Change font size Change site colors contrast
Rozmowy

Tęczowe historie, czyli macierzyństwo po poronieniu

5 października 2020 / Monika Pryśko

Justyna mówi, że nic by się nie wydarzyło, gdyby nie jej siostra - Ewa.

Nie byłoby historii, gdyby nie jej dwuletni syn Antoś. Bo zanim się pojawił, były dwa poronienia… Stąd wzięły się ,,tęczowe historie'', czyli macierzyństwo po poronieniu.

Wiosną tego roku, kiedy świat stanął, Ewa powiedziała: „Chcę mieć zdjęcia z Synem. Opisz naszą historię. Nie! Wiem! Opisz więcej takich historii, bo to jest temat tabu, a o tym trzeba mówić”. Justyna popatrzyła na nią z niedowierzaniem i odpowiedziała: „Ja umiem tylko robić zdjęcia”. „To zrób zdjęcia!”. 

 

I tak powstał projekt fotograficzny ,,Tęczowe historie’’. Co kryje się pod określeniem „Tęczowy Maluch”? To pierwsze zdrowo urodzone dziecko po poronieniu. 

 

W sobotę 5. września nad Jaworznem zaświeciło piękne słońce. Niebo było niebieściutkie, jakby specjalnie dla nas. Wszystko zaczęło się od makijażu. Ja biegałam i nie wiedziałam od czego zacząć. Za mną, robiąc backstage, biegała druga Fotografka Mirka. Zrobiła cudowną dokumentację tego, co działo się „od kuchni” i w kuchni, która na kilka godzin przeobraziła się w centrum wizażu.

I w końcu, wszystkie w białych sukienkach, piękne i wymalowane, takie szczęśliwe i uśmiechnięte, ze swoimi tęczowymi i nie -tęczowymi maluchami, stanęły razem. Parzyłam na nie, łzy ściskały mi gardło, a wszyscy wokół krzyczeli: „Justynko, rób zdjęcia, bo dzieci nam pouciekają”.

Zrobiłyśmy to! Wszystkie razem! Kiedy zeszły z podestu – biliśmy sobie brawo… 

 

 

 

Tęczowe historie, czyli macierzyństwo po poronieniu

Historia nr 1 

Kasia S. 

 

 

Kasia zaszła w pierwszą ciążę  na czwartym roku studiów. Nie wiedziała o tym, ponieważ comiesięczny cykl żył swoim rytmem. Z pierwszej ciąży ma dziś 18-letniego syna. Gdy ten skończył 5 lat, zapragnęli drugiego dziecka. W ciążę zaszła dość szybko, szczęśliwa planowała pierwszą wizytę u ginekologa. I nagle wspomina: „Pamiętam dobrze, jak poszłam do łazienki umyć winogrona, chwilę później dzwoniłam zapłakana do męża, widząc plamę krwi”. W szpitalu położyli ją na obserwację, ale tam po kilku dniach na badaniu kontrolnym USG usłyszała od lekarza „Komórka jajowa nie przetrwała, krwawienie było zbyt silne, organizm nie był gotowy na przyjęcie dziecka. Zrobimy Pani czyszczenie i pójdzie Pani do domu”. W 2007 roku nikt się nie przejął. Dali wypis z kartką, kiedy mam się zgłosić po wynik histopatologii. 

Minęły 2 lata… dwa lata, podczas których zrobiła badania, żeby znaleźć przyczynę… ponad rok starań, żeby zajść w ciążę, bezskutecznie. Lekarz nie widział niczego niepokojącego.

W 2009 roku ujrzała dwie upragnione kreski. Z niepokojem, po przebytych doświadczeniach, z nadzieją, że teraz będzie już dobrze. Plamienie pojawiło się w 7 tygodniu… drogę do szpitala znała z zamkniętymi oczami. Dostała kroplówkę i została, mąż wrócił, by być przy rozpoczynającym wtedy pierwszą klasę synku. Po pewnym czasie lekarz poinformował ją o ciąży bliźniaczej. Pojawiła się radość pomieszana z lękiem, bo plamiła, a ciąża okazała się wysokiego ryzyka: rzadki przypadek ciąży bliźniaczej jednoowodniowej jednokosmówkowej. Modliła się, nie wiedziała nawet, czy robi to dobrze. Jeszcze tej samej nocy krwawienie okazało się zbyt silne i poroniła.

 

Niedługo potem zaszła w kolejną ciążę. Były krwawienia, zastrzyki, liczne badania, lęk, omdlenia, ale kolejny syn okazał się silny. Urodziła siłami natury w 2011 roku. Kiedy się tego najmniej spodziewała, cztery lata później (zmiana pracy, zmiana miejsca zamieszkania) ponownie zaszła w ciążę i na początku 2015 roku urodziła Córeczkę. Rok temu, niecałe dwa tygodnie po 40-tych urodzinach – trzeciego synka.

Straciłam trójkę dzieci, kiedy mój organizm był niewydolny, nie mógł zapewnić odpowiednich warunków rozwoju kształtującym się istotom.

Dostałam trójkę wspaniałych, zdrowych dzieci, kiedy przyszedł na to czas.”

 

 

Historia nr 2 

Kasia K.

 

Kasia twierdzi, że nigdy nie była osobą, która rozczula się na widok małego dziecka. Myśląc o swojej przyszłości wiedziała jednak, że kiedyś będzie mamą.

Kiedyś….. Taki nieokreślony bliżej czy dalej czas.

Pewnego lata, kiedy miała już 30 lat, zaczęła się źle czuć. Ktoś zasugerował z uśmiechem „Może jesteś w ciąży?”. Po wykonaniu testu i wizycie u ginekologa, sugestia okazała się prawdą. Przez dwa tygodnie z niedowierzaniem, nieco zszokowana, oswajała się z tą myślą. Stanęła przed lustrem, pogłaskała się po brzuchu, pomyślała o Okruszku i nagle poczuła się szczęśliwa. Na kolejną wizytę lekarską pojechała z Mężem – już szczęśliwa i pełna nadziei. Ale tam usłyszeli słowa „Serce nie bije”. Jej serce rozpadło się na milion kawałków. Największą torturą jednak był pobyt w szpitalu wśród mam czekających na poród. Zabieg, powrót do domu, jesień – taki czas bez czasu, nie wiem, co się działo, nikt nie znalazł słów, by pocieszyć. W mojej głowie tylko jedna myśl. Dlaczego?” 

Na córkę czekała kolejne dwa lata. Po stracie nie mogła zajść w ciążę. Pozytywny test wyszedł, gdy traciła już nadzieję. Ciąża nie była łatwa, zagrożona od 10. tygodnia.

Jestem mamą Marysi od 8 lat. I chociaż nie jest łatwo, bo zagrożenie ciąży, niedotlenienie zostawiło po sobie ślad, to jest ona największym szczęściem, jakie mogło nas spotkać.

 

 

Historia nr 3 

Anna S. 

 

„Moja pierwsza ciąża zakończyła się poronieniem w 7. tygodniu. Dla jednych to nic, bo tam NIC nie było albo było małe . Dla mnie, kobiety, matki było – dziecko. ’’

 

Już w szóstym tygodniu ciąży, na badaniu kontrolnym lekarz oznajmił, że nie słyszy bicia serca, ale jest przepływ krwi. Pełni szczęścia, z ufnością i spokojem wrócili do domu. Anna zrobiła sobie wolne od pracy i postanowiła odpoczywać. Jednak po tygodniu zauważyła na bieliźnie coś niepokojącego. Razem z partnerem szybko udała się do pobliskiego szpitala. W końcu przyszedł lekarz i zrobił badanie USG. Długo masował brzuch. Długo czegoś szukał. Poprosił drugiego lekarza. Popatrzyli jeszcze raz i stwierdzili, że raczej wszystko w porządku, tylko sprzęt coś nie działa. Kazali zostać do rana i usłyszała  „Pani zostanie i modli się, by jutro coś było widać”.  W końcu przyjechała mama partnera, która z zawodu jest pielęgniarką. Oznajmiła lekarzom tonem nie znoszącym sprzeciwu, że zabiera Annę do innego szpitala. Tam już o późnej godzinie wieczornej przyjęła ją lekarka. Po prostu, po badaniu oznajmiła,  że niestety nastąpiło poronienie… W szpitalu następnego dnia cały proceder; dostała tabletki poronne i czekała.  ,,To była największa trauma, bo z każdym wychodzeniem do toalety spłukiwałam kawałki płodu… ’’

Dziś Ania ma dwóch synów, ale do tamtej pory myślała, że to jej wina. Nie zdawała sobie sprawy, że czasem tak się dzieje i to bardzo poważne.

 

Historia nr 4 

Sylwia 

 

 

Maj, rok 2014. Pół roku po ukończonych studiach i tyle samo w nowej pracy. Nagle okazało się, że jest w ciąży. Po pierwszym szoku pojawiło się szczęście. W 7. tygodniu na wizycie lekarz stwierdził, że widzi puste jajo, ale uspokoił i kazał poczekać jeszcze tydzień. Niestety kolejna wizyta potwierdziła poprzednią diagnozę – nie było żadnej akcji serca… Dostała skierowanie do szpitala, ale nie było miejsc. Po kilku dniach poronienie zaczęło się samoistnie. Morze wylanych łez, poczucie niesprawiedliwości, brak zrozumienia i ogromny żal.

Zapragnęli dziecka jeszcze bardziej, ale postanowili się do tego przygotować. Zaczęli od badań. Okazało się, że hormony tarczycy w ciąży były bardzo podwyższone. To był pierwszy trop, żeby jeszcze przed kolejną ciążą zbadać tarczycę i od razu na początku ciąży włączyć leczenie. Ostatni etap to było USG, na którym lekarz nie stwierdził żadnych nieprawidłowości i dał zielone światło.

 

Starania trwały kilka miesięcy i w końcu się udało – był to maj 2015 roku. Niestety od razu zaczęły się problemy; krwawienia, ciąża zagrożona od samego początku – wyrok: krwiak podkosmówkowy.  Zalecenie lekarskie brzmiało: leżenie w łóżku, od wizyty do wizyty kontrola krwiaka. Na USG w pierwszym trymestrze usłyszała bicie serca, a lekarz uspokajał, że krwiak może się wchłonąć. Cały czas w domu leżała wierząc, że tak obydwoje – ona i dziecko – będą bezpieczni. Miesiąc później na USG lekarz przekazał smutną wiadomość „serce nie bije”. Dziecko miało 12 tygodni, a Sylwia nie mogła uwierzyć.  „A ja leżałam, walczyłam o nie, kiedy ono przez cały prawie miesiąc było we mnie już nieżywe. Tylko leki podtrzymujące ciąże zapobiegły poronieniu.” 

 

Zaczęła szukać przyczyny. Z polecenia trafiła do kolejnego specjalisty. Robiła kolejne badania laboratoryjne. Kilka miesięcy po poronieniu wyrok – mięśniak w macicy. Znów świat rzucał jej kłody pod nogi. Postanowiła coś zmienić w swoim sposobie życia  i rozpoczęła regularne jedzenie zielonych suplementów. I stało się coś niemożliwego – włókniak się wchłonął albo wydalił. 

 

W maju 2016 roku pojawiły się dwie upragnione kreski, a w lutym Sylwia i jej mąż zostali rodzicami Alicji. I choć nie wierzyli, że to się uda, nie czekali długo, bo chcieli, by miała rodzeństwo. Gdy Ala miała rok, na teście znów pojawiły się dwie kreski. 

 

Poroniła dwukrotnie, spełnienie marzenia o zostaniu mamą zajęło Sylwii prawie 3 lata. Teraz ma dzieci rok po roku. Jak widać, nie ma reguły. Natura rządzi się swoimi prawami i jak to się mówi: wie, co robi. 

 

Historia nr 5 

Kasia Z. 

 

Kasia wyszła za mąż bardzo młoda – ona miała 21 lat, on 22 lata. Od początku wiedzieli, że chcą mieć dziecko, więc nie chcieli czekać. Starania trwały ponad rok. Byli zachwyceni, ale sielanka trwała 3 tygodnie. Kasia zaczęła krwawić, więc pojechali do szpitala. Tam stwierdzono, że w ciąży to naturalne i kazano czekać na izbie ponad 2 godziny.  Ronienie zaczęło się samoistnie… Płakała, bardzo płakała.

 

O ciąży, której efektem jest Franek, dowiedziała się 2 miesiące później. Obawy mieszały się ze szczęściem. Uspokoiła się nieco, gdy usłyszała bicie serca. Jednak do końca ciąży się bała, bo sama jest Tęczowym Dzieckiem (jej starszy brat zmarł w końcówce ciąży).

 

Gdy Franek skończył pół roku, znów zaszła w ciążę. Była spokojna, bo wcześniej nie było komplikacji, a ciąża zakończyła się sukcesem. Za to spotkała się krytyką otoczenia:  „za szybko”, „nieodpowiedzialnie”. Po trzech tygodniach zaczęła krwawić.  Historia się powtórzyła – znowu izba przyjęć, oczekiwanie, badanie, USG i rozpoznanie poronienia zupełnego samoistnego. Tym razem przyjęła to spokojniej, niż za pierwszym razem. Zaufała Bogu…

 

6 tygodni po poronieniu poszła na kontrolne USG. Lekarz przyłożył głowicę i… zobaczył pęcherzyk ciążowy, na oko trzytygodniowy. Jeszcze bez akcji serca, ale był. Bartek. 

 

Dziś jej chłopcy mają 3 lata i 1,5 roku, a Kasia jest w kolejnej ciąży.

,,Czuję wdzięczność do Boga za moją historię, za dar każdego z moich dzieci, bo bez nich i bez tych wszystkich doświadczeń nie byłabym dziś tym, kim jestem.”

 

 

 

 

Ewa i historia, od której to wszystko się zaczęło.

 

Kiedyś brała życie pół żartem, pół serio. Wierzyła, że na świecie dzieją się tylko dobre rzeczy. Miała świetną rodzinę, poszła na dobre studia, gdzie poznała cudownego mężczyznę (z wadami), który został jej mężem. Po ślubie założyli firmę, ale oboje chcieli mieć dzieci. Kiedy mimo prób nie była w ciąży, zrzucali to na karb stresów. Po czasie zaczęło to być niepokojące. Lekarze dawali czas… do czasu… 

 

Dwa testy pozytywne, do tygodnia negatywne… Zachowywali to dla siebie, ale na dość wczesnym etapie leczenia mówiono o bezpłodności i niskiej możliwości zajścia i utrzymania ciąży naturalnie. W grę wchodziło głównie In Vitro. Później długo nic. 

 

Była Wielkanoc. Przewijała leżącą babcię… I nagle zaczęła krwawić. O 23:00 po kolacji pojechali z mężem do kliniki. Lekarz przyjmujący stwierdził zaparcie i pęknięcie torbieli. Dostała leki na powstrzymanie krwawienia, które nie ustępowało przez 3 tygodnie. Myślała, że tak to musi wyglądać, aż do momentu, kiedy praktycznie przestała widzieć. Była w pracy, zadzwoniła po męża, który natychmiast przyjechał. Pojechali do kliniki ponownie i lekarz, który ich przyjmował, powiedział: „jest źle, jest Pani w ciąży, ale jej nie widać, musimy jak najszybciej operować, bo się Pani wykrwawi” . Świat się zatrzymał.

 

3,5 h operacji, 10 tydzień ciąży jajowodowej (aż niemożliwe), obumarłej, zapalenie otrzewnej, 0,5 l krwi w jamie brzusznej, jajowód siny, do usunięcia. Ale nie usunęli. Dali jej szansę, bo druga strona była zupełnie niedrożna. Za trzy miesiące kolejna operacja. 

 

Dawali jej 1-3% szans na naturalne zajście w ciążę. Po roku, podczas leczenia, zastrzyków, test był pozytywny! Zadzwoniła do męża: oboje wylewaliśmy słodko-gorzkie łzy. Dlaczego gorzkie? Bo strach był ogromny, żeby nie stracić. Ale przewaga była szczęścia. Ciąża? Trudna, międzykrwawienia, spłaszczenie szyjki, kolka nerkowa. Poród? Vacuum!

Nikomu nie życzę! Ale było warto! Jest nasz Antoś! Cud świata naszego! Czekaliśmy na niego naprawdę długo! Modliliśmy się o niego! I choć medycyna nam nie dawała za dużych szans… Nasza wiara i miłość pokazały, że warto… ‘’

 

_

 

Autorka projektu oraz zdjęć: Justyna Niwińska

Inspiracje

Lubię szczęście w najprostszy sposób! Czyli rozmowa z projektanką sukienek marki PAUKA

2 maja 2024 / The Mother Mag

Sukinki Pauka to polska marka odzieżowa, która wyróżnia się na rynku modowym.

Sukces marki tkwi w jej zdolności do łączenia tradycji z nowoczesnością. Kiedy kobieta zakłada sukienkę Pauka, natychmiast czuje się pewnie siebie i pełna energii. Sukienki te zapewniają nie tylko wygodę, ale także swobodę ruchu, co jest niezwykle istotne, tym bardziej że wiele z nas będąc mamami nie chce rezygnować z wyglądu i poczucia kobiecości na rzecz wygody.

Paulina Chmielewska, projektantka i założycielka marki, doskonale rozumie, że sukienka to nie tylko strój, ale także sposób na wyrażanie siebie. Jak sama autorka mówi „zawsze lubiłam się wyróżniać. wybierałam oryginalny kroje i nietuzinkowe dodatki:) Ubiór i własny styl zawsze dodawał mi pewności siebie. kiedy zostałam mamą musiałam nieco zmienić garderobę. Frustrowały mnie typowe kroje ciążowe i propozycje ubrań do karmienia. To nie byłam ja, chciałam czegoś innego. Jednocześnie potrzebowałam czegoś w czym byłoby mi wygodnie i w czym mogłabym wykonać z łatwością wszystkie czynności przy dzieciach. Chciałam żeby te ubrania „ były jakieś” chciałam po prostu żeby były piękne. Uwielbiam sukienki więc właśnie tak powstała pierwsza sukienka. Zrobiłam ją po prostu dla siebie i by dalej czuć się tak jak czułam się przed macierzyństwem, ale w nowym wydaniu, bo moje życie zmieniło się o 180°”

Redakcja: Paulina a jak zaczęła się Twoja przygoda z szyciem? Czy od dziecka wykazywałaś zainteresowanie takim rodzajem hobby?

Paulina: Zawsze interesowałam się modą.  Trochę szyłam ale nigdy to nie była moja najmocniejsza strona. Jestem niecierpliwa i lubię mieć szybko efekt, szycie było dla mnie zbyt żmudne, choć miałam epizod w życiu gdzie robiłam ręcznie torebki, to jednak szybko się w tym temacie wypaliłam. Ogólnie jako dziecko uwielbiałam się przebierać i wyszukiwałam z różnych miejsc piękne balowe suknie vintage:) A już jako nastolatka uwielbiałam je kolekcjonować.

Redakcja: Szczególnie my kobiety jesteśmy wrażliwe na historię ubrań, które z chęcią zakładamy. Jak to jest w przypadku Twoich projektów, jaką myślą kierujesz się w trakcie tworzenia nowych sukienek jak i tych już dostępnych na Twojej stronie?

Paulina: Faktycznie z ubraniami jest tak, że dodają one nam pewności siebie. Dobrze skrojone, które dopasowują się do nas i pięknie poruszają się w rytmie naszego ciała dodają nam klasy. Wychodzę z założenie, są sukienki czy w ogóle ubrania nie powinny ograniczyć i denerwować naszego ciała. pewnie za względu na to że jestem sensoryczne wrażliwa, uważam że ubrania powinno być przede wszystkim wygodne aby najprościej było nam być sobą codziennie. Nigdy nie lubiłam tego uczucia, gdy podczas ważnej uroczystości dla mnie myślałam już tylko o tym, aby ściągnąć siebie z ubranie i odpocząć. Uważam, że kierując się wygodą jesteśmy w stanie tworzyć piękne i wyjątkowe brania 

Redakcja: Planujesz rozszerzyć swoje portfolio o kolejne elementy garderoby?

Paulina: Kiedyś myślałam o tym, aby zacząć robić bluzy, ponieważ to jest moje moja wielka miłość i bardzo lubię łączyć ja z moimi sukienkami. Ponieważ jestem mamą kilkorga dzieci robię wszystko we własnym tempie i staram się postawiać granicę i nie robić nic ponad moje siły, więc myślę że przyjdzie kiedyś na to czas.

Redakcja: Który model sukienki jest Twoim ulubionym?

Paulina: Właściwie powinnam powiedzieć że Laura bo jest to mój pierwszy projekt i właściwie najwięcej z nich korzystam. Nie wychodzą one z mojej szafy nigdy, ponieważ przydały mi się przez całą ciążę, a potem w okresie karmienia i nawet wtedy kiedy nie jestem ani w ciąży ani nie karmie:) Jednak takie moje oczko w głowie to jest chyba Aurora. Tworzy mega fajny styl, bo jest minimalistyczna i zarazem bardzo wyrazista i przez to że jest rozciągliwa jest ultra wygodna. Można ją łączyć i stylizować na różne sposoby. Mam nieskończoną ilość pomysłów w jakiej wersji ją jeszcze zrobić.

Redakcja: Jakich materiałów wykorzystujesz do szycia? Czy produkcja odbywa się w Polsce?

Paulina: Cała produkcja moich sukienek odbywa się w Polsce, chodź powszechnie wszyscy wiedzą nie jest to proste i tanie. Do wykonywania moich sukienek używam materiałów przede wszystkim oddychających jak bawełna, wiskoza itp nie lubimy się bardzo z poliestrem. 

Sukienki Pauka są wszechstronne i nadają się na różne okazje. Możesz znaleźć tu zarówno proste codzienne, klasyczne modele do pracy, jak i te które będą idealne na eleganckie przyjęcia czy uroczyste wydarzenia. Bez względu na okazję, sukienki Pauka zawsze sprawią, że poczujesz się wyjątkowo. Paulina opowiedziała nam, że „pierwsza sukienka od którego się wszystko zaczęło to Laura. Sukienka ta jest bardzo dziewczęca i niepozo rna. Sukienka którą można nosić w różnych długościach. jest bardzo wygodna ze względu na swoją szerokość, która nigdzie nie uciska i nie uwiera. Posiada również guziczki dzięki czemu można z łatwością karmić. Dzięki temu, że ma wyżej odcięcie łączące bluzkę ze spódnica, doskonale nadaje się również na ciążę. Projektując zdecydowanie czerpię z codzienności. Chce aby te sukienki mogły towarzyszyć nam zawsze również w zwykłych chwilach dodając nam odrobiny radości. Inspirują mnie też ludzie,  których spotykam na swojej drodze Kino, proza życia.. Lubię szczęście w najprostszy sposób!

Zobaczcie sama jak różnorodne wzory i kolory prezentuje marka Pauka.

pauka pauka pauka pauka pauka pauka pauka pauka pauka pauka pauka pauka pauka

This error message is only visible to WordPress admins

Error: No connected account.

Please go to the Instagram Feed settings page to connect an account.

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo