Po pierwsze pozbyliśmy się naszego starego samochodu. Tak, tego w którym wcześniej zastrajkowali immobilizer. Kilka dni po feralnej awarii samochód zepsuł się całkowicie. Miał 23 lata i dzielnie posłużył nam przez cała budowę. Ogarniał dostawy sprzętów, materiałów budowlanych, był nawet beczkowozem na początku budowy, zanim dorobiliśmy się wody z normalnego źródła.
Ostatniego dnia naszego pakowania tych drobnych rzeczy, co to zostały w starym mieszkaniu i które miały się zmieścić do plecaka, kiedy samochód zapakowany był po sam dach, nie wytrzymała nadwyrężona wcześniej rama. Nic nikomu się nie stało, ale samochodu nie dało się już uratować. I tak to właśnie dziś przyjechała do nas laweta (naturalnie zgubiła się na naszych wiejskich bezdrożach). Załadowała na siebie 2,5 tony bezużytecznego już samochodu i odjechała.
I to nie koniec dzisiejszych pożegnań.
Dziś także mój dzielny mąż w sposób ostateczny i nieodwołalny przekazał ,,nienasze” już stare mieszkanie jego ,,nienowemu” już właścicielowi. I być może nawet zakręciłaby mi się w oku łezka wzruszenia i nostalgii, gdyby nie to, że w poniedziałek, kiedy ostatecznie je czyściliśmy, spotkałam na klatce moich (na szczęście) byłych już sąsiadów.
Wyprowadziliśmy się z przeszło 100-letniej kamienicy, która widziała i słyszała wiele. Sąsiedzi bywali mniej lub bardziej dokuczliwi, ale generalnie mieszkało nam się tam dobrze. Myślę jednak, że pewnie zostalibyśmy dłużej, gdyby nie sąsiedzi. I nie wiem, kto był gorszy – śródmiejski element jak z opowieści Paczesia, czy wiecznie narzekający emeryci?
Z elementem nie można dyskutować (bo mimo że nie ruszają „swoich”, zawsze istnieje obawa o to, że uczynią dla mnie wyjątek od tej zasady), za to emeryci do powiedzenia maja wiele o wszystkich. A w tych naszych wkurzało mnie najbardziej to, że bardzo chcieli mieszkać w cywilizowanych, kulturalnych warunkach, ale gdy tylko chcieliśmy podjąć jakąś decyzje prowadzącą do zmian – stawali okoniem i trwali w swym uporze w najlepsze. W myśl zasady „pani, ta klatka schodowa była malowana 40 lat temu i pani zobaczy jak teraz wygląda! Tu taki element mieszka, że się nie opłaca!”.
Klatkę odmalowaliśmy sami w czynie społecznym 5 lat temu i do dziś nikt nie śmiał jej pobrudzić. Także o! Dziś wyjątkowo wypiję zdrowie mojej starej wspólnoty mieszkaniowej i jeszcze starszej kamienicy… może nowi lokatorzy w końcu zmienią więcej.!