Change font size Change site colors contrast
Felieton

Logopeda też człowiek

20 listopada 2018 / Aurelia Wawrowska

Praca logopedy jest jak każda inna.

Nieważne czy jesteś lekarzem, aktorem, prawniczką, nauczycielką, logopedą, etc. – masz prawo do pomyłki. Mnie takie pomyłki zdarzają się na okrągło. Gdyby mnie nagrywano, byłoby z czego się pośmiać. Ale do rzeczy. Przecież chodzi o to, żeby być sobą. Pani logopeda – zwana przeważnie logopedką, panią logopedią, panią z lustrem, panią co uczy mówić – te trzy...

Praca logopedy jest jak każda inna. Nieważne czy jesteś lekarzem, aktorem, prawniczką, nauczycielką, logopedą, etc. – masz prawo do pomyłki. Mnie takie pomyłki zdarzają się na okrągło. Gdyby mnie nagrywano, byłoby z czego się pośmiać. Ale do rzeczy.

Przecież chodzi o to, żeby być sobą.

Pani logopeda – zwana przeważnie logopedką, panią logopedią, panią z lustrem, panią co uczy mówić – te trzy ostatnie to akurat określenia prosto z serca dzieci. No ale tak, te ostatnie, czyli „pani co uczy mówić” – ma znaczenie. Bo przecież uczymy mówić. My logopedzi. Tak samo jak matki w domach, tak my w gabinetach, przedszkolach, szkołach i wielu innych miejscach.

Pani uczy mówić – czyli pewnie sama pięknie mówi, pewnie mówi tak, że tylko słuchać, słuchać, słuchać w nieskończoność. Ta pani – zwłaszcza wśród przedszkolaków – potrafi walnąć niezłą gafę. Przyjrzyjmy się temu bliżej.

#1

Idę z dzieckiem do gabinetu, stoi osoba dorosła i mówię do dziecka: „co się mówi pani?” – dziecko, z automatu odpowiada „dzień dobry” i sprawa załatwiona. Po czym siadam i się zastanawiam co ja właśnie powiedziałam, rozkładam te wyrażenie na części pierwsze: „co się mówi pani”. Matko, przecież nie tak powinien brzmieć ten zwrot, powinnam powiedzieć: „przywitaj się z panią”. Okej – myślę sobie, następnym razem powiem poprawnie. No i nie, nie mówię, mówię dalej „co się mówi pani”, bo i mnie tak mówiono. To ewidentnie jakiś nawyk, zapadł mi w głowę i go powtarzam, w dodatku błędnie.

#2

Lubię wtorki, we wtorki mam konsultacje z rodzicami. Im więcej mam takich spotkań, tym bogatsza jestem, i to chyba jest obustronne. Oni przychodzą dowiedzieć się o rozwoju mowy dziecka, a ja – jeszcze nie matka –  rejestruję w głowie ważne info o tym, jakie są dzieci, ale również przy takich rozmowach nie trudno o wpadkę. Pewnego razu przyszła mama, piękna, w mojej myśli na jej widok zaświeciła się lampka: „będzie się miło rozmawiało”, mama w ciąży. Od słowa do słowa wytrąciłyśmy się z tematu i przeszłyśmy na inny, w tym przypadku to była ciąża. Padło z mojej strony coś w stylu: „ja jeszcze bezdzietna, a taka stara jestem”, mama grzecznie zapytała „a ile ma pani lat?”, odpowiadam, że 30, a mama – „to tyle samo co ja”. No i jakby nie było – nazwałam mamę dziecka „starą”. Oczywiście mama nie odebrała tego dosłownie, ale jakby padło na innego rodzica? No to klops.

#3

Szkolenie. 100 % odbiorców to kobiety. Gorączkowa atmosfera – dosłownie – na zewnątrz lato stulecia, wewnątrz brak klimy i z 20 kobiet. Nie trzeba więcej chyba nic dopisywać. Już dobijamy do końca, jeszcze ostatnia godzina, a prowadząca (to znaczy ja) głośnym okrzykiem: „cicho baby” z dozą szczerego uśmiechu przekrzyczała towarzystwo. Bycie profesjonalnym to nie lada sztuka i trzeba umieć to opanować, ale i pozwólmy sobie na luz. Dnia następnego nasze grupowe zdjęcie z eventu pojawiło się na fanpejdżu o tytule #cichobaby i przyniosło same przyjemne feedbacki.

I dobiłam do clou tematu, że bycie sobą to najlepsze co możemy dać sobie i innym.

Każdy na tym zyska. Logopeda – dziecko – rodzic. Logopeda – student. Logopeda – partner. Logopeda – dom. Logopeda – ja. A im bardziej autentyczne jesteśmy tym więcej mamy z danej chwili. I pisze to kobieta logopeda, która miewa wpadki – jak każdy – i nadal pozostaje „dobrym logopedą”. Więc jeśli pozwolić sobie na wpadkę i nie przejmować się tym, to czy nie byłoby prościej? Lżej? Byłoby. Śmiejmy się z takich sytuacji, bo jeśli pójdzie coś nie tak, to przecież nie koniec świata. Bo jeśli dziecko na zajęciach na widok zielonej puszki powie, że to „piwo” – pozwalam mu na POMYŁKĘ, nie daję kary, nie dzwonię do rodziców z pretensją, że na zwykłą puszkę powiedział „piwo” – dlaczego więc na taką pomyłkę nie mogę sobie pozwolić?

 

Felieton

Matka i córka – jak być inną matką niż Twoja własna?

17 lutego 2020 / Agnieszka Jabłońska

(Jeśli oczywiście Twoja własna rodzicielka nie jest spoko facetką, z którą możesz napić się wina, pochodzić po górach, opalać na Korfu, jechać do SPA i śmiać się do utraty tchu)

Znowu źle ubrałaś dziecko do przedszkola, zrobiłaś mężowi niewystarczająco zdrowy obiad, a Twoje mieszkanie przypomina chlew? Twoja matka nigdy by sobie na coś takiego nie pozwoliła, prawda?

Obroniłaś doktorat zamiast wyjść za mąż, wzięłaś ślub, ale postawiałaś na karierę, jesteś szczęśliwa niestety ze złym facetem, masz dziecko bez ślubu i związek małżeński bez dziecka, nie jesteś samotna – spotykasz się z kobietą, a w ogóle to dlaczego układasz sobie przyszłość z kotem?! Twoja matka z przyjemnością uporządkuje Ci życie, wystarczyłoby tylko poprosić, ale Ty od dziecka przecież byłaś krnąbrna. 

Masz własną firmę i nie siedzisz spokojnie na etacie w państwowej spółce, jak Twoja siostra, jesteś za młoda na ciążę i za stara, żeby być dobrą matką. Twój brat może mieć dziecko po 40-stce, ale wiesz jacy są faceci… Gdy pytasz, widzisz tylko wzruszenie ramion.  Dostajesz w prezencie na gwiazdkę pierwszy porządny krem przeciwzmarszczkowy i karteczkę „martwię się o Ciebie, córeczko”. 

Lata lecą, a Twoja wartość rynkowa spada, matka obrzuca Cię spojrzeniem, jak diler z komisu aut używanych. Robi niewielki grymas – już wie, że będzie miała problem, żeby Cię gdzieś opchnąć. Może zadzwoni do swojej przyjaciółki, jej syn jest wprawdzie mechanikiem samochodowym i starym kawalerem, ale za to przegląd auta będziesz miała za darmo. Jest jeszcze Zosia – sąsiadka z drugiego –  ona też ma syna, chociaż jest po rozwodzie, wyłysiał i dobija do 50-tki, ale w Twoim wieku nie można być już taką wybredną, wiesz? 

Znowu nie tak ubrałaś się na spotkanie rodzinne, chociaż przyjechałaś prosto po 12-godzinnej zmianie w pracy. Masz za długie włosy albo za krótkie, za mocny makijaż albo mogłabyś nieco słabiej podkreślać oczy, bo widać Ci zmarszczki. Później zaczynają się poważne tematy.

Domowego budżetu nie można założyć w komputerze, porządnie jest w zeszycie w kratkę. Co Ty możesz wiedzieć o prowadzeniu biznesu po 5-letnich studiach prawniczych i specjalizacji z prawa gospodarczego? Dlaczego znowu ugościłaś rodziców kupnym ciastem, nie chce Ci się nawet niczego przygotować. To pewnie dlatego, że nie masz dobrego przepisu. Zadzwonisz do Jasi – bratowej, ona ma cały przepiśnik taki piękny z suszonymi kwiatkami na okładce i da Ci przepis na rewelacyjny sernik. 

Czy Ty naprawdę nie możesz odkleić się na chwilę od tego dziecka? No kto to słyszał, żeby stosować jakieś wydumane rodzicielstwo bliskości?! I dlaczego nie chciałaś karmić piersią, karmiłaś tak krótko, albo karmisz wciąż, chociaż dziecko dawno już skończyło pół roku? Dlatego Twój mąż nie wstaje w nocy i Ty jesteś później taka nie wyspana? Czy nie możesz się trochę zorganizować i ugotować tego obiadu porządnie, żeby chłop miał co jeść, jak wróci z pracy? Czy Ty musisz być taką egoistką? Od dziecka umiałaś omotać sobie wszystkich wokół małego palca. 

Bo kiedyś… kiedyś kobieta wiedziała, gdzie jest jej miejsce. Opiekowała się domem i mężem, a dzisiaj? Ty sobie wyjeżdżasz na t-r-z-y d-n-i? Twój mąż pozwala Ci jechać, czy on oszalał? Sympozjum naukowe, wyjazd integracyjny, prezentacja w terenie to wszystko może poczekać, najważniejsze jest mielone i rosół w niedzielę i skarpetki – wyprasowane! 

Matki, które wciąż wtrącają się w życie swoich dorosłych córek. 

Matce wydaje się, że zna Ciebie najlepiej na świecie, że zawsze umie podążać torem Twoich myśli. Wiele kobiet uważa, że łączy je z córkami silna duchowa więź, która sprawia, że zawsze są na bieżąco niezależnie od okoliczności. Prawdziwa więź matki z córką to piękna przyjaźń. Dziewczynka zamienia się w dorosłą kobietę, a jej stosunki z rodzicielką maja szansę ewoluować i zamienić się w serdeczną i głęboką relację opartą na równowadze – braniu i dawaniu. Stworzenie takiego porozumienia wymaga jednak wiele pracy. By być dobrą matką nie wystarczy urodzić dziecka i wepchnąć sobie na głowę korony z napisem „matka”, a następnie przez całe życie oczekiwać szacunku, posłuszeństwa, zainteresowania. 

Dorastająca córka ma prawo wykreować siebie na nowo i weryfikować to, czego nauczyła się w rodzinnym domu. Ma prawo nazywać lewą rękę prawą, nosić jeden kolczyk w uchu i jeść zupę z filiżanki, spotykać się ze złym towarzystwem albo całymi dniami czytać książki. Ma prawo wyjeżdżać pod namiot, zostać dziewicą do ślubu albo uprawiać seks w samochodzie, pójść na pielgrzymkę albo na piwo, zapisać się na kurs pole dance albo zajęcia robótek ręcznych. Może ubrać swoje dziecko tak, jak chce i dawać słodycze w nagrodę za wysoką ocenę z klasówki lub zabronić wnoszenia cukru do swojego domu. Dorosła córka może zajść w ciążę, kiedy poczuje taki kaprys z tym, kto akurat będzie pod ręką, albo wziąć romantyczny ślub w białej sukni w świątyni położonej na końcu świata i nie mieć dzieci wcale. 

Granice matki nie mogą być granicami jej dorosłej córki. Dziecko w momencie dorastania zaczyna widzieć swój własny horyzont i nie możemy zmieniać jego skali. Matka nie może być dla swojej córki ograniczeniem ani przyczyną rozwoju, dostała zupełnie inną rolę. Matka jest:

 

  • wsparciem, ale nie fundamentem, 
  • przewodniczką, ale nie po zaplanowanej trasie,
  •  pocieszycielką, ale nie rozgrzesza,
  •  oazą, ale nie celem wędrówki,

 

jest etapem miłości, ale nie jej istotą. 

Próbujmy być takimi matkami, by nasze dzieci zawsze odczuwały naszą obecność, jako dar a nie ciężar, a rozmowę jako miłą wymianę myśli, a nie przykrą konieczność tłumaczenia się. Próbujmy być matkami, jakich zabrakło w naszym życiu, gdy podejmowałyśmy najlepsze i najgorsze decyzje, które zaprowadziły nas dzisiaj do miejsca, w którym obecnie jesteśmy – szczęśliwe. 

 

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo