ZA DARMO
Change font size Change site colors contrast
Ciało

Wstyd wynosi się z domu

16 listopada 2020 / Monika Pryśko

Siadamy w fast foodzie na dworcu w Gdyni i rozmawiamy o wstydzie.

Setki osób w ciągu godziny mija nasz stolik, totalnie ignorując fakt, że mowa o kobiecych delikatnych emocjach, o kobiecym ciele. Rozmawiamy o intymności w miejscu, gdzie o nią trudno. Ale za to łatwiej o szczerość. W końcu nikt oprócz mnie nie słyszy...

Skąd ten wstyd dotyczący ciała? Aga mówi, że wstyd wynosi się z domu. Od zawsze słyszała, że brudów nie pierze się publicznie. Że intymne sprawy załatwiamy w domu. To kwestia wychowania. 

Czym innym jest mówienie – mój mąż jest alkoholikiem. A czym innym – coś mi wychodzi między nogami!

Ta rozmowa jest o wstydzie.  

 

________________________________________

 

Nie pamiętam, bym kiedykolwiek rozmawiała z moją mamą o tym, czym jest srom czy pochwa. W naszym domu się o tym nie mówiło. Gdy w liceum chciałam iść do ginekologa, bo moje koleżanki już były, usłyszałam: a po co ci? Zawracanie głowy! Idź, jak będziesz
w ciąży!

Pierwszy raz byłam u ginekologa w wieku 24 lat. Bardzo się wstydziłam. Wstyd było mi mówić o ,,tych sprawach’’. Potem poszłam, gdy zaszłam w ciążę. Miałam 27 lat. 

W szpitalu był nacisk na poród naturalny. To było moje pierwsze dziecko, zdałam się na wiedzę lekarzy. Zdecydowali, że mogę rodzić siłami natury. Dziecko było duże, nie zdążyli naciąć krocza i mnie prawie rozerwało.

Gdy poszłam do lekarza na kontrolę pokazując ,,takie małe pęknięcie’’, złapał się za głowę. Małe? Pęknięcie III stopnia? Od 20 lat jestem ordynatorem w szpitalu i taka sytuacja zdarzyła mi się trzy razy. 

Zbadał mnie i mówi – to, co jest na zewnątrz, to wierzchołek góry lodowej. Jest pani tak porozrywana, że w środku wszystko jest zniszczone.

Zapytał, jak to możliwe że w XXI wieku doszło do czegoś takiego?

Nie wiem.

Odpowiedziałam, że dobra, trudno… 

Nie zdawałam sobie sprawy z tego, co mnie czeka.

Zapytał, czy mam nietrzymanie moczu. 

Skądże, panie doktorze!

A nietrzymanie kału?

Ja? Skąd!

To prędzej czy później będzie pani miała takie dolegliwości.

A ja, cała czerwona ze wstydu, pomyślałam, że jakoś to będzie.

Nie minął nawet rok, a ja znowu byłam w ciąży. 17-18 tydzień – wstaję i czuję, że ,,coś’’ ze mnie wychodzi. Jezus, Maria, to chyba dziecko! To była moja pierwsza myśl. Miałam niemal 30 lat, a taka właśnie była moja świadomość własnego ciała.

Pojechałam do szpitala i usłyszałam, że to niemożliwe. Ja na to, że coś tam jest, przecież czuję! Na co pani pielęgniarka dzwoni do lekarza mówiąc głośno na cały korytarz: przyszła pani, która twierdzi, że coś jej zwisa między nogami i że to jej dziecko wychodzi!  

Wstyd w skali od 1 do 10? 10.

Lekarz podczas badania spojrzał na mnie i powiedział: to nie dziecko, tylko śluzówka. Nie zna pani swojego ciała?

Szyjka zaczęła się skracać wraz ze wzrostem dziecka i to, co zostało rozerwane przy pierwszym porodzie, zaczęło wychodzić na zewnątrz. Założono mi wtedy specjalny pierścień na szyjkę macicy, by jeszcze bardziej się nie obniżyła. Już i tak była za nisko.

Zapytałam wtedy, czy konsekwencje pierwszego porodu, czyli pęknięte krocze, będą miały negatywny wpływ na drugi poród. Nie, nie, nie. Nie ma co o tym myśleć, może pani urodzić naturalnie. Jestem realistką, nie „cackam się” ze sobą. Skoro mogę, to mogę. Córka ważyła 4800 g. Urodziłam siłami natury. 

Lekarz po wszystkim stwierdził, że powinna być cesarka. Ale według USG córka miała ważyć maksymalnie 4300 g. Skoro więc pierwsze dziecko było duże, to tym bardziej drugie dam radę urodzić. 

Było coraz gorzej. Wszystkie mięśnie były osłabione, przecież nie zdążyły się zregenerować po poprzedniej ciąży. Były takie sytuacje, gdy musiałam iść do toalety i ,,to’’ sobie ,,tam’’ wepchnąć. Czy czułam się kobieco? Nie. Wkładki, podpaski każdego dnia, w razie czego. Obcisłe spodnie i kontrola przed lustrem – czy nic nie widać.

Myślałam, że po prostu muszę do tego przywyknąć. Gdy bolał mnie brzuch, myślałam, że tak ma być. Ból podczas schylania się czy podczas zwykłych codziennych aktywności wydawał się naturalny, w końcu urodziłam naturalnie bardzo duże dzieci. 

Ale nie można tak żyć. Rok temu kupiłam sobie skakankę. Raz podskoczyłam i musiałam wracać do domu zmienić ubranie. 

Przez tych kilka lat odwiedziłam wielu lekarzy. Praktycznie każdy z nich mówił, że faktycznie jest problem, ale jestem za młoda na operację. W tym wieku takich zabiegów się nie robi. Takie problemy, jak miałam ja, mają kobiety dwa razy starsze ode mnie lub młodsze, ale wstydzą się o tym mówić. No bo jak obcej osobie przyznać się do nietrzymania moczu, czy do tego, że „pochwa wychodzi na zewnątrz”? To nie pasuje do obrazu współczesnej młodej mamy. Bo te korzystają z życia, uprawiają sporty, wrzucają na Instagram sałatkę z jarmużem. A ja? Siedzę na kanapie lub czekam na ławce na placu zabaw, bo przecież nie podbiegnę, nie podskoczę. Boję się kichnąć, bo nie dość, że się zsikam, to jeszcze mnie to boli.

Dopiero ostatni lekarz, do którego poszłam, upewnił mnie, że wcale nie muszę się tak męczyć. To, co mnie najbardziej zszokowało to fakt, że ów lekarz pogratulował mi odwagi  i obiecał pomóc.

Osłabione mięśnie dna miednicy. Wszystkie kobiety w mojej rodzinie miały ten problem  i potrzebna była operacja. Ale po 50-tce, a nie po 30-stce. Gdy mówiłam mojej mamie o swoich dolegliwościach, mówiła – co ty wymyślasz, jesteś za młoda. Z tym, że urodziłam duże dzieci, co zdecydowanie pogorszyło sprawę.

Przed operacją wykonałam kilka badań. Kolposkopię, bo na szyjce pojawiła się „zmiana” oraz badanie urodynamiczne, które uwidoczniło skalę problemu – obniżona macica przycisnęła pęcherz i nie opróżniał się do końca. Stąd bóle brzucha, ciągłe parcie na mocz.

Dodatkowo przepuklina – jelita zeszły do pochwy. Konsekwencje mogłyby być bardzo poważne.

Ale żaden lekarz mi wcześniej tego nie powiedział. Żaden nie ostrzegł – dziewczyno, powinnaś iść na operację! Zrób ze sobą porządek, korzystaj z życia! Dopiero ostatni mój lekarz przyznał, że z takimi dolegliwościami przychodzą do niego kobiety po 50-tce, gdy już nie mogą chodzić, bo wszystko mają na wierzchu. Zapytał mnie, na co jeszcze czekam. Jestem matką, która zamiast jeździć z dzieciakami na rowerze, będzie grzała ławkę
w pampersie.

Najgorzej było powiedzieć lekarzowi pierwszy raz, potem już machina ruszyła. Okazało się, że to, co dla mnie było powodem do wstydu, dla lekarza jest codziennością, kolejnym przypadkiem. A ja musiałam się przełamać, by się „przyznać”, tak jakbym zrobiła coś złego. Bo przecież to „wstyd” opowiadać o TAKICH rzeczach obcemu facetowi – tak by to widziała moja mama, która do ostatniej chwili zwlekała z przyznaniem się do tego lekarzowi. Kwestia wychowania.

Seks? Wszystko mnie bolało. Łzy leciały, a ja miałam w głowie myśl, że muszę odwalić ten małżeński obowiązek dla świętego spokoju. Wstyd mi było przyznać, że coś ze mną jest nie tak. Wstydziłam się powiedzieć mężowi. Żeby nie pomyślał, że jestem stara i zużyta. Bałam się, że zaraz sobie kogoś znajdzie. Że też widzi te piękne kobiety na Instagramie. Te, które swobodnie podbiegają do autobusu, wskakują na schody, podnoszą dzieci do góry. A ja ciągle zmęczona i zniechęcona. Bo się wstydziłam przyznać, że mnie boli.

Wszystko się zmieniło, gdy po poszłam do pracy, 3 lata temu. W domu moje dolegliwości nie przeszkadzały mi aż tak bardzo. 

A tam? Zaproszenie na siatkówkę, na rower, wspólne wyjścia na fitness, bieganie. Byłam już tak zmęczona wymyślaniem wymówek… 

Powiedziałam mężowi o wszystkim. Rzucił – na co czekasz? Ja zostaję z dziećmi, a ty zadbaj o siebie. Niczym się nie przejmuj.

Dziś minęło prawie pół roku od operacji. Mam 35 lat, jestem mamą dwójki dzieci. Na urodziny dostałam od męża rolki. Jeżdżę razem z córką. To nasz czas i wspólna pasja. Skakanka już nie kurzy się w szafie. Biegam i ćwiczę. Koncerny „podpaskowe” wspieram tylko w „te” dni. 

Cieszę się sobą, dziećmi, rodziną, życiem. 

 

Skala wstydu

W szpitalu przed operacją w badaniu uczestniczyło z 10 osób. Sami faceci. Lekarz robi USG i mówi: no tutaj widzimy obecność w pochwie kulek kałowych. I wszyscy z zaciekawieniem zerkają w monitor USG i na mnie, a ja czuję, jak grzeje mnie czerwień moich policzków.

Wstyd w skali od 1 do 10? 10.

Kobiety to jednak mają przerąbane. Człowiek by chciał być subtelny, tajemniczy, kobiecy…
a tu głośne i wyraźne kulki kałowe. 

I kręcenie głowami z politowaniem: jak pani mogła tak długo z tym chodzić?

A to przecież lekarze przez kilka lat twierdzili, że jestem za młoda na operację!

Czy można być za młodym na choroby? One po prostu się zdarzają, bez względu na wiek.

Wtedy ordynator, który nie chciał słyszeć o operacji, przyznał, że trzeba mi pomóc. No w samą porę! Niedługo żołądek wyszedłby mi przez pochwę.

Decyzja – plastyka pochwy połączona z założeniem taśmy TVT na pęcherz. Usunięto mi nadmiar śluzówki, który wystawał na zewnątrz. Okazało się również, że nie zagoiły się do końca rany po pierwszym porodzie, na nowo rozcinano krocze i szyto. Usunięto przepuklinę w pochwie.

W szpitalu spędziłam niecały tydzień, potem miesiąc w domu, głównie leżąc i stojąc. Na siedzenie przyszedł czas po około dwóch tygodniach. Całkowite wygojenie po operacji to około 8 tygodni. Do końca życia mam zakaz dźwigania, ale powoli wracałam do normalnego trybu życia. Miesiąc na L4. Warto było.

 

Trauma to jednak polski standard. 

Gdy urodziłam pierwsze dziecko, zalecono mi dietę płynną. Przyjeżdża pani z obiadami, a ja byłam taka głodna po wyczerpującym porodzie! Wtedy słyszę – pani nic nie dostanie, bo pani ma dietę płynną, a nikt mi tego nie zgłosił, bo pani urodziła po 9:00.

Halo, czy tu Leśna Góra?

Teraz po operacji leżałam w sali z czterema kobietami. Wchodzi lekarz, zdziera kołdrę, koszula do góry. Każdy zagląda, komentuje. Jak bardzo niekomfortowo można się czuć? Czasem brakuje skali. Czy to już przemoc ginekologiczna? 

Właśnie wtedy przestałam się wstydzić. Było mi wszystko jedno. Bardziej wstydziłam się iść do lekarza poprosić o pomoc niż później w tym szpitalu, gdy wyłam o morfinę po operacji.

Z czego to się bierze, że kobiety tak bardzo się wstydzą? Boimy się, że to nasza wina. Gdy boli, piecze, swędzi, myślimy, że zaraz ktoś spojrzy na nas jak na brudasa. Boimy się surowej oceny.  

 

Niespodzianka dla męża

Mąż, po pierwszym porodzie, ocenił: tam jest tyle miejsce, że wszystko można wsadzić.  Po takim komentarzu można sobie co najwyżej wsadzić kulkę w łeb. 

A lekarz po operacji: założyliśmy taki dodatkowy szew dla męża, żeby było ciaśniej. Czy ktoś mnie pytał o zdanie? Czy ja jestem stworzona tylko po to, by dawać facetowi przyjemność? 

Leżysz obolała. Ratujesz swoje zdrowie i życie. Ale nadal jesteś obiektem seksualnym. 

Wiesz, jaki obrazek człowieka wysłała w kosmos NASA? Mężczyzna z pełnym pakietem – penis i jądra. A kobieta? Z literką V między nogami. A potem kobiety idą do lekarza i nie wiedzą, co je boli. Nie wiedzą, gdzie pokazać i jak nazwać ,,to tam’’. 

Bo od zawsze się wstydziły. 

Dlatego rozmawiajmy z naszymi dziećmi, nie tylko z córkami. Wychowujmy świadome pokolenie, otwarcie mówiące o tym, co im dolega, świadome swojego ciała i swoich praw. 

 

________________________________

 

Wstyd jest z nami codziennie. Boimy się praktycznie wszystkiego. Boimy się iść do lekarza, bo może coś znajdzie? Boimy się porozmawiać z mężem, bo może coś sobie pomyśli? Boimy się zareagować, bo co będzie, jeśli… Wstydzimy się zapytać, bo boimy się konfrontacji i własnej niewiedzy.

Bo takie właśnie jesteśmy, często zapominamy o sobie, troszcząc się o innych. 

Chodzi o Ciebie. Nie ma drugiej ważniejszej na ziemi osoby, niż Ty. Zdrowy egoizm? Nazwij to, jak chcesz.

Agnieszka spotkała się ze mną, żeby powiedzieć głośno, że warto postawić na siebie. Że zawsze jest wyjście z sytuacji, tylko trzeba być zdeterminowanym, by je znaleźć. Że w sytuacji, gdy chodzi o nasze zdrowie i dobre samopoczucie, nie wolno się wahać. Trzeba okiełznać wstyd i działać. 

Więc działajmy – dla siebie. Teraz.

 

Ciało

Przypomnij sobie, co się wydarzyło, gdy byłaś w ciąży…

30 kwietnia 2021 / Monika Pryśko

Po rozmowie z Izą Milczarek próbowałam szybko przypomnieć sobie, czy w czasie, gdy byłam w ciąży, zdarzyło się coś, co mną wstrząsnęło, co mnie załamało, co mną poruszyło tak bardzo, że mogło mieć wpływ na moją córkę.

Bo jeśli miałam świadomość, że jednak dziecko, będąc jeszcze w brzuchu mamy, przyjmuje bodźce z zewnątrz, to jednak nie wiedziałam, że prócz aspektu fizycznego, mama ma tak ogromny wpływ na rozwój psychiczny swojego jeszcze nienarodzonego dziecka.

Iza Milczarek jest praktykiem medycyny chińskiej, a przy okazji mądrą kobietą, z którą każda rozmowa jest prawdziwą przyjemnością. Ta rozmowa była dla mnie także przygodą, musiałam się mocno otworzyć, by bez oceniania i ze rozumieniem przyjąć to, co słyszę. Bo to nie zawsze są wygodne słowa. 

Podczas rozmowy, a późnej spisywania tego wywiadu, miałam w sobie burzę emocji, bo macierzyństwo to bardzo czuły temat. Dziecko, więź z nim, bycie mamą to jest bardzo czuły temat. Może właśnie dlatego tak interesujące są dla mnie różne aspekty, spojrzenia na macierzyństwo. Dziś chcę przedstawić Wam jedno z nich. 

 

Przypomniałaś mi o czymś. Moja Córka, gdy była młodsza, często powtarzała, że sobie mnie wybrała. Oczywiście nie brałam tego poważnie, choć czułam wielką radość, słysząc te słowa od mojej kilkulatki. 

Sama istota duszy dzieci, tej energii, która ma zejść i wybuchnąć w supernowej, ma historię, którą potrzebuje zrealizować w ziemskim wydaniu. I wybiera sobie mamę, taką zwyczajną, z trudnościami, które ma w życiu, tu i teraz, bo myśli sobie, że mama, która przeżywa życie tak, a nie inaczej, jest mu potrzebna. I wtedy rozpoczyna się cały proces. 

Start tego procesu to moment zapłodnienia, prawda? 

Zapłodnienie to 50% energii od mamy i 50% energii od taty. Dziecko, dzięki swojej energii Qi, schodzi i zaczyna rozwijać siebie dzięki energii od rodziców. Jakie to jest piękne! Dziecko ma w sobie pamięć mamy i pamięć taty, zaczyna wytwarzać proces swojego rozwoju wewnętrznego.

Czy ten proces stawania się można podzielić na jakieś etapy?  

W 1. miesiącu ciąży wytwarza się meridian wątroby. Wątroba jest połączona z tzw. morzem krwi. 

W 2. miesiącu ciąży wytwarza się pęcherzyk żółciowy, a dziecko zaczyna podejmować pierwsze decyzje. Na przykład, czy ono chce być, czy nie. Kiedy już podejmuje decyzję, że chce być, zaczyna się rozwijać meridian serca. 

W 4. miesiącu ciąży rozwija się meridian San Jiao, czyli potrójny ogrzewacz. I on robi miejsce na energię dolnego ogrzewacza, środkowego i górnego. Zaczyna transmitować przez cały organizm, układ krwionośny.  

W 5. miesiącu ciąży tworzy się śledziona. I to jest najbardziej spirytualny moment, dlatego, ponieważ ona tworzy kończyny, tworzy strukturę mięśni i tworzy dawanie i branie. 

W 6. miesiącu ciąży tworzony jest środkowy ogrzewacz, czyli żołądek, który wszystko wciąga, mieli, podaje do śledziony, a ona rozdziela energię po wszystkich narządach. 

W 7. miesiącu ciąży rozwijają się płuca. I to jest ciekawe! Często wcześniaki, urodzone właśnie w 7. miesiącu, mają problemy ze skórą, AZS, łuszczyce itp. Gdy w tym czasie coś traumatycznego dzieje się w życiu mamy, co wiąże się z nietrzymaniem granic, z przekroczeniem granicy mamy, dziecko odreaguje to właśnie problemami skórnymi, bo skóra jest granicą. 

W 8. miesiącu ciąży rozwija się jelito, czyli kolejna granica. To organ, który daje upust, wydala to, co niewłaściwe. 

W 9. miesiącu ciąży nabierają mocy nerki i to jest przygotowanie w lęku do wyjścia na świat, to budowanie wewnętrznej siły do tego, by w otworzyć się, otworzyć pęcherz moczowy i się stać. Zauważ, że pęcherz moczowy ma taką właściwość, że jak jesteś zestresowana i idziesz siusiu, to resetujesz cały organizm, jakbyś resetowała system w komputerze. Pozbywasz się napięć z organizmu. I z tą siłą pęcherza moczowego, który jest w kanale energetycznym yang, czyli ruchu, wychodzi dziecko. 

Czyli można poznać po dziecku wydarzenia, które miały miejsce w połowie trwania ciąży? Osobiście czuję się przytłoczona tą informacją i zaczynam analizować, co się działo w czasie, gdy sama byłam w ciąży…

Poznałam takie przypadki, że wchodząc w 6. miesiąc ciąży, meridiany nie były odżywione tak, jak powinny, i na przykład chłopcy mieli zrośnięte dwa palce u stóp. Czyli w 6. miesiącu ciąży doszło do jakiejś traumy i meridian nie został dobrze odżywiony i stąd te zrośnięte palce, tak jakby męskość miała być mocniej usadowiona. Znam historie 2-letniego chłopca, 12-latka oraz 45-letniego mężczyzny. Mama każdej z tych osób rozstała się z ojcem dziecka, gdy była w ciąży. 

Czyli kondycja dziecka jest również zależna od emocji, które przeżywa mama. 

Mama przez cały ten proces, w każdym miesiącu, drukuje dziecku każdą swoją emocję, każdą swoją nieprzeżytą historię. A dziecko robi taki ruch – z miłości do ciebie mamo, poniosę twój los. I często jest tak, że kobiecie niby nic nie jest, a z dzieckiem dzieją się jakieś perturbacje. 

Bo wzięło na siebie emocje mamy?

I teraz sobie wyobraź, że przychodzi mama i mówi, że jej synek non stop choruje na zapalenie płuc. Ja zawsze wtedy zapytam – co się działo w 7. miesiącu ciąży? I to jest najtrudniejsze, bo mamy nie pamiętają. Nie pamiętają, o której godzinie urodziły dziecko, nie pamiętają traumy porodowej, a przecież od tego, jak dziecko wychodzi z łona, przechodzi do świata, uzależnione jest, jak sobie dziecko będzie radziło w życiu. 

Czyli cesarskie cięcie może mieć wpływ na dalsze życie dziecka? Jeśli tak, to ciężko się z tym pogodzić, bo najczęściej nie mamy na to wpływu…

Dzieci urodzone naturalnie mają naturalny pęd do ukierunkowania. Wiem, gdzie jest światło, wiem, gdzie mam iść, mam motywację. Natomiast jeśli dziecko jest urodzone przez cesarskie ciecie, to zawsze będzie potrzebowało wsparcia mamy. I mama nie może się denerwować, że dziecko jest niesamodzielne, po prostu dziecko ma taką naturę, że potrzebuje, by ktoś przy nim był. Gdy to zrozumiesz, nie będziesz się na to denerwowała, a zrobisz wszystko, różnymi technikami, by dziecko się usamodzielniało krok po kroku, by to wyszło od dziecka. 

Czy również wybór – chcę karmić piersią, nie chcę karmić piersią – ma tak duży wpływ na nasze dziecko?  

Wyobraź sobie, że dla dziecka, mama, która nie daje piersi zaraz po urodzeniu, kiedy ono do tej pory cały czas dostawało, to tak, jakby energetycznie umarła. Jest oczywiście sztucznie karmione, ale nie ma tego rodzaju bliskości, które może „wyssać” od matki. Siara z piersi to esencja, to coś niewiarygodnego. 

Pewne zachowania muszą się zadziać i kobiety, które nigdy nie karmiły, nie będą tworzyć relacji z dzieckiem opartej na tym, że dziecko dostaje. Dwa narządy, które zaczynają swój bieg po porodzie to płuca i śledziona, a śledziona jest połączona z żołądkiem. I tu dużą rolę ma ssanie. Jeżeli dziecko dostawało od mamy energię przez wszystkie miesiące ciąży, to wiadomo, że przez kolejne 3 miesiące życia musi to zaadaptować i wytrenować. Więc jeżeli nie dostaje mleka mamy, to żyje w deficycie i ten deficyt później niesie przez całe życie. 

A jeżeli zastąpimy to butelką i bliskością?

Jest to możliwe, ale jest różnica. Energia z mleka matki jest jej energią, jest to transformowana krew w mleko. I jeśli matka daje własną krew, to jest to największy dar. A teraz to porównaj ze sztucznym mlekiem z butelki. To pokazuje, że dziecko metafizycznie pije nieprawdę.

Myślę, że wiele mam, gdyby wcześniej przeczytało tę rozmowę i poszerzyło swoją wiedzę właśnie o ten obszar, dokonałoby innego wyboru. I teraz ważne pytanie – jakie konsekwencje w przyszłości dla dziecka może mieć brak karmienia piersią?

Mama, kierując się swoim dobrem i swoją wygodą, pozbawiając dziecko mleka i bliskości, sprawia, że dziecko w przyszłości będzie miało kłopoty asymilacyjne. Chociażby z tego tytułu, że nie będzie wiedziało, że może coś dostać, a przecież nasze życie polega na równowadze w dawaniu i braniu.

Niestety, o tym dowiadujemy się najczęściej, gdy już jest za późno, a szkoda! Mówi się, że macierzyństwo to najbardziej naturalna rzecz na świecie, a w rzeczywistości to najtrudniejsza rzecz na świecie. 

Kobiety mogą myśleć, że zachodzi się w ciążę na pstryknięcie palców. Urodzić, wykarmić – to proste. A przecież my, rodząc dziecko, nic nie wiemy. Dostajesz dziecko, z którym nie wiesz, co zrobić, które nie ma instrukcji obsługi. Możesz googlować, ale to nic nie da, bo przeczytane informacje nie mają przełożenia na twoje dziecko, bo ono jest sumą doświadczeń kobiety i jej partnera, ojca dziecka, a także sumą doświadczeń obu rodów, a nie sumą doświadczeń wszystkich pań z forum internetowego. 

No bo młoda mama czuje się niepewnie i po omacku, często w panice szuka odpowiedzi na miliony pytań, które ma w głowie. 

Mama ma prawo czuć się niepewnie. Powinna mieć świadomość, że ma prawo popełniać błędy, ale dzięki nim nabiera doświadczenia i uczy się swojego dziecka. 

I wtedy wchodzą babcie, mówiąc:  ja robiłam tak, ty tak nie rób, zrób tak, jak ci mówię… Bywa, że rodzina nie daje nam prawa dostępu do naszego dziecka. 

Wszelkie choroby, które dzieci mają od 1. do 3. roku życia, są ze śledziony, wiążą się z tym historie pokarmowe, bolące brzuszki oraz płuca, czyli że została przekroczona granica mamy, gdy była w ciąży. I jeżeli w 7. miesiącu ciąży działo się coś, co już mogło dawać myśl, że ktoś z zewnątrz będzie się toksycznie interesował ciążą i dzieckiem, to mama stoi w zaburzonych granicach, nie walczy o dziecko, nie walczy o to dawanie. Podkreślam, to mama jest najważniejsza dla dziecka, nie babcia. Kiedy kobieta nie może popełniać swoich błędów, bo jest oceniana i krytykowana, to chcąc nie chcąc, przeniesie to na dziecko. Wtedy jest bunt dwulatka, późniejsze bunty sześciolatka, gdy dziecko zaczyna kwestionować różne rzeczy. 

To stąd biorą się te słynne dziecięce bunty?

Dziecko idzie do przedszkola. Przychodzi do domu, krzyczy, odreagowuje. I co robi mama? Ustawia dziecko. A co dziecko robi? Przychodzi do źródła, czyli do domu, do mamy. Przy źródle może się zadziać wszystko, bo mama zaakceptuje wszystko, a tak się nie dzieje. Rolą rodzica nie jest krytykowanie, a wspieranie rozwoju.  I to jest najczęstszy błąd, bo kobieta często nie radzi sobie z tym aspektem, bo jest za dużo czynników zewnętrznych, za dużo stymulantów i ona nie może w spokoju być matką. Właśnie wtedy dochodzi do największych kłótni z partnerami, i zaczyna się rozdźwięk.

Mama jest pierwsza, bo jest kreatorką, tata jest sprawcą i dopiero na trzecim miejscu jest dziecko. A w sytuacji, gdy matka się nie czuje pewnie, stawia dziecko na pierwszym miejscu i zaburza się struktura rodziny, wtedy może dojść do rozpadu. Więc trzeba zrobić tak, by kobieta była ugruntowana w tym, że ona wie najlepiej, nie wiedząc najlepiej. 

Ta informacja może przytłaczać, ale też daje pewną odwagę. To jest kolejne potwierdzenie tego, że zaufanie do siebie i własnej intuicji jest kluczowe. 

Szkoda, że zamiast szukać prawdy u źródła, idziemy na skróty. Czemu nie zapytamy – mamo, chcę, byś mi powiedziała historię o mnie, jak mnie wychowywałaś, z czym sobie nie radziłaś. Nie umiemy umiejętnie stawiać pytań, od razy szukamy odpowiedzi w Google. A to źle, bo to, co daje rezultat u innych mam, przy Twoim dziecku się nie sprawdzi. Widać, że mamy nie znają swoich dzieci.

To przykre mieć podejrzenia, że nie zna się tej istoty, którą się urodziło. Jak w takim razie możemy poznać jeszcze lepiej własnej dziecko? 

Jeśli jesteś obserwatorką dziecka i dajesz mu się wyrazić, to naprawdę poznajesz swoje dziecko. A jeśli stawiasz przed nim granice, od razu schematy, to dziecko nie może się wyrazić. Załóżmy, że jest 7-latek, który w ogóle nie jest kreatywny. Ale jak ma być kreatywny, gdy wszelkie objawy kreatywności są ścinane. A kreacja jest w drzewie mocy, w energii wątroby i pęcherzyka żółciowego. Dziecko musi płakać, musi krzyczeć, musi pokazywać tę zmienność. 

Czyli, w skrócie, dajmy naszemu dziecku spokój!

Właśnie! Mamy 8-miesięcznego bobasa i kupujemy mu zabawkę, złożoną z kolorowych kręgów, które trzeba poukładać w odpowiedni sposób. I co robią matki? Mówią, jak się tym bawić. Dają instrukcję. Pokazują, jak dziecko ma to zrobić. Czyli nie dają mu możliwości, żeby samo mogło tę rzecz poznać. Pokazują dziecku, że tylko jedna koncepcja jest dobra. I nie ma znowu tu miejsca na kreatywność. 

Część kobiet może powiedzieć: ale przecież taka jest rola mamy – uczyć! 

To, czego się dziecko nauczy do 3. roku życia, sprawdza w grupach społecznych, i jeżeli jest błąd komunikacyjny, bo matka pokazała coś nie tak, to dziecko pójdzie i to sprawdzi. Wtedy też zaczyna decydować, myśli sobie –  aha, mama mówiła nieprawdę. Gdy dziecko zaczyna mieć swoje zdanie, matka myśli, że dziecko jest zbuntowane, a ono jest w ruchu, sprawdza to, co wie z domu. 

Czyli nic się nie ukryje! Wszystkie błędy pierwszych faz macierzyństwa zostaną brutalnie odkryte. 

Najtrudniej jest, gdy mama udaje, że jest mamą. Bo nie jest sobą. Nie działa z pierwotnego poziomu. Pierwotna mama nie jest perfekcyjna, ma chwile załamania, jest zmęczona, może jej się nie chcieć, chce odpocząć, chce uciec do koleżanki na kawę. To jest właśnie pierwotna mama, a nie mama z hologramu, chcąca na siłę być idealną.

To dlatego, że czasem matki czują się bezsilne w tej swojej niewiedzy.  

Bezsilność matki jest najtrudniejsza. Ale z drugiej strony to jest moc. Twoje dziecko będzie ci mówiło wszystko, jeśli nie będzie czuło oceny i krytyki. 

Ten temat budzi bardzo skrajne emocje. Aż się boję zapytać, jak sobie radzić w granicznych sytuacjach…

Byłam młodą mamą, miałam 4-letnia córkę, gdy mojej koleżanki córeczka wypadła z okna. To było straszne. Żadna z kobiet nie stawia się w takiej sytuacji, ale musiałyśmy stworzyć krąg kobiet, by ją w tym wesprzeć i najpiękniejsze w tym było to, że znalazł się taki krąg. Macierzyństwo to nie tylko piękny dzidziuś w pięknych ubrankach, to trud. O macierzyństwie mówi się zawsze tak pięknie i wzniośle, a to największa harówka. 

Szczególnie gdy doświadczyło się śmierci własnego dziecka albo wielokrotnych poronień…  

Znam wiele przypadków kobiet, które najpierw musiały pożegnać stratę, by potem móc zostać mamą. Te kobiety nie mogą powiedzieć, że są matkami tylko tego jednego dziecka, ale są też matkami tych dzieci, które odeszły. W wielu sytuacjach to na nas energetycznie ogromnie wpływa. Te małe dzieci, które się rodzą jako drugie, też to czują. Na przykład bywają lękliwe właśnie dlatego, że w macicy zadziewa się proces śmierci. Macica energetycznie nie została oczyszczona. 

A bardzo często kobiety używają słów: miałam nieudaną próbę in vitro. 

I dlatego jestem przeciwna przedmiotowemu traktowaniu poronienia. Jak nie uznasz tego dziecka, to znaczy, że go nie było? Bardzo ważne jest, by zauważyć tę stratę. Bywa później, gdy kobieta chce znowu zajść w ciążę i nie może, że szuka różnych przyczyn, a przyczyna jest taka, że w jej macicy jest śmierć, której ona nie uznała. Zobacz, wszystko jest energią, dzidziuś w brzuszku jest energią, która zaczyna się zagęszczać i materializować. Do trzeciego miesiąca ciąży z reguły nikomu nie mówimy o tym, że spodziewamy się dziecka, zawsze się boimy, czy się uda, czy nie. Najtrudniejsze jest chyba to, że jeśli już dochodzi do poronienia w tym momencie, to jest to tak naprawdę zawsze decyzja dziecka. A często w tym trudnym czasie, gdy dziecko jest ronione, mama sobie wyrzuca, że może cos zrobiła nie tak. A bywa, że to dziecko potrzebowało właśnie tego krótkiego czasu, i kobieta miała być mamą tylko do tego momentu.

Jak pogodzić bycie sobą i zgodę na popełnianie błędów, z tym że każda nasza decyzja czy emocja wpływa na dziecko, włącznie z naszymi błędami, które popełniamy, właśnie pozwalając sobie na bycie sobą?

Jak jesteś w prawdzie, to wszystko, co się wydarza, wydarza się dobrze. Ktoś z zewnątrz zawsze może powiedzieć, że coś robisz źle. Ale to ty decydujesz, co bierzesz, a czego nie bierzesz. Ty decydujesz, układasz mandalę w sobie. Jedyne co, to musisz sobie do tego dać prawo. 

Prawda to klucz?

Kobiety, które do mnie przychodzą, bardzo chcą mieć dzieci, a nie mogą. I ja zawsze zadaję pytanie – kto chce być w ciąży? 50% kobiet odpowiada: moja teściowa, moja mama, ja nie, ja się nie czuję gotowa. Zobacz, co się dzieje – zaczyna się nakręcać spirala, oczywiście do ciąży nie dochodzi, no bo jak, w mamie nie ma decyzji, a dziecko czuje, że mama nie jest gotowa. Bardzo często dziewczyny mnie pytają, jak to możliwe, że matki, które są alkoholiczkami, rodzą tyle dzieci. A one mają wszystko gdzieś, one są sobą. Chcą się napić wódeczki, wiec piją wódeczkę. Chcą mieć 10 partnerów, to mają 10 partnerów. One decydują tak, jak chcą. Przykład drastyczny, ale taka jest prawda. 

Wiele kobiet pyta: jesteśmy spokojną rodziną, mamy mieszkanie, jesteśmy zdrowi, i nie udaje mi się zajść w ciążę, poroniłam…

Jeżeli dochodzi do jednego poronienia za drugim, jeśli kobieta używa liczb, a nie imion, to znaczy, że nie uznaje dzieci, które chciały z nią być. 

Każda kobieta, która pragnie być mamą, powinna być prowadzona holistycznie. Nie wystarczy tylko psychoterapeuta, albo tylko joga. Kobieta musi sobie zdawać sprawę, że ciąża to przekroczenie swoich subtelności, by komuś coś podarować. Jak nie mam nic, to co mam dać, jak mam dać? Kobiety chcą być w ciąży, mają żądania albo roszczenia bycia matką. A absolutnie nie patrzą na to tak, że skoro ja nigdy nic nie dostałam, to jak mam dać? Bo jak wytłumaczyć to, że wszystkie badania są super, wszystkie parametry w normie, a ciąży brak. Z poziomu ciała jest wszystko super, a dusza krzyczy. 

Mówiąc holistycznie, masz na myśli również akupunkturę, dietę, medytację?

Akupunktura jest dobrym narzędziem. Jeśli jest dobrze postawiona diagnoza, można zredukować energię, wchodząc igłą w przestrzeń Chi, albo nakierować tak, by szła do konkretnego miejsca w ciele, czyli np. do macicy. I wtedy jest wielka niespodzianka, bo kobieta mowi – kurcze, jeden, dwa zabiegi i zaszłam w ciążę. Pytam, czy przyszła mama piła zioła? Piła. Długo? Tak. A potem pytam, jak się czuła, zanim zaszła w ciążę. Wtedy słyszę –  no, byłam pracoholikiem i było mi cały czas zimno. Jakie dziecko ma przyjść do zimnego domu? A zimny dom jest przez to, że my kobiety uwielbiamy diety, i nasz żołądek cały czas gubi termikę, a żołądek dotyka macicy. Jeżeli żołądek jest zimny, macica jest zimna i nie dochodzi do zapłodnienia. Jeżeli żołądek jest za gorący, w macicy jest za gorąco i też nie dojdzie do zapłodnienia. Co sobie dajemy, to tyle możemy oddać…

…na płaszczyźnie ciała i duszy.  

Nie można odseparować ciała od emocji, tam jest cały zalążek wszystkich niedoborów i nadmiarów, wszystkich blokad, zastojów, które generujemy w swoim życiu. Żeby być wolnym człowiekiem, to trzeba żyć w prawdzie. 

Każda historia musimy dojść do źródła. Musimy być sobą, bo jak nie jesteśmy sobą, to nic dobrego do nas nie przyjdzie. 

Iza Milczarek – Twórczyni zintegrowanej, holistycznej metody w pracy z Pacjentami, Praktyk Medycyny Chińskiej, Dyplomowany Terapeuta Refleksolog, Fitoterapeuta, Psycholog w zarządzaniu, założycielka OdNowa Centrum Refleksoterapii, Kliniki OdNowa, Szkoły Terapeutów OdNowa – Centrum Kształcenia Ustawicznego. 

This error message is only visible to WordPress admins

Error: API requests are being delayed for this account. New posts will not be retrieved.

Log in as an administrator and view the Instagram Feed settings page for more details.

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo