Change font size Change site colors contrast
Ciało

Tak, otyłość to straszna choroba!

3 stycznia 2020 / Agnieszka Jabłońska

Chciałabym porozmawiać z Tobą o otyłości.

O tym, o czym dzisiaj nie mówimy, o problemie, który boli i siedzi schowany bezpiecznie pod dywanem, eleganckimi panelami i podwoziem samochodu. Otyłość, sprawa, która uwiera nas, gdy jesteśmy nieco większe, która sprawia, że nie mamy ochoty iść na zakupy, uprawiać seksu i nie kochamy siebie wcale. Problem, który okrywamy swetrem i płaszczem, bo nie mamy na niego siły, bo łzy nam się skończyły gdzieś na etapie III roku studiów, a teraz to już tylko czasami wzdychamy z rezygnacją. 

Gdy ktoś mówi, że otyłość to problem – wkurzasz się?

Problem, gdy jest nas o wiele więcej niż… no właśnie co? Niż powinno być? A ile dokładnie powinno nas być? Jaka waga jest dobra? Jaka waga opisuje Zosię, Monikę, Izę, Ciebie i mnie? Ile Agnieszki powinno być w Agnieszce, żeby było dobrze? W tym momencie proszę Cię, abyś olała BMI, olała złote rady fitnessek, olała sałatę, sałatki i zimne koktajle. Przestała cisnąć siebie i karać za każdą kostkę czekolady, tabliczkę, ulubionego batonika i pizzę i wreszcie odetchnęła. Dusisz się, Kobieto, wiesz? 

Chcę Ci powiedzieć, że wszystkie jesteśmy piękne i każda z nas jest wartościowa. Jesteśmy cudownymi kobietami, które zasługują na miłość i to, co w życiu najlepsze i nasz rozmiar nas nie definiuje w żaden sposób. Chcę Ci jednak powiedzieć również, że definiuje nas zdrowie i chęć do życia, do działania, nasza własna energia. Jeśli nosisz za dużo kilogramów ze sobą, jeśli mało się ruszasz, oddychasz tylko co drugi raz, jesteś w zastoju, Twoja energia również jest uśpiona. Nie możesz wtedy rozwinąć swojego potencjału na 100%. 

Chcę Ci także powiedzieć, że zasługujesz na to, żeby być zdrową i szczęśliwą każdego dnia

Otyłość to choroba (nie lubisz mnie teraz, prawda?), to problem, to wstyd – nie powinno tak być! Osoby zmagające się z tym schorzeniem mają dość wytykania placami, są zmęczone kąśliwymi uwagami, pełnymi obrzydzenia spojrzeniami. Zamykają się w domach, zakupy robią przez Internet, aby uniknąć krępujących pytań o rozmiar.

Rewolucyjna zmiana na lepsze?

Wtedy dzieje się rewolucja. Przemysł modowy dochodzi do wniosku, że na otyłości można zarobić. W XXI wieku udało się odkryć żyłę złota, która cały czas spokojnie leżała schowana przed oczami modowych gigantów. Eureka! Na wybiegi ruszają modelki plus size, katalogi producentów bielizny wypełniają się krągłościami, są pupy i są biusty. Zmienia się rozmiarówka w sklepach, a co więcej pojawiają się specjalistyczne kolekcje „plus size”.

Dziewczyny otyłe dostają jasny komunikat: „jesteście piękne, świat Was kocha i potrzebuje, cyc do przodu i idziemy”. I one idą, do pracy, do kawiarni, do baru z dumnie podniesioną głową i powoli przestają czuć wstyd. Powoli otyłość staje się normalna, staje się sposobem na wyrażenie siebie „jest mnie więcej do kochania”, „mój facet ma mięciutko”, „mój partner kocha wszystkie moje krągłości”. Sposób na kasę, przepis idealny w swojej prostocie. To jest jednak dobre, to jest pierwszy krok, żeby uzdrowić ludzi i sposób myślenia, dążymy do tego, żeby świat stał się lepszym miejscem, ale… 

Hejt na chude

Wtedy zaczyna się hejt, hejt na chude modelki, hejt na szczupłe dziewczyny. Zaczynają się „wieszaki”, „anorektyczki” i „kije od mopa”. Zaczyna się machanie piersiami i dyskretne pokazywanie palcem na płaskie klatki szczupłych koleżanek.  Otyłość próbuje nawet wkroczyć do świata fitness ze swoimi teoriami, ale zostaje delikatnie wystawiona za drzwi.

Zwrócenie uwagi na to, że jakaś dziewczyna jest otyła – nawet w trosce o to, czy nie jest chora, czy jej tarczyca działa ok, czy ma prawidłowy poziom hormonów  – to teraz faux paux, którego nie radzę popełniać. Nie używamy w XXI wieku słowa „gruba”, „pulchna”. Mamy przymiotniki „kobieca”, „o pełnych kształtach”, mamy brokat i jednorożce. 

Dziewuchy Dziewuchom i otyłość

Pamiętasz tę akcję, gdy Dziewuchy Dziewuchom opublikowały grafiki na temat otyłości? Tę, w której zestawiły ze sobą dane, które pokazały, że rocznie więcej osób ginie w wypadkach, niż umiera w wyniku otyłości? 

Manipulacja danymi – co tu się dzieje?!

Chciałam Ci powiedzieć, że to jest właśnie manipulacja danymi albo inaczej: błąd logiczny. Na czym to polega? Wymyślasz jakąś hipotezę, to znaczy tezę, co do której nie wiesz, czy jest prawdziwa, czy fałszywa i gromadzisz dane. Możesz przeprowadzić badanie wśród znajomych (potrzebujesz około 100 osób, żeby można było mówić o próbie reprezentatywnej) – zapytać ich o coś lub dać do wypełnienia ankietę.

Możesz również skorzystać z danych płatnych lub ogólnodostępnych na przykład na stronie Głównego Urzędu Statystycznego. Następnie analizujesz dane i tworzysz zestawienia. Widzisz, cały proces okazuje się niezwykle prosty i nawet dzieci w podstawówce są w stanie zrobić proste badanie, z którego wyciągną wnioski. 

Pułapki są trzy:

  1. Czy to, co badasz ma jakikolwiek sens i wartość?
  2. Czy dane, które ze sobą zestawiasz, są sensowne? 
  3. Czy wnioski z badania są racjonalne i zgodne z powszechną wiedzą, czy właśnie wpadłaś na teorię rewolucyjną?

Zastanówmy się:

  1. Czy w dobie dobrze rozwiniętej medycyny, licznych badań naukowych i wypowiedzi wielu specjalistów naprawdę jest sens wdawać się w polemikę, a co więcej, obalać teorie poparte dowodami naukowymi? 
  2. Czy naprawdę zestawianie danych dotyczących śmierci z powodu otyłości i wypadków samochodowych ma sens? 
  3. Czy otrzymany wniosek, który Dziewuchy Dziewuchom zaprezentowały światu, był wartościowy?

Dziewczyny zrobiły dokładnie to samo, co partia rządząca. Pokazały nam wartościowe dane, które zestawiły z innymi wartościowymi danymi i oczekiwały, że bezkrytycznie przyjmiemy wartościowe wnioski. Na szczęście spotkały się z ciepłym przyjęciem tylko części społeczeństwa.

Otyłość jest fajna!

Mamy piękne słówka, które – moja kochana – maskują problem. Otyłość to nie krzywe zęby (chociaż te też potrafią narobić sporo problemów), to nie głęboko osadzone oczy, odstające uszy, czy koślawe palce u stóp. To choroba, która zabija. Ok., nie tak spektakularnie jak wypadki samochodowe – z tym się w pełni zgadzam.

Otyłość jest spokojna, cierpliwa i cholernie wyrozumiała – to najlepsza przyjaciółka jaką można sobie wyobrazić. Wybaczy paczkę chipsów z tygodnia XXL wieczorem i duże pudełko lodów po południu. Zrozumie pizzę z podwójnym serem po ciężkim dniu w pracy, pączka zamiast drugiego śniadania i kawałek tortu, bo kolega miał urodziny. Otyłość ukoi skołatane nerwy gorącą czekoladą i zatopi smutki w skrzydełkach w panierce i dużej porcji frytek, każe nakryć się kocem i oglądać serial – codziennie, bo się należy. Taka jest fajna otyłość

Byłam tam. Wskazówka wagi szła w prawo jak szalona, a ja jadłam. Było miło, było wygodnie, jakoś tak wychodziło, dwa obiady, fastfood, pączek, ciastko do kawy, jedzenia o wiele więcej, niż dawałam radę zjeść. Dom, ciepły koc. Smaczne dania, ulubiony serial, długa zima, obszerny sweter – strefa komfortu, przyjemność. 

Otyłość – siostra anoreksji?

Otyłość podobnie jak anoreksja dzieje się w głowie. Jemy, chociaż nie chcemy, czujemy się źle, jemy, żeby poprawić swoje samopoczucie, żeby podnieść samoocenę, poczuć się szczęśliwe i kochane. Jemy, bo babcia piekła nam ciasto zawsze jak dostałyśmy dobrą ocenę i robiła bitą śmietanę z owocami, gdy rzucił nas chłopak. Jemy, bo w naszym domu rodzinnym nie było stołu tylko ława i jadło się, patrząc w telewizor. Jemy, żeby zapomnieć i gdy chcemy celebrować ważne chwile. Jedzenie jest wszechobecne. 

Otyłość nie zabija?

Otyłość nie zabija, ALE powoduje cukrzycę i nadciśnienie. Zły cholesterol zatyka żyły i tętnice, co prowadzi do choroby wieńcowej i może wywołać zawał serca. Otyłość sprawia, że nie mamy na nic energii – spacer do sklepu to dla nas wysiłek. To otyłość powoduje, że nasze stawy są obciążone i bolą nas kolana i plecy. 

Twoje piękno = twoje zdrowie

Chciałabym, żebyś dobrze mnie zrozumiała: KAŻDA z nas jest piękna, niezależnie od rozmiaru, ilości fałdek na brzuchu i grubości skórki pomarańczowej na udach. JESTEŚ PIĘKNA niezależnie od tego, czy masz krzywe zęby, garbaty nos, czy lewe oko mniejsze niż prawe i opadający kącik ust, idealne piersi i seksowne usta stworzone do całowania. 

Chciałabym żebyś była zdrowa. Podwyższony cukier, zadyszka po spacerze, ból kolan po lekkim biegu. Poodparzane uda, spuchnięte stopy i senność w ciągu dnia – to nie ułatwia życia. Otyłość nie jest zdrowa.

Wiem, że się cholernie boisz i nie chodzi o pierwszy krok, kolejny, o potknięcia, które pewnie zdarzą się po drodze, czy o wątpliwości. Tutaj chodzi o zasadę, o przyznanie racji komuś, że coś jest z Tobą nie tak, a przecież Ty lubisz siebie. Lubisz swoje krągłości apetyczne, swoje piersi porządne, kobiece, swoje uda szerokie, które pięknie wyglądają w pończochach i lubisz jak on na Ciebie patrzy, gdy masz na sobie obcisłą sukienkę. 

Kocham Cię, dbaj o siebie

Nie chcę Ci tego odebrać, nawet mi się nie śni! Po prostu zadbaj o siebie, o swoje zdrowie i ciało. Możesz mieć piękne, gibkie ciało i świetne wyniki wszystkich badań i to niezależnie, czy założysz żakiet w rozmiarze 34 czy 42, a nawet 46, dlatego nie? Jeśli jednak ciuch w Twoim maksymalnym dla Ciebie rozmiarze (tym, na który sama się ze sobą umówiłaś, pamiętasz?) zrobił się nagle przyciasny w biuście, to może czas powiedzieć „stop” pysznym serniczkom, batonikom do kawy i wafelkom zjadanym wieczorem? 

Otyłość jest śmiertelna moja droga, mniej niż wypadki samochodowe, ale wciąż wystarczająco, by odebrać Tobie najlepsze lata, a Twoim dzieciom matkę. Dbaj, proszę, o siebie tak jak dbasz o swoją rodzinę! 

Felieton

Wyjdź ze strefy komfortu (teraz!) i spróbuj nowych rzeczy. Może lepszego momentu nie będzie!

29 czerwca 2020 / Agnieszka Jabłońska

Pamiętasz to uczucie, gdy pierwszy raz wsiadłaś na rower?

Pewnie okropnie się bałaś, ale obok Ciebie był ktoś, kto pomagał Ci przezwyciężyć lęk. Pierwsza lekcja pływania – być może w opiekuńczych ramionach, a może pod bystrym okiem kolegów z sąsiedztwa, którym chciałaś zaimponować w czasie wakacji u dziadków i omal się nie utopiłaś.

Odnajdź dziecięcą odwagę i ciekawość świata! 

Jako dzieci mamy w sobie niesamowitą odwagę do próbowania nowych rzeczy. Mimo uczucia strachu i niepewności wchodzimy w majowe pokrzywy, które wcale nie parzą, wkładamy rękę do zimnego strumienia – ta woda jest naprawdę lodowata! – skaczemy z wysokiego murku, żeby kolega, który ma być tym jedynym, ale jeszcze o tym nie wie, zwrócił na nas uwagę. Teraz tego wszystkiego doświadczają Twoje dzieci! 

Podarte rajtuzy, siniaki na kolanach, brudne paznokcie od grzebania w ziemi w poszukiwaniu miękkich dżdżownic. Gotowanie zupy z błota i bieganie po chaszczach, ale też pierwsza recytacja wiersza przed mamą zaciskającą mocno dłonie na kolanach, pierwsza zaśpiewana piosenka na zakończenie przedszkola, pierwszy zaprezentowany układ choreograficzny. Jako dzieci niemal codziennie doświadczamy pierwszych razów – wszystko ma tak wyjątkowy smak, jak pierwsze czerwone porzeczki ledwo dojrzałe w promieniach letniego słońca i zjadane prosto z krzaczka. 

Jako nastolatki te nasze pierwsze razy wciąż są świeże, ale często stają się również poważne. Pierwsze długie wypracowanie, pierwsza lekcja języka obcego, pierwsze upieczone ciasto, pierwsza miesiączka, pierwszy egzamin, pierwszy pocałunek i pierwszy makijaż, pierwsza poważna kłótnia z mamą i pierwsze „nienawidzę Cię”, pierwsza lekcja gry na gitarze i pierwszy obóz harcerski. Pierwszy szlaban i pierwszy papieros, pierwszy łyk wódki i kieliszek wina, pierwsza randka i pierwsza miłość – od emocji może naprawdę zakręcić się w głowie. 

Nie wiem, czy zdawałaś sobie wtedy z tego sprawę – ja niespecjalnie – ale jako nastolatki możemy wciąż próbować wielu nowych rzeczy, ale wciąż jeszcze mamy bezpieczną przystań w postaci rodzinnego domu. Wciąż mamy do kogo wrócić i robiąc budyń późno w nocy serdecznie popłakać, że kolejny miły chłopak okazał się wcale nie taki miły i interesujący, jak powinien. 

Dzisiaj Ty masz tworzyć tę bezpieczną przestrzeń dla swoich dzieci. Twoje ramiona mają być asekuracyjną siatką, a Ty możesz jedynie obserwować ich pierwsze mniej lub bardziej poważne razy. 

Jak masz to zrobić, jeśli sama ciągle się boisz? 

Być może Ty byłaś tą chudą dziewczynką, która zawsze stała nieco z boku. Wybierana ostatnia do zabawy w dwa ognie, w nieco za dużych okularach próbowałaś nadgonić koleżanki, które zawsze już były o pół kroku do przodu. Gdy Ty modliłaś się, żeby było na co założyć pierwszy stanik, one paradowały dumnie w rynkowych koronkach, miały swoich chłopaków, gdy Twoim jedynym przyjacielem byli bohaterowie książek. Wygrywały konkursy i udzielały się wszędzie, gdy Ty wracałaś po szkole do domu i spędzałaś czas z łokciami na parapecie i głową w chmurach albo nad wypracowaniem z polskiego. 

Dzisiaj jest Twój czas na próbowanie nowych rzeczy. Zacznij nowy projekt – od dzisiaj próbuję i mów „tak” nowym rzeczom. 

Być może nikt nie nauczył Cię próbowania. Może zabrakło w Twoim życiu osoby, która zachęcałaby Cię, a później położyła opiekuńczo dłonie na plecach i nieco popchnęła „spróbuj”. To mógł być ktoś z rodziców, dziadków, najlepszy przyjaciel, pierwszy chłopak, przyjaciółka.  Są osoby tak żywe i tak energetyczne, że same pchają się wszędzie, gdzie tylko mogą. Często wpadają między drzwi a framugę albo spadają na tyłek z całkiem dużej wysokości – uwierz mi, to boli – ale wciąż podnoszą się i próbują nowych rzeczy dalej. Nie mówię teraz o nowych wielkich początkach, ale o codziennych małych odwagach i czasami niedogodnościach. 

Co mogłaś zrobić, ale pewnie znowu zabrakło Ci odwagi? 

O zamówieniu matcha latte w Londynie, chociaż kosztuje około 15 złotych i nie wiadomo, czy będzie smakować (będzie), a Ty masz kasę wyliczoną, co do grosza. O samotnym locie, by odwiedzić koleżankę (dasz radę), o nauce nowego programu, by praca szła nieco łatwiej (będzie ciężko). O pierwszym pójściu do klubu fitness i czekania pod salą (chyba się na mnie gapią), o pierwszym wyjściu pobiegać (ah, te kochane sąsiadki w oknach). O czynnościach, które sprawiają, że masz nieco spocone ręce i być może czujesz lekkie ssanie w żołądku – o pierwszej rozmowie o pracę w obcym języku, o zdawaniu ważnego egzaminu, o ślubie (a dlaczego nie?) i o pierwszej samodzielnej jeździe autem.

Nie unikniesz nowości w swoim życiu, a jeśli będziesz pochodziła do nich jak pies do jeża, tyle Cię ominie. Zrzuć z siebie płaszczyk rozsądku i ciepły szal wymówek i po prostu spróbuj! TERAZ

Zamów lody o smaku solonego karmelu, napij się napoju owsianego prosto z kartonu, dowiedz się, za co ludzie tak kochają młody jęczmień i dlaczego wszystkie kobiety uważają, że Skalpel Chodakowskiej to morderczy trening. Wsiądź na grzbiet konia, odpal Duolingo i zacznij na przekór wszystkim uczyć się japońskiego, zaplanuj wymarzoną wycieczkę do Stanów i zacznij nagrywać stories na Instagramie. 

Rozumiem, że się boisz. Każda z nas się boi, to sygnał, że wybieramy coś, czego nie znamy. 

Też się bałam, jak pierwszy raz wsiadłam do samochodu, wygoliłam sobie pół głowy i zaczęłam chodzić na siłownię. Na pierwszych zajęciach jogi w szkole nie mogłam w ogóle oddychać i nie miałam odwagi, żeby się odezwać, że jestem nowa. Jak jechałam sama na jogowe warsztaty na mały koniec świata, to płakałam w samochodzie, a przez kilka godzin po dotarciu na miejsce bolał mnie brzuch. Stresowałam się przed samodzielnym lotem do przyjaciółki i drżałam na myśl o pierwszym tańcu na mikro przyjęciu weselnym. 

Wiesz co? W sumie to sobie siedź w swojej strefie komfortu! 

Możesz oczywiście zostać w domu, nakryć stopy kocem i zrobić kawę w ulubionym kubku. Możesz dodać jak zawsze płaską łyżeczkę cukru, nieco mleka zawsze z tego samego dyskontu i zjeść ulubione ciastko. I to jest, moja kochana, w porządku. To jest właśnie Twoja strefa komfortu. 

Tylko pamiętaj, że jeśli organizujesz sjestę zbyt często, to życie zaczyna Ci uciekać. Za Twoimi drzwiami i za Twoim oknem płynie świat. Teraz jego tempo jest wolniejsze, puls delikatny – wsłuchaj się w odgłosy swojego miasta i poczuj nowe tempo. Użyj wszystkich zmysłów, by pobudzić zatrzymaną energię. 

Teraz, gdy żyjemy w wymuszonym tempie slow, możesz w bezpiecznych warunkach własnego domu oraz mikro otoczenia próbować nowych rzeczy. Poczuj się przez chwilę, jakbyś znowu była dzieckiem! Zacznij grać z synem na konsoli i poznawać instagramowe filtry z córką. Wsiądź na rower – pierwszy raz od dziesięciu lat – i jedź do lasu. Ściągnij mapę swojego regionu i zabierzcie się całą rodziną na wycieczkę z dala od cywilizacji. Odpal YouTuba i zrób nową potrawę, zacznij szyć/robić na drutach/szydełkować. Zacznij tworzyć coś własnymi dłońmi, choćby kwiatki z masy solnej. Maluj farbami. Rozłóż wielki karton albo stare prześcieradło – będzie zero waste w salonie i odciśnijcie swoje stopy i dłonie zamoczone w farbie. Stemplujcie nudne tshirty stemplami z ziemniaków we wszystkich kolorach tęczy. Zrób z dzieciakami korale z makaronu (żyłka i lakiery do paznokci) i upleć wianki z mleczy. Czy wiesz, że teraz młoda pokrzywa jest najsmaczniejszym dodatkiem do wiosennej sałatki? Zacznij detoks, pij zielone koktajle (warzywa są super!), słuchaj audiobooków, medytuj, tańcz o wschodzie słońca. 

Łap życie moja kochana i trzymaj mocno z całych sił! A strefa komfortu? Ona sobie spokojnie poczeka, usiądzie wygodnie na kanapie i zacznie przeglądać najnowszy numer The Mother MAG na czytniku – ma czas.

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo