KUP PREZENTY
Change font size Change site colors contrast
Felieton

Siłaczki

16 sierpnia 2018 / Magda Żarnowska

Wakacje już na półmetku.

Na każdym kroku podejmujemy wybitnie ważne decyzje. Po głowie kłębią nam się tysiące myśli, bo czy opłaca się jechać na Bałtyk, skoro w morzu sinice? I dlaczego flądrę, która według rybaków nawet nie jest rybą, w smażalni musza ważyć obtoczoną w trzy warstwy panierki i nasiąkniętą butelką starego oleju? Czy opłaca się jechać w góry i stać w kolejce...

Wakacje już na półmetku. Na każdym kroku podejmujemy wybitnie ważne decyzje. Po głowie kłębią nam się tysiące myśli, bo czy opłaca się jechać na Bałtyk, skoro w morzu sinice? I dlaczego flądrę, która według rybaków nawet nie jest rybą, w smażalni musza ważyć obtoczoną w trzy warstwy panierki i nasiąkniętą butelką starego oleju? Czy opłaca się jechać w góry i stać w kolejce na Giewont porównywalnej do tych z czasów komuny, kiedy do sklepu mieli rzucić jakiś deficytowy towar? Jaki krem z filtrem i jakie okulary? Czy ten strój kąpielowy jest jeszcze modny w tym sezonie?

Matki z każdej strony atakują kampanie marketingowe. Jak być lepszą, mądrzejszą, bardziej oddaną, a przy okazji jeszcze bez zmarszczek? Dajemy się wciągnąć coraz to głębiej w ten pęd, często bezskutecznie szukając równowagi. Mitycznej mother-life balance.

I wtedy, zupełnie w środku bezsensownej zawieruchy niektóre z nas trafiają tam…

Do szpitala.

Często dlatego, że dziecko źle stanęło, upadło i coś sobie złamało. Czasem dlatego, że rybka mogła nie być tak świeża, jak zachwalano. Trafiamy do innego świata i kurczowo trzymamy się myśli, co zrobimy, kiedy już będzie nam wolno opuścić ten przybytek. Mamy przeświadczenie, że świat się bez nas zawali, całe przedsiębiorstwa zbankrutują, a nasza najbliższa rodzina z całą pewnością umrze z głodu i to na pewno w brudnych, niewyprasowanych ubraniach.

I nerwowo odliczając godziny do wyjścia, w myślach ponaglając lekarzy i złorzecząc na szpitalny wikt mijamy je.

Matki przewlekle chorych dzieci. Matki dzieci niepełnosprawnych.

One się nie spieszą. Nikogo nie poganiają. Z apetytem pochłaniają miskę szpitalnej zupy. Wiedzą, że nic innego tu nie dadzą, a ile można przemycać do szpitala kontrabandę w postaci frytek?

One nie rozmawiają godzinami przez telefon pouczając współpracowników. Nie próbują zdalnie załatać dziury wynikającej z ich nieobecności. Ich nieobecność w domu już po prostu nikogo nie dziwi.

One są często same. Zawsze same. Bo niestety choroba dziecka dziwnym trafem częściej łamie mężczyznę niż kobietę. Bo kobieta musi być w takiej chwili jeszcze silniejsza i jeszcze lepsza. Bo to ona musi porzucić swoje marzenia i tęsknoty, gdyż jedyne, czego nie może porzucić, to jej dziecko.

One są spokojne, rozmawiają po cichu, zapytane- chętnie opowiedzą swoją historię. Choć często milczą, w końcu opowiadały ją już setki razy każdemu kolejnemu lekarzowi i każdej nowej koleżance z sali.

One są świetnie zorganizowane w szpitalnej rzeczywistości.

Wiedzą co i gdzie załatwić, jak najlepiej umówić się do lekarza, w których szpitalach i przychodniach pracuje. Czy ma swoje humory i co zrobić, żeby nie nadepnąć na odcisk- w końcu w jego rękach leżą najcenniejsze z cennych losy- losy własnego dziecka.

One są silne. Siłą fizyczną. To one dniem i nocą czuwają nad swoimi pociechami. To one muszą je przytrzymać, kiedy akurat trzeba pobrać krew lub przeprowadzić inny nieprzyjemny zabieg medyczny. To one setki razy przekładają niechodzące dzieci i rozmasowują ich mięśnie. To one, póki mogą, bez słowa skargi, noszą dzieci, które z każdym rokiem stają się coraz większe i cięższe.

One są uprzejme. Zawsze mówią dzień dobry i uśmiechają się do innych pacjentów i pracowników szpitala. W końcu wszystkich już tu znają.

One nie płaczą.

Nie wpadają w histerię. Przynajmniej nie w ciągu dnia. W ciągu dnia są ostoją i opoką swych dzieci. Są ich dobrym słowem i uśmiechem. Radością i wsparciem. Dopiero w nocy, kiedy większość świateł na salach chorych jest już pogaszona, zdarza się usłyszeć ich cichy płacz. Łzy wylewane po cichu w poduszkę. Dyskretnie. Aby nie obudzić dziecka i nie przysporzyć mu zmartwień. Łzy rozpaczy i bezsilności. Łzy, które i tak już nic nie zmienią, ale mogą przynieść choć chwilową ulgę.

To są prawdziwe siłaczki.

Taki pobyt w szpitalu, jeśli tylko widzi się wszystko wystarczająco wyraźnie, pozwala na nowo przewartościować swoje życie. Dostrzec to wszystko co jest dobre i podziękować za każdy dzień spędzony w zdrowiu. Nawet jeśli naszym pociechom na co dzień daleko do standardów „bycia grzecznym” i nawet, jeśli chwilę temu wysmarowały nową kanapę Nutellą. Pozwala docenić to wszystko, co zazwyczaj jest zmorą naszej codzienności. Docenić życie, zdrowie, miłość. Zrozumieć, że te wszystkie głupoty, którymi na co dzień się przejmujemy, zupełnie nie mają znaczenia.

I warto się nad tym zastanawiać częściej, gdyż niestety, każda z nas może się z dnia na dzień stać jedną z nich. Ich też nikt nie pytał o zgodę ani o plany na przyszłość.

Felieton

Każda z nas ma w sobie dwa wilki

30 października 2020 / Agnieszka Jabłońska

Dzisiaj, kiedy emocje wrą i czujemy ogrom gniewu.

Dzisiaj, kiedy jesteśmy jednością na polu walki. Dzisiaj, kiedy w Polsce dzieje się rewolucja, chcę Ci przypomnieć legendę Czirokezów.

„Stary człowiek uczył swojego wnuka o życiu. Powiedział do chłopca:

– W moim wnętrzu toczy się walka. To jest straszna walka, toczona pomiędzy dwoma wilkami.

Starzec zrobił pauzę, by zaczerpnąć tchu, lecz po chwili kontynuował z poważną miną:

– Jeden z wilków jest zły. On jest gniewem, zazdrością, smutkiem, żalem, chciwością, pychą, użalaniem się nad sobą, poczuciem winy i niższości, kłamstwem, fałszywą dumą, pragnieniem dominacji i ego.

– Drugi wilk jest dobry – starzec rozpromienił się. – On jest radością, pokojem, miłością, nadzieją, pokorą, uprzejmością, dobrocią, hojnością, prawdą, współczuciem i wiarą.

– Taka sama walka toczy się w tobie – podsumował starzec – i wewnątrz każdego innego człowieka.

Wnuk zastanowił się przez chwilę, a potem zapytał dziadka:

– Który wilk wygra?

– Ten, którego nakarmisz – padła odpowiedź.”

 

Dzisiaj do głosu dochodzi nasz zły wilk. Dzisiaj karmimy go gniewem, który daje nam energię do działania. Chcemy, aby urósł i aby szedł z nami ramię w ramię w czasie protestów. Aby użyczył nam swojej mocy do zebrania się w tłumie, do krzyczenia jednym głosem. Dzisiaj sięgamy do naszej mocy, która drzemie w każdej z nas. 

Jesteśmy obecne w Internecie, na forach, na protestach. Rozmawiamy z naszymi bliskimi, wyjaśniamy dzieciom i krewnym motywy naszego postępowania. Dostajemy wsparcie od naszych matek i babć, a nawet dziadków, którzy do tej deklarowali solidarność z kimś innym. 

Dzisiaj mocno stąpamy po ziemi, chcemy, aby echo naszych kroków rozbrzmiewało w całej Polsce. Dzisiaj używamy ciężkich słów, używamy ich jako naszych mieczy, jako broni i jako tarczy. 

 

Nasze wilki są gotowe stanąć do walki. Niektóre z nas już zaczęły, padł pierwszy kamień i z piersi wydarł się krzyk. Ręce zacisnęły się na czyichś ramionach. Wilk zawył. 

 

Dzisiaj jeszcze nie myślimy o jutrze, bo trwamy w walce, która nas porwała, czujemy jedność z tłumem i współodczuwamy z jednostką. Każde słowo jest jak dolanie oliwy do ognia – czasami po kropelce, a czasami całym strumieniem. W powietrzu unosi się strach pomieszany z ekscytacją. Wilki warczą, to nasza walka. 

***

Jutro. Jutro chcemy obudzić się w świeckim państwie. Jutro chcemy czuć się bezpieczne i wolne. Chcemy decydować o sobie i być równouprawnioną częścią społeczeństwa. Chcemy, aby jutro koszmar się skończył. Juto chcemy ubrać się w to, na co mamy ochotę i iść tam, gdzie nam się podoba, bo czeka nas zupełnie nowy dzień. I słońce będzie świecić na niebie, a ciepłe promienie będą ogrzewać nasze twarze. Jutro będziemy wiedziały, że wczoraj stałyśmy się częścią czegoś ważnego, że dzięki naszej energii dokonała się zmiana. Jutro również będziemy pamiętały, że mamy moc, po którą możemy w każdej chwili sięgnąć i o tym, że możemy krzyczeć jednym głosem. 

***

Tylko widzisz, jeśli dzisiaj poleje się krew, jeśli dzisiaj usłyszysz o jeden krzyk za dużo, jeśli dzisiaj otworzysz swoje serce na nienawiść, weźmiesz do ręki kamień, Twój zły wilk stanie się silny. Dzisiaj myślisz, że potrzebujesz tej siły, żeby walczyć. Dzisiaj wymagasz od siebie bycia wojowniczką, energia walki jest dobra, mobilizująca. Jeśli jednak zaczniesz karmić złego wilka nienawiścią, zaczniesz patrzeć na ciemny świat i zaciśniętymi zębami mówić „oni”, jutro może wciąż pozostać za mgłą. 

Wilk, którego dzisiaj karmisz, jutro nie zaśnie. Będzie miotał się w Twoim wnętrzu i powoli odbierał Ci radość, będzie Cię trawił niczym ogień. Być może wypali do cna to, co miałaś w sobie wcześniej i narodzisz się na nowo. Być może tego właśnie potrzebujesz, bo ogień będzie miał moc, która uleczy Twoje rany i która sprawi, że zmniejszy się Twoje cierpienie. Być może wcale się tego nie spodziewasz i patrząc w lustro jutro, będziesz zdziwiona. 

***

 

Pamiętaj, że masz w sobie dwa wilki. Ten dobry tam jest. Pamiętaj, jaka gwiazda świeci dzisiaj nad nami wszystkimi. Robimy to, co musimy, bo kochamy siebie i naszych bliskich. Kochamy ogromną miłością dzieci, które są już z nami i te, które być może się pojawią. Pamiętaj, proszę, że najważniejsza jest w tym wszystkim miłość. Gdy zatracisz się w walce, pamiętaj, że naprzeciwko Ciebie stoją ludzie. Ludzie, którym najprawdopodobniej tej miłości zabrakło, których życie być może nie było nigdy takie, o jakim marzyli. Nie wymagaj jednak od siebie zrozumienia i empatii dla kogoś, kto Cię krzywdzi. Pamiętaj jednak, że narracja nienawiści,  jest ostrym mieczem, który ma dwa końce. Trafia w osobę, w którą jest skierowana, ale jednocześnie zostawia w Twoim sercu ślad. Taki zatruty kolec będzie karmił złego wilka. 

 

***

Dzisiaj przytul swojego chłopaka, narzeczonego męża i swoje dzieci. Zadzwoń do swoich bliskich, którzy się o Ciebie martwią. Pamiętaj, nie jesteś sama w tej walce, żadna z nas nie jest. Zgromadź niezbędną energię i działaj – protestuj, angażuj się. Wieczorem… wieczorem jednak nakarm dobrego wilka. Współczuj, odczuwaj, odpocznij. Walka kiedyś się skończy, a na podwalinach tego, co zostanie, zbudujemy nowy, piękny świat. Świat pełen miłości, bo przecież o to właśnie walczymy dzisiaj, prawda? 

 

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo