Change font size Change site colors contrast
Rozmowy

Lepszych sama bym sobie nie urodziła. Adopcja drogą do macierzyństwa.

16 sierpnia 2019 / Monika Pryśko

Justyna od lat wiedziała, że jej droga do macierzyństwa będzie inna.

Ale nie pozwoliła, by ten fakt jakkolwiek negatywnie wpłynął nie tylko na jej życie czy małżeństwo, ale też na pragnienia bycia mamą. Razem z mężem adoptowali kilkumiesięczne bliźnięta - Gosię i Piotrka, a dwa lata temu zostali także rodzicami ich biologicznego brata - Antoniego. Adopcja stała się ich drogą do rodzicielstwa.

 

Kiedy dowiedziałaś się, że nie możesz mieć dzieci?

Już w wieku 16 lat wiedziałam, że moja droga do rodzicielstwa będzie inna. Tak naprawdę miałam bardzo dużo czasu na oswojenie się z diagnozą i zaakceptowanie jej. W jakimś sensie dobrze się stało, że tak wcześnie się dowiedziałam. Pomyśl, mam 30 lat, idę do lekarza, wciąż podejmuję próby, a dziecka nie ma. I co? Nagle pan w białym fartuchu mówi ci: ,,Nie może pani mieć dzieci w sposób naturalny”. Jak myślisz, ile czasu zbierasz się po takiej informacji? Ile czasu potrzebujesz na zaakceptowanie takiego stanu?

 

Nie możesz mieć dzieci i co wtedy?

Trzeba zadać sobie pytanie – czego chcę? Czy pragnę być w ciąży, czy pragnę, żeby dziecko było podobne do mnie z wyglądu? Czy po prostu chcę być mamą i przygotować do życia w społeczeństwie małego człowieka i samemu doświadczyć wzlotów i upadków, jakie niesie ze sobą macierzyństwo. Gdy zaakceptujemy swoje położenie, możemy szukać rozwiązań. Jednym z nich jest adopcja. 

 

Adopcja – słowo, które przeraża.

I powoduje lęk, tysiące pytań i niewiadomych. Ale czy tego samego nie doświadcza mama będąca w ciąży? Czy nie zastanawia się, czy będzie dobrą mamą? Czy dobrze wychowa dziecko, czy pokocha je od razu? Takie same lęki dotyczą wszystkich mam, nie ważne, czy chodzi o biologiczne rodzicielstwo, czy adopcyjne.

 

Czy Twoje dzieci wiedzą, że są adoptowane?

Nie wyobrażam sobie sytuacji, że nasze dzieci dowiadują się od kolegów w piaskownicy, że są adoptowane. Od początku z mężem ustaliliśmy, że będziemy mówić maluchom, że wzięły się z serduszka, a nie z brzuszka, że długo na nie czekaliśmy i jak bardzo są dla nas wyjątkowe. Już teraz zbieramy zdjęcia, choćby z procesu powstawania ich pokoików, żeby pokazać, jak wyglądało nasze oczekiwanie na nie.

 

Jak Wasze dzieci na to reagują?

Gosia bardzo się ze mną utożsamia. Ona nie może przeżyć, że nie było jej w moim brzuchu, że jej nie urodziłam. Nie wie, że ta inna osoba nazywa się ,,mamą biologiczną’’, nie ma to znaczenia, bo oni nie mają i nie mieli żadnej relacji. Na Piotrku ten temat nie robi żadnego wrażenia, a Antek jest za mały, by to zrozumieć.

 

 

Myślisz, że maluchy będą chciały kiedyś poznać swoich biologicznych rodziców? 

Mają do tego prawo. Wydaje mi się jednak, że jedyną osoba, która może być w przyszłości ciekawa, kto ją urodził, będzie Gosia. 

 

 A Ty nie chciałabyś jej zobaczyć?

Szukałam jej kiedyś na Facebooku, ale bezskutecznie. Chciałam ją zobaczyć, choć nie wiem, czy chciałabym ją poznać. Jestem jej bardzo wdzięczna, dzięki niej mam dzieci, ale z drugiej strony – nie wiem, jakiej reakcji mogłabym się spodziewać. To jest obca kobieta, która zostawiła dzieci w szpitalu, nawet nie nadała im imion. 

 

Masz jakieś kompleksy z tego powodu? 

Żadnych. Mama to nie ta, która urodziła, ale ta, która wychowała. Jak kochasz, to kochasz. 

 

Co jest ważne podczas procesu adopcyjnego?

Bardzo ważne w adopcji jest wyłączenie litości, nie można adoptować z litości, to największy błąd, jaki przyszli rodzice mogą popełnić. Decyzja o adopcji musi być bardzo przemyślana i świadoma. Nie ma odwrotu, pojawia się dziecko, odpowiedzialność na całe życie. W adopcji ważna jest też tolerancja, biorąc dziecko akceptujemy całą jego przeszłość i nie ma tu miejsca na żadne „ale”, ono do nas przychodzi z czymś. I to ,,coś’’ to jest jedyne co ma z poprzedniego życia. Z jednej strony my rodzice chcemy zacząć od nowa, a z drugiej strony już historia się zaczęła bez nas. To bardzo trudne, ale wiem, że jesteśmy mądrymi ludźmi i razem z mężem sobie świetnie poradzimy. Takie dzieci jedyne czego potrzebują, czego są spragnione, to miłości, wręcz jej nadmiaru.

 

Niestety często adopcja kojarzona jest z tak zwanym ,,genem zła’’. 

Rozumiem obawy ludzi, ale to wszystko jest wyłącznie brakiem wiedzy i mocno krzywdzące dla dzieci. Rozmawiałam z panią pediatrą na temat genów i zapytałam, czy geny dają nam predyspozycję do pewnych zachowań. I odpowiedziała mi tak: geny są ważne, ale w dziedziczeniu chorób i w wyglądzie. To, czy wasze dziecko będzie dobrze wychowane, czy źle, to już wasza odpowiedzialność i rola, niestety łatwiej jest zwalić na geny. To są jej słowa, są dla mnie jak Biblia.  

 

To Wy wybraliście dzieci, czy to dzieci wybrały Was?

To działa w dwie strony. Ktoś tam na górze siedzi i nieźle tą adopcją kręci. Ale faktem jest, że ja sama znalazłam nasze maluchy. 

 

Jak to sama znalazłaś swoje dzieci?

Pojechaliśmy do domu dziecka, bo jednym z elementów kursu przygotowawczego było szkolenie na rodzinę zastępczą i staż w rodzinnym domu dziecka. Poszłam na salę noworodków. Siostra zakonna, która tam pracowałą, nie chciała mi pozwolić tam wejść, bo nie byłam uprawniona. Stanęłam i powiedziałam: albo wchodzę na noworodki, albo w ogóle nigdzie nie idę. Pamiętam, że dano mi do potrzymania kilkutygodniowego chłopca, gdy przyszła jedna z opiekunek i zapytała, czy nie chcę bliźniaków, bo akurat są szykowane do adopcji. Zapytam, jaka data urodzin. 21 stycznia – jak mój tata. Bez namysłu poszłam zobaczyć Gośkę, bo Piotrek był wtedy w szpitalu, złapał rotawirusa. Pierwsza myśl – to moja córka. Pobiegłam do Łukasza i mówię: słuchaj, znalazłam nasze dzieci. Najśmieszniejsze jest to, że w tym czasie, gdy ja mówiłam Łukaszowi o naszych dzieciach, właśnie one były przygotowywane do adopcji, dla nas!  Wybrane dla nas, jako nasze dzieci, dokładnie w tym czasie. Znalazłam dzieci, które były dla nas przeznaczone. Magia. 

 

Często mówisz o magii!

W 2016 roku powiedziałam do męża, że chcę mieć jeszcze jedno dziecko, syna Antoniego. Chcę, by był spod znaku ryby. Łukasz był sceptyczny, ale ja wiedziałam swoje. Mówię – zobaczysz, będzie Antek. No i jest. W dodatku biologiczny brat bliźniaków. 

 

Pamiętasz, jak zobaczyłaś dzieciaki pierwszy raz? 

Jak pani w ośrodku adopcyjnym wniosła Piotrka, to wpadłam w histerię. Gosię widziałam już wcześniej, więc widok tego chłopczyka zadziałał na mnie bardziej. I on był taki malutki. Miał 6 miesięcy, a wyglądał na 3. Nie mogłam się uspokoić. Pani go trzyma i mówi: to twój syn, uspokój się, weź go na ręce! To było bardzo, bardzo wzruszające. Nazwałam Piotrka najsmutniejszym dzieckiem świata. Był bardzo smutny. 

 

A Gosia?

Gośka była uśmiechnięta, a Piotrek – smutek w oczach. Miał minę dziecka, które nie wierzy. Kilkumiesięczne dziecko z oczami dorosłego człowieka. On nie wierzył w to, co się dzieje. Nie chciał, żeby go przytulać, jakby się asekurował, jakby nie chciał się przyzwyczaić i potem rozczarować. Pozbawiony wręcz wiary i nadziei. Przez te miesiące w domu dziecka on się wyjałowił z emocji, zrobił się bierny. My czekaliśmy dlugich 7 lat, ale one też czekały, całe 6 miesięcy swojego życia. 

 

Kiedy uwierzył, że ma rodziców?

Jest takie zdjęcie, jak bliźniaki wpięte w foteliki leżą pod drzwiami naszego domu, w dniu, w którym zabraliśmy je na stałe. Tak bardzo uśmiechnięte. To było dokładnie 4 lata temu. 

 

Co jest takiego w adopcji, że oczy Ci się świecą, jak o niej mówisz?

To jak uzależnienie. Bardzo mocne przeżycie, którego nie może doświadczyć każdy, bo przecież nie każdy z ulicy może wejść do ośrodka adopcyjnego. To doświadczenie nie ma sobie równych. Trudne, choć piękne, pełne sprzecznych emocji. Czasem mi się wydaje, że jestem uzależniona od tych emocji. 

 

 

Co było najtrudniejsze?

Oczekiwanie. Nie wiesz, kiedy zadzwonią, czy to będzie chłopiec, czy dziewczynka. 

 

Mieliście wybór?

Pytają, czy chcesz niemowlę. Mówisz, że chcesz roczne dziecko. Wtedy pada pytanie – no dobrze, a jak będzie miało rok i tydzień, to też możemy zadzwonić? No tak, pewnie! A co, jeśli będzie miało rok i miesiąc, to też możemy zadzwonić? W ten sposób z roku robią się dwa lata. Sprawdzane są twoją granice. 

 

Dlaczego chcieliście adoptować niemowlę, a nie starsze dziecko? 

Chciałam tworzyć więź z naszym dzieckiem od pierwszych minut, pierwszych dni jego życia. Nie chciałam, by umknął mi pierwszy świadomy uśmiech, pierwszy ząbek czy pierwsza marchewka. Chcę mieć świadomy wpływ naszych zachowań i reakcji na nasze dziecko, od

samego początku.  

 

Mając taką wiedzę, jak teraz, adoptowałabyś starszaka?

Nie podjęłabym się adopcji starszego dziecka, nie potrafiłabym udźwignąć już tego, co ma zasiane w głowie. A nie chciałabym skrzywdzić takiego dziecka, tylko dlatego, że wydawało mi się, że kto jak kto, ale ja potrafię wszystko!  Staram się mierzyć siły na zamiary i stawiać sobie rozsądnie granice. 

 

 

Adoptowalibyście chore dziecko?

W adopcji nie ma zdrowych dzieci. Z reguły są to dzieci z rodzin dysfunkcyjnych. Mowa o patologii, narkotykach, alkoholu, innych uzależnieniach rodziców. Większość maluchów ma jakieś braki wynikające z niezaspokojenia ich podstawowych potrzeb. Są to dzieci z

dużą niedowagą, dzieci cofnięte w rozwoju emocjonalnym, w mowie. Wszystkie te

defekty wynikają z braku miłości, czasu, którego potrzebuje każde dziecko. Ośrodek zadaje pytanie: jakie dziecko jesteście państwo w stanie przyjąć do swojej rodziny? Mając na myśli chore, widzę też dzieci upośledzone umysłowo, takie też czekają na adopcję i bardzo trudno jest im znaleźć dom.

 

Jak Wasza rodzina przyjęła dzieciaki?

Zakochani po uszy, wszyscy, od razu. Mają fioła na ich punkcie, kochają je bardzo. 

 

Jak wygląda procedura adopcyjna?

Jest żmudna, a państwo polskie niestety nie pomaga, a wręcz utrudnia na każdym kroku. Żeby przystąpić do procedury adopcyjnej, trzeba przygotować ogromną ilość dokumentów. Ogromną! Niektóre pary już na wstępie, wiedząc, ile żmudnej pracy będzie ich to kosztować, rezygnują. Poddają się. Mówią: ,,Ok, to jednak weźmiemy 20-ste in vitro’’. 

 

Co trzeba zrobić na początku?

Etap pierwszy to zapisanie się na kurs adopcyjny. My z mężem czekaliśmy 9 miesięcy, zanim nas zapisano. Kurs prowadzony jest metodą PRIDE i w naszym ośrodku trwał 9 tygodni. Spotkania po 3,5 godziny, raz w tygodniu. Tematyka opiera się na poznaniu emocji, potrzeb, uczuć dziecka, na tworzeniu więzi z dzieckiem, ale i również na tworzeniu relacji ze współmałżonkiem.

 

Co jest wymagane na tym etapie?

Żeby móc przystąpić do kursu, wymagany jest odpowiednio długi staż małżeński, w katolickim ośrodku adopcyjnym uznają na przykład tylko ślub kościelny. W czasie trwania kursu pani z ośrodka odwiedza w domu przyszłych rodziców, by sprawdzić warunki mieszkaniowe.

 

Co potem?

Drugi etap, czyli oczekiwanie na kwalifikacje. Zbiera się komisja w składzie: dyrektor ośrodka, psycholog, pedagog i dyskutują, czy się nadajesz, czy nie. Głównym punktem,

który biorą pod uwagę, jest relacja z małżonkiem. Po pozytywnej opinii oczekuje się na TEN telefon. Że czeka na nas dziecko.  

 

Po jakim czasie dzwoni ten wyczekany telefon?

Najkrócej czeka się na dzieci powyżej 2. roku życia i rodzeństwa, ośrodki dbają o to, żeby

ich nie rozdzielać. Za co im cześć i chwała. 

 

Ile siły trzeba mieć, by przez to przejść? 

Mimo że zaczynasz nowy rozdział w życiu, droga, którą rodzice adopcyjni muszą przejść, jest długa i trudna. Nie każda osoba jest na tyle silna, by się na nią zdobyć. To jest procedura, która bardzo narusza Twoje poczucie godności osobistej, intymność. Gdy idziesz do sądu na ostateczną rozprawę, sędzia na głos czyta, że ,,Pani Justyna z powodu takiej i takiej niepłodności adoptuje…’’ Coś, co było powiedziane za zamkniętymi drzwiami ginekologa, o czym wiedziałaś tylko ty, ewentualnie mąż, jest przeczytane głośno, słyszane przez wiele obcych osób i zaprotokołowane. 

 

 

Jest coś, czego się boisz?

Boję się, że odniosę porażkę wychowawczą i zawiodę moje dzieci. Boję się pytań o rodzinę biologiczną, czy będę umiała stanąć na wysokości zadania i pokonać własne lęki, zazdrość, aby pomóc im w poznawaniu swoich korzeni, wspierać i być przy nich w tych zapewne trudnych chwilach.

 

Czujesz się bohaterką wiedząc, że stworzyłaś dom trójce niechcianych maluchów? 

Nie lubię słów „podziwiamy was”. Bardzo mnie to drażni i zawsze odpowiadam, że podziwiać można małpę w zoo, ja nie czuję się bohaterką, nie chcę, żeby ktokolwiek mnie podziwiał. Jestem mamą jak miliony innych. To nie jest heroizm czy litość, to jest moja droga do rodzicielstwa. Świadoma, przemyślana, trudna, z wybojami, ale prawdziwa i jedyna w swoim rodzaju.

 

 

ZDJĘCIA: Bogna Ekowska

Inspiracje

Lubię szczęście w najprostszy sposób! Czyli rozmowa z projektanką sukienek marki PAUKA

2 maja 2024 / The Mother Mag

Sukinki Pauka to polska marka odzieżowa, która wyróżnia się na rynku modowym.

Sukces marki tkwi w jej zdolności do łączenia tradycji z nowoczesnością. Kiedy kobieta zakłada sukienkę Pauka, natychmiast czuje się pewnie siebie i pełna energii. Sukienki te zapewniają nie tylko wygodę, ale także swobodę ruchu, co jest niezwykle istotne, tym bardziej że wiele z nas będąc mamami nie chce rezygnować z wyglądu i poczucia kobiecości na rzecz wygody.

Paulina Chmielewska, projektantka i założycielka marki, doskonale rozumie, że sukienka to nie tylko strój, ale także sposób na wyrażanie siebie. Jak sama autorka mówi „zawsze lubiłam się wyróżniać. wybierałam oryginalny kroje i nietuzinkowe dodatki:) Ubiór i własny styl zawsze dodawał mi pewności siebie. kiedy zostałam mamą musiałam nieco zmienić garderobę. Frustrowały mnie typowe kroje ciążowe i propozycje ubrań do karmienia. To nie byłam ja, chciałam czegoś innego. Jednocześnie potrzebowałam czegoś w czym byłoby mi wygodnie i w czym mogłabym wykonać z łatwością wszystkie czynności przy dzieciach. Chciałam żeby te ubrania „ były jakieś” chciałam po prostu żeby były piękne. Uwielbiam sukienki więc właśnie tak powstała pierwsza sukienka. Zrobiłam ją po prostu dla siebie i by dalej czuć się tak jak czułam się przed macierzyństwem, ale w nowym wydaniu, bo moje życie zmieniło się o 180°”

Redakcja: Paulina a jak zaczęła się Twoja przygoda z szyciem? Czy od dziecka wykazywałaś zainteresowanie takim rodzajem hobby?

Paulina: Zawsze interesowałam się modą.  Trochę szyłam ale nigdy to nie była moja najmocniejsza strona. Jestem niecierpliwa i lubię mieć szybko efekt, szycie było dla mnie zbyt żmudne, choć miałam epizod w życiu gdzie robiłam ręcznie torebki, to jednak szybko się w tym temacie wypaliłam. Ogólnie jako dziecko uwielbiałam się przebierać i wyszukiwałam z różnych miejsc piękne balowe suknie vintage:) A już jako nastolatka uwielbiałam je kolekcjonować.

Redakcja: Szczególnie my kobiety jesteśmy wrażliwe na historię ubrań, które z chęcią zakładamy. Jak to jest w przypadku Twoich projektów, jaką myślą kierujesz się w trakcie tworzenia nowych sukienek jak i tych już dostępnych na Twojej stronie?

Paulina: Faktycznie z ubraniami jest tak, że dodają one nam pewności siebie. Dobrze skrojone, które dopasowują się do nas i pięknie poruszają się w rytmie naszego ciała dodają nam klasy. Wychodzę z założenie, są sukienki czy w ogóle ubrania nie powinny ograniczyć i denerwować naszego ciała. pewnie za względu na to że jestem sensoryczne wrażliwa, uważam że ubrania powinno być przede wszystkim wygodne aby najprościej było nam być sobą codziennie. Nigdy nie lubiłam tego uczucia, gdy podczas ważnej uroczystości dla mnie myślałam już tylko o tym, aby ściągnąć siebie z ubranie i odpocząć. Uważam, że kierując się wygodą jesteśmy w stanie tworzyć piękne i wyjątkowe brania 

Redakcja: Planujesz rozszerzyć swoje portfolio o kolejne elementy garderoby?

Paulina: Kiedyś myślałam o tym, aby zacząć robić bluzy, ponieważ to jest moje moja wielka miłość i bardzo lubię łączyć ja z moimi sukienkami. Ponieważ jestem mamą kilkorga dzieci robię wszystko we własnym tempie i staram się postawiać granicę i nie robić nic ponad moje siły, więc myślę że przyjdzie kiedyś na to czas.

Redakcja: Który model sukienki jest Twoim ulubionym?

Paulina: Właściwie powinnam powiedzieć że Laura bo jest to mój pierwszy projekt i właściwie najwięcej z nich korzystam. Nie wychodzą one z mojej szafy nigdy, ponieważ przydały mi się przez całą ciążę, a potem w okresie karmienia i nawet wtedy kiedy nie jestem ani w ciąży ani nie karmie:) Jednak takie moje oczko w głowie to jest chyba Aurora. Tworzy mega fajny styl, bo jest minimalistyczna i zarazem bardzo wyrazista i przez to że jest rozciągliwa jest ultra wygodna. Można ją łączyć i stylizować na różne sposoby. Mam nieskończoną ilość pomysłów w jakiej wersji ją jeszcze zrobić.

Redakcja: Jakich materiałów wykorzystujesz do szycia? Czy produkcja odbywa się w Polsce?

Paulina: Cała produkcja moich sukienek odbywa się w Polsce, chodź powszechnie wszyscy wiedzą nie jest to proste i tanie. Do wykonywania moich sukienek używam materiałów przede wszystkim oddychających jak bawełna, wiskoza itp nie lubimy się bardzo z poliestrem. 

Sukienki Pauka są wszechstronne i nadają się na różne okazje. Możesz znaleźć tu zarówno proste codzienne, klasyczne modele do pracy, jak i te które będą idealne na eleganckie przyjęcia czy uroczyste wydarzenia. Bez względu na okazję, sukienki Pauka zawsze sprawią, że poczujesz się wyjątkowo. Paulina opowiedziała nam, że „pierwsza sukienka od którego się wszystko zaczęło to Laura. Sukienka ta jest bardzo dziewczęca i niepozo rna. Sukienka którą można nosić w różnych długościach. jest bardzo wygodna ze względu na swoją szerokość, która nigdzie nie uciska i nie uwiera. Posiada również guziczki dzięki czemu można z łatwością karmić. Dzięki temu, że ma wyżej odcięcie łączące bluzkę ze spódnica, doskonale nadaje się również na ciążę. Projektując zdecydowanie czerpię z codzienności. Chce aby te sukienki mogły towarzyszyć nam zawsze również w zwykłych chwilach dodając nam odrobiny radości. Inspirują mnie też ludzie,  których spotykam na swojej drodze Kino, proza życia.. Lubię szczęście w najprostszy sposób!

Zobaczcie sama jak różnorodne wzory i kolory prezentuje marka Pauka.

pauka pauka pauka pauka pauka pauka pauka pauka pauka pauka pauka pauka pauka

This error message is only visible to WordPress admins

Error: No connected account.

Please go to the Instagram Feed settings page to connect an account.

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo