ZA DARMO
Change font size Change site colors contrast
Felieton

Into the wild

19 września 2018 / Marta Osadkowska

Bardzo dużą część dzieciństwa spędziłam u dziadków na wsi.

Byli rolnikami, mieli rozległe pola, sad i niewielką ilość zwierząt. Dla dziecka – prawdziwy raj. Niekończące się tereny do zabawy, drzewa do wspinaczki, rwane garściami maliny, czereśnie i porzeczki. No i agrest, pękaty i pachnący słońcem. Uwielbiałam tam jeździć, spędzać całe dnie na dworze, cieszyć się bliskością natury. Dziadkowie ciężko pracowali, nie mieli czasu...

Bardzo dużą część dzieciństwa spędziłam u dziadków na wsi. Byli rolnikami, mieli rozległe pola, sad i niewielką ilość zwierząt. Dla dziecka – prawdziwy raj. Niekończące się tereny do zabawy, drzewa do wspinaczki, rwane garściami maliny, czereśnie i porzeczki. No i agrest, pękaty i pachnący słońcem. Uwielbiałam tam jeździć, spędzać całe dnie na dworze, cieszyć się bliskością natury.

Dziadkowie ciężko pracowali, nie mieli czasu zajmować się nami i dopóki krew się nie lała, naszym głównym zadaniem było nie przeszkadzać. Do dziś pamiętam, że gdy zbliżały się żniwa, babcia sadzała wszystkie wnuki przy stole i karmiła makabrycznymi opowieściami o dzieciach poćwiartowanych przez kombajny i tracących rączki po kontakcie z kosą. Wszystko po to, żebyśmy na pewno nie kręcili się w czasie wzmożonej pracy po polach. Nikt tam nie miał czasu zwracać na nas uwagi i dbać o nasze bezpieczeństwo. Działało! Zachowywaliśmy bezpieczną odległość i nawet wyłączony kombajn, stojący pod dachem, wzbudzał nasz respekt.

Dziś mieszkam w mieście i choć bardzo to lubię, znajduję w sobie tęsknotę za wsią.

Dobrze się na niej czuję, lubię bliskość natury, robale wszędzie i zapach pola. Szukam namiastki tych doznań podczas wyjazdów, w górach, na kampingach. Życie w mieście jest wygodne, ale to chwile na wsi mnie karmią i pomagają znaleźć równowagę.

Jakiś czas temu dostałam w prezencie książkę „Życie pasterza” Jamesa Rebanksa z komentarzem, że kto jak kto, ale ja na pewno ją pokocham. Błędnie zakwalifikowałam ją do popularnych historii dezerterów z korporacji, którzy zaczynają nowe życie na wsi i natychmiast tworzą z tej okazji wszelkiej maści publikacje. Przeczytałam ich tyle, że na jeszcze jedną nie miałam już miejsca. Książka leżała sobie cierpliwie na półce, aż natknęłam się na nią ostatnio i z ciekawości zaczęłam czytać. I przepadłam z kretesem.

Darczyńca miał rację – pokochałam tę historię.

James Rebanks nie jest żadnym nawróconym głosicielem prawdy objawionej, ale pasterzem z dziada pradziada. Wychowywał się na angielskiej farmie, w Krainie Jezior. Od najmłodszych lat wiedział, że chce kontynuować rodzinną tradycję i zajmować się owcami. Nie dlatego, że nie znał innego życia, wręcz przeciwnie. Obejrzał je sobie z bliska, podczas studiów na Oksfordzie i pracy w Londynie. I zawsze wiedział, że wróci do domu, że tylko jedna droga go interesuje. „Życie pasterza” to książka o pięknie prostego życia, o satysfakcji z ciężkiej pracy, o pokorze wobec natury i szacunku dla tradycji. To książka o wartościach, które dzisiaj wydają się nieco zamazane.

Rebanks niczego tu nie koloryzuje i nie spisuje sielanki.

Jego życie jest trudne i wymagające, zła pogoda potrafi pozbawić go całorocznych zarobków. Codzienność pasterza to ogromny wysiłek, zdobywanie doświadczenia, układanie relacji z ludźmi i, co ważniejsze, zwierzętami. O jednych i drugich znajdziemy tu wiele anegdotek i opowieści. Moja ulubiona jest o wujku autora, rolniku i hodowcy bydła, który był bardzo barwną postacią. Pewnego dnia urządził dla siebie stypę, choć był w dobrym zdrowiu. Dlaczego? Bo uznał, że na tej właściwej na pewno będzie świetna zabawa i on nie chce jej przegapić. Jego przewidywania okazały się słuszne, więc za jakiś czas imprezę powtórzył.

Jak dla mnie „Życie pasterza” jest jak najlepszy thriller, od którego nie sposób się oderwać.

Czytam, czytam i aż mnie korci, żeby spakować plecak i uciekać na wieś. A kiedy odczuwam taki stan, przypomina mi się „Walden” H.D.Thoreau. To napisany w XIX wieku zbiór esejów na temat prostego życia w domku nad jeziorem, krytykujący konsumpcjonizm, nowe mody i nawyki społeczne. Thoreau był jednym z tych ponadczasowych myślicieli, którzy mogliby żyć wiecznie, bo potrzebni są w każdym miejscu i czasie. Oskarżyciel bezdusznej administracji, walczył o swobody obywatelskie i uważał za podstawowe prawa moralne i odrębność każdej jednostki. Był zaangażowany w zniesienie niewolnictwa Murzynów, ale uważał, że równie groźne jest zniewolenie przez głód pieniądza i narzucane przez społeczeństwo zasady. Aby udowodnić swoją tezę, że człowiek wcale nie potrzebuje do szczęścia wiele, zbudował chatę nad jeziorem Walden i żył w niej przez dwa lata, uprawiając skrawek ziemi i ciesząc się kontaktem z przyrodą. Spisał swoje przemyślenia i przekazał innym. Szczęśliwi, którzy wykorzystują proste nauki. Dziś, gdy wielu już przejadło się konsumpcjonizmem, gdy coraz więcej osób zdaje sobie sprawę, że poświęcenie egzystencji dla gromadzenia dóbr materialnych, nie ma nic wspólnego ani z życiem, ani ze szczęściem, nauki Thoreau nabierają ponownie wielkiej mocy.

 

Historię człowieka, który dwie dekady temu postanowił podążyć za słowami filozofa, opisał w książce „Into the Wild” John Krakauer, a zekranizował kilka lat później Sean Penn pięknym filmem z poruszającą ścieżką dźwiękową stworzoną przez lidera grupy Pearl Jam.

Chris McCandless według standardów współczesnego świata miał wszystko: dobre pochodzenie, pieniądze i wykształcenie. Miał też wielką wrażliwość i poczucie, że nic z tego, co go otacza, nie czyni go szczęśliwym. Tęsknił do wolności, do życia w rytmie natury, do zjednoczenia z przyrodą. Jak tylko skończył studia, oddał pieniądze na cele charytatywne i z plecakiem wyruszył w kierunku Alaski. To drobne niedopatrzenia sprawiły, że ta wyprawa kosztowała go życie. Taki bywa los marzycieli, że nie doceniają rozumu i często płacą za to wysoką karę. Ale zanim odszedł, żył tak, jak pragnął, całym sobą, świadomie i wolno. Pomimo wielu krytyków, nazywających go nieodpowiedzialnym egoistą, stał się bohaterem podróżników i romantycznych poszukiwaczy. W tym moim. x

Nie ma jednego sposobu na szczęście, nie ma jednej drogi.

To, co dla mnie wydaje się drogą przez mękę i niewolnictwem, kogoś innego może uszczęśliwiać. Fajnie, że jesteśmy tacy różni. Nie wiem, czy wspomniane przeze mnie książki są uniwersalne, pewnie nie. Każdy z nasz szuka i czerpie z życia to, czego mu akurat potrzeba, co w danym momencie pasuje. Tym, którzy szukają ucieczki w naturę i przypomnienia sobie, kim jest człowiek, zanim jest ważnym garniturem za biurkiem, polecam z całego serca wyprawę na wypas owiec, jezioro Walden i Alaskę. Uprzedzam tylko, że można z tej literackiej podróży wrócić mocno odmienionym.

Obrazuję ten tekst zdjęciami z Bieszczad, gdzie, według mnie, najłatwiej zamienić marzenia o ucieczce, w czyn. Tam się to właściwie samo robi.

Dzieci

Książki, które pomogą Ci wychować wspaniałego dorosłego

11 czerwca 2021 / The Mother Mag

Mówi się, że statystyczny Polak nie lubi czytać.

Śmiem twierdzić, że to nie prawda. Zwłaszcza po zapoznaniu się z badaniami, które jasno wskazują, że w latach 2000 - 2020 poziom czytelnictwa znacznie wzrósł.

Czterdzieści dwa procent społeczeństwa naszego kraju sięgnęło przynajmniej po jedną książkę w zeszłym roku, a dziesięć procent przyznaje się do przeczytania siedmiu i więcej pozycji. To bardzo dobry prognostyk. Oczywiście, możemy domniemać, że wzrost czytelnictwa w Polsce spowodowany był lockdownem. Ale nie o powód chodzi, a o rezultat. 

Czytanie książek to nie tylko sposób na relaks, ale przede wszystkim świetne narzędzie wychowawcze. Psychologowie dowodzą, że osoby, które nie stroniły od czytania, mają znacznie lepiej rozwiniętą wyobraźnię, empatię, potrafią lepiej wyciągać wnioski, a nade wszystko, ich zasób słów jest nieporównywalnie większy od osób, które nie czytają. 

Z doświadczenia wiem, że dzieci najtrudniej namówić do czytania. Bo to zajęcie wymagające dłuższego skupienia, poznania historii, którą należy samodzielnie odkryć. Bo przykład idzie z góry. Bo trudno wybrać, jeśli ktoś nie jest stałym bywalcem księgarni lub biblioteki, odpowiednią, ciekawą pozycję dla dziecka. Dlatego powstało to zestawienie. Dobrze dobrana książka może być początkiem wspaniałej przygody i miłości do czytania. I wypuszczenia na świat wspaniałego dorosłego w przyszłości. 

Basia. Wielka księga o uczuciach

Emocje i uczucia to ważny element naszego życia. Kształtowanie osobowości w dużej mierze zależy od tego, w jaki sposób rodzice dbają o dziecko w kontekście poszanowania jego stanów emocjonalnych. Wyjaśnienie czym w zasadzie są uczucia, bywa kłopotliwe. „Basia. Wielka księga o uczuciach” autorstwa Zofii Staneckiej powinna pomóc Ci i Twojemu dziecku zrozumieć trudny świat różnorodnych emocji, nazywania ich i akceptowania, że pojawiają się w naszym życiu. 

„Basia. Wielka księga o uczuciach” to przepięknie ilustrowana, wręcz czarodziejska książka przeznaczona dla przedszkolaków i uczniów pierwszych klas szkoły podstawowej. Główna bohaterka, Basia, wędruje przez swoje pierwsze lata życia i doświadcza wielu humorystycznych przygód. Przy okazji opowiada o swoich uczuciach i emocjach związanych z różnymi sytuacjami. W ten sposób mali czytelnicy mogą również wziąć udział w niezwykłych przygodach, ale też dowiedzieć się, jak rozpoznawać i nazywać uczucia, czym są, co mówią i jak sobie z nimi radzić. 

Bohaterami tej niezwykłej książki, poza Basią są też inne dzieci i zabawki. Dzięki temu mały czytelnik może się utożsamiać ze światem przedstawionym, a rodzice, wykorzystując przygody Basi, mogą przenieść pewne schematy do codziennego życia swojego dziecka, tłumacząc mu towarzyszące mu emocje na różnych etapach jego życia. 

Świetnie zobrazowane zostały nie tylko uczucia i emocje takie jak szczęście, smutek, trema, czułość czy ciekawość, ale też kontekst, w którym występują. Książka uczy, że wszystkie emocje są ważne, niezależnie od tego, czego dotyczą i to w porządku czuć się w określony sposób w danej sytuacji. 

Dla rodziców cenną postacią może stać się Misiek Zdzisiek, który pomaga objaśniać różnorodne uczucia i staje się świetnym towarzyszem w trakcie czytania. A najważniejszą lekcją płynącą z książki jest fakt, że wszystkie uczucia są ważne. Ludzie je po prostu mają i chociaż czasem trudno nazwać to, co się czuje, warto wtedy spróbować to narysować.

Akademia mądrego dziecka. Pierwsze słowa

Kształtowanie młodego człowieka to wielopoziomowe zadanie, prawda? Od zaspokajania jego potrzeb fizjologicznych, emocjonalnych po naukę – rodzice odpowiedzialni są za praktycznie każdy aspekt przygotowania dziecka do samodzielności. 

Jest taki czas w życiu malucha, kiedy uczy się mówić. Rodzice, dziadkowie, ciocie, wujkowie z wypiekami na twarzy wsłuchują się w pierwsze słowa dziecka. Żeby pomóc „rozkręcić” młodego członka rodziny, z pomocą przychodzi cykl książeczek „Pierwsze słowa”. 

Od czego zacząć naukę nowych słów? Najlepiej od bardzo przyjemnych rzeczy. „Urodziny. Akademia mądrego dziecka. Pierwsze słowa” to pozycja, której nie może zabraknąć w biblioteczce Twojego dziecka. Powodów jest kilka. To pięknie ilustrowana, kartonowa książeczka, która pomaga przyswoić pierwsze słowa. Temat urodzin jest wręcz strzałem w dziesiątkę. „Urodziny (…)” to przepięknie ilustrowana pozycja, której zadaniem jest wspieranie rozwoju maluchów. Poprzez oglądanie, wskazywanie i opowiadanie o temacie urodzin, dziecko ćwiczy sprawność manualną i odkrywa świat wokół siebie. Kilka minut spędzonych z tą książeczką to uczta dla oczu i sposób na spędzanie ze swoim dzieckiem wartościowego czasu. A nowe słowa jakby same wpadają do głowy.  Podobne wrażenie na dzieciach robi także książeczka „Pory roku. Akademia mądrego dziecka. Pierwsze słowa”, która odpowiada na wszelkie pytania dotyczące spadających liści, deszczu i pogody, które frapują nasze maluchy. 

Przygody Misia Paddingtona. Nowa kolekcja bajek

Kojarzysz tego sympatycznego Misia? Ponadczasowy bohater wielu książek dla dzieci przybywa z nową kolekcją bajek. I to nie byle jakich, bo mówiących o codziennym życiu. 

Miś Peddington ponownie zabiera swoich czytelników w pełen przygód świat, dzieląc się przy tym ogromną uprzejmością. Jeśli sama czytałaś przygody Misia, wiesz doskonale, że to magiczne opowieści, które Twoje dziecko również może pokochać. 

Z myślą o małych odbiorcach, „Przygody Misia Paddingtona. Nowa kolekcja bajek” powstała kolekcja aż czterech nowych opowiadań o przygodach słynnego misia. Książka jest przepełniona śmiesznymi przygodami, napisana w niespiesznym tempie, a jej świat wypełniają niezwykle sympatyczni bohaterowie. Wszystko to sprawia, że do tych opowieści będziecie wspólnie często wracali. 

W najnowszej odsłonie „Przygód Misia Peddingtona” znajdziecie nie tylko wciągające i zabawne opowieści, ale też piękne lekcje o uprzejmości i dobroduszności. Napisane prostym, zrozumiałym językiem, opowiadania te mogą stać się stałym punktem programu wieczornego czytania do poduszki. Przepięknie ilustrowana książka opatrzona niewielką ilością tekstu i dużym krojem pisma zostawia wiele miejsca na dodatkową interpretację, ale też świetnie sprawdzi się jako „poligon” rozwijania umiejętności czytania u młodszych dzieci. 

Cleo i Cuquin. Nowa kolekcja bajek

Twoje dziecko uwielbia animację Cleo i Cuquin? To świetnie się składa, bo właśnie na rynku pojawiła się nowa kolekcja bajek z tymi bohaterami. Jeśli jednak nie są to postaci, które znacie, to również świetnie. Może właśnie oni staną się codziennymi towarzyszami Twojego dziecka? 

Książeczka „Cleo i Cuquin. Nowa kolekcja bajek” przeznaczona jest dla przedszkolaków i zawiera aż pięć zabawnych opowieści o przygodach tego sympatycznego rodzeństwa. Zaskakujące i zabawne zwroty akcji z pewnością przypadną do gustu każdemu dziecku, które lubi ciekawe historie z odrobiną tajemnicy. 

Jak w większości ilustrowanych pozycji, na młodego czytelnika czeka prosty język i niewielka ilość tekstu, które wspierają naukę samodzielnego czytania. Oczywiście, nic nie stoi na przeszkodzie, byś wspólnie z maluchem odkrywała, co przydarzy się Cleo i Cuquin. Książka ta pozwala na dużą ilość interpretacji ilustracji i przeniesienie się w świat ulubionej bajki. 

Wybraliście już kolejną książkę, którą przeczytacie ze swoim dzieckiem? Od siebie dodam, że warto czytać z dzieckiem i dziecku. Warto przenieść się czasem w świat niezwykłych bajek i opowieści. W końcu takie historie zawsze mają ponadczasowy morał. A taką puentą na dzisiaj może być próba przekonania swojego malucha, że czytanie jest naprawdę super. 

This error message is only visible to WordPress admins

Error: API requests are being delayed for this account. New posts will not be retrieved.

Log in as an administrator and view the Instagram Feed settings page for more details.

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo