ZA DARMO
Change font size Change site colors contrast
Rozmowy

Kobieta w rozwodzie – czego boi się najbardziej?

20 stycznia 2021 / Monika Pryśko

Ktoś, to nie przeżył swojego własnego rozwodu, nie wie, o czym mówię.

Nie ma pojęcia o presji, strachu, obawach, których z każdym dniem jest coraz więcej. Kobieta w rozwodzie to łatwy cel, bo - jeśli jest mamą - ma słaby punkt, którym jest dziecko. Dla niego jest w stanie znieść wszystko, ale też myśl o tym, że dziecko może zostać jej odebrane, czyni ją bezbronną i łatwą do zmanipulowania.

Od rozstania z tatą mojej córki minęło już 6 lat. To bardzo dużo, biorąc pod uwagę, że moja dziewczynka ma już 8 lat. Czas leczy rany, pamięta się więcej miłych rzeczy, człowiek żyje przyszłością, bo nie musi już rozkładać na czynniki pierwsze swojego małżeństwa. Ale faktem jest, że rozwód to trauma, a kobieta w rozwodzie to wachlarz emocji i ogromna wewnętrzna przemiana. Rozwód to proces, który pozwala dojrzeć, ale też bardzo narusza granice.

Zapraszam Was na rozmowę z prawnikiem, mediatorem sądowym Aleksandrą Adamczewską. Walczy na pierwszej linii frontu w Sądzie, a to, że sama jest doświadczoną rozwodem kobietą, sprawia, że jak nikt potrafi z empatią, ale i wielką odpornością wskazywać odpowiedni kierunek i rozwiązywać sprawy, które na pierwszy rzut oka wydają się bez wyjścia.

 

Czego najczęściej boją się kobiety, które są w kryzysie i przed nimi sprawa rozwodowa?

To zależy…czy mówimy o procesie, czy samej rozprawie?

 

Myślę szerzej, o całym rozwodzie, nie tylko konkretnie o rozprawie sądowej. 

Kobiety nim zdecydują się odejść, jeśli mają dzieci, boją się o to, że nie dadzą sobie rady same. Jeśli dzieci nie mają, boja się, że po rozwodzie już nie zdążą ułożyć sobie życia. Rzadko kiedy wiedzą, czego się spodziewać podczas rozwodu, bo to zawsze wielka niewiadoma. Nie znamy motywacji naszego przeciwnika procesowego. Może mu zależeć na szybkim rozwiązaniu sprawy, i wtedy idzie w miarę gładko. Może też się okazać, że to, od czego odeszłyśmy, to zaledwie czubek góry lodowej, że niewiele dotąd wiedziałyśmy o naszym partnerze i wtedy zaczyna się rozwód inny niż ten, który opisujesz w swoim e-booku.

Zaś co do samej rozprawy rozwodowej, to można bać się wszystkiego – sala sądowa to nie jest miejsce przyjazne, wywleka się tam najgorsze brudy, Sąd patrzy na Ciebie z góry jak na problem, a przede wszystkim jak na kłamcę – bowiem jeśli wasze zeznania różnią się od siebie, to zdaniem Sądu kłamiecie obydwoje. I tu pojawia się największa trudność, gdyż z urażonym ego na sali można i trzeba sobie poradzić, gorzej z tym, że wszystko to, co uważałaś za prawdę, brane jest pod wątpliwość Sądu, a najczęściej brane pod lupę jest twoje macierzyństwo. Co gorsza, jeśli liczysz, że ktoś zrozumie, a prawda się sama obroni, to popełniasz ogromny błąd – liczą się tylko i wyłącznie dowody i zeznania. Dla Sądu nic nie jest oczywiste, broni się to, co dowiedzione, a cała reszta nie istnieje. Z najlepszej matki świata robi się z założenia złą matkę i każe jej się bronić przed „napastnikiem z drugiego narożnika sali”. Dlatego tak ważne jest dobre przygotowanie i zaangażowany pełnomocnik, pomaga to oszczędzić mnóstwa nerwów, uniknąć zaskoczenia, albo choć zmniejszyć stres świadomością, że ktoś przyszedł Cię bronić.

 

Co sprawia kobietom największą trudność, gdy muszą zawalczyć o siebie?

Chęć i potrzeba zawalczenia o siebie, to już duży krok na przód – kiedy kobieta w rozwodzie dostrzega siebie w tym całym rozstaniowym piekle, znaczy, że już ważna lekcja za nią. W pierwszej kolejności kobiety walczą o dzieci, Bogu dzięki – bo czasem wyłącznie z uwagi na dzieci decydują się odejść od partnera, i przy okazji ratują siebie. Czasem latami nie dostrzegają wyrządzanej im krzywdy. Jedynie strach o dzieci motywuje je do tego, by odejść. Dopiero po jakimś czasie, często z pomocą terapii, uzmysławiają sobie, że to one są najważniejsze, że od nich należy zacząć, że z ich życiem jest jak z procedurą bezpieczeństwa w samolocie- żeby uratować innych, najpierw same muszą sobie nałożyć maseczkę i zadbać o swoje bezpieczeństwo.

 

Wyobrażam sobie, że walka o dzieci to naprawdę bardzo trudny etap rozwodu – czasem konieczny, a czasem zupełnie zbędny, bo dzieciom nic nie grozi. Z jakimi historiami spotkałaś się podczas swojej praktyki? 

Powinnaś spytać raczej, z jakimi jeszcze nie – byłoby krócej wyliczać. 

 

Domyślam się, że często to jest po prostu walka – o dzieci, o dom, o spokój.

Nawet moja wyobraźnia wspięta na wyżyny surrealizmu wysiada przy inwencji twórczej ex partnerów, dla których walka o dziecko jest odwetem branym na matce za to, że zdecydowała się odejść. Absolutnie uważam, że dzieci nie są orężem do zadawania ciosów ex partnerowi czy partnerce, doświadczenie jednak pokazuje, że to, co tak hucznie zwykło się nazywać alienacją rodzicielską to według mnie przesadzona tendencja, a wręcz zasłona dymna na wiele toksycznych zachowań, mających zyskać usprawiedliwienie w oczach Sądu. Oczywiście, nie wykluczam tego zjawiska – jednak jeśli wypowiadamy się o pewnej globalnej skali dotyczącej walki procesowej, to tam, gdzie są w rozwodzie dzieci – tam najczęściej pojawiają się mniejsze bądź większe problemy. Dlaczego, a to dlatego, że dziecko to najsłabszy punkt kobiety, która winę odpuści, majątek odpuści, a dziecka w większości nie, wiec jest się o co chwycić i czym ją atakować. 

 

I z tym mierzysz się na co dzień w swojej pracy?

Co jest naszą zawodową codziennością? Z jednej strony interwencje policji, przemoc, wyrzucanie z domu, indoktrynacja dzieci, łamanie postanowień Sądu, próby odebrania matce władzy rodzicielskiej, walka o kontakty, kłamliwe oskarżenia pod kątem matek i sprawowanej przez nie opieki, preparowane dowody, wadliwe opinie OZSS, bezczynność kuratorów, bezradność policji, przedmiotowość Sądów, a naprzeciw tego nowe, lepsze życie – odzyskana wolność, bezpieczeństwo i spokój matek i ich dzieci, dobre, godne alimenty.

 

O czym powinny pamiętać kobiety decydujące się na rozwód z dziećmi w tle?

O tym, że z momentem wstąpienia na salę sądową w sposób faktyczny ,,tracą” władzę rodzicielską – władze ma już tylko i wyłącznie Sąd, a w związku z tym cała rzesza przypadkowych kuratorów, niewykwalifikowanych psychologów z OZSS, którzy nie znają zjawiska przemocy, albo którym nie chce się jej dostrzegać. Po przekroczeniu progu sali rozpraw o dzieciach decyduje Sąd – jego procedury i przekonania, często podbarwione życiowymi doświadczeniami, czasem uprzedzeniami. Dlatego jeśli można, to dobrze jest spróbować ustalić kwestie dot. dzieci między rodzicami. Jeśli to się nie udaje, to trzeba się przygotować na walkę, gdzie kwestia przygotowania jest absolutnie najważniejsza, bo decyduje o kształcie całego procesu i finalnego jego rozstrzygnięcia.

 

Jak przekonać kobietę, by dla świętego spokoju nie zgadzała się na rozwód bez orzekania o winie? Mam na myśli to, że często kobiety nie zdają sobie sprawy z konsekwencji tego wyboru.

Zależy, co jest „winą” –  z  formalnego punktu widzenia brak winy oznacza brak alimentów na siebie na poziomie dotychczasowego standardu życia, czasem ma to również znaczenie np. w zakresie eksmisji z mieszkania, jeśli dochodziło do aktów przemocy, czy w przyszłości w sprawie o podział majątku, np. z uwagi na trwonienie go na gry hazardowe. Poza aspektem formalnym pozostaje jednak jeszcze ten moralny, czyli dochodzenia sprawiedliwości, bo przecież po to ludzie idą do Sądu. Po to, by udowodnić sobie, kto odpowiada za to, co się wydarzyło. Nie można tego nikomu ograniczać. Czasem oczekuje tego rodzina, wymaga religia czy wyznawane wartości społeczne. Dla wielu osób to ważny i absolutnie zrozumiały aspekt. Jeśli jednak chodzi o tzw. święty spokój, na który liczą kobiety, zgadzając się na różne ustępstwa względem ex małżonków, to tutaj należałoby się poważnie zastanowić. Co innego bowiem odpuścić winę, by skrócić sobie czas batalii w Sądzie, a co innego przystać bezmyślnie na warunki dotyczące alimentów, kontaktów, władzy rodzicielskiej, miejsca zamieszkania dziecka czy kwestii majątkowych. W większości przypadków ex partner szybko przestaje realizować niepisane ustalenia, nie przekazuje alimentów ponad te formalnie zapisane, nie zwraca dziecka po kontakcie w terminie „zgodnie ustalonym”, a kobieta ma związane ręce. Nie wspomoże jej też policja ani inne organa, bowiem sprawy pomiędzy rodzicami nie zostały dostatecznie uregulowane. Jeśli zaś zostały ustalone zbyt niefrasobliwie, to należy pamiętać, że Sąd nie lubi zmieniać zdania na temat tego co już ustalił, jeśli raz coś zasądzi – zgodnie z wolą stron postępowania, to trzeba się natrudzić, by zmienił swoją decyzję. Oczywiście jest szereg okoliczności, które usprawiedliwiają zmianę zapadłych orzeczeń w sprawach rodzinnych, jednak argumenty „namówił mnie” bądź „nie przemyślałam konsekwencji” to jedne z najtrudniejszych do obronienia. 

Żeby nieco zamydlić kwestie winy dodam, że czasem to kobiety dla „świętego spokoju” zgadzają się na wzięcie winy na siebie i wtedy to już zaczyna się dożywotni festiwal wykorzystywania tego argumentu we wszelkich sprawach, od sądowych począwszy na społecznych i towarzyskich skończywszy.

 

Czy zawsze w sądzie trzeba „prać brudy?”

Nie zawsze trzeba, ale czasem robimy to wbrew naszej woli. Zawsze, to trzeba się przygotować do tego, że tak właśnie może się zdarzyć. Niestety rozwód dotyczy dwóch stron procesu i zawsze jedna ze stron może nadać mu ton odmienny od naszych oczekiwań. 

Dlatego jak zawsze powtarzamy z mecenasem Plasotą wspieranym przez nas Paniom – chcesz mieć spokój, szykuj się na wojnę, a potem wyobraź sobie najgorsze, co mogłabyś usłyszeć na swój temat i spodziewaj się, że właśnie to usłyszysz… nie będzie to wówczas robiło już na Tobie takiego wrażenia. Resztą zajmiemy się my… 

 

_________

 

Olę Adamczewską i mecenasa Tomasza Plasotę znajdziecie na:

https://www.instagram.com/ola_pojejstronie/

https://www.instagram.com/radca_prawny_plasota/

https://www.facebook.com/radca.prawny.plasota/

 

_________

 

Aleksandra Adamczewska

Pasjonatka nowego życia, entuzjastka pracy nad sobą. Kilka lat temu pewien pan zresetował jej życie, a ona podniosła się i stoczyła wieloletnią heroiczną walkę o dziecko, o przeżycie, o to, by dać sobie szansę na bycie najlepszą wersją siebie. Prawo rodzinne nie ma przed nią żadnych tajemnic. 

Zawodowo i życiowo doświadczona w tematyce okołorozstaniowej. Doskonale obeznana w meandrach procesowych, mediacji, ale i rozwoju osobistym.

Zagorzała propagatorka działań antyprzemocowych. Kobieta z biglem, dystansem i ogromnym poczuciem humoru.

Ciało

Przypomnij sobie, co się wydarzyło, gdy byłaś w ciąży…

30 kwietnia 2021 / Monika Pryśko

Po rozmowie z Izą Milczarek próbowałam szybko przypomnieć sobie, czy w czasie, gdy byłam w ciąży, zdarzyło się coś, co mną wstrząsnęło, co mnie załamało, co mną poruszyło tak bardzo, że mogło mieć wpływ na moją córkę.

Bo jeśli miałam świadomość, że jednak dziecko, będąc jeszcze w brzuchu mamy, przyjmuje bodźce z zewnątrz, to jednak nie wiedziałam, że prócz aspektu fizycznego, mama ma tak ogromny wpływ na rozwój psychiczny swojego jeszcze nienarodzonego dziecka.

Iza Milczarek jest praktykiem medycyny chińskiej, a przy okazji mądrą kobietą, z którą każda rozmowa jest prawdziwą przyjemnością. Ta rozmowa była dla mnie także przygodą, musiałam się mocno otworzyć, by bez oceniania i ze rozumieniem przyjąć to, co słyszę. Bo to nie zawsze są wygodne słowa. 

Podczas rozmowy, a późnej spisywania tego wywiadu, miałam w sobie burzę emocji, bo macierzyństwo to bardzo czuły temat. Dziecko, więź z nim, bycie mamą to jest bardzo czuły temat. Może właśnie dlatego tak interesujące są dla mnie różne aspekty, spojrzenia na macierzyństwo. Dziś chcę przedstawić Wam jedno z nich. 

 

Przypomniałaś mi o czymś. Moja Córka, gdy była młodsza, często powtarzała, że sobie mnie wybrała. Oczywiście nie brałam tego poważnie, choć czułam wielką radość, słysząc te słowa od mojej kilkulatki. 

Sama istota duszy dzieci, tej energii, która ma zejść i wybuchnąć w supernowej, ma historię, którą potrzebuje zrealizować w ziemskim wydaniu. I wybiera sobie mamę, taką zwyczajną, z trudnościami, które ma w życiu, tu i teraz, bo myśli sobie, że mama, która przeżywa życie tak, a nie inaczej, jest mu potrzebna. I wtedy rozpoczyna się cały proces. 

Start tego procesu to moment zapłodnienia, prawda? 

Zapłodnienie to 50% energii od mamy i 50% energii od taty. Dziecko, dzięki swojej energii Qi, schodzi i zaczyna rozwijać siebie dzięki energii od rodziców. Jakie to jest piękne! Dziecko ma w sobie pamięć mamy i pamięć taty, zaczyna wytwarzać proces swojego rozwoju wewnętrznego.

Czy ten proces stawania się można podzielić na jakieś etapy?  

W 1. miesiącu ciąży wytwarza się meridian wątroby. Wątroba jest połączona z tzw. morzem krwi. 

W 2. miesiącu ciąży wytwarza się pęcherzyk żółciowy, a dziecko zaczyna podejmować pierwsze decyzje. Na przykład, czy ono chce być, czy nie. Kiedy już podejmuje decyzję, że chce być, zaczyna się rozwijać meridian serca. 

W 4. miesiącu ciąży rozwija się meridian San Jiao, czyli potrójny ogrzewacz. I on robi miejsce na energię dolnego ogrzewacza, środkowego i górnego. Zaczyna transmitować przez cały organizm, układ krwionośny.  

W 5. miesiącu ciąży tworzy się śledziona. I to jest najbardziej spirytualny moment, dlatego, ponieważ ona tworzy kończyny, tworzy strukturę mięśni i tworzy dawanie i branie. 

W 6. miesiącu ciąży tworzony jest środkowy ogrzewacz, czyli żołądek, który wszystko wciąga, mieli, podaje do śledziony, a ona rozdziela energię po wszystkich narządach. 

W 7. miesiącu ciąży rozwijają się płuca. I to jest ciekawe! Często wcześniaki, urodzone właśnie w 7. miesiącu, mają problemy ze skórą, AZS, łuszczyce itp. Gdy w tym czasie coś traumatycznego dzieje się w życiu mamy, co wiąże się z nietrzymaniem granic, z przekroczeniem granicy mamy, dziecko odreaguje to właśnie problemami skórnymi, bo skóra jest granicą. 

W 8. miesiącu ciąży rozwija się jelito, czyli kolejna granica. To organ, który daje upust, wydala to, co niewłaściwe. 

W 9. miesiącu ciąży nabierają mocy nerki i to jest przygotowanie w lęku do wyjścia na świat, to budowanie wewnętrznej siły do tego, by w otworzyć się, otworzyć pęcherz moczowy i się stać. Zauważ, że pęcherz moczowy ma taką właściwość, że jak jesteś zestresowana i idziesz siusiu, to resetujesz cały organizm, jakbyś resetowała system w komputerze. Pozbywasz się napięć z organizmu. I z tą siłą pęcherza moczowego, który jest w kanale energetycznym yang, czyli ruchu, wychodzi dziecko. 

Czyli można poznać po dziecku wydarzenia, które miały miejsce w połowie trwania ciąży? Osobiście czuję się przytłoczona tą informacją i zaczynam analizować, co się działo w czasie, gdy sama byłam w ciąży…

Poznałam takie przypadki, że wchodząc w 6. miesiąc ciąży, meridiany nie były odżywione tak, jak powinny, i na przykład chłopcy mieli zrośnięte dwa palce u stóp. Czyli w 6. miesiącu ciąży doszło do jakiejś traumy i meridian nie został dobrze odżywiony i stąd te zrośnięte palce, tak jakby męskość miała być mocniej usadowiona. Znam historie 2-letniego chłopca, 12-latka oraz 45-letniego mężczyzny. Mama każdej z tych osób rozstała się z ojcem dziecka, gdy była w ciąży. 

Czyli kondycja dziecka jest również zależna od emocji, które przeżywa mama. 

Mama przez cały ten proces, w każdym miesiącu, drukuje dziecku każdą swoją emocję, każdą swoją nieprzeżytą historię. A dziecko robi taki ruch – z miłości do ciebie mamo, poniosę twój los. I często jest tak, że kobiecie niby nic nie jest, a z dzieckiem dzieją się jakieś perturbacje. 

Bo wzięło na siebie emocje mamy?

I teraz sobie wyobraź, że przychodzi mama i mówi, że jej synek non stop choruje na zapalenie płuc. Ja zawsze wtedy zapytam – co się działo w 7. miesiącu ciąży? I to jest najtrudniejsze, bo mamy nie pamiętają. Nie pamiętają, o której godzinie urodziły dziecko, nie pamiętają traumy porodowej, a przecież od tego, jak dziecko wychodzi z łona, przechodzi do świata, uzależnione jest, jak sobie dziecko będzie radziło w życiu. 

Czyli cesarskie cięcie może mieć wpływ na dalsze życie dziecka? Jeśli tak, to ciężko się z tym pogodzić, bo najczęściej nie mamy na to wpływu…

Dzieci urodzone naturalnie mają naturalny pęd do ukierunkowania. Wiem, gdzie jest światło, wiem, gdzie mam iść, mam motywację. Natomiast jeśli dziecko jest urodzone przez cesarskie ciecie, to zawsze będzie potrzebowało wsparcia mamy. I mama nie może się denerwować, że dziecko jest niesamodzielne, po prostu dziecko ma taką naturę, że potrzebuje, by ktoś przy nim był. Gdy to zrozumiesz, nie będziesz się na to denerwowała, a zrobisz wszystko, różnymi technikami, by dziecko się usamodzielniało krok po kroku, by to wyszło od dziecka. 

Czy również wybór – chcę karmić piersią, nie chcę karmić piersią – ma tak duży wpływ na nasze dziecko?  

Wyobraź sobie, że dla dziecka, mama, która nie daje piersi zaraz po urodzeniu, kiedy ono do tej pory cały czas dostawało, to tak, jakby energetycznie umarła. Jest oczywiście sztucznie karmione, ale nie ma tego rodzaju bliskości, które może „wyssać” od matki. Siara z piersi to esencja, to coś niewiarygodnego. 

Pewne zachowania muszą się zadziać i kobiety, które nigdy nie karmiły, nie będą tworzyć relacji z dzieckiem opartej na tym, że dziecko dostaje. Dwa narządy, które zaczynają swój bieg po porodzie to płuca i śledziona, a śledziona jest połączona z żołądkiem. I tu dużą rolę ma ssanie. Jeżeli dziecko dostawało od mamy energię przez wszystkie miesiące ciąży, to wiadomo, że przez kolejne 3 miesiące życia musi to zaadaptować i wytrenować. Więc jeżeli nie dostaje mleka mamy, to żyje w deficycie i ten deficyt później niesie przez całe życie. 

A jeżeli zastąpimy to butelką i bliskością?

Jest to możliwe, ale jest różnica. Energia z mleka matki jest jej energią, jest to transformowana krew w mleko. I jeśli matka daje własną krew, to jest to największy dar. A teraz to porównaj ze sztucznym mlekiem z butelki. To pokazuje, że dziecko metafizycznie pije nieprawdę.

Myślę, że wiele mam, gdyby wcześniej przeczytało tę rozmowę i poszerzyło swoją wiedzę właśnie o ten obszar, dokonałoby innego wyboru. I teraz ważne pytanie – jakie konsekwencje w przyszłości dla dziecka może mieć brak karmienia piersią?

Mama, kierując się swoim dobrem i swoją wygodą, pozbawiając dziecko mleka i bliskości, sprawia, że dziecko w przyszłości będzie miało kłopoty asymilacyjne. Chociażby z tego tytułu, że nie będzie wiedziało, że może coś dostać, a przecież nasze życie polega na równowadze w dawaniu i braniu.

Niestety, o tym dowiadujemy się najczęściej, gdy już jest za późno, a szkoda! Mówi się, że macierzyństwo to najbardziej naturalna rzecz na świecie, a w rzeczywistości to najtrudniejsza rzecz na świecie. 

Kobiety mogą myśleć, że zachodzi się w ciążę na pstryknięcie palców. Urodzić, wykarmić – to proste. A przecież my, rodząc dziecko, nic nie wiemy. Dostajesz dziecko, z którym nie wiesz, co zrobić, które nie ma instrukcji obsługi. Możesz googlować, ale to nic nie da, bo przeczytane informacje nie mają przełożenia na twoje dziecko, bo ono jest sumą doświadczeń kobiety i jej partnera, ojca dziecka, a także sumą doświadczeń obu rodów, a nie sumą doświadczeń wszystkich pań z forum internetowego. 

No bo młoda mama czuje się niepewnie i po omacku, często w panice szuka odpowiedzi na miliony pytań, które ma w głowie. 

Mama ma prawo czuć się niepewnie. Powinna mieć świadomość, że ma prawo popełniać błędy, ale dzięki nim nabiera doświadczenia i uczy się swojego dziecka. 

I wtedy wchodzą babcie, mówiąc:  ja robiłam tak, ty tak nie rób, zrób tak, jak ci mówię… Bywa, że rodzina nie daje nam prawa dostępu do naszego dziecka. 

Wszelkie choroby, które dzieci mają od 1. do 3. roku życia, są ze śledziony, wiążą się z tym historie pokarmowe, bolące brzuszki oraz płuca, czyli że została przekroczona granica mamy, gdy była w ciąży. I jeżeli w 7. miesiącu ciąży działo się coś, co już mogło dawać myśl, że ktoś z zewnątrz będzie się toksycznie interesował ciążą i dzieckiem, to mama stoi w zaburzonych granicach, nie walczy o dziecko, nie walczy o to dawanie. Podkreślam, to mama jest najważniejsza dla dziecka, nie babcia. Kiedy kobieta nie może popełniać swoich błędów, bo jest oceniana i krytykowana, to chcąc nie chcąc, przeniesie to na dziecko. Wtedy jest bunt dwulatka, późniejsze bunty sześciolatka, gdy dziecko zaczyna kwestionować różne rzeczy. 

To stąd biorą się te słynne dziecięce bunty?

Dziecko idzie do przedszkola. Przychodzi do domu, krzyczy, odreagowuje. I co robi mama? Ustawia dziecko. A co dziecko robi? Przychodzi do źródła, czyli do domu, do mamy. Przy źródle może się zadziać wszystko, bo mama zaakceptuje wszystko, a tak się nie dzieje. Rolą rodzica nie jest krytykowanie, a wspieranie rozwoju.  I to jest najczęstszy błąd, bo kobieta często nie radzi sobie z tym aspektem, bo jest za dużo czynników zewnętrznych, za dużo stymulantów i ona nie może w spokoju być matką. Właśnie wtedy dochodzi do największych kłótni z partnerami, i zaczyna się rozdźwięk.

Mama jest pierwsza, bo jest kreatorką, tata jest sprawcą i dopiero na trzecim miejscu jest dziecko. A w sytuacji, gdy matka się nie czuje pewnie, stawia dziecko na pierwszym miejscu i zaburza się struktura rodziny, wtedy może dojść do rozpadu. Więc trzeba zrobić tak, by kobieta była ugruntowana w tym, że ona wie najlepiej, nie wiedząc najlepiej. 

Ta informacja może przytłaczać, ale też daje pewną odwagę. To jest kolejne potwierdzenie tego, że zaufanie do siebie i własnej intuicji jest kluczowe. 

Szkoda, że zamiast szukać prawdy u źródła, idziemy na skróty. Czemu nie zapytamy – mamo, chcę, byś mi powiedziała historię o mnie, jak mnie wychowywałaś, z czym sobie nie radziłaś. Nie umiemy umiejętnie stawiać pytań, od razy szukamy odpowiedzi w Google. A to źle, bo to, co daje rezultat u innych mam, przy Twoim dziecku się nie sprawdzi. Widać, że mamy nie znają swoich dzieci.

To przykre mieć podejrzenia, że nie zna się tej istoty, którą się urodziło. Jak w takim razie możemy poznać jeszcze lepiej własnej dziecko? 

Jeśli jesteś obserwatorką dziecka i dajesz mu się wyrazić, to naprawdę poznajesz swoje dziecko. A jeśli stawiasz przed nim granice, od razu schematy, to dziecko nie może się wyrazić. Załóżmy, że jest 7-latek, który w ogóle nie jest kreatywny. Ale jak ma być kreatywny, gdy wszelkie objawy kreatywności są ścinane. A kreacja jest w drzewie mocy, w energii wątroby i pęcherzyka żółciowego. Dziecko musi płakać, musi krzyczeć, musi pokazywać tę zmienność. 

Czyli, w skrócie, dajmy naszemu dziecku spokój!

Właśnie! Mamy 8-miesięcznego bobasa i kupujemy mu zabawkę, złożoną z kolorowych kręgów, które trzeba poukładać w odpowiedni sposób. I co robią matki? Mówią, jak się tym bawić. Dają instrukcję. Pokazują, jak dziecko ma to zrobić. Czyli nie dają mu możliwości, żeby samo mogło tę rzecz poznać. Pokazują dziecku, że tylko jedna koncepcja jest dobra. I nie ma znowu tu miejsca na kreatywność. 

Część kobiet może powiedzieć: ale przecież taka jest rola mamy – uczyć! 

To, czego się dziecko nauczy do 3. roku życia, sprawdza w grupach społecznych, i jeżeli jest błąd komunikacyjny, bo matka pokazała coś nie tak, to dziecko pójdzie i to sprawdzi. Wtedy też zaczyna decydować, myśli sobie –  aha, mama mówiła nieprawdę. Gdy dziecko zaczyna mieć swoje zdanie, matka myśli, że dziecko jest zbuntowane, a ono jest w ruchu, sprawdza to, co wie z domu. 

Czyli nic się nie ukryje! Wszystkie błędy pierwszych faz macierzyństwa zostaną brutalnie odkryte. 

Najtrudniej jest, gdy mama udaje, że jest mamą. Bo nie jest sobą. Nie działa z pierwotnego poziomu. Pierwotna mama nie jest perfekcyjna, ma chwile załamania, jest zmęczona, może jej się nie chcieć, chce odpocząć, chce uciec do koleżanki na kawę. To jest właśnie pierwotna mama, a nie mama z hologramu, chcąca na siłę być idealną.

To dlatego, że czasem matki czują się bezsilne w tej swojej niewiedzy.  

Bezsilność matki jest najtrudniejsza. Ale z drugiej strony to jest moc. Twoje dziecko będzie ci mówiło wszystko, jeśli nie będzie czuło oceny i krytyki. 

Ten temat budzi bardzo skrajne emocje. Aż się boję zapytać, jak sobie radzić w granicznych sytuacjach…

Byłam młodą mamą, miałam 4-letnia córkę, gdy mojej koleżanki córeczka wypadła z okna. To było straszne. Żadna z kobiet nie stawia się w takiej sytuacji, ale musiałyśmy stworzyć krąg kobiet, by ją w tym wesprzeć i najpiękniejsze w tym było to, że znalazł się taki krąg. Macierzyństwo to nie tylko piękny dzidziuś w pięknych ubrankach, to trud. O macierzyństwie mówi się zawsze tak pięknie i wzniośle, a to największa harówka. 

Szczególnie gdy doświadczyło się śmierci własnego dziecka albo wielokrotnych poronień…  

Znam wiele przypadków kobiet, które najpierw musiały pożegnać stratę, by potem móc zostać mamą. Te kobiety nie mogą powiedzieć, że są matkami tylko tego jednego dziecka, ale są też matkami tych dzieci, które odeszły. W wielu sytuacjach to na nas energetycznie ogromnie wpływa. Te małe dzieci, które się rodzą jako drugie, też to czują. Na przykład bywają lękliwe właśnie dlatego, że w macicy zadziewa się proces śmierci. Macica energetycznie nie została oczyszczona. 

A bardzo często kobiety używają słów: miałam nieudaną próbę in vitro. 

I dlatego jestem przeciwna przedmiotowemu traktowaniu poronienia. Jak nie uznasz tego dziecka, to znaczy, że go nie było? Bardzo ważne jest, by zauważyć tę stratę. Bywa później, gdy kobieta chce znowu zajść w ciążę i nie może, że szuka różnych przyczyn, a przyczyna jest taka, że w jej macicy jest śmierć, której ona nie uznała. Zobacz, wszystko jest energią, dzidziuś w brzuszku jest energią, która zaczyna się zagęszczać i materializować. Do trzeciego miesiąca ciąży z reguły nikomu nie mówimy o tym, że spodziewamy się dziecka, zawsze się boimy, czy się uda, czy nie. Najtrudniejsze jest chyba to, że jeśli już dochodzi do poronienia w tym momencie, to jest to tak naprawdę zawsze decyzja dziecka. A często w tym trudnym czasie, gdy dziecko jest ronione, mama sobie wyrzuca, że może cos zrobiła nie tak. A bywa, że to dziecko potrzebowało właśnie tego krótkiego czasu, i kobieta miała być mamą tylko do tego momentu.

Jak pogodzić bycie sobą i zgodę na popełnianie błędów, z tym że każda nasza decyzja czy emocja wpływa na dziecko, włącznie z naszymi błędami, które popełniamy, właśnie pozwalając sobie na bycie sobą?

Jak jesteś w prawdzie, to wszystko, co się wydarza, wydarza się dobrze. Ktoś z zewnątrz zawsze może powiedzieć, że coś robisz źle. Ale to ty decydujesz, co bierzesz, a czego nie bierzesz. Ty decydujesz, układasz mandalę w sobie. Jedyne co, to musisz sobie do tego dać prawo. 

Prawda to klucz?

Kobiety, które do mnie przychodzą, bardzo chcą mieć dzieci, a nie mogą. I ja zawsze zadaję pytanie – kto chce być w ciąży? 50% kobiet odpowiada: moja teściowa, moja mama, ja nie, ja się nie czuję gotowa. Zobacz, co się dzieje – zaczyna się nakręcać spirala, oczywiście do ciąży nie dochodzi, no bo jak, w mamie nie ma decyzji, a dziecko czuje, że mama nie jest gotowa. Bardzo często dziewczyny mnie pytają, jak to możliwe, że matki, które są alkoholiczkami, rodzą tyle dzieci. A one mają wszystko gdzieś, one są sobą. Chcą się napić wódeczki, wiec piją wódeczkę. Chcą mieć 10 partnerów, to mają 10 partnerów. One decydują tak, jak chcą. Przykład drastyczny, ale taka jest prawda. 

Wiele kobiet pyta: jesteśmy spokojną rodziną, mamy mieszkanie, jesteśmy zdrowi, i nie udaje mi się zajść w ciążę, poroniłam…

Jeżeli dochodzi do jednego poronienia za drugim, jeśli kobieta używa liczb, a nie imion, to znaczy, że nie uznaje dzieci, które chciały z nią być. 

Każda kobieta, która pragnie być mamą, powinna być prowadzona holistycznie. Nie wystarczy tylko psychoterapeuta, albo tylko joga. Kobieta musi sobie zdawać sprawę, że ciąża to przekroczenie swoich subtelności, by komuś coś podarować. Jak nie mam nic, to co mam dać, jak mam dać? Kobiety chcą być w ciąży, mają żądania albo roszczenia bycia matką. A absolutnie nie patrzą na to tak, że skoro ja nigdy nic nie dostałam, to jak mam dać? Bo jak wytłumaczyć to, że wszystkie badania są super, wszystkie parametry w normie, a ciąży brak. Z poziomu ciała jest wszystko super, a dusza krzyczy. 

Mówiąc holistycznie, masz na myśli również akupunkturę, dietę, medytację?

Akupunktura jest dobrym narzędziem. Jeśli jest dobrze postawiona diagnoza, można zredukować energię, wchodząc igłą w przestrzeń Chi, albo nakierować tak, by szła do konkretnego miejsca w ciele, czyli np. do macicy. I wtedy jest wielka niespodzianka, bo kobieta mowi – kurcze, jeden, dwa zabiegi i zaszłam w ciążę. Pytam, czy przyszła mama piła zioła? Piła. Długo? Tak. A potem pytam, jak się czuła, zanim zaszła w ciążę. Wtedy słyszę –  no, byłam pracoholikiem i było mi cały czas zimno. Jakie dziecko ma przyjść do zimnego domu? A zimny dom jest przez to, że my kobiety uwielbiamy diety, i nasz żołądek cały czas gubi termikę, a żołądek dotyka macicy. Jeżeli żołądek jest zimny, macica jest zimna i nie dochodzi do zapłodnienia. Jeżeli żołądek jest za gorący, w macicy jest za gorąco i też nie dojdzie do zapłodnienia. Co sobie dajemy, to tyle możemy oddać…

…na płaszczyźnie ciała i duszy.  

Nie można odseparować ciała od emocji, tam jest cały zalążek wszystkich niedoborów i nadmiarów, wszystkich blokad, zastojów, które generujemy w swoim życiu. Żeby być wolnym człowiekiem, to trzeba żyć w prawdzie. 

Każda historia musimy dojść do źródła. Musimy być sobą, bo jak nie jesteśmy sobą, to nic dobrego do nas nie przyjdzie. 

Iza Milczarek – Twórczyni zintegrowanej, holistycznej metody w pracy z Pacjentami, Praktyk Medycyny Chińskiej, Dyplomowany Terapeuta Refleksolog, Fitoterapeuta, Psycholog w zarządzaniu, założycielka OdNowa Centrum Refleksoterapii, Kliniki OdNowa, Szkoły Terapeutów OdNowa – Centrum Kształcenia Ustawicznego. 

This error message is only visible to WordPress admins

Error: API requests are being delayed for this account. New posts will not be retrieved.

Log in as an administrator and view the Instagram Feed settings page for more details.

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo