Change font size Change site colors contrast
Styl życia

Szczęścia nie zrobisz sobie na drutach. Ale sweter już tak.

24 stycznia 2020 / Monika Pryśko

Jeśli jest coś, czego mi brakuje w dzisiejszych czasach, to kobiecych kółek wzajemnej adoracji.

Brzmi jak relikt przeszłości, ale jak zebrać te wszystkie miłe duszy kobiety, zestawić je z wnętrzem z IKEA, dać do ręki wyszukane cafe latte i włączyć muzykę Sama Smitha, to od razu perspektywa się zmienia, prawda? Co robienie na drutach ma z tym wspólnego? Stitch 'n' Bitch, ladies!

Napisałabym, że amerykańscy naukowcy wymyślili sposób na integrację kobiet. Ale to byłaby ściema, bo kobiety same na to wpadły i to jeszcze w czasie II Wojny Światowej. A potem wyszła nasza wrodzona potrzeba tworzenia społeczności i uczestniczenia w grupie. Stitch ‚n’ Bitch to nazwa kobiecych grup, które spotykają się regularnie w różnych częściach świata, by… robić na drutach. W 1999 roku Debbie Stoller zorganizowałą taką grupę w East Village. Opisała to w artykule w magazynie BUST który z kolei przeczytała Brenda Janish z Chicago. Tak powstała grupa Chicago Stitch ‚n’ Bitch. Później  Vickie Howell założenia grupę Los Angeles Stitch ‚n’ Bitch. Dziewiarska lawina ruszyła. 

Dziś kobiety spotykają się w różnych miejscach, często publicznych, jak kawiarnie czy parki, by wspólnie robić na drutach. How simple is that? Podobno takich grup na świecie jest aż 700. 

Gdyby Monika Wejman stworzyła lokalną grupę Stitch ‚n’ Bitch, byłabym pierwsza w kolejce, żeby dołączyć. Choć w życiu nie zrobiłam ani jednego ściegu. 

 

 

Monika mieszka w Olsztynie. Jest mamą 4-letniej Hani i prawie rocznego Kuby. To nasza zaprzyjaźniona Czytelniczka, która wzięła udział w wyzwaniu We Are Knitters i The Mother MAG: ,,Czy robienie na drutach jest jak jazda na rowerze?’’.

miałam długą przerwę w robieniu na drutach, byłam ciekawa jak sobie poradzę. Potraktowałam to jak wyzwanie… a ja lubię wyzwania. Wstyd się przyznać, ale ostatnią rzeczą, jaką zrobiłam na drutach, to szalik dla męża, Marcina, jakieś 2 lata temu… także dawno. Ale szalik ,,żyje” cały czas, jest w użyciu i Marcin twierdzi, że to jego ulubiony. Albo tak się tylko podlizuje. :))

 

Robienie na drutach kojarzy mi się z odpoczynkiem. Dziś, gdy mamy telefony przylepione do dłoni, odłożenie smartfona i wzięcie do rąk drutów to nie lada wyzwanie. To wręcz detoks od mediów społecznościowych, detoks od scrollowania i sprawdzania feedu co minutę. 

 

 

Gdybym miała wypisać kolejną turę 100 sposobów na Mother-Life Balance, robienie czegoś na drutach byłoby w pierwszej dziesiątce. Choć oczywiście nie jest to takie proste, jak mogłoby być.

 

kiedy próbowałam dziergać w ciągu dnia, Kuba zabierał mi włóczkę i memłał ją w buzi albo zaczepiał o druty. Wieczorami znów Hania domagała się uwagi, chciała uczestniczyć w pracy, pomagać, trzymać włóczkę i patrzeć. To było akurat fajne, bo lubię z Hanią robić różne prace, pokazywać jej różne techniki, itd. Ale w efekcie siadała na robótce, przez co materiał się ciągnął, bawiła się włóczką i niekiedy ciągnęła ją, co też nie pomagało, a raz niestety też zgubiłam oczko, co zauważyłam dopiero jakieś 10 rzędów dalej, więc musiałam spory kawałek robótki rozpleść i dziergać ponownie. Także ,,spokój” do pracy miałam tylko późnym wieczorem i w nocy. Ale udało się. Była to mieszanka pracy, przyjemności i niewyspania, ale z efektu jestem bardzo zadowolona. 

 

 

We Are Knitters to miejsce, gdzie możesz zacząć uczyć się robić na drutach. Dostajesz z dostawą do domu pakiet niezbędny do tego, by zrobić swój pierwszy sweter. Tak, razem z instrukcją obsługi! 

tego się nie zapomina, pamięć w rękach zostaje! 

Jeśli wierzyć Monice, wystarczy kupić sobie zestaw początkowy i próbować. I choć chodzi o to, by mieć piękną, ciepłą, naturalną i własnoręcznie zrobioną narzutę, ja widzę tu coś jeszcze. Pretekst, by odciąć się od świata i być tu i teraz. Pretekst, by dołączyć do nowej społeczności. Sposób na to, by zdobyć nowe umiejętności albo rozwijać dawno zapomniane hobby. 

Sposób na to, by zrobić coś samemu. A potem być z tego bardzo dumnym.

Wejdź na stronę www.weareknitters.pl i zobacz, czego możesz się nauczyć. 

Monika zrobiła narzutę (lub szalik, jak kto woli) The Kilim Blanket , a ma na sobie sweter Simone Cardigan. Jak jej wyszło? 

 

 

Film i zdjęcia: Emilia Pryśko

Modelka: Monika Wejman

Miejsce: Playschool w Olsztynie

Specjalne podziękowania Joli Paradnik za pomoc w realizacji artykułu.

Styl życia

Seriale o jedzeniu na Netflixie

10 lutego 2020 / Paulina Kondratowicz

Seriale o jedzeniu na Netflixie jako życiowa inspiracja!

Wspominałam Wam ostatnio, że jestem na diecie. No jestem. I nie, nie będę opowiadać Wam o tym, jak to super świetnie czy wręcz przeciwnie jest na niej być. Ale całe to dietowanie niejako wymusza na mnie przyrządzanie sobie jedzenia w domu. I pomagają mi w tym seriale o jedzeniu na Netflixie. 

 

Skończyły się błogie czasy szybkiego „cziza” z McDonald’s, czy też zapychanie się ulubionym białym chlebem z pasztetem z Biedronki. Stałam się, można powiedzieć, świadomym konsumentem, jeszcze bardziej świadomą fit larwą, a nade wszystko niemalże obozowym capo wśród znajomych, którzy proponują czipsika do piweczka. 

 

Ogarnęłam, że jeśli dalej pójdzie tak jak szło, to za rok łatwiej będzie mnie przeskoczyć niż obejść. No i sobie od grudnia działam z dietą, zaprzyjaźniłam się z warzywniakiem, odkopałam kilka książek kucharskich, zapisałam do grupy wsparcia na Facebooku. 

 

Na całe szczęście nie jestem zwierzęciem, które nie lubi wody, czy stroni od warzyw. Tutaj jestem z siebie absolutnie dumna, ponieważ wszystko jakoś przychodzi mi łatwiej, fajniej i czuję się zdecydowanie lepiej, niż wówczas, gdy waga pokazała mi jakieś łgarstwa. 🙂

 

Będąc na diecie szukam inspiracji jedzeniowych i trudno ominąć szerszym łukiem wszystkie te wspaniałe programy kulinarne, którymi raczy mnie telewizja, ale i Netflix. W szale zmian, postanowiłam zajrzeć, co serwis proponuje w temacie gastronomiczno-kucharsko-dokumentalnym. Oto najlepsze seriale o jedzeniu na Netflixie. 

 

Cztery Składniki na Netflixie

 

A dzieje się sporo. Zaczynając od dokumentu „Cztery Składniki”, zabrałam się jako pasażer na gapę w podróż po smakach. Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam, poza oczywiście gotowaniem, wiedzieć więcej na temat poszczególnych kuchni świata. Taka moja historyczna zajawka. 

W dokumencie traktującym o podróżach i gotowaniu, poznałam Samin Nosrat, która jest znaną szefową kuchni i autorką książek o gotowaniu. I wszystko to brzmi dość banalnie, ale materiał filmowy z jej udziałem to prawdziwa uczta dla zmysłów. 

Samin odwiedza przepiękne miejsca, w których kuchnia jest niemalże nierozerwalnym elementem kultury, sztuki, a nawet miejscem nawiązywania relacji międzyludzkich. W ciekawy sposób opowiada o czterech głównych składnikach potraw i w brawurowy sposób udziela porad kulinarnych. Dla mnie sama rozkosz, chociaż nie mam pojęcia jak smakują dania, które przyrządza, dopóki sama nie spróbuję ich odkryć na własną rękę. 

Uwielbiam w niej wszystko – naturalność, prostotę, szczerość, a nade wszystko kolory, którymi otacza się podczas odprawiania swoich czarów na patelni. 

Cztery składniki to nie tylko podstawa każdego odcinka, ale też filozofia. Samin zabiera nas w nostalgiczne podróże po historii miejsc, które odwiedza, wskazuje na ważne elementy kultury, które kształtowały smak i wybory gastronomiczne mieszkańców danych regionów. Dzięki jej wiedzy i humorowi, możecie odnieść wrażenie, że w zasadzie znacie te miejsca, znacie te smaki, poznajcie te wszystkie niuanse, które kryją sięga przygotowaniem każdej z potraw. 

Dla mnie „Cztery smaki” to coś więcej niż Małkowicz, dużo więcej kolorów niż Gessler, a już na pewno bardziej przyswajalna forma niż Nigella. Co ciekawe, dokument Netflixa oparty jest na szerokiej wiedzy kulinarnej nie tylko samej prowadzącej, ale też bazuje na doświadczeniu gości programów. Za to lubię seriale o jedzeniu na Netflixie. 

Uwielbiam jej mamę, która w zupełnie niegwiazdroski sposób, po mistrzowsku radzi sobie z… ryżem. Zresztą, każdy kto lubi gotować wie, że nie ma nic bardziej przyjemnego od ciekawego omówienia potraw. W serialu Netflixa po prostu wszystko pachnie. Jest miejsce na piękne ujęcia jedzenia podczas jego przyrządzania, ciekawy komentarz, rzut oka na otoczenie. Jest też pasja. Bez niej nawet najlepiej zapowiadający się przepis nie ma prawa nas uwieść. U Samin znajdziecie wszystko – siostrzane porady, profesjonalizm godny kucharzy z najlepszych knajp, na rozbrajającym poczuciu humor skończywszy. 

 

Chef’s Table na Netflixie

Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam wręcz obserwować wirtuozów gotowania w akcji. Tak przepyszna i niezwykła propozycja jaką jest „Chef’s Table” nie może więc umknąć Waszej uwadze. 

Wyobraźcie sobie, że macie niepowtarzalną okazję przyjrzeć się pracy i kreacji najlepszych, najbardziej utalentowanych i najbardziej znanych szefów kuchni z całego świata. Nagrodzony nagrodami Emmy, serial o jedzeniu na Netflixie „Chef’s Table” to po prostu niebo w gębie dla koneserów znakomitej kuchni. Każdy odcinek to inna historia. 

Niemalże godzinne spotkania obfitują w pełen smaków, kolorów, doznań spływ po inspirujących daniach spod rąk najlepszych kucharzy. Zaglądamy do kuchni eksperymentalnej, by za chwilę przenieść się do zupełnie, można by powiedzieć, zwyczajnych dań kuchni śródziemnomorskiej podlanej niebanalnym, czerwonym winem. I może nie byłoby w tym wszystkim nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że realizacja dokumentu jest po prostu należycie przyprawiona. Dla mnie największym zaskoczeniem była jednak prostota – dania prezentowane w odcinkach netflixowego dokumentu nie wydają się szczytem nie do osiągnięcia. I zainspirowały mnie do jeszcze większej fantazji i swobody w kuchni. Gdy jeszcze dorzucimy do tego komentarz, że owe pomysły i inspiracje wyznaczają nowe trendy… czujemy się jak na pokazie Gucci w pierwszym rzędzie. 

 

Cooked na Netflixie

Zdaję sobie też sprawę, że nie każdy musi poczuć pociąg do garnków i przypraw. Nie każdy też powinien. Jednak na przykładzie Michael’a Pollan’a i jego poczynań w kuchni w dokumencie „Cooked” możemy wysnuć kilka ważnych wniosków. 

Otóż kuchnia to nie tylko mieszanie w garnkach, to także psychologiczna rozgrywka pomiędzy smakami a kształtowaniem naszych sympatii, antypatii, a nawet społecznych norm. Sama zdziwiłam się ile w pieczeniu, warzeniu i duszeniu znajduje się filozofii, która ma ogromny wpływ na to kim w zasadzie jesteśmy. 

Zupełnie inaczej do gotowania podchodzą społeczeństwa bogate, a inaczej biedne. Inaczej ugotuje nam zupę Rosjanin, a jeszcze inaczej do kwestii zwykłego steka podejdzie Amerykanin. Michael Pollan pokazuje niezwykłą drogę, którą przebywa jedzenie od żołądka do mózgu. I co najciekawsze – wszystkie kwestie psychologii jedzenia wspaniale odzwierciedlają się w kwestii przygotowywania potraw. 

Muszę przyznać, że nie spodziewałam się, że ewolucja smaków i kuchni świata mogła mieć tak ogromny wpływ na skok cywilizacyjny wielu kultur. Oglądając Michael’a w akcji, mogę śmiało stwierdzić, że to „swój chłop”, który nie udaje, nie dmucha na zimne, jest szczery do bólu, a przy tym obłędnie inteligentnie łączy fakt gotowania z wpływem tego gotowania na nas wszystkich. 

Zastanawialiście się kiedyś, czy kuchnia, gotowanie i smaki mogą Wam pomóc w codziennym życiu? Wystarczy spojrzeć na kuchnie świata – dalekowschodnie, które słyną ze zdrowych i dietetycznych składników, europejskie kuchnie regionalne, które aż kipią historycznym sznytem, afrykańskie, które prześcigają się w prostocie i wyrazistości, czy południowoamerykańskie, które potrafią zaczarować mnogością smaków i egzotyką. Każdą z kuchni świata łączą cztery żywioły. 

Mamy więc niezwykłą możliwość poznać historię, antropologię i chemię, która łączy wszystkie te żywioły w jedno, kształtując gusta kulinarne ludzi na całym świecie. Seriale o jedzeniu na Netflixie pomagają zrozumieć, dlaczego gotowanie w garnku zmieniło sposób przyrządzania tak naprawdę każdej, znanej na świecie potrawy, jak ogień kształtował rozwój kuchni, dlaczego chleb jest podstawa tak wielu dań i wreszcie czy jedzenie sfermentowanego pożywienia może pomóc w wielu schorzeniach. Mnie aż zaburczało w brzuchu.

Czy gotowaniem można się po prostu zarazić jak ospą? Jestem zdania, że tak. Ciekawość smaków, odwaga w kuchni, tworzenie tak naprawdę prostych potraw mogą sprawić, że każdy z nas może stać się prawdziwym wirtuozem patelni. A nic tak nie zaostrza apetytu jak przepięknie przedstawione potrawy, ciekawe historie i bezpretensjonalny gawędziarz, który pokaże co i jak. 

Ja zgłodniałam, a Wy?

 

PS A jakie seriale o gotowaniu na Netflixie Ty polecasz?

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo