Change font size Change site colors contrast
Felieton

Rozstanie

23 października 2018 / Agnieszka Jabłońska

  Większość z nas to przerabiała, ten moment, w którym czas przyspiesza, a później gwałtownie zwalnia, serce bije jak szalone, aż brakuje tchu.

Żołądek zaciska się w małą, owiniętą drutem kolczastym kulkę, a każda myśl wyciska z oczu setki łez. Tak naprawdę nie ma znaczenia, czy masz 17, 25, czy 38 lat, rozstanie boli. Ból pożegnania drugiej osoby, poczucie rozczarowania, że posypała się...

 

Większość z nas to przerabiała, ten moment, w którym czas przyspiesza, a później gwałtownie zwalnia, serce bije jak szalone, aż brakuje tchu. Żołądek zaciska się w małą, owiniętą drutem kolczastym kulkę, a każda myśl wyciska z oczu setki łez. Tak naprawdę nie ma znaczenia, czy masz 17, 25, czy 38 lat, rozstanie boli.

Ból pożegnania drugiej osoby, poczucie rozczarowania, że posypała się świetna relacja, skończył cudowny związek  i obezwładniająca pustka mogą być bardzo przytłaczające. Możesz czuć się pokonana, rozłożona na łopatki, bezsilna.

Są różne powody rozstań, nie trzeba tłuc talerzy, czy zostać zdradzonym, żeby chcieć odejść.

Wasz związek mógł wyglądać na udany. Pod grubą i solidną skorupą pozorów, nie było jednak prawdziwego szczęścia. Nie czułaś, że będąc z nim, coś zyskujesz, że radość liczy się razy dwa, że szczęście cię uskrzydla. Było, sama wiesz najlepiej, po prostu ok. Coś jak kapcie po całym dniu w szpilkach albo zimny prysznic latem, ale jeśli przeżywa się naprawdę wspaniałe życie można równie dobrze chodzić boso i obmywać się w misce. Życie z nim po prostu straciło smak, mimo że w waszym  domu nie został stłuczony ani jeden talerz  i nikt nikogo nie zdradził.

Podjęcie decyzji o rozstaniu, jeśli pozornie związek jest w porządku, to często słuchanie głosu wewnętrznego.

Mama może mówić, że jesteś szczęściarą, a koleżanki na widok twojego faceta poprawiać włosy i przywoływać na twarz uśmiechy, które zachwyciłyby speców od reklamy pasków wybielających zęby, ale to twój związek. Jeśli nie czujesz się w nim dobrze, jeśli łapiesz się na myśleniu „co ja właściwie wyprawiam” i nie do końca jesteś pewna, kim jest ten facet, który leży obok ciebie, to może właśnie nadszedł czas, by przemyśleć pewne sprawy. Może fajnie je się z nim śniadania i gra w squasha, może jest świetnym słuchaczem i robi genialne placki ziemniaczane, a może zawsze wie, jak cię rozśmieszyć. Jeśli jednak, gdy patrzysz w jego oczy, nie czujesz tych prądów biegnących pod skórą, dobrze posłuchaj swojego głosu wewnętrznego.

Uświadom sobie, masz tylko jedno życie i nikt inny go za ciebie nie przeżyje.

Nikt nie wie, ile czasu ma na Ziemi, może dojedziesz do 100 i będziesz stulatką z poczuciem humoru, a może wskazówki twojego zegara przestaną bić, gdy przekroczysz 40-stkę. Młodość masz tylko jedną i jeden raz na twoim torcie będą się dumnie prężyły „3” i „0”. Pierwszy września dwa tysiące osiemnastego roku już nie wróci i choćbyś zaryła szpilkami w ziemię po podeszwę, 24 godziny miną bardzo szybko.

„Żaden dzień się nie powtórzy,
nie ma dwóch podobnych nocy,
dwóch tych samych pocałunków,
dwóch jednakich spojrzeń w oczy.”

( „Nic dwa razy” W. Szymborska)

Rozumiesz, co mam na myśli? To Twój czas i masz pełne prawo wieść szczęśliwe i dobre życie oczywiście pod warunkiem, że nikogo rozmyślnie nie krzywdzisz i jesteś w porządku babką.

Twój związek miał swoje wspaniałe i kiepskie momenty, a wina za jego rozpad leży pośrodku.

Pamiętaj, cokolwiek się dzieje, wina za rozpad związku zawsze leży gdzieś pośrodku. To nie jest tak, że nagle budzisz się w sobotę rano, robisz sobie kawę i pakujesz walizki. Myśl, która nagle pojawi się w twojej głowie może być jak uderzenie pioruna:  „muszę to skończyć”.  Pamiętaj, że jest ona następstwem kilku tygodni, miesięcy czy lat i tego, co działo się w twoim związku. To każde przepraszam, którego nie usłyszałaś po awanturze, to jego wyjście z kolegami, gdy leżałaś chora, to pranie, którego nie wstawiłaś, bo wolałaś oglądać youtuba, to rozmowy na wasz temat, które prowadziłaś z jego przyjacielem, to flirt w barze, gdy poszłaś na spotkanie z koleżanką.

Podejmując decyzję o rozstaniu czy odejściu trzeba wziąć na barki ciężar cierpienia, rozczarowania drugiej osoby.

Niektóre związki przypominają stary, popękany wazon, który trzyma się tylko dzięki dobrej taśmie i sile woli. Jeśli spoiwo zacznie puszczać, porcelana z wielkim hukiem rozsypie się po całym pokoju. Niektóre pary trwają na zgliszczach, przyzwyczają się do nieobecności i braku porozumienia, do cichych dni i samotnych, dusznych nocy. Nie musisz się na to godzić  nawet, jeśli składałaś podpisy i przyrzekałaś, masz prawo przyznać, że to był falstart, że coś nie wyszło. Pamiętaj, że gdy podejmiesz decyzję o rozstaniu, możesz nie poznawać człowieka, z którym spędziłaś tyle cennych chwil swojego życia. Jego cierpienie może być niczym tsunami, które zaleje cię od góry do dołu i będziesz czuła, że zaczynasz tonąć. Musisz przyjąć na barki ten ciężar. To nie będzie łatwe, być może to będzie najbardziej gorzkie piwo jakie będziesz musiała wypić w swoim życiu.

Odchodząc warto mieć plan na swoje życie i skupić się na swoich sprawach.

Możesz wrócić do swojej pasji z liceum, odwiedzić dawno niewidzianą koleżankę, wybrać się w wymarzoną podróż, zmienić pracę, czy miejsce zamieszkania. Zapisz się na fitness i kurs języka obcego albo warsztaty fotograficzne i zajęcia jogi. Rusz się z domu nawet, jeśli twój tyłek jest bardzo kompatybilny z kanapą, a usta z kieliszkiem do wina. Nie trać ze sobą kontaktu, walcz jak lwica o to, by się powoli podnosić i odnaleźć siebie na nowo.

Żyj kobieto, masz tylko jedno wspaniałe życie!

 

 

Felieton

Bo to zła kobieta była….

12 sierpnia 2019 / Magda Żarnowska

Często przed rozpadem partnerzy byli ze sobą latami, mają wspólnych przyjaciół,  zdążyli już zapoznać się wzajemnie z większością rodziny, czasem nawet uwić wspólne gniazdko, aż tu nagle taka informacja!

To koniec.

Przypuszczam, że każdy lub każda z nas zna historię biednego, porzuconego faceta, któremu zła kobieta złamała życie.

Odłóżmy na bok historie prawdziwie złych kobiet, które zupełnie bezpodstawnie rzuciły się w wir romansu z bogatymi playboyami i opuściły kochanego Mietka, który w domu przewracał właśnie schabowe na drugi boczek. 

Nie mówmy też o kobietach, które po latach ciemiężenia wybiły się na wolność i niepodległość. Bo ten kochający i kochany Mietek to był zwykły tyran, wyzyskiwacz, bawidamek, a już najgorzej damski bokser. 

Mówimy o przykładzie, kiedy ta Zołza była zupełnie normalną kobietą, a i Mietkowi niewiele można zarzucić. Owszem każde z nich miało swoje za uszami. Swoje wady, ale też szeroki wachlarz zalet, które te wady skutecznie niwelowały, przynajmniej na pierwszy rzut oka.

A taka ładna para…

Jak wyjaśnić ludziom, że związek z pozoru idealny właśnie się rozpadł? Jak wytłumaczyć, że ktoś od nas odszedł tonem pełnym szacunku dla tej drugiej strony?

Wydaje mi się, że żyjemy w dziwnych czasach. Kiedyś instytucja małżeństwa była święta, a każdy słyszał z ust starszych ciotek i babć, że „w naszej rodzinie nigdy nie było rozwodów”. Ile znamy tragicznych sytuacji, kiedy żony i mężowie zainspirowani podobnymi poglądami z pokorą nieśli swój krzyż i marnowali (tak, nie bójmy się tego tak określać) swoje życie?

Teraz wydawać by się mogło, że jest odrobinę lepiej, choć jestem przekonana, że to temat na osobny, bardzo długi wpis. Niemniej jednak zdarzają się sytuacje, że związek się rozpada.

Często przed rozpadem partnerzy byli ze sobą latami, mają wspólnych przyjaciół,  zdążyli już zapoznać się wzajemnie z większością rodziny, czasem nawet uwić wspólne gniazdko, aż tu nagle taka informacja! To koniec.

I być może faktycznie jest to sprawa jedynie samych zainteresowanych. To z kim są, byli lub będą, niemniej jednak rodzina i znajomi muszą się jakoś ustosunkować do zaistniałej zmiany, wszak teraz będą zobowiązani wybierać, którego z byłych państwa Smith wolą. A to już stwarza szerokie pole do wyrażania swojej opinii.

I teraz wchodzę ja, cała na biało i mówię „nie musisz wybierać!”, nie musisz nic deklarować, to przyjdzie samo. 

Tylko szkoda, że wielu zaangażowanych, a jednak drugoplanowych bohaterów tego przedstawienia w ogóle nie słyszy mojego apelu, bo zamiast tego już zawzięcie obrzuca błotem osobę, która to właśnie porzuciła kogoś bliskiego.  Bo jakoś się tak utarło, że kiedy ktoś Ci się żali, że rozstał się z drugą połówką, ale nie ma w jego głosie euforii, to z marszu stawiamy się na stanowisku kipiącym nienawiścią wobec tej drugiej osoby. A może niepotrzebnie? 

Myślę sobie, że nie ma chyba nic gorszego niż wysłuchiwanie litanii zarzutów pod kątem osoby, którą jeszcze niedawno kochaliśmy. Bo jak to odbierać? Do tej pory wszyscy nas oszukiwali, mówiąc, że taka piękna i dobrana z nas para? Dlaczego nikt z bliskich nie zdobył się na szczerość wcześniej, a teraz nie może przestać wymieniać wad poprzedniego wybranka lub wybranki?

A gdyby tak uszanować wolę osób, które się właśnie rozstały i docenić ich odwagę i szczerość we wkraczaniu na nową drogę życia? Bo nie oszukujmy się, odejście ze związku, który jest w porządku, któremu nie można wiele zarzucić, a jedynie tyle, że coś się wypaliło, a priorytety się rozjechały, wymaga nie lada odwagi. 

Zrobienie tego kroku, odbycie tej rozmowy, w której z pewnym smutkiem, a jednak ulgą, wyjaśniacie sobie, że tego się już nie da posklejać, wymaga nie lada heroizmu. I chyba lepiej teraz, kiedy jeszcze wiele można zmienić, niż za 5- 10 lat? Świadczy też o szacunku wobec partnera, skoro ktoś potrafi rozejść się z godnością, zanim zacznie żywić do drugiej osoby jawną niechęć.

Doceniaj, a nie oceniaj, jak mawiają niektórzy bankierzy!

Myślę, że to hasło jest właśnie kluczem i cenną informacją, jak ustawić swoje żagle, kiedy wieje nam prosto w twarz wiatr rozstania bliskiej nam pary. Doceniajmy to co było w nich, w pojedynczych osobach dobre, w trakcie trwania związku i co dobrego w nich pozostanie później. Czas sam pokaże, do którego z byłych partnerów jest nam bliżej, a i oni sami taktownie usuną się w cień, w relacjach, które nie rokują.

A co więcej- (najpewniej amerykańscy) naukowcy stwierdzili, że ogromny odsetek byłych partnerów jednak do siebie wraca, a to oznacza, że lepiej nie palić za sobą mostów wylewając wiadro hejtu na głowę czyjegoś eks. Jeżeli mamy jakieś uzasadnione zastrzeżenia i obiekcje po prostu rozmawiajmy o tym na bieżąco. Ale pamiętajmy- uzasadnione. 

 

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo