Change font size Change site colors contrast
Ciało

Seks w ciąży to doskonały pomysł! Rozmowa z dr n. med. Maciejem W. Socha.

9 października 2019 / Monika Pryśko

Seks w ciąży?

Tak! O tym można porozmawiać, ale w zamkniętym gronie ciężarnych, z lekarzem i to dyskretnym, w towarzystwie tylko na ucho, po cichu. Ponieważ nie mówi się o tym wprost, trudno zająć stanowisko. 

Jesteśmy jako Polacy pruderyjni, często zawstydzeni choćby pytaniem o seks w ciąży i bardzo podatni na internetową manipulację faktami medycznymi. Szczególnie będąc w ciąży!

 

Czy kobiety w ciąży mogą uprawiać seks? Oto jedno z pierwszych pytań, które zadałam dr. n. med. Maciejowi Socha, lekarzowi specjaliście położnictwa i ginekologii, ginekologii onkologicznej oraz perinatologii, Kierownikowi Oddziału Położniczo-Ginekologicznego w Szpitalu Św. Wojciecha w Gdańsku-Zaspie. 

 

Panie doktorze, czy seks w ciąży jest bezpieczny?

Czy naprawdę te pytania się jeszcze pojawiają? Ciągle? Znowu? 

 

Podobno kobiety w ciąży nie chcą kochać się ze swoimi partnerami. 

Jeżeli kobieta źle się czuje, czyli ma np. ból brzucha, bo pojawiły się skurcze, które mogą być objawami porodu albo odpływa płyn owodniowy lub ma obrzęknięte krocze, dodatkowo cała zmiana stanu hormonalnego doprowadza do tego, że się źle czuje, to ciężarna nie ma ochoty na współżycie. Nikt by w takiej sytuacji nie miał!

Jednak poza stanami chorobowymi, nie mam przeciwwskazań medycznych do seksu w ciąży.

Każdy z nas, jak jest chory, to mniej je, po to, by zmniejszyć metabolizm i zahamować rozprzestrzenianie się bakterii po organizmie. Gdy się źle czujemy, nie chce nam się uprawiać seksu, bo matka natura nie chce, byśmy dalej rozsiewali zarazki. Jest mnóstwo takich zachowań, których zbiór nazywamy ,,sickness behaviour’’, a które towarzyszą  chorobie. Podświadomie, biologicznie, zachowujemy się tak, a nie inaczej. 

Więc jeśli ciężarna nie chce się kochać ze swoim partnerem, powodem może być własny system ostrzegawczy organizmu i to akurat sytuacja w pełni akceptowalna.

 

Czyli mamy słuchać naszego organizmu?

Jako ludzie, jesteśmy po prostu zwierzętami. Warto czasem spojrzeć, jak zachowują się inne ssaki, zwierzęta działają bardzo instynktownie. Samice w trakcie porodu i tuż przed nim ,,dziwnie” się zachowują, szukają sobie ustronnego miejsca, są trochę spokojniejsze, chcą się zaszyć i to jest ostatni moment, w którym pomyślałyby, że jest to dobry czas na zbliżenie seksualne. Kiedy źle się czujemy, to seks nie jest naszym priorytetem. Ale warto posłuchać swojego ciała, bo w większości sytuacji życiowych nie ma przeciwwskazań do normalnych ludzkich zachowań, w tym seksu. 

 

Czy pana pacjentki w gabinecie poruszają temat seksu w ciąży? 

Oczywiście! Co ciekawe, często mówią zdziwione: panie doktorze, ten seks to jest jakiś inny. Pytam, co to znaczy. Okazuje się, że tak naprawdę nie jest gorszy czy lepszy, tylko… po prostu inny niż kiedyś. 

Ciąża wymaga czasem zmiany pozycji, zmiany przyzwyczajeń seksualnych. To nowy stan dla pary, więc może wymagać przystosowania.

 

Która pozycję wybrać?

Taką, która jest najwygodniejsza. A najczęstsza wybierana to tzw. pozycja na łyżeczkę. 

Większość kobiet fizjologicznie położy się na boku i będzie wolała współżyć właśnie w takiej pozycji, tyłem do partnera, i prącie znajdzie się w takim miejscu, że nie zrobi krzywdy ani dziecku, ani ciężarnej. A jak kobieta wygodnie się czuje, jej partner wygodnie się czuje, to znaczy, że jest dobrze.

Nikt nie ma wdrukowanego jedynego dobrego wzoru postępowania. Jesteśmy jak idealnie zbudowane maszyny, że jak coś się dzieje złego, to mamy wbudowany system alarmowy pod postacią na przykład bólu, niepokoju, pobudzenia. Więc jeśli kwestią jest tylko zmiana pozycji, proszę ją zmienić i dobrze się bawić. 

 

A jeśli seks w ciąży boli?

Jeśli boli, to znaczy, że organizm daje znać, żeby zmienić pozycję lub sposób współżycia. Generalnie seks powinien być przyjemny, a ból zwykle jest sygnałem alarmowym.

 

Mówi się jednak, że seks w ciąży skraca szyjkę macicy, a to źle. 

Jako ginekolodzy mamy narzędzia, dzięki którymi możemy zbadać, co się dzieje z szyjką macicy. Zauważyliśmy, że gdy szyjka macicy się skraca, to w fizjologicznej ciąży jest to jeden z elementów jej dojrzewania, który prowadzi wprost do porodu. Ale to, co zabawne, to to, że zapomnieliśmy, że dojrzewanie szyjki macicy jest procesem zarówno jej skracania, jak i zmiany konsystencji oraz ustawienia. Kierowaliśmy się tylko jednym z elementów – długością obserwowaną w USG. I na przestrzeni wielu lat zabranialiśmy pacjentkom współżycia – biorąc pod uwagę tylko długość szyjki macicy.

Pamiętam, że gdy zaczynałem pracę, to taka optymalnie wyglądającą szyjką macicy była ta długa, twarda, zamknięta. I wszystkim pacjentkom mówiliśmy, żeby nie współżyły, bo faktycznie, jak kobieta w ciąży uprawia seks, to szyjka macicy zaczyna dojrzewać. To pokazuje nasze ograniczenia i właściwie głupotę. Po pierwsze, wzięliśmy za pewnik tylko jeden z elementów, jakim jest długość kanału szyjki macicy, albo naszych palców, po drugie zapomnieliśmy, że fizjologicznie szyjka musi dojrzeć, a to wymaga czasu. Poród to proces, który rozpoczyna się nawet trzy dni przed pojawieniem się dziecka na świecie. A faktycznie to całość ciąży jest czasem, w którym dochodzi do zmian, których po prostu finałem jest poród. I jednym z tych elementów jest dojrzewanie szyjki macicy, która w przeciągu tygodni musi zmienić swoją konsystencję, skrócić się, ustawić. Jeśli mamy długą, twardą, zamkniętą szyjkę macicy, i nawet rozpocznie się już czynność skurczowa, a dziecko napiera na tkanki macicy, to strasznie to boli. Nawet mnie, na samą myśl, co musi czuć pacjentka. Jak ta szyjka ma dojrzeć? Nagle w ciągu kilku godzin? Tak się nie da!

 

No właśnie, jak ma dojść do tych zmian dzięki współżyciu?

W nasieniu są zawarte między innymi prostaglandyny, substancje, które wpływają na zmiany strukturalne tkanek szyjki macicy. Pewne włókna kolagenowe zamieniają się w inne, dochodzi do ich uwodnienia, i szyjka macicy zaczyna dojrzewać. Dodatkowo prostaglandyny z nasienia mogą spowodować delikatne skurcze macicy, bezpieczne dla ciąży, ale jednocześnie doprowadzające do zmian w szyjce, dzięki jej pociąganiu przez kurczącą się macicę

W Japonii przeprowadzono ciekawe badanie. Pacjentki zagrożone porodem przedwczesnym z krótkimi szyjkami podzielono na dwie grupy. W jednej grupie mogły współżyć, w drugiej nie.

Okazało się, że w tej grupie, w której kobiety współżyły, stało się coś strasznego – 

ta szyjka macicy jeszcze bardziej się skróciła, mimo to więcej porodów przedwczesnych było w grupie, która nie uprawiała seksu w ciąży. Szyjka się skróciła, ale stała się bardziej zbita, zmieniły się włókna, a sama szyjka była bardziej kompetentna do utrzymania ciąży.

 

To o co chodzi z tą szyjką macicy i całą aferą dotyczącą jej skracania?

Odpowiem na przykładzie ciąży bliźniaczej. Ciąża mnoga jest pewnym odstępstwem od fizjologicznych planów matki natury. Jeżeli macica ma ,,zaplanowaną” pewną granicę objętości i tym samym rozciągliwości, to w sytuacji, kiedy dwójka dzieci wymaga zwiększenia tej objętości, włókna mięśnia macicy, które są ze sobą w specjalny sposób spięte, musiałyby albo się rozerwać – na co biologicznie nie ma zgody. Wobec tego co ma zrobić macica, skoro jest takie mocne napięcie? Zaczyna się kurczyć. I wtedy dochodzi do porodu przedwczesnego. 

 

Więc co zrobić, by tej macicy było więcej, by zapobiec przedwczesnemu porodowi?

Macica ,,pożycza sobie” niejako tkanek z szyjki. Ona się skraca, a wtedy macica ma większą możliwość rozciągnięcia, ale pojawia się rozwarcie… 

Kiedyś w takich okolicznościach zakładano szwy szyjkowe, po latach okazało się, że założenie szwu szyjkowego w ciąży bliźniaczej zwiększa ryzyko porodu przedwczesnego o 215%. Czyli aż ponad dwukrotnie. Bo jeśli tę szyjkę ściągniemy, to macica nie ma sobie skąd pożyczyć tkanek, by się rozciągnąć, a wtedy organizm doprowadza do skurczów. Tak w prosty sposób można to zobrazować.

 

Czyli zbyt krótka szyjka to mit?

Nie, absolutnie. Czasem zbyt krótka szyjka, w pewnych tygodniach ciąży, jest objawem zagrażającego porodu i należy włączyć odpowiednie leczenie. Ja próbuję tylko powiedzieć, że mitem jest to, że najlepsza jest długa, twarda i zamknięta szyjka do dnia przed porodem, a później nagle jak supernova ma ulec ona rozwarciu. To niemożliwe. Faktem jest to, że szyjka dojrzewa, a seks w znakomitej większości przypadków nie szkodzi szyjce ani ciąży. Przeciwnie!

 

Może to głupie, ale wydaje mi się, że kobiety boją się uprawiać seks w ciąży, bo penis może zrobić krzywdę dziecku.  

W medycynie mamy różne ciekawe badania. Są też takie, które pokazują w rezonansie magnetycznym, jak ludzie współżyją i gdzie to prącie się wtedy znajduje. I z całym szacunkiem do nas facetów, ekstremalnie ciężko jest mi sobie wyobrazić, że penis dostanie się przez szyjkę macicy do jamy macicy i uszkodzi dziecko. Jest w stanie dotykać szyjki, ale zwykle pochwa w ciąży się wydłuża, zmienia też swój kąt, i prącie znajduje się po prostu w innym miejscu pochwy, najczęściej w sklepieniu tylnym. 

 

Mówi się, że seksem można przyspieszyć poród. 

Były kiedyś badania sprawdzające, czy współżycie z ejakulacją w pochwie to dobry pomysł na indukcję porodu, na zasadzie – chcielibyśmy już urodzić, to idziemy do łóżka. I to też pokazuje, jakimi wszyscy jesteśmy naiwnymi ignorantami, jeśli myślimy, że para, która nie współżyła przez całe 9 miesięcy, i teraz nagle zaczyna ze sobą sypiać w okresie okołoporodowym, może spowodować indukcję porodu. Nie!

Taki seks, to znaczy seks tylko w okresie przedporodowym, nie zwiększa szansy na wcześniejszy poród. Natomiast możemy inaczej – bardziej fizjologicznie! Gdybyśmy porównali pary nie współżyjące przez całą ciążę ze współżyjącymi przez cały ten okres, czyli u tych, gdzie ta szyjka macicy miała szansę dojrzeć, dzięki między innymi współżyciu, to u tych par będzie mniej ciąż przenoszonych powyżej np. 42. tygodnia. Te pacjentki urodzą częściej w terminie – w szacowanym terminie porodu. 

 

Czy polskie pary spodziewające się dziecka prowadzą aktywne życie seksualne?

Różnie. Statystycznie jest lepiej niż 10 lat temu i już rozkłada się to po połowie. Zmądrzeliśmy jako lekarze! Zrobiliśmy badania pokazujące, że medykalizacja przegrywa z podejściem naturalnym i już nie straszymy pacjentek seksem. Ale dalej do gabinetu przychodzą pary, które na pytanie, czy współżyją, odpowiadają – nie. Okazuje się, że taką decyzję podjęła kobieta. Pytam – nie chce pani?. Słyszę: – No chce, ale gdzie tam on będzie ze mną… z taką mną wielką… i… 

 

To znaczy, że kobieta decyduje? 

Kobiety w ciąży często nie pytają partnerów, tylko decydują za nich. Bo w ich ocenie mogą być nieatrakcyjne dla partnera. Ale nawet nie pytają go o to. Choć oczywiście bywa też i odwrotnie. Na przykład faceci nie chcą współżyć, bo się naczytali różnych rzeczy i się boją, że właśnie zrobią krzywdę dziecku albo krępuje ich sama myśl, że w seksie ,,uczestniczy” ich potomek. 

 

Ale ogólnie seks w ciąży to dobry pomysł?

My wiemy, że na poród wpływ ma wszystko, co działo się z kobietą w czasie ciąży. I też to, czy współżyła. Jeśli para nie uprawiała seksu w ciąży, to już jeden z tych elementów fizjologicznego zachowania (zaplanowanego przez naturę) jest zaburzony. 

Wyobraźmy sobie pacjentkę, która jest w 6. tygodniu ciąży, przestaje od razu pracować, kładzie się w domu owinięta folią bąbelkową i leży. Nie chodzi do pracy, nie ćwiczy. Oczywiście, że przytyje, a otyłość jest jednym z głównych czynników ryzyka powikłań zarówno śródciążowych, jak i okołoporodowych. I jeżeli ta kobieta przez kilka miesięcy nie jest aktywna, przytyła, nie współżyje, a potem przychodzi na salę porodową, na której wszystko dzieje się bardzo dynamicznie i musi ,,przecisnąć melona przez otwór wielkości cytryny’’, to pojawia się problem.

 

Jaki problem ma pan na myśli?

Chcemy, żeby pacjentka rodziła w pozycji stojącej albo jakiejkolwiek innej, ale nie leżącej, choćby dlatego, że grawitacja sprzyja temu procesowi. Kobieta ma być np. w pozycji kucznej, gdy krocze się otwiera, a tkanki się rozciągają. Proszę sobie teraz wyobrazić, że właśnie rodzi pacjentka, która przez całą ciążę nic nie robiła, nawet seksu z mężem nie uprawiała. Tylko kanapa i telewizor, bo ktoś nierozsądny zaszczepił w niej przekonanie, że jest chora i musi się oszczędzać. Duże uda i ciężki  brzuch utrudniają kucanie na płaskich stopach. Zwyczajnie trudniej się ruszać, kiedy przybrało się 30 kilogramów. Nie może się podnieść, kolana odmawiają posłuszeństwa. Gdy położna prosi, by ciężarna się położyła i np. zarzuciła na siebie nogi, a potem je przytrzymała, ona nie ma siły. Wszystko ją ciągnie i boli, bo jest nierozciągnięta i ciężko odwieźć szeroko uda. Pochwa jest ciasna, zamknięta, bo od 9 miesięcy poza palcami lekarza nic w niej nie było. Rodząca nie ma siły wziąć wdechu, więc jak ma przeć? Szyjka jest twarda, niedojrzała, bo skoro ciężarna nie współżyła, każdy skurcz piekielnie boli. To jest straszliwy ból! Pacjentka leży, krzyczy z bezsilności, jest zdemotywowana, nie ma siły, grawitacja jej nie wspiera. Gdy pacjentka podczas porodu leży, w skali od 0 do 10 odczuwa ból na poziomie 6/7, natomiast  gdy staje i np. kuca w trakcie skurczu, to ból zmniejsza się do 3/4. To standard. Ale żeby rodzić w pozycji stojącej, mniej bolesnej, trzeba być w formie fizycznej i psychicznej, a brak seksu w ciąży na pewno w tym nie pomaga.

 

Czyli sam żel do masażu krocza nie wystarczy?   

Naiwne podejście. Po co żel do masażu, gdy ciężarna ma w domu faceta, który ma najlepszy masażer na świecie, a uniesienie seksualne będzie działało znieczulająco. Prostaglandyny z nasienia wesprą dojrzewanie szyjki, a prącie rozmasuje krocze. Hormony szczęścia uwalniane podczas orgazmu spowodują uczucie szczęścia zarówno u ciężarnej, i dziecku.

 

Czyli jeśli mam do wyboru seks lub masowanie, wybierajmy seks? 

Gdyby porównać cztery grupy: 1. kobiety współżyjące w ciąży, 2. współżyjące w ciąży i masujące krocze, 3. kobiety nie współżyjące w ciąży, 4. nie współżyjące w ciąży ale i masujące krocze, to w grupie współżyjących masaż w niczym nie pomoże, jest po nic. Pomoże natomiast u tych ciężarnych, które nie współżyły w ciąży, ale dalej jest to słabym substytutem i blado wypada porównanie do tych, które uprawiały seks.

 

Czy seks ciężarnych jest w Polsce tematem tabu? 

Mamy mnóstwo ograniczeń i seks ciężarnych to faktycznie temat trudny. Gdy rozmawiam o seksie z kobietami w ciąży, one wydają się być czasem wręcz zniesmaczone moim pytaniem.

W Polsce gdy kobieta zachodzi w ciążę, to od razu realizuje ten mit Matki Polki, już jest naszym dobrem narodowym i świętym ciałem.

 

To znaczy?

,,Weź poleż’’, czyli proponujemy leczenie łóżkiem, które tylko zwiększa ryzyko żylnej choroby zakrzepowo-zatorowej, pogarsza przepływ maciczno-płodowo-łożyskowy, zmienia naczynioruchowość, to znaczy, że naczynia krwionośne stają się ,,leniwe’’ a ciało tyje, po prostu same szkody. Ale mamy Matkę Polkę, prawie świętą kobietę, a to ciężko już w naszej głowie połączyć z seksem.

 

Jakie jeszcze ograniczenia czują ciężarne? 

Libido jest w głowie. Ciężarnym wbija się do głowy, że są za grube, brzydkie i nie powinny uprawiać seksu. Albo że nie powinny współżyć w takim błogosławionym stanie, lub koleżanki mówią, że facetowi ten seks nie będzie się podobał. A nawet jak tego nie słyszały wprost, to i tak mają gdzieś z tyłu głowy, że każda kobieta z brzuszkiem jest brzydka, więc skoro w ciąży zwiększą się jej rozmiary, to źle. 

Oczywiście otyłość w ciąży jest dalej chorobą i szkodzi, ale z drugiej strony fizjologiczny przybór masy ciała i ciążowy wzrost brzucha powodują, że kobieta pięknieje! 

 

Głęboko nie rozumiem pojawiającej się niechęci do kształtów ciężarnej. To też piękny czas i warto z niego korzystać. Ciężarne pary mogą i powinny współżyć!

 

_________________________________________________

 

Dr n. med. Maciej W. SOCHA, lekarz specjalista położnictwa i ginekologii, ginekologii onkologicznej, perinatologii. Kierownik Oddziału Położniczo- Ginekologicznego Szpitala Św. Wojciecha w Gdańsku. 

 

 

Ciało

Tak, otyłość to straszna choroba!

3 stycznia 2020 / Agnieszka Jabłońska

Chciałabym porozmawiać z Tobą o otyłości.

O tym, o czym dzisiaj nie mówimy, o problemie, który boli i siedzi schowany bezpiecznie pod dywanem, eleganckimi panelami i podwoziem samochodu. Otyłość, sprawa, która uwiera nas, gdy jesteśmy nieco większe, która sprawia, że nie mamy ochoty iść na zakupy, uprawiać seksu i nie kochamy siebie wcale. Problem, który okrywamy swetrem i płaszczem, bo nie mamy na niego siły, bo łzy nam się skończyły gdzieś na etapie III roku studiów, a teraz to już tylko czasami wzdychamy z rezygnacją. 

Gdy ktoś mówi, że otyłość to problem – wkurzasz się?

Problem, gdy jest nas o wiele więcej niż… no właśnie co? Niż powinno być? A ile dokładnie powinno nas być? Jaka waga jest dobra? Jaka waga opisuje Zosię, Monikę, Izę, Ciebie i mnie? Ile Agnieszki powinno być w Agnieszce, żeby było dobrze? W tym momencie proszę Cię, abyś olała BMI, olała złote rady fitnessek, olała sałatę, sałatki i zimne koktajle. Przestała cisnąć siebie i karać za każdą kostkę czekolady, tabliczkę, ulubionego batonika i pizzę i wreszcie odetchnęła. Dusisz się, Kobieto, wiesz? 

Chcę Ci powiedzieć, że wszystkie jesteśmy piękne i każda z nas jest wartościowa. Jesteśmy cudownymi kobietami, które zasługują na miłość i to, co w życiu najlepsze i nasz rozmiar nas nie definiuje w żaden sposób. Chcę Ci jednak powiedzieć również, że definiuje nas zdrowie i chęć do życia, do działania, nasza własna energia. Jeśli nosisz za dużo kilogramów ze sobą, jeśli mało się ruszasz, oddychasz tylko co drugi raz, jesteś w zastoju, Twoja energia również jest uśpiona. Nie możesz wtedy rozwinąć swojego potencjału na 100%. 

Chcę Ci także powiedzieć, że zasługujesz na to, żeby być zdrową i szczęśliwą każdego dnia

Otyłość to choroba (nie lubisz mnie teraz, prawda?), to problem, to wstyd – nie powinno tak być! Osoby zmagające się z tym schorzeniem mają dość wytykania placami, są zmęczone kąśliwymi uwagami, pełnymi obrzydzenia spojrzeniami. Zamykają się w domach, zakupy robią przez Internet, aby uniknąć krępujących pytań o rozmiar.

Rewolucyjna zmiana na lepsze?

Wtedy dzieje się rewolucja. Przemysł modowy dochodzi do wniosku, że na otyłości można zarobić. W XXI wieku udało się odkryć żyłę złota, która cały czas spokojnie leżała schowana przed oczami modowych gigantów. Eureka! Na wybiegi ruszają modelki plus size, katalogi producentów bielizny wypełniają się krągłościami, są pupy i są biusty. Zmienia się rozmiarówka w sklepach, a co więcej pojawiają się specjalistyczne kolekcje „plus size”.

Dziewczyny otyłe dostają jasny komunikat: „jesteście piękne, świat Was kocha i potrzebuje, cyc do przodu i idziemy”. I one idą, do pracy, do kawiarni, do baru z dumnie podniesioną głową i powoli przestają czuć wstyd. Powoli otyłość staje się normalna, staje się sposobem na wyrażenie siebie „jest mnie więcej do kochania”, „mój facet ma mięciutko”, „mój partner kocha wszystkie moje krągłości”. Sposób na kasę, przepis idealny w swojej prostocie. To jest jednak dobre, to jest pierwszy krok, żeby uzdrowić ludzi i sposób myślenia, dążymy do tego, żeby świat stał się lepszym miejscem, ale… 

Hejt na chude

Wtedy zaczyna się hejt, hejt na chude modelki, hejt na szczupłe dziewczyny. Zaczynają się „wieszaki”, „anorektyczki” i „kije od mopa”. Zaczyna się machanie piersiami i dyskretne pokazywanie palcem na płaskie klatki szczupłych koleżanek.  Otyłość próbuje nawet wkroczyć do świata fitness ze swoimi teoriami, ale zostaje delikatnie wystawiona za drzwi.

Zwrócenie uwagi na to, że jakaś dziewczyna jest otyła – nawet w trosce o to, czy nie jest chora, czy jej tarczyca działa ok, czy ma prawidłowy poziom hormonów  – to teraz faux paux, którego nie radzę popełniać. Nie używamy w XXI wieku słowa „gruba”, „pulchna”. Mamy przymiotniki „kobieca”, „o pełnych kształtach”, mamy brokat i jednorożce. 

Dziewuchy Dziewuchom i otyłość

Pamiętasz tę akcję, gdy Dziewuchy Dziewuchom opublikowały grafiki na temat otyłości? Tę, w której zestawiły ze sobą dane, które pokazały, że rocznie więcej osób ginie w wypadkach, niż umiera w wyniku otyłości? 

Manipulacja danymi – co tu się dzieje?!

Chciałam Ci powiedzieć, że to jest właśnie manipulacja danymi albo inaczej: błąd logiczny. Na czym to polega? Wymyślasz jakąś hipotezę, to znaczy tezę, co do której nie wiesz, czy jest prawdziwa, czy fałszywa i gromadzisz dane. Możesz przeprowadzić badanie wśród znajomych (potrzebujesz około 100 osób, żeby można było mówić o próbie reprezentatywnej) – zapytać ich o coś lub dać do wypełnienia ankietę.

Możesz również skorzystać z danych płatnych lub ogólnodostępnych na przykład na stronie Głównego Urzędu Statystycznego. Następnie analizujesz dane i tworzysz zestawienia. Widzisz, cały proces okazuje się niezwykle prosty i nawet dzieci w podstawówce są w stanie zrobić proste badanie, z którego wyciągną wnioski. 

Pułapki są trzy:

  1. Czy to, co badasz ma jakikolwiek sens i wartość?
  2. Czy dane, które ze sobą zestawiasz, są sensowne? 
  3. Czy wnioski z badania są racjonalne i zgodne z powszechną wiedzą, czy właśnie wpadłaś na teorię rewolucyjną?

Zastanówmy się:

  1. Czy w dobie dobrze rozwiniętej medycyny, licznych badań naukowych i wypowiedzi wielu specjalistów naprawdę jest sens wdawać się w polemikę, a co więcej, obalać teorie poparte dowodami naukowymi? 
  2. Czy naprawdę zestawianie danych dotyczących śmierci z powodu otyłości i wypadków samochodowych ma sens? 
  3. Czy otrzymany wniosek, który Dziewuchy Dziewuchom zaprezentowały światu, był wartościowy?

Dziewczyny zrobiły dokładnie to samo, co partia rządząca. Pokazały nam wartościowe dane, które zestawiły z innymi wartościowymi danymi i oczekiwały, że bezkrytycznie przyjmiemy wartościowe wnioski. Na szczęście spotkały się z ciepłym przyjęciem tylko części społeczeństwa.

Otyłość jest fajna!

Mamy piękne słówka, które – moja kochana – maskują problem. Otyłość to nie krzywe zęby (chociaż te też potrafią narobić sporo problemów), to nie głęboko osadzone oczy, odstające uszy, czy koślawe palce u stóp. To choroba, która zabija. Ok., nie tak spektakularnie jak wypadki samochodowe – z tym się w pełni zgadzam.

Otyłość jest spokojna, cierpliwa i cholernie wyrozumiała – to najlepsza przyjaciółka jaką można sobie wyobrazić. Wybaczy paczkę chipsów z tygodnia XXL wieczorem i duże pudełko lodów po południu. Zrozumie pizzę z podwójnym serem po ciężkim dniu w pracy, pączka zamiast drugiego śniadania i kawałek tortu, bo kolega miał urodziny. Otyłość ukoi skołatane nerwy gorącą czekoladą i zatopi smutki w skrzydełkach w panierce i dużej porcji frytek, każe nakryć się kocem i oglądać serial – codziennie, bo się należy. Taka jest fajna otyłość

Byłam tam. Wskazówka wagi szła w prawo jak szalona, a ja jadłam. Było miło, było wygodnie, jakoś tak wychodziło, dwa obiady, fastfood, pączek, ciastko do kawy, jedzenia o wiele więcej, niż dawałam radę zjeść. Dom, ciepły koc. Smaczne dania, ulubiony serial, długa zima, obszerny sweter – strefa komfortu, przyjemność. 

Otyłość – siostra anoreksji?

Otyłość podobnie jak anoreksja dzieje się w głowie. Jemy, chociaż nie chcemy, czujemy się źle, jemy, żeby poprawić swoje samopoczucie, żeby podnieść samoocenę, poczuć się szczęśliwe i kochane. Jemy, bo babcia piekła nam ciasto zawsze jak dostałyśmy dobrą ocenę i robiła bitą śmietanę z owocami, gdy rzucił nas chłopak. Jemy, bo w naszym domu rodzinnym nie było stołu tylko ława i jadło się, patrząc w telewizor. Jemy, żeby zapomnieć i gdy chcemy celebrować ważne chwile. Jedzenie jest wszechobecne. 

Otyłość nie zabija?

Otyłość nie zabija, ALE powoduje cukrzycę i nadciśnienie. Zły cholesterol zatyka żyły i tętnice, co prowadzi do choroby wieńcowej i może wywołać zawał serca. Otyłość sprawia, że nie mamy na nic energii – spacer do sklepu to dla nas wysiłek. To otyłość powoduje, że nasze stawy są obciążone i bolą nas kolana i plecy. 

Twoje piękno = twoje zdrowie

Chciałabym, żebyś dobrze mnie zrozumiała: KAŻDA z nas jest piękna, niezależnie od rozmiaru, ilości fałdek na brzuchu i grubości skórki pomarańczowej na udach. JESTEŚ PIĘKNA niezależnie od tego, czy masz krzywe zęby, garbaty nos, czy lewe oko mniejsze niż prawe i opadający kącik ust, idealne piersi i seksowne usta stworzone do całowania. 

Chciałabym żebyś była zdrowa. Podwyższony cukier, zadyszka po spacerze, ból kolan po lekkim biegu. Poodparzane uda, spuchnięte stopy i senność w ciągu dnia – to nie ułatwia życia. Otyłość nie jest zdrowa.

Wiem, że się cholernie boisz i nie chodzi o pierwszy krok, kolejny, o potknięcia, które pewnie zdarzą się po drodze, czy o wątpliwości. Tutaj chodzi o zasadę, o przyznanie racji komuś, że coś jest z Tobą nie tak, a przecież Ty lubisz siebie. Lubisz swoje krągłości apetyczne, swoje piersi porządne, kobiece, swoje uda szerokie, które pięknie wyglądają w pończochach i lubisz jak on na Ciebie patrzy, gdy masz na sobie obcisłą sukienkę. 

Kocham Cię, dbaj o siebie

Nie chcę Ci tego odebrać, nawet mi się nie śni! Po prostu zadbaj o siebie, o swoje zdrowie i ciało. Możesz mieć piękne, gibkie ciało i świetne wyniki wszystkich badań i to niezależnie, czy założysz żakiet w rozmiarze 34 czy 42, a nawet 46, dlatego nie? Jeśli jednak ciuch w Twoim maksymalnym dla Ciebie rozmiarze (tym, na który sama się ze sobą umówiłaś, pamiętasz?) zrobił się nagle przyciasny w biuście, to może czas powiedzieć „stop” pysznym serniczkom, batonikom do kawy i wafelkom zjadanym wieczorem? 

Otyłość jest śmiertelna moja droga, mniej niż wypadki samochodowe, ale wciąż wystarczająco, by odebrać Tobie najlepsze lata, a Twoim dzieciom matkę. Dbaj, proszę, o siebie tak jak dbasz o swoją rodzinę! 

This error message is only visible to WordPress admins

Error: API requests are being delayed for this account. New posts will not be retrieved.

There may be an issue with the Instagram access token that you are using. Your server might also be unable to connect to Instagram at this time.

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo