Change font size Change site colors contrast
Rozmowy

Jak otworzyć kwiaciarnię marzeń? Rozmowa z Justyną Kalinowską

5 października 2019 / Monika Pryśko

Otworzyła kwiaciarnię, choć każdy jej odradzał.

Nie to miasto. Nie ta dzielnica. Nie ta ulica. Na pytanie - jak otworzyć kwiaciarnię marzeń - Justyna odpowiada, że W Te Pędy. Oto rozmowa z dziewczyną, po której bukiety ustawiają się kolejki. Jest w tym świetna!   

Dlaczego kwiaciarnia i dlaczego w Olsztynie, skoro większość ucieka z mniejszych miast do dużych?

Bo Olsztyn kocham i nie jest to dla mnie jakiś reklamowy slogan. Tu się wychowałam, tu żyje cała moja rodzina. Były pomysły, że może Trójmiasto, ale zawsze ostatecznie wszystko wracało do Olsztyna i do pomysłu otworzenia tu kwiaciarni. Kwiaciarni, która będzie odzwierciedleniem mnie i mojego podejścia do życia.

A czemu w ogóle kwiaciarnia, czemu kwiaty?

Bo nic innego nie umiem (śmiech). Moją przygodę z kwiatami zaczęłam na pierwszym roku studiów. Szukałam pracy i całkiem przypadkiem trafiłam do pracy w kwiaciarni. Na początku było ciężko, ale z biegiem czasu coraz bardziej się w to wkręcałam i teraz nie wyobrażam sobie swojego życia bez kwiatów.

Jak długo powstawał pomysł na własny biznes?

Bardzo długo. To we mnie rosło kilka lat. Mówili mi, że mam talent i że mam świetny kontakt z ludźmi. Na papierze takie połączenie wygląda bardzo dobrze, ale wiedziałam doskonale, że kwiaciarnia to bardzo ciężki kawałek chleba i że będę potrzebowała pieniędzy na start i rozkręcenie biznesu.

Kiedy w takim razie nastąpił ten przełomowy moment?

Narastała we mnie frustracja spowodowana obowiązkami w mojej byłej pracy, Piotr, mój partner, zrezygnował ze swojej pracy. Zaczęło przybywać i stresów, i napięć.

To był ten impuls?

Tak i dodatkowo Piotr od kilku lat powtarzał mi, że marnuję się pracując u kogoś, że powinnam stworzyć coś swojego. Stwierdziłam, że nie mam nic do stracenia. Albo w jedną, albo w drugą stronę. Najwyżej nie wyjdzie, ale muszę przynajmniej spróbować, więc spakowaliśmy się i wyjechaliśmy do Holandii, a potem przeprowadziliśmy się do Anglii. Można powiedzieć, że gdyby nie jego ciągłe gadanie nie byłoby dziś tej kwiaciarni

Tak po prostu, bez planu?

Wyjechaliśmy z planem, że zbieramy na kwiaciarnię. Nie mieliśmy żadnych wątpliwości. Nie pojechaliśmy, żeby wyjechać, ale by tu wrócić.

Ale pięknie powiedziane! Jaki okres czasu Wasz plan przewidywał?

Początkowo plan był roczny, potem pięcioletni. A któregoś dnia, po około dwóch latach, powiedzieliśmy sobie – albo teraz, albo nigdy.

Czyli była to spontaniczna decyzja o powrocie do Polski?

Nie do końca. Znajomi zaczęli pytać, czy nie przygotowałabym kwiatów na ich ślub. Jedno pytanie, drugie, trzecie, dziesiąte… I nagle okazało się, że ilość próśb o dekoracje przewyższa ilość dni naszego urlopu i musimy zdecydować – albo zostajemy, albo wracamy.

Jakie pytanie sobie wtedy zadałaś?

Co jest dla mnie ważniejsze? Stała praca w Anglii czy powrót do Polski i zajęcie się dekoracjami na ślubach.

I…?

Oboje woleliśmy zrezygnować z pracy w Anglii Nie było to szczególnie trudne, bo nie były to prace marzeń. Postanowiliśmy wrócić do Olsztyna i stworzyć nasze miejsce.

 

Postawiliście wszystko na jedną kartę inwestując w kwiaciarnię w Olsztynie? Co się czuję podejmując tak ważną decyzję?

Teraz czuję ulgę i satysfakcję, choć na początku był ogromny stres. Pojawia się mnóstwo wątpliwości. Pojawiają się pytania, a co jeśli nie wyjdzie?

Moment przełomowy?

Tak naprawdę to były dwa lata. Dwa lata zbierania pomysłów, dwa lata szukania stylu. W Anglii tworzyliśmy pracownię florystyczną, taki miałam niedosyt kwiatów, że musiałam działać. I wtedy znalazłam swój styl. Nikt mi niczego nie narzucał, robiłam to, co chciałam, kupowałam kwiaty, które chciałam – to były momenty przełomowe. Odkryłam swój styl.

Pierwszy kryzys?

W sumie to nic nie szło zgodnie z planem. Lokal, który wynajeliśmy przez internet, pochłonął znacznie więcej funduszy niż się spodziewaliśmy. Liczyliśmy na dotację na rozpoczęcie działalności i tu niestety też spotkało nas wielkie rozczarowanie. Pierwsze firmowe auto okazało się kolejną wpadką. Co dwa tygodnie zostawialiśmy krocie u mechanika. Powrót do Polski przez pierwsze kilka miesięcy był bardzo bolesny. Ale zaciskaliśmy zęby i dalej konsekwentnie robiliśmy swoje.

A teraz?

Zapomnieliśmy o tym, co złe i uważamy, że lepszego lokalu nie mogliśmy wybrać!

Jak ma się plan z Twoich marzeń do rzeczywistości?

Chciałam jak najszybciej rozwinąć kwiaciarnię, otworzyć ją i ustabilizować. Daliśmy sobie na to dwa lata. Dwa lata, by dojść do poziomu, który innym zająłby pięć lat. Po sześciu miesiącach myślę, że wypracowaliśmy to, co inni zdobywają w cztery lata. Nie spodziewaliśmy się, że będzie tak dobrze, że w Olsztynie osiągniemy efekt ,,wow’’. Śmiejemy się, że to wszystko dzięki naszej sąsiadce, która jest naszym najlepszym PR-owcem.

Reakcja ludzi dodała Wam energii?

Gdy mówiliśmy o kwiaciarni, ludzie się śmiali, nie brali nas poważnie, patrzyli z rezerwą. No i Olsztyn – w Warszawie ten pomysł nikogo by nie zdziwił. Ale według mnie, w Olsztynie łatwiej zrobić boom.

Może dlatego, że kwiaciarnia nie kojarzy się biznesowo, z czymś, co przynosi pieniądze.

Bardzo prawdopodobne. Nie potrafiliśmy przekazać innym naszego pomysłu słowami, więc zaczęliśmy działać. Pokazaliśmy w praktyce, o co nam chodziło. I mamy nadzieję, że zmieniliśmy nieco definicję kwiaciarni i tego, jak można ją prowadzić.

Czy wiedząc to, co teraz, zrobilibyście coś inaczej?

Nie. Nie chcemy zmieniać ani stylu, ani lokalu, ani byśmy nie wymazali błędów, jakie popełniliśmy. Działając nigdy nie uniknie się błędów, a my, dzięki nim, wiele się nauczyliśmy.

Jakie są, powiedzmy, trzy idee, które przekazałabyś dalej?

Nie bać się zaryzykować. Stąpać twardo po ziemi. Mierzyć siły na zamiary. Ale też – zacząć od czegoś małego, postawić na rozwój i wybadać rynek przed jakimikolwiek działaniami. No i najważniejsze, jeśli nie masz konkurencji w swojej branży, zastanów się, czy warto działać.

Jaki jest Twój plan B?

Nie ma planu B. Nigdy nie było. Jak nasza kwiaciarnia nie wypali, to spakujemy się i trudno… W Wielkiej Brytanii prowadziłam taki zeszyt. Gdy miałam jakiś pomysł, nawet najmniejszy, zapisywałam. Tego zeszytu nie zdążyliśmy nawet otworzyć.

Jak myślisz, czy Twoja historia jest inspirująca?

Wiesz, nie brałam tego pod uwagę, że moja praca może być dla kogoś inspiracją. A jednak tak jest. Dostałam kilkadziesiąt wiadomości, zarówno od znajomych, jak i obcych mi zupełnie osób, że kibicują, że skoro nam się udało, to im też może się udać. I po części chyba też o to nam chodziło. Chcieliśmy pokazać, że można zrobić coś z niczego, jeśli tylko naprawdę się chce!

Czujesz, że to nowy początek?

To jest totalne nowy rozdział mojego życia. I dopiero teraz działając odważnie, i często spontanicznie, zaczęłam czuć, że naprawdę żyję. Polecam!

 

Rozmowy

Polki niekompletne

30 kwietnia 2020 / Agnieszka Jabłońska

...kiedy tęsknota za dzieckiem rozwija się z czasem

Z moimi rozmówczyniami spotykamy się w modnej kawiarni i w ładnym mieszkaniu. Jemy razem słodki karmelowy popcorn na jednej z parkowych ławek i łapiemy się w biegu na biznesowy lunch. Jak o sobie mówią kobiety, które zgodziły się ze mną spotkać? Pozytywnie z uśmiechem, dużo i głośno, chętnie gestykulują, śmieją się. To świetny wstęp, ale później dochodzimy do słowa „bez”.

U każdej z nich obserwuję taką samą reakcję – milczenie. Jest chwila zawahania, zatrzymanie potoku swobodnie płynących myśli. „Tak – mówi w końcu pierwsza – żyję bez dziecka i coraz częściej czuję, że jestem niekompletna”.

Coraz starsze mamy Polki 

Granica wieku, w którym większość Polek rodzi swoje pierwsze dziecko, mocno się przesunęła. Obecnie, jak informuje mnie jedna z położonych, mamy ogromny rozstrzał. Na porodówkę przyjeżdżają tłumnie młode dziewczyny, później są pojedyncze przypadki, a kolejna nawałnica urodzeń ma miejsce wśród kobiet w okolicach trzydziestki. To nie powinno nikogo dziwić – 6 lat między skończeniem studiów a urodzeniem dziecka to czas, jaki mają Polki, by wejść na ścieżkę kariery, stać się specjalistkami, zdobyć umowę na czas nieokreślony lub ustabilizować własną firmę i iść na urlop macierzyński z poczuciem, że mają dokąd wracać. 

Kobiety, które chcą ŻYĆ

Jednak naciski na posiadanie dziecka ze strony społeczeństwa oraz bliskich są ogromne i często młode kobiety muszą dokonywać trudnych wyborów. Oczywiście da się pogodzić wychowanie dziecka z karierą zawodową, rozwojem osobistym, podróżowaniem i doświadczaniem życia. Co, jeśli jednak jakaś kobieta tego nie chce? Nie chce pracować aż do rozwiązania w trosce o swoje stanowisko pracy, nie chce jechać na wyprawę życia z wózkiem i zapasem pieluch, nie ma ochoty oddawać dziecka do dziadków co weekend, żeby poużywać życia? Co z kobietami, które mają inne plany, a jednocześnie żałują, że nie mogą się rozdwoić? Czy mamy prawo je potępiać?

#KAJA
gdy brakuje mężczyzny

Kaja zaprasza mnie na kawę do modnej kawiarni w centrum Łodzi. Pijemy wyśmienitą latte i gadamy o życiu, o jej firmie, która świetnie prosperuje, o nowym pracowniku, którego nareszcie mogła zatrudnić i o etacie wirtualnej asystentki, który właśnie stworzyła. Kaja ma 33 lata, jest właścicielką niewielkiej agencji reklamowej, którą prowadzi od niemal 7 lat. Jest śliczną kobietą: ma kręcone blond włosy, piegi i absolutnie niebieskie oczy. Co chwila się śmieje, a gdy to robi zakrywa usta dłonią dziecięcym gestem – zdecydowanie nie wygląda na twardą businesswoman. 

– Od liceum wiedziałam, że chcę pracować w reklamie. Oglądałam te wszystkie posty w telewizji, widziałam bilbordy na mieście i miałam poczucie, że umiem zrobić to lepiej. Dlatego poszłam na studia z marketingu i przez cały czas łapałam staże w agencjach, a z jedną nawet związałam się na parę lat. Jednocześnie mocno pracowałam nad moimi umiejętnościami, uczyłam się obsługi nowych programów, szlifowałam język angielski. Dzisiaj jest naprawdę fajnie, firma działa, pracuję jakieś 30 do 40 godzin w tygodniu, co jest miłą odmianą po latach zasuwania po 12 godzin codziennie. Mam ładne trzypokojowe mieszkanie, własny samochód, jestem niezależna finansowo. 

– To niesamowite, że już w tak młodym wieku miałaś pomysł na siebie! Ja w liceum miotałam się między byciem humanistką, a klasą mat-fiz. – obie się śmiejemy – Ok, Kaja, a jak Twoje plany macierzyńskie? 

– I tutaj Cię zaskoczę: nie mam żadnych – rozkłada ręce nad stolikiem – To znaczy, plany to ja mam, w tej chwili jest idealny moment na dziecko, ale nie mam żadnego faceta, który nadawałby się na ojca. Ostatnio myślałam nad wybraniem gościa, który będzie ojcem dziecka, tak wiesz, bez specjalnego związku, ale gdzieś we mnie jest ogromna potrzeba założenia rodziny – rosół w niedzielę, wspólne spacery, rodzicielskie rozmowy w sypialni. Spotkałam się z dwoma facetami, którzy byliby świetnymi mężami i ojcami. Jeden z nich oświadczył że on kategorycznie nie chce mieć dzieci do 40stki, a miał wtedy 28 lat. Mogłam poczekać, mama mi wypominała, że gdybym bardziej nad nim popracowała, ale… jak tak nie potrafię. Sama nie chciałabym związać się z osobą, która nie akceptowałaby mojego stylu życia, więc się rozstaliśmy. Drugi facet był świetny –  miał własną sieć restauracji, zaradny, przedsiębiorczy, szarmancki – c-u-d-o! Kochaliśmy się bardzo i chcieliśmy mieć rodzinę, ale okazało się, że on nie może mieć dzieci. Załamał się, zaczął pić. Wytrzeźwiał, zerwaliśmy. Życie potoczyło się dalej. Tak, żyję bez dziecka i coraz częściej czuję, że jestem niekompletna. Jeśli w ciągu 12 miesięcy nie znajdę idealnego kandydata na ojca  moich dzieci, to chyba skorzystam z innej opcji. – Kaja uśmiecha się smutno – Biologia nas współczesnych kobiet ewidentnie nie lubi – kończymy naszą kawę w milczeniu. 

#AMELIA
gdy przeważa troska o środowisko 

Amelia zaprasza mnie do swojego pięknego mieszkania w jednej z łódzkich kamienic. Pokoje w amfiladzie, wielkie okna, drewniana podłoga – miejsce jest tak samo magiczne jak jego właścicielka – joginka i weganka. Amelia ma 36 lat, ale wygląda na studentkę. Jest szczupła, ma krótkie czarne włosy, tatuaże na plecach i rękach. Siadamy wygodnie na miękkim dywanie, wspieramy się na puszystych poduchach, które zostały uszyte z tkaniny przywiezionej z Indii. 

– Moja mama już dawno straciła nadzieję i pewnie myśli, że jestem lesbijką. – Amelia puszcza do mnie oko – Wciąż podobają mi się faceci, chociaż zawsze zawieszę oko na pięknej kobiecie. Mam partnera, mama o nim nie wie. Jest Hindusem, pracuje w łódzkiej korporacji. Nie mieszkamy razem, on ma w Indiach żonę. Rodzice zorganizowali zaręczyny i ślub, gdy pojechał ostatnio do domu powiedzieć im o mnie. Poczułam się jak bohaterka filmów z Bollywood, miałam ochotę krzyczeć i tupać na środku pokoju, gdy do mnie zadzwonił. Teraz jednak cieszę się z tej sytuacji, bo z żoną będzie mógł mieć dzieci. – Amelia wzdycha i wypija łyk korzennej herbaty z mlekiem – Od dziecka uwielbiałam dzieci, opiekowałam się najpierw rodzeństwem, później pracowałam na świetlicy i z zuchami w harcerstwie. Chciałam być mamą, mieć gromadkę dzieci, dom z wielkim stołem, gwar w Święta Bożego Narodzenia… Później jednak w moim życiu pojawiła się joga, minimalizm i buddyzm. Zainteresowałam się cierpieniem, którego nie brakuje na naszej planecie i doszłam do wniosku, że nie chcę mieć dzieci. Człowiek już dość wykorzystuje Ziemię, niszczy jej zasoby, nasze dzieci będą musiały umiejętnie korzystać ze smętnych resztek i zadbać o klimat, inaczej nie przetrwamy tego. Decyzja, żeby wyjść poza moją potrzebę, poza mojego ego, które pragnęło dziecka, krzyczało o nie i obniżało moje poczucie wartości, jako kobiety była dla mnie bardzo trudna. Te wszystkie reklamy, plakaty, ciężarne koleżanki – w pewnym wieku wszystkie Twoje koleżanki są w ciąży albo już urodziły dziecko. To jest jak plaga, jak szarańcza, przewala się przez Twój rocznik, a Ty kucasz na podłodze i wkładasz sobie do ust pięść, żeby nie krzyczeć. Ale emocje są jak fale oceanu, one przychodzą i odchodzą i – Amelia uśmiecha się do mnie łagodnym ciepłym uśmiechem, a ja widzę, że moja rozmówczyni jest na zupełnie innym etapie rozwoju duchowego niż ja – można się do nich przyzwyczaić, zaakceptować je. Z czasem bolą o wiele mniej.

#KASIA
gdy mężczyzna nie chce dziecka 

Z Kasią widzimy się na krótkim lunchu biznesowym. Ma świetny kostium, krągłą figurę i zjawiskowe czarne włosy. Rozmawia szybko, jest konkretna. 

– Chciałam mieć dziecko, no pewnie. Dalej chcę zostać mamą, mam 29 lat całe życie przede mną – śmieje się – jest tylko jeden problem: mój facet. Jest rozwodnikiem, ma swoją córkę i nie widzi w swoim życiu miejsca na kolejne dziecko. Mamy impas i codziennie podejmuję od nowa decyzję, że chcę z nim być. Jest o wiele starszy ode mnie – ma 43 lata i byłby idealnym ojcem, to spokojny i ciepły człowiek, który dba o mnie i o swoją córkę, księgowy, ale uparty jak osioł. Nie wiem, czy go przekonam – Kasia elegancko kroi grillowaną pierś z kurczaka – wciąż próbuję, więc to chyba miłość, ale nie powiem Ci dzisiaj, na jak długo starczy mi tej miłości. Wiem, że może pojawić się coś takiego jak instynkt macierzyński i jeśli naprawdę go poczuję, to nie wiem, co wygra. Wolałabym nie musieć wybierać, ale nie wiem, czy jestem w stanie aż tak wpłynąć na mojego faceta. Podobno jego była żona zmusiła go do bycia ojcem, bo on nigdy nie chciał mieć dzieci. Uważam, że to nie fair wobec mnie, ale wiedziałam, na co się porywam. – Kasia wzdycha – Pewnie drugi raz podjęłabym tę samą decyzję – dzwoni telefon i Kasia pogrąża się w rozmowie biznesowej, a ja powoli kończę moją sałatkę z łososiem. 

#LIDKA
gdy pojawia się szansa na rozwój zawodowy i karierę

Lidka jest zadbaną zwyczajną dziewczyną, szczupła, ubrana na sportowo. Widzimy się w jej ulubionym łódzkim parku, siadamy na ławce, słońce przyjemnie grzeje nasze plecy. Lidka wyciąga z plecaka domowej roboty popcorn karmelowy i termos z kawą. 

– Wyszłam  za mąż z ogromnej miłości i wciąż czuję się niemal jak pierwszego dnia po ślubie. Mój mąż jest ode mnie starszy o pięć lat, jest prawnikiem, pracuje w porządnej kancelarii. Ja niedawno zmieniłam pracę. Po studiach zostałam zatrudniona w jego kancelarii na stanowisku asystentki sekretariatu i tak się poznaliśmy. Dopiero od kilku miesięcy pracuję, jako fotograf freelancer. Mogę sobie na to pozwolić, dzięki zaangażowaniu mojego męża, jestem szczęściarą – Lidka uśmiecha się – Fotografuję narzeczonych, młode pary i dzieci. Ta ostatnia część mojej pracy jest najtrudniejsza, a to właśnie ona pozwala mi utrzymać agencję i inwestować w sprzęt. Jest ogromne zapotrzebowanie na zdjęcia dzieci – nowonarodzonych bobasków, wzięcie mają fotki z chrzcin, i piękne fotografie młodych rodzin. Robię również zdjęcia ciążowe i widzę te wszystkie piękne dziewczyny z brzuszkami, to czasami aż mnie coś skręca w środku. Ostatnio po sesji długo płakałam, nie mogłam dojść do siebie. Mam 30 lat i bardzo chciałabym zajść w ciążę, przekonać się, że jestem zdolna dać życie. Czuję, że będę dobrą mamą, dużo spraw mam poukładanych w głowie i bardzo lubię dzieci. Umiem być  stanowcza – Lidka śmieje się – ale oboje z mężem doszliśmy do wniosku, że zainwestowaliśmy za dużo kapitału i mojego czasu i wysiłku, żebym miała teraz zawiesić moją firmę. Muszę poczekać. Jak długo? Nie wiem, rok, może dwa lata, może trzy. Dobrze byłoby zbudować stabilną pozycję marki na rynku – Lidka mimo sportowej kurtki i śmiesznej czapki z pomponem brzmi teraz jak prawdziwy rekin strategii – i może pomyśleć o jakimś asystencie, a co najważniejsze: wydłużyć zapisy na rok do przodu, żebym zdążyła po porodzie spokojnie wrócić do pracy, nie tracąc zleceń. To wszystko wymaga czasu – wzdycha – poza tym mój mąż wciąż nie jest przekonany, czy chce zostać ojcem. Mamy bardzo wygodne życie, gramy w tenisa, jeździmy na koncerty, dwa razy do roku odpoczywamy za granicą. Czasami to się zastanawiam, czy chciałabym z tego wszystkiego zrezygnować dla dziecka… Lidka milknie, a ja widzę, jak do kubka z kawą leci łza. Obejmuję Lidkę ramieniem, słońce powoli zachodzi w parku. 

Na koniec mojego cyklu spotkań spotykam się z Moniką. Przesympatyczna uśmiechnięta brunetka, bardzo szczupła o delikatnych rysach. Poznałyśmy się na zajęciach fitness. Monika ma 29 lat i pracuje w biurze rachunkowym. 

#MONIKA
gdy praca jest ważniejsza niż macierzyństwo

– zwolnienie ciążowe? U mnie w firmie nie ma o czymś takim mowy. Koleżanka zaszła w ciążę, poszła na L-4, następnie na macierzyński i szefowa sprytnie zachęciła ją do wzięcia urlopu wychowawczego, dziewczyna nie miała dokąd wracać. Bardzo mi jej było żal, bo to świetna księgowa, skrupulatna i fajna koleżanka, miła, nikogo nie obgadywała, nie układała się z nimi specjalnie, wiesz, jak to jest biurze, gdzie pracują same baby. – Monika wzdycha – Teraz ja jestem pod obserwacją, widziałam, jak szefowa taksowała mnie wzrokiem, jak ostatnio włożyłam luźniejszą sukienkę. Już ma braki kadrowe, jak ja zajdę w ciążę, to nie wiem, jak ona to ogarnie. Pensję mam nie najgorszą, z mężem doszliśmy do wniosku, że możemy jeszcze chwilę poczekać. Przecież teraz średnia wieku to jakieś 32 lata… – Monik zamyśla się i po chwili dodaje – Wiesz, tak naprawdę czuję się okropnie. Mamy mieszkanie, mąż ma super pracę, całkiem dobrze zarabia, a ja oddalam założenie rodziny, bo mi szkoda głupiej pracy. Tylko… boję się bardzo, że po ciąży zostanę bezrobotna, a mąż nas nie utrzyma w trójkę – wiem, bo to już liczyliśmy. Powinnam dawno odejść z tego biura i poszukać innego miejsca dla siebie, może pójdę do korpo, tam  przynajmniej można normalnie iść na L-4 i macierzyński, ale jak teraz zacznę nową pracę, to stałą umowę – o ile w ogóle – zobaczę za 2 lata. Bycie kobietą jest czasami do bani, naprawdę. – Monika zamyśla się, a osiedlowa kawiarenka powoli się wyludnia. Musimy iść, zaraz zamykają, jesteśmy ostatnimi gośćmi. 

# TY
gdy czujesz się szczęśliwa i nieszczęśliwa jednocześnie

Wszystkie moje rozmówczynie łączy uczucie bycia szczęśliwą i niekompletną jednocześnie. Zawsze uważałam, że same układamy ścieżkę, po której idziemy, wytyczamy jej kierunek oraz mamy wpływ na strukturę. Z wiekiem jednak coraz boleśniej dogania nas ciężar konsekwencji wcześniej dokonanych wyborów. 

Może należało poczekać ze zmianą pracy, przejść wcześniej z małej firmy do korpo, zmienić partnera, wyjechać do innego miasta i zacząć studia nieco wcześniej niż w wieku 28 lat? Lubię myśleć, że to, co się stało działo się w jakimś celu. Myślę, że tak właśnie miało być, a życie codziennie nas zaskakuje i robi miejsce na nowe doświadczenia – cenną lekcję rozwoju osobistego, spełnienie marzenia, czy małe tęsknoty. To wszystko składa się na obraz tego, kim jesteśmy dzisiaj. 

Chcę Ci powiedzieć, że dzisiaj jesteś sobą bez dziecka i jutro również będziesz sobą, jako mama. Pewnie Twoje życie wywróci się do góry nogami i nic nie będzie takie samo. Co nie znaczy, że dzisiaj jesteś niekompletna! Jesteś teraz najlepszą wersją siebie i jako mama też będziesz. A gdy spełni się Twoje marzenie i ziści jedno z największych pragnień, to pamiętaj o sobie,  o #motherlifebalance! 

 

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo