Change font size Change site colors contrast
Styl życia

Urządzanie pokoju według wytycznych dziecięcych pedagogów

29 stycznia 2018 / Magdalena Droń

Kiedy na świecie ma pojawić się dziecko, myślisz kategoriami – zapewnić mu wszystko to, czego sama nie miałaś.

Aby przychylić maleństwu nieba czytasz najróżniejsze poradnik i literaturę fachową, tylko po to, by stwierdzić, że i tak nie dasz rady spełnić wszystkich wymagań stawianych przez ekspertów. Zanim zaczniesz załamywać ręce, skup się na tym, co najważniejsze, a więc na otoczeniu malucha, bo to między...

Kiedy na świecie ma pojawić się dziecko, myślisz kategoriami – zapewnić mu wszystko to, czego sama nie miałaś. Aby przychylić maleństwu nieba czytasz najróżniejsze poradnik i literaturę fachową, tylko po to, by stwierdzić, że i tak nie dasz rady spełnić wszystkich wymagań stawianych przez ekspertów. Zanim zaczniesz załamywać ręce, skup się na tym, co najważniejsze, a więc na otoczeniu malucha, bo to między innymi ono będzie stymulowało dziecko do prawidłowego rozwoju. Na co przede wszystkim zwracać uwagę podczas aranżacji dziecięcej przestrzeni? Sama niedawno zadawałam sobie to pytanie…

Kto ma rację?

Pokoje dziecięce zawsze kojarzyły mi się z kolorami, pstrokacizną i tonami zabawek. Chociaż sama nie miałam wiele, w mojej małej przestrzeni królowały postaci z bajek, różnobarwne tkaniny i kreatywność. Wszystkie wspomnienia poszły jednak w niepamięć, gdy kilka lat temu, w dziecięcych aranżacjach wnętrz zaczęły królować szarości, stonowane kolory i absolutny minimalizm, zakrawający czasem o szpitalną sterylność. Czy tak powinna wyglądać stymulująca przestrzeń współcześnie żyjącego dziecka? Aby odpowiedzieć na to pytanie, zagłębiłam się w prace takich badaczy, jak znana większości ekomam Maria Montessori, która o teorii przestrzeni pisała sporo, a także badania Janusza Korczaka, Marii Dunin-Wąsowicz, Susan Stephenson i Rudolfa Steinera. Oto do jakich wniosków udało mi się dojść.

Pokój Twojego dziecka to warsztat

Prawidłowo zagospodarowania przestrzeń dziecka jest jednym z ważniejszych czynników wpływających na jego prawidłowy rozwój – z tym zgadzają się wszyscy pedagodzy. Jedni mają bardziej, inni mniej radykalne podejście do sprawy. Najważniejszym założeniem postulowanym przez Marię Montessori jest taka aranżacja przestrzeni, by ilość ograniczeń była minimalna. Musi być bezpieczna i dostępna dla małego człowieka. Najbardziej kontrowersyjne stanowisko prezentuje wspomniany już Janusz Korczak, który podkreśla, jak wielką krzywdę wyrządzamy dzieciom zmuszając je do przebywania w wystylizowanych pokojach i „wylizanych” ogrodach:

Jeśli pokój dziecinny, wbrew naszym zakazom, tak często bywa warsztatem i składem rupieci, więc materiału do wykonywania zamierzonych robót, czy nie w tym kierunku należy zwrócić poszukiwania? Może do pokoju małego dziecka potrzeba nie linoleum, a fura zdrowego żółtego piasku, spora wiązka patyków i taczka kamieni? Może deska, tektura, funt gwoździ, piła, młotek, tokarnia byłaby milszym podarkiem niż „zabawa”, a nauczyciel rzemiosł pożyteczniejszy niż mistrz gimnastyki czy pianina. Ale trzeba by z dziecinnego pokoju przepędzić szpitalną ciszę, szpitalną czystość i obawę o zadrapanie palca.

Janusz Korczak „Prawo dziecka do szacunku”

Chociaż podejście to wydaje się być dość radykalne, zgadzam się z nim w zupełności. Oczywiście, nie można odczytywać go dosłownie jako wytycznych do stworzenia piaskowego raju dla dziecka (chociaż swoją drogą piasek między palcami u stóp dawałby może jakieś poczucie wiecznych wakacji). Musisz zwrócić uwagę na słowo najważniejsze, którym jest warsztat. Zabawa, twórcze działanie, ale i organizacja przestrzeni. Jak podkreśla Maria Dunin-Wąsowicz pokój dziecka powinien być pozbawiony zepsutych zabawek (w warsztatach nie ma przecież zepsutych narzędzi) i wszystko powinno mieć swoje miejsce. W dobrym warsztacie wszystko łatwo można znaleźć. Wbrew pozorom, dzieci również zwracają uwagę na logiczną segregację posiadanych przedmiotów, nawet jeśli jest ona dla nas czasem zupełnie niezrozumiała. Dziecko dość szybko nauczy się, że sprzątanie po „robocie” jest zwyczajnie praktyczne. W ten sposób uczy się odpowiedzialności za swoje rzeczy i utrzymywania porządku.

Ciasny, ale własny

Które dziecko prędzej czy później nie marzy o swoim własnym pokoju. To zupełnie naturalne, że każdy chce mieć swój kąt. Chociaż nie zawsze jest to możliwe, ze względu na ograniczony metraż czy inne przeciwności losu, nawet mały „kącik”, wydzielona przestrzeń (zabudowane łóżko, namiot czy inna skrytka) na własność, o której Twoja pociecha sama będzie mogła decydować i będzie w niej niepodzielnym władcą, jest istotna. Dlaczego to aż tak istotne? Podejmowanie pierwszych świadomych decyzji co do wyglądu tego miejsca uczy dziecko samodzielności. Jeśli pozwolisz na tą ważną lekcję swojemu maluchowi, pokażesz mu, że szanujesz jego odrębność jako małego człowieka. Zostawiając mu nienaruszalną przez Ciebie przestrzeń pozwalasz także na kontynuowanie zaawansowanych prac, jakimi jest np. wznoszenie budowli z klocków. Uczysz tym swoje dziecko cierpliwości, wytrwałości i dążenia do celu. Zabawa, która w ten sposób ewoluuje jest idealną pożywką dla kreatywności i wyobraźni, która w dzisiejszych szybkich i byle jakich czasach jest na wagę złota!

Skrojone na miarę

Kolejną ważną rzeczą, o której jako rodzic musisz pamiętać, jest to, że pokój dziecka nie jest urządzany raz na zawsze. To przestrzeń, która musi być dostosowywana do aktualnych możliwości i potrzeb dziecka. Meble powinny być więc uniwersalne i najlepiej „rosnące” z dzieckiem. Maluch zawsze musi mieć dostęp do tego, co znajduje się w jego pokoju. Chodzi więc nie tylko o łóżeczko, które według wyznaczników Montessori powinno znajdować się na podłodze (sam materac lub materac na niewysokim stelażu), by dziecko mogło na nie swobodnie wejść, ale także o wszelkie zabawki, pomoce plastyczne takie jak papier, kredki, farby i inne przedmioty znajdujące się w pomieszczeniu. Jeśli więc podobnie jak ja, jesteś mamą kilkunastomiesięcznego brzdąca, powinnaś zadbać o to, by zabawki ułożone były na tackach, w pudełkach i koszach w taki sposób, aby można było do nich bez problemów sięgnąć. Zapełniaj półki na wysokości rączek dziecka. Dla rocznego malca taki sposób „podania” będzie o tyle fascynujący, że sięgając po dany przedmiot, będzie odbierać również takie bodźce jak dźwięk podczas wysypywania wszystkich zabawek na podłogę. Nieco starszy maluch będzie mógł „aranżować” przestrzeń półki w swój własny sposób, według swojego schematu. Bez obaw – ja też wciąż nie odkryłam jakim wykładnikiem kieruje się moja córka rozrzucając wszystko po ziemi, ale może kiedyś do tego dojdę 😉

Czym skorupka za młodu nasiąknie

Książki zawsze stanowiły w moim domu świętość. Tego samego chcę nauczyć moje dziecko. I właśnie dlatego, podobnie jak Maria Dunin-Wąsowicz uważam, że powinny mieć wyjątkowe miejsce również w pokoju dziecinnym. Od małego uczę moją córkę, by miała do nich szacunek i odkładała je na miejsce. Mamy także specjalną półkę, na której poukładane są zbiory Niny. Te, z których w danej chwili korzysta najchętniej ułożone są frontem do niej, pozostałe – grzbietami. Chociaż nie „dorobiłyśmy się” jeszcze specjalnego miejsca do wspólnego czytania, co ważne jest w pedagogice waldorfskiej (czytamy dosłownie wszędzie), prędzej czy później może takie znajdziemy.

Kontakt z naturą

Pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy, gdy wchodzisz do przedszkola waldorfskiego lub montessoriańskiego, to naturalne materiały. Chodzi nie tylko o drewniane meble i zabawki, ale także materiałowe lalki i różnobarwne tkaniny, wiklinowe kosze, rośliny oraz pudełka wypełnione muszlami, kasztanami, szyszkami, liśćmi i kamykami do zabawy. Rozwój zmysłów, w tym dotyku, jest niezwykle istotny w pedagogice waldorfskiej, dlatego w urządzaniu wnętrza dla dziecka powinnaś stawiać na materiały autentyczne, oddające właściwy ciężar, temperaturę i fakturę przedmiotów. Takie „zabawki” świetnie rozwijają wyobraźnię, zachęcają do kreatywności, a także ćwiczą umiejętności manualne. Pozwalaj więc dziecku na znoszenie do domu kasztanów czy kamieni ze spaceru – może wyrośnie z niego dzięki temu geniusz?

Co za dużo, to niezdrowo

Rotacja zabawek – to ona uratowała mnie od nadmiaru. W czasach, gdy dzieci obsypywane są prezentami jest jedyną receptą na niezwariowanie. Bombardujemy maluchy zbyt dużą ilością bodźców – nic więc dziwnego, że ciężko im się skupić na jednej czynności. Zamiast więc eksponować na półkach wszystko, co posiada Twoje dziecko, zaproponuj mu ograniczoną liczbę zabawek. Pozostałe schowaj. Kiedy zauważasz, że czymś się już nie bawi – odłóż do pudełka. Za jakiś czas przypomnij o czymś z wcześniejszego okresu. Kto wie, być może stara zabawka zostanie odkryta na nowo.  

Magia koloru

Kolejną „zmorą” dziecięcych pokoi do niedawna były zbyt jaskrawe kolory. Chociaż pobudzały one wyobraźnię, przeładowywały przestrzeń i wywoływały wizualny chaos. Pedagodzy radzą, by w aranżacji wnętrza dziecięcego pokoju stawiać na kolory neutralne, co pozwoli na umiejętność skupienia uwagi i odbierania najważniejszych bodźców. Takie kolory jak biel, popiel, kolory ziemi czy lnu będą dobrą bazą do jaskrawych zabawek i przedmiotów znajdujących się w pokoju dziecka. Jeśli Twoja pociecha jest już starsza uszanuj jej niepowtarzalny charakter i weź pod uwagę upodobania kolorystyczne. Pamiętaj jednak, by np. zamiast cytrynowego odcienia farby, wybrać tę o tonacji musztardowej lub zgaszonej żółci, która będzie działała kojąco na zmysły.

Ruch to zdrowie

Nie każdy może pozwolić sobie na dodatkowy pokój do harców. Każdy jednak powinien bezwzględnie zachęcać swoje dziecko do ruchu i zabawy. Jeśli pozwala na to pogoda – bieganie, wspinanie, skakanie czy zabawa z piłką mogą z powodzeniem odbywać się na świeżym powietrzu. Co jednak jeśli aura nie sprzyja takim aktywnościom na zewnątrz? Wystarczy dobrze zaaranżowana przestrzeń w domu, a więc zwyczajne niezagracanie go. To kolejny dowód na to, że minimalizm we wnętrzach jest perfekcyjnym rozwiązaniem. A dla dzieci wyjątkowo aktywnych (czuję w kościach, że to o mojej córce za kilkanaście miesięcy) świetnym rozwiązaniem będą również drabinki, huśtawki, linki do podciągania czy równoważnie zamontowane w domu. Pozwolą na rozładowanie dodatkowej energii i spożytkowanie jej w wartościowy sposób. Pamiętaj jednak, że nawet najciekawsza domowa sala gimnastyczna nie zastąpi wspólnych wypadów na łono natury, gdzie przy okazji można nazbierać nowych materiałów do zabaw – kasztanów, patyków czy liści…

 


Designed by Freepik

Felieton

Znajdź język miłości swój i partnera i ciesz się szczęściem?

3 sierpnia 2020 / Agnieszka Jabłońska

Ile razy czułaś lekkie uderzenia gorąca i musiałaś liczyć do dziesięciu, gdy Twój partner zamiast pomóc Ci ogarnąć cyrk w domu – płaczące dziecko, sterta naczyń, pranie do wywieszenia, góra ubranek do wyprasowania – przynosił Ci prezent i zupełnie na serio dziwił się, że jesteś wściekła?

Ile razy miałaś ochotę krzyczeć, gdy Twój mąż zamiast usiąść z Tobą przy stole lub na kanapie i rozmawiać, brał się za mycie naczyń lub odkurzanie? Do ilu kłótni doszło w waszym domu tylko dlatego, że miłosny list, kwiaty lub śniadanie zrobione do łóżka nie wystarczyły, gdy czułaś rozczarowanie spowodowane tym, że on znowu wychodzi z kumplami zamiast spędzić wartościowy czas z Tobą? 

Kilka dobrych informacji, które sprawią, że odłożysz papiery rozwodowe lub ciężkie przedmioty na bok!

Po pierwsze, zarówno z Tobą, jak i z Twoim partnerem jest wszystko w porządku. Co więcej, również z Waszym związkiem jest wszystko dobrze, a jedyne czego Wam brakuje to nieco zrozumienia, jak poruszać się w miłości. Jest to niezwykle proste i jeśli z czasem stanie się dla Was intuicyjne, będziecie znowu zakochani w sobie, jak wtedy gdy pierwszy raz spojrzeliście sobie w oczy. 

Twój własny zbiornik na miłość

Każdy z nas nosi w sobie swój indywidualny zbiornik na miłość, który może się regularnie napełniać lub pozostawać pusty. Zbiornik wypełniony miłością daje nam poczucie szczęścia, zadowolenia z siebie i z naszego związku oraz innych relacji. Jego napełnianie oznacza, że w naszym życiu jest wiele sytuacji, w których czujemy się kochani. Gdy zachowanie drugiej osoby sprawia, że czujesz się wyjątkowa i dowartościowana, Twój zbiornik właśnie się napełnia. To bardzo przyjemne uczucie, prawda? Z drugiej strony pustka w zbiorniku sprawia, że jest nam źle, nasze samopoczucie leci w dół. 

Czy bycie w relacji z kimś jest równoznaczne z napełnianiem się zbiornika? 

Cóż, mogłoby się wydawać, że gdy jesteście w związku, Wasze zbiorniki na miłość będą nieustannie pełne. Okazuje się jednak, że wiele sytuacji powoduje ich opróżnienie. Wystarczy poranny konflikt i za szybko powiedziane kilka zdań, problemy z komunikacją wieczorem, stres i zmęczenie, byśmy zostali z pustą bańką. To jednak nie jest podstawowy problem. Widzisz, pusty zbiornik można szybko napełnić. Niestety wielu parom brakuje tej umiejętności – nie potrafimy sprawić, by druga osoba poczuła się natychmiast lepiej. Dlaczego? Ich język miłości jest nam nieznany! 

Język miłości – działaj tak, by wyrażać miłość

Każdy z nas mówi jednym językiem miłości (lub dwoma). Kochając drugą osobę i chcąc pokazać jej tę miłość, wykorzystujesz bliskie i naturalne dla Ciebie środki przekazu. To dlatego przygotowujesz mężowi kanapki do pracy i prasujesz koszulę. Twój język miłości sprawia, że chcesz z nim godzinami rozmawiać, gdy ma problem lub nieustannie go przytulać. Według amerykańskiego wieloletniego terapeuty par Gary’ego Chapmana zgodnie z jego książką „5 języków miłości” możemy wyróżnić:

  • wyrażenia afirmatywne, 
  • dobry czas, 
  • przyjmowanie podarunków, 
  • drobne przysługi, 
  • dotyk. 

Są to języki, które najczęściej wykorzystujemy, by powiedzieć drugiej osobie swoim zachowaniem, że ją kochamy. O idylli możemy mówić wtedy, gdy Wasze języki miłości są takie same. To cudowna sytuacja – wszystko, co wysyłasz, wraca do Ciebie silniejsze i pełniejsze, a przy tym oboje jesteście po prostu szczęśliwi. Często jednak posługujemy się odmiennymi językami i wtedy mamy klops. Widzisz, Twój mąż, na którego masz dzisiaj od samego rana takie nerwy, codziennie stara się ze wszystkich sił – a przynajmniej powinien – pokazać Ci, że Cię kocha i jesteś dla niego ważna. Robi to w sposób naturalny dla siebie. To wcale nie oznacza, że Ty odczytasz jego komunikaty, Twój zbiornik napełni się i będziecie żyli szczęśliwie. 

Co, jeśli trafiłaś na osobę, która używa innych języków miłości?

Nie zawsze w pary dobierają się osoby używające tych samych języków miłości. Czasami jednak jesteśmy w stanie intuicyjnie odgadnąć, co sprawia, że nasz partner czuje się doceniany i kochany. W niektórych związkach dochodzi do zakamuflowania języka. Dlaczego? Wszyscy jesteśmy osobami empatycznymi w mniejszym lub większym stopniu dlatego, gdy tworzymy z kimś bardzo bliską, intymną relację, próbujemy spełnić oczekiwania tej osoby. Chcąc zaspokoić jej potrzeby, wczuwamy się w nie i odkrywamy, czego pragnie nasz partner. Często udaje się to idealnie. Czasami jednak, gdy obie strony starają się za mocno, może dojść do zakamuflowania ich języka. 

Twój mąż Cię kocha, więc, aby uczynić Cię szczęśliwą, codziennie wieczorem zmywa naczynia. Narzekasz głównie na bałagan w domu, dlatego z miłości chce Ci pomóc i Cię odciążyć. W tym samym czasie Ty dosłownie usychasz na kanapie, tęskniąc za jego ciepłym ramieniem i kojącym dotykiem, gdy masuje Ci plecy. Pamiętasz, jak bardzo Twój mąż był zachwycony, gdy narzeczona kolegi pisała mu miłe słówka na karteczkach i zostawiała je w różnych miejscach. Robisz to samo, plus dodajesz słodki drobiazg do każdej wiadomości. Tymczasem Twój mąż oczywiście docenia Twoje starania, ale pragnie jedynie zagrać z Tobą w planszówkę lub wspólnie ugotować obiad. W wyżej wymienionych sytuacjach doszło do zakamuflowania języków miłości. Co więcej, często to my sami nie wiemy, jakim językiem mówimy! 

Skąd masz wiedzieć, jakim mówisz językiem miłości?

W Internecie oraz w książce Gary’ego Chapmana są testy, które pozwolą Wam poznać Wasze język miłości. Pytania wcale nie są łatwe i możecie z partnerem mieć mętlik w głowie, jeśli zdecydujecie się usiąść do nich na poważnie. Często w ogóle nie dotyczą żadnego języka ani miłości, badają po prostu Twoje preferencje. Jeśli jednak podejdziesz do zagadnienia rzetelnie i szczerze, może okazać się, że nigdy do końca nie uświadomiłaś sobie swojego języka miłości. Dlatego starania i wysiłki Twojego partnera mogły być intensywne, ale jednocześnie nie przynosić oczekiwanych rezultatów – Twój zbiornik na miłość przez wiele lat pozostawał pusty. Dlaczego?

Skąd wziął się Twój język miłości?

Języka miłości uczymy się, gdy jesteśmy dziećmi. Najczęściej więc przejmujemy język, jakim posługują się nasi najbliżsi, a najczęściej osoba, która się nami najwięcej zajmuje w tym okresie. Możesz nawet nie pamiętać ze wszystkimi szczegółami, że to babcia zawsze miała dla Ciebie czas i wyrażała miłość poprzez długie rozmowy z Tobą i wkraczanie do Twojego świata dziecięcej fantazji w stroju magicznej wróżki. Możesz nie pamiętać, jak ogromne znaczenie miało dla Twojego rozwoju wykonywanie różnych czynności z dziadkiem – o wiele większe niż drogie prezenty, które kupował Ci ojciec. Jeśli to Twoi rodzice mówią innymi językami, być może wcale nie mówisz językiem ukochanego taty, a podświadomie przyjęłaś styl wyrażania miłości, jaki stosowała Twoja mama, mimo że dzisiaj Wasze stosunki są jedynie poprawne. Jeśli przebijesz się przez warstwę tego, co wydaje Ci się, że powinnaś czuć i dojdziesz do tego, co naprawdę czujesz, efekty będą zaskakujące! 

Znam mój język miłości, co dalej?

Skoro poznałaś już swój język, jesteś w 1/3 drogi do szczęścia. Teraz pora, aby ćwiczenie wykonał Twój partner. Możesz również spróbować – uzbrojona w wiedzę z książki „5 języków miłości” zrobić mu analizę i spróbować odgadnąć, jakim językiem mówi. Gdy poznasz teorię, nie będzie to trudne. Wiesz dlaczego? Jesteśmy szczodrzy, jeśli chodzi o wyrażanie miłości. Nie oszczędzamy gestów i wyrazów, bo naprawdę z całego serca chcemy, by druga osoba czuła się przez nas kochana. Po prostu mówimy o tym w naszym języku. Założę się, że jeśli językiem miłości Twojego męża jest przyjmowanie podarunków, jesteś dosłownie zasypywana prezentami i prezencikami. To może być kawa na wynos, którą kupi Ci do pracy, batonik w torebce, notesik z ulubionym motywem, książka na wieczór, czy plakat malarki, o którym marzyłaś. Mężczyzna, który lubi spędzać wspólnie czas, chętnie zaprosi Cię na kolację – w domu, w restauracji nie ma to znaczenia – a co więcej, pewnie jeszcze zapędzi do wspólnego gotowania pod pretekstem, że nie umie dobrze kroić pomidorów albo doprawiać potraw. Możliwe, że będzie codziennie wstawał godzinę wcześniej, by odwieźć Cię do pracy i spędzić z Tobą rano w samochodzie miłe chwile. Naprawdę nasza kreatywność nie zna granic, jeśli chodzi o miłość. Podobnie jak nasze starania. Nie jesteśmy cisi i spokojni, nasze komunikaty to raczej walanie w bębny lub koncert zespołu rockowego z naprawdę dobrym nagłośnieniem. 

Pora na konkretne działania!

Teraz teorię już znasz. Pewnie macie za sobą test, więc wiesz, jakie są Wasze języki miłości. Pytanie, co robić dalej? Jak połączyć teorię z praktyką? Jak zacząć mówić do partnera tak, by poczuł się kochany? Czy to znaczy, że masz zrezygnować z mówienia swoim językiem miłości? W idealnym związku Ty mówisz do partnera jego językiem miłości, a on Twoim. To oznacza, że mąż pamięta, aby kupić Ci kwiaty lub jakiś drobiazg kompletnie bez okazji, a Ty odkładasz smartfona, tablet, haft krzyżykowy i siadasz w nim do rozmowy skupiona wyłącznie na nim. Mówienie do siebie swoimi językami miłości oznacza, że tworzycie dobre nawyki, które sprawiają, że druga osoba czuje się kochana i bezpieczna. Pakujesz partnerowi kanapki do pracy, a on zawsze mocno Cię przytula przed wyjściem. Pamiętasz, by odebrać jego płaszcz z pralni, a on szykuje dla Ciebie pyszny obiad. Pamiętajcie, że to drobiazgi budują nasze codzienne, szczęśliwe życie. Pewnie, żona, która lubi podarunki, na pewno ucieszy się z diamentowego naszyjnika, a mąż, dla którego najważniejszy jest wspólny czas, nie będzie miał nic przeciwko wycieczce we dwoje do Dubaju. Jeśli jednak stan Waszego konta chwilowo zbliża się do pierścionka z bazarku za 5 zeta i wycieczki tramwajem do sąsiedniego miasteczka, jeśli włożycie w to odpowiednio dużo serca, to takie wyrażenie miłości na pewno sprawi Waszej połówce radość i przyczyni się do napełniania jej zbiornika nam miłość. 

Niech zawita do Was obfitość!

Tak naprawdę, aby związek był szczęśliwy i harmonijny, powinniśmy używać wszystkich pięciu języków miłości. Dopiero taki mix pozwoli nam poczuć się w pełni zaakceptowanymi i kochanymi. Połóżcie największy nacisk na te gest, które najwięcej znaczą dla Waszego partnera, ale nie zapominajcie o innych drobnych elementach, które budują szczęśliwy związek. Komplement, gdy żona ładnie wygląda, batonik czekoladowy dla męża w ważnym dniu, spokojna i czuła rozmowa podczas spaceru, wspólne granie na konsoli, wywieszenie prania przed jej powrotem z pracy lub podjechanie na stację benzynową, zanim oddasz mu kluczyli przed następną jazdą. 

To wszystko są małe iskierki, które sprawią, że ogień Waszej miłości będzie płonął mocno i wciąż rozniecał się na nowo! Dlatego zaproście do swojego domu i do swojego związku obfitość i bądźcie nieco szaleni i szczodrzy w Waszym okazywaniu uczuć! Przecież  nie da się kochać za bardzo z wzajemnością, prawda?

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo