Change font size Change site colors contrast
Uncategorized

Body shaming is fine. Why even women’s defenders still sexualize them?

30 sierpnia 2017 / Daniel Kotliński

Body shaming, the practice of humiliating or discriminating people (mainly women) because of their appearance, is strongly rooted in the modern pop culture, which is powered by permanent (over)production of social media content.

Obviously, the scale of this phenomenon is getting especially visible in the celebrity context - when an unretouched photo or a movie leaks to the Internet. Rihanna's case has brought...

Body shaming, the practice of humiliating or discriminating people (mainly women) because of their appearance, is strongly rooted in the modern pop culture, which is powered by permanent (over)production of social media content. Obviously, the scale of this phenomenon is getting especially visible in the celebrity context – when an unretouched photo or a movie leaks to the Internet. Rihanna’s case has brought this topic up twice over the last few weeks, The Internet has split into the ‘shamers’ and the protectors and the comments from both parties show only how far we have come in the sexualisation of woman’s body.

The Grand Kadooment is a public holiday in Barbados and at the same time the finale of Crop Over festival. Its tradition began at the end of the 17th century to celebrate the end of sugar cane harvest. Rihanna, the most famous “Daughter of Barbados”, joined the crowd again this year and created a world-wide sensation with a series of pictures in a colourful costume, heavily laden with jewellery and feathers. And Rihanna herself is enough to make the Internet go crazy. With over 53 millions followers on Instagram, the singer became the main subject of the body shaming discussion again.

the @aura_experience caught by @dennisleupold #BARBADOS #cropover2017 #culture

Post udostępniony przez badgalriri (@badgalriri) 7 Sie, 2017 o 1:44 PDT

Similar ‚scandal’ broke out at the end of May when Barstool Sports website published an article bearing a rather disgusting heading ‘Is Rihanna Going to Make Being Fat the Hot New Trend?’. The unscrupulous author wonders if we are witnessing a developing trend of “women with Hindenburg [airship] curves” and stresses that the singer’s new look can lead to the situation when ‘the hottest chicks would look like people from Wall-E’.

The article, probably calculated to generate a large number of clicks, was widely criticized and quickly removed, but not by the fact that it was misogynist and humiliating – it simply was „not funny enough” for the general editor.

In this era of gossip madness, even web portals that clearly oppose calling Rihanna “fat” and try to defend her get involved in extremely sexualizing discourse. As Highsnobiety portal points out, a woman’s body should never be a subject of mass discussion. However, ambiguous and racial terms (thick, thicc) are used even here, to positively assess the singer’s shape, though. There, the author, full of good intentions, presents a series of RiRi pictures in a mesmerizing outfit, analyzing her curves from different angles: „(…) we show pictures of her body in close proximity – YOU DECIDE [if she’s thick]”.

Photo coverage from the Festival could have been a great opportunity to say something about the fascinating culture of Barbados, or the strong sense of local patriotism frequently demonstrated by Rihanna. Meanwhile, the only true reason for writing dozens of articles is … the body. Nasty comments on the image of Beyonce after she got pregnant, or Kim Kardashian for the same reason, or Lady Gaga after performing at the Super Bowl is no exception here – bodies of celebrities seem to be a „common good”, which can be evaluated by anyone.

Jennifer Aniston, fed up with such a situation, posted an open letter addressed to tabloids last year, where she emphasized how dehumanizing headlines, focusing on „famous belly”, destroy women’s subjectivity. Is she pregnant? Is she eating too much? Has she let herself go? Is her marriage on the rocks because the camera detects some physical ‚imperfection?– could be read. For the insanity, associated with morbid fascination with the female body, Aniston blames precisely the paparazzi hunting for „hot news” and places where the content is published. In a recent interview published in Vogue, Aniston has been asked whether something had changed in her perspective a year after her appeal. – Not really (…). If you’re going to walk out and have your nipples showing, or your belly is a little bloated, or you’re not at the weight you want to be — you are perfect no matter what you are and no matter where you are. ” – she explains.

Information about this interview was published by a Polish gossip site, giving women the right to be who they want to be (and the way they want to be). Although, author’s had some doubts concerning the part about visible nipples, but that would still be acceptable.

However, right below the text there was a link to another story, titled: Angelina Jolie caught without a bra! That’s how she paraded [emphasis – ed.] in front of the crowd.

Language, being a tool of modern culture, plays a key role in our understanding of what is beautiful (thus slim means acceptable) and what is ugly (thick, unacceptable). If we do not want the next generation of girls and women to live in guilt because of what they look like, let’s pay attention to how we comment on the reality surrounding us and, therefore, what kind of beauty standards we pass on. Only then there is a chance, that in the foreseeable future such billboards will not push anyone into complexes caused by the unrealistic image of the female body.

Rozmowy

‚6 pytań do’, czyli mini wywiad z Karoliną Pawlak

30 stycznia 2018 / Monika Pryśko

Karolina Pawlak na co dzień pracuje jako trener personalny.

Ale ważniejsze jest to, że jest aktywną mamą dwóch małych chłopców, piękną kobietą, interesującą rozmówczynią - w pakiecie. Kompletny kobiecy pakiet - w dodatku święcie przekonany, że chcieć to móc! Jaki masz pomysł na swoje macierzyństwo? Szczerze, nie mam. :) Tym bardziej, że nie planowałam tego macierzyństwa, cały czas się uczę i doświadczam, jak...

Karolina Pawlak na co dzień pracuje jako trener personalny. Ale ważniejsze jest to, że jest aktywną mamą dwóch małych chłopców, piękną kobietą, interesującą rozmówczynią – w pakiecie. Kompletny kobiecy pakiet – w dodatku święcie przekonany, że chcieć to móc!

Jaki masz pomysł na swoje macierzyństwo?

Szczerze, nie mam. 🙂 Tym bardziej, że nie planowałam tego macierzyństwa, cały czas się uczę i doświadczam, jak to jest być mamą. Nawet, gdy mam jakiś pomysł czy plan, to zaraz życie to weryfikuje. Zresztą, dzieci tak szybko rosną, jak już coś ustalę i zaplanuję wobec np. Tymka, to zaraz się okazuje, że plan już się przedawnił, bo syn już jest na innym etapie rozwoju.

Twoje dziecko pyta – mamo, co robisz w życiu? – co odpowiadasz.

Po prostu żyję. 🙂 Żyję z dnia na dzień, każdego dnia staram się, żeby miał co zjeść, żeby miał w co się ubrać, żeby miał czysto w domu i przede wszystkim miał ten dom. 😉 Staram się nie zwariować w tym świecie oraz pogodzić swoją pracę, obowiązki domowe oraz bycie mamą.

Jaki jest Twój ulubiony kobiecy rytuał?

Staram się raz w miesiącu pójść do kosmetyczki na manicure/pedicure – te chwile celebruję na 100%. Jednak takim moim codziennym rytuałem są poranne zabiegi na twarz. Lubię, gdy jeszcze cały dom śpi, jest cisza i spokój. Lubię z samego rana przed wyjściem do pracy zadbać o moją twarz, na spokojnie zrobić peeling, użyć toniku, wklepać krem pod oczy…

Jeszcze jednym takim moim rytuałem, choć nie jest on typowo kobiecy, jest oglądanie seriali i czytanie książek w ulubionym szlafroku, z pyszną kolacją, w ciszy i spokoju, gdy moje dzieci już śpią. Bywa że to jedyny posiłek w ciągu dnia jedzony bez pośpiechu!

 

Które trzy rzeczy czy sytuacje dały Ci ostatnio najwięcej satysfakcji?

Dużą satysfakcję dają mi ostatnio moje dzieci. Cieszę się, gdy widzę, że moje nauki nie idą na marne, gdy mój syn w sklepie czy na ulicy mówi: dzień dobry, dziękuję, proszę, nie ma za co. Albo gdy wyciągam odkurzacz, a on chwyta za niego i mówi, że mi pomoże. 🙂

Nie ukrywam, że satysfakcję mam z osiągnięć swoich podopiecznych. Ostatnio jedna z nich zrzuciła 7kg w 2 miesiące – oczywiście to jej zasługa, ale trochę też maczałam w tym palce.

Mam też satysfakcję, kiedy mój partner mnie doceni, zauważy, ile robię na co dzień i po prostu powie DZIĘKUJĘ.

Spontanicznie czy z kalkulatorem? Jak według Ciebie warto podchodzić do życia?

Z kalkulatorem i notesem pod pachą – kto mnie zna, to wie. Bo jak inaczej? Uważam, że im więcej dzieci w domu i obowiązków, to kobieta jest jeszcze bardziej zorganizowana i znajdzie czas na wszystko! Tak też jest ze mną. Kiedy był sam Tymek, oczywiscie wszystko bylo rozplanowane, by pogodzić pracę, dom, dziecko, treningi, czas dla siebie, ale gdy pojawił się Leon, moja organizacja wskoczyła na poziom high. Nagle w jedną dobę potrafię zrobić tyle, co kiedyś w trzy.

Czym jest według Ciebie hasło Mother- Life Balance?

Im więcej od siebie wymagam i się nakręcam, tym jest gorzej. Czasami warto wyluzować i się nie spinać, zobaczyć, co los przyniesie. Uczę się tego od mojego partnera, dzięki niemu udaje mi się nie zwariować. Ale jak już naprawdę mam wszystkiego dość, a nie daj Boże coś w ciągu dnia się „sypie” i nie jest po mojej myśli, to po prostu olewam sprawę i czekam, aż sytuacja sama się rozwiąże.

Gdybyś mnie zapytała o to zaraz po narodzinach Tymka, to bym Cię wyśmiała. Pomijając depresję poporodową, przez jakieś 3-4 miesiące było tylko i wyłącznie Mother-Life, bez Balance. Byłam totalnie oddana macierzyństwu. Ja nawet nie widywałam się z koleżankami! Całymi dniami tylko ja i dziecko, nie były istotne moje potrzeby, liczył się tylko Tymon. W koncu nadszedl ten moment, gdy się ocknęłam, zwróciłam uwagę, że cały czas mówię do siebie w osobie trzeciej – mama zrobi, mama pójdzie. Nie było żadnego JA. Zaczęła mi też doskwierać samotność, brak kontaktu z dorosłymi ludźmi, z którymi można porozmawiać pełnymi zdaniami. Wtedy postanowiłam wrócić do pracy. Zaczęłam od 2 dni w tygodniu. Mój partner mnie wspierał, wymienialiśmy się opieką, on wracał z pracy, to ja do niej szłam. Znalazłam też fajną nianię, która dorywczo nam pomagała, a ja mogłam wyjść z partnerem do kina czy na kolację. Pamiętam do dziś moje pierwsze wyjście „na miasto”, byłam podekscytowana, że jest godzina 21:00, a ja nie jestem w domu tylko wśród ludzi i to dorosłymi. I że mogę iść swobodnie ulicą i złapać oddech…

 

Pamiętam, że gdy prowadziłam zajęcia, na pięciominutowych przerwach szłam do łazienki, laktatorem ściągałam mleko i szłam dalej prowadzić zajęcia. Albo jechałam na szkolenie z podróżną lodówką, do której chowałam ściągnięte mleko. Także chyba to macierzyństwo da się pogodzić z byciem sobą.

Teraz po 5 latach macierzyństwa wiem, że to my same narzucamy sobie Mother-Life bez Balance. Wymagamy od siebie za dużo, boimy się krytyki, mamy wyrzuty sumienia, jak zostawimy dziecko na 2 godziny z mężem, nianią czy babcią.

Ja zdecydowanie wybrałam Mother-Life Balance, bo inaczej nie wytrzymałabym psychicznie. Mam takie szczęście, że kocham swoją pracę, że moja praca jest moją pasją. Mam też o tyle fajnie, że sama zarządzam swoimi godzinami pracy, dlatego w moim kalendarzu jest czas na pracę, na kosmetyczkę, na wino z koleżanką czy randkę z mężem. Trzeba po prostu pamiętać, że oprócz tego, że jesteśmy mamami, jesteśmy również kobietami! Że potrzebujemy czasu dla siebie! Nie bójmy się prosić o pomoc mamę, teściową czy rodzeństwo…jeśli czujesz, że potrzebujesz chociażby iść się zdrzemnąć albo wyjść na siłownię czy spotkać się z koleżanką, to nie tłumacz sobie, że nie dasz rady, bo masz dziecko/dzieci, tylko po prostu to zrealizuj!

Myślę, że jest wiele sposobów, aby pogodzić pracę, macierzyństwo i czas dla siebie. Ja jeszcze do niedawna zarabiałam tyle, żeby akurat zapłacić niani, ale czułam się wspaniale, bo wychodziłam do ludzi i robiłam to, co uwielbiam!

Zawsze lubiłam hasło GIRL POWER, nie od parady mój pierwszy tatuaż, czyli Bójka z Atomówek. 😉 Zmodyfikujmy je na MOTHER POWER! Uważam, że nie ma nikogo tak silnego i zaradnego jak kobieta, która jest mamą!

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo