Change font size Change site colors contrast
Rozmowy

Dominika Jurkiewicz – Złota dziewczyna

6 stycznia 2019 / Anna Goleniewicz

Jako nawigator od lat startuje w zawodach lotniczych z sukcesem osiągając najwyższe wyniki - Mistrzyni Polski, Europy i Świata w mikrolotach.

Team leader polskiej drużyny. Z wykształcenia konserwator architektury. Kiedyś modelka, dziś projektantka mody i biżuterii, a także wykładowca w szkole projektowania. Od niedawna związana również z fotografią. Jednak przede wszystkim - mama. Dominika Jurkiewicz to kobieta o stu twarzach. W rozmowie z...

Jako nawigator od lat startuje w zawodach lotniczych z sukcesem osiągając najwyższe wyniki – Mistrzyni Polski, Europy i Świata w mikrolotach. Team leader polskiej drużyny. Z wykształcenia konserwator architektury. Kiedyś modelka, dziś projektantka mody i biżuterii, a także wykładowca w szkole projektowania. Od niedawna związana również z fotografią. Jednak przede wszystkim – mama.

Dominika Jurkiewicz to kobieta o stu twarzach. W rozmowie z Anną Goleniewicz opowiada, jak zmieniać się dla siebie.

 

TMM: Znam ludzi, którzy mają wiele pięknych pasji, jednak wciąż narzekają, że brak im na nie czasu. Jak udaje ci się rozwijać w tylu dziedzinach jednocześnie?

Każdą chwilę staram się poświęcić temu, co mnie pasjonuje. Mało odpoczywam, praktycznie w ogóle. Naprawdę nie pamiętam, kiedy ostatnio leżałam sobie i nic nie robiłam (śmiech). Wolny czas spędzam z przyjaciółmi. Mam ich wielu, bo są mi bardzo potrzebni. To ludzie, z którymi wiele mnie łączy, lubimy spędzać ze sobą czas, wspólnie działać. W każdej swojej pasji mam takie przyjaźnie i bardzo je doceniam. To wielki przywilej mieć wokół siebie ludzi, którzy podobnie ze mną współodczuwają, kreują, tworzą. Jestem pewna, że wiele rzeczy, które zrobiłam, byłoby zupełnie innych, gdybym robiła je sama. Inspirujemy się nawzajem, motywujemy. Przepływ tej twórczej energii jest dla mnie bardzo ważny.

Masz w sobie dużo siły, ale to wszystko co robisz będąc jednocześnie mamą, jest nieprawdopodobne. To apetyt na życie czy niedosyt wrażeń?

Życie jest po prostu za krótkie, by z niego nie korzystać. Znam wiele osób z mojego otoczenia, które nie doceniły swoich szans. Przepuścili wiele okazji, na przykład jakiegoś wyjazdu, nowej pracy, albo zrezygnowali z walki o związek czy o siebie, o swoje szczęście, o to, żeby coś zmienić. Bali się. Ja nie chciałabym czegoś takiego dla siebie. Bardziej bałabym się, że kiedyś mogę czuć żal, że mogło być inaczej, że nie wykorzystałam jakiejś szansy. Dlatego ryzykuję, próbuję nowych rzeczy.

Zgodnie z powiedzeniem, że lepiej żałować, że się coś zrobiło, niż że się tego nie zrobiło?

Dokładnie tak, chociaż pewnie każda decyzja ma swoje dobre i złe strony. Próbując nie uniknie się błędów, ale one mogą być dla nas lekcją albo punktem zwrotnym.

Jak doszłaś do tego, w czym możesz być dobra?

Przygoda z lataniem zaczęła się dzięki mojemu tacie, który przez lata był trenerem kadry motolotniarzy. Pierwszy raz leciałam, gdy miałam 4 lata, jednak nie od razu mnie to wciągnęło. Kiedy poczułam, że chcę spróbować swoich sił, okazało się, że mam predyspozycje do nawigacji. Tata bardzo mnie w tym wspierał. Moja mama także podsuwała mi różne rzeczy. Pomagała weryfikować i rozwijać swoje talenty. Była bardzo uważna. Kiedy zaczęłam dojrzewać, bardzo szybko urosłam. Mama dostrzegła, że mam warunki do modelingu i zachęcała mnie do tego. Ufałam jej i chciałam spróbować. Miałam szczęście.

A co odrzuciłaś?  Są marzenia, których nie udało ci się zrealizować?

Mam bardzo uzdolnioną przyjaciółkę, która od dzieciństwa gra na wiolonczeli. Bardzo mnie to fascynowało i też chciałam spróbować nauki gry na jakimś instrumencie, ale okazało się, że nie mam talentu do muzyki. Poza tym to były czasy Vanessy Mae, wtedy wszystkie dziewczyny chciały być skrzypaczkami (śmiech). Próbowałam też pływać. Mieszkaliśmy wtedy w bloku niedaleko dużej pływalni. Szybko trafiłam do drużyny pływackiej, startowałam w zawodach, miałam dobre wyniki. Mimo to czułam, że to nie jest dla mnie. W tamtym okresie dużo myślałam o swojej sylwetce, o tym jak zmienia się moje ciało. Dojrzewałam.

Jak zaczęła się Twoja przygoda z modelingiem?

Początek był dość zabawny. Pamiętam taką historię, która najlepiej pokazuje przebojowość i skuteczność mojej mamy (śmiech). W dniu kiedy odebrała moje zdjęcia próbne od fotografa, była umówiona na jakieś spotkanie. W restauracji przy stoliku obok siedziały dwie kobiety, związane tu, w Toruniu, z modą i pierwszymi pokazami. Moja mama podsłuchała ich rozmowę i postanowiła pokazać im moje zdjęcia. Ona jest nadzwyczajna, dla dzieci dałaby się pokroić, nie patyczkuje się.

Potem pojechałam do Warszawy. Miałam 12 lat, kiedy trafiłam do pierwszej agencji modelek. Chętnie mnie tam przyjęto. To były czasy, kiedy szukano już takich wysokich i bardzo szczupłych dziewczyn. Spełniałam warunki i oczekiwania. Dzięki tej współpracy wyjechałam do Grecji. Niesamowite, że wciąż pamiętam każdy dzień tego wyjazdu, jakby to było wczoraj.

Było tak dobrze?

Wręcz przeciwnie. To był mój pierwszy i ostatni wyjazd za granicę. Trwał dwa miesiące. Miałam 13 lat, a pracowałam od 5:00 do 23:00. Czułam się bardzo samotna. Nikt się tam nade mną nie rozczulał. Wszyscy traktowali mnie bardzo poważnie, jakbym była dorosłą kobietą, która ma po prostu wykonać swoją pracę. Było mi bardzo trudno.

To była połowa lat 90-tych, mało kto miał w domu komputer, nie mówiąc już o Internecie. Grecja mogła wydawać się naprawdę daleko. Miałaś kontakt z bliskimi? Tęskniłaś?

Bardzo. Chciałam jak najszybciej wracać do domu. W trakcie tego pobytu dostawałam kieszonkowe od agencji, tak na wszelki wypadek, na jakieś wydatki. Pamiętam, że wszystkie te pieniądze musiałam zostawić w hotelu żeby opłacić rachunek telefoniczny. Dzwoniłam do domu codziennie i płakałam. Zupełnie nie radziłam sobie z tą sytuacją.

Z perspektywy czasu myślę, że gdybym była starsza, choć o dwa czy trzy lata, to zupełnie inaczej bym się tam czuła. Miałam tam kilka starszych koleżanek, które znosiły tę rozłąkę dużo lepiej niż ja. Szczególnie pamiętam jedną. Jeździłam do niej na drugi koniec Aten niemal w każdy weekend. Wspierała mnie. Ten wyjazd bardzo mnie zmienił. Wcześniej byłam nieśmiała, nigdy nie odzywałam się niepytana, brakowało mi ogłady. Gdy wróciłam, moja mama mnie nie poznawała. To była dla mnie prawdziwa szkoła życia.

Uroda pomaga w życiu?

Zawsze może pomóc, ale niekoniecznie trzeba z tego skorzystać. Myślę, że nigdy nie wystarczyłoby mi, że jestem postrzegana wyłącznie przez pryzmat swojej urody.

A kiedy uroda przeszkadza?

Niestety wiem, że uroda prowokuje też dużo zawiści. Doświadczyłam jej, szczególnie ze strony mężczyzn, co było dla mnie dość szokujące. Zdarzyło mi się usłyszeć zarzuty, że zdobyłam jakiś tytuł, bo się z kimś przespałam. Często też bagatelizowano moje osiągnięcia, ignorowano moje wyniki. Na początku nie wiedziałam, jak reagować, ale teraz już macham na to ręką.

Kobiety w lotnictwie mają trudniej?

Chciałabym, żeby było nas więcej. To sport, w którym podział na płeć nie ma uzasadnienia. To wyłącznie kwestia umiejętności. Czasem mam wrażenie, że w tym środowisku kobiety nie są traktowane poważnie, a szkoda. Nie docenia się nas. Ja nigdy nie usłyszałam jakiejkolwiek pochwały czy słów uznania od mężczyzn w swoim środowisku. Wyjątkiem jest mój tata, który zawsze mnie wspiera i oczywiście pilot, z którym obecnie latam w jednym zespole.

Skąd czerpiesz swoją siłę?

Polegam na sobie. Zawsze staram się wybierać to, co czuję, co jest w zgodzie ze mną, a znam siebie. Duży wpływ miała na mnie moja mama, która zawsze mi powtarzała: rób tak, jak czujesz.

Jak reagujesz na zmiany?

Spokojem i analizą. Kiedy coś się zmienia albo pojawia się jakiś problem, muszę się na chwilę zatrzymać. Potem działam zadaniowo. Ci, którzy słabo mnie znają, czasem są zaskoczeni moją reakcją na stresujące sytuacje, bo zwykle jestem bardzo ekspresyjna i mam w sobie dużo energii. Chyba przez to ludzie spodziewają się histerycznych reakcji, płaczu lub złości, ale ja tak nie działam. Staram się panować nad emocjami. Oczywiście pojawia się też złość, ale zwykle kiedy jest już po wszystkim.  Później potrzebuję to w jakiś sposób odreagować.

Latanie ci w tym pomaga?

Kiedy latam, zawsze jestem tu i teraz. Na zawodach mamy do wykonania konkretne zadanie, to wymaga skupienia, które mnie kompletnie wyłącza z innych spraw. W ten sposób odreagowuję. Poza tym latanie, samo w sobie, jest bardzo przyjemne.

Moi znajomi, którzy latają, mówią podobnie.

Bo naprawdę coś w tym jest. Nie wyobrażam sobie, żebym kiedykolwiek miała odpuścić latanie. Naprawdę nie wiem, gdzie znalazłabym wtedy takie odprężenie. Latanie to mój sposób na utrzymanie życiowej równowagi.

Co wtedy zostawiasz na dole?

Ciężar odpowiedzialności. Choć z własnego wyboru samotnie wychowuję swojego syna, to jednak zdarzają się sytuacje, kiedy przygniata mnie świadomość, jak wiele ode mnie zależy. Ta odpowiedzialność za niego jest czymś, co od razu sprowadza mnie na ziemię, przywraca wszelkie proporcje, porządkuje wszystko.

Robisz tak wiele, działasz w tylu dziedzinach… nigdy nie zdarzył się moment, kiedy było tego wszystkiego za dużo?

Ciąża sprawiła, że nagle odczułam w sobie kompletny brak dyspozycyjności. Mimo tego, że pracowałam wtedy na swoich warunkach, miałam swoją firmę, zrozumiałam, że nie jestem dobra we wszystkim, kiedy jednocześnie za wszystko odpowiadam. Zajmowałam się wtedy głównie projektowaniem. Zarządzanie firmą mocną ograniczało we mnie kreację i możliwości twórcze. To było po prostu bardzo trudne. Teraz wiem, że kiedy będę miała ponownie rozwinąć skrzydła w tym kierunku, będę musiała poszukać wsparcia i oddać komuś zaufanemu zarządzanie projektem, żeby móc skupić się na jego kreacyjnej stronie. To był dla mnie chyba jedyny moment w życiu, kiedy nagle wszystkiego naraz było po prostu za dużo.

Co zmieniło w tobie macierzyństwo?

Uporządkowało mi życie, nadało stały rytm. Jednak mimo tego, że jestem przede wszystkim mamą, wciąż mam bardzo silną potrzebę samorealizacji. Wiem, że jeśli bym z tego zrezygnowała, na pewno prędzej czy później uległabym jakiejś frustracji. Za dużo mam w sobie energii. No i wciąż mam niedosyt. Wydaje mi się, że mam tyle przed sobą, tyle do zrobienia.

Planujesz jakieś zmiany w najbliższym czasie?

Czuję, że dojrzewam do wprowadzenia pewnych zmian. Tęsknię za pracą z klientkami. Jestem z natury estetką. Zawsze zwracam uwagę na kobiety wokół mnie, zastanawiam się, jak mogłyby podkreślić swoje atuty ubiorem, co mogłyby zmienić z korzyścią dla swojej figury. To mnie fascynuje. Mam to w sobie odkąd zajmowałam się stylizacją, może do tego wrócę?

Myślę też o przeprowadzce. Taka zmiana miejsca i otoczenia mogłaby być korzystna dla mojego syna, myślę o jego szansach i możliwościach. Chciałabym mu stworzyć jak najlepsze warunki do rozwoju.

Znajdziesz w życiu czas na miłość?

Zawsze (śmiech).

 

Rozmowy

Polki niekompletne

30 kwietnia 2020 / Agnieszka Jabłońska

...kiedy tęsknota za dzieckiem rozwija się z czasem

Z moimi rozmówczyniami spotykamy się w modnej kawiarni i w ładnym mieszkaniu. Jemy razem słodki karmelowy popcorn na jednej z parkowych ławek i łapiemy się w biegu na biznesowy lunch. Jak o sobie mówią kobiety, które zgodziły się ze mną spotkać? Pozytywnie z uśmiechem, dużo i głośno, chętnie gestykulują, śmieją się. To świetny wstęp, ale później dochodzimy do słowa „bez”.

U każdej z nich obserwuję taką samą reakcję – milczenie. Jest chwila zawahania, zatrzymanie potoku swobodnie płynących myśli. „Tak – mówi w końcu pierwsza – żyję bez dziecka i coraz częściej czuję, że jestem niekompletna”.

Coraz starsze mamy Polki 

Granica wieku, w którym większość Polek rodzi swoje pierwsze dziecko, mocno się przesunęła. Obecnie, jak informuje mnie jedna z położonych, mamy ogromny rozstrzał. Na porodówkę przyjeżdżają tłumnie młode dziewczyny, później są pojedyncze przypadki, a kolejna nawałnica urodzeń ma miejsce wśród kobiet w okolicach trzydziestki. To nie powinno nikogo dziwić – 6 lat między skończeniem studiów a urodzeniem dziecka to czas, jaki mają Polki, by wejść na ścieżkę kariery, stać się specjalistkami, zdobyć umowę na czas nieokreślony lub ustabilizować własną firmę i iść na urlop macierzyński z poczuciem, że mają dokąd wracać. 

Kobiety, które chcą ŻYĆ

Jednak naciski na posiadanie dziecka ze strony społeczeństwa oraz bliskich są ogromne i często młode kobiety muszą dokonywać trudnych wyborów. Oczywiście da się pogodzić wychowanie dziecka z karierą zawodową, rozwojem osobistym, podróżowaniem i doświadczaniem życia. Co, jeśli jednak jakaś kobieta tego nie chce? Nie chce pracować aż do rozwiązania w trosce o swoje stanowisko pracy, nie chce jechać na wyprawę życia z wózkiem i zapasem pieluch, nie ma ochoty oddawać dziecka do dziadków co weekend, żeby poużywać życia? Co z kobietami, które mają inne plany, a jednocześnie żałują, że nie mogą się rozdwoić? Czy mamy prawo je potępiać?

#KAJA
gdy brakuje mężczyzny

Kaja zaprasza mnie na kawę do modnej kawiarni w centrum Łodzi. Pijemy wyśmienitą latte i gadamy o życiu, o jej firmie, która świetnie prosperuje, o nowym pracowniku, którego nareszcie mogła zatrudnić i o etacie wirtualnej asystentki, który właśnie stworzyła. Kaja ma 33 lata, jest właścicielką niewielkiej agencji reklamowej, którą prowadzi od niemal 7 lat. Jest śliczną kobietą: ma kręcone blond włosy, piegi i absolutnie niebieskie oczy. Co chwila się śmieje, a gdy to robi zakrywa usta dłonią dziecięcym gestem – zdecydowanie nie wygląda na twardą businesswoman. 

– Od liceum wiedziałam, że chcę pracować w reklamie. Oglądałam te wszystkie posty w telewizji, widziałam bilbordy na mieście i miałam poczucie, że umiem zrobić to lepiej. Dlatego poszłam na studia z marketingu i przez cały czas łapałam staże w agencjach, a z jedną nawet związałam się na parę lat. Jednocześnie mocno pracowałam nad moimi umiejętnościami, uczyłam się obsługi nowych programów, szlifowałam język angielski. Dzisiaj jest naprawdę fajnie, firma działa, pracuję jakieś 30 do 40 godzin w tygodniu, co jest miłą odmianą po latach zasuwania po 12 godzin codziennie. Mam ładne trzypokojowe mieszkanie, własny samochód, jestem niezależna finansowo. 

– To niesamowite, że już w tak młodym wieku miałaś pomysł na siebie! Ja w liceum miotałam się między byciem humanistką, a klasą mat-fiz. – obie się śmiejemy – Ok, Kaja, a jak Twoje plany macierzyńskie? 

– I tutaj Cię zaskoczę: nie mam żadnych – rozkłada ręce nad stolikiem – To znaczy, plany to ja mam, w tej chwili jest idealny moment na dziecko, ale nie mam żadnego faceta, który nadawałby się na ojca. Ostatnio myślałam nad wybraniem gościa, który będzie ojcem dziecka, tak wiesz, bez specjalnego związku, ale gdzieś we mnie jest ogromna potrzeba założenia rodziny – rosół w niedzielę, wspólne spacery, rodzicielskie rozmowy w sypialni. Spotkałam się z dwoma facetami, którzy byliby świetnymi mężami i ojcami. Jeden z nich oświadczył że on kategorycznie nie chce mieć dzieci do 40stki, a miał wtedy 28 lat. Mogłam poczekać, mama mi wypominała, że gdybym bardziej nad nim popracowała, ale… jak tak nie potrafię. Sama nie chciałabym związać się z osobą, która nie akceptowałaby mojego stylu życia, więc się rozstaliśmy. Drugi facet był świetny –  miał własną sieć restauracji, zaradny, przedsiębiorczy, szarmancki – c-u-d-o! Kochaliśmy się bardzo i chcieliśmy mieć rodzinę, ale okazało się, że on nie może mieć dzieci. Załamał się, zaczął pić. Wytrzeźwiał, zerwaliśmy. Życie potoczyło się dalej. Tak, żyję bez dziecka i coraz częściej czuję, że jestem niekompletna. Jeśli w ciągu 12 miesięcy nie znajdę idealnego kandydata na ojca  moich dzieci, to chyba skorzystam z innej opcji. – Kaja uśmiecha się smutno – Biologia nas współczesnych kobiet ewidentnie nie lubi – kończymy naszą kawę w milczeniu. 

#AMELIA
gdy przeważa troska o środowisko 

Amelia zaprasza mnie do swojego pięknego mieszkania w jednej z łódzkich kamienic. Pokoje w amfiladzie, wielkie okna, drewniana podłoga – miejsce jest tak samo magiczne jak jego właścicielka – joginka i weganka. Amelia ma 36 lat, ale wygląda na studentkę. Jest szczupła, ma krótkie czarne włosy, tatuaże na plecach i rękach. Siadamy wygodnie na miękkim dywanie, wspieramy się na puszystych poduchach, które zostały uszyte z tkaniny przywiezionej z Indii. 

– Moja mama już dawno straciła nadzieję i pewnie myśli, że jestem lesbijką. – Amelia puszcza do mnie oko – Wciąż podobają mi się faceci, chociaż zawsze zawieszę oko na pięknej kobiecie. Mam partnera, mama o nim nie wie. Jest Hindusem, pracuje w łódzkiej korporacji. Nie mieszkamy razem, on ma w Indiach żonę. Rodzice zorganizowali zaręczyny i ślub, gdy pojechał ostatnio do domu powiedzieć im o mnie. Poczułam się jak bohaterka filmów z Bollywood, miałam ochotę krzyczeć i tupać na środku pokoju, gdy do mnie zadzwonił. Teraz jednak cieszę się z tej sytuacji, bo z żoną będzie mógł mieć dzieci. – Amelia wzdycha i wypija łyk korzennej herbaty z mlekiem – Od dziecka uwielbiałam dzieci, opiekowałam się najpierw rodzeństwem, później pracowałam na świetlicy i z zuchami w harcerstwie. Chciałam być mamą, mieć gromadkę dzieci, dom z wielkim stołem, gwar w Święta Bożego Narodzenia… Później jednak w moim życiu pojawiła się joga, minimalizm i buddyzm. Zainteresowałam się cierpieniem, którego nie brakuje na naszej planecie i doszłam do wniosku, że nie chcę mieć dzieci. Człowiek już dość wykorzystuje Ziemię, niszczy jej zasoby, nasze dzieci będą musiały umiejętnie korzystać ze smętnych resztek i zadbać o klimat, inaczej nie przetrwamy tego. Decyzja, żeby wyjść poza moją potrzebę, poza mojego ego, które pragnęło dziecka, krzyczało o nie i obniżało moje poczucie wartości, jako kobiety była dla mnie bardzo trudna. Te wszystkie reklamy, plakaty, ciężarne koleżanki – w pewnym wieku wszystkie Twoje koleżanki są w ciąży albo już urodziły dziecko. To jest jak plaga, jak szarańcza, przewala się przez Twój rocznik, a Ty kucasz na podłodze i wkładasz sobie do ust pięść, żeby nie krzyczeć. Ale emocje są jak fale oceanu, one przychodzą i odchodzą i – Amelia uśmiecha się do mnie łagodnym ciepłym uśmiechem, a ja widzę, że moja rozmówczyni jest na zupełnie innym etapie rozwoju duchowego niż ja – można się do nich przyzwyczaić, zaakceptować je. Z czasem bolą o wiele mniej.

#KASIA
gdy mężczyzna nie chce dziecka 

Z Kasią widzimy się na krótkim lunchu biznesowym. Ma świetny kostium, krągłą figurę i zjawiskowe czarne włosy. Rozmawia szybko, jest konkretna. 

– Chciałam mieć dziecko, no pewnie. Dalej chcę zostać mamą, mam 29 lat całe życie przede mną – śmieje się – jest tylko jeden problem: mój facet. Jest rozwodnikiem, ma swoją córkę i nie widzi w swoim życiu miejsca na kolejne dziecko. Mamy impas i codziennie podejmuję od nowa decyzję, że chcę z nim być. Jest o wiele starszy ode mnie – ma 43 lata i byłby idealnym ojcem, to spokojny i ciepły człowiek, który dba o mnie i o swoją córkę, księgowy, ale uparty jak osioł. Nie wiem, czy go przekonam – Kasia elegancko kroi grillowaną pierś z kurczaka – wciąż próbuję, więc to chyba miłość, ale nie powiem Ci dzisiaj, na jak długo starczy mi tej miłości. Wiem, że może pojawić się coś takiego jak instynkt macierzyński i jeśli naprawdę go poczuję, to nie wiem, co wygra. Wolałabym nie musieć wybierać, ale nie wiem, czy jestem w stanie aż tak wpłynąć na mojego faceta. Podobno jego była żona zmusiła go do bycia ojcem, bo on nigdy nie chciał mieć dzieci. Uważam, że to nie fair wobec mnie, ale wiedziałam, na co się porywam. – Kasia wzdycha – Pewnie drugi raz podjęłabym tę samą decyzję – dzwoni telefon i Kasia pogrąża się w rozmowie biznesowej, a ja powoli kończę moją sałatkę z łososiem. 

#LIDKA
gdy pojawia się szansa na rozwój zawodowy i karierę

Lidka jest zadbaną zwyczajną dziewczyną, szczupła, ubrana na sportowo. Widzimy się w jej ulubionym łódzkim parku, siadamy na ławce, słońce przyjemnie grzeje nasze plecy. Lidka wyciąga z plecaka domowej roboty popcorn karmelowy i termos z kawą. 

– Wyszłam  za mąż z ogromnej miłości i wciąż czuję się niemal jak pierwszego dnia po ślubie. Mój mąż jest ode mnie starszy o pięć lat, jest prawnikiem, pracuje w porządnej kancelarii. Ja niedawno zmieniłam pracę. Po studiach zostałam zatrudniona w jego kancelarii na stanowisku asystentki sekretariatu i tak się poznaliśmy. Dopiero od kilku miesięcy pracuję, jako fotograf freelancer. Mogę sobie na to pozwolić, dzięki zaangażowaniu mojego męża, jestem szczęściarą – Lidka uśmiecha się – Fotografuję narzeczonych, młode pary i dzieci. Ta ostatnia część mojej pracy jest najtrudniejsza, a to właśnie ona pozwala mi utrzymać agencję i inwestować w sprzęt. Jest ogromne zapotrzebowanie na zdjęcia dzieci – nowonarodzonych bobasków, wzięcie mają fotki z chrzcin, i piękne fotografie młodych rodzin. Robię również zdjęcia ciążowe i widzę te wszystkie piękne dziewczyny z brzuszkami, to czasami aż mnie coś skręca w środku. Ostatnio po sesji długo płakałam, nie mogłam dojść do siebie. Mam 30 lat i bardzo chciałabym zajść w ciążę, przekonać się, że jestem zdolna dać życie. Czuję, że będę dobrą mamą, dużo spraw mam poukładanych w głowie i bardzo lubię dzieci. Umiem być  stanowcza – Lidka śmieje się – ale oboje z mężem doszliśmy do wniosku, że zainwestowaliśmy za dużo kapitału i mojego czasu i wysiłku, żebym miała teraz zawiesić moją firmę. Muszę poczekać. Jak długo? Nie wiem, rok, może dwa lata, może trzy. Dobrze byłoby zbudować stabilną pozycję marki na rynku – Lidka mimo sportowej kurtki i śmiesznej czapki z pomponem brzmi teraz jak prawdziwy rekin strategii – i może pomyśleć o jakimś asystencie, a co najważniejsze: wydłużyć zapisy na rok do przodu, żebym zdążyła po porodzie spokojnie wrócić do pracy, nie tracąc zleceń. To wszystko wymaga czasu – wzdycha – poza tym mój mąż wciąż nie jest przekonany, czy chce zostać ojcem. Mamy bardzo wygodne życie, gramy w tenisa, jeździmy na koncerty, dwa razy do roku odpoczywamy za granicą. Czasami to się zastanawiam, czy chciałabym z tego wszystkiego zrezygnować dla dziecka… Lidka milknie, a ja widzę, jak do kubka z kawą leci łza. Obejmuję Lidkę ramieniem, słońce powoli zachodzi w parku. 

Na koniec mojego cyklu spotkań spotykam się z Moniką. Przesympatyczna uśmiechnięta brunetka, bardzo szczupła o delikatnych rysach. Poznałyśmy się na zajęciach fitness. Monika ma 29 lat i pracuje w biurze rachunkowym. 

#MONIKA
gdy praca jest ważniejsza niż macierzyństwo

– zwolnienie ciążowe? U mnie w firmie nie ma o czymś takim mowy. Koleżanka zaszła w ciążę, poszła na L-4, następnie na macierzyński i szefowa sprytnie zachęciła ją do wzięcia urlopu wychowawczego, dziewczyna nie miała dokąd wracać. Bardzo mi jej było żal, bo to świetna księgowa, skrupulatna i fajna koleżanka, miła, nikogo nie obgadywała, nie układała się z nimi specjalnie, wiesz, jak to jest biurze, gdzie pracują same baby. – Monika wzdycha – Teraz ja jestem pod obserwacją, widziałam, jak szefowa taksowała mnie wzrokiem, jak ostatnio włożyłam luźniejszą sukienkę. Już ma braki kadrowe, jak ja zajdę w ciążę, to nie wiem, jak ona to ogarnie. Pensję mam nie najgorszą, z mężem doszliśmy do wniosku, że możemy jeszcze chwilę poczekać. Przecież teraz średnia wieku to jakieś 32 lata… – Monik zamyśla się i po chwili dodaje – Wiesz, tak naprawdę czuję się okropnie. Mamy mieszkanie, mąż ma super pracę, całkiem dobrze zarabia, a ja oddalam założenie rodziny, bo mi szkoda głupiej pracy. Tylko… boję się bardzo, że po ciąży zostanę bezrobotna, a mąż nas nie utrzyma w trójkę – wiem, bo to już liczyliśmy. Powinnam dawno odejść z tego biura i poszukać innego miejsca dla siebie, może pójdę do korpo, tam  przynajmniej można normalnie iść na L-4 i macierzyński, ale jak teraz zacznę nową pracę, to stałą umowę – o ile w ogóle – zobaczę za 2 lata. Bycie kobietą jest czasami do bani, naprawdę. – Monika zamyśla się, a osiedlowa kawiarenka powoli się wyludnia. Musimy iść, zaraz zamykają, jesteśmy ostatnimi gośćmi. 

# TY
gdy czujesz się szczęśliwa i nieszczęśliwa jednocześnie

Wszystkie moje rozmówczynie łączy uczucie bycia szczęśliwą i niekompletną jednocześnie. Zawsze uważałam, że same układamy ścieżkę, po której idziemy, wytyczamy jej kierunek oraz mamy wpływ na strukturę. Z wiekiem jednak coraz boleśniej dogania nas ciężar konsekwencji wcześniej dokonanych wyborów. 

Może należało poczekać ze zmianą pracy, przejść wcześniej z małej firmy do korpo, zmienić partnera, wyjechać do innego miasta i zacząć studia nieco wcześniej niż w wieku 28 lat? Lubię myśleć, że to, co się stało działo się w jakimś celu. Myślę, że tak właśnie miało być, a życie codziennie nas zaskakuje i robi miejsce na nowe doświadczenia – cenną lekcję rozwoju osobistego, spełnienie marzenia, czy małe tęsknoty. To wszystko składa się na obraz tego, kim jesteśmy dzisiaj. 

Chcę Ci powiedzieć, że dzisiaj jesteś sobą bez dziecka i jutro również będziesz sobą, jako mama. Pewnie Twoje życie wywróci się do góry nogami i nic nie będzie takie samo. Co nie znaczy, że dzisiaj jesteś niekompletna! Jesteś teraz najlepszą wersją siebie i jako mama też będziesz. A gdy spełni się Twoje marzenie i ziści jedno z największych pragnień, to pamiętaj o sobie,  o #motherlifebalance! 

 

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo