ZA DARMO
Change font size Change site colors contrast
Ciało

Seks w ciąży to doskonały pomysł! Rozmowa z dr n. med. Maciejem W. Socha.

9 października 2019 / Monika Pryśko

Seks w ciąży?

Tak! O tym można porozmawiać, ale w zamkniętym gronie ciężarnych, z lekarzem i to dyskretnym, w towarzystwie tylko na ucho, po cichu. Ponieważ nie mówi się o tym wprost, trudno zająć stanowisko. 

Jesteśmy jako Polacy pruderyjni, często zawstydzeni choćby pytaniem o seks w ciąży i bardzo podatni na internetową manipulację faktami medycznymi. Szczególnie będąc w ciąży!

 

Czy kobiety w ciąży mogą uprawiać seks? Oto jedno z pierwszych pytań, które zadałam dr. n. med. Maciejowi Socha, lekarzowi specjaliście położnictwa i ginekologii, ginekologii onkologicznej oraz perinatologii, Kierownikowi Oddziału Położniczo-Ginekologicznego w Szpitalu Św. Wojciecha w Gdańsku-Zaspie. 

 

Panie doktorze, czy seks w ciąży jest bezpieczny?

Czy naprawdę te pytania się jeszcze pojawiają? Ciągle? Znowu? 

 

Podobno kobiety w ciąży nie chcą kochać się ze swoimi partnerami. 

Jeżeli kobieta źle się czuje, czyli ma np. ból brzucha, bo pojawiły się skurcze, które mogą być objawami porodu albo odpływa płyn owodniowy lub ma obrzęknięte krocze, dodatkowo cała zmiana stanu hormonalnego doprowadza do tego, że się źle czuje, to ciężarna nie ma ochoty na współżycie. Nikt by w takiej sytuacji nie miał!

Jednak poza stanami chorobowymi, nie mam przeciwwskazań medycznych do seksu w ciąży.

Każdy z nas, jak jest chory, to mniej je, po to, by zmniejszyć metabolizm i zahamować rozprzestrzenianie się bakterii po organizmie. Gdy się źle czujemy, nie chce nam się uprawiać seksu, bo matka natura nie chce, byśmy dalej rozsiewali zarazki. Jest mnóstwo takich zachowań, których zbiór nazywamy ,,sickness behaviour’’, a które towarzyszą  chorobie. Podświadomie, biologicznie, zachowujemy się tak, a nie inaczej. 

Więc jeśli ciężarna nie chce się kochać ze swoim partnerem, powodem może być własny system ostrzegawczy organizmu i to akurat sytuacja w pełni akceptowalna.

 

Czyli mamy słuchać naszego organizmu?

Jako ludzie, jesteśmy po prostu zwierzętami. Warto czasem spojrzeć, jak zachowują się inne ssaki, zwierzęta działają bardzo instynktownie. Samice w trakcie porodu i tuż przed nim ,,dziwnie” się zachowują, szukają sobie ustronnego miejsca, są trochę spokojniejsze, chcą się zaszyć i to jest ostatni moment, w którym pomyślałyby, że jest to dobry czas na zbliżenie seksualne. Kiedy źle się czujemy, to seks nie jest naszym priorytetem. Ale warto posłuchać swojego ciała, bo w większości sytuacji życiowych nie ma przeciwwskazań do normalnych ludzkich zachowań, w tym seksu. 

 

Czy pana pacjentki w gabinecie poruszają temat seksu w ciąży? 

Oczywiście! Co ciekawe, często mówią zdziwione: panie doktorze, ten seks to jest jakiś inny. Pytam, co to znaczy. Okazuje się, że tak naprawdę nie jest gorszy czy lepszy, tylko… po prostu inny niż kiedyś. 

Ciąża wymaga czasem zmiany pozycji, zmiany przyzwyczajeń seksualnych. To nowy stan dla pary, więc może wymagać przystosowania.

 

Która pozycję wybrać?

Taką, która jest najwygodniejsza. A najczęstsza wybierana to tzw. pozycja na łyżeczkę. 

Większość kobiet fizjologicznie położy się na boku i będzie wolała współżyć właśnie w takiej pozycji, tyłem do partnera, i prącie znajdzie się w takim miejscu, że nie zrobi krzywdy ani dziecku, ani ciężarnej. A jak kobieta wygodnie się czuje, jej partner wygodnie się czuje, to znaczy, że jest dobrze.

Nikt nie ma wdrukowanego jedynego dobrego wzoru postępowania. Jesteśmy jak idealnie zbudowane maszyny, że jak coś się dzieje złego, to mamy wbudowany system alarmowy pod postacią na przykład bólu, niepokoju, pobudzenia. Więc jeśli kwestią jest tylko zmiana pozycji, proszę ją zmienić i dobrze się bawić. 

 

A jeśli seks w ciąży boli?

Jeśli boli, to znaczy, że organizm daje znać, żeby zmienić pozycję lub sposób współżycia. Generalnie seks powinien być przyjemny, a ból zwykle jest sygnałem alarmowym.

 

Mówi się jednak, że seks w ciąży skraca szyjkę macicy, a to źle. 

Jako ginekolodzy mamy narzędzia, dzięki którymi możemy zbadać, co się dzieje z szyjką macicy. Zauważyliśmy, że gdy szyjka macicy się skraca, to w fizjologicznej ciąży jest to jeden z elementów jej dojrzewania, który prowadzi wprost do porodu. Ale to, co zabawne, to to, że zapomnieliśmy, że dojrzewanie szyjki macicy jest procesem zarówno jej skracania, jak i zmiany konsystencji oraz ustawienia. Kierowaliśmy się tylko jednym z elementów – długością obserwowaną w USG. I na przestrzeni wielu lat zabranialiśmy pacjentkom współżycia – biorąc pod uwagę tylko długość szyjki macicy.

Pamiętam, że gdy zaczynałem pracę, to taka optymalnie wyglądającą szyjką macicy była ta długa, twarda, zamknięta. I wszystkim pacjentkom mówiliśmy, żeby nie współżyły, bo faktycznie, jak kobieta w ciąży uprawia seks, to szyjka macicy zaczyna dojrzewać. To pokazuje nasze ograniczenia i właściwie głupotę. Po pierwsze, wzięliśmy za pewnik tylko jeden z elementów, jakim jest długość kanału szyjki macicy, albo naszych palców, po drugie zapomnieliśmy, że fizjologicznie szyjka musi dojrzeć, a to wymaga czasu. Poród to proces, który rozpoczyna się nawet trzy dni przed pojawieniem się dziecka na świecie. A faktycznie to całość ciąży jest czasem, w którym dochodzi do zmian, których po prostu finałem jest poród. I jednym z tych elementów jest dojrzewanie szyjki macicy, która w przeciągu tygodni musi zmienić swoją konsystencję, skrócić się, ustawić. Jeśli mamy długą, twardą, zamkniętą szyjkę macicy, i nawet rozpocznie się już czynność skurczowa, a dziecko napiera na tkanki macicy, to strasznie to boli. Nawet mnie, na samą myśl, co musi czuć pacjentka. Jak ta szyjka ma dojrzeć? Nagle w ciągu kilku godzin? Tak się nie da!

 

No właśnie, jak ma dojść do tych zmian dzięki współżyciu?

W nasieniu są zawarte między innymi prostaglandyny, substancje, które wpływają na zmiany strukturalne tkanek szyjki macicy. Pewne włókna kolagenowe zamieniają się w inne, dochodzi do ich uwodnienia, i szyjka macicy zaczyna dojrzewać. Dodatkowo prostaglandyny z nasienia mogą spowodować delikatne skurcze macicy, bezpieczne dla ciąży, ale jednocześnie doprowadzające do zmian w szyjce, dzięki jej pociąganiu przez kurczącą się macicę

W Japonii przeprowadzono ciekawe badanie. Pacjentki zagrożone porodem przedwczesnym z krótkimi szyjkami podzielono na dwie grupy. W jednej grupie mogły współżyć, w drugiej nie.

Okazało się, że w tej grupie, w której kobiety współżyły, stało się coś strasznego – 

ta szyjka macicy jeszcze bardziej się skróciła, mimo to więcej porodów przedwczesnych było w grupie, która nie uprawiała seksu w ciąży. Szyjka się skróciła, ale stała się bardziej zbita, zmieniły się włókna, a sama szyjka była bardziej kompetentna do utrzymania ciąży.

 

To o co chodzi z tą szyjką macicy i całą aferą dotyczącą jej skracania?

Odpowiem na przykładzie ciąży bliźniaczej. Ciąża mnoga jest pewnym odstępstwem od fizjologicznych planów matki natury. Jeżeli macica ma ,,zaplanowaną” pewną granicę objętości i tym samym rozciągliwości, to w sytuacji, kiedy dwójka dzieci wymaga zwiększenia tej objętości, włókna mięśnia macicy, które są ze sobą w specjalny sposób spięte, musiałyby albo się rozerwać – na co biologicznie nie ma zgody. Wobec tego co ma zrobić macica, skoro jest takie mocne napięcie? Zaczyna się kurczyć. I wtedy dochodzi do porodu przedwczesnego. 

 

Więc co zrobić, by tej macicy było więcej, by zapobiec przedwczesnemu porodowi?

Macica ,,pożycza sobie” niejako tkanek z szyjki. Ona się skraca, a wtedy macica ma większą możliwość rozciągnięcia, ale pojawia się rozwarcie… 

Kiedyś w takich okolicznościach zakładano szwy szyjkowe, po latach okazało się, że założenie szwu szyjkowego w ciąży bliźniaczej zwiększa ryzyko porodu przedwczesnego o 215%. Czyli aż ponad dwukrotnie. Bo jeśli tę szyjkę ściągniemy, to macica nie ma sobie skąd pożyczyć tkanek, by się rozciągnąć, a wtedy organizm doprowadza do skurczów. Tak w prosty sposób można to zobrazować.

 

Czyli zbyt krótka szyjka to mit?

Nie, absolutnie. Czasem zbyt krótka szyjka, w pewnych tygodniach ciąży, jest objawem zagrażającego porodu i należy włączyć odpowiednie leczenie. Ja próbuję tylko powiedzieć, że mitem jest to, że najlepsza jest długa, twarda i zamknięta szyjka do dnia przed porodem, a później nagle jak supernova ma ulec ona rozwarciu. To niemożliwe. Faktem jest to, że szyjka dojrzewa, a seks w znakomitej większości przypadków nie szkodzi szyjce ani ciąży. Przeciwnie!

 

Może to głupie, ale wydaje mi się, że kobiety boją się uprawiać seks w ciąży, bo penis może zrobić krzywdę dziecku.  

W medycynie mamy różne ciekawe badania. Są też takie, które pokazują w rezonansie magnetycznym, jak ludzie współżyją i gdzie to prącie się wtedy znajduje. I z całym szacunkiem do nas facetów, ekstremalnie ciężko jest mi sobie wyobrazić, że penis dostanie się przez szyjkę macicy do jamy macicy i uszkodzi dziecko. Jest w stanie dotykać szyjki, ale zwykle pochwa w ciąży się wydłuża, zmienia też swój kąt, i prącie znajduje się po prostu w innym miejscu pochwy, najczęściej w sklepieniu tylnym. 

 

Mówi się, że seksem można przyspieszyć poród. 

Były kiedyś badania sprawdzające, czy współżycie z ejakulacją w pochwie to dobry pomysł na indukcję porodu, na zasadzie – chcielibyśmy już urodzić, to idziemy do łóżka. I to też pokazuje, jakimi wszyscy jesteśmy naiwnymi ignorantami, jeśli myślimy, że para, która nie współżyła przez całe 9 miesięcy, i teraz nagle zaczyna ze sobą sypiać w okresie okołoporodowym, może spowodować indukcję porodu. Nie!

Taki seks, to znaczy seks tylko w okresie przedporodowym, nie zwiększa szansy na wcześniejszy poród. Natomiast możemy inaczej – bardziej fizjologicznie! Gdybyśmy porównali pary nie współżyjące przez całą ciążę ze współżyjącymi przez cały ten okres, czyli u tych, gdzie ta szyjka macicy miała szansę dojrzeć, dzięki między innymi współżyciu, to u tych par będzie mniej ciąż przenoszonych powyżej np. 42. tygodnia. Te pacjentki urodzą częściej w terminie – w szacowanym terminie porodu. 

 

Czy polskie pary spodziewające się dziecka prowadzą aktywne życie seksualne?

Różnie. Statystycznie jest lepiej niż 10 lat temu i już rozkłada się to po połowie. Zmądrzeliśmy jako lekarze! Zrobiliśmy badania pokazujące, że medykalizacja przegrywa z podejściem naturalnym i już nie straszymy pacjentek seksem. Ale dalej do gabinetu przychodzą pary, które na pytanie, czy współżyją, odpowiadają – nie. Okazuje się, że taką decyzję podjęła kobieta. Pytam – nie chce pani?. Słyszę: – No chce, ale gdzie tam on będzie ze mną… z taką mną wielką… i… 

 

To znaczy, że kobieta decyduje? 

Kobiety w ciąży często nie pytają partnerów, tylko decydują za nich. Bo w ich ocenie mogą być nieatrakcyjne dla partnera. Ale nawet nie pytają go o to. Choć oczywiście bywa też i odwrotnie. Na przykład faceci nie chcą współżyć, bo się naczytali różnych rzeczy i się boją, że właśnie zrobią krzywdę dziecku albo krępuje ich sama myśl, że w seksie ,,uczestniczy” ich potomek. 

 

Ale ogólnie seks w ciąży to dobry pomysł?

My wiemy, że na poród wpływ ma wszystko, co działo się z kobietą w czasie ciąży. I też to, czy współżyła. Jeśli para nie uprawiała seksu w ciąży, to już jeden z tych elementów fizjologicznego zachowania (zaplanowanego przez naturę) jest zaburzony. 

Wyobraźmy sobie pacjentkę, która jest w 6. tygodniu ciąży, przestaje od razu pracować, kładzie się w domu owinięta folią bąbelkową i leży. Nie chodzi do pracy, nie ćwiczy. Oczywiście, że przytyje, a otyłość jest jednym z głównych czynników ryzyka powikłań zarówno śródciążowych, jak i okołoporodowych. I jeżeli ta kobieta przez kilka miesięcy nie jest aktywna, przytyła, nie współżyje, a potem przychodzi na salę porodową, na której wszystko dzieje się bardzo dynamicznie i musi ,,przecisnąć melona przez otwór wielkości cytryny’’, to pojawia się problem.

 

Jaki problem ma pan na myśli?

Chcemy, żeby pacjentka rodziła w pozycji stojącej albo jakiejkolwiek innej, ale nie leżącej, choćby dlatego, że grawitacja sprzyja temu procesowi. Kobieta ma być np. w pozycji kucznej, gdy krocze się otwiera, a tkanki się rozciągają. Proszę sobie teraz wyobrazić, że właśnie rodzi pacjentka, która przez całą ciążę nic nie robiła, nawet seksu z mężem nie uprawiała. Tylko kanapa i telewizor, bo ktoś nierozsądny zaszczepił w niej przekonanie, że jest chora i musi się oszczędzać. Duże uda i ciężki  brzuch utrudniają kucanie na płaskich stopach. Zwyczajnie trudniej się ruszać, kiedy przybrało się 30 kilogramów. Nie może się podnieść, kolana odmawiają posłuszeństwa. Gdy położna prosi, by ciężarna się położyła i np. zarzuciła na siebie nogi, a potem je przytrzymała, ona nie ma siły. Wszystko ją ciągnie i boli, bo jest nierozciągnięta i ciężko odwieźć szeroko uda. Pochwa jest ciasna, zamknięta, bo od 9 miesięcy poza palcami lekarza nic w niej nie było. Rodząca nie ma siły wziąć wdechu, więc jak ma przeć? Szyjka jest twarda, niedojrzała, bo skoro ciężarna nie współżyła, każdy skurcz piekielnie boli. To jest straszliwy ból! Pacjentka leży, krzyczy z bezsilności, jest zdemotywowana, nie ma siły, grawitacja jej nie wspiera. Gdy pacjentka podczas porodu leży, w skali od 0 do 10 odczuwa ból na poziomie 6/7, natomiast  gdy staje i np. kuca w trakcie skurczu, to ból zmniejsza się do 3/4. To standard. Ale żeby rodzić w pozycji stojącej, mniej bolesnej, trzeba być w formie fizycznej i psychicznej, a brak seksu w ciąży na pewno w tym nie pomaga.

 

Czyli sam żel do masażu krocza nie wystarczy?   

Naiwne podejście. Po co żel do masażu, gdy ciężarna ma w domu faceta, który ma najlepszy masażer na świecie, a uniesienie seksualne będzie działało znieczulająco. Prostaglandyny z nasienia wesprą dojrzewanie szyjki, a prącie rozmasuje krocze. Hormony szczęścia uwalniane podczas orgazmu spowodują uczucie szczęścia zarówno u ciężarnej, i dziecku.

 

Czyli jeśli mam do wyboru seks lub masowanie, wybierajmy seks? 

Gdyby porównać cztery grupy: 1. kobiety współżyjące w ciąży, 2. współżyjące w ciąży i masujące krocze, 3. kobiety nie współżyjące w ciąży, 4. nie współżyjące w ciąży ale i masujące krocze, to w grupie współżyjących masaż w niczym nie pomoże, jest po nic. Pomoże natomiast u tych ciężarnych, które nie współżyły w ciąży, ale dalej jest to słabym substytutem i blado wypada porównanie do tych, które uprawiały seks.

 

Czy seks ciężarnych jest w Polsce tematem tabu? 

Mamy mnóstwo ograniczeń i seks ciężarnych to faktycznie temat trudny. Gdy rozmawiam o seksie z kobietami w ciąży, one wydają się być czasem wręcz zniesmaczone moim pytaniem.

W Polsce gdy kobieta zachodzi w ciążę, to od razu realizuje ten mit Matki Polki, już jest naszym dobrem narodowym i świętym ciałem.

 

To znaczy?

,,Weź poleż’’, czyli proponujemy leczenie łóżkiem, które tylko zwiększa ryzyko żylnej choroby zakrzepowo-zatorowej, pogarsza przepływ maciczno-płodowo-łożyskowy, zmienia naczynioruchowość, to znaczy, że naczynia krwionośne stają się ,,leniwe’’ a ciało tyje, po prostu same szkody. Ale mamy Matkę Polkę, prawie świętą kobietę, a to ciężko już w naszej głowie połączyć z seksem.

 

Jakie jeszcze ograniczenia czują ciężarne? 

Libido jest w głowie. Ciężarnym wbija się do głowy, że są za grube, brzydkie i nie powinny uprawiać seksu. Albo że nie powinny współżyć w takim błogosławionym stanie, lub koleżanki mówią, że facetowi ten seks nie będzie się podobał. A nawet jak tego nie słyszały wprost, to i tak mają gdzieś z tyłu głowy, że każda kobieta z brzuszkiem jest brzydka, więc skoro w ciąży zwiększą się jej rozmiary, to źle. 

Oczywiście otyłość w ciąży jest dalej chorobą i szkodzi, ale z drugiej strony fizjologiczny przybór masy ciała i ciążowy wzrost brzucha powodują, że kobieta pięknieje! 

 

Głęboko nie rozumiem pojawiającej się niechęci do kształtów ciężarnej. To też piękny czas i warto z niego korzystać. Ciężarne pary mogą i powinny współżyć!

 

_________________________________________________

 

Dr n. med. Maciej W. SOCHA, lekarz specjalista położnictwa i ginekologii, ginekologii onkologicznej, perinatologii. Kierownik Oddziału Położniczo- Ginekologicznego Szpitala Św. Wojciecha w Gdańsku. 

 

 

Ciało

Przypomnij sobie, co się wydarzyło, gdy byłaś w ciąży…

30 kwietnia 2021 / Monika Pryśko

Po rozmowie z Izą Milczarek próbowałam szybko przypomnieć sobie, czy w czasie, gdy byłam w ciąży, zdarzyło się coś, co mną wstrząsnęło, co mnie załamało, co mną poruszyło tak bardzo, że mogło mieć wpływ na moją córkę.

Bo jeśli miałam świadomość, że jednak dziecko, będąc jeszcze w brzuchu mamy, przyjmuje bodźce z zewnątrz, to jednak nie wiedziałam, że prócz aspektu fizycznego, mama ma tak ogromny wpływ na rozwój psychiczny swojego jeszcze nienarodzonego dziecka.

Iza Milczarek jest praktykiem medycyny chińskiej, a przy okazji mądrą kobietą, z którą każda rozmowa jest prawdziwą przyjemnością. Ta rozmowa była dla mnie także przygodą, musiałam się mocno otworzyć, by bez oceniania i ze rozumieniem przyjąć to, co słyszę. Bo to nie zawsze są wygodne słowa. 

Podczas rozmowy, a późnej spisywania tego wywiadu, miałam w sobie burzę emocji, bo macierzyństwo to bardzo czuły temat. Dziecko, więź z nim, bycie mamą to jest bardzo czuły temat. Może właśnie dlatego tak interesujące są dla mnie różne aspekty, spojrzenia na macierzyństwo. Dziś chcę przedstawić Wam jedno z nich. 

 

Przypomniałaś mi o czymś. Moja Córka, gdy była młodsza, często powtarzała, że sobie mnie wybrała. Oczywiście nie brałam tego poważnie, choć czułam wielką radość, słysząc te słowa od mojej kilkulatki. 

Sama istota duszy dzieci, tej energii, która ma zejść i wybuchnąć w supernowej, ma historię, którą potrzebuje zrealizować w ziemskim wydaniu. I wybiera sobie mamę, taką zwyczajną, z trudnościami, które ma w życiu, tu i teraz, bo myśli sobie, że mama, która przeżywa życie tak, a nie inaczej, jest mu potrzebna. I wtedy rozpoczyna się cały proces. 

Start tego procesu to moment zapłodnienia, prawda? 

Zapłodnienie to 50% energii od mamy i 50% energii od taty. Dziecko, dzięki swojej energii Qi, schodzi i zaczyna rozwijać siebie dzięki energii od rodziców. Jakie to jest piękne! Dziecko ma w sobie pamięć mamy i pamięć taty, zaczyna wytwarzać proces swojego rozwoju wewnętrznego.

Czy ten proces stawania się można podzielić na jakieś etapy?  

W 1. miesiącu ciąży wytwarza się meridian wątroby. Wątroba jest połączona z tzw. morzem krwi. 

W 2. miesiącu ciąży wytwarza się pęcherzyk żółciowy, a dziecko zaczyna podejmować pierwsze decyzje. Na przykład, czy ono chce być, czy nie. Kiedy już podejmuje decyzję, że chce być, zaczyna się rozwijać meridian serca. 

W 4. miesiącu ciąży rozwija się meridian San Jiao, czyli potrójny ogrzewacz. I on robi miejsce na energię dolnego ogrzewacza, środkowego i górnego. Zaczyna transmitować przez cały organizm, układ krwionośny.  

W 5. miesiącu ciąży tworzy się śledziona. I to jest najbardziej spirytualny moment, dlatego, ponieważ ona tworzy kończyny, tworzy strukturę mięśni i tworzy dawanie i branie. 

W 6. miesiącu ciąży tworzony jest środkowy ogrzewacz, czyli żołądek, który wszystko wciąga, mieli, podaje do śledziony, a ona rozdziela energię po wszystkich narządach. 

W 7. miesiącu ciąży rozwijają się płuca. I to jest ciekawe! Często wcześniaki, urodzone właśnie w 7. miesiącu, mają problemy ze skórą, AZS, łuszczyce itp. Gdy w tym czasie coś traumatycznego dzieje się w życiu mamy, co wiąże się z nietrzymaniem granic, z przekroczeniem granicy mamy, dziecko odreaguje to właśnie problemami skórnymi, bo skóra jest granicą. 

W 8. miesiącu ciąży rozwija się jelito, czyli kolejna granica. To organ, który daje upust, wydala to, co niewłaściwe. 

W 9. miesiącu ciąży nabierają mocy nerki i to jest przygotowanie w lęku do wyjścia na świat, to budowanie wewnętrznej siły do tego, by w otworzyć się, otworzyć pęcherz moczowy i się stać. Zauważ, że pęcherz moczowy ma taką właściwość, że jak jesteś zestresowana i idziesz siusiu, to resetujesz cały organizm, jakbyś resetowała system w komputerze. Pozbywasz się napięć z organizmu. I z tą siłą pęcherza moczowego, który jest w kanale energetycznym yang, czyli ruchu, wychodzi dziecko. 

Czyli można poznać po dziecku wydarzenia, które miały miejsce w połowie trwania ciąży? Osobiście czuję się przytłoczona tą informacją i zaczynam analizować, co się działo w czasie, gdy sama byłam w ciąży…

Poznałam takie przypadki, że wchodząc w 6. miesiąc ciąży, meridiany nie były odżywione tak, jak powinny, i na przykład chłopcy mieli zrośnięte dwa palce u stóp. Czyli w 6. miesiącu ciąży doszło do jakiejś traumy i meridian nie został dobrze odżywiony i stąd te zrośnięte palce, tak jakby męskość miała być mocniej usadowiona. Znam historie 2-letniego chłopca, 12-latka oraz 45-letniego mężczyzny. Mama każdej z tych osób rozstała się z ojcem dziecka, gdy była w ciąży. 

Czyli kondycja dziecka jest również zależna od emocji, które przeżywa mama. 

Mama przez cały ten proces, w każdym miesiącu, drukuje dziecku każdą swoją emocję, każdą swoją nieprzeżytą historię. A dziecko robi taki ruch – z miłości do ciebie mamo, poniosę twój los. I często jest tak, że kobiecie niby nic nie jest, a z dzieckiem dzieją się jakieś perturbacje. 

Bo wzięło na siebie emocje mamy?

I teraz sobie wyobraź, że przychodzi mama i mówi, że jej synek non stop choruje na zapalenie płuc. Ja zawsze wtedy zapytam – co się działo w 7. miesiącu ciąży? I to jest najtrudniejsze, bo mamy nie pamiętają. Nie pamiętają, o której godzinie urodziły dziecko, nie pamiętają traumy porodowej, a przecież od tego, jak dziecko wychodzi z łona, przechodzi do świata, uzależnione jest, jak sobie dziecko będzie radziło w życiu. 

Czyli cesarskie cięcie może mieć wpływ na dalsze życie dziecka? Jeśli tak, to ciężko się z tym pogodzić, bo najczęściej nie mamy na to wpływu…

Dzieci urodzone naturalnie mają naturalny pęd do ukierunkowania. Wiem, gdzie jest światło, wiem, gdzie mam iść, mam motywację. Natomiast jeśli dziecko jest urodzone przez cesarskie ciecie, to zawsze będzie potrzebowało wsparcia mamy. I mama nie może się denerwować, że dziecko jest niesamodzielne, po prostu dziecko ma taką naturę, że potrzebuje, by ktoś przy nim był. Gdy to zrozumiesz, nie będziesz się na to denerwowała, a zrobisz wszystko, różnymi technikami, by dziecko się usamodzielniało krok po kroku, by to wyszło od dziecka. 

Czy również wybór – chcę karmić piersią, nie chcę karmić piersią – ma tak duży wpływ na nasze dziecko?  

Wyobraź sobie, że dla dziecka, mama, która nie daje piersi zaraz po urodzeniu, kiedy ono do tej pory cały czas dostawało, to tak, jakby energetycznie umarła. Jest oczywiście sztucznie karmione, ale nie ma tego rodzaju bliskości, które może „wyssać” od matki. Siara z piersi to esencja, to coś niewiarygodnego. 

Pewne zachowania muszą się zadziać i kobiety, które nigdy nie karmiły, nie będą tworzyć relacji z dzieckiem opartej na tym, że dziecko dostaje. Dwa narządy, które zaczynają swój bieg po porodzie to płuca i śledziona, a śledziona jest połączona z żołądkiem. I tu dużą rolę ma ssanie. Jeżeli dziecko dostawało od mamy energię przez wszystkie miesiące ciąży, to wiadomo, że przez kolejne 3 miesiące życia musi to zaadaptować i wytrenować. Więc jeżeli nie dostaje mleka mamy, to żyje w deficycie i ten deficyt później niesie przez całe życie. 

A jeżeli zastąpimy to butelką i bliskością?

Jest to możliwe, ale jest różnica. Energia z mleka matki jest jej energią, jest to transformowana krew w mleko. I jeśli matka daje własną krew, to jest to największy dar. A teraz to porównaj ze sztucznym mlekiem z butelki. To pokazuje, że dziecko metafizycznie pije nieprawdę.

Myślę, że wiele mam, gdyby wcześniej przeczytało tę rozmowę i poszerzyło swoją wiedzę właśnie o ten obszar, dokonałoby innego wyboru. I teraz ważne pytanie – jakie konsekwencje w przyszłości dla dziecka może mieć brak karmienia piersią?

Mama, kierując się swoim dobrem i swoją wygodą, pozbawiając dziecko mleka i bliskości, sprawia, że dziecko w przyszłości będzie miało kłopoty asymilacyjne. Chociażby z tego tytułu, że nie będzie wiedziało, że może coś dostać, a przecież nasze życie polega na równowadze w dawaniu i braniu.

Niestety, o tym dowiadujemy się najczęściej, gdy już jest za późno, a szkoda! Mówi się, że macierzyństwo to najbardziej naturalna rzecz na świecie, a w rzeczywistości to najtrudniejsza rzecz na świecie. 

Kobiety mogą myśleć, że zachodzi się w ciążę na pstryknięcie palców. Urodzić, wykarmić – to proste. A przecież my, rodząc dziecko, nic nie wiemy. Dostajesz dziecko, z którym nie wiesz, co zrobić, które nie ma instrukcji obsługi. Możesz googlować, ale to nic nie da, bo przeczytane informacje nie mają przełożenia na twoje dziecko, bo ono jest sumą doświadczeń kobiety i jej partnera, ojca dziecka, a także sumą doświadczeń obu rodów, a nie sumą doświadczeń wszystkich pań z forum internetowego. 

No bo młoda mama czuje się niepewnie i po omacku, często w panice szuka odpowiedzi na miliony pytań, które ma w głowie. 

Mama ma prawo czuć się niepewnie. Powinna mieć świadomość, że ma prawo popełniać błędy, ale dzięki nim nabiera doświadczenia i uczy się swojego dziecka. 

I wtedy wchodzą babcie, mówiąc:  ja robiłam tak, ty tak nie rób, zrób tak, jak ci mówię… Bywa, że rodzina nie daje nam prawa dostępu do naszego dziecka. 

Wszelkie choroby, które dzieci mają od 1. do 3. roku życia, są ze śledziony, wiążą się z tym historie pokarmowe, bolące brzuszki oraz płuca, czyli że została przekroczona granica mamy, gdy była w ciąży. I jeżeli w 7. miesiącu ciąży działo się coś, co już mogło dawać myśl, że ktoś z zewnątrz będzie się toksycznie interesował ciążą i dzieckiem, to mama stoi w zaburzonych granicach, nie walczy o dziecko, nie walczy o to dawanie. Podkreślam, to mama jest najważniejsza dla dziecka, nie babcia. Kiedy kobieta nie może popełniać swoich błędów, bo jest oceniana i krytykowana, to chcąc nie chcąc, przeniesie to na dziecko. Wtedy jest bunt dwulatka, późniejsze bunty sześciolatka, gdy dziecko zaczyna kwestionować różne rzeczy. 

To stąd biorą się te słynne dziecięce bunty?

Dziecko idzie do przedszkola. Przychodzi do domu, krzyczy, odreagowuje. I co robi mama? Ustawia dziecko. A co dziecko robi? Przychodzi do źródła, czyli do domu, do mamy. Przy źródle może się zadziać wszystko, bo mama zaakceptuje wszystko, a tak się nie dzieje. Rolą rodzica nie jest krytykowanie, a wspieranie rozwoju.  I to jest najczęstszy błąd, bo kobieta często nie radzi sobie z tym aspektem, bo jest za dużo czynników zewnętrznych, za dużo stymulantów i ona nie może w spokoju być matką. Właśnie wtedy dochodzi do największych kłótni z partnerami, i zaczyna się rozdźwięk.

Mama jest pierwsza, bo jest kreatorką, tata jest sprawcą i dopiero na trzecim miejscu jest dziecko. A w sytuacji, gdy matka się nie czuje pewnie, stawia dziecko na pierwszym miejscu i zaburza się struktura rodziny, wtedy może dojść do rozpadu. Więc trzeba zrobić tak, by kobieta była ugruntowana w tym, że ona wie najlepiej, nie wiedząc najlepiej. 

Ta informacja może przytłaczać, ale też daje pewną odwagę. To jest kolejne potwierdzenie tego, że zaufanie do siebie i własnej intuicji jest kluczowe. 

Szkoda, że zamiast szukać prawdy u źródła, idziemy na skróty. Czemu nie zapytamy – mamo, chcę, byś mi powiedziała historię o mnie, jak mnie wychowywałaś, z czym sobie nie radziłaś. Nie umiemy umiejętnie stawiać pytań, od razy szukamy odpowiedzi w Google. A to źle, bo to, co daje rezultat u innych mam, przy Twoim dziecku się nie sprawdzi. Widać, że mamy nie znają swoich dzieci.

To przykre mieć podejrzenia, że nie zna się tej istoty, którą się urodziło. Jak w takim razie możemy poznać jeszcze lepiej własnej dziecko? 

Jeśli jesteś obserwatorką dziecka i dajesz mu się wyrazić, to naprawdę poznajesz swoje dziecko. A jeśli stawiasz przed nim granice, od razu schematy, to dziecko nie może się wyrazić. Załóżmy, że jest 7-latek, który w ogóle nie jest kreatywny. Ale jak ma być kreatywny, gdy wszelkie objawy kreatywności są ścinane. A kreacja jest w drzewie mocy, w energii wątroby i pęcherzyka żółciowego. Dziecko musi płakać, musi krzyczeć, musi pokazywać tę zmienność. 

Czyli, w skrócie, dajmy naszemu dziecku spokój!

Właśnie! Mamy 8-miesięcznego bobasa i kupujemy mu zabawkę, złożoną z kolorowych kręgów, które trzeba poukładać w odpowiedni sposób. I co robią matki? Mówią, jak się tym bawić. Dają instrukcję. Pokazują, jak dziecko ma to zrobić. Czyli nie dają mu możliwości, żeby samo mogło tę rzecz poznać. Pokazują dziecku, że tylko jedna koncepcja jest dobra. I nie ma znowu tu miejsca na kreatywność. 

Część kobiet może powiedzieć: ale przecież taka jest rola mamy – uczyć! 

To, czego się dziecko nauczy do 3. roku życia, sprawdza w grupach społecznych, i jeżeli jest błąd komunikacyjny, bo matka pokazała coś nie tak, to dziecko pójdzie i to sprawdzi. Wtedy też zaczyna decydować, myśli sobie –  aha, mama mówiła nieprawdę. Gdy dziecko zaczyna mieć swoje zdanie, matka myśli, że dziecko jest zbuntowane, a ono jest w ruchu, sprawdza to, co wie z domu. 

Czyli nic się nie ukryje! Wszystkie błędy pierwszych faz macierzyństwa zostaną brutalnie odkryte. 

Najtrudniej jest, gdy mama udaje, że jest mamą. Bo nie jest sobą. Nie działa z pierwotnego poziomu. Pierwotna mama nie jest perfekcyjna, ma chwile załamania, jest zmęczona, może jej się nie chcieć, chce odpocząć, chce uciec do koleżanki na kawę. To jest właśnie pierwotna mama, a nie mama z hologramu, chcąca na siłę być idealną.

To dlatego, że czasem matki czują się bezsilne w tej swojej niewiedzy.  

Bezsilność matki jest najtrudniejsza. Ale z drugiej strony to jest moc. Twoje dziecko będzie ci mówiło wszystko, jeśli nie będzie czuło oceny i krytyki. 

Ten temat budzi bardzo skrajne emocje. Aż się boję zapytać, jak sobie radzić w granicznych sytuacjach…

Byłam młodą mamą, miałam 4-letnia córkę, gdy mojej koleżanki córeczka wypadła z okna. To było straszne. Żadna z kobiet nie stawia się w takiej sytuacji, ale musiałyśmy stworzyć krąg kobiet, by ją w tym wesprzeć i najpiękniejsze w tym było to, że znalazł się taki krąg. Macierzyństwo to nie tylko piękny dzidziuś w pięknych ubrankach, to trud. O macierzyństwie mówi się zawsze tak pięknie i wzniośle, a to największa harówka. 

Szczególnie gdy doświadczyło się śmierci własnego dziecka albo wielokrotnych poronień…  

Znam wiele przypadków kobiet, które najpierw musiały pożegnać stratę, by potem móc zostać mamą. Te kobiety nie mogą powiedzieć, że są matkami tylko tego jednego dziecka, ale są też matkami tych dzieci, które odeszły. W wielu sytuacjach to na nas energetycznie ogromnie wpływa. Te małe dzieci, które się rodzą jako drugie, też to czują. Na przykład bywają lękliwe właśnie dlatego, że w macicy zadziewa się proces śmierci. Macica energetycznie nie została oczyszczona. 

A bardzo często kobiety używają słów: miałam nieudaną próbę in vitro. 

I dlatego jestem przeciwna przedmiotowemu traktowaniu poronienia. Jak nie uznasz tego dziecka, to znaczy, że go nie było? Bardzo ważne jest, by zauważyć tę stratę. Bywa później, gdy kobieta chce znowu zajść w ciążę i nie może, że szuka różnych przyczyn, a przyczyna jest taka, że w jej macicy jest śmierć, której ona nie uznała. Zobacz, wszystko jest energią, dzidziuś w brzuszku jest energią, która zaczyna się zagęszczać i materializować. Do trzeciego miesiąca ciąży z reguły nikomu nie mówimy o tym, że spodziewamy się dziecka, zawsze się boimy, czy się uda, czy nie. Najtrudniejsze jest chyba to, że jeśli już dochodzi do poronienia w tym momencie, to jest to tak naprawdę zawsze decyzja dziecka. A często w tym trudnym czasie, gdy dziecko jest ronione, mama sobie wyrzuca, że może cos zrobiła nie tak. A bywa, że to dziecko potrzebowało właśnie tego krótkiego czasu, i kobieta miała być mamą tylko do tego momentu.

Jak pogodzić bycie sobą i zgodę na popełnianie błędów, z tym że każda nasza decyzja czy emocja wpływa na dziecko, włącznie z naszymi błędami, które popełniamy, właśnie pozwalając sobie na bycie sobą?

Jak jesteś w prawdzie, to wszystko, co się wydarza, wydarza się dobrze. Ktoś z zewnątrz zawsze może powiedzieć, że coś robisz źle. Ale to ty decydujesz, co bierzesz, a czego nie bierzesz. Ty decydujesz, układasz mandalę w sobie. Jedyne co, to musisz sobie do tego dać prawo. 

Prawda to klucz?

Kobiety, które do mnie przychodzą, bardzo chcą mieć dzieci, a nie mogą. I ja zawsze zadaję pytanie – kto chce być w ciąży? 50% kobiet odpowiada: moja teściowa, moja mama, ja nie, ja się nie czuję gotowa. Zobacz, co się dzieje – zaczyna się nakręcać spirala, oczywiście do ciąży nie dochodzi, no bo jak, w mamie nie ma decyzji, a dziecko czuje, że mama nie jest gotowa. Bardzo często dziewczyny mnie pytają, jak to możliwe, że matki, które są alkoholiczkami, rodzą tyle dzieci. A one mają wszystko gdzieś, one są sobą. Chcą się napić wódeczki, wiec piją wódeczkę. Chcą mieć 10 partnerów, to mają 10 partnerów. One decydują tak, jak chcą. Przykład drastyczny, ale taka jest prawda. 

Wiele kobiet pyta: jesteśmy spokojną rodziną, mamy mieszkanie, jesteśmy zdrowi, i nie udaje mi się zajść w ciążę, poroniłam…

Jeżeli dochodzi do jednego poronienia za drugim, jeśli kobieta używa liczb, a nie imion, to znaczy, że nie uznaje dzieci, które chciały z nią być. 

Każda kobieta, która pragnie być mamą, powinna być prowadzona holistycznie. Nie wystarczy tylko psychoterapeuta, albo tylko joga. Kobieta musi sobie zdawać sprawę, że ciąża to przekroczenie swoich subtelności, by komuś coś podarować. Jak nie mam nic, to co mam dać, jak mam dać? Kobiety chcą być w ciąży, mają żądania albo roszczenia bycia matką. A absolutnie nie patrzą na to tak, że skoro ja nigdy nic nie dostałam, to jak mam dać? Bo jak wytłumaczyć to, że wszystkie badania są super, wszystkie parametry w normie, a ciąży brak. Z poziomu ciała jest wszystko super, a dusza krzyczy. 

Mówiąc holistycznie, masz na myśli również akupunkturę, dietę, medytację?

Akupunktura jest dobrym narzędziem. Jeśli jest dobrze postawiona diagnoza, można zredukować energię, wchodząc igłą w przestrzeń Chi, albo nakierować tak, by szła do konkretnego miejsca w ciele, czyli np. do macicy. I wtedy jest wielka niespodzianka, bo kobieta mowi – kurcze, jeden, dwa zabiegi i zaszłam w ciążę. Pytam, czy przyszła mama piła zioła? Piła. Długo? Tak. A potem pytam, jak się czuła, zanim zaszła w ciążę. Wtedy słyszę –  no, byłam pracoholikiem i było mi cały czas zimno. Jakie dziecko ma przyjść do zimnego domu? A zimny dom jest przez to, że my kobiety uwielbiamy diety, i nasz żołądek cały czas gubi termikę, a żołądek dotyka macicy. Jeżeli żołądek jest zimny, macica jest zimna i nie dochodzi do zapłodnienia. Jeżeli żołądek jest za gorący, w macicy jest za gorąco i też nie dojdzie do zapłodnienia. Co sobie dajemy, to tyle możemy oddać…

…na płaszczyźnie ciała i duszy.  

Nie można odseparować ciała od emocji, tam jest cały zalążek wszystkich niedoborów i nadmiarów, wszystkich blokad, zastojów, które generujemy w swoim życiu. Żeby być wolnym człowiekiem, to trzeba żyć w prawdzie. 

Każda historia musimy dojść do źródła. Musimy być sobą, bo jak nie jesteśmy sobą, to nic dobrego do nas nie przyjdzie. 

Iza Milczarek – Twórczyni zintegrowanej, holistycznej metody w pracy z Pacjentami, Praktyk Medycyny Chińskiej, Dyplomowany Terapeuta Refleksolog, Fitoterapeuta, Psycholog w zarządzaniu, założycielka OdNowa Centrum Refleksoterapii, Kliniki OdNowa, Szkoły Terapeutów OdNowa – Centrum Kształcenia Ustawicznego. 

This error message is only visible to WordPress admins

Error: API requests are being delayed for this account. New posts will not be retrieved.

Log in as an administrator and view the Instagram Feed settings page for more details.

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo