ZA DARMO
Change font size Change site colors contrast
Styl życia

Urządzanie pokoju według wytycznych dziecięcych pedagogów

29 stycznia 2018 / Magdalena Droń

Kiedy na świecie ma pojawić się dziecko, myślisz kategoriami – zapewnić mu wszystko to, czego sama nie miałaś.

Aby przychylić maleństwu nieba czytasz najróżniejsze poradnik i literaturę fachową, tylko po to, by stwierdzić, że i tak nie dasz rady spełnić wszystkich wymagań stawianych przez ekspertów. Zanim zaczniesz załamywać ręce, skup się na tym, co najważniejsze, a więc na otoczeniu malucha, bo to między...

Kiedy na świecie ma pojawić się dziecko, myślisz kategoriami – zapewnić mu wszystko to, czego sama nie miałaś. Aby przychylić maleństwu nieba czytasz najróżniejsze poradnik i literaturę fachową, tylko po to, by stwierdzić, że i tak nie dasz rady spełnić wszystkich wymagań stawianych przez ekspertów. Zanim zaczniesz załamywać ręce, skup się na tym, co najważniejsze, a więc na otoczeniu malucha, bo to między innymi ono będzie stymulowało dziecko do prawidłowego rozwoju. Na co przede wszystkim zwracać uwagę podczas aranżacji dziecięcej przestrzeni? Sama niedawno zadawałam sobie to pytanie…

Kto ma rację?

Pokoje dziecięce zawsze kojarzyły mi się z kolorami, pstrokacizną i tonami zabawek. Chociaż sama nie miałam wiele, w mojej małej przestrzeni królowały postaci z bajek, różnobarwne tkaniny i kreatywność. Wszystkie wspomnienia poszły jednak w niepamięć, gdy kilka lat temu, w dziecięcych aranżacjach wnętrz zaczęły królować szarości, stonowane kolory i absolutny minimalizm, zakrawający czasem o szpitalną sterylność. Czy tak powinna wyglądać stymulująca przestrzeń współcześnie żyjącego dziecka? Aby odpowiedzieć na to pytanie, zagłębiłam się w prace takich badaczy, jak znana większości ekomam Maria Montessori, która o teorii przestrzeni pisała sporo, a także badania Janusza Korczaka, Marii Dunin-Wąsowicz, Susan Stephenson i Rudolfa Steinera. Oto do jakich wniosków udało mi się dojść.

Pokój Twojego dziecka to warsztat

Prawidłowo zagospodarowania przestrzeń dziecka jest jednym z ważniejszych czynników wpływających na jego prawidłowy rozwój – z tym zgadzają się wszyscy pedagodzy. Jedni mają bardziej, inni mniej radykalne podejście do sprawy. Najważniejszym założeniem postulowanym przez Marię Montessori jest taka aranżacja przestrzeni, by ilość ograniczeń była minimalna. Musi być bezpieczna i dostępna dla małego człowieka. Najbardziej kontrowersyjne stanowisko prezentuje wspomniany już Janusz Korczak, który podkreśla, jak wielką krzywdę wyrządzamy dzieciom zmuszając je do przebywania w wystylizowanych pokojach i „wylizanych” ogrodach:

Jeśli pokój dziecinny, wbrew naszym zakazom, tak często bywa warsztatem i składem rupieci, więc materiału do wykonywania zamierzonych robót, czy nie w tym kierunku należy zwrócić poszukiwania? Może do pokoju małego dziecka potrzeba nie linoleum, a fura zdrowego żółtego piasku, spora wiązka patyków i taczka kamieni? Może deska, tektura, funt gwoździ, piła, młotek, tokarnia byłaby milszym podarkiem niż „zabawa”, a nauczyciel rzemiosł pożyteczniejszy niż mistrz gimnastyki czy pianina. Ale trzeba by z dziecinnego pokoju przepędzić szpitalną ciszę, szpitalną czystość i obawę o zadrapanie palca.

Janusz Korczak „Prawo dziecka do szacunku”

Chociaż podejście to wydaje się być dość radykalne, zgadzam się z nim w zupełności. Oczywiście, nie można odczytywać go dosłownie jako wytycznych do stworzenia piaskowego raju dla dziecka (chociaż swoją drogą piasek między palcami u stóp dawałby może jakieś poczucie wiecznych wakacji). Musisz zwrócić uwagę na słowo najważniejsze, którym jest warsztat. Zabawa, twórcze działanie, ale i organizacja przestrzeni. Jak podkreśla Maria Dunin-Wąsowicz pokój dziecka powinien być pozbawiony zepsutych zabawek (w warsztatach nie ma przecież zepsutych narzędzi) i wszystko powinno mieć swoje miejsce. W dobrym warsztacie wszystko łatwo można znaleźć. Wbrew pozorom, dzieci również zwracają uwagę na logiczną segregację posiadanych przedmiotów, nawet jeśli jest ona dla nas czasem zupełnie niezrozumiała. Dziecko dość szybko nauczy się, że sprzątanie po „robocie” jest zwyczajnie praktyczne. W ten sposób uczy się odpowiedzialności za swoje rzeczy i utrzymywania porządku.

Ciasny, ale własny

Które dziecko prędzej czy później nie marzy o swoim własnym pokoju. To zupełnie naturalne, że każdy chce mieć swój kąt. Chociaż nie zawsze jest to możliwe, ze względu na ograniczony metraż czy inne przeciwności losu, nawet mały „kącik”, wydzielona przestrzeń (zabudowane łóżko, namiot czy inna skrytka) na własność, o której Twoja pociecha sama będzie mogła decydować i będzie w niej niepodzielnym władcą, jest istotna. Dlaczego to aż tak istotne? Podejmowanie pierwszych świadomych decyzji co do wyglądu tego miejsca uczy dziecko samodzielności. Jeśli pozwolisz na tą ważną lekcję swojemu maluchowi, pokażesz mu, że szanujesz jego odrębność jako małego człowieka. Zostawiając mu nienaruszalną przez Ciebie przestrzeń pozwalasz także na kontynuowanie zaawansowanych prac, jakimi jest np. wznoszenie budowli z klocków. Uczysz tym swoje dziecko cierpliwości, wytrwałości i dążenia do celu. Zabawa, która w ten sposób ewoluuje jest idealną pożywką dla kreatywności i wyobraźni, która w dzisiejszych szybkich i byle jakich czasach jest na wagę złota!

Skrojone na miarę

Kolejną ważną rzeczą, o której jako rodzic musisz pamiętać, jest to, że pokój dziecka nie jest urządzany raz na zawsze. To przestrzeń, która musi być dostosowywana do aktualnych możliwości i potrzeb dziecka. Meble powinny być więc uniwersalne i najlepiej „rosnące” z dzieckiem. Maluch zawsze musi mieć dostęp do tego, co znajduje się w jego pokoju. Chodzi więc nie tylko o łóżeczko, które według wyznaczników Montessori powinno znajdować się na podłodze (sam materac lub materac na niewysokim stelażu), by dziecko mogło na nie swobodnie wejść, ale także o wszelkie zabawki, pomoce plastyczne takie jak papier, kredki, farby i inne przedmioty znajdujące się w pomieszczeniu. Jeśli więc podobnie jak ja, jesteś mamą kilkunastomiesięcznego brzdąca, powinnaś zadbać o to, by zabawki ułożone były na tackach, w pudełkach i koszach w taki sposób, aby można było do nich bez problemów sięgnąć. Zapełniaj półki na wysokości rączek dziecka. Dla rocznego malca taki sposób „podania” będzie o tyle fascynujący, że sięgając po dany przedmiot, będzie odbierać również takie bodźce jak dźwięk podczas wysypywania wszystkich zabawek na podłogę. Nieco starszy maluch będzie mógł „aranżować” przestrzeń półki w swój własny sposób, według swojego schematu. Bez obaw – ja też wciąż nie odkryłam jakim wykładnikiem kieruje się moja córka rozrzucając wszystko po ziemi, ale może kiedyś do tego dojdę 😉

Czym skorupka za młodu nasiąknie

Książki zawsze stanowiły w moim domu świętość. Tego samego chcę nauczyć moje dziecko. I właśnie dlatego, podobnie jak Maria Dunin-Wąsowicz uważam, że powinny mieć wyjątkowe miejsce również w pokoju dziecinnym. Od małego uczę moją córkę, by miała do nich szacunek i odkładała je na miejsce. Mamy także specjalną półkę, na której poukładane są zbiory Niny. Te, z których w danej chwili korzysta najchętniej ułożone są frontem do niej, pozostałe – grzbietami. Chociaż nie „dorobiłyśmy się” jeszcze specjalnego miejsca do wspólnego czytania, co ważne jest w pedagogice waldorfskiej (czytamy dosłownie wszędzie), prędzej czy później może takie znajdziemy.

Kontakt z naturą

Pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy, gdy wchodzisz do przedszkola waldorfskiego lub montessoriańskiego, to naturalne materiały. Chodzi nie tylko o drewniane meble i zabawki, ale także materiałowe lalki i różnobarwne tkaniny, wiklinowe kosze, rośliny oraz pudełka wypełnione muszlami, kasztanami, szyszkami, liśćmi i kamykami do zabawy. Rozwój zmysłów, w tym dotyku, jest niezwykle istotny w pedagogice waldorfskiej, dlatego w urządzaniu wnętrza dla dziecka powinnaś stawiać na materiały autentyczne, oddające właściwy ciężar, temperaturę i fakturę przedmiotów. Takie „zabawki” świetnie rozwijają wyobraźnię, zachęcają do kreatywności, a także ćwiczą umiejętności manualne. Pozwalaj więc dziecku na znoszenie do domu kasztanów czy kamieni ze spaceru – może wyrośnie z niego dzięki temu geniusz?

Co za dużo, to niezdrowo

Rotacja zabawek – to ona uratowała mnie od nadmiaru. W czasach, gdy dzieci obsypywane są prezentami jest jedyną receptą na niezwariowanie. Bombardujemy maluchy zbyt dużą ilością bodźców – nic więc dziwnego, że ciężko im się skupić na jednej czynności. Zamiast więc eksponować na półkach wszystko, co posiada Twoje dziecko, zaproponuj mu ograniczoną liczbę zabawek. Pozostałe schowaj. Kiedy zauważasz, że czymś się już nie bawi – odłóż do pudełka. Za jakiś czas przypomnij o czymś z wcześniejszego okresu. Kto wie, być może stara zabawka zostanie odkryta na nowo.  

Magia koloru

Kolejną „zmorą” dziecięcych pokoi do niedawna były zbyt jaskrawe kolory. Chociaż pobudzały one wyobraźnię, przeładowywały przestrzeń i wywoływały wizualny chaos. Pedagodzy radzą, by w aranżacji wnętrza dziecięcego pokoju stawiać na kolory neutralne, co pozwoli na umiejętność skupienia uwagi i odbierania najważniejszych bodźców. Takie kolory jak biel, popiel, kolory ziemi czy lnu będą dobrą bazą do jaskrawych zabawek i przedmiotów znajdujących się w pokoju dziecka. Jeśli Twoja pociecha jest już starsza uszanuj jej niepowtarzalny charakter i weź pod uwagę upodobania kolorystyczne. Pamiętaj jednak, by np. zamiast cytrynowego odcienia farby, wybrać tę o tonacji musztardowej lub zgaszonej żółci, która będzie działała kojąco na zmysły.

Ruch to zdrowie

Nie każdy może pozwolić sobie na dodatkowy pokój do harców. Każdy jednak powinien bezwzględnie zachęcać swoje dziecko do ruchu i zabawy. Jeśli pozwala na to pogoda – bieganie, wspinanie, skakanie czy zabawa z piłką mogą z powodzeniem odbywać się na świeżym powietrzu. Co jednak jeśli aura nie sprzyja takim aktywnościom na zewnątrz? Wystarczy dobrze zaaranżowana przestrzeń w domu, a więc zwyczajne niezagracanie go. To kolejny dowód na to, że minimalizm we wnętrzach jest perfekcyjnym rozwiązaniem. A dla dzieci wyjątkowo aktywnych (czuję w kościach, że to o mojej córce za kilkanaście miesięcy) świetnym rozwiązaniem będą również drabinki, huśtawki, linki do podciągania czy równoważnie zamontowane w domu. Pozwolą na rozładowanie dodatkowej energii i spożytkowanie jej w wartościowy sposób. Pamiętaj jednak, że nawet najciekawsza domowa sala gimnastyczna nie zastąpi wspólnych wypadów na łono natury, gdzie przy okazji można nazbierać nowych materiałów do zabaw – kasztanów, patyków czy liści…

 


Designed by Freepik

Styl życia

Jak sobie ustalisz budżet w związku, tak będziesz żyła.

2 kwietnia 2021 / Agnieszka Jabłońska

„Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz.” Te z nas, które pamiętają dobre rady babci, ciotki lub własnej mamy, jeśli jest reprezentantką starszego pokolenia, na pewno dobrze znają to zdanie.

To taka mądrość przekazywana z ust do ust kolejnym pokoleniom kobiet, które wstępowały w związek małżeński. Cytowana co najmniej tak często jak: „Mąż jest głową, a kobieta szyją w rodzinie”.

Dzisiaj jest inaczej! – powiesz mi zaraz. No pewnie, że jest inaczej. Kobiety są wykształcone, świadome i niezależne. Kończą studia, rozwijają sobie pasje. Zakładają firmy, zajmują kierownicze stanowiska, odnoszą sukcesy. Dbają o siebie: fizycznie i psychicznie. W międzyczasie wstępują w związek – partnerski lub małżeński. I część z nich zachowuje tak upragniony work life balance, ma przy sobie świadomego partnera i jest najlepszą wersją siebie. Amen. U części z nas do głosu dochodzą jednak kody kulturowe lub jakieś tajemnicze obszary w mózgu, które sprawiają, że może nie czekamy na męża z pantoflami jak nasze babcie, ale zdecydowanie jesteśmy gotowe do poświęceń. Nasze barki mają wielopokoleniową zdolność do dźwigania ciężarów, a my do odczuwania szczęścia z bycia męczennicami. 

Ciąża – zmiana układu sił 

Kiedy układ sił w domu się zmienia? Tak, tak, dobrze myślisz, gdy kobieta zachodzi w ciążę. Ciąża pociąga za sobą szereg wydarzeń, które nie mieszczą się w biznesowym kalendarzu, szpilki ustępują trampkom, a marynarka bluzie od dresu, biznesowy telefon natomiast zamienia się w telefon do przychodni pediatrycznej. Te zaś, które już wcześniej były męczennica, z uczuciem tryumfu mogą założyć na głowę upragnioną koronę. I teraz znowu się na mnie oburzasz: „Przecież ciąża to coś normalnego! Przecież para podjęła decyzję o dziecku wspólnie!” Zgadzam się z  Tobą, ale popatrz obiektywnie, osobą, której życie wywraca się realnie do góry nogami bez lukru i słodzenia, jest kobieta. 

To może jednak warto zainwestować w dobrą pościel?

Pościelić możesz sobie na różne sposoby. Część kobiet podejmuje się wychowania faceta, jakby dostawały pod swoje czułe skrzydła małego chłopca, który bez nich niczego nie osiągnąłby w życiu i zginąłby marnie pierwszego dnia po ich odejściu. Brawa dla tych pań, wyrazy współczucia dla panów. Żyją później z takim „wychowanym” egzemplarzem i mówią, że są szczęśliwe. Pozostaje w to wierzyć. Niektóre oddają się całkowicie w ręce swojego misia, bo skoro on coś mówi, to przecież wie, a jak coś robi, to przecież musi być dobrze. Uczcijmy minutą ciszy te dziewczynki, które szukają w związku ojca i przewodnika, ale jednocześnie nie dorosły na tyle, by być aż partnerkami.

Większość z nas chce jednak związku partnerskiego. Takiego, w którym mieszkanie jest sprzątane po połowie, gotuje osoba, która lepiej się w tym czuje lub ma więcej czasu. Większość z nas chce dostawać spontanicznie kwiaty i dawać równie spontanicznie czekoladę. Chcemy pracować i zarabiać, dzielić się obowiązkami domowymi i finansowymi, chcemy współtworzyć związek, być 1 do 1, fifty-fifty na równi z naszym partnerem. A później zachodzimy w ciążę… Znowu o tej ciąży! Jak by to była przyczyna wszystkich problemów! O co Ci chodzi? Dziecko to wspaniała zmiana!

Ciąża – wielka zmiana 

Dziecko to ogromna zmiana i jeszcze większa odpowiedzialność. To trudny czas dla związku, dla pary, czas, gdy kobiecie zmieniają się priorytety, gdy w jej psychice zachodzą olbrzymie zmiany. Czas, w którym zmienia się i kształtuje na nowo cała komórka społeczna: rodzina. A o co jest najwięcej kłótni, gdy wszyscy są zmęczeni, zestresowani i próbują dać z siebie 101%? Tak, najczęściej o obowiązki, a później niestety o pieniądze. Po narodzinach dziecka okazuje się, że związki, które funkcjonowały jak szwajcarski zegarek, potrzebują dobrego oliwienia lub po prostu przestawienia priorytetów. 

Chcesz ścielić? Olej to i pracuj nad budżetem! 

To może zamiast pościeli lepiej pracować nad budżetem? I to jest dobra myśl! Bo widzisz, jak sobie ustalisz budżet w związku – a najczęściej usiądziecie z partnerem i przegadacie, jak ma to wszystko wyglądać – tak będziesz żyła. Jeśli od początku kreujesz się na kobietę-herosa, mistrzynię nadgodzin i zwolenniczkę dwóch etatów, która pracy potrzebuje jak powietrza i jest totalnie samowystarczalna, ciężko będzie Ci zmienić pewne rzeczy, gdy przewartościujesz priorytety we własnej głowie. 

Budżet domowy – jak to u Ciebie wygląda? 

Ile par, tyle pomysłów na zarządzanie finansami. Na podstawie obserwacji, uważam, że wyróżnić można cztery główne metody prowadzenia domowego budżetu:

  1. Jedno wspólne konto, do którego wpada wszystko i każdy bierze tyle, ile potrzebuje
  2. Jedno wspólne konto, na które są przelewane środki z dwóch osobnych kont, 
  3. Dwa osobne konta, z których są regulowane wydatki według wcześniejszych ustaleń, 

Każda z tych metod ma swoje plusy i minusy. Co jest wspólne? Jeśli ktoś prowadzi budżet na jeden z przedstawionych sposobów, bardzo ciężko jest mu zmienić styl myślenia. Tak było, jest i będzie, bo to działało, bo tak jest dobrze. Tyle że po zmianie sił w związku – kobieta na urlopie macierzyńskim, opiekuńczym i być może wychowawczym – stare metody dzielenia się kasą zwyczajnie mogą nie działać… 

Zobacz, jakie są najpopularniejsze metody prowadzenia domowego budżetu. Jak jest u Ciebie? 

 

  • Jedno wspólne konto, na które wpływają wypłaty i z którego każdy bierze tyle, ile potrzebuje

 

+ równy dostęp do pieniędzy w związku niezależnie od zarobków
+ pełna kontrola nad finansami sprawowana przez oboje partnerów
+ trudniej wpaść w długi
+ wszystkie wydatki są wspólne
+ łatwiejsze, wspólne gromadzenie oszczędności  

Minusy:
– trudno zrobić drugiej osobie prezent-niespodziankę
– trudno odłożyć własne pieniądze
– trudno ukryć przed partnerem dodatkowe przychody lub wydatki
– partner może kontrolować wydatki i rozliczać drugą osobę 

Co w przypadku narodzi dziecka? 

Pomniejszona pensja kobiety oraz pełna pensja partnera wciąż wpływa na to konto. Oboje partnerzy mogą swobodnie korzystać ze zgromadzonych środków. Wpływają tam również wszystkie świadczenia i benefity na dziecko. W przypadku urlopu wychowawczego kobieta korzysta ze zgromadzonych na koncie środków oraz wynagrodzenia partnera. 

Czy są inne zagrożenia?
Jeśli jedno z partnerów postanowi wypłacić wszystkie pieniądze z konta i odejść, drugie zostanie bez pieniędzy. Jeśli jedno z partnerów będzie miało długi, komornik zajmie wspólne konto i wszystkie znajdujące się na nim środki mimo braku ślubu lub przy rozdzielności majątkowej. 

 

  • Jedno wspólne konto, na które są przelewane środki z dwóch osobnych kont

 

+ wyraźny podział pieniędzy na wspólne i osobiste
+ większa niezależność w wydawaniu osobistych pieniędzy
+ możliwość robienia prezentów-niespodzianek sobie lub partnerowi
+wspólne podejmowanie decyzji o wydatkach domowych
+ wspólne oraz niezależne gromadzenie oszczędności 

Minusy:

– miesięczna opłata za trzy konta
– konieczność pamiętania o przelewie na wspólne konto
– trudności z podzieleniem wydatków osobistych i wspólnych
– nieporozumienia w ustalaniu kwoty, która jest przelewana na konto wspólne 

Co w przypadku narodzi dziecka? 

Pomniejszona pensja kobiety wpływa na jej osobiste konto. Partnerzy muszą podjąć wspólną decyzję, jaką sumę kobieta przekazuje do budżetu domowego. Jeśli podział nie zostanie dokonany sprawiedliwie, mogą ucierpieć wydatki osobiste kobiety. Świadczenia i benefity na dziecko wpływają na konto partnerki lub partnera, dlatego konieczne jest ustalenie, ile kosztuje miesięczne utrzymanie dziecka i kto płaci za rzeczy dla niego. Na urlopie wychowawczym kobieta nie ma źródła dochodów, jest więc zależna od przelewu na wspólne konto, który wykona partner. 

Jakie są inne zagrożenia? 

Jeśli jedno z partnerów zdecyduje się odejść ze wspólnymi pieniędzmi, strata będzie mniejsza niż w przypadku jednego wspólnego konta. Oczywiście przy założeniu, że każdy z partnerów oszczędzał również swoje pieniądze. Jeśli jeden z partnerów ma długi, komornik może zająć wspólne konto, a w przypadku wspólnoty małżeńskiej, współmałżonek będzie solidarnie odpowiadał za długi. 

 

  • Dwa osobne konta, z których są regulowane wydatki według wcześniejszych ustaleń 

 

Plusy:

+ pełna niezależność finansowa od partnerki lub partnera
+ możliwość ukrywania własnych przychodów i wydatków 

Minusy:
– przy braku dyscypliny bałagan w domowym budżecie
– kłótnie o pieniądze i procentowy udział w utrzymaniu domu

Co w przypadku narodzi dziecka? 

Na konto kobiety wpływa pomniejszone wynagrodzenie, z którego musi pokryć określone wcześniej z partnerem opłaty. Jeśli procentowy udział w domowym budżecie nie zostanie na nowo przedyskutowany, może okazać się, że kobiecie brakuje pieniędzy na bieżące wydatki takie jak: jedzenie, czy środki czystości. W przypadku urlopu wychowawczego kobieta nie dysponuje własnymi pieniędzmi i nie ma dostępu do pieniędzy partnera. Jest więc od niego całkowicie zależna finansowo. 

Jakie są inne zagrożenia? 

Każde z partnerów ma swoje pieniądze, więc zachowuje niezależność. Jeśli para jest w związku małżeńskim, jeden z małżonków może zaciągnąć zobowiązania finansowe, wpaść w długi bez wiedzy drugiej osoby. Warto pamiętać, że zgodnie z art. 30 Kodeksu cywilnego oboje małżonkowie są solidarnie odpowiedzialni za zobowiązania, które zaciągnęło jedno z nich. Dlatego przy dwóch całkowicie osobnych kontach warto pomyśleć o rozdzielności majątkowej. 

Budżet domowy,  która metoda najlepsza? 

Myślę, że dla wielu z nas odpowiedź jest jasna: wspólne konto. Chcemy mieć pewność, że tworzymy z partnerem rodzinę i działamy w tym projekcie wspólnie na wszystkich płaszczyznach również finansowej. Chcemy dzielić się pieniędzmi, które zarabiamy solidarnie, tak jak dzielimy się obowiązkami, a gdy okaże się, że w danym okresie w życiu potrzebujemy więcej wsparcia – ciąża, urlop macierzyński, opiekuńczy, czy wychowawczy – chcemy je otrzymać bez proszenia.

Będą wśród nas również takie kobiety, które nigdy nie zrezygnują z niezależności finansowej, które mogą się podzielić z partnerem swoimi pieniędzmi, ale na ściśle określonych warunkach. Kwestia wychowania lub życiowego doświadczenia. Lub po prostu jesteśmy lepiej wykształcone, bardziej przedsiębiorcze i zaradne i zarabiamy więcej niż nasz partner. Może miałyśmy w życiu więcej szczęścia, byłyśmy na pewnym etapie bardziej pracowite i bardziej skłonne do ponoszenia ryzyka, jesteśmy bogate z domu. W takiej sytuacji bardzo dobrą opcją jest pozostawienie konta osobistego i przelewanie ustalonej kwoty na konto wspólne, do którego oboje partnerzy mają dostęp. Dzięki temu zachowujemy niezależność, nie musimy dzielić się informacjami o naszych przychodach, pensji, premiach, dodatkowych źródłach dochodu i możemy dbać o finanse osobiste – budować poduszkę finansową, sprawiać sobie i partnerowi (jeśli mamy na to ochotę) małe lub większe przyjemności. 

Dla wielu z nas jednym słusznym wyjściem będzie osobne i całkowicie niezależne konto oraz podział, kto i za co płaci. Wolimy zrobić zakupy spożywcze i zapłacić w aptece, niż przelewać środki na wspólne konto. Najczęściej tak jest po prostu wygodniej. Moim zdaniem to opcja, która świetnie sprawdza się na początku związku, gdy para rozpoczyna wspólne prowadzenie gospodarstwa. W sytuacji, gdy partnerzy planują wspólnie dziecko, taki podział może okazać się dla kobiety trudny, a nawet niesprawiedliwy. To, jak będzie życie wyglądało w rzeczywistości, zależy od ustaleń i indywidualnego podejścia do kwestii finansowych obojga partnerów. 

Czy w takim razie kobieta-mama powinna mieć swoje pieniądze? Na to pytanie postaram się odpowiedzieć w kolejny artykule! 

This error message is only visible to WordPress admins

Error: API requests are being delayed for this account. New posts will not be retrieved.

Log in as an administrator and view the Instagram Feed settings page for more details.

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo