Change font size Change site colors contrast
Felieton

Wakacyjna miłość, czyli jak nie dać nabić się w butelkę

3 września 2018 / Agnieszka Jabłońska

Wakacje sprzyjają namiętności, gorące słońce pobudza nas i wyzwala apetyt na miłość.

Pojechałaś na wakacje z ciocią do Ciechocinka albo poleciałaś na piękną grecką wyspę, gdzie miałaś szansę poczuć się jak bohaterka „Mamma mia!”. Kilkanaście dni minęło wam – a jakże! – na wspólnych spacerach po plaży, kąpielach w morzu i patrzeniu na zachodzące słońce, pocałunkach i odkrywaniu siebie. (Z tymi zachodami słońca...

Wakacje sprzyjają namiętności, gorące słońce pobudza nas i wyzwala apetyt na miłość. Pojechałaś na wakacje z ciocią do Ciechocinka albo poleciałaś na piękną grecką wyspę, gdzie miałaś szansę poczuć się jak bohaterka „Mamma mia!”. Kilkanaście dni minęło wam – a jakże! – na wspólnych spacerach po plaży, kąpielach w morzu i patrzeniu na zachodzące słońce, pocałunkach i odkrywaniu siebie.

(Z tymi zachodami słońca to trzeba uważać i bardzo dokładnie czytać zapisy z katalogów, wbrew pozorom ani kilkadziesiąt godzin w autokarze do Chorwacji, ani lot do Hiszpanii mogą nie zagwarantować odpowiedniej dozy romantyzmu, jeśli słońce chowa się za wyspę-górę lub zachodzi z innej strony).

Urlop jednak dobiegł końca, wakacje zamieniają się w piękne wspomnienia, ale ty wróciłaś do domu z mocnym przekonaniem, że zbudowałaś relację życia i jesteś w związku na odległość. Bardzo serdecznie ci gratuluję i życzę szczęścia, zanim jednak po raz pięćdziesiąty spojrzysz na czarny wyświetlacz smartfona, ty się dziewczyno zastanów!

Czy on również uważa, że jesteście parą?

Mogłaś poznać najfajniejszego faceta, którego nawet nie wypada porównywać do kolegów ze szkoły, czy studiów. Jest jedyny i wyjątkowy, a każdy jego uśmiech sprawia, że zamieniasz się w shake’a waniliowego z czekoladową posypką. Czas, który z nim spędziłaś, był bez wątpienia najlepszy w życiu, a odbicia waszych stóp na piasku wyglądały tak uroczo, że zaczęłaś słyszeć kościelne dzwony. Czy rozmawiałaś z nim o tym, co będzie później? Czy może ostatniego dnia wakacji on podszedł do ciebie i patrząc ci głęboko w oczy, powiedział, że nigdy cię nie zapomni i zawsze będziesz miała specjalne miejsce w jego sercu? Jeśli tak właśnie było, nie chcę cię martwić, ale być może zapomniał cię już po wejściu do samolotu lub autokaru. Ty uznałaś, że to jest zapewnienie o głębi jego uczuć, o waszej wspaniałej więzi, dla niego było to po prostu romantyczne pożegnanie.

Czy w domu nikt na niego nie czeka?

To jest duże ryzyko wakacyjnego romansu. Mało prawdopodobne, że dowiesz się o czekającej kilkaset kilometrów od was dziewczynie swojego Adonisa. Uważaj, bo może okazać się, że ma żonę i dwójkę małych dzieci i chętnie wróci do wygodnego życia, gdy tylko skończy się turnus. Co w takim razie zrobić? Zapytać, jeśli chcesz wiedzieć. To najbardziej w porządku, co możesz zrobić. Dobrym pomysłem będzie również poszukanie informacji o swojej wakacyjnej sympatii na portalach społecznościowych. Możesz zaproponować wakacyjnemu wybrankowi zrobienie super romantycznego selfie i umieszczenie go w Internecie. Jeśli nie będzie chciał, zmiesza się lub wyśmieje temat, to albo koleś jest wyjątkowo niefotogeniczny, albo jego portale śledzi żona.

Czy ty tego chcesz?

Fajnie wrócić z wakacji z bagażem wspomnień i sercem ociekającym miodem niczym świąteczny piernik staropolski. Zastanów się jednak, czy jesteś zainteresowana związkiem na odległość.  Czy wasza relacja ma perspektywy, czy dzielą was setki tysięcy kilometrów, język, kultura i zwyczajnie nie chcesz podporządkowywać swojego życia tablicy lotów? Masz do tego pełne prawo! Wakacje to czas romansów, znajomości kruchych niczym muszelka i orgazmów o sile zdolnej wywołać falę tsunami. Po kilkunastu dniach możesz spokojnie spakować walizkę, założyć okulary przeciwsłoneczne i wsiąść do samolotu uśmiechając się kącikiem ust na samo wspomnienie pośladków poparzonych gorącym piaskiem. Przecież nie po to, żeby teraz tęsknić, podałaś mu ten zmyślony numer telefonu, wariatko!

Felieton

Gdzie jesteś Bernadette

2 września 2019 / Agnieszka Jabłońska

Myślisz, że Ciebie nigdy to nie spotka?

Że Ty zawsze zostaniesz sobą, zawsze wyjątkowa, oryginalna, ta, u której ze słownika wykreślono słowo „normalność”? Dziewczyna 100 pomysłów i tysiąca spotkań. Toastów, bali i wielkich projektów. Kobieta stworzona, by tworzyć, by zdobywać. Myślisz, że taka jesteś niepowtarzalna, że nikt Ci tego nie odbierze, prawda?

A później pojawia się pierwsze niepowodzenie na fali sukcesów.

Jedna mała kreska i jedna kropla krwi, które sprawiają, że żołądek przewraca Ci się do góry nogami, a nos robi się czerwony. Hej, supergirls don’t cry, do they? Nie płaczesz, to przecież tylko biologia nic innego. Podział, do którego nie doszło, reakcja chemiczna, która się nie wydarzyła. W tym wszystkim Ty  – taka wolna, taka niezależna i taka wciąż oryginalna, tylko wina pijesz nieco więcej niż zwykle.

Krew na majtkach. Dlaczego na Twoich majtkach jest krew? Dlaczego nie widziała czerwonej plamy ta dziewczyna w kwiecistej sukience, którą widziałaś w Biedronce? Dlaczego nie Wiolka z działu HR, która nie umie odstawić wina na 9 głupich miesięcy? Dlaczego nie sąsiadka, która tydzień przed porodem wiesza firanki w oknach, jakby nie miała nic lepszego do roboty? Dlaczego znowu Ty? Dlaczego słowo „terminacja” kojarzy Ci się z termitami i czujesz jak ból wwierca Ci się w czaszkę?

Pierwsze kopnięcie.

Czy może być coś lepszego niż pierwszy znak, że nosisz w sobie dziecko? To wtedy zaczynasz je tak nazywać, prawda?  Oczywiście w tajemnicy przed światem, bo na zewnątrz to wciąż „tylko płód”, ale Ty wiesz, to Twoje dziecko.

A później okazuje się, że Twoja córeczka – idealna z 10 paluszkami u rączek i u stópek i z oczami, jak jej ojciec – ma wadę serca. Okazuje się, że nie możesz zrobić skóra do skóry, chociaż je miałaś wpisane w planie porodu. Chcesz tylko potrzymać swoją córkę. Nie możesz, Twoim dzieckiem muszą zająć się lekarze. Białe kitle, które uczestniczą w cudzie narodzin, biegną po korytarzu, a Ty słyszysz tylko stukot, jaki wydają ich klapki odbijające się  od twardego, szpitalnego linoleum. Siedzisz na nim później w szpitalnej koszuli, gdy nie masz już siły stać przy inkubatorze. Chciałabyś dziękować komuś, ale nie przychodzą Ci do głowy żadne słowa, bo i za co? Za dwie kreski, za pierwsze usg, za sześć miesięcy oczekiwania, czy za ból i strach, który wykręca Ci wnętrzności od dwóch tygodni?

Robisz sobie zakład, spierasz się sama ze sobą.

Jesteś jak „Matka” z baśni Andersena, idziesz. Nie możesz oddać rąk, bo nigdy jej nie obejmiesz, nie możesz oddać nóg, bo nigdy za nią nie pobiegniesz, nie chcesz oddawać oczu, bo musisz ciągle na nią patrzeć, a głos – i tak nie masz go w gardle. W końcu obiecujesz, zrzekasz się tego, co masz najcenniejsze. Odwieszasz na szpitalnym wieszaku swój talent, swoją skórę. Odnosisz na strych swoje projekty, zakopujesz w najczarniejszym dole własnej podświadomości sukcesy. Liczy się tylko ona i to, że (prze)żyje.

Myślałaś, że Ciebie to ominie, co?

Że syndrom pustego gniazda to tylko na filmach, że życie w zgodzie ze wszystkimi to może być Twoje życie, a nie refren jakieś durnej, hipisowskiej piosenki. Jesteś, zbyt wrażliwa i za mało zorganizowana. Niedopasowana do codzienności, niedostosowana. Nie bawi Cię szykowanie eleganckiego drugiego śniadania od szkoły, nie zgłaszasz się na opiekuna szkolnej wycieczki i po raz kolejny oblewasz sprawdzian na żonę, gdy śpisz do późnego popołudnia w ubraniu na Waszym łóżku. W nocy z kolei nie możesz spać, bo masz jak to wszyscy mówią „za dużo stresów”. Problem polega na tym, że Ty nie masz żadnych stresów, niczego nie masz, jest tylko pustka. Stajesz się pustą przestrzenią, niewypełnioną, białą plamą w domu, niezapisaną kartką, wolną od wszelkiej treści. Łykasz tabletki na sen, ale one tylko działają Ci na nerwy i nie możesz po nich prowadzić samochodu rano.

Gdzie jesteś, Bernadette?

Gdzie Ty się do cholery podziałaś ze swoją pasją tworzenia? Ze swoim wyczuciem i umiejętnością rozwiązywania problemów? Pomiędzy którą zmarszczkę, gdzie schowałaś swoje poczucie humoru i dystans do świata? Bernadette, w tej roli, którą dla siebie wybrałaś nie osiągniesz perfekcjonizmu.  Jesteś zakałą dla społeczeństwa i najwyższa pora, żebyś coś z sobą zrobiła, dziewczyno! Przecież nie powiedziałaś ostatniego słowa, co?

Gdzie jesteś, moja droga?

Gdzie zgubiłaś ten piękny uśmiech – między papką, a pleceniem warkoczyków do szkoły? Między złamaną ręką, a pierwszą pałą z klasówki? Gdzie podziała się Twoja miłość do muzyki i zamiłowanie po poezji? Zostało w samochodzie na parkingu pod szkołą tańca, a może na przedszkolnej wycieczce, gdzie wypadł pierwszy mleczak? Gdzie Twoje plany na życie? Spakowały się i pojechały na wymarzoną podróż do Portugalii? A może utopiłaś je w butelce wypijanego co weekend wina? Może przykryłaś je pierzynką sosu beszamel i upiekłaś w lasagne? A może Twoja radość kreowania przysiadła zmęczona między kolejną porcją modeliny i farbkami plakatowymi za 8,99?

Ja Ciebie będę wołać.

Nie przestanę, dopóki mnie nie usłyszysz i nie weźmiesz do ręki książki i nie zaczniesz śmiać się w głos albo śpiewać. Będę Cię szukać, bo musisz znowu pisać pierwsze, piec torty i robić tabele przestawne w Excelu. Będę szła za Tobą, bo wcale tak daleko nie odeszłaś, bo chociaż minęły lata, nie pokonałaś aż tak wielkiego dystansu, jak dzisiaj uważasz. I możesz mi zaprzeczać, ile chcesz, ale złapię Cię babo za kudły i wyciągnę z Ciebie tę świetną laskę, która po prostu śpi.

Czy ja dobrze widzę moja droga, kącik Twoich ust podnosi się nieznacznie do góry?

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo