Change font size Change site colors contrast
Wnętrza

Skandynawskie domki nad polskim morzem

4 września 2019 / Emilia Pryśko

Jeżeli do tej pory urlop kojarzył ci się z typowym hotelowym wystrojem, chyba masz zaległości!

Od teraz na hasło "wypoczynek" chcemy mieć przed oczami drewniane domki, w całości zaprojektowane przez pracownię Raca Architekci.

Mogę nie doczytać felietonu, nie zawsze mam czas na nowinki modowe, ale jeśli widzę dobre wnętrza – zatrzymują mnie na dłużej. Domki SZUMILAS, w nadmorskim Lubiatowie, mocno przykuły moją uwagę. Z zadowoleniem odkryłam, że ich autorem w całości jest pracownia Raca Architekci, których realizację opublikowałyśmy na łamach jednego z numerów naszego magazynu.

Na pierwszy rzut oka widzę proste, nowoczesne, drewniane bryły. Przyciąga mnie ta prostota, bo styl nawiązujący do skandynawskiego jest mi bardzo bliski. Szalenie podoba mi się drewniana elewacja i naturalność, najbardziej jednak przyzywa mnie wnętrze. Skontaktowałam się z pracownią, żeby dowiedzieć się czegoś więcej. Architekt Michał Raca napisał:

 

Domki miały być proste i funkcjonalne, cechujące się spokojną architekturą nawiązującą do otoczenia. Domki powstały w technologii drewnianej.  Podczas pracy nad projektem maksymalnie uprościliśmy bryłę budynku: zrezygnowaliśmy z wystających okapów dachu, a całą elewację pokryliśmy wąską 8 cm deską z modrzewia.

Ciemne dodatki w postaci antracytowych okien, czarnych ram z blachy wokół nich, ciemnego dachu z blachy układanej na rąbek, stojący nadały bryle nowoczesnego charakteru.

Elewacja i układ okien wynika wprost z układu wnętrza. Ściana frontowa, przy której znajduje się taras, została przeszklona tak, by taras stał się przedłużeniem salonu. W ten sposób można odczuwać otaczającą przyrodę z wnętrza domku.

Taras, został przesłonięty żaglem, który chroni przed deszczem i jednoczenie przesłania światło wpadające do salonu tak, by wnętrze domku zbytnio się nie nagrzewało.

 

Czy to nie brzmi wspaniale? Duże okna, taras, stanowiący przedłużenie domu, drewniana okładzina – świetny kierunek. Domki mają raptem 50m2, więc przeznaczone są raczej dla rodzin 2+2, ale z tego, co się dowiedziałam, 6 osób wygodnie spędzi tam czas. Architekci dopracowali wnętrza tak, że na ograniczonej powierzchni zmieściły się wszystkie niezbędne udogodnienia, a nawet zmywarka i pralko-suszarka (kto nie uważa tego za niezbędne, niech pierwszy rzuci kamieniem).

A wnętrza?

W temacie wnętrz postawiliśmy na naturalne materiały, by domki współgrały z otoczeniem. Wszystkie meble zostały wykonane ze sklejki, blaty w łazienkach zostały wykonane z naturalnego kamienia, a na suficie i części ścian pojawia się ta sama deska z modrzewia, która występuje na elewacji budynku. Do neutralnej całości dodaliśmy kilka soczysto zielonych elementów ( np. drobne ceramiczne płytki barwione w masie, które dodają dużo detalu i wspaniale eksponują piękny kominek), które jednoznacznie kojarzą się z naturą.

Przejrzyjcie zdjęcia, zainspirujcie się. Ja szaleję za połączeniem sklejki, bieli, czerni i kamienia. Chociaż tu widzimy wnętrza domków wakacyjnych, urlopowych, to łatwo mi odnieść ten styl do prywatnych wnętrz. Na pewno warto podpatrzeć funkcjonalne rozwiązania i odnieść je do niedużych wnętrz.

Podobno sesja zdjęciowa była robiona pod koniec października, chociaż cały miesiąc był zimny i nieprzyjemny, na czas robienia zdjęć temperatura przekroczyła 20 stopni! Magia? 🙂

design: Raca Architekci
photos: Katarzyna Seliga-Wróblewska, Marcin Wróblewski / Fotomohito

Styl życia

Organizacja w pracy i w domu, na co dzień!

26 listopada 2019 / Magda Żarnowska

Podobno drugim początkiem roku jest wrzesień, kiedy to po wakacjach życie rodzinne wraca na stare tory i należy przestawić się z błogiego lenistwa na wyścig z samym sobą, aby sprostać wszystkim nałożonym na siebie obowiązkom.

Organizacja w pracy jest ważna. Co dopiero w domu!

Wrzesień, a nawet październik mamy już za sobą, więc całkiem świadome własnych niedoskonałości i popełnionych być może błędów, z nową energią i siłą możemy zabrać się za organizowanie siebie w czasie. Nadchodzące wielkimi krokami Święta i Nowy Rok mogą także tych bardziej opornych do planowania, skłonić do poczynienia przełomowych zmian w swoim życiu i tak zwanych POSTANOWIEŃ.

Nowy Rok – oko cyklonu

U mnie potwierdziła się pierwsza teza i faktycznie wraz z końcem wakacji wpadłam w wir zajęć, z którymi musiałam sobie jakoś poradzić. Te z Was, które mnie znają z wcześniejszych felietonów, wiedzą, że staram się nie organizować swoim dzieciom dodatkowych zajęć pozalekcyjnych, natomiast okazało się, że nie na nich planowanie się kończy.

Otóż od września zostałam matką ogarniającą tematy w pewnym sensie na pełen etat. Mój mąż zmienił pracę i teraz jest zwyczajnie niedostępny przez 10 godzin dziennie. Taka, wydawać by się mogło, niewielka zmiana, wywróciła moje życie do góry nogami. 

***Tutaj jest czas na dygresję. Ilekroć słyszę utyskiwania jednego z małżonków na nawał obowiązków, proszę, aby wymienili to, co robi druga strona. Ja przejrzałam na oczy w chwili, kiedy mąż był po operacji i musiałam robić ABSOLUTNIE WSZYSTKO sama. Było to kilka lat temu i od tamtej pory szanuję jego wkład w nasz dom jeszcze bardziej. 

Teraz co prawda mąż wykonuje nadal większość swoich obowiązków, które nie kolidują z jego pracą, ale na mnie spoczęło wszystko to, czego nie jest w stanie ogarnąć między 7.00 a 17.00.

Kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że muszę np.

  • wozić dzieci nie tylko do przedszkola, ale także regularnie do szpitala na fizjoterapię, 
  • ogarniać wszystkie wizyty lekarskie, nie tylko dziecięce, ale także swoje własne i te związane z ciążą,
  • dopilnowywać terminów rozliczania PITów i innych formalności, które zdarzają się w życiu dorosłego człowieka,
  • tankować samochód i znajdować czas na niezbędne wizyty u mechanika,
  • ogarniać warsztaty i inne obowiązki przedszkolne,
  • pamiętać o szczepieniach dzieci, psów i kota,
  • ogarniać dawkowanie leków i inne terapie,
  • przygotować dzieciom codziennie posiłki do przedszkola, gdyż są na specjalnej diecie,
  • pamiętać o przynoszeniu i zbieraniu kasztanów :p oraz o konkursach na flagę UE, 
  • robić tygodniowe zakupy, odkąd zamknęli moją ulubioną sieć dowożącą je dotychczas pod samiuteńkie drzwi, 
  • mobilizować się do pisania, które bądź co bądź zawsze było wielką przyjemnością,
  • a przy tym nadal normalnie pracować, trzymać rękę na pulsie i dopilnowywać projektów, szkolić się i rozwijać prywatnie, 

to… padł na mnie blady strach. Byłam przekonana, że o czymś zapomnę, czegoś nie dopilnuję, a w najlepszym wypadku rozsypie się któryś z planów wymagających współuczestnictwa wszystkich domowników.

I wtedy przeszukałam Internet i…  znalazłam mnóstwo skarbów!

SEKRETY PLANOWANIA, czyli organizacja w pracy i w domu. 

Okazuje się, że organizacja siebie w czasie spędzała sen z powiek ludziom mądrzejszym i bardziej zaradnym niż ja, i dlatego na rynku dostępnych jest mnóstwo cudownych artykułów, które mają mi pomóc.

ORGANIZACJA W CHMURZE

W pierwszej kolejności testowałam rozwiązania mobilne – na telefon, ale okazało się, że jeżeli mąż nie przeczyta maila w ciągu dnia z przypomnieniem z kalendarza, to niestety nie jest w stanie zrealizować mojej prośby i dlatego o wszystkim musiałam go nadal informować tradycyjnie, czyli sms-em i wieczorami przy kuchennym stole. Ponadto wiemy, jak to bywa z aplikacjami w telefonie- przynajmniej w moim, zdarza im się zawiesić, wygasić, a w najlepszym razie nagle doprowadzić telefon do pełnego rozładowania. Jeżeli jednak jesteś posiadaczką lepszego sprzętu, a Twój wspólnik w zbrodni jest bardziej multimedialny, to gorąco zapraszam do przetestowania dostępnych aplikacji.

ORGANIZACJA NA LODÓWCE

Na kuchennym polu znalazłam opcje, które mnie naprawdę zachwyciły. Jak doskonale wie każda matka, centrum życia rodzinnego znajduje się na lodówce (w której oczywiście nawet po zakupach nie ma nic do jedzenia, no chyba, że za sałatą). Moja lodówka oklejona jest magnesami, naszymi mapami myśli związanymi z planowaniem wyjazdów i generalnie życia, pierdyliardem obrazków, przepraszam, arcydzieł sztuki przytaszczonych z przedszkola, a teraz także kalendarzem miesięcznym. 

Kalendarze na lodówkę można przyczepić w dowolnej formie. Jednym z przykładów  lodówkowego planowania są plannery rodzinne w formie wielkich magnesów, działających jak tablice suchościeralne.  Takie plannery proponuje nasza rodzima firma Familiowo. Dostępnych wariantów jest mnóstwo i każdy znajdzie coś dla siebie. Jest tu np. podstawowy planner miesięczny, gdzie sami nanosimy odpowiednią numerację dla danego miesiąca, a później już możemy pisać i ścierać do woli. Są wersje bardziej rozbudowane, które umożliwiają dokładniejsze zaplanowanie konkretnego tygodnia. Dostępne są także rysunkowe piktogramy, aby ci, co nie umieją czytać, nie mogli się wyprzeć przydzielonych im zadań. Słowem, mnóstwo dobra do spersonalizowanej konfiguracji. 

Planować na lodówce można też na zwykłych kartkach. Dla mnie najważniejsze jest to, że kalendarz na lodówce widzą wszyscy domownicy, ci, którzy umieją czytać i pisać mogą nanosić własne poprawki i nikt nie ma możliwości powiedzieć, że o czymś zapomniał, bo przecież JAK WÓŁ było na lodówce! Ha! Dodatkowo czasem łatwiej napisać na lodówce o wyjazdowym szkoleniu i czekać na rozwój wypadków, niż wprost o nim poinformować

Plannery ścienne

Dla tych, którzy wolą mieć ślad po wcześniejszych planach, swoje produkty przygotowały przesympatyczne kobiety Agnieszka i Ania, doświadczone matki, skrywające się pod nazwą Mamykalendarz. Tutaj królują głównie kalendarze ścienne (ale kto lodówce zabroni?) przeznaczone dla rodzin. Każdy członek rodziny ma swoje miejsce na kartce organizującej poszczególne tygodnie życia. Jest także opcja dla dużych rodzin, a jak wiemy- przezorny zawsze ubezpieczony. Tak jak sygnalizowałam wcześniej, kalendarze papierowe nie pozwalają na dyskretne wymazywanie niewygodnych planów- warte rozważenia dla tych, którzy przeczuwają, że w ich szeregach mogą kryć się sabotażyści. Mamykalendarz.pl  coraz bardziej rozbudowuje gamę swoich produktów, wszystkie można znaleźć tu

Jeżeli kalendarz ścienny to za dużo…Mamykalendarz ma także w swojej ofercie kalendarze do torebki, więc fanki mogą wyposażyć się także bardziej kompleksowo i minimalistycznie 🙂

ORGANIZACJA W BULLET JOURNAL

Odkąd zrezygnowałam z planowania online poza życiem zawodowym, na nowo odkryłam ideę bullet journal. Jest to rodzaj kalendarza-notatnika-plannera, w którym ceniona jest dowolność i inwencja. To ja decyduję jakie kartki i zakładki znajdą się w moim plannerze. Można się wyżyć graficznie, dać upust inwencji.

Dodatkowo w Bullet Journal wskazane, a w zasadzie niemalże konieczne, jest korzystanie z różnego rodzaju naklejek, kolorowych cienkopisów, zakreślaczy, przyklejanych karteczek. I jakby to powiedziała Janinadaily- tu jest jak w sklepie monopolowym- tu wszystko jest pyszne 😊.

Nie wszystkim jednak odpowiada wyżywanie się na czystych kartkach. Nie wszyscy wierzą, że umieją sami zorganizować sobie przestrzeń do notowania, że będą umieli w te wszystkie ikonki i personalizowane schematy. A jak wiemy, wszechświat nie znosi pustki i na pomoc ruszyły nam (oczywiście) KOBIETY! Wśród ofert do planowania bardziej prywatnego, wyszukałam prawdziwe perełki.

Och Planner to jeden z flagowych plannerów do druku firmowanych przez młodą mamę- Magdę, prowadzącą bloga My pink PLUM. Magda sama projektuje plannery doskonałe do zadań specjalnych. Oprócz wspomnianego plannera, na stronie możemy znaleźć także narzędzia do planowania bardziej specjalistycznego, dotyczącego efektywności zawodowej czy domowego budżetu. Ptaszki ćwierkają, że niebawem pojawi się też planner zadedykowany mamom. Plannery u Magdy kupujemy, pobieramy na dysk i drukujemy same na dowolnym papierze i w dowolnym formacie. 

Happy Planner z kolei to efekt współpracy mamy i córki przy projektowaniu eleganckich, kobiecych plannerów książkowych. Ta współpraca cieszy mnie niezmiernie, ze względu na to, że sama mam małą córeczkę i mimo, że czasem jej spojrzenie, kiedy podam jej niewłaściwy kubek, mogłoby mnie zabić, wierzę, że jest dla nas nadzieja na przyszłość 😉. Plannery Madamy są eleganckie, odrobinę romantyczne, wypełnione inspirującymi treściami, idealne np. na prezent.

Jeżeli do tej pory ciężko Wam się zdecydować, to istnieje takie miejsce, jak Design your life, które będzie potrafiło wyposażyć Was we wszystkie narzędzia niezbędne do planowania. Na tej stronie znajdziecie eleganckie, biznesowe plannery, a także artykuły uzupełniające, takie jak karteczki samoprzylepne, zakreślacze czy naklejki. Same zobaczcie

Po takim przeglądzie nastąpił czas na podsumowanie, gdyż na zwykłe postanowienia jest już za późno.

W związku z czym wyznam, że tak właśnie od jakiegoś czasu z rozmachem koloruję, przyklejam, zakreślam i wypisuję rzeczy do ogarnięcia… i jak na razie wszyscy żyją, nikt nie zapomniał odebrać dziecka z przedszkola ani zawieźć do dentysty! Oby tak dalej…. .  W moim planowaniu mam rubryki poświęcone na:

  • Planowanie posiłków co najmniej na tydzień, a najlepiej jeszcze bardziej wybiegających w przyszłość
  • Rozliczanie miesięcznych wydatków „nadprogramowych”, tych, co się ich nie dało zaplanować, a jednak pożarły pół pensji
  • Rozpisywanie schematycznych planów zajęć na każdy dzień tygodnia- tych do bólu powtarzalnych
  • Przygotowywanie harmonogramu utrzymania mieszkania we względnym ładzie, małym kosztem 😉 dobre?
  • Trzymanie w ryzach moich zapędów zawodowych, czyli innymi słowy wpisywaniu zadań do wykonania, szkoleń do odbycia i punktów ważnych dla poszczególnych projektów
  • Monitorowanie badań w ciąży
  • Monitorowanie przebiegu leczenia dziecka
  • Planowanie wyjazdów prywatnych- rozpisek dotyczących potencjalnych  cen biletów, godzin przejazdów itd.

Można? Można! Zatem do dzieła!

Mother-Life Balance to zdecydowanie mój plan na macierzyństwo po urodzeniu drugiego dziecka.

Sylwia Luks

The Mother Mag to mój ulubiony magazyn z którego czerpię wiele porad życiowych oraz wartościowych treści!

Leszek Kledzik

The Mother Mag logo