Change font size Change site colors contrast
Moda

Tata i syn. Więź, którą możesz jedynie podpatrywać…

15 marca 2021 / The Mother Mag

Kiedyś tata nie był tak obecny w życiu swoich synów.

Był, ale trochę z boku. Wychowywał, ale tak naprawdę łapał kontakt z dzieckiem po kilku latach. Był tym surowym. Był tym, który ukarze, albo i nie. Był tym, którym straszono, że jak wróci z pracy, to… A dziś? Dziś ojciec to tata, tatulek. Pierwsza pomoc w nagłej sprawie. Ukochany obrońca przed złym policjantem, czyli mamą, powiernik słodyczowych sekretów.

Relacja ojca z synem to specjalna więź. Mama może tego nie zrozumieć, ale za każdym razem obserwuje ze wzruszeniem i czułością. Właśnie dlatego, że to jest nieznany kobietom świat, jest dla nich tak fascynujący! I dlatego chcemy obserwować tę relację częściej!

Dziś mamy tę możliwość, dzięki współpracy z marką Volcano, która przedstawia premierową kolekcję chłopięcą. Już dziś zapamiętajcie ten hasztag #Keephavingfun! 

 

To, co nas zachwyca, to prawda. Nie da się ukryć miłości w gestach, spojrzeniu. Tata to ten, który pozwala na więcej. Tata to ten, który nie boi się odrapanych kolan i wysokości. Tata to ten, który przybija żółwika i zagrzewa do walki. Tata to ten, który rozumie męski świat i jest wzorem dla swojego syna. 

 

Modele: Michał Wit Kowalski i Wit Kowalski.
Zdjęcia i video: Emilia Pryśko

 

Czy to prawda, że tata pozwala na więcej? 

 

Podobno tak jest. Nawet mamy potwierdzają, że tata bywa częściej kumplem własnych dzieci, niż one. Może dlatego, że kobiety to stworzenia z natury wielozadaniowe, wybiegające wyobraźnią w przyszłość, dopinające świat na ostatni guzik. A tata, gdy się bawi, to się bawi. A jak już się bawi, to na całego!

To pierwsze pytanie, które zadałyśmy redakcyjnym tatusiom. Poznajcie Pawła, Bartka i Michała, ojców nie tylko synów, ale dziś rozmawiamy o relacji tata-syn. Michał, tata Wita i Kosmy, jest bohaterem sesji z marką Volcano. Zatem… czy tata pozwala na więcej? 

 

Paweł: Tak, zdecydowanie tata pozwala na więcej. Jestem tatą czwórki dzieci, więc kompromisy i umiejętność odpuszczania są wpisane w realia życia codziennego. Najbardziej widać to w weekendy, kiedy jestem w domu i uczestniczę w organizacji dnia. Na pytanie: ,,Tatusiu mogę zjeść ciastko przed obiadem?”, odpowiadam: Pewnie!  

Bartek: No, myślę, że tak. Chociaż to wszystko zależy od układu, równowagi między rodzicami. Jeżeli mama jest bardziej surowa i konkretna, to ojciec jest tym, który pozwala na więcej, ale jeśli mama jest delikatna, to wtedy bywa, że ojciec jest tym, który przestrzega zasad. Wydaje mi się, że faceci bywają trochę… leniwi i dla własnego komfortu pozwalają dzieciom na więcej. Wybaczcie, panowie! 🙂

Michał:  To kwestia, na co i kiedy. Na pewno pozwalam mojemu synowi się rozwijać – jeśli chce spróbować jazdy na motocrossie, niech spróbuje, jeśli chce robić tricki na rowerze, niech działa – super. Zawsze powtarzam mu, że trzeba spróbować, nie poddawać się. Oczywiście wyznaję zasadę, że pewne granice muszą być postawione, ale też nie można wariować… Sam za dzieciaka wcinałem pudełka lodów, więc jak mój syn pyta mnie latem, czy może dziesiątego loda, mówię raczej: ok, ale po obiedzie.

 

Michał i Wit wybrali pasujące bluzy i granatowe spodnie marki Volcano. Michał: bluza / jeansy. Wit: bluza / spodnie dresowe.

__________________________________________________________________

 

W czym tata jest niezastąpiony?

 

Na to pytanie powinny odpowiedzieć dzieci, ale jesteśmy ciekawe, co o tym sądzą tatusiowie. Bo według nas, mam, tata jest niezastąpiony tak po prostu, na co dzień. 

 

Bartek:  Tata jest niezastąpiony w zabawach ruchowych, w organizowaniu przygód, łobuzerskiej zabawie, ,,brudnej” zabawie w błocie.  

Michał: Chyba w byciu nim! Ale tak serio, jak to powtarza mój syn, tata jest najlepszy w wymyślaniu zabaw. Już nie pamiętam, ile razy ratowałem świat, będąc Strażakiem Samem lub chowałem Skarby Piratów. W czym jeszcze: w technicznych sprawach, wycieczkach rowerowych, wspólnym graniu na konsoli i nocnym drapaniu po plecach. Ale chyba to bardziej pytanie do mojego syna niż do mnie.

Paweł: Tata jest niezastąpiony we wszystkich naprawach domowych. Zawsze, kiedy coś się popsuje, mój synek powtarza ,,tatuś naprawi”. Czasami nawet zdarza się, że otrzymuję od moich dzieci listę rzeczy, które należy naprawić w domu, np. tutaj gniazdko odpadło, tutaj trzeba kierownicę w rowerze wyprostować, skleić jakiś samochód. 

 

Jak wygląda relacja tata-syn w dobie pandemii?

 

Rok temu zaczęła się pandemia. Obostrzenia miały być tylko na parę tygodni, mija rok i nadal nie czujemy się bezpiecznie. Ten miniony rok był wyzwaniem dla każdej rodziny, nie tylko dlatego, że nauka odbywa się przez internet, albo że wiele osób straciło pracę. Pandemia sprawiła, że musieliśmy nauczyć się być ze sobą częściej, na co dzień, bez przerwy. Musieliśmy się nauczyć przebywać ze sobą często na niewielkim metrażu mieszkania, bez opcji na wycieczki, urlopy, wypady. 

Jak tatusiowie widzą swoją relację z synami przez pryzmat pandemii?

 

Michał: Staram się, by zbytnio tego nie odczuwał i nie bał się o jutro. Z każdej strony jesteśmy atakowani „strachem”, więc rolą rodziców jest zapewnić dzieciom normalne dzieciństwo. Wirus nie zniknie za sprawą magicznej różdżki, więc musimy zacząć uczyć się z nim żyć. Bez popadania ze skrajności w skrajność.

Paweł: Uważam, że w obecnej sytuacji każdy z ojców stoi przed bardzo ważnym zadaniem. Z jednej strony nie możemy wyjść np. do kina, na basen, ale z drugiej strony jest to idealny czas, aby zrealizować seans filmowy w domu, lub pójść na rowerowy spacer. Jest to czas, w którym synowie mogą się od nas wiele nauczyć, a chłoną to, co im przekazujemy, jak gąbka, ponieważ jesteśmy jedynymi dorosłymi w ich otoczeniu. To bardzo odpowiedzialne zadanie i należy podejść do tego poważnie. 

Bartek: Ernest ma dopiero 2,5 roku i nic nie rozumie z pandemii, więc trudno mi tu rozgraniczyć relację w kontekście braku pandemii i w pandemii. Nasza relacja opiera się na byciu razem, wspólnej zabawie. Widzę u nas w domu podział – Enio, jeśli chce się przytulić, odpocząć czy pożalić – idzie do mamy. Do mnie przychodzi, gdy chce pobiegać, pobawić się samochodami, gdy potrzebuje ruchu, dynamicznej zabawy. 

Michał: Oczywiście sama pandemia odebrała nam fajne spędzanie czasu. Wcześniej co tydzień chodziliśmy na basen czy na lodowisko. W obecnej sytuacji pływalni nie udało nam się odwiedzić w ogóle, a łyżwy założyliśmy tylko raz. Na szczęście górki saneczkowe były otwarte. Cieszymy się, że już idzie wiosna. To zawsze motywuje do aktywności outdoorowych. Rower już gotowy. A jak będzie lato, to i deska windsurfingowa, z dziecięcym żaglem, czeka.

 

Tata i syn świetnie bawią się w identycznych bluzach z kapturem. Wit pożyczył koszulkę od taty, żeby było jeszcze bardziej stylowo. Michał: T-shirt / bluza / spodnie dresowe. Wit: bluza / spodnie dresowe.

__________________________________________________________________

 

Co jest największym wyzwaniem Twojego tacierzyństwa?

 

Będąc mamami, na pamięć znamy listę codziennych wyzwań. Czujemy to w każdej komórce ciała, szczególnie gdy wciąż nie udaje nam się znaleźć naszego mother-life balance. I trochę zapominamy, że ci nasi partnerzy, ojcowie naszych dzieci, choć często ukrywają swoje emocje, na pewno dzień w dzień stają przed wyzwaniem – jak być dobrym, fajnym tatą?

Jakie są największe wyzwania w byciu tatą? 

 

Paweł: Pokazanie, że świat stoi przed nimi otworem. Że czegokolwiek się podejmą, to są w stanie to osiągnąć. Że życie zaczyna się tu i teraz, a rodzic może być kompasem, który zawsze pomoże w wyborze właściwej drogi. 

Michał: To jest zupełnie inny, nowy etap życia. Test moich mocnych i słabych stron. Zatem chyba największym wyzwaniem bycia rodzicem jest samopoznanie.

Bartek: Zdecydowanie znalezienie wolnego czasu na beztroską zabawę, wyjazdy, sport. Dużo pracuję i często brakuje mi nie tylko czasu, ale i cierpliwości, żeby wejść w świat dzieci w domu. Czasem zmęczenie wygrywa i zamiast długiego spaceru jest bajka. 

 

Michał i Wit wybrali identyczne T-shirty i bluzy z kapturem oraz wygodne, dresowe spodnie. Michał: T-shirt / bluza / spodnie dresowe. Wit: T-shirt / bluza / dresowe spodenki.

__________________________________________________________________

Bycie tatą oczekiwania vs rzeczywistość – jakie był oczekiwania, a jak jest na co dzień? 

 

To jest jednocześnie i banalne, i trudne pytanie. Banalne, bo każdy rodzic miał pewne oczekiwania na temat rodzicielstwa i – jesteśmy tego pewne! – trochę się przeliczył. Ciekawe, jakie oczekiwania mieli tatusiowe, czy w ogóle jakieś mieli? 

 

Bartek: Szczerze powiem, chyba nie miałem oczekiwań, trudno mi sobie to przypomnieć. Mogę jednak powiedzieć, że nie spodziewałem się, że posiadanie dzieci jest tak pochłaniające, pracochłonne, czasochłonne, wymagające też finansowo. Na pewno myślałem, że będę bardziej aktywnie spędzał czas z dzieciakami, że będę organizował im różne zajęcia, a rzeczywistość pokazuje, że często nie mam na to czasu, że wchodzi plan minimum. 

Paweł: Oczekiwania przeszły w rzeczywistość. Wiedziałem, że będę starał się poświęcać dużą część czasu na zabawach, wspólnych wycieczkach. Póki co udaje się to konsekwentnie realizować. Jedynym aspektem, którego się nie spodziewałem, a w rzeczywistości on występuje, to zaskakujące pytania wszelakiej tematyki, na które ja jako dorosły człowiek nie potrafię znaleźć prostej odpowiedzi.

Michał: Nauczyłem się już nie mieć oczekiwań. One tworzą problemy i rozczarowania w wielu kwestiach. Chyba lepiej tworzyć przestrzeń wokół siebie, by była ona satysfakcjonująca. Banalnym przykładem jest poranne wstawanie i wyjście do szkoły. Kiedyś denerwowałem się, że zawsze się spóźniamy. Był problem z szybkim ubieraniem się. Tworzyła się atmosfera nerwówki. Dziś po prostu wiem, że mój syn potrzebuje więcej czasu. By problem znikł, wystarczyło zacząć budzić go o pół godziny wcześniej.

 

Bycie tatą jest trudne, ale nie mamy o tym pojęcia, w końcu jesteśmy mamami. Ale dobrze jest czasem spojrzeć na nasze dzieci z męskiej perspektywy. Dobrze jest czasem zajrzeć w ten męski świat, w którym tata i syn mają swój świat, swoje tajemnice, swój tajny kod. 

I mają też podobny styl! Chłopcy, gdy dorosną, chcą być jak tata. Dziś nie muszą wcale na to czekać, bo marka Volcano zaprojektowała kolekcję dedykowaną chłopcom, by wesprzeć ich w rozwoju i dać poczucie komfortu. 

Już teraz obejrzyj klasyczne T-shirty z dziecięcymi nadrukami, komfortowe bluzy na zamek, jak i zakładane przez głowę, wygodne joggery chłopięce oraz spodnie dresowe, a także szorty idealne np. na w-f.

#Keephavingfun to kolekcja, która nie krępuje ruchów. Ponadto stworzona z przewiewnych, naturalnych materiałów, jest idealnych kompanem do zabawy dla aktywnych młodych mężczyzn! 

 

Michał z Witkiem wybrali wygodne zestawy w podobnej tonacji. Michał: bluza / jeansy. Wit: longsleeve, spodnie dresowe.

Reportaż

Uciekające Matki Polki

20 kwietnia 2022 / Magdalena Droń

Nie powiedziałaś tego głośno, ale pewnie nie raz takie myśli kłębiły się w Twojej głowie.

W głębi ducha tego chciałaś, choć bałaś się przyznać. Niby zdajesz sobie sprawę, że nie jesteś sama, ale nigdy nie powiesz o tym głośno. Podobnie jak tysiące polskich matek cierpisz w milczeniu, bo wiesz, że gdyby te myśli ujrzały światło dzienne, zapłonęłyby stosy…

Katarzyna po raz pierwszy pomyślała o tym, kiedy dowiedziała się, że jest w ciąży. Jolka postanowiła to zrobić, kiedy była skrajnie zmęczona wiecznym kombinowaniem. Ewa nie miała skrupułów i zrobiła to, gdy tylko nadarzyła się okazja. Chociaż nie mówisz o tym głośno, Ty też masz czasem ochotę TO zrobić. Uciec. Schować się przed światem, rodziną, przed swoimi dziećmi. Bo przecież każda z nas ma czasem dość. Wychodzisz więc na kawę do przyjaciółki, na samotne zakupy, na fitness – tylko po to, by mieć czas wyłącznie dla siebie. Nie to, że nie kochasz swoich dzieci, ale zwyczajnie masz ich czasem dość. Skrajne zmęczenie, brak wsparcia, ciężkie dzieciństwo czy inne priorytety – właśnie z tym moje bohaterki zmagają się od lat. 

Ucieczka od odpowiedzialności

Katarzyna miała niecałe 9 miesięcy, kiedy matka porzuciła ją i jej tatę. Zajmowała się nią głównie babcia, która krótko po jej ósmych urodzinach zmarła. W tym właśnie momencie jakikolwiek „obraz rodziny” przestał dla niej istnieć.

Gdy byłam nastolatką poznałam świetnego chłopaka. Tak mi się wtedy wydawało. Totalny zawrót głowy… Zamiast do szkoły, chodziłam z nim na wagary – absolutne szaleństwo, świat poza nim nie istniał. Ale nie byłam głupia, więc pilnowałam antykoncepcji – po dwóch latach znajomości, zmartwiona brakiem miesiączki, zrobiła test ciążowy. Pokazał dwie kreski. A przecież dopiero skończyła 18 lat. – Świat mi się zawalił… On od początku mówił otwarcie, że nie chce bawić się w tatusia. Padały propozycje przerwania ciąży. Nie byłam przekonana. Później powiedział: „zostaw w szpitalu”. Jednak nie to przerażało mnie najbardziej. Najgorsze było przede mną. Musiałam powiedzieć o ciąży ojcu. Rozmowa była krótka, trudna i bolesna. Tata słał pod moim adresem najgorsze epitety. Doszło nawet do rękoczynów. Uciekłam z domu, bo mój ojciec od zawsze miał „ciężką rękę” i wiedziałam, że na tym jednym razie się nie skończy. Mój „cudowny” chłopak też się odwrócił. Powiedział, że dopóki nie urodzę i nie oddam dziecka, on ze mną nie będzie. Nagle zostałam zupełnie sama, bez dachu nad głową i z dzieckiem w brzuchu… – wspomina. Pomogła jej ciocia i pozwoliła u siebie tymczasowo zamieszkać.

Miesiące mijały, ciąża się rozwijała i była coraz bardziej widoczna. – Ciocia pytała: co zrobię? Jak dam na imię? Nie byłam w stanie odpowiadać na te pytania, bo od samego początku wiedziałam, że ze szpitala wrócę sama… Było mi cholernie ciężko przez te 9 miesięcy, bo walczyłam z jednej strony z presją, z drugiej z instynktem macierzyńskim, który, czy tego chciałam czy nie, rozwijał się we mnie coraz bardziej. Starałam się izolować swoje uczucia i emocje. Praktycznie cała rodzina była zgodna w tym, żebym oddała dziecko – mówi Katarzyna. 

Zaczął się poród. Ciężki, trudny. Nie byłam psychicznie przygotowana na to, co się działo. Po porodzie ja i dziecko zostaliśmy rozdzieleni. Byliśmy w dwóch różnych częściach bloku. Pielęgniarki wiedziały, lekarze również. Jeszcze w dniu porodu podpisałam dokumenty dotyczące pozostawienia dziecka w szpitalu. Odbyłam nawet kilkugodzinną rozmowę z panią psycholog. Pierwszą osobą, której mogłam otwarcie powiedzieć, co tak naprawdę czuję…  – wewnętrzna walka Katarzyny trwała. Nie mogła spać, nie mogła jeść i ciągle płakała. 

Minęła druga doba po porodzie, więc mogła wrócić do domu. – Kiedy pakowałam swoje rzeczy, dostałam wiadomość sms od cioci: „Spróbuj dziecko wychować. Oddać zawsze zdążysz, jeśli macierzyństwo Cię przerośnie. Ale najpierw spróbuj. Ile będę mogła, tyle Ci pomogę”. Ta wiadomość zmieniła w moim życiu wszystko. Ktoś w końcu uwierzył. Ktoś w końcu powiedział „SPRÓBUJ” zamiast „ODDAJ” – poprosiła o przyniesienie dziecka i natychmiast podarła dokumenty, które wcześniej podpisywała. – Zdecydowałam się na samotne macierzyństwo. Dziś mam 30 lat i patrząc z perspektywy czasu na swoją decyzję, wiem, że bardzo żałowałabym, gdybym postąpiła inaczej. Wciąż mam wyrzuty sumienia, że w ogóle myślałam o tym, by porzucić moje maleństwo. Jednak moje przeżycia nauczyły jednego: by nie oceniać ludzi na podstawie ich wyborów i decyzji, bo każdy człowiek ma zupełnie inny bagaż doświadczeń i scenariusz – dodaje. 

Ucieczka od stereotypów

Jolka jest młodą i atrakcyjną dziewczyną. Mówi o sobie – przede wszystkim kobieta, handlowiec, przyjaciółka, córka, siostra, matka. W takiej kolejności. Sama wychowuje prawie 4-letniego syna.

– Ja w ogóle nie chciałam mieć dzieci. Świadoma bezdzietność. Jakiś rok przed ciążą dowiedziałam się, że ze względu na różne przypadłości, typu zrosty na jajowodach, policystyczne jajniki, itp. raczej naturalnie w ciążę nie zajdę. Więc się nie przejmowałam. I przez to któregoś wieczoru uznałam, że skoro nie mogę mieć naturalnie dzieci, to nic się przecież takiego nie stanie. No i dziś mam Stacha – mówi. Kiedy dowiedziała się, że jest w ciąży, była przerażona. Nie wierzyła w to, co się dzieje. Czuła się jak zdrajca, bo jej siostra, z którą do tej pory była bardzo blisko, jest bezpłodna i ma adoptowane dzieci. Myślała nawet o aborcji, ale na pierwszym USG usłyszała bicie serca. – I już nie mogłam. Postanowiłam urodzić – dodaje. 

Miałam kawalerkę na drugim końcu miasta, z dala od mojej rodziny. Wiedziałam, że z dzieckiem sama sobie nie poradzę. Miałam też trochę problemów zdrowotnych. Lekarz prawie całą ciążę powtarzał, żebym się nie przyzwyczajała – przypomina sobie Jolka.  Nie mogła liczyć na wsparcie ze strony partnera. Relacja z nim zawsze była mocno skomplikowana, a ja miałam w ciąży budyń zamiast mózgu. W 3. miesiącu ciąży częściowo wyszły skrzętnie ukrywane grzechy i grzeszki ojca mojego dziecka. Wtedy postanowiłam, że to będzie samodzielne macierzyństwo. W sumie on swoim zachowaniem bardzo ułatwił mi decyzję – wyznaje. 

Jedyną osobą, na którą mogła przynajmniej częściowo liczyć, była jej mama. – Obiecywała mi pomoc. Ale już wtedy pojawiło się jej klasyczne dogadywanie, które z czasem tylko narastało. Zaczęło się od strofowania: „nie gładź tak tego brzucha przy Sandrze, bo jej przykro” – opowiada Jolka.  Później były rady, które tylko pogorszyły całą sytuację. – Nawet w momencie, kiedy powychodziły na jaw różne złe informacje o ojcu mojego dziecka, a ja chciałam go od razu rzucić, mama przekonywała, że jeszcze mi się przyda. Najgłupsza rada. Gdybym posłuchała siebie, byłoby mi dużo lżej – Jolka wciąż miała nadzieję i chciała, żeby jej mama się nie myliła. Że warto dać mu jeszcze szansę. Już w ciąży tak naprawdę byłam sama. A przez tę nadzieję pozwoliłam być mu blisko. Za blisko. On nie uznał Stasia. Ja nie naciskałam. Mimo że nie byliśmy już parą, czasami sypialiśmy ze sobą. W sumie to tylko w seksie się sprawdzał – kwituje. 

Pierwszy raz uderzył ją 4 miesiące po porodzie. Wyjechał do Anglii. Wrócił na święta. Przepraszał. Chciał mieć kontakt z synem. Niedługo potem uderzył mnie znowu. To człowiek z chorą psychiką. Wmawiał sobie, że jak jemu nie chcę dać, to pewnie z każdym innym chodzę do łóżka. Krzyczał, wyzywał od najgorszych. Z resztą nie pierwszy raz. Później uderzył w bark. Odchyliłam się i tylko dzięki temu nie dostałam w twarz. Nachodził mnie. Miarka się przebrała, kiedy porwał Staśka od mojej mamy z domu. Złapali go chyba po godzinie. Okazało się, że to nie były jego pierwsze problemy z prawem. Odsiedział pół roku za alimenty. Tego też dowiedziałam się później. Ojciec mojego dziecka jest patologiczny. Wstydzę się tego – mówi Jolka. 

Chociaż mama jest dla niej właściwie jedynym wsparciem, wpędza ją w nieustanne kompleksy. – Mówi mi, że cierpliwość bierze się z miłości. A ja nie mam w sobie cierpliwości. Czuję się często przez to jakbym nie kochała swojego synka. Wstydzę się mówić o moich złych uczuciach. Ludzie tego nie rozumieją. Te szkodliwe stereotypy: jak matka to już nie człowiek. Nie kobieta. Nie obywatel, który chciałby się społecznie udzielać. Ja nie spełniam się w macierzyństwie. Kiedyś w pracy mało mnie nie zżarły, bo powiedziałam, że mój syn nie jest sensem mojego życia. Chcę żyć, a nie być tylko żywicielką. Ona też tego nie rozumie. Z resztą z mamą relacja jest od zawsze bardzo trudna. Siostra od 4 lat dwa razy została mi dzieckiem. Mama zostaje, ale marudzi. Czasami mam wrażenie, że mama pomaga mi na pokaz. Może jestem niesprawiedliwa, ale tak właśnie czuję – opowiada. 

Pracuje w handlu od 6 lat. Stabilność finansowa jest dla niej bardzo ważna. – Najgorsze jest to, że moja matka i siostra nie bardzo rozumieją, że miłością do syna kredytu i czynszu nie opłacę. Kiedy zaczęło się robić krucho z pieniędzmi, postanowiłam wyjechać. Sama bez dziecka. Byłam zmęczona ciągłym kombinowaniem w kwestiach finansowych. A poza tym, jestem osobą, która lubi być sama. Czasami muszę. Mam dni, że każdy dotyk doprowadza mnie do wrzenia, a Młody jest tulasek i tulę to, żeby nie rósł w kompleksach odrzucenia, bo i tak mam już poczucie winy za brak ojca – tłumaczy Jolka.  Ostatecznie nigdzie nie wyjechała. Żal było jej dziecka. Przyznaje jednak, że niekiedy dostaje furii i żałuje, że go urodziła. – Czasami w dzikiej awanturze potrafię wykrzyczeć mamie, żeby go sobie zabrała. Że będę jej płaciła alimenty. Bo ja już nie mam siły być matką. Krzyczę, że oddam go dawcy – wyznaje.  Ale za bardzo go kocha, by zostawić. 

 

Ucieczka przed problemami

Ewa jest po 40. Od blisko 10 lat wyjeżdża do pracy za granicę. Jej męża opisać można spokojnie mianem słomianego wdowca. – Takie mamy czasy. Dla ludzi z zawodowym wykształceniem, w takiej małej wiosce jak moja, zwyczajnie nie ma pracy. Co miałam siedzieć na tyłku jak reszta i zasiłek pobierać? Ja nie z tych. Tym bardziej, że ktoś musi na dom zapracować – opowiada Ewa.  Na męża w tej materii liczyć nie mogła. Z rentą inwalidzką, alkoholik, nierób. W domu mieszka jeszcze jej ojciec i nastoletni syn. Trzech chłopa i ona jedna. – Po raz pierwszy wyjechałam do Holandii na truskawki. Koleżanka mnie namówiła, wszyscy wyjeżdżali. Ciężka praca, ale kasa sensowna. A pieniędzy było trzeba. Nie było mnie w domu kilka tygodni. Czasem zjeżdżałam na weekend, ale sporadycznie, bo to kosztowało, a chciałam zarobić jak najwięcej, żeby i na zimę nam starczyło na życie. I tak co roku – mówi. Nawet nie zauważyła, kiedy zaczęła wyjeżdżać na dłużej. Po pewnym czasie właściwie przeprowadziła się pod Amsterdam, a do Polski przyjeżdżała tylko na święta, żeby zostawić trochę pieniędzy.

Ojciec zaczął chorować. Mąż niby zajmował się domem i synem, ale też coraz bardziej podupadał na zdrowiu, szczególnie psychicznym. Syn przestał się do niej odzywać. Nie chce utrzymywać kontaktu z matką. – Nie zrozum mnie źle, ale ja chyba tego potrzebowałam. Odciąć się, uciec z tamtego miejsca, które mnie tylko dobijało i przytłaczało. Ja nie mogłam tam oddychać. Dusiłam się. Nie to, co tu. Tu jestem wolna. Nie muszę zabiegać o dom, podstawiać obiadów pod nos i martwić się o niezapłacone rachunki. Nie mam wyrzutów sumienia. Moje dziecko jest już pełnoletnie. Nie potrzebuje mnie. Wspieram ich finansowo, chociaż właściwie mnie już tam nie ma. Ale pomagam na swój sposób – tłumaczy Ewa.  

Powroty?

Dziś Ewa prowadzi zupełnie inne życie. Na poziomie. Ma nowego partnera i plany na przyszłość. Nie utrzymuje kontaktu z rodziną w Polsce. Nawet już nie przyjeżdża. – Dawid [syn, przyp. red.] jeszcze tego nie rozumie i dlatego się na mnie wścieka. Może kiedyś spojrzy na to wszystko z innej perspektywy. Kiedy założy swoją rodzinę i będzie miał dzieciaki do wykarmienia. Może wtedy przejrzy na oczy i zrozumie, jak czasem jest ciężko. Szczególnie, gdy znikąd nie ma się wsparcia. 

Jolka przyznaje, że ciągle męczy ją jedna myśl. Wiesz, czasami mam takie przekonanie, że mój syn będzie miał przeze mnie fatalne życie. Że byłby szczęśliwy, gdybym się usunęła, uciekła, wyjechała. Takie mam natręctwo – mówi Ewa. 

Katarzyna spotkała swoją mamę dwa lata temu. Powiedziała jej, że cieszy się, że nie uciekła od odpowiedzialności, że nie popełniła tego błędu, co ona. – Powiedziałam jej też, że jest mi jej żal, bo bardzo wiele w swoim życiu straciła.

 

Imiona bohaterek i ich rodzin zostały zmienione.

This error message is only visible to WordPress admins

Error: No connected account.

Please go to the Instagram Feed settings page to connect an account.

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo