Change font size Change site colors contrast

25% młodych użytkowniczek Internetu w Polsce, w wieku 18-34 lata, przynajmniej raz doświadczyła cyberprzemocy, a aż 78% internautek czuje bezsilność i osamotnienie w obliczu tego zjawiska. 20% młodych ludzi w wieku 12-24 lata przyznaje się, że hejtowało w Internecie, a blisko połowa sama doświadczyła hejtu. 74% badanych zgadza się ze stwierdzeniem, że nadmierny hejt może doprowadzić nawet do samobójstwa. 57% badanych orzekło jednoznacznie, że osoby szerzące mowę nienawiści w internecie powinny ponosić konsekwencje prawne. Choć to „jedynie puste dane statystyczne”, za każdą z nich stoi człowiek…

Czym jest mowa nienawiści

Mowa nienawiści (ang. hate speech) jest zjawiskiem, które polega na takim używaniu języka, które ma na celu rozbudzenie, rozpowszechnienie czy usprawiedliwienie nienawiści i dyskryminacji. To również przejaw przemocy werbalnej wobec konkretnych osób, grup osób czy przedstawicieli mniejszości. Akceptacja mowy nienawiści w wymiarze społecznym utrwala stereotypy, uprzedzenia i powoduje mniejszą akceptację przedstawicieli grup „hejtowanych”. Hejt przyjmuje różne formy, dlatego tak trudno jednoznacznie określić czym dokładnie jest. Dosyć często jednak mowę nienawiści rozumie się zgodnie z definicją Rady Europy: Mowa nienawiści to wypowiedzi, które szerzą, propagują i usprawiedliwiają nienawiść rasową, ksenofobię, antysemityzm oraz inne formy nietolerancji, podważające bezpieczeństwo demokratyczne, spoistość kulturową i pluralizm.

Skąd się wziął hejt

Skąd w ludziach bierze się tyle jadu i chęci skrzywdzenia słowem bliźniego? Jak podają badacze, to wypadkowa różnych zjawisk i procesów, które wynikają z konkretnego kontekstu historycznego i społecznego. Na powstawanie mowy nienawiści mają wpływ chociażby stereotypy czy uprzedzenia, jak również kulturowe oraz historyczne uwarunkowania danego regionu. Ten typ dyskursu (publicznego) żywi się negatywnymi przekonaniami czy uczuciami, które z różnych powodów skierowane są w przedstawicieli grup i kategorii społecznych, które pełnią rolę swoistych „kozłów ofiarnych” w społeczeństwie. Badania z zakresu psychologii społecznej wykazują, że sedno problemu tkwi w stereotypach i uprzedzeniach.

Stereotyp to uproszczony, schematyczny i jednowymiarowy obraz jakiegoś zjawiska w ludzkiej głowie.

Kształtuje się na podstawie informacji, które świadomie i nieświadomie zbieramy dzięki zasłyszanym opiniom, przekazom medialnym, własnej wyobraźni, książkom, filmom czy po prostu plotkom. Nawet jeżeli odnosimy się do tych informacji krytycznie, zapadają nam w pamięć. Stereotyp określa również zakodowane w ludzkim umyśle schematy poznawcze, używane przez nas w sposób nieświadomy. Istnieje przekonanie, że stereotypów nie można się całkowicie pozbyć, gdyż wiedza, która z nich płynie, porządkuje i upraszcza nam świat oraz pozwala w nim na co dzień funkcjonować. Uprzedzenie to odrębny rodzaj stereotypu: negatywna opinia, nieuzasadniona obawa czy niechęć. O ile stereotyp może zawierać także pozytywne opinie (np. przekonanie, że jakiś naród jest pracowity), o tyle uprzedzenie obejmuje jedynie cechy negatywne (np. opinia, że wszyscy Polacy to złodzieje).

Stereotypy i uprzedzenia powstają wtedy, gdy nasze informacje na temat jakiegoś zjawiska czy grupy ludzi są bardzo skąpe lub żadne.

Sami scharakteryzujemy wtedy dane zjawisko lub grupę, bazując na własnych wyobrażeniach. Rezultat tego procesu może znacząco odbiegać od rzeczywistości. Stereotypy i uprzedzenia zasilają powstawanie i rozprzestrzenianie się hejtu szczególnie, gdy mówimy o strachu przed „innym” oraz innością kulturową, poczuciu zagrożenia i chęci walki o pozycję społeczną. Pojawiają się również w kontekście braku wiedzy o ludziach i grupach sklasyfikowanych jako „obcy”, „inni”. Częstą przyczyną jest również rywalizacja o zasoby (realne oraz symboliczne), a także frustracja/agresja zasilana poczuciem krzywdy.

Hejt odmieniany przez wszystkie przypadki

Mowa nienawiści jest już tak powszechnym zjawiskiem, że podobnie jak błędy językowe, staje się coraz bardziej akceptowana. Ze względu na jej społeczną szkodliwość oraz niebezpieczeństwa związane z eskalacją tego zjawiska ważne jest bieżące diagnozowanie. Do tej pory opracowano i opublikowano wiele wyników badań, które pomagają coraz lepiej zrozumieć oblicza mowy nienawiści. Rzeczywistość jest jednak na tyle dynamiczna, że takie grupy jak np. osoby z niepełnosprawnościami, kobiety, osoby o niskim statusie ekonomicznym, które w dużej mierze nie zostały jeszcze objęte badaniami ekspertów, również dotykane są hejtem. Z tego powodu trudno o kompleksowy obraz mowy nienawiści.

W przypadku diagnozy mowy nienawiści w Polsce w ostatnich latach powstało sporo badań i raportów, które stosując różne perspektywy, mierzą się z tym zagadnieniem. 

Wnioski są podobne – wskaźniki pokazują, że hejt w Polsce (zarówno on-line, jak i off-line) staje się codziennością. Towarzyszy mu poczucie bezsilności po stronie tych, którzy chcieliby reagować, ale nie wiedzą, jak to robić. Poczucie bezsilności często nasila pasywne postawy, co z kolei umacnia wrażenie, że mowa nienawiści przybiera na sile i „atakuje” w sposób coraz bardziej bezpośredni. Formy i treści podszyte mową nienawiści stale ewaluują, dlatego skuteczne i racjonalne reagowanie na hejt powinno zaczynać się od poznania i zrozumienia perspektywy dyskryminowanych mniejszości.

Jedno z najważniejszych i najbardziej kompleksowych badań mowy nienawiści w Polsce (Centrum Badań nad Uprzedzeniami UW na zlecenie Fundacji im S. Batorego w ramach programu Obywatele dla Demokracji w 2014 roku) opiera się na założeniu, że za mowę nienawiści powinno być uznane to, co członkowie grup będących jej obiektami uważają za mowę nienawiści.

Okazało się, że członkowie mniejszości (Ukraińcy, Romowie, polscy Żydzi i osoby homoseksualne) byli w równym stopniu oburzeni każdym z przedstawianych przykładów mowy nienawiści, niezależnie czy były skierowane w ich stronę, czy były nienawistnymi wypowiedziami polskich polityków i celebrytów oraz słowami piosenek zaczerpniętymi z mass mediów – wszystkie je uznawali za równie obraźliwe i byli zwolennikami ich zakazania w przestrzeni publicznej.

Co ciekawe, te same nienawistne wypowiedzi, przedstawicielom większości dorosłych Polaków i uczniom szkół średnich często nie wydawały się w ogóle obraźliwe. Badania pokazały również, że w Polsce niektóre grupy mniejszościowe są znacznie bardziej chronione normami politycznej poprawności (nie wypada obrażać Ukraińców i osób czarnoskórych) niż inne (społecznie dozwolone jest obrażanie Romów i osób homoseksualnych). Uczestnicy deklarowali bardzo częsty kontakt z mową nienawiści. W 2014 roku 66 % Polaków twierdziło, że styka się w Internecie z antyromską mową nienawiści, 70% – z rasistowskimi wypowiedziami o osobach czarnoskórych, a 77% z homofobiczną mową nienawiści. Jeśli zaś chodzi p bezpośrednie otoczenie – 43% dorosłych Polaków słyszy wypowiedzi homofobiczne, a 49% dorosłych słyszy z ust znajomych wypowiedzi obrażające Romów. Pełna publikacja dostępna tutaj.

Co na to polskie prawo

Komitet Psychologiczny Polskiej Akademii Nauk zwracająca uwagę, że (…) Epidemia mowy nienawiści stanowi poważne zagrożenie dla wychowania kolejnych pokoleń, które dorastają w atmosferze przyzwolenia na przemoc werbalną. Jak łatwo można wywnioskować, stoimy przed ogromnym wyzwaniem o znaczeniu pokoleniowym. Nie możemy zatem przechodzić obok tego zjawiska obojętnie – zwłaszcza, że polskie prawo dostarcza instrumentów do walki z obraźliwymi treściami umieszczanymi w internecie. Chociaż nie stworzono osobnej regulacji dotyczącej mowy nienawiści i zbrodni nienawiści, to oba te zjawiska są uznawane za niezgodne z istniejącym polskim prawem. Dla przykładu znieważanie, pomawianie, grożenie czy nawoływanie do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość jest zabronione i podlega karze na podstawie kodeksu karnego (art. 212, 216, 256, 257).

Co Ty możesz zrobić?

Jak podaje Agencja Badań Rynku i Opinii SW Research, polski hejter to mężczyzna (panowie stanowią 53% hejterów) w wieku od 16 do 24 lat (aż 73% hejtujących), który ma wykształcenie średnie ogólnokształcące (35%). Co piąty ma wykształcenie wyższe. Publikuje on negatywne posty kilka razy w tygodniu. Profil ten powstał na podstawie wywiadów z grupą ponad 6,5 tys. internautów, ale dobrze wiemy, że hejterem może być każdy. Jeśli więc widzisz hejt – reaguj! Zostaw pozytywny komentarz, wesprzyj osobę atakowaną i przerwij falę nienawiści. Zgłaszaj hejt i mowę nienawiści online administratorowi portalu/strony. Jeśli granice prawa zostały przekroczone, bo na przykład hejter grozi Tobie lub komuś śmiercią czy przemocą, zawiadamiaj policję.

Jeśli uważasz, że prawa człowieka powinny być tak samo chronione w ,,wirtualu’’, jak i ,,realu’’, zrób coś z tym. Przyłącz się do akcji #hejtstop i daj dobry przykład.

PS Nie byłabym sobą, gdybym nie podesłała kilka mniej lub bardziej znanych case’ów kampanii, walczących ze zjawiskiem hejtu:

„Artyści przeciw nienawiści” – koncert jednoczący blisko 70 nazwisk polskiej sceny muzycznej

Rimmel zwalcza beauty hejt – kampania #iwillnotbedeleted

Bianco footwear – hate is so 2018

HejtStop – Zablokuj hejta w sieci

#NIEnawiść – Amnesty International

 

Są tematy, o których nie mówi się głośno. Tematy tabu. Tematy wstydliwe. Tematy nieporuszalne w towarzystwie. Ale właściwie czemu? Wszak nic, co ludzkie, nie powinno być nam obce. Szczególnie, gdy w grę wchodzi nasze dobre samopoczucie i zdrowie. Chociaż nagnę dziś niejedne zasady savoir vivre, opowiem Ci dzisiaj o kupie. Tak właśnie! Bo chociaż sprawa jest gówniana, kupa prawdę o Twoim zdrowiu powie!

Zamiast leczyć skutki, poszukaj przyczyny

Na co dzień czujesz się dobrze. Nie narzekasz na jakieś poważniejsze dolegliwości. Owszem – chodzisz niewyspana, masz problemy z cerą czy koncentracją… ale która kobieta tak nie ma? Dołóż do tego bóle niewiadomego pochodzenia, wahania nastroju, wzdęcia, alergie, nieświeży oddech, zaparcia czy brak ochoty na seks. Brzmi znajomo? A czy zastanawiałaś się, skąd to wszystko się wzięło? Czy to przypadłości „normalne” dla współczesnych ludzi? Nic wśród opisanych powyżej skutków nie powinno klasyfikować się w kategoriach jakiekolwiek normalności. To problemy, których rozwiązania trzeba szukać głęboko, bo aż w Twoich jelitach!

Zdrowe jelita to podstawa

Czy wiesz, że jelita są siedliskiem blisko 2 kilogramów mikroorganizmów? Nie odejmuj ich na wadze, kiedy następnym razem na niej staniesz – są integralną częścią Ciebie 🙂 Jelito grube ma największe zagęszczenie (około 1014 mikroorganizmów, należących do tysiąca gatunków, np. bakterie, wirusy oraz eukariota, określane jako mikrobiota) drobnoustrojów w całym organizmie. Wszystkie te małe żyjątka wspomagają prawidłowe działanie układu trawiennego, chronią przed infekcjami, regulują metabolizm i wpływają na Twoja odporność. Codzienne wykonują więc kawał brudnej roboty walcząc ze wszystkim tym, co postanowisz zjeść tego dnia i co w danym momencie na Ciebie oddziałuje.

Co negatywnie wpływa na jelita?

Leki

Żyjemy w dziwnych czasach, w których znalezienie lekarstwa na każdą możliwą przypadłość jest niezwykle proste. Lekarze przepisują nam leki z najbardziej błahych powodów. Niemal bez przerwy przyjmujemy także specyfiki dostępne bez recepty, które znajdziemy nie tylko w aptece, lecz również w sklepie spożywczym czy na stacji benzynowej. Uzależnienie społeczeństwa od medykamentów totalnie wymknęło się spod kontroli. Badania pokazują, że najczęściej nadużywamy leków przeciwbólowych – w 2015 roku Polacy kupili ponad 115 milionów opakowań tabletek od bólu dostępnych w marketach i na stacjach benzynowych. Wydaliśmy na nie blisko 1,348 miliarda złotych! Powiesz mi, że nie bierzesz ich przecież bez powodu? Może jeszcze ja Ci uwierzę, ale co powiesz swoim jelitom, których flora bakteryjna ulega zmianie za każdym takim środkiem wrzucanym do Twojego organizmu? Nie chodzi wyłącznie o leki przeciwbólowe, ale także antybiotyki, sterydy, niesteroidowe leki przeciwzapalne, leki przeciwgorączkowe (NLPZ) i tabletki antykoncepcyjne. Dodaj do tego niewłaściwie odżywianie i zaburzenia jelitowe masz jak w banku! A skoro już od diecie mowa…

Żywność

Współczesny przemysł spożywczy nie jest Twoim przyjacielem.  Jeśli do tej pory tak myślałaś, wszak na półkach sklepowych pojawia się coraz więcej produktów BIO i EKO, jesteś w błędzie. Producenci uzależniają nas od gotowego jedzenia, pełnego syntetycznych dodatków, w określonych smakach, które podawane jest w coraz ładniejszych opakowaniach. A oczy chciałyby więcej i więcej… Nie poprzestaniesz na jednym kęsie. Twój mózg jest słaby, a koncerny spożywcze i restauracje sieciowe skwapliwie to wykorzystują, zapewniając Ci nieograniczony wybór słodyczy i słonych przekąsek na każdą okazję. Biała śmierć – słyszałaś przecież o tym nie raz. Chociaż wydaje Ci się, że nie słodzisz tak często, nie jesteś świadoma, ile cukru codziennie sobie dostarczasz. A złe bakterie i drożdże w Twoich jelitach przyswajają go lepiej niżbyś sobie tego życzyła… Złe samopoczucie to właśnie konsekwencja nadmiernego spożywania cukru. Jedyną drogą jest na początku ograniczenie, a następnie całkowita eliminacja cukru z diety. Przyjrzyj się dobrze swojemu jadłospisowi i zrób rachunek sumienia. Czy Twoje posiłki są bogate w witaminy i minerały, zwłaszcza w witaminy A, D, magnez, wapń i cynk? Jaki jest stosunek omega-6 do omega-3 w Twoich posiłkach? To tylko podstawowe pytania, na które powinien odpowiedzieć sobie każdy z nas, który chce wpłynąć na stan swojego zdrowia poprzez jedzenie. A jelita są najlepszą drogą do pozostałych części ciała oraz innych organów, których funkcjonowanie chcemy usprawnić.

Stres

Badania pokazują, że stres zaburza naturalną równowagę dobrych bakterii w jelitach. To właśnie takie czynniki jak przewlekłe rozdrażnienie czy brak snu sprawiają, że pierwszeństwo w dowodzeniu Twoimi jelitami przejmują „siły wroga”. Współcześni ludzie twierdzą, że nie mają czasu na odpoczywanie czy wysypianie się, a to bardzo krótka droga do kolejnych zdrowotnych problemów. Wszak regeneracja jest niezbędna do zachowania zdrowia i dobrego samopoczucia.

Jakie mogą być konsekwencje…

Naukowcy dowodzą, że nieprawidłowa flora bakteryjna jelit jest odpowiedzialna za cukrzycę, otyłość czy trądzik. Ponadto inne choroby, np. autoimmunologiczne takie jak: zespół jelita drażliwego (IBS), choroba Crohna, celiakia, przerost Candida, refluks, autyzm czy schizofrenia, są ściśle powiązane z uszkodzoną wyściółką jelit i jej nieszczelnością. Kiedy jelita są nieszczelne duże molekuły białek uciekają do krwioobiegu, przez co organizm rozpoznaje je jako zagrożenie i zaczyna atakować. Nieszczelna śluzówka jelit wiąże się także z występowaniem łuszczycy, egzemy, Hashimoto, reumatoidalnego zapalenia stawów, depresji bądź ADHD.

Niewłaściwe jedzenie, zażywanie leków w dużych ilościach i życie na wysokich obrotach powodujące stres niechybnie prowadzi nas do szkodliwego działania toksyn ze środowiska i powstania nieszczelności w jelitach, a także nawarstwiania się kolejnych zdrowotnych problemów. System opieki zdrowotnej w tej materii też nie pomaga. Kiedy masz wysypkę, lekarz przepisuje Ci lek, który tę wysypkę zniweluje. Umówmy się – nie ma czasu na zastanawianie się, z czego ona się wzięła. A Twój organizm działa jak system naczyń połączonych i daje CI znak, że wysypka to tylko objaw, a problem znajduje się gdzieś znacznie głębiej. Niestety, jelita są bagatelizowane w diagnozowaniu chorób i nie łączy się ich stanu z naszym zdrowiem. A prawda jest niestety taka, że każdy z nas ma (w różnym stopniu – zależnie od trybu życia, diety i przyzwyczajeń) uszkodzone jelita. Tylko kto by sobie zawracał głowę jelitami…

Jak pomóc swoim jelitom?

Dobra wiadomość jest jednak taka, że możesz zacząć od dziś. Nie musisz nagle zmieniać całego swojego życia. Metodą drobnych kroczków, wypływających ze świadomości, że możesz zrobić coś dobrego dla swoich jelit, poprawisz ich stan, a przede wszystkim korzystnie wpłyniesz na swoje zdrowie! Będzie Ci się żyło lepiej. Zrezygnuj z przetworzonego jedzenia pełnego chemii, cukru, soli i tłuszczu na rzecz zbilansowanej i świadomej diety, bogatej w świeże, nieprzetworzone składniki. Znajdź czas na chwilę odpoczynku i odstresowanie się. Dla jednych będzie to joga czy medytacja, dla innych żywiołowy sport, spalający mnóstwo kalorii. Ogranicz przyjmowanie leków do absolutnego minimum. Szukaj alternatywnych sposobów, np. uśmierzania bólu głowy. Spróbuj wrócić do korzeni, a więc do tego, czym leczyły się nasze mamy i babcie. Wiem, że to dużo. Ale spróbuj chociaż przez miesiąc. Zobaczysz, czy cokolwiek zmieni się w Twoim życiu. Gwarantuję, że wyniki pozytywnie Cię zaskoczą, a Twoje jelita z całą pewnością Ci podziękują.

 


A jeśli spodoba Ci się takie samopoczucie, wytrzymaj więcej niż miesiąc. Spróbuj też poszerzyć temat i zerknij do poniższych propozycji książkowych. Z całą pewnością korzystnie wpłyną na pracę Twoich jelit i całego organizmu:

Food Pharmacy, Lina Nertby Aurell i Mia Clase

Szczęśliwe jelita: Program oczyszczania, który pomoże ci wyeliminować ból, …, Vincent Pedre

Zamień chemię na jedzenie, Julita Bator

Eat Pretty. Jedz i bądź piękna, Jolene Hart

Jelita wiedzą lepiej, Mosley Michael

To jeden z najwartościowszych produktów naturalnych i niezaprzeczalnie najzdrowszy pokarm dla dziecka, które dopiero przyszło na świat. Przez wielu nazywane jest „białym złotem”. Choć nie mówi się o tym głośno, w internecie od lat kwitnie handel kobiecym mlekiem. Co ciekawe, kupują je nie tylko matki mające problemy z laktacją, ale również osoby produkujące ekskluzywne kosmetyki czy kulturyści. (Częściowo) zapobiec temu mogą rozwijające się coraz prężniej banki mleka, o których kilka słów w dzisiejszym materiale.

Idea stara jak świat

Banki Mleka Kobiecego mają wieloletnią tradycję na świecie – pierwsza taka placówka powstała blisko 100 lat temu w Wiedniu. Już 10 lat później, w 1919 roku, powstał bank w Bostonie, na którego wzór stworzono placówki w Chicago, Los Angeles i Nowym Jorku. W 1943 r. Amerykańskie Towarzystwo Pediatryczne ogłosiło pierwsze regulacje dotyczące działalności banków mleka. Obecnie Europejskie Stowarzyszenie Banków Mleka (ang. EMBA) rejestruje ponad 200 placówek, w tym jeszcze wiele w fazie powstawania. W Europie najwięcej banków mleka jest w Szwecji – aż 27, we Francji – 18, w Finlandii i Wielkiej Brytanii – 15. Pierwszy bank mleka w Polsce otwarto w 2012 r., w Samodzielnym Publicznym Szpitalu Klinicznym im. prof. W. Orłowskiego w Warszawie, dzięki Fundacji Bank Mleka Kobiecego. Co ważne, nasz kraj nigdy nie był w tej kwestii „zacofany” – również przed wojną przy polskich szpitalach zakładano specjalne laktaria, gdzie przychodziły mamy cierpiące z powodu nadmiaru mleka, by oddać je potrzebującym dzieciom. Z biegiem lat zaostrzono jednak przepisy sanitarne i takie miejsca zniknęły. Pamiętajmy jednak, że sam pomysł dzielenia się pokarmem jest jeszcze starszy. W dawnych czasach „instytucja” mamki – kobiety, która karmiła piersią cudze dzieci – była na porządku dziennym. Czemu więc idea dzielenia się mlekiem wciąż jest dla niektórych dziwna, nienaturalna czy wręcz odrażająca?

W służbie nauki

Banki mleka to profesjonalne laboratoria, które zajmują się pozyskiwaniem kobiecego mleka, przechowywaniem go i (po badaniu) dostarczaniem do potrzebującego dziecka, które z przyczyn losowych nie może być karmione przez rodzicielkę. Banki Mleka powinny być (choć niestety wciąż w naszym kraju nie są) nieodłącznym elementem systemu opieki zdrowotnej nad matką i dzieckiem, szczególnie w momencie, gdy noworodek wymaga długotrwałego leczenia lub z innych powodów karmienie piersią przez biologiczną mamę jest utrudnione. Gromadzenie mleka w banku jest jedyną 100% gwarancją prawidłowego zagospodarowania jego nadmiaru z korzyścią dla dzieci najbardziej potrzebujących, takich jak wcześniaki i chore noworodki. Jest to zgodne ze wskazaniami AAP (American Academy of Pediatrics, 2005) oraz wspólną Rezolucją WHO i UNICEF 1980, w której jasko napisane jest, że: mleko kobiece pochodzące z profesjonalnego banku mleka jest drugim, po mleku własnej matki, pokarmem z wyboru do stosowania u noworodków i niemowląt. Dzieci urodzone przed czasem są w grupie największego ryzyka – to właśnie poród przed 37 tygodniem ciąży jest jedną z głównych przyczyn braku możliwości naturalnego karmienia dziecka. Banki mleka są więc najlepszym ratunkiem w takich sytuacjach. Nic więc dziwnego, że do ich funkcjonowania przykłada się tyle zachodu.

Bank mleka to zazwyczaj dwa pomieszczenia – pokój laktacyjny i pracownia laboratoryjna, w której mieści się specjalistyczny sprzęt, taki jak: pasteryzator mleka, aparat do badania składu mleka, homogenizator ultradźwiękowy, chłodziarka laboratoryjna i zamrażarki, w których przechowuje się pokarm. Zgromadzone od honorowych dawczyń mleko może być przechowywane przez trzy miesiące. Praktyka pokazuje jednak, że nie ma szans, by pokarm tak długo stał w lodówce. Jak twierdzą pielęgniarki i położne, zapotrzebowanie jest na tyle duże, że mleko cały czas jest w obrocie.

Skarb natury

Kobiece mleko cieszy się ogromnym zainteresowaniem, zarówno w wśród potrzebujących mam, jak i innych środowisk, ponieważ jest niezwykle wartościowym produktem naturalnym. Zawiera całą masę składników odżywczych, których próżno szukać w mleku krowim i sztucznym. W środku znajdziemy mnóstwo kwasów nienasyconych, witamin czy immunoglobulin chroniących przed infekcjami. Mleko matki zawiera także zoptymalizowane dawki podstawowych składników odżywczych i substancji biologicznie czynnych, których nie da się odtworzyć przemysłowo, np. przeciwciała zwiększające odporność, która po przyjściu na świat jest u dzieci bardzo słaba oraz hormony niezbędne do prawidłowego rozwoju maluchów. Szczególnie bogata w wartościowe składniki jest siara, czyli pierwszy pokarm matki, produkowany przez 2-3 dni po porodzie.

Długo można wyliczać korzyści, płynące z naturalnego karmienia. Badania jasno dowodzą, że dzieci karmione piersią rzadziej cierpią na biegunki i zapalenia płuc, a także należą do grupy mniejszego ryzyka zagrożonego zapaleniem ucha środkowego, infekcjami dróg moczowych czy zapaleniem opon mózgowych. Ponadto karmienie piersią korzystnie wpływa na rozwój umysłowy dziecka i jego poziom inteligencji w przyszłości, co związane jest z dużą zawartością nienasyconych kwasów tłuszczowych w kobiecym mleku. Pozytywne oddziaływanie kobiecego pokarmu widać przez całe życie – także to dorosłe. Udowodniono, że wśród dzieci karmionych piersią istnieje mniejsze ryzyko zachorowania w późniejszym wieku na astmę, cukrzycę typu 1, celiakię, białaczkę czy zapalenie jelit.

Nic więc dziwnego, że specjaliści z WHO i UNICEF zalecają wyłączne karmienie piersią od narodzin do szóstego miesiąca życia. Dlatego kobiety, które cierpią na niedobór mleka, usilnie szukają rozwiązania w internecie, bo…

…pokarm z banku mleka jest tylko dla najbardziej potrzebujących.

Pokarm z banku mleka trafia głównie do wcześniaków. Dla nich bowiem jest on nie tylko pożywieniem, lecz przede wszystkim lekiem. Wcześniaki już na starcie zmagają się z wieloma trudnościami – są niedojrzałe i nieprzygotowane do życia. Ich mamy najczęściej nie są jeszcze gotowe do karmienia, zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Aby więc zapewnić swoim dzieciom nieco łatwiejszy początek, jeśli jest taka możliwość, wyrażają zgodę na podanie mleka kobiecego z banku mleka. Czemu mają obciążać organizm nowonarodzonego dziecka mieszanką wyprodukowaną na bazie mleka krowiego, która zawiera ciężkostrawne białka, kiedy można podać pokarm naturalny, dostosowany do potrzeb wcześniaka, pełen aktywnych składników, przeciwciał i komórek macierzystych. Bo takie jest właśnie kobiece mleko.

Na tę chwilę nie ma możliwości, aby pokarm otrzymały dzieci, które już opuściły szpital oraz dzieci spoza szpitala. Jak podkreślają koordynatorzy banków mleka, na razie pokarmu jest za mało, jak „na lekarstwo” i w pierwszej kolejności otrzymują je wcześniaki przebywające na szpitalnych oddziałach.

Chcesz zostać dawczynią?

Aby zostać dawczynią, należy przejść szereg badań krwi (m.in. HIV, HBs, CMV) oraz oddać próbkę swojego mleka, żeby sprawdzić, czy nie ma w nim bakterii, które mogłyby zaszkodzić innym dzieciom (bakterie, które są na otoczce piersi, nie są szkodliwe dla dziecka konkretnej matki, jest ono skolonizowane jej bakteriami, ale mogą zaszkodzić innym noworodkom). Proces kwalifikacji nie jest aż tak skomplikowany, ale trzeba spełniać kilka kryteriów. Kolejnym krokiem jest wywiad na temat przebytych chorób i trybu życia. Nie można palić papierosów, pić alkoholu, brać leków. Ważny jest zdrowy tryb życia i odżywanie. Warunkiem jest także, by kobieta karmiła piersią własne dziecko. Po pozytywnym rozpatrzeniu wniosku, chętna otrzymuje od banku informacje, jak odciągać i przechowywać mleko, jak dbać o higienę i bezpieczeństwo. Następnie regularnie zgłasza się na badania krwi i kontrolę mleka. Mleko zawsze poddawane jest badaniu mikrobiologicznemu, analizie składu oraz pasteryzacji.

Dawczyniami często zostają mamy, które urodziły wcześniaki i które razem z dziećmi przebywają w szpitalu. W czasie, kiedy wcześniak otrzymuje pokarm z banku mleka, jego mama pracuje nad stymulacją swojej laktacji. Kiedy zaczyna się u niej pojawiać mleko, od razu jest ono przekazywane dziecku. Bardzo często zdarza się tak, że mama ma nadwyżkę pokarmu i właśnie wtedy oddaje je do banku mleka, by podczas pobytu w szpitalu ze swoim dzieckiem, uratować innego wcześniaka.

Co warto zaznaczyć, kobiety oddają mleko nieodpłatnie, na zasadzie wolontariatu. Dawczynie nie płacą za badania krwi i mleka, są objęte poradnictwem laktacyjnym, otrzymują niezbędne informacje i akcesoria do przechowywania pokarmu.

Fundacja Bank Mleka Kobiecego

Reaktywowanie banków mleka w Polsce oraz założenie fundacji, która działa zarówno na rzecz banków jak i promocji laktacji to pomysł mam. W czasach, gdy ciężko jest pozyskać choćby jedną kroplę pokarmu, a tak wiele mam mogłoby podzielić się z potrzebującymi swoim „darem”, pomysłodawczynie Fundacji Bank Mleka Kobiecego stworzyły miejsce, którego w Polsce przed kilkoma laty nie było. Powołały do życia inicjatywę, która wspiera mamy od 2009 roku (od 2008 jako Stowarzyszenie na Rzecz Banku Mleka Kobiecego). Dzisiaj daje kobietom własne doświadczenie, wiedzę i możliwość współpracy z profesjonalnymi bankami mleka, których powstaje w Polsce coraz więcej. Obecnie w naszym kraju działa osiem banków mleka: dwa w Warszawie i po jednym w Toruniu, Wrocławiu, Opolu, Krakowie, Rzeszowie oraz Rudzie Śląskiej. W planach jest utworzenie podobnych placówek w Łodzi, Szczecinie, Poznaniu i Gdyni, w której już w maju tego roku odbędzie się Konferencja Laktacyjna, poświęcona zarówno promocji naturalnego karmienia, jak i tematowi tworzenia i funkcjonowania Banków Mleka w Polsce.  

Na koniec nie pozostaje mi chyba nic innego, jak życzyć wszelkiej pomyślności Fundacji Bank Mleka Kobiecego, a bankom w Polsce takich dawczyń jak Elisabeth Anderson-Sierra – matka dwójki dzieci cierpiąca na syndrom hiperlaktacji, który powoduje u niej produkcję blisko 6,5 litra mleka dziennie. W ciągu ostatnich trzech lat przekazała ponad 2700 litrów mleka – prawie dwa razy więcej niż rekord świata! Chociaż wciąż spotyka się z nieprzychylnymi opiniami na swój temat, swoim poświęceniem pomaga wielu wcześniakom i dzieciom, których mamy nie mogą karmić naturalnie.

 

 

Już 19 maja w Gdni odbędzie się  Konferencja Laktacyjna, na którą Was serdecznie  zapraszam – wydarzenie mające na celu promowanie pozytywnych aspektów karmienia piersią oraz ukazania najnowszych wyników badań.

,,Konferencja to rzetelnie przygotowane kompendium wiedzy o laktacji poparte publikacjami specjalistów badań nad mlekiem ludzkim oraz systematyzacja przepisów prawa. Prezentowane przez osoby znane i cenione w środowisku medycznym, a także przez aktywnych działaczy na arenie ogólnopolskiej w zakresie promocji naturalnego karmienia. Wszystko to w tradycyjnej formie wykładów i warsztatów tematycznych, kierowanych do rodziców i specjalistów medycznych.’’

Niezależnie od tego, czy Twoja pociecha ma 2 lata czy 20, w oczach matki zawsze będzie nieporadnym dzieckiem. Nasze serca zupełnie inaczej patrzą na istotę, którą powołały do życia, nawet jeśli ten poważny młody człowiek ma już swoje życie i swoje dzieci. I chociaż ciężko nam jest czasem zrozumieć naturalną potrzebę naszych maluchów, które wszystko chcą robić same, musimy się z nią pogodzić. Taka jest kolej rzeczy. Ewolucja zaplanowała to za nas i my nie mamy w tej kwestii nic do powiedzenia.

Samodzielność kiedyś i dziś

Kiedy myślisz o swoim dzieciństwie masz w głowie grę w klasy, podchody po całym mieście, zwisanie z drzew i trzepaków oraz samotne powroty do domu z kluczem na szyi. Taka była w latach 70., 80. i 90. rzeczywistość. Nikt nie zastawiał się nad tym czy dziecku może się coś stać, czy dziecko sobie poradzi – musiało, nie miało innego wyjścia. Zestaw to z rokiem 2018 i współcześnie pojmowanym rodzicielstwem. Ogromna przepaść co? Co stało się przez te 20/30 lat. Czy świat naprawdę aż tak się zmienił? Czy polskie podwórka i ulice stały się nagle największym zagrożeniem czyhającym na dzieci, że współcześni rodzice mają obsesję kontrolowania wszystkiego? Bo przecież nie zatrzymuje się to wyłącznie na organizowaniu wolnego czasu czy podwożeniu pod szkołę. Obsesja trzymania ręki na pulsie wybiega znacznie dalej, pytanie tylko dlaczego i po co? Czy taka postawa nie krzywdzi naszych dzieci? Jak w tym wszystkim zachować zdrowy rozsądek i sprawić, że dzieciństwo Twojego malucha będzie naprawdę szczęśliwe? W dzisiejszym wpisie opowiem Ci trochę o tym, czemu warto wpierać samodzielność dziecka już od pierwszych chwil życia, i co zrobić, by bardziej mu zaufać.

Koniec z wyręczaniem!

„Ja to zrobię szybciej”, „zostaw, bo wylejesz”, „nie ruszaj, bo zepsujesz” – z ręką na sercu, ile razy powiedziałaś tak swojemu dziecku? Obawiam się, że sporo. Dzieje się tak nie dlatego, że jesteś złą mamą. Wiem przecież, że robisz to z troski. Pamiętaj jednak, że nadmierna troska i opieka, wyrządzają dziecku więcej szkody, niż pożytku. Bo choć wielu rodziców nie zdaje sobie sprawy, poprzez takie wyręczanie, nawet najmłodszych dzieci, odkładają moment zdobywania przez nie samodzielności na później. Trywialne zapisanie kurtki czy wkładanie butów. Powinien umieć to już maluch w wielu 2-3 lat. A jednak wciąż mamusie z uporem maniaka robią to za swoje pociechy. Czemu tak się dzieje? Bo boją się, że coś się stanie. Że dziecko coś zepsuje, albo zrobi sobie krzywdę. Chwila – po to jesteś drogi rodzicu koło swojego dziecka, żeby tak się nie stało! Żeby nie urąbało sobie paluszka tym nożem podczas krojenia, czy nie przycięło skóry podczas zasuwania zamka (co statystycznie częściej i tak zdarza się dorosłym). No ok powiesz, a co z maluchem, który się podda. Bo przecież na początku często coś nie wychodzi. Po co dziecko ma czuć się przegrane, po co ma płakać i rezygnować. Po to właśnie, że dzięki porażkom szybciej się uczy. Że są one nieuchronne i prędzej czy później będą miały miejsce. Im wcześniej więc dzieci zostaną oswojone z tym, że rzadko kiedy coś wychodzi za pierwszym razem, tym lepiej. Kolejnym przypadkiem są głównie (choć nie chcę generalizować) babcie wyręczające swoich wnuczków (ajć kolejne krzywdzące uogólnienie), którzy przecież jeszcze zdążą się napracować. Po co teraz mają sprzątać po sobie. Taka postawa w nieskończoność oddala moment, w którym Twoje dziecko osiągnie samodzielność. Pozwól więc Twojemu dziecku się uczyć, nie blokuj działania i nie zaniżaj wiary w siebie i swoje możliwości.

Czas wielkiej próby

Zanim pozwolisz dziecku na wszystko, zadaj sobie pytanie: „Czy ja jestem gotowy/gotowa na usamodzielnienie się mojego dziecka”. To właśnie od tej odpowiedzi zależeć powinny Twoje dalsze kroki. Bo nawet jeśli wiek dziecka wydaje Ci się nieadekwatny to takich rozważań, już u rocznych maluchów pytanie to jest zasadne. To właśnie w wieku kilkunastu miesięcy dziecko kształtuje w sobie silne poczucie sprawczości i tego, że ma wpływ na swoje otoczenie, a jego decyzje, takie jak samodzielne jedzenie, pierwsze kroki czy ubieranie się, są traktowane poważnie. To właśnie pokonywanie pierwszych trudności wpływać będzie na dalsze działania i chęć samodzielności – bunt dwulatka („ja sam/sama”), silne poczucie indywidualności i odkrywania siebie w wieku wczesnoszkolnym czy cienie i blaski okresu dojrzewania. Samodzielność jest naturalną potrzebą rozwojową każdego małego człowieka. Niezależnie od tego jak małe jest Twoje dziecko, zdobywanie doświadczeń sprawia, że opanowuje ono nowe umiejętności. Podejmowanie prób to cenna lekcja kształtowania tożsamości. Czemu więc blokować maluchowi rozwój? Nie zabraniaj. Zaufaj, obserwuj i bądź blisko, gdy będzie potrzebowało pomocy.

Wsparcie to podstawa

Dla każdego małego człowieka ważne jest ciągłe zdobywanie umiejętności i sprawdzanie się w nowych sytuacjach. To, co dziecko wykona samodzielnie, do czego samo dojdzie i co przeżyje, wyposaża je w nowe umiejętności, wiedzę o sobie, świecie i innych. Nic tak nie uczy jak praktyka! Dziecko czerpie ze swojego działania satysfakcję i buduje poczucie sprawczości. Dlatego właśnie dzieciaki powinny same szukać rozwiązań swoich problemów. Niezależnie od tego, czy problem ten dotyczy zawiązania buta czy tego, gdzie mógł podziać się ulubiony miś. Oczywiście możesz wspierać i nakierowywać malucha, np. prostą zabawą pt. „Co byś zrobił, gdyby”. Pokazuje ona, że ważne jest szukanie rozwiązania sytuacji problemowych i że każde z nich może być dobre, nawet jeśli jest wysoce nieszablonowe. O tej i innych metodach poczytać można chociażby w książce „Jak mówić żeby maluchy nas słuchały” autorstwa Joanny Faber i Julie King, którą w mojej opinii powinien przeczytać rodzic każdego dziecka jako lekturę obowiązkową w ramach szkoły rodzenia.

Troska o dziecko jest słuszna wyłącznie w granicach zdrowego rozsądku. Prawdziwą pomocą w procesie dorastania jest wzmacnianie w maluchu poczucia własnej wartości, które bierze się chociażby z drobnych sukcesów w samodzielnym działaniu. Z nauką samodzielności jest jak z jazdą na rowerze – gdy nadejdzie odpowiedni moment musisz puścić kijek.

Na każdym kroku „ja sama”! Wszystko chce robić po swojemu. Upiera się i nie daje sobie przetłumaczyć, nawet jeśli nie ma racji. Zawsze chce decydować. Do niej musi należeć ostatnie zdanie. Wie najlepiej, chociaż często jest w błędzie. Sama, sama, sama… I nie, nie opisuję tu typowego buntu dwulatka, który przechodzi mój córa, ale postawę blisko trzydziestoletniej kobiety, którą skwitować można tuwimowskim wierszem o dobrze znanym wszystkim tytule – swoistą satyrą na dzisiejsze wielozadaniowe przedstawicielki płci pięknej, które żadnej pracy się nie boją.

Jest taka jedna Zosia, nazwano ją Samosia

Nie wiem skąd to się bierze w człowieku: czy zakorzenione jest to w mojej naturze, ze względu na takie a nie inne wychowanie, może to kwestia płci, a może tego, że mam na imię Magdalena (a te z natury są uparte jak osły), ale nie lubię, kiedy ktoś chce zrobić coś za mnie. Od kiedy pamiętam byłam Zosią-samosią i wszystko musiało być po mojemu, wszystko musiałam zrobić sama. Choćby nie wiem co. Chociaż lata leciały, w tej kwestii niewiele się zmieniało. Powiedziałabym nawet, że zaostrzała się moja potrzeba niezależności i radzenia sobie w życiu samej, mimo iż wokół siebie zawsze miałam masę wspierających mnie ludzi. Ja chciałam robić wszystko sama.

Bo wszystko „Sama! sama! sama!”

Wieloletnie przyzwyczajenia sprawiły, że pomalutku człowiek się wykańczał i dopadały go takie stany, o których chyba nie powinnam mówić głośno. Najgorsza w tym wszystkim była świadomość. Bo przecież dochodziło do mnie, że jestem przemęczona i nie radzę sobie ze wszystkim, a jednak nadal w to brnęłam. Która z nas choć raz tego nie przerabiała. A ja z uporem maniaka powtarzałam sobie, przecież większość kobiet przez to przechodzi, przecież sobie radzą, to czemu ja miałabym tego nie przeżyć? Mama sobie radziła sama, babcia sobie radziła. A miały znacznie więcej na głowie. Więcej dzieci, cięższą pracę, mniejsze wsparcie ze strony mężczyzn… To na pewno tylko chwilowe. Mój organizm się przyzwyczai i już niedługo będę mogła żyć normalnie… A błędne koło się zamykało.

Wszystko sama lepiej wie, wszystko sama robić chce

I wtedy przychodzi ten moment. Kulminacja, w której nie wiesz już w co ręce włożyć. Obowiązków i powinności jest tak dużo, a Ty zamiast zająć się choć jedną rzeczą siedzisz bezrefleksyjnie na kanapie i wpatrujesz się w odmóżdżający serial. Albo masz ochotę siedzieć i płakać z bezradności w Twojej jedynej ostoi – łazience. To jedyne na co Cię stać w tym momencie. Scenariusz powtarza się co wieczór, a lista zadań piętrzy się z godziny na godzinę. Co zrobić? Nie rozpaczać (zbyt długo). I dać sobie pomóc. Nawet jeśli kłóci się to z Twoim wewnętrznym ja. Jeśli znów odzywa się w Tobie ta pyszcząca małolata, która wszystko chce „sama”. Posadź ją do kąta, uziem, a najlepiej zamknij w piwnicy i nigdy więcej nie wdawaj się z nią w polemikę – uwierz mi, nie warto.

I z wszystkim poradzę sobie!

Myślisz sobie, że przecież kiedyś się z tego wykopiesz. Ogarniesz mieszkanie, dokończysz artykuł, zrobisz zakupy, zaplanujesz wydatki na następny miesiąc i nie zapomnisz nawet o kursie prawa jazdy, który odkładasz z miesiąca na miesiąc. Jasne. Ale czy po tym wszystkim będziesz miała siłę, żeby uśmiechnąć się do lubego, albo bawić się z dzieckiem? Nie sądzę. Nic dziwnego, że współczesne kobiety są wiecznie niezadowolone, poszarzałe, nie mają ochoty na seks czy siły na to, by o siebie zadbać. Za dużo bierzemy sobie na głowy dziewczyny. Pewne kwestie warto odpuścić, inne przełożyć, a to, co możemy oddelegować, oddajmy komuś innemu do zrobienia. Wiadomo – nie będzie po Twojemu, ale czy będzie gorzej? W jednej kwestii będzie lepiej – będzie znacznie lepiej z Twoją głową i samopoczuciem. I chociaż mi wciąż z trudem przychodzi przyjmowanie pomocy chociażby ze strony moich rodziców czy teściów, wiem, że kiedyś kobiety były szczęśliwsze. Bo mimo iż miały na głowie mnóstwo, miały też wokół siebie ludzi, którzy często wyciągali pomocną dłoń, a one wiedziały, że muszą ją przyjąć. Szczególnie, jeśli to bliscy wychodzą z inicjatywą. Jeśli Twoja teściowa mówi: ugotuję Ci dzisiaj obiad, a Ty sobie odpocznij, nie odpowiadaj, że jesteś na diecie eliminacyjnej i sama najlepiej wiesz, co Ci wolno a co nie i szybciej będzie, jeśli to Ty przygotujesz posiłek. Schowaj dumę do kieszeni i po prostu przyjmij pomoc. Nawet jeśli będziesz musiała grzebać przez pół godziny w talerzu w poszukiwaniu czegoś strawnego dla Ciebie do jedzenia. Nie Ty będziesz musiała stać przy garach. Ja już odpuściłam w tej materii, chociaż kuchnia zawsze była moim i tylko moim królestwem. I zawsze denerwowało mnie, kiedy ktoś się w niej „panoszył”. Teraz jestem wręcz szczęśliwa, kiedy ktoś chce mi pomóc. Kiedy mówi – usiądź na moment, ja to zrobię.

Skorzystaj z dorobku poprzednich pokoleń, z doświadczenia. Z tego, czego nauczyły się już nasze mamy i babki. Bo przecież od wieków wiadomo, że do wychowania dziecka (i prowadzenia domu) potrzebna jest cała wioska. Nie dlatego, że jedna matka sobie nie poradzi. Ale będzie przemęczonym wołem pociągowym, a nie kobietą, która prócz obowiązków, powinna znaleźć nawet kilka minut dziennie na swoje przyjemności. Wszyscy wiedzą, że żadnej pracy się nie boisz, ale czy na pewno chcesz, żeby Twój mężczyzna patrzył na Ciebie jak na wielozadaniową maszynę, kolejny sprzęt gospodarstwa domowego? Nie sądzę…

„Płacę, to wymagam” – powie chyba każdy, który kupił wreszcie swoje wymarzone M3 na nowo wybudowanym osiedlu. Co z tego, że na kredyt. Jest jego i może sobie w nim i wokół niego ustalać takie prawa, jakie mu się żywnie podobają. I co z tego, że niby deklaruje się jako człowiek otwarty i chcący tworzyć wspólnotę… chyba jedynie mieszkaniową. Elitarną wspólnotę mieszkaniową pięknie odgrodzonego od reszty ludzi i miasta domostwa, na którego teren nie chce wpuścić dzieci z sąsiedniej kamienicy czy studenta z ulotkami. Bo przecież nie są godni…

Tak, wiem – znowu przesadzam. Przecież każdy ma święte prawdo do barykadowania się w swoich czterech ścianach. Skoro tak mu wygodnie. Skoro sobie za to zapłacił może żyć, jak chce. A i owszem. Czemu jednak jego życie i jego zasady, takie, jak chociażby odgradzanie placów zabaw płotami czy ochroniarze na wejściu budynku mają wpływać na komfort i życie innych ludzi? Bo chociaż mieszkańcy nowoczesnych ekskluzywnych osiedli nie zdają sobie sprawy, odgradzają się czymś więcej niż jedynie płotem – stawiają mur między sobą, a resztą społeczeństwa. Chociaż porównanie to wydać się może drastyczne, ale barykadują się we własnym getto. I jeszcze płacą za to słone pieniądze.

Życie w stadzie od zarania dziejów było dla człowieka najważniejsze.

To właśnie w grupie czuł się bezpiecznie i mógł liczyć na pomoc. W grupach też łatwiej było o pewne surowce czy usługi – wszak każdy coś potrafił, coś uprawiał czy hodował, wszystko więc miało swój porządek rzeczy. Chociaż zależność ta już dawno zaniknęła, na wioskach czy w mniejszych miejscowościach jeszcze czasem możemy obserwować tego typu ewenementy.

Relacje, które budujemy z innymi ludźmi, definiują to, kim jesteśmy.

Jeśli będziemy się zamykać i ograniczać wyłącznie do grupy, która jak nam się zdaje, nam odpowiada, przestaniemy się rozwijać. A to właśnie dzieje się w przytoczonych przeze mnie na wstępie elitarnych osiedlach. Z resztą, problem ten dotyczy nie tylko nowych bloków. Jest znacznie bardziej rozbudowany. Bo zadaj sobie zupełnie szczerze pytanie – czy znasz swoich sąsiadów? Nie pytam o tych z klatki czy z mieszkania naprzeciwko. Ale na przykład z sąsiedniej kamienicy? Albo z bloku naprzeciw? Nie… No właśnie. A to Ci ludzie, wraz z Tobą tworzą pewną społeczność, którą warto pielęgnować.

Niestety, współczesny świat posunął się już do granic możliwości, hodując pokolenie samotników, którzy stronią od świata i ludzi.

Szkoda, ale widzę w tym wszystkim małą iskierkę nadziei. Takie inicjatywy jak „Dni Sąsiada”, jarmarki, garażowe wyprzedaże czy nawet wyśmiewane przez wszystkich festyny parafialne i dni miejscowości to świetna okazja by załapać się na dobre jedzenie, ale również poznać osoby, które żyją obok Ciebie. Może się okazać, że wśród nich znajdziesz swoją bratnią duszę, drugą połówkę, dobrego lekarza, zaufanego elektryka albo mamę, która tak jak Ty, potrzebuje po prostu czasem się wygadać, a nie ma do kogo.

Otwórzmy bramy i przestańmy stawiać granice tego, co jest warte, a co nie naszego poznania. Świat jest tak piękny i różnorodny, że warto znać wszystkie jego odcienie, a nie tylko te, które wydają nam się wartościowe i godne uwagi.

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo