Change font size Change site colors contrast
Felieton

Jak zorganizować urodzinki?

26 lutego 2018 / Magda Żarnowska

Nawet jednostki aspołeczne dopadają niekiedy takie dylematy.

Ponieważ jestem szczęśliwą (zazwyczaj)  matką dwójki dzieci, przedszkolaka oraz pannicy, która niebawem skończy żłobek, a swoją charyzmą i wyszczekaniem dorównuje starszemu bratu, muszę zmierzyć się z wyzwaniem. Już Hugh Grant w „Był sobie chłopiec” zrozumiał, że człowiek nie jest samotną wyspą, w związku z czym trzeba to po prostu zaakceptować i starać się odnaleźć w tym...

Nawet jednostki aspołeczne dopadają niekiedy takie dylematy. Ponieważ jestem szczęśliwą (zazwyczaj)  matką dwójki dzieci, przedszkolaka oraz pannicy, która niebawem skończy żłobek, a swoją charyzmą i wyszczekaniem dorównuje starszemu bratu, muszę zmierzyć się z wyzwaniem. Już Hugh Grant w „Był sobie chłopiec” zrozumiał, że człowiek nie jest samotną wyspą, w związku z czym trzeba to po prostu zaakceptować i starać się odnaleźć w tym wszystkim plusy.

Dotychczas starałam się ignorować presję społeczną związaną urodzinami dzieci. Kiedy Młody kończył rok szczęśliwie wysoko zagorączkował i cała impreza zamknęła się w gronie rodziców i dziadków. Pierwsze starcie z organizacją urodzin przeżyłam rok temu, kiedy nasza młodsza latorośl kończyła roczek. Okazało się, że to w województwie kujawsko-pomorskim wydarzenie na miarę osiemnastki w moich rodzinnych stronach i wypada przecież zaprosić tych, których wypada. Tak się składa, że rodzina mojego męża jest dosyć liczna i w związku z tym na tej miłej, kameralnej uroczystości pojawiło się w sumie przeszło dwadzieścia osób. I choć zaklinałam rzeczywistość jak mogłam, to jednak przedsięwzięcie było odrobinę karkołomne, bo jak tu pomieścić tyle osób w mieszkaniu i jeszcze znaleźć wszystkim jakieś miejsce do siedzenia? Napracowałam się także przy tym co nie miara, bo przecież co to dla mnie upiec ciasto lub dwa 😉? Kiedy opadł bitewny kurz i udało się posprzątać po tym evencie, postanowiłam, że jednak nigdy więcej!

I nie zrozumcie mnie źle. Ja naprawdę uwielbiam rodzinę moją i męża, ale zdecydowanie w mniejszych dawkach.

W moim mniemaniu spotkanie towarzyskie ma sens, ale w małym gronie. Żeby można było poświęcić czas i uwagę gościom i porządnie się z nimi nagadać, a nie skupiać się jedynie na dolewaniu kawy do dwudziestu filiżanek.W tym roku na nowo podejmę tę rękawicę. Ale, żeby nie było, że jestem kimś innym, że zrobiono mi pranie mózgu i zachowuję się wbrew swoim zasadom- zrobię to w moim stylu. I oto kilka porad, jak zorganizować imprezę dla dzieci, jeśli jesteś samotnikiem, a dom to Twoja twierdza.


1. W miarę możliwości skumuluj wszystkie urodziny swoich najbliższych w jednym terminie.

Jak powiedziała-tak zrobiła i wyszła za mąż za człowieka urodzonego w lutym, a następnie urodziła dwoje dzieci praktycznie w tym samym terminie. Ograniczy to konieczność organizowania kilku imprez w podobnym ogromnym gronie i podawania co miesiąc tego samego zestawu ciast.

2. Dopóki dasz radę, ukrywaj dokładne daty urodzin przed dziećmi (łatwej, o ile nie znają się na kalendarzu i nie umieją czytać), pozwoli Ci to zrealizować jedną wspólną imprezę.

Kiedy dzieci odkryją, że urodziny, to jedna unikatowa data i ona zobowiązuje do świętowania danego dnia, być może wszystko przepadło i cały misterny plan legł w gruzach. U nas w tym roku wydały nas panie ze żłobka, ale Młody zniósł to dzielnie (obawialiśmy się, jak ogarnie informację, że jego młodsza siostra ma urodziny przed nim) i nie zakwestionował idei wspólnych urodzin.

3. Nie daj się nabrać na to, że aby dziecko było szczęśliwe, musi zaprosić na imprezę całe przedszkole.

Przecież oni z dnia na dzień zmieniają sojusze i jutro najlepszym przyjacielem może być wczorajszy wróg. * Możliwe do wykonania także jedynie, jeśli Twoje dziecko nie przejawia nadmiernej sympatii do kolegów i koleżanek z placówki 😉.

4. Wprowadź oficjalną zasadę – dopóki mieszkasz pod moim dachem … (wstaw, co uważasz za stosowne).

Wyobrażam sobie, że ta zasada może się okazać wyjątkowo przydatna, wręcz nieoceniona na kolejnych etapach wychowania.

5. Zaproś jednak jakieś dzieci.

W końcu to ma być frajda dla małych jubilatów a nie festiwal próżności dla dorosłych. U mnie jest łatwiej, bo moje dzieciaki mają mnóstwo kuzynów (i to takich najbliższych) w podobnym wieku. Gdyby jednak dziecko było jedynakiem i to jedynym w rodzinie, faktycznie warto rozważyć złamanie zasady trzeciej, ale w rozsądnych granicach. Pamiętaj, najprawdopodobniej zapraszając małe dzieci musisz się także liczyć z koniecznością zaproszenia ich rodziców. Tak, obcych dorosłych ludzi 😉

6. Odpuść sale zabaw. 

Wydasz fortunę i spotkasz się z setkami obcych ludzi, w tym rozwrzeszczanych dzieci. Jeśli Twoje własne dzieci są z gatunku tych wycofanych społecznie, raczej obserwatorów niż uczestników (jak moje), sala zabaw może być dla nich bardziej stresem niż fantastyczną rozrywką.

7. Nie wydawaj fortuny na tort.

Informacje od innych rodziców pokazują, że dzieci chętniej pochłoną tonę kabanosów  (w przypadku moich także świeżą paprykę) niż luksusowy, piękny tort za miliony monet. Tort zrobię sama, a żeby zamaskować moją ewentualną nieudolność w kwestii dekoracji pokusiłam się o zamówienie dekoracyjnego opłatka z nadrukiem z ulubioną postacią z bajki (dostępne w Internecie za około 5zł). Tutaj też muszę się przyznać, że planuję upiec dwa maleńkie torty, aby moje dzieci nie pozabijały się próbując zdmuchnąć świeczki na jednym.

8. Kup balony. Dużo balonów.

Nie wiem, jak to jest, ale w dziecięcym świecie balony są jak czekolada dla dorosłego. Nie ma czegoś takiego, jak „za dużo balonów”. I choćbyś była jak ja, najgorszym animatorem dziecięcych zabaw ever, to wrzucenie kilkudziesięciu balonów do pomieszczenia, gdzie jest kilkoro dzieci, zrobi za Ciebie połowę roboty. Na pewno działa przy kilkulatkach, dla starszych będę musiała ogarnąć coś innego, ale to jeszcze przede mną.

9. Pogódź się z faktem, że mieszkanie po imprezie będzie wyglądało niemalże tak samo fatalnie jak akademik po otrzęsinach archeologii.

No może nie będzie jedynie na podłodze ofiar nadmiernego spożycia alkoholu. Deal with it. Pomyśl, że dzieci są jak wehikuł czasu i przywracają po prostu wspomnienia 😉 Kiedyś dorosnę do etapu, gdzie postaram się przekazać dzieciom, że zabawki w ich pokoju mają swoje miejsce, na którym muszą się znaleźć po skończonej zabawie. Czuję jednak, że teraz tego nie pojmą, dlatego wrzucę wszystko co znajdę na podłodze, byle jak, do dużych wspólnych pojemników przy użyciu łopaty i jakoś to będzie. Być może nawet pomogą mi dzieci, w końcu będą na kabanasowo-cukrowym haju i będą miały nadmiar energii do spalenia.

I pozostaje jeszcze kwestia prezentów.

Już Magdalena Droń pisała bardzo mądrze o niekupowaniu prezentów pod choinkę. Pod jej tekstem podpisuję się znów rękoma i nogami. Jeśli chodzi o świętowanie urodzin moich dzieci z perspektywy materialnej, to dołożę wszelkich starań aby zamiast prezentów otrzymywały od nas wspaniałe przeżycia i wspomnienia. Zamiast kolejnych walających się po podłodze plastikowych zabawek, zaproponuję im wyjście do kina albo do wodnego parku rozrywki. Żeby czuły, że największym prezentem, jaki można od kogoś dostać, jest jego  zaangażowanie i czas, a nie pięknie opakowane auto i komunikat „nie pobawię się teraz z Tobą, bo to Twoje urodziny i piję kawę z ciocią, która przyniosła Ci prezent”. Wszystko przede mną. Trzymajcie kciuki, abym nie ugięła się pod naporem argumentacji starszych i mądrzejszych.

 


Designed by Pressfoto / Freepik

Styl życia

Less waste i minimalizm – czy do tanga potrzeba dwojga?

18 lutego 2020 / Agnieszka Jabłońska

Dwie idee, dwa nurty.

Minimalizm – mieć mniej, żyć bardziej i less waste – marnować mniej, przetwarzać więcej, nie kupować i nie marnować.

Tak się składa, że w codziennym życiu łączę minimalizm z less waste. Staram się zachować balans i równowagę. 

Po kilku latach mogę powiedzieć jedno: jest to spokojnie możliwe i – jak wszystko w życiu – wymaga wypracowania nawyków. Trochę uwiera na początku, a później staje się przyjemną rutyną. Pomyślałam, że może Cię to zainteresuje.

Pewnie zastanawiasz się teraz, co drogie czarno-białe meble mają wspólnego z gotowaniem obiadów z resztek i używaniem płatków kosmetycznych ze starego ręcznika. 

Być może ja po prostu obracam się w takich kręgach, ale znam ludzi i domy, gdzie less waste i minimalizm dobrze ze sobą grają. Sprawdź koniecznie książkę – reportaż Marty Sapały „Mniej”- wypożycz, posłuchaj, ściągnij na czytnik, przeczytaj! 

 

Po co Ci to całe zamieszanie? 

Chociażby po to, żeby spać spokojniej, budzić się bardziej wypoczętą. Iść drogą, która ma jasno określony kierunek z lekką głową i ciężkim portfelem. Być „tu i teraz” i cieszyć się wolno płynącym czasem. Pielęgnować relacje i dbać o swoje sumienie. Robić dla innych coś bez wysiłku i stąpać po Ziemi ostrożnie, nie robiąc nikomu świadomej krzywdy. Chciałabym Ci to ułatwić, więc przygotowałam listę punktów wspólnych dla minimalizmu i less waste. Szybko przekonasz się, że żyjąc zgodnie z ideą niemarnowania, masz dużą szansę zostać minimalistką. A jeśli już deklarujesz się, jako osoba, która nie potrzebuje wiele, przy odrobinie wysiłku i zaangażowania, możesz stać się specjalistką od less waste. 

Po 6 latach postanowiłam – nareszcie! – nazywać siebie minimalistką. Stwierdziłam, że mogę mieć coś do powiedzenia w temacie, który jest mi bliski. Dlatego teraz dzielę się moimi pomysłami, jak można połączyć minimalizm z less waste. Po co mi to wszystko? Żeby przynależeć i żeby się odnaleźć. Chcę żyć w środowisku, w którym ludzie rozumieją, jaką zgrozą napawa mnie chodzenie po galeriach i zakupy. Jak bardzo nie lubię kupować i ile czasu zastanawiam się, zanim wybiorę jakiś przedmiot lub usługę. Nie lubię tłumaczyć, że jestem w stanie zainwestować spore pieniądze w podróże, czy w hobby, a mimo że noszę zimowe buty trzeci sezon. Chcę otoczyć się etykietką „minimalistka” i znaleźć ludzi, którzy czują podobnie. 

 

Jak to się zaczęło? 

O less waste zrobiło się głośno za granicą. U nas widzę, że ten trend się rozwija od 2017 roku, powolutku, ale teraz zaczynamy już doświadczać efektu kuli śnieżnej. Przyczyniła się do tego na pewno zmiana przepisów dotyczących segregacji śmieci oraz rosnąca świadomość społeczna. Coraz więcej słyszę o organicznej bawełnie, o niemarnowaniu, gotowaniu z resztek. 

Minimalizm to obecnie mainstream, ha! Minimalistką jestem od 6 lat. Zaczęło się w Japonii – oni to mają we krwi, prostotę kulturową. Do nas trend przyszedł w 2012 roku i… zniknął. Może dlatego, że jego głośnym ambasadorem był Leo Babauta ze swoimi 100 rzeczami? Z dużym zainteresowaniem śledziłam, jak z trendu, który mógł pomóc w codziennym życiu, powstała dziwna hybryda. Minimalizm w swoje szpony szybko złapał przemysł modowy, następnie wnętrzarski. Obecnie to takie skrzyżowanie ograniczenia posiadania do 100 przedmiotów z drogimi meblami i dodatkami w określonym stylu. Dla mnie – osoby, która przeczytała na ten temat kilka książek, wysłuchała kilkudziesięciu godzin podcastów – jest to co najmniej interesujące. 

 

Jak minimalizm łączy się z less waste? 

Nie kupuję

– less waste mówi o tym, żeby nie tworzyć zapasów, których nie będzie można zużyć i rozsądnie gospodarować surowcami oraz nie przyczyniać się do zaśmiecania planety, a minimalizm, żeby otaczać się tylko tym i tylko w takiej ilości, jak to jest naprawdę potrzebne. 

Myślę przed zakupem

– będąc less waste, sprawdzam składy, kraje, z jakich podchodzi dana rzecz, będąc minimalistką, analizuję, czy dana rzecz jest mi naprawdę potrzeba, czy na pewno, do czego i czy długo posłuży.

Inwestuję w jakość

– jestem gotowa zapłacić więcej za produkty tworzone etycznie tak jak ubrania szyte w Polsce, bo kupię tylko tyle, ile dokładnie potrzebuję np. jedną spódnicę na lato, jedne buty na sezon i jeden plecak na kilka lat. 

Nie marnuję

– less waste to zużywanie rzeczy do końca i dawanie drugiego życia przedmiotom, minimalizm to zaspokajanie faktycznych potrzeb poprzez przedmioty, słowo klucz: użyteczność. Jeśli czegoś już nie potrzebuję – sprzedaję to lub oddaję, w minimalizmie wyrzucenie jest ostatecznością. 

Mam mało i zużywam do końca

– mam mało kosmetyków, produktów do pielęgnacji i do makijażu, a te, które mam, zużywam do ostatniej kropelki lub oddaję, jeśli już mi nie pasują. Zużyte opakowania przemieniam na funkcjonalne słoiczki lub świeczniki, które rozdaję bliskim. 

Kupuję rzeczy potrzebne

– unikam tego przyjemnego dreszczyku, który towarzyszy wyprawom do centrum handlowego w weekend wyprzedaży, wolę zakupy online. Wybieram rzeczy, które potrzebuję w ściśle określonej ilości – jeśli szukam jednej bluzki, to kupię jedną bluzkę lub jeden lakier do paznokci. 

Nie kupuję emocjonalnie

– zakupy to nie lekarstwo na doła i nudę. Wolę poczytać książkę, iść na spacer do parku, zagrać w planszówkę lub pouczyć się języka obcego. Transferuję swoje zasoby – energię i czas tam, gdzie da mi to jakąkolwiek korzyść. Zakupy zostawią Cię z poczuciem winy, pustym kontem i brakiem miejsca w szafie lub w łazience. 

Nie chomikuję

– noszę ubrania – na co dzień również te ładne na specjalne okazje – używam wszystkich kosmetyków, gotuję z zapasów i extra składników ze sklepiku kontynentalnego, jeśli czegoś nie używam, to oddaję. Uwaga, tutaj może być pułapka, bo less waste zakłada, że ponownie wykorzystywać np. gdy otrzymasz paczkę zostawić pudełko, papier i sznurek do kolejnej wysyłki – świetne rozwiązanie, jeśli wysyłasz paczki. Jeśli nie, oddaj ten zestaw komuś, kto będzie miał z niego użytek lub połóż na klatce schodowej z opisem „zestaw do wysyłki paczki”, na pewno ktoś skorzysta. 

Inwestuję w hobby

nie oszczędzam na moim hobby, ale nie chwytam pięciu srok za ogon. Zanim przekonam się do czegoś, spróbuję pożyczyć potrzebny sprzęt i przeanalizuję, czy nowe zajęcie jest dla mnie wystarczająco rozwojowe. Później zobaczysz mnie w super butach do biegania, w markowej koszulce, z japońskim nożem kucharskim lub formą do wypieku magdalenek za kilka stówek doskonałej jakości. Pamiętaj, że minimalizm zakłada, że masz dokładnie tyle rzeczy, ile potrzebujesz, więc spokojnie stwórz własny zestaw do malowania farbami, gry na gitarze, czy robienia na drutach. Jeśli po jakimś czasie stwierdzisz, że to nie dla Ciebie, zamiast chować rzeczy na dno szafy, sprzedaj jej lub zrób komuś prezent – to takie proste! 

Oczekuję jakości

– chcę, aby rzeczy, które wybieram, reprezentowały doskonałą jakość. Ubrania nie mechaciły się, kosmetyki nie uczulały, a pokrywki od garnków nie pękały. 

Inwestuję w emocje i doświadczenia

– bardziej ucieszę się z biletów na wydarzenie niż z kolejnego kurzołapa na półce. Sama chętniej wydam na podróż niż remont – w moim odczuciu – wciąż ładnej i zadbanej kuchni. Zamiast piątej pary jeansów wybiorę koncert. 

Pielęgnuję relacje

częściej zobaczysz mnie z przyjaciółką w restauracji lub na herbacie niż w galerii. Lubię randki z mężem, lubię dobre jedzenie i miłe towarzystwo. W „starej” bluzce bawię się lepiej niż w nowej tunice od projektanta – zużywam, pamiętasz? 

Mam porządek w domu

mam mało przedmiotów, więc sprzątanie zajmuje mało czasu. Zmywanie zajmuje niewiele czasu, prasowanie, czyszczenie łazienki – naprawdę polecam. Im więcej produktów w Twoim domu będzie miało swoje stałe miejsce w szafce lub szufladzie, tym mniej czasu zmarnujesz na ich bezsensowne przestawianie, a pusta przestrzeń, będzie sprawiała wrażenie schludnej. 

Ograniczam się i nie ograniczam się

– możesz pomyśleć, że żyję w ciasnym gorsecie, który krępuje moją radość życia, przecież cholernie się ograniczam – tego nie kupuję, tamtego też nie, tam nie chodzę, ale – uwierz, proszę – czerpię z życia pełnymi garściami. Mam wolne środki, żeby inwestować w rzeczy lub doświadczenia, o których marzę i które sprawiają mi wielką radość. 

 

 

Tak jak widzisz, jedno wynika z drugiego, miesza się i przenika. Momentami ciężko jednoznacznie określić, czy jestem minimalistką, czy żyję pro ekologicznie. Jedno jest pewne, wciąż czerpię pełnymi garściami ze stylu życia, który wybrałam, a tango gra mi w duszy nieprzerwanie!

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo