo gdy nie pragniesz niczego więcej poza dzieckiem, nie jesteś psychicznie w stanie wtedy tych kropek połączyć. Czasami tak zwyczajnie po ludzku łatwiej jest przetrwać w tej chorobie myśląc, że to los zadecydował. Wtedy można wierzyć, że los się odmieni. Los jest traktowany jako nadzieja. Los trwa, a to pozwala myśleć, że jeszcze nic nie jest przesądzone.

 

Przerzucanie odpowiedzialności na los przynosi ulgę? 

To mechanizm, nabyty sposób myślenia, narzucony przez społeczeństwo. Bo my społecznie postrzegamy niepłodność jako coś, co nie zależy od nas. 

Przez szereg lat naszego życia przechodzimy przez wiele dolegliwości, które wskazywały na to, że mogą w przyszłości zaistnieć problemy z płodnością. Ludzie narzucają nam jednak pewien sposób myślenia, sugerując, ze niepłodność to kara, często pomijają po prostu aspekt zdrowotny. Nakłada się na nas poczucie winy, że może faktycznie zasłużyłyśmy na to, że może, zamiast robić karierę, powinniśmy wcześniej postarać się o dziecko? 

Jesteś osobą wierzącą?

Wiara w cokolwiek, w Boga, w energię, w medycynę wspiera proces leczenia niepłodności. Jestem za tym, by wspierać się wiarą i duchowością, bo ona nas tylko uspokaja. Nie ma w tym nic złego, to dobrze, jeśli mamy sposób, który pomaga nam znaleźć balans, między tym, co czujemy, chcemy i możemy. 

 

Czy spotkałaś się z takim nastawieniem, że kobiety z chorobą niepłodności są traktowane jak zgniłe jajko, z którym nie wiadomo, jak się obchodzić?  Z jednej strony para walczy o rodzicielstwo, z drugiej strony bliskie im osoby zastanawiają się, czy zaprosić na pępkowe, bo może być im przykro…

Medal ma dwie strony. Osoby, które bezskutecznie starają się o dziecko, nie mówią o swojej chorobie, nie otwierają się w swojej społeczności, w swoim najbliższym otoczeniu, wiec bliscy często nie wiedza, z czym się zmagają. A skoro nie wiedzą, to nie mają pojęcia, jak się zachować, by nikogo nie urazić. 

 

Bo ciężko mówić o zazdrości i tych wszystkich trudnych emocjach, których się często wstydzimy. 

Jest oczywiście zazdrość, i to jest naturalne. Ty jesteś w ciąży, a ja nie. Gdy ten ciążowy brzuszek wydaje się być nie do osiągnięcia, oglądanie innych kobiet, które cieszą się swoim macierzyństwem, bywa frustrujące. Natomiast osoby w naszym otoczeniu, nie wiedząc, z czym się zmagamy, nie wiedzą, jak z nami rozmawiać, a my oczekujemy, że inni będą się domyślać, jak się czujemy i czego potrzebujemy. To jest patowa sytuacja, tak się nie da. Widzę, że jest to jeden z głównych problemów par starających się o dziecko, unikanie rozmów tylko pogłębia schemat. 

 

Dlatego wkładasz kij w mrowisko? 

To jest mój cel, by zachęcać kobiety i mężczyzn, by ujawnili swoją chorobę. Często jest tak, że z góry zakładamy, że rodzina nas nie zrozumie, a gdy ona się dowiaduje o problemie, o tym, co się u nas i z nami dzieje, to pojawia się czułość i wsparcie. Sytuacja zaczyna wyglądać inaczej niż zakładaliśmy. 

 

I wtedy człowiek się orientuje, że ukrywał się niepotrzebnie. 

To ukrywanie spowodowane jest wstydem. Poczuciem, że jestem niekompletną kobietą, mężczyzną. A wiadomo, facet musi spłodzić syna, posadzić drzewo i zbudować dom. No właśnie nie musi!!

 

Kobieta też nie musi rodzić dzieci. 

To, że ktoś nie może mieć dzieci z przyczyn medycznych, nie oznacza, że inni nie mogą nie chcieć mieć dzieci, mimo że mogą mieć.

Dopóki my o tym nie mówimy, to wszyscy mają pretensje i pytają, czemu my nie mamy tych dzieci. A my nikomu nie mówimy dlaczego, a można by powiedzieć: nie mogę mieć dzieci, staramy się to zmienić, jeśli możesz, to mnie po prostu wspieraj, ale pytania o to tego nie przyspieszą.

 

Czy jakaś konkretna sytuacja spowodowała, że postanowiłaś zareagować właśnie taką kampanią?

Walczyłam o moją córkę 10 lat. Moja córka pojawiła się na świecie dzięki metodzie in vitro. Natomiast przez te lata przeszłam długą drogę, od lekarzy, uzdrowicieli, po zielarzy. Przerobiłam wszystko. Kobieta w desperacji sprawdza wszystkie opcje. Dziś z perspektywy czasu się z tego śmieję, ale te wszystkie próby były mi potrzebne, by dojrzeć, by zbudować gotowość na wejście w procedurę in vitro. Wiem, ze wielu osobom, tak jak i mnie, decyzja o in vitro nie przyszła z łatwością. 

 

A czemu ta droga jest tak długa?

To diagnostyka trwa bardzo długo i gdy przez lata nie wiesz, co ci dolega, probujesz się dowiedzieć i nie jest to proste. Trudno jest wejść w proces in vitro nie wiedząc, co ci dolega i co spowodowało niepłodność. Dokładnie przed tym samym dylematem stałam ja.  Chciałam wiedzieć, co u mnie w ciele nie działa tak, jak należy. Co jest prawdziwą przyczyną problemów z zajściem w ciążę. Nasz lekarz bardzo naciskał na in vitro, gdyż miałam niedrożne jajowody. Okazało się też, że miałam guzka na jajniku, który został zbagatelizowany. Usłyszałam, że nie ma on wpływu na podejście do in vitro. Postanowiłam zbadać na własną rękę, czy mogę udrożnić moje jajowody, choć podobno w Polsce się tego nie zaleca. Ale ja chciałam się dowiedzieć. 

 

To Ci powiedziała intuicja, przeczucie? 

Uczulam inne dziewczyny, by słuchały swojej intuicji, bo ona nie zawodzi. Postanowiłam sprawdzić to w Armenii, kraju mojego pochodzenia. Gdy leżałam już na stole operacyjnym, w celu udrożnienia jajowodów, okazało się, że moja operacja nie będzie trwała 30 minut, ale prawie 4 godziny. Okazało się, że są tam ogromne zrosty, stany zapalne, asymetria jajników. Guz, który w Polsce został zbagatelizowany, był wielkości małego jajka. 

Dziś uważam, że powodzenie procedury in vitro zawdzięczam temu lekarzowi, który zrobił mi operację, który moje narządy doprowadził do jako takiej równowagi. Dzięki temu dziś jestem mamą córki. 

 

Czy jest różnica między niepłodnością kobiecą a męską, w kontekście wstydu i akceptacji społecznej?

Niepłodność w sferze psychicznej nie dostrzega płci, ona tak samo dotyka kobiety jak i mężczyzn, natomiast mam wrażenie, że w ogóle ta niepłodność męska jest jeszcze bardziej spychana na bok. Wiele wspierających komunikatów jest skierowanych tylko do kobiet. Nie słyszymy o tym, jak leczyć azoospermię, ale wiemy już więcej na temat endometriozy. 

 

Jednak kobiety są bardziej skore do dzielenia się trudnymi chwilami.

Mężczyźni też się bardzo dobrze kamuflują. Natomiast gdy wejdziesz do kliniki niepłodności, to w kolejce czeka tyle samo kobiet, co mężczyzn. Statystyki mówią bardzo jasno, że 20-30% niemożności zajścia w ciążę wynika z czynnika męskiego. A do 2050 roku ten odsetek wzrośnie nawet do 50%. 

 

Dlaczego tak jest?

Bo niepłodność to choroba cywilizacyjna, tak jest określana przez WHO. Na niepłodność wpływa cala masa czynników, i świadomość tego jest kluczowa, by temu przeciwdziałać. Ale by tak się stało, potrzebna jest edukacja, bo wciąż w społeczeństwie jest przekonanie, ze to kobiecie tyka zegar biologiczny, a facet może mieć dzieci zawsze. A tak nie jest. 

 

Chciałabyś to zmienić?

Marzę o tym, by osoby niezależnie od płci, borykające się z niepłodnością, nie bały się mówić o swojej chorobie, bo wiem, że mówienie o niej otwarcie wspiera proces leczenia, wspiera nas psychicznie, bo nie czujemy presji, by ukrywać swoją historię. 

 

Przeczytałam w książce „Terapia przez pisanie”, że samo ukrywanie tajemnicy jest cięższe emocjonalnie niż posiadanie tejże tajemnicy.

To wszystko dewastuje naszą psychikę, a przecież my musimy funkcjonować i mieć energię w sferze zawodowej, osobistej, towarzyskiej. Ile kobiet ukrywa w pracy, że właśnie przechodzi procedurę in vitro? I jak bardzo byłoby im lżej, gdyby to było jasne i nie musiałyby kombinować, kiedy zrobić sobie zastrzyk w brzuch, żeby nikt nie zobaczy.  To jest ogromny stres! To wielka ulga móc śmiało powiedzieć: czasami mogę być mniej dyspozycyjna, chciałabym, byś o tym wiedział / wiedziała, potrzebuję wsparcia. Ludzie mają serce i to po właściwej stronie. Warto zrobić ten krok, bo to jest tylko dla naszego dobra. 

 

Warto jest zacząć zmianę od rozmowy, zamiast zmieniać nieprzygotowanych ludzi. Przygotowujesz ludi do zmiany?

Nie da się tego zrobi inaczej. Zachęcam do opowiadania swoich historii, one będą nam służyć i będą wspierać proces zwiększenia świadomości u osób, które nie są zainteresowane osobiście, ale może znają kogoś, kto walczy o bycie rodzicem.

 

___

 

Autorka zdjęć: Patrycja Toczyńska

This error message is only visible to WordPress admins
There has been a problem with your Instagram Feed.
Error: No posts found.

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo