Change font size Change site colors contrast
Styl życia

Na co warto odkładać pieniądze?

2 grudnia 2018 / Agnieszka Jabłońska

Niepokoi mnie, że przez wiele kobiet temat pieniędzy jest wciąż tak rzadko podejmowany.

Na margines rozmów schodzi kwestia oszczędzania i odkładania. To, że powinnaś mieć swoje pieniądze, nie podlega dyskusji. Mimo to wiele z was ma wątpliwości. Skoro w danym momencie jest wszystko w porządku, to po co oszczędzać? Jeśli sama masz raczej lekką rękę do pieniędzy, nie założyłaś jeszcze konta oszczędnościowego, a...

Niepokoi mnie, że przez wiele kobiet temat pieniędzy jest wciąż tak rzadko podejmowany. Na margines rozmów schodzi kwestia oszczędzania i odkładania. To, że powinnaś mieć swoje pieniądze, nie podlega dyskusji. Mimo to wiele z was ma wątpliwości. Skoro w danym momencie jest wszystko w porządku, to po co oszczędzać?

Jeśli sama masz raczej lekką rękę do pieniędzy, nie założyłaś jeszcze konta oszczędnościowego, a poduszka finansowa kojarzy ci się bardziej ze spaniem, najwyższa pora, żebyś spróbowała coś zmienić w swoim życiu.

Poduszka finansowa to twoje zabezpieczenie, taki pakiet ubezpieczeniowy na każdą okoliczność. Niezależnie od tego, co się będzie działo, masz  odłożone pieniądze, po które możesz sięgnąć.

Jeśli jesteś w tak komfortowej sytuacji, że z miesiąca na miesiąc możesz zaspokoić wszystkie swoje podstawowe potrzeby oraz zachcianki, tym bardziej powinnaś odkładać pieniądze.

Zaciskanie pasa kojarzy się z biedą, z brakiem zdolności do opłacenia rachunków i życiem w nędzy. To bardzo złe podejście. Reżim finansowy oznacza odpowiedzialne podejście do zarządzania pieniędzmi. To również świadomość, że każda wydana złotówka została najpierw przez ciebie lub twoich bliskich zarobiona. Każdy grosz, który wpływa na konto, i ten który dostajesz do ręki, to owoc poniesionego przez kogoś wysiłku. Dlatego można lekko i przyjemnie wydawać pieniądze lub kontrolować przepływ gotówki.

Nic nie motywuje nas tak dobrze jak cel.

Lubimy wiedzieć, że nasze wysiłki nie idą na marne. Potrzeba bardzo dużo samodyscypliny, żeby odkładać pieniądze dla idei. Teorie na temat poduszki finansowej mówią, że powinna ona być tak duża, byś zawsze czuła się bezpieczna. Praktyka pokazuje, że to dobre zabezpieczenie suma, której wartość wynosi nie mniej niż 2-3 pensje, które regularnie wpływają na twoje konto.

Zdaję sobie jednak sprawę, że dla osoby, która nigdy wcześniej nie oszczędzała, odłożenie kilku tysięcy tylko po to, żeby leżały na koncie, to totalna abstrakcja. Dlatego poniżej przedstawiam ci listę 50 celów, na które możesz oszczędzać. Sama zdecyduj, które z nich są ci bliskie i ile pieniędzy powinnaś mieć odłożone, by marzenia się spełniły.

Aha, i wiesz co jest fajne w oszczędzaniu?

Że jak z jakiegoś powodu pod tyłkiem robi się gorąco (i wcale nie mam tutaj na myśli przytaczanej w każdym artykule utraty pracy, czy zdrowia), to wchodzisz sobie na dodatkowe konto, robisz jeden przelew i po sprawie. Jeśli nie masz poduszki finansowej zdenerwowana zaczynasz rajd po rodzinie i znajomych, placówkach bankowych lub firmach pożyczkowych, by skołować kasę. Nie wiem ja ty, ale ja wolę ten czas poświęcić na dodatkową pracę, żeby więcej zarobić, niż stojąc w korku walić z bezsilności w kierownicę auta.

Na co warto odkładać pieniądze?

(uwaga: kolejność jest przypadkowa, bo u każdej z nas co innego wyląduje na szczycie listy; cele finansowe mogą i w wielu sytuacjach powinny być realizowane przez obojga partnerów)

  1. Na prezent urodzinowy dla przyjaciółki – oszczędzaj kasę, by kupić swojej przyjaciółce rzecz, o jakiej marzy, czerp radość z dawania.
  2. Na weekend we dwoje – zabierz swojego partnera/partnerkę, męża gdzieś na weekend. Zapakuj go do samochodu i przez 48 godzin realizujcie twój misterny plan.
  3. Na wkład własny do kredytu – nawet, jeśli dzisiaj nie planujesz zakupu mieszkania, może okazać się, że za kilka miesięcy zmienisz zdanie, a pieniądze odłożone na ten cel nie zginą.
  4. Na wycieczkę marzeń – chciałabyś zobaczyć Stany Zjednoczone albo Australię? Grosz do grosza i będzie kokosza, sprawdź, ile pieniędzy dokładnie potrzebujesz i odkładaj.
  5. Na apaszkę od Hermesa – to jeden z najbardziej luksusowych dodatków i prawdziwy must have dla miłośniczek mody. Oszczędzaj, by otulać swoją szyję jedwabiem.
  6. Na komplet do kawy z Bolesławca – kawa będzie smakowała wspaniale podana w filiżankach, na które musiałaś odkładać przez kilkanaście miesięcy, uwierz.
  7. Na wilka – możesz zaadoptować wilka i co miesiąc wpłacać pieniądze na konto fundacji. Dzięki twoim datkom skromna populacja wilków będzie pod lepszą opieką, a ty dostaniesz zdjęcia i notatki o wybranym dla ciebie zwierzaku.
  8. Na czytnik ebooków – czytanie jest super, a do tego wszystkie książki możesz mieć zawsze pod ręką: w podróży, na uczelni, w pracy. Brzmi jak bajka, prawda?
  9. Na dobrej jakości kubek termiczny – kochasz pić kawę w drodze do pracy? Twój ulubiony napój w stylowym, nieprzeciekającym kubku +10 do bycia wielkomiejską dziewczyną.
  10. Na niepraktyczne buty – kolorowe szpilki, neonowe koturny, kozaki z frędzlami – kup je chociażby po to, żebyś mogła ustawić je na półce i wzdychać z rozkoszą.
  11. Na oryginalne perfumy/wodę perfumowaną – odrobina ulubionych perfum dodaje pewności siebie, jest zbroją i tarczą, a czasami ciepłym kocem. Gdy znajdziesz swój zapach, będziesz wiedziała, że to ten jedyny. Nie oszczędzaj na perfumach, oszczędzaj na perfumy.
  12. Na profesjonalną sesję zdjęciową – świetny makijaż, piękny strój, eleganckie studio albo ciekawy plener – nie możesz zrobić sobie lepszej pamiątki z twoich lat 20., 30., 40. albo 50. niż przepiękne fotografie.
  13. Na dzień w salonie SPA – zasługujesz na to, by na kilka godzin oddać się w ręce profesjonalistów, którzy będą cię masować, nacierać i dbać o twoje dobre samopoczucie. Wyjdziesz odświeżona i odnowiona, a dla tego uczucia warto oszczędzać.
  14. Na urlop wychowawczy – twoje dziecko kończy 12 miesięcy, a sytuacja ekonomiczna zmusza do powrotu do pracy. Hola, od czego są oszczędności? Podaruj ten czas sobie i swojemu maluszkowi, to bezcenne.
  15. Na rzucenie wszystkiego w diabły – miej na ekstra koncie tyle kasy, że gdy stwierdzisz, że masz dość, to po prostu wszystko rzucisz. Rzucisz wypowiedzenie na biurko przełożonego, rzucisz chłopaka (dziewczynę), rzucisz walizkę na podłogę, spakujesz się i pójdziesz w diabły.

  16. Na rozwód – ja wiem, że to się przysięga, podpisuje i że sukienka taka ładna i zdjęcia takie wzruszające, a przy twoim filmie to „Moje wielkie greckie wesele” powinno się schować, ALE czasami tak już jest kochana, że trzeba zrobić krok do tyłu, żeby nabrać rozpędu i ruszyć do przodu. Kasa będzie niezbędna.
  17. Na chorobę twoich rodziców – wiem, tego się nie przewiduje i innej opcji niż „starzeli się godnie i szczęśliwie” nie ma twoim scenariuszu. Życzę ci tego z całego serca, ale w życiu jest różnie, a dobra opieka medyczna w Polsce kosztuje i to nie mało.
  18. Na aparat ortodontyczny – i co z tego, że masz 30 lat? Zobacz, gwiazdy telewizji są od ciebie starsze i śmigają z drutami. Masz krzywe zęby, odkładaj na aparat, śmiało.
  19. Na kurs języka obcego – nigdy nie jest za późno, żeby spełniać marzenia i się rozwijać. Chcesz iść na kurs mandaryńskiego albo szwedzkiego? Odkładaj pieniądze i wybieraj szkołę językową.
  20. Na nowy samochód – nawet, jeśli twoje cudo na 4 kółkach jest w świetnym stanie, za kilka lat może się to zmienić. Nie kupuj wtedy grata, sięgnij po oszczędności i woź się świetną bryką, miej stylówkę bejbe.
  21. Na kurs makijażu – nie musisz malować się codziennie, ale są takie sytuacje, gdy makijaż staje się niezbędny. Po takim kursie twój wygląd na długo zapadnie wszystkim w pamięć, i bardzo dobrze.
  22. Na ręcznie szytą małą „czarną” – na świetną sukienkę po prostu, w której biust będziesz miała na górze, pośladki na dole, a brzuszek płaski. Taką wiesz: sukienka + pończochy + obcas + szminka i można iść na spotkanie z prezydentem, a jak dołożysz kapelusz to nawet z papieżem.
  23. Na ponadczasową biżuterię – znasz ten przesąd na temat pereł? Nie daje się ich w prezencie, bo to na łzy. Sorry, mała, na swój elegancki naszyjnik z pereł musisz odłożyć sama.
  24. Na remont mieszkania po babci/po rodzinach – może nie będziesz chciała sprzedawać mieszkania, w którym się wychowałaś. Zanim jednak je wynajmiesz albo się wprowadzisz pomieszczenia będą wymagała odświeżenia lub remontu, miej na to kasę.
  25. Na dobrego fryzjera – dobry fryzjer wyspowiada cię, rozgrzeszy i sprawi, że sama siebie pokochasz, znajdź takiego i nie łam głowy nad ceną, twój perfekcyjny wygląd jest wart każdej oszczędzonej złotówki.
  26. Na aparat fotograficzny – wiem, teraz każdy robi zdjęcia telefonem, ale jednak momenty uchwycone aparatem są inne… Tylko, zanim kupisz lustrzankę, naucz się z niej korzystać.
  27. Na suknię ślubną – każda z nas ma marzenia, a ten wielki dzień (po raz pierwszy, drugi, a może trzeci) pewnie zapamiętamy do końca życia. Możesz być ubrana w taką sukienkę, o jakiej zawsze marzyłaś, od projektantki, która skradnie swoje serce. Nie oczekuj jednak, że ktoś ją dla ciebie kupi, odkładaj pieniądze.
  28. Na domowe naprawy – nie musisz znać się na wszystkim, dlatego, gdy coś się popsuje, wezwij fachowca. Odkładaj, żebyś nie została na dwa tygodnie bez pralki albo piekarnika.
  29. Na czynsz jeden miesiąc do przodu –w życiu jest różnie. Zawsze zostaw na koncie równowartość jednego czynszu, gdy coś pójdzie nie po twojej myśli zapłacisz z oszczędności.
  30. Na 18 urodziny swojego dziecka – trochę absurdalne prawda? Odkładając co miesiąc 20,00 złotych po roku masz 240,00 w kieszeni. To po 18 latach daje 4320,00 złotych, czyli więcej niż większość z nas dostała z okazji osiągnięcia pełnoletności. Jeśli stać cię, żeby przeznaczać na ten cel 50,00 złotych miesięcznie, to wręczysz swojemu dziecku ponad 10.000,00, a to już moja droga naprawdę kupa forsy.
  31. Na emeryturę – słyszałaś to już pewnie setki razy i wcale ci się nie dziwię, jeśli żaden argument do ciebie nie przemawia. Do mnie też nie, są lepsze rzeczy, na które możesz odkładać, ALE kilkanaście tysięcy na koncie, 60 lat na karku i naprawdę można zaczynać nowe życie.
  32. Na rower – jeździsz na starej damce, która lata świetności miała w XX-leciu międzywojennym? Najwyższa pora, moja droga, odłożyć kasę i pojechać na prawdziwą wycieczkę rowerową do lasu albo do hipsterskiej kawiarni.
  33. Na remont – nikt nie lubi mieszkać w pomieszczeniach, które mu się nie podobają. A my kobiety mamy taką cechę, która sprawia, że co pół roku zrywałybyśmy płytki i panele i robiły remont generalny. Oszczędzaj kasę, żebyś to ty musiała czekać na świetną ekipę, a nie oni na ciebie (fachowcy nie czekają, pamiętaj).
  34. Na zmywarkę – to niby standard w polskich domach (tak sobie powtarzam, gdy kilka razy dziennie bawię się gąbką i płynem), ale jeśli nie masz zmywarki, to na nią odłóż i na nowe fronty i może szafki i hmm na remont kuchni?
  35. Na zamówienie mycia okien dla twoich rodziców – myślę, że nie ma nic lepszego niż osoba, która porządnie umyje okna po zimie, podczas gdy Twoi rodzice napiją się herbaty.
  36. Na lekarza/badania – w Polsce ciężko liczyć na wysokiej jakości opiekę medyczną w ramach Funduszu. Dlatego odkładaj i regularnie wykonuj badania prywatnie, umawiaj się do najlepszych specjalistów, gdy coś cię zaniepokoi. Tak samo postępuj w przypadku męża i dzieci. Nie oszczędzaj na zdrowiu, oszczędzaj na zdrowie.
  37. Na poród marzeń – masz prawo rodzić tam, gdzie chcesz, w takich warunkach, w jakich czujesz się komfortowo. Nawet, jeśli myślisz o szwajcarskiej klinice na zboczu góry.

  38. Na lokówkę/prostownicę – kup sobie świetny sprzęt, który minimalnie niszczy włosy i używaj go na wielkie wyjścia, gdy chcesz zrobić dobre wrażenie albo kiedy masz doła, a zmiana fryzury chociaż trochę poprawi twój nastrój.
  39. Na kaszmirowy sweter – jak raz ubierzesz na gołe ciało kaszmirowy sweter, już na stałe umieścisz ten punkt na liście oszczędności.
  40. Na zachcianki – miej zawsze wolne pieniądze, żebyś mogła wejść do kawiarni i kupić sobie ciastko z kremem, albo żel do włosów w drogerii, albo rajstopy, albo cokolwiek. Żebyś wiedziała, że możesz kupić sobie co chcesz i nikt cię nie rozliczy po powrocie do domu z 25 złotych. Jesteś już duża i nie musisz się tłumaczyć, dlaczego jadłaś na mieście. Chciałaś, to jadłaś, jasne?
  41. Na ogrzewającą matę pod plecy do auta – włóż ją do samochodu i przestań się telepać w drodze do pracy, poczuj się w swojej Skodzie albo Fiacie jak w Lexusie, czy BMW.
  42. Na skórzane buty – dobre skórzane buty dopasowują się do stopy, są wygodne, nie powinny obcierać i powodować powstawania brzydkiego zapachu. Za odłożone złotówki zainwestuj w wygodę swoich stóp, będą ci wdzięczne.
  43. Na markową bieliznę – znajdź sklep, którego kroje i fasony spełniają twoje oczekiwania. Wiesz co? Nie powinnaś wcale czuć biustonosza, kiedy masz go na sobie. Zainwestuj w taki stanik i z uśmiechem reaguj na hasło „pierś do przodu”.
  44. Na operację plastyczną – jesteś już duża i jeśli masz ochotę coś w sobie zmienić, to zrób to. Błagam, tylko wybierz sprawdzoną klinikę, godnego zaufania lekarza i nie przesadzaj. Usunięcie pieprzyka, czy korekta nosa, to nie stworzenie nowej twarzy, pamiętaj.
  45. Na obiad w drogiej i ekskluzywnej restauracji – idź na obiad do restauracji, gdzie będzie cię obsługiwał kelner w rękawiczkach, a każde danie odczujesz, jak ucztę dla podniebienia. Pamiętaj, że to doznania i doświadczenia wpływają na nasz obraz postrzegania świata.
  46. Na wełniany płaszcz – to kolejny must have do szafy każdej kobiety. Jeśli lubisz płaszcze, marzysz o płaszczu, to nie biegaj w szmatce z sieciówki. Ostatnio dowiedziałam się, że płaszcz powinien być wełniany i mieć wełniane wypełnienie i poszewkę z wiskozy, żadnych kompromisów. Masz czuć się ciepło i miło niczym owieczka na świeżym sianie.
  47. Na rozwój swoich dzieci – odkładaj pieniądze, żeby twoje dzieci mogły chodzić na zajęcia plastyczne, rytmikę, czy basen. A może zakochają się w sztukach walki, tenisie, czy balecie? Daj im szansę odkrywać talenty i spełniać marzenia.
  48. Na wysokiej jakości produkty spożywcze – kup sobie czasami bio, eko, helo ser, masło, czy mleko. Skuś się na doskonałej jakości czekoladę albo bio banany, które – uwierz mi – smakują jak banany naszego dzieciństwa.
  49. Na doskonały krem przeciwzmarszczkowy – nie zawsze produkty z logo mają równie dobre działanie, co popularne kosmetyki. Zrób wywiad, poszukaj, zamień się w prywatnego detektywa i znajdź najlepszy krem dla siebie. Oszczędzaj i pozwól sobie na ten luksus.
  50. Na piżamę – ważne, ile śpisz i jak śpisz. Powyciągany tshirt i bokserki twojego partnera zamień na idealne skrojoną, piękną damską piżamę. Rytuał kładzenia się do łóżka nabierze nowego znaczenia.

Jestem pewna, że dopiszesz do tej listy kolejne 50 lub więcej punktów.

To jak, przekonałam cię, że warto oszczędzać?  

Ciąża

Praca w młodym dynamicznym zespole. Tak, ale tylko do momentu zajścia w ciążę?

2 stycznia 2022 / The Mother Mag

Ciąża zarówno ta planowana, jak i spontaniczna, wymusza na kobiecie zmianę priorytetów.

Do przewartościowania może dochodzić stopniowo lub całkiem szybko – najczęściej po porodzie. Nowa rola mamy jest wymagająca, ale jednocześnie dodaje niesamowitej energii i często brutalnie obnaża to, co jest w życiu najważniejsze. 

 

Szczęśliwe te kobiety, które z racji zawartych umów, mogą pozwolić sobie na wykorzystanie urlopu macierzyńskiego i rodzicielskiego w pełnym wymiarze 52. tygodni. Pozytywną zmianą jest również to, że coraz chętniej rodzice dzielą się urlopem rodzicielskim. Sytuacje, w których to tata zostaje z dzieckiem na pół roku, wciąż wzbudzają sensację, ale powoli stają się codziennością. Rodzice analizują dochody, możliwości powrotu, perspektywy awansu, czy w przypadku kobiety konsekwencje zbyt długiej przerwy na rynku w pracy. W podjęciu racjonalnej decyzji na pewno nie pomagają problemy, które najczęściej występują w pracy, gdy tylko przyszła mama podzieli się wiadomością o ciąży. 

Kiedy najchętniej informujemy pracodawcę o ciąży?

Zapytałam kilkanaście bliższych i dalszych koleżanek, kiedy zdecydowały się poinformować w pracy o ciąży. Po pierwsze, podzielenie się tą wiadomością to dla wielu pracownic bardzo duży stres. Teoretycznie żyjemy w społeczeństwie, które wspiera dzietność. W praktyce nawet jeśli szef sam na trójkę dzieci i jak zapewnia jest prorodzinny, informacja o ciąży podwładnej, może nie zostać przez niego dobrze przyjęta. Dlatego kobiety zwlekają z ujawnieniem swojego stanu najczęściej do końca 1 trymestru. Jest to również optymalny termin zdaniem lekarzy ginekologów, ponieważ mija największe zagrożenie poronienia. Historia zna jednak przypadki, w których pracownica poinformowała o ciąży, poroniła, a gdy kilka dni później otrzymała od pracodawcy wypowiedzenie. 

Pamiętajmy, że ciężarną chroni Kodeks Pracy – pracownicy w ciąży nie można zwolnić. Co więcej, pracodawca jest zobowiązany zapewnić jej odpowiednie warunki pracy. Co to oznacza? Pracodawca powinien między innymi tak dostosować rodzaj i zakres obowiązków, by mogła pracować w warunkach bezpiecznych, na przykład nie będąc narażoną na szkodliwe substancje. W praktyce wygląda to tak, że pracodawca sugeruje ciężarnej szybkie pójście na zwolnienie, ponieważ nie ma dla niej alternatywy. 

Nieco inaczej wygląda sytuacja w środowisku biurowym, czyli tam gdzie teoretycznie praca jest lżejsza. Lżejsza, ale nie mniej stresująca i obciążająca, nadgodziny, nadmiar obowiązków, mobbing – to dla wielu pracownic codzienność. Praca w korporacji oznacza codzienne przebywanie w budynku wypełnionym ludźmi – wciąż jest wprawdzie praktykowany model pracy zdalnej, ale powoli firmy od tego odchodzą. I co najważniejsze, pracę w młodym, dynamicznym zespole. 

Przyjaciele? Tak, dopóki jesteś częścią zespołu 

Zuza jest przesympatyczną brunetką, która dużo się uśmiecha. 

– Zanim urodziłam córkę, pracowałam przez 7 lat w jednej korporacji – szmat czasu. Dobre zarobki, delegacje z dietami, możliwość poznawania nowych ludzi i co najważniejsze świetnie zgrany zespół. Byłam pewna, że po tylu latach mamy silną nić – a nawet linę – porozumienia. Tyle razy mogłam liczyć na pomoc i wsparcie ludzi z mojego zespołu, zwierzaliśmy się z kłopotów. Gdy rozstałam się z partnerem, mogłam liczyć na wielkie wsparcie. Nazywałam ich swoimi „przyjaciółmi”. Wszystko trwało, aż do chwili, gdy zaszłam w nieplanowaną ciążę. Mój chłopak, który nie jest Polakiem i ma większe doświadczenie zawodowe ode mnie, od początku dziwił się, że przyjaźnię się z ludźmi z pracy. Tłumaczył mi wiele razy: Zuza, to tylko ludzie z pracy i jak przyjdzie co do czego, to się na Ciebie wypną, a ja oczywiście ich broniłam, że polska mentalność jest inna, że znam tych ludzi 7 lat, że będzie super.

 

Najpierw o ciąży powiedziałam kierownikowi. Nie czekałam do końca pierwszego trymestru, bo chciałam być w porządku. Zareagował dobrze, z ciążą było ok., więc kilka dni później poinformowałam mój zespół. Gratulacje przekazały tylko dwie osoby i temat wpadł pomiędzy aktualne szkolenia i wyjścia integracyjne. Poczułam się dziwnie, ale myślałam, że jednak praca to niekoniecznie najlepsze miejsce na rozmowę o ciąży, więc czekałam na ten zalew prywatnych wiadomości z życzeniami i pytaniami o samopoczucie. Tylko wiesz co? On nigdy nie nastąpił. Termin miałam na wrzesień, planowałam iść na zwolnienie w czerwcu lub w lipcu. Niestety na początku maja zaczęła się moja alergia, więc pani doktor kazała mi dużo leżeć i odpoczywać – czułam się fatalnie.

 

Szybko poinformowałam kierownika, że jednak kończę pracę w maju. Był zaskoczony i wręcz próbował – mimo moich zapuchniętych oczu, kataru, zatkanego nosa i zawrotów głowy – wymusić na mnie zostanie kilka tygodni dłużej. Gdy odmówiłam, usłyszałam, że nie tego się po mnie spodziewał, że go rozczarowuję moim brakiem zaangażowania. Poczułam się strasznie. Nie planowałam ciąży, więc to nie był jeszcze moment, w którym była ona bezwzględnie na pierwszym miejscu. Priorytetem wciąż była dla mnie praca i moi „przyjaciele”, dlatego słowa kierownika dotknęły mnie do żywego. Wróciłam do domu i się rozpłakałam. Jak on mógł powiedzieć tak do mnie obecnej na wszystkich zebraniach, pierwszej do wdrażania innowacji, wspierającej kolegów? Dopiero później zrozumiałam, że tak właśnie działa korporacja – dopóki działasz na pełnych obrotach i jesteś potrzeba, to się liczysz, ale nie jako człowiek, tylko trybik w maszynie. Jeśli coś się dzieje, a ciąża naprawdę oznacza, że się dzieje, przestajesz pasować do wzorca pracownika korpo, po prostu Cię odsuwają. I chociaż się pożegnałam, od tamtej pory nikt z zespołu do mnie nie napisał. Nie wiem, czy po macierzyńskim wrócę tam do pracy. 

W młodym dynamicznym zespole nie ma miejsca na ciążową zadyszkę. Rozpychając się nogami i łokciami na korporacyjnej drabinie, ciężko jednocześnie chronić rosnące w macicy kruche życie. Wyścig po awans nie uda się, gdy chcemy jedynie przejść przez kolejne progi, ostrożnie i z rozwagą, mając na uwadze własne zdrowie. Rosnący brzuch źle wygląda pod żakietem, a podkrążone oczy i zawroty głowy nie pasują do meetingów i deadline’ów. Oczywiście nie w każdej korporacji tak to wygląda i są miejsca, gdzie można poczuć się dobrze nawet po urodzeniu dziecka. 

Razem na zawodowe (i prywatne) dobre i złe 

Monika ma kilka lat doświadczenia zawodowego w sektorze ubezpieczeń. Pracuje w dużej korporacji, a gdy zaszła w planowaną ciążę bardzo się ucieszyła. 

Od dawna staraliśmy się z mężem o dziecko. Mieszkanie, stabilna praca, przyszli dziadkowie czekający w blokach startowych – czego chcieć więcej? Nadmiar szczęścia trochę nas przytłoczył – Monika śmieje się, gdy pokazuje mi na ekranie smartfona zdjęcia swoich bliźniaków. Wiesz, ciąża mnoga, to zawsze ciąża wysokiego ryzyka. Byłam za połową drogi do awansu, otwierały się przede mną fajne perspektywy, ale jednocześnie metryka dawała o sobie znać. Skończyłam 32 lata i powiedziałam sobie „Monia, jak nie teraz to kiedy?” I tak musiałam jeszcze 2 lata poczekać. 

Zespół, w którym pracowałam był na maxa zgrany. Zaczynaliśmy pracę w tym dziale firmy od początku, wspieraliśmy się. Jestem trochę starsza od moich kolegów, ale nigdy nikomu to nie przeszkadzało. Wspólnie ogarnialiśmy tematy, zajmowaliśmy się nowymi projektami. Spotykaliśmy się też poza pracą również z naszymi partnerami na naprawdę fajnych imprezach. Wiedziałam, że gdy zajdę w ciążę będę mogła na nich liczyć. Tak właśnie było. Nikt nie robił mi wyrzutów. Nasz ówczesny kierownik próbował coś powiedzieć, chyba w żartach, ale temat szybko ucichł – koledzy się za mną wstawili. Musiałam wcześnie iść na L4, kilka razy byłam w szpitalu, jednak z moim teamem zawsze byliśmy w kontakcie. Były momenty, że to mój mąż dzwonił do chłopaków pogadać! Po urodzeniu dzieciaków planowałam dość szybki powrót. Jednak plany planami, a bliźniaki okazały się mega wymagające!

Wróciłam do biura, ale dopiero po niemal dwóch latach. Przez ten cały czas byliśmy w kontakcie z zespołem, pisaliśmy na Messie, odwiedzaliśmy się. Podczas mojej nieobecności w zespole były dwa śluby – na jednym weselu był tylko mój mąż, a na drugim bawiliśmy się razem. Miałam taki nawał pokarmu, że zalałam swoją wieczorową sukienkę, ale i tak było super. W między czasie koledze urodziło się dziecko, więc mogliśmy podzielić się ubrankami i innymi rzeczami po naszych maluszkach. Wracając do pracy po 21 miesiącach, czułam się dziwnie, ale jednocześnie stabilnie i bezpiecznie. Kierownik odszedł, zastąpiła go dziewczyna w moim wieku. Wprawdzie szukała kogoś na moje miejsce, ale „moi chłopcy” zadeklarowali, że są gotowi na mnie poczekać. Czułam się super. Wierzę, że jeśli trafi się na odpowiednich ludzi, można zbudować w pracy trwałe więzi i wrócić po urodzeniu dziecka lub dzieci na swoje stanowisko nawet w korporacji. 

Przykład Moniki pokazuje, że dużo zależy od szczęścia oraz charakteru poszczególnych osób. Czy zespół będzie w stanie zrozumieć nową sytuację? Czy jego członkowie zaakceptują zmianę, jaka nadchodzi w życiu jednego z członków? Sylwia przekonała się, że można otrzymać pozytywny feedback, a mimo to w wyniku celowych działań innych ludzi, zostać bez pracy. 

Koleżanki, które chcą dobrze tylko dla siebie 

Mój partner jest człowiekiem twardo stąpającym po ziemi i jednocześnie dobrze zarabiającym. Ma własną firmę i wie, jak są w biznesie traktowane ciężarne pracownice. Ciążę planowaliśmy od razu po ślubie zgodnie z zasadami naszej wiary. Jedyny problem był taki, że kończyła mi się umowa. Miałam jednak doskonałą ocenę roczną, pozytywny feedback od przełożonego i reszty zespołu. Otrzymałam ustne zapewnienie, że jestem filarem działu i na pewno umowa będzie przedłużona. Pracowałam z samymi dziewczynami, świetnie się dogadywałyśmy. Wiadomo, były lekkie spięcia – najczęściej o ilość obowiązków, ale rozwiązywałyśmy wszystko na bieżąco. Aż pewnego dnia, byłam już w ciąży, ale dosłownie z 4. tygodniu, więc nawet nie myślałam, żeby komuś o tym powiedzieć – dowiedziałam się od osoby trzeciej, że jedna z moich koleżanek regularnie informowała kierownika o tym, co robię: jak często i na ile minut wychodzę na przerwę, co robię podczas przerwy – zdarzało się, że dzwoniłam do męża, czy i ile korzystam z mediów społecznościowych. Możesz poczuć się oburzona, jak to w pracy używać FB, ale po 3-4 godzinach wpatrywania się w tabelki w Excelu kilka minut na FB działało na mnie jak spacer po parku. I nagle dowiaduję się, że jednak moje cudowne koleżanki, z którymi plotkuję przy porannej kawie, dzielę się anegdotami z życia małżeńskiego, radzę się w niektórych kwestiach podczas przerwy na lunch, patrzą mi na ręce! Mało tego, zamiast zwrócić mi uwagę i szczerze porozmawiać, idą z tym do przełożonego! Poczułam się bardzo dziwnie i mocno się zdenerwowałam, co szybko objawiło się delikatnymi skurczami macicy. Wystraszyłam się i zwolniłam tego dnia do domu. To był piątek, więc jeszcze tego samego wieczoru pojechaliśmy do ginekologa, dostałam zwolnienie na dwa tygodnie i leki podtrzymujące ciążę. Odetchnęłam, ale tylko do poniedziałku. 

W poniedziałek rano zadzwonił pierwszy telefon, chociaż poinformowałam kierownika o L4. Dziewczyny dosłownie co chwilę do mnie dzwoniły na mój prywatny telefon  i pytały o rzeczy, które mogły sprawdzić same, nie mogłam spać, zaczynałam się coraz bardziej denerwować. Tego dnia mój mąż wrócił wcześniej z pracy i po prostu wyłączył mój telefon. Następnego dnia przywiózł mi telefon od siebie z firmy i zabronił podawać numer komukolwiek z pracy. Mogłam odpocząć. Kolejna wizyta u ginekologa pokazała, że wszystko w porządku – ciąża rozwijała się prawidłowo. Pani doktor zmartwiona moim stanem – szybko zaczęły się całodzienne wymioty, mdłości i zawroty głowy, zaproponowała zwolnienie. Jak pewnie się domyślasz, nie zgodziłam się, bo zależało mi na pracy. Tak oto dwa tygodnie później wróciłam do biura. Nikt w moim dziale się do mnie nie odzywał. Dziewczyny ostentacyjnie zamilkły, gdy weszłam do kuchni. Nie padło żadne pytanie o moje zdrowie, a na lunch  bez słowa wyszły do pobliskiej restauracji. Poczułam się strasznie. Najgorsze jednak było to, że przez dwa tygodnie nikt nie ruszył nawet moich zdań, które były elementami ważnych procesów. Przez moje zwolnienie stanęło kilka najważniejszych procesów w całym naszym dziale. Co więcej, w mailach koleżanki pisały do kierownika, że wszystko stoi przeze mnie, bo z dnia na dzień porzuciłam swoje obowiązki. Poczułam, że świat wokół mnie zaczyna wirować, zrobiło mi się ciemno przed oczami. Ocknęłam się na podłodze, kolega zdążył już wezwać pogotowie. 

Po tym incydencie spędziłam 2 dni w szpitalu, miałam zrobiony komplet badań. Z ciążą było wszystko dobrze, ale moje wyniki nie były najlepsze. Skończyło się na podawaniu kroplówek i zaleceniu leżenia plackiem przez następne 2 tygodnie. Mąż starał się być więcej w domu, opiekował się mną – spisał się na medal! Do pracy już nie wróciłam. Umowa skończyła się, gdy byłam na L4, zarejestrowałam się w urzędzie i kontynuowałam zwolnienie. Płynnie przeszłam na macierzyński. Teraz czeka mnie szukanie pracy, ale myślę, że już nie wrócę do korporacji to nie dla mnie. Te wszystkie podchody, kopanie pod kimś dołków. Myślę, że chciałabym pracować jako opiekunka. Może zajmę się osobami starszymi.  Dopiero niedawno dowiedziałam się od znajomej z pracy – spotkałyśmy się w kawiarni dla mam – że to wszystko było tak zrobione, aby jedna z moich „koleżanek” dostała ten awans. Pracowała dłużej ode mnie, to ona poleciła mnie do tej pracy, ale nie sądziła, że będę lepiej sobie radzić, a na kierowniku wrażenie zrobią moje kompetencje. Dlatego zaczęła robić wszystko, by umniejszyć moją rolę, a nawet obciążyć mnie za błędy w dziale! Do dzisiaj nie mieści mi się to w głowie. Jestem niesamowicie wdzięczna mężowi, który zabronił mi wtedy przejmować się pracą i kazał skupić na własnym zdrowiu. 

Sylwia przekonała się, że korporacja może być miłym miejscem. Jeśli jednak trafi się do nieodpowiedniego działu można na własnej skórze doświadczyć, co to znaczy zawiść. Pracownicy i pracownice zorientowani na sukces są gotowi wiele poświęcić, by otrzymać awans i zyskać uznanie przełożonych. Gdy u części osób priorytety powoli się zmieniają i pojawia się nieśmiałe dążenie do osiągnięcia work-life balance, ich ambitni koledzy są gotowi używać wszystkich dostępnych metod, by osiągnąć założone cele na ścieżce kariery zawodowej.  

Praca w młodym dynamicznym zespole to nie tylko praca w dużej korporacji. Jest coraz więcej małych i średnich firm, które zachęcają kandydatów dobrą atmosferą w pracy, przyjaznymi relacjami, a do zespołu szukają wyłącznie osób młodych. 

Weronika od zawsze marzyła o pracy w ciekawej firmie. 

Ciekawa praca – to było moje marzenie. Dlatego jak tylko zobaczyłam, że mogę pracować w agencji i tworzyć social media, wiedziałam, że to idealne zajęcie dla mnie. Sesje zdjęciowe, wyjścia w plener, burze mózgów, ciekawe spotkania z klientami, szalone pomysły, nieszablonowe zadania. W mojej pracy naprawdę nie nudziłam się ani przez chwilę! Fakt, że często zaczynaliśmy o 7 rano, a kończyliśmy grubo po 22, ale uwielbiałam to, co robiłam. Upajałam się hasłami reklamowymi, świetnie zrobionymi postami, a kampanie, które kończyły się sukcesem, były okazją do świętowania w restauracji. Marek pracował jako starszy programista. Duży facet z brodą, który potrafił robić niesamowite rzeczy – strony, animacje. Do tego miał poczucie humoru, szybko zaiskrzyło i zostaliśmy parą. Nikomu to nie przeszkadzało, koledzy i koleżanki kibicowali nam. W prezencie ślubnym dostaliśmy voucher do luksusowego SPA w górach, a szef pożyczył nam swój sportowy samochód, żebyśmy mogli z wielką pompą odjechać spod urzędu (i nagrać relację na social media). 

Po około pół roku zorientowałam się, że coś jest nie tak. Projektów w pracy wciąż przybywało, nasze pensje nie rosły jednak tak szybko jak wcześniej. Poza tym niemal wcale nie widywaliśmy się z Markiem! On programował w nocy, ja wstawałam nad ranem, aby ogarniać projekty. Gdy ja wychodziłam z biura około 19-20, on robił właśnie drugą kawę i siadał do kolejnych zadań. Szef pozwalał nam pracować z domu, ale to w ogóle nie poprawiło naszej sytuacji. Po kolejnym miesiącu zorientowałam się, że z własnym mężem rozmawiam jedynie o pracy, a nasze życie intymne nie istnieje! A my byliśmy zaledwie 7 miesięcy po ślubie. Podjęłam męską decyzję i poinformowałam Marka, że bierzemy wolne – voucher od firmy niemal stracił ważność. Szef najpierw zgodził się na nasz wyjazd, ale później zaczął robić wymówki, że nie może brakować dwóch kluczowych osób i zasugerował – o zgrozo! – żebyśmy wzięli urlop oddzielnie! Wtedy myślałam, że żartuje. 

Pojechaliśmy na tydzień w góry i to wtedy zaszłam w ciążę. Marek był zachwycony, ja cieszyłam się umiarkowanie. Już wtedy wiedziałam, że będą problemy w pracy. Planowałam pracować do końca 8.miesiąca – kochałam swoją pracę. Na początku wszystko było w porządku, ale szybko zaczęły się schody. Szefowi nie pasowało, że rano mam badania, że muszę jechać na wizytę do ginekologa. Gdy wzięłam dzień wolny na usg prenatalne, był niemal oburzony. Zarzucił mi, że nie angażuję się w życie firmy. Robił również aluzje do mojego rosnącego brzucha – nie podobało mu się, że klienci widzą, że jestem w ciąży. Kazał mi znaleźć i przygotować osobę na moje miejsce. Umawiał spotkania z kandydatami, na których miałam być obecna, w godzinach późno popołudniowych. W ten sposób pracowałam od 7. rano do niemal 20. Zaczęły się telefony w soboty i dziwne maile pisane w nocy, na które oczekiwał natychmiastowej odpowiedzi. Kilka razy zwrócił mojemu mężowi uwagę (niby żartem), żeby mnie ogarnął, bo ciąża to nie choroba, a ja robię się leniwa. 

W 6. miesiącu po bardzo kiepskich wynikach badań lekarz zmusił mnie, żebym wzięła zwolnienie. Co z tego, skoro dalej pracowałam? Może z domu i w ulubionym fotelu, ale telefon niemal się urywał, a spotkania z klientami ciągnęły się w nieskończoność. Czasami bolał mnie cały pęcherz, tak długo wstrzymywałam się przed skorzystaniem z toalety. Informacja o skracającej się szyjce i zagrożeniu przedwczesnym porodem była jak obuchem w łeb. Poprosiłam o skierowanie do szpitala, bo wiedziałam, że tylko w ten sposób będę mogła się uwolnić. Wyłączyłam telefon służbowy, zablokowałam szefa i kilka innych osób z firmy na prywatnym smartfonie. W szpitalu mimo kiepskiej diety i średnio miłego personelu naprawdę odpoczęłam. Mogłam iść siku o dowolnej porze, a nawet wziąć w ciągu dnia 15-minutowy prysznic! Dla mnie to był luksusu. Nie wspomnę nawet o możliwości czytania książki, czy oglądania social mediów. Tęskniłam za pracą, brakowało mi ludzi, miłej atmosfery. Marek dostał wypowiedzenie, gdy leżałam w szpitalu. Szef powiedział, że robi redukcję etatów i zamyka jego stanowisko. Myślał, że mąż tego nie wykorzysta, ale nagrał rozmowę i  sprawą zajął się jego kumpel-prawnik. Udało się wywalczyć stosowną odprawę. Marek szybko znalazł lepiej płatną i mniej obciążającą pracę. Ma nadgodziny, ale może je odebrać lub otrzymać ekwiwalent. Ja natomiast urodziłam najśliczniejszą dziewczynkę na świecie i zajęłam się freelancerką. Dostałam również pieniądze za kilkaset przepracowanych udokumentowanych nadgodzin (maile i bilingi telefoniczne). Miły prezent na nową drogę życia – Weronika uśmiecha się ironicznie. 

Obecnie sama prowadzę social media dla moich klientów i idzie mi to świetnie. Ostatnio zgłosiła się do mnie koleżanka z agencji, która również odeszła z pracy i możliwe, że będziemy działać razem. Czas pokaże. Odczuwam satysfakcję, bo mój szef przez swoje podejście stracił dwóch świetnych pracowników. Mam jedynie nadzieję, że kolejne osoby nie nabiorą się na jego piękne słówka, a będą z większą determinacją oczekiwały przestrzegania przez firmę warunków umowy. 

Ciąża – planowana i wymarzona lub niespodziewana zawsze bywa źródłem wielkich emocji. Przyszli rodzice nie tylko martwią się o zdrowie dziecka, ale również o bieżące sprawy. Wśród nich na pierwszym miejscu jest praca. Jak widać, kobiety, które podjęły decyzję o pracy w młodym, dynamicznym zespole, często nie mają możliwości, by połączyć rolę mamy i pracownika. Ta szansa jest im odbierana już na początku, gdy na wieść o ciąży stają się czarnymi owcami w zespole, z którymi nie warto nawet rozmawiać. Na szczęście nie w każdej pracy tak to musi wyglądać (przykład Moniki). 

Stres wywołany złą atmosferą w pracy staje się czynnikiem, który ma negatywny wpływ na ciążę. By chronić nienarodzone dziecko, większość przyszłych mam decyduje się pójść na zwolnienie. Po urlopie macierzyńskim i rodzicielskim wzmocnione psychicznie i okrzepnięte w nowej roli młode mamy często nie chcą wrócić do firmy, w której zostały źle potraktowane. Bogate w bagaż doświadczeń z odwagą patrzą w przyszłość i szukają dla siebie nowych możliwości na rynku pracy z nieufnością podchodząc do starania się o posadę w młodym, dynamicznym zespole. 

 

 

This error message is only visible to WordPress admins
Error: No posts found.

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo