Change font size Change site colors contrast
Dzieci

Moc Dźwięku: Dlaczego warto słuchać muzyki

17 października 2023 / The Mother Mag

Muzyka jest jednym z najpotężniejszych narzędzi, jakie ludzkość kiedykolwiek stworzyła.

To medium, które potrafi przenosić nasze emocje, wywoływać wspomnienia i inspirować do działań.

Rodzinny czas spędzony razem jest bezcenny. To w tych chwilach tworzymy wspomnienia, uczymy się od siebie nawzajem i budujemy trwałe więzi. Jednym z najpiękniejszych sposobów na wzmacnianie tych więzi jest wspólne słuchanie muzyki. Muzyka nie tylko dodaje emocji naszej codzienności, ale także działa jak magiczna siła, która łagodzi obyczaje i wzmacnia więzi rodzinne.

Muzyka jako łącznik pokoleń

Wspólne słuchanie muzyki to sposób na połączenie pokoleń. Przy okazji przekazywania dziedzictwa muzycznego z pokolenia na pokolenie, rodziny odkrywają nowe brzmienia i inspiracje. Dziadkowie mogą dzielić się swoimi ulubionymi utworami z lat swojej młodości, rodzice mogą wprowadzać swoje dzieci do muzyki, którą kochają, a dzieci mogą dzielić się swoimi ulubionymi nowościami czy wspólnym słuchaniem bajek lub audiobooków. To proces, który buduje zrozumienie i szacunek między pokoleniami.

Łagodzenie napięć i tworzenie wspomnień

Muzyka ma zdolność łagodzenia napięć i stresów dnia codziennego. Kiedy członkowie rodziny spotykają się po trudnym dniu, wspólne słuchanie ulubionych utworów może pomóc w rozładowaniu napięć i tworzeniu przyjemnych chwil. Muzyka działa jak terapeuta, który potrafi złagodzić ból, zrelaksować i podnieść na duchu.

Ponadto, muzyka jest często związana z konkretnymi wspomnieniami. Piosenki mogą przypominać o wydarzeniach z przeszłości, jak wakacyjne podróże, rodzinne uroczystości czy pierwsze tańce na weselach. Wspólne słuchanie tych utworów może przywołać te wspomnienia i tworzyć nowe, rodzinne historie.

Wspólne słuchanie muzyki nie musi być skomplikowane. Wystarczy wybrać odpowiednią playlistę lub album, usiąść razem i cieszyć się dźwiękami. Można też organizować specjalne wieczory muzyczne, podczas których każdy członek rodziny wybiera jedną piosenkę do odtworzenia i dzieli się swoimi myślami na jej temat.

Warto także eksperymentować z różnymi gatunkami muzycznymi, aby odkrywać nowe brzmienia i rozszerzać muzyczne horyzonty. Niech każdy ma szansę zaprezentować swoje ulubione utwory i opowiedzieć o tym, dlaczego są one ważne.

Głośnik przenośny: Muzyka zawsze tam, gdzie Ty!

Muzyka towarzyszy nam w niemal każdej sferze życia, od relaksującej chwili w domowym zaciszu po energiczne tańce na imprezie u przyjaciół. Dlatego właśnie tak fajnie jest mieć głośnik przenośny, który zawsze można zabrać ze sobą. To małe urządzenie może całkowicie zmienić sposób, w jaki słuchamy muzyki i jakie przygody muzyczne nas czekają, gdziekolwiek jesteśmy. W redakcji testowaliśmy najnowszy głośnik Sonos Move 2, który zachwycił nas brzmieniem i możliwością zabierania muzyki wszędzie tam gdzie wybieramy się my.

Move 2 od Sonos: Mocny Dźwięk, Elegancki Design i Mobilność

Jesień 2023 roku przynosi nam nową odsłonę muzyki na wolności dzięki Sonos Move 2. To urządzenie nie tylko zapewnia realistyczny dźwięk stereo, ale także doskonałą wytrzymałość i stylowy design. Move 2 otwiera drzwi do świata muzycznych przygód, gdziekolwiek jesteśmy.

Muzyka zawsze i wszędzie

Move 2 to gwarancja, że muzyka jest zawsze pod ręką. To nieocenione urządzenie, które daje nam wolność słuchania muzyki dokładnie tak, jak lubimy, gdziekolwiek jesteśmy. To narzędzie do tworzenia nastroju, wspierania aktywności na świeżym powietrzu i towarzyszenia w każdej przygodzie. Dzięki niemu muzyka staje się integralną częścią naszego życia i pozwala nam czerpać radość z dźwięków w każdym miejscu i czasie. Głośnik przenośny to mała skrzynka pełna muzycznych możliwości, która zawsze jest gotowa, aby dostarczyć nam dźwięków, których potrzebujemy.

Elegancki Design

Wewnętrzna i zewnętrzna odmiana Move 2 przynosi elegancję do twojego życia. Nowe oprogramowanie zapewnia wyjątkową jakość dźwięku, sprawiając, że słuchasz muzyki z jeszcze większą pasją.

Move 2 jest dostępny w kolorze oliwkowym, który doskonale wpisuje się w trendy wnętrzarskie. Dostępny jest także kolor biały i czarny, które idealnie komponują się z innymi produktami Sonos. Użytkownicy znajdą także ten sam intuicyjny interfejs użytkownika, co w niedawno wprowadzonych na rynek produktach Era, w tym innowacyjny suwak do sterownia głośnością. Głośnik jest także kompatybilny z Sonos Voice Control, Amazon Alexa, aplikacją Sonos, Apple AirPlay2 i Bluetooth®. W Move 2 zainstalowano również nowy przełącznik z tyłu głośnika, który umożliwia wyłączenie asystentów głosowych.

Dźwięk, który czujesz

Move 2 to wyjątkowy dźwięk stereo, który zapiera dech w piersiach. Move 2 wyposażono w całkowicie odnowioną architekturę akustyczną, w tym podwójne głośniki wysokotonowe, które zapewniają realistyczny dźwięk stereo i wyraźne wokale, co pozwala poczuć emocjonalny ładunek występu na żywo. Precyzyjnie dostrojony głośnik niskotonowy zapewnia głębokie, dynamiczne basy, nawet podczas słuchania muzyki na zewnątrz.

Mobilność i wytrzymałość

Move 2 to nie tylko dźwięk, to także mobilność i wytrzymałość. Długa 24-godzinna praca na baterii daje ci pełną swobodę. Dodatkowy port USB-C umożliwia ładowanie twojego telefonu w podróży, co sprawia, że Move 2 jest idealnym towarzyszem podczas weekendowych eskapad.

Zrównoważona produkcja

Sonos kładzie duży nacisk na zrównoważoną produkcję. Move 2 zmniejsza zużycie energii w trybie uśpienia, a użyte materiały pochodzą z recyklingu. Wymienne baterie pozwalają na wydłużenie żywotności produktu, a opakowanie jest przyjazne dla środowiska.

Doskonała ochrona

Move 2 jest odporny na upadki, deszcz i słońce dzięki klasie ochrony IP56. Automatyczne dostrajanie Trueplay dostosowuje dźwięk do otoczenia, gwarantując najlepsze wrażenia słuchowe, niezależnie od miejsca.

Wybór kolorów

Move 2 dostępny jest w trzech kolorach: eleganckim oliwkowym, klasycznym białym i czarnym. Każdy głośnik to nie tylko doskonały dźwięk, ale także element dekoracyjny, który idealnie komponuje się z twoim wnętrzem.

Move 2 to połączenie funkcjonalności, designu i doskonałego dźwięku. Teraz muzyka towarzyszy ci wszędzie, a twój mobilny głośnik jest gotów na każdą przygodę.

Muzyka na wyciągnięcie ręki

Jednym z największych atutów przenośnych głośników jest to, że muzyka jest teraz zawsze dostępna. Niezależnie od tego, czy jesteś w parku, na plaży, w górach czy w podróży, możesz cieszyć się ulubionymi utworami. Głośnik przenośny staje się twoim osobistym DJ-em, który towarzyszy ci w każdej przygodzie.

Moc Dźwięku: Dlaczego warto słuchać muzyki na dobrych głośnikach

Jednakże, jako miłośnicy muzyki, często zapominamy, jak ogromny wpływ na nasz odbiór ma jakość głośników, na których słuchamy ulubionych utworów. Warto zastanowić się, dlaczego warto inwestować w dobre głośniki i jak bardzo mogą one zmienić nasz sposób słuchania muzyki.

1. Jakość Dźwięku

Pierwszym i oczywistym powodem, dla którego warto słuchać muzyki na dobrych głośnikach, jest jakość dźwięku. Dobre głośniki potrafią oddać każdy niuans dźwięku, odtwarzając muzykę w sposób, który artysta miał na myśli podczas jej tworzenia. To oznacza, że usłyszysz więcej instrumentów, subtelniejsze detale i głębsze brzmienie.

Muzyka zagrana na dobrej jakości głośnikach brzmi pełniej, bardziej dynamicznie i realistycznie. To jakbyś przeniósł się wprost do studia nagrań lub na koncertową scenę. Cieszysz się wówczas muzyką w sposób, jaki artysta miał na myśli, i odkrywasz nowe aspekty swoich ulubionych utworów.

2. Emocje i Nastrojowe

Dobre głośniki mają zdolność przenoszenia emocji i tworzenia nastroju. Kiedy słuchasz muzyki na słabej jakości głośnikach, często tracisz subtelne emocjonalne elementy. Muzyka staje się płaska i pozbawiona głębi.

Jednakże, dobre głośniki potrafią wydobyć emocje ukryte w muzyce. Słyszysz smutek w głosie wokalisty, energię w bicie perkusyjnym i pasję w grze gitary. To sprawia, że muzyka staje się bardziej osobista i pozwala ci głębiej zanurzyć się w jej treść.

3. Wyrafinowany Design

Dobre głośniki to nie tylko kwestia dźwięku, ale także wyrafinowanego designu. Wiele modeli głośników zostało zaprojektowanych nie tylko pod kątem jakości dźwięku, ale również estetyki. Dlatego wartościowe głośniki mogą stanowić zarówno doskonałe źródło dźwięku, jak i element dekoracyjny w twoim wnętrzu.

4. Inwestycja na Lata

Dobre głośniki to inwestycja na lata. W przeciwieństwie do wielu innych sprzętów elektronicznych, dobre głośniki mają tendencję do trwania przez długie lata. Wartość takiej inwestycji jest wyraźnie zauważalna, kiedy słuchasz muzyki na swoich głośnikach przez wiele lat, ciesząc się doskonałym dźwiękiem.

Słuchanie muzyki na dobrych głośnikach to doświadczenie, które można porównać do oglądania filmu w kinie w jakości 4K. Jakość dźwięku, emocje, które potrafi przekazać, oraz estetyczny design głośników sprawiają, że inwestycja w wysokiej jakości sprzęt muzyczny jest wart każdej wydanej złotówki. Muzyka ma ogromny wpływ na nasze życie, dlatego warto słuchać jej w jak najlepszym wydaniu, aby docenić jej prawdziwą wartość. Dobre głośniki potrafią odmienić sposób, w jaki słuchamy muzyki, i sprawić, że staje się ona jeszcze bardziej magiczna.

Styl życia

Patchworkowa rodzina – katastrofa czy szansa?

22 stycznia 2024 / Alicja Skibińska

Nazwa rodzin patchworkowych nawiązuje do specyficznego rodzaju rękodzieła.

Z pewnością każdy z nas choć raz widział kołdrę lub narzutę wykonaną tą metodą: są one bardzo kolorowe, ponieważ powstają poprzez zszycie ze sobą różnych kawałków tkanin, które kiedyś mogły stanowić element zupełnie innej całości. Podobnie jest z rodzinami patchworkowymi – członkowie różnych systemów rodzinnych, które z jakiegoś powodu się rozpadły, wspólnie tworzą nową jakość....

Nazwa rodzin patchworkowych nawiązuje do specyficznego rodzaju rękodzieła. Z pewnością każdy z nas choć raz widział kołdrę lub narzutę wykonaną tą metodą: są one bardzo kolorowe, ponieważ powstają poprzez zszycie ze sobą różnych kawałków tkanin, które kiedyś mogły stanowić element zupełnie innej całości. Podobnie jest z rodzinami patchworkowymi – członkowie różnych systemów rodzinnych, które z jakiegoś powodu się rozpadły, wspólnie tworzą nową jakość. Czy taka rodzina może być szczęśliwa? O swoich doświadczeniach opowiedziało nam kilka kobiet, które same są „po przejściach” lub związały się z mężczyznami „z przeszłością”.

Dane Rocznika Demograficznego 2016 opublikowanego przez GUS są jednoznaczne: od 1980 roku systematycznie zawieramy coraz mniej małżeństw, natomiast coraz częściej się rozwodzimy. Wzrasta też liczba dzieci urodzonych w związkach pozamałżeńskich. Statystycznie ok 1/3 małżeństw kończy się rozstaniem – w odbyło się 195 tys. ślubów oraz 64 tys. rozwodów. Czy dane te są pesymistyczne?

Niekoniecznie: zależy, z której strony na nie spojrzymy. Na pewno dają do zrozumienia, że naszym życiem nie rządzi już to, co „wypada”, a my coraz częściej podejmujemy nie zawsze popularne decyzje, przedkładając własne szczęście nad konwenanse. Ale czy rzeczywiście je w te sposób osiągamy? Na pewno nie zawsze. Nie ma wątpliwości, że niektóre z tych wyborów mogą prowadzić również do pewnych komplikacji. To, czy wyjdą nam one na dobre, zależy od wielu czynników – nie tylko od naszej dobrej woli, ale również od zewnętrznych okoliczności.

Model, w którym wszyscy tworzymy poważne związki na całe życie w młodym wieku, zanim dosięgną nas różnego rodzaju zobowiązania, trochę się zdezaktualizował. Tylko ok. 81% nowo zawartych małżeństw to tzw. małżeństwa pierwsze, czyli śluby między kawalerami i pannami. Skoro przybywa rozwodów, jasnym jest, że coraz więcej naszych potencjalnych partnerów już ma za sobą jeden formalny związek. Nierzadko zdarza się również, że nasz wybranek lub wybranka występuje w „pakiecie” z potomstwem z poprzedniej relacji. Romantyczny związek automatycznie łączy się wówczas z budowaniem więzi z dziećmi ukochanej osoby. Co nie zawsze bywa łatwe, o czym przekonały się nasze bohaterki.

 

Monika

Rodzina 27-letniej Moniki z Warszawy to patchwork złożony z elementów dwóch różnych rodzin, które się rozpadły. Tworzą ją mężczyzna po przejściach i jego 5-letnia córka oraz kobieta z przeszłością (czyli Monika) wraz z 4-letnim synem. Związek tych dwojga rozpoczął się od przyjaźni, dzięki czemu dzieci miały okazję oswoić się z sytuacją, zanim relacja przerodziła się z romans: Poznaliśmy się na imprezie. Podczas rozmowy niemal od razu okazało się, że mamy dzieci w podobnym wieku. Zaprzyjaźniliśmy się i zaczęliśmy się spotykać, również w towarzystwie dzieciaków. Szczerze powiedziawszy, zaiskrzyło między nami w czasie, kiedy nasze dzieci już od dawna się znały i lubiły. Być może właśnie dzięki temu tak dobrze przyjęły fakt, że nasza znajomość przerodziła się w poważny związek. Zanim ze sobą zamieszkaliśmy, dzieciaki często u siebie nocowały, organizowaliśmy również weekendowe wyjazdy, żeby miały możliwość oswojenia się z nową sytuacją na neutralnym gruncie. Takie stopniowe wprowadzanie zmian okazało się strzałem w dziesiątkę: dzieci traktują się wzajemnie jak rodzeństwo, a nas jak dodatkowych rodziców, choć nigdy nie rozmawialiśmy o tym, kto jest kim w tym układzie.

Oczywiście, jak to zwykle bywa, na tym sielankowym obrazku pojawiają się również rysy. Niestety, ani Monika, ani jej partner nie mają zbyt dobrych relacji ze swoimi eks, choć bardzo starają się unikać konfliktów z nimi: Okazuje się, że tak skomplikowany temat jak zrekonstruowana rodzina może bardziej przerastać dorosłych, niż ich dzieci. Ponadto problemem jest fakt, że ich dzieci mieszkają w różnych miastach, przez co nie mogą chodzić do tego samego przedszkola czy spędzać ze sobą tyle czasu, ile by chciały.

 

Monika

Choć rodziny patchworkowe kojarzą się przede wszystkim z rozwodnikami, nie jest to jedyna grupa, która je tworzy. Czasem ich powstanie poprzedzone jest jeszcze bardziej dramatycznymi wydarzeniami. Tak było w przypadku Moniki, która jesienią zeszłego roku została wdową samotnie wychowującą dwójkę dzieci w wieku 3 oraz 6,5 roku. Czasy życia w pojedynkę ma już jednak za sobą: Wiosną związałam się ze swoim wieloletnim przyjacielem. Miałam to szczęście, że moje dzieci pokochał jak swoje. A może nawet bardziej, ponieważ sam jest po przejściach, ale w jego poprzednim związku nie było potomstwa. Latem wspólnie kupiliśmy działkę, na której planujemy wybudować dom. Natomiast w sierpniu okazało się, że nasza rodzinka się powiększy – spodziewamy się wspólnego maleństwa. Oczywiście, początki nowej relacji nie zawsze były łatwe. Monika obawiała się tego związku, zwłaszcza, że zaczął się on tak szybko po śmierci męża. Bała się przede wszystkim dopuszczenia nowej osoby do swoich dzieci: Kilka razy dziennie ostrzegałam go i przekonywałam, że nie wie, na co się decyduje. Że to wielka odpowiedzialność i że z pewnością niejednokrotnie będzie bardzo ciężko, więc powinien mocno się zastanowić, zanim wprowadzę go w świat moich dzieci, bo wtedy nie będzie już odwrotu. On jednak stanowczo twierdził, że to jest właśnie to, czego szukał. Od kilku tygodni mieszkamy razem, a mój partner sumiennie uczy się tego, jak być rodzicem. Choć zdarza mi się dostrzegać przerażenie w jego oczach, czuję wielką dumę, widząc, jak świetnie sobie radzi. Czasami, kiedy pojawiają się jakieś problemy, trochę mu dogryzam, mówiąc: „Przecież cię ostrzegałam!”, na co on zawsze odpowiada: „Wiem. Ale z każdą taką sytuacją będę sobie radził coraz lepiej”.

 

Ania

Ania jest w związku z mężczyzną, który ma dwoje dzieci w wieku 6 i 16 lat: Nigdy w życiu nie spodziewałam się, że zwiążę się z dzieciatym facetem. Było to niezgodne z moimi zasadami. Zawsze wychodziłam z założenia, że skoro taki człowiek zostawił swoje dzieci z poprzedniego związku, istnieje szansa, że w przyszłości zostawi również nasze wspólne. No ale kiedy spotykałam „tego jedynego”, cała reszta przestała się liczyć. Oczywiście, niejednokrotnie zastanawiałam się, dlaczego przestał być z kobietą, która urodziła mu dwójkę dzieci – przecież chyba się kochali? Ale wiem, że w życiu może być różnie, więc zaczęłam go tłumaczyć: może się między nimi nie układało? Pewnie lepiej, że dzieci żyją w spokojnym domu, niż gdyby miały słuchać kłótni rodziców, którym przestało być ze sobą dobrze. I z takim nastawieniem weszłam w to całą sobą, nie rozumiejąc jeszcze do końca, co to dla tak naprawdę oznacza.
Na początku Ania zupełnie nie wiedziała, czego się spodziewać po takim związku. Bardzo zależało jej na tym, by córki partnera ją polubiły. Na szczęście wszystko odbyło się bez większych problemów. Nasza bohaterka podkreśla, że duża w tym zasługa mamy dzieci, która dużo z nimi rozmawia: Dziewczyny są super wychowywane przez swoją mamę. Praktycznie od samego początku relacje między nami były fajne. Dla 13-letniej Wiki stałam się kumpelą, a dla 3-letniej Zosi ulubioną ciocią, która przytuli, kiedy stłucze się kolanko, wykręci numer do mamy, jak mała zatęskni, pomoże się umyć i przeczyta bajkę przed snem. Przez dwa lata takiego życia byłam pewna, że obie są dla mnie jak córki i zrobiłabym dla nich wszystko.

Ania przyznaje, że choć na początku wszystko układało się świetnie, trudności pojawiły się wtedy, gdy sama została matką: Prawdziwy patchwork zaczął się tak naprawdę w momencie, kiedy na świat przyszła nasza wspólna córka, Maja. Przede wszystkim bardzo dużo zmieniło się we mnie, bo dopiero teraz wiem, co to znaczy być matką i kochać jak matka. Nigdy nie odważę się na stwierdzenie, że wszystkie trzy dziewczynki kocham tak samo. Może to brzmi strasznie, ale teraz już wiem, że Maję zawsze będę kochała po prostu inaczej. Kiedy wszystkie dziewczynki są z nami, staram się wszystkie traktować tak samo i być sprawiedliwa, bo przecież najważniejsze jest to, żeby nie skrzywdzić dzieci. Ale powiem szczerze, że nie jest to łatwe, szczególnie kiedy w jednym pokoju spotyka się zbuntowana nastolatka, zazdrosna sześciolatka i absorbujący roczniak.

Najtrudniejszym okresem były dla Ani pierwsze miesiące po porodzie. Jej mąż często wyjeżdżał służbowo, a ona nierzadko zostawała sama z trójką dzieci. Jej córka miała kolki i nie przesypiała nocy, przez co zajmowanie się resztą dzieci stało się znacznie trudniejsze i bardziej wyczerpujące. Próbowała porozmawiać o tym z partnerem i przekonać go, by zabierali do siebie jego córki tylko wtedy, kiedy on będzie w domu, ale nie chciał się na to zgodzić. Ania była przemęczona i bliska rozpaczy, a pomogła jej dopiero… szczera rozmowa z byłą żoną swojego męża: Okazało się, że ona nie ma pojęcia o tym, że tata jej córek wyjeżdża i zostawia mnie z nimi samą. Doskonale mnie rozumiała. Czy świat nie byłby dużo prostszy, gdyby faceci przestali kombinować? Do dziś uważam, że ta rozmowa była jedną z najlepszych decyzji w moim życiu, bo dzięki niej to właśnie my we dwie zaczęłyśmy ustalać kolejne wizyty. Teraz kiedy dziewczynki do nas przyjeżdżają, wiem, że mają odrobić lekcje, wziąć lekarstwo czy potrzebują, żeby kupić im buty albo zeszyt. A ich mama też jest spokojniejsza, bo dostaje ode mnie informacje o tym, że dojechały, poszły spać czy były na wycieczce. Wiele się dzięki temu unormowało. Trzeba przyznać, że sytuacja Ani godna jest pozazdroszczenia i naśladowania: Zdarza nam się spotykać razem – my, jego była żona z obecnym partnerem i dzieci. Czasem umawiamy się na wspólny obiad lub jakieś wyjście. Może nie jesteśmy jak paczka znajomych, ale jak dalsza rodzina spędzająca ze sobą czas kilka razy w roku – jak najbardziej. Dla nas jest to normalne, ale otoczenie wciąż uważa to za coś dziwnego. Według większości ludzi powinniśmy się nienawidzić i kłócić o dzieci. Przede wszystkim ja i była żona mojego męża powinnyśmy wyrywać sobie nawzajem włosy, kiedy się spotykamy. A my się razem śmiejemy i plotkujemy.

Czy życie w rodzinie patchworkowej okazało się dla Ani trudne? Na pewno bywa wyzwaniem – oprócz odpowiedzialności za własne dziecko, musiała wziąć na swoje barki troskę o córki męża: Czasami zastanawiam się, jak to będzie wyglądało kiedyś, jakie będą stosunki między naszymi wspólnymi dziećmi a jego dziewczynkami. Wydaje mi się, że to ja jestem za tę relację odpowiedzialna i to przede wszystkim ja muszę na nią pracować. Uwielbiam patrzeć, jak starsza z córek męża zajmuje się moim maluszkiem, widać, że bardzo to lubi. Ale też martwię się, kiedy widzę, że młodsza wyrywa mu zabawki, popycha, jest bardzo zazdrosna. Czasem, kiedy obserwuję całą trójkę, chce mi się śmiać i czuję ciepło w sercu. Innym razem zmęczenie, bezsilność, niejednokrotnie złość. Ale tak bywa też w “standardowych” rodzinach. Relacje między dziećmi są różne, a mamy trójki dzieci z pewnością każdego dnia przeżywają momenty zwątpienia. W dodatku tę historię czeka kolejny zwrot akcji: Za moment w naszej rodzinie pojawi się następny maluch. Nie planowaliśmy kolejnego dziecka, ale życie jest pełne niespodzianek. Mam w sobie dużo nadziei, ale jeszcze więcej we mnie obaw. Niedługo przekażemy tę informację dzieciom. Jak zareagują? Jak się poczują? Nie wiem, ale mam nadzieję, że będzie dobrze.

 

Kasia

Rodzina Kasi składa się z dwojga dorosłych oraz czwórki dzieci: Kiedy składaliśmy nasz patchwork z kawałków starej codzienności, dzieci miały kolejno 3, 15, 11 i 12 lat. Początkowo wydawało mi się, że będzie jak w bajce, a my będziemy żyli długo i szczęśliwie. Bez planu , na spontanie poznawaliśmy się wzajemnie. Były wspólne wyjazdy, wieczory spędzane na graniu w gry planszowe, oglądaniu seriali, słuchaniu muzyki i czytaniu książek. Wszystko było jak sen: dwoje zakochanych dorosłych zaczynających od nowa i gromadka dzieci.

Niestety, życie w zrekonstruowanej rodzinie niesie za sobą pewne wyzwania i rzadko układa się jak w bajce. Z perspektywy czasu Kasia dostrzega, że im bardziej się starała, tym więcej było niezadowolenia po każdej ze stron. Sygnałów należało dopatrywać się między wierszami, bo rzadko ktokolwiek wyrażał je wprost: Czasem to była krzywa mina, a czasem „foch”. Po pierwszej fali wielkich emocji każdy zaczął trochę tęsknić za czasami, kiedy nikt nie musiał się niczym dzielić. Ani czasem, ani smakołykami z lodówki, ani rodzicami. Szybko okazało się, że nasze dzieci, a także my sami jesteśmy przyzwyczajeni do różnych sposobów spędzania czasu w domu. M.in. na tym tle doszło do różnych przepychanek i małych konfliktów. Jak to często bywa, sprawy nie ułatwiali pozostali rodzice dzieci. Była żona partnera Kasi często wyrażała o niej niepochlebne zdanie, a jej eks-mąż próbował rywalizować z nową rodziną swoich pociech, fundując im coraz lepsze i droższe atrakcje.

Oczywiście, jedne dzieci adaptowały się do nowej sytuacji lepiej, inne gorzej. Największe problemy sprawiała 12-letnia córka partnera Kasi, która nigdy do końca nie zaakceptowała swojej macochy. Nasza bohaterka podkreśla, że bardzo zależy jej na dobru dzieci, ale już nie próbuje za wszelką cenę wkupić w ich łaski: Nie staram się jakoś specjalnie, nie oczekuję niczego, ale zrobiłabym dla nich wszystko. Po prostu jestem, kiedy mnie potrzebują. Z drugiej strony, na co dzień żyjemy swoim życiem i nie koncentrujemy się wyłącznie na dzieciakach. Jestem dumna z tego, że udało nam się poskładać kawałki różnych historii w całość. Nie zawsze idealną, nie zawsze wesołą, ale naszą. Dostaliśmy po dodatkowe trzy osoby do kochania. A to zawsze jest coś dobrego – nawet, jeśli czasem nie widać tego na pierwszy rzut oka.

Podobnie jak patchworkowe narzuty, od których to zjawisko wzięło swoją nazwę, patchworkowe rodziny stanowią barwne, często zaskakujące mieszanki bardzo różnych od siebie elementów. Choć stworzenie z nich jednej, spójnej całości bywa niełatwe, efekt z pewnością wart jest wysiłku. Jedno nie ulega wątpliwości: codzienność w takiej rodzinie z pewnością nie jest nudna.

 

Designed by stock-world-on / Freepik

This error message is only visible to WordPress admins

Error: No connected account.

Please go to the Instagram Feed settings page to connect an account.

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo